aapje
07.06.03, 21:08
Poswiecilam dla niego wszystko...Nie dociera do mnie to, ze dla niego znaczę
tak niewiele...Ja tylko czekam.Kazdy wieczor, to kolejne godziny cierpienia w
samotnosci.Zaczelo sie od niewinnej przyjazni na tle zawodowym.Wspolne
imprezy, pod wplywem alkoholu stawal sie coraz bardziej otwarty, smialy..
Bylo tyle cudownych chwil.Nie jestem juz nowoscia, moze miec mnie w kazdej
chwili, wiec piekne chwile juz sie nie zdarzaja.A ja cierpie.Wykorzystal moja
naiwnosc i odrzucil.Znosilam upokorzenie, usmiechalam sie do jego nic nie
wiedzacej zony, zajmowalam sie dziecmi.Ma dwoch synkow.Nigdy nie pozwolilabym
mu skazac ich na cierpienie.Moglam byc ta druga, byle tylko.....
Nigdy nie rozmawialismy o tym, ze cos nas laczy, ani tez nie zostalo
wypowiedziane ani jedno slowo, kiedy przestalo....Widujemy sie niemalze
codziennie, nie mam odwagi spojrzec mu w twarz.Unikamy swojego towarzystwa...
Kocham go pomimo wszystko.Jest dla mnie wszystkim.Zyje nadzieją....