Gość: karotka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
18.01.05, 15:52
Mam problem. Jestem z kolesiem 2 lata. Moja siostra(powiedziała mi o tym
forum, więc może mi coś poradzicie)ma podobny staż ze swoim menem, ale nie ma
takich problemów. Otóż, mój men na początku naszej znajomości(pierwszy
miesiąc)zdradził mnie 2razy(zachęcający kumple, alkohol i łatwe panny), wtedy
między nami seksu jeszcze nie było, a on twierdził, że mu przykro, ale musiał
się gdzieś rozładować i tak jakoś wyszło. Obiecał być już grzeczy, więc byłam
z nim nadal. Wszystko się ułożyło i było nam razem super(on to czasem
podkreślał, a ja sama sądziłam, że może to i mój pierwszy związek, ale wydaje
się być bardzo udany). Aktualnie przebywa w Niemczech, a we mnie obudziła się
niepewność, więc w ostatnim liście wygarnęłam mu, że jest nieodpowiedzialny,
cierpi na chroniczny brak kasy(jego rodzina jest biedna, a on bez pracy i
porządnego wykształcenia), że mnie kiedyś zawiódł i nie potrafię mu do końca
ufać(choć widzę, że faktycznie się zmienił i wszędzie bywamy razem),itp. Dziś
zadzwonił, po otrzymaniu mego listu i powiedział, że nie chce tego załatwiać
przez tel, że wraca w sobotę to mi powie, bo przez tel nie potrafi. Łamał mu
się głos, a później już się naprawdę rozpłakał, chciałam od razu wiedzieć, a
nie czekać do soboty, ale się rozłączył. Później zadzwonił i przeprosił za
nagłe rozłączenie się, ja naciskałam, no i powiedział, że za dużo nas różni
(status ekonomiczny, poziom wykształcenia, i inne), że nie mamy ze sobą o
czym rozmawiać, że ja się przy nim męczę i zmarnuję i że po prostu do siebie
nie pasujemy,itp.
Zastanawiam się czemu tak długo zwlekał? Fakt, że jak gdzieś wychodziliśmy to
najczęściej ja fundowałam(z tego powodu było mu głupio), ale czy on naprawdę
mógł być ze mną tylko z wygody i z powodu kasy?? Jakoś nie wierzę. Choć był
moim pierwszym(tak zostałam wychowana, by poważnie podchodzić do tych spraw)
to jednak nigdy nie narzekał, wręcz jak opowiadał o swoich poprzednich to
faktycznie było nam super, prawie codziennie się spotykaliśmy, a ja przy nim
byłam taka szczęśliwa. Parę razy mówił, że nie jest dla mnie odpowiedni, że
sporo jest różnic, a on nie będzie umiał zapewnić mi takiego statusu, do
jakiego przywykłam, ale ja go kocham i ja nadal się łudzę, że on mnie też
kochał(i że wciąż kocha). Czy jestem naiwna? Co robić? Sporo ludzi było(i
nadal są, choć już w mniejszym stopniu)przeciwnych naszemu związkowi, ale ja
go za bardzo kocham, by tak pozwolić mu odejść, za bardzo się zaangażowałam!
Doradźcie co robić, jeśli dotrwaliście do końca! Będę wdzięczna.