extra_agatka
04.01.05, 19:06
Cześć! Codziennie dziękuję Bogu, za to, że stworzył interent:) Nigdy nie
myślałam, że będę korzystać z forum, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że
to całkiem fajna rzecz. Co myślicie o związku takich jak ten? Bo o tym mam
zamiar pisać. Właściwie to o swoim związku, który już nie istnieje, ale
zastanawiam się czy zrobić coś z tym,czy zostawić tak jak jest.
Naściemniałam na wstępnie, więc teraz postaram się szybko opisać co i jak;)
A więc... kiedyś na imprezie priv spodobał mi się pewien chłopak. Nic z tym
nie zrobiłam, ponieważ nie miałam odwagi, a i tak byłam już z kimś związana.
Dałam sobie spokój. 4 miesiące poźniej spotkałam go i to całkiem przypadkowo
(nawet miła historia). Pogadałam z nim, a on wziął mój nr tel. wtedy dopiero
się poznaliśmy. Następnego dnia zaprosił mnie na imprezke. Zgodziłam się, bo
i tak już byłam sama;) Jestem troche szalona, hehe i odważna, a po części
głupia. Przespałam się z nim (nie żałuje)- był to mój drugi facet. Z
pierwszym byłam 2 lata. On nigdy nie miał dziewczyny tak na serio;) (hehe ale
to głupio brzmi) Zaczęliśmy się spotykać... nie kochałam go, ponieważ aby
kochać potrzebuję bardzo dużo czasu. Jednak zależało mi na nim. Wszystko się
jakoś rozwijało. Był tylko jeden problem, on ciągle wyjeżdżał do Niemiec
pracować, na minimum 2 tygodnie. Potem, gdy wracał jechał w weekend do szkoły
(studiował zaocznie). Zostawał na 2 tygodnie w domu, potem szkoła i znowu
Niemcy... i tak w kółko. Tolerowałam to. Gdy był w domu odwiedzał mnie.
Kochaliśmy się, chodziliśmy razem na imprezy, jednak nigdy nie rozmawialiśmy
tak poważnie o nas. Wszystko się jakoś toczyło. Minęły 3 miesiące, my w sumie
byliśmy razem. Zaprosiłam go na studniówkę, oczywiście się zgodził. Byłam
bardzo zadowolona i szczęśliwa. Kilka dni przed świętami napisał mi smsa, że
nie może ze mną pójść, ponieważ musi w tym czasie wyjechać do Niemiec.
Tłumaczył mi, ze w lutym musi zapłacić za szkołe, a kasy nie ma. Myślał, że
to jakoś załatwi, ale sie nie udało. Pokłóciłam się z nim. Wkurzył mnie, że
nawet nie szukał rozwiązania tego problemu, tylko z góry już sam postanowił,
ze wyjeżdża. Chciałam z nim pogadać i prosiłam go żeby do mnie przyjechał,
bo inaczej ja pojade do niego. On chciał to all załatwić przez telefon, co
mnie jeszcze bardziej wkurzyło. Hehe pod wpływem emocji wybrałam się do
niego:)))) Ja go opierdzielałam, a on stał ze spuszczoną głową. Wtedy to już
wpadłam w furie, bo on jest ode mnie 6 lat starszy i chyba powinien chociaż
coś powiedzieć... boheee... bronić się. Ale nic!!! Łezki mi poleciały przy
nim, bo było mi baaaardzo przykro. Przeprosił mnie, że tak wyszło. A ja mu
podziękowałam za świetny prezent na święta. W Wigilę pisaliśmy do siebie
smsy, ale to nic nie pomogło. Potem był tydzień mileczenia- on go przerwał.
Osobny sylwester- pisaliśmy smsy, pytał się czy sie spotkamy. Zgodziłam się,
ale ta ofiara losu była oczywiści pijana, więc nie umówiliśmy się. Chciałam
sobie troche poukładać w życiu i postanowiłam kilka dni poźniej do niego
napisać, czy będziemy się spotykać, czy nie. Odpowiedzi nie otrzymałam. Po
jakimś czasie, a dokładnie wczoraj wymyśliłam, żeby do niego zadzwonić i
sobie all wyjaśnić. Stwierdziłam, że nie możemy się zachowywać jak dzieciaki
(chodzi mi o obraanie się), a razem już chyba nie będziemy( tego mu nie
powiedziałam oczywiście). Jestem zdania, że problemy trzeba załatwiać przez
rozmowe. Było mi troche głupio, bo miałam wrażenie, że sie narzucam... ale
cóż, raz się żyje:D Zadzwoniłam..... kurde 7 zł wydałam:))) Ależ ja
materialistka jestem:) Pogadałam z nim. Powiedział jedynie, że nie wie co ma
o tym myśleć i jak to będzie. A ja mu powiedziałam, że chyba nie będziemy się
omijać wielkim łukiem jak się spotkamy. Chciałam być dla niego w porządku.
Powiedziała mu, że all rozumiem i jest już okey. Przyznam się bez bicia, że
nerwowa jestem. Troche za gwałtownie postąpiłam... bo ta studniówka to
głupota, a ja zrobiłam z tego wielką afere roku 2005:) No głupio wyszło... no
i....i teraz nie wiem co mam zrobić. Nie napisze Wam nic więcej, bo sama nic
więcej nie wiem. Dzwoniłam dzisaj:) Dokładnie 1,5 h temu:) Aaaa...jeszcze
chciałam dodać, że chętnych na moją studniówke nie brakowało i już od dawna
idę z kimś innym. Nie wiem dlaczego ja sobie akurat jego ubzdurałam. Pisze
teraz to...i się śmieje sama do siebie;) Musze chyba zacząć panować nad sobą.
Dobra... troche tego dużo wyszło. Kiedyś ktos telenowele z tego napisze
hehe=) No i moi Kochani...co ja mam teraz zrobić, jak on się nie odezwie?
Odezwać się pierwsza? Czy już sobie dac spokój? Dobrze mi z nim było, więc
chyba chciałabym zobaczyć czy jeszcze coś z tego wyjdzie. Pogubiłam się
trochu... A tak jeszcze to dzisiaj minęłyby 4 miesiące:) proszę Was o
wypowiedzenie się... postaram się dopisać jak to się skończyło. Teraz to i ja
mam kołowrotek w głowie, więc ratujcie i pomóżcie,
Pozdrawiam moją siostre, która tu często zagląda i na pewno to przeczyta.
Buziaczki Martuś :***