oregano29
12.05.07, 08:34
Około półtora mięsiąca temu zostawił mnie facet..Przez pierwszy tydzień wcale to nie zrobiło na mnie wrażenia, by było między nami na prawde źle..jednak po tygodniu, kiedy negatywne emocje opadły, wpadłam w straszny dołek, który notabene trwa do dziś ( i jest o wieeele głębszy) Schowałam więc w kieszeń swoją dumę, przeprosiłam szczerze i prosiłam o to, żebyśmy się znów zeszli. Niestety, ten "Pan" stwierdził, ze nie wie co do mnie czuje i póki co, chojnie korzysta z zycia singla ( co wprost łamie mi serce na tysiące kawałków)..Powiedział, ze jest nadzieja, jeli się zmienię ( hmm..?) starałam sie, ale "Pan" mający strasznie wysokie mniemanie o sobie, stwierdził, ze za mało. Bowiem preszkadzało mu we mnie ( i znów przeszkodziło), ze niby go oskarżam: polegalo to na tym, ze kiedy byliśmy w związku, nie zabraniałam mu niczego, tzn.chodzil bo pubu z krzyjaciólmi( kolzeżanki i koledzy), oglądał w domu filmy z kolezankami, i chodził z nimi na besen i takie tam..jednak nie dpouszczał mnie wcale do swych prywatnych spraw(np.od kogo sms-dodoam, ze nie sprawdzałam jego tel, komp. gg, poczty), wiec zaczęłam sie bać, ze on ma jakies tajemnice. KIedy zaczęłam sie pytać (w końcu chyba musiał byc jakis powod, dla ktorych spedza z nimi wiecej czasu niz ze mna i ma te swoje tajemnice), to "Pan" sie wkurzyl, stwierdzil, ze go zniszczylam i zostawil. teraz on zniszczył mnie a ja go kocham i nie potrafie przestac. :-(