bebokk
27.05.03, 16:35
Oto co pisze najnowszy "Newsweek" o fatalnym stanie przygotowań do
członkostwa :
"Unijni urzędnicy ukrywają stan naszych przygotowań do integracji. Swoją
opinię przedstawią po referendum. I wtedy okaże się, czy naprawdę jesteśmy
gotowi, aby wstąpić do UE.
Rząd Leszka Millera zawarł z Komisją Europejską poufną umowę gwarantującą, że
do czasu referendum w Polsce zastrzeżenia Unii wobec naszego kraju nie będą
ujawniane. Porozumienie trzymane jest w tajemnicy, więc belgijski dyplomata,
który poinformował nas o nim, całą sprawę relacjonował półgłosem, czujnie
rozglądając się wokół siebie, czy ktoś nie podsłuchuje. - Utajnienie
zastrzeżeń to dobra strategia. Chodzi o to, aby nie dawać argumentów
eurosceptykom w Polsce - szeptał do ucha dziennikarce "Newsweeka" .
Oficjalnie Komisja informuje, że zwleka z wysłaniem krytycznych uwag do
Polski, ponieważ czeka jeszcze na raport w sprawie dostosowania do norm
unijnych polskiego wymiaru sprawiedliwości. Komisja wytknęła nam w swoim
najnowszym raporcie braki
w ośmiu dziedzinach - m.in. chodzi o kwestie rolnictwa, brak systemu
informatycznego, łączącego służby celne z unijnymi i odpowiedniej kontroli
połowów na Bałtyku. Brukselę niepokoją także zakusy rządu Millera na
niezależność Narodowego Banku Polskiego. Niezależność NBP to warunek
przyjęcia waluty euro. Ale raport to tylko wierzchołek góry lodowej.
Prawdziwie ostra krytyka nadejdzie dopiero w postaci listów ostrzegawczych w
połowie czerwca, a więc po referendum, bo zarówno nasz rząd, jak i urzędnicy
europejscy obawiają się, że dziś mogłaby ona stać się argumentem dla
eurosceptyków. Tym bardziej że wraz z krytyczną opinią UE prześle do Warszawy
groźbę sankcji, których zastosowanie Bruksela zaproponować ma jesienią.
Urzędnicy europejscy nie wierzą bowiem, że do tego czasu uda się nam nadrobić
zaległości.
Rozmówcy "Newsweeka" twierdzą, że wobec naszego kraju użyte zostaną tzw.
klauzule ochronne, czyli sankcje dopuszczone przez podpisany w Atenach
traktat akcesyjny. W jakich dziedzinach możemy być ukarani? - Będzie to
prawdopodobnie bezpieczeństwo żywności oraz wymiar sprawiedliwości - snuje
przypuszczenia szwedzki dyplomata. Zgadzają się z nim przedstawiciele Austrii
i Holandii.
W przypadku żywności oznaczałoby to na przykład, że nie moglibyśmy
eksportować mięsa do Unii, podczas gdy kraje UE bez przeszkód wysyłałyby do
nas swoje produkty. Zaś w przypadku wymiaru sprawiedliwości sankcją byłaby
odmowa uznawania przez kraje UE polskich wyroków, nakazów aresztowania i
ekstradycji swoich obywateli do Polski.
Wszystkie te informacje dziennikarze mogą zdobywać jedynie nieoficjalnie, bo
w oficjalnych wypowiedziach problemy są zamiatane pod dywan. Zarówno
urzędnicy europejscy, jak i polscy dyplomaci w Brukseli stali się ostatnio
wobec mediów nieufni, a czasem wręcz agresywni. Największą ich irytację
wywołuje ujawnianie opóźnień w sprawie dostosowania polskich przepisów do UE.
Atakują każdego, kto ośmiela się wskazać problemy. - Krytyczne raporty piszą
w Komisji przeciwnicy wejścia Polski do Unii - przekonywał jeden z polskich
dyplomatów. I krzyczał do dziennikarzy: - A wy im pomagacie."