Gość: Fragless
IP: *.mysiar.net / 80.48.165.*
02.12.03, 14:29
Czy warto umierac za Nicee? Pytanie wazkie i nielatwe - spory na ten temat sa
nawet bardziej zaciekle niz niedawne spory o wstapienie do Unii. Nic zreszta
dziwnego - o ile w tamtej kwestii znakomita wiekszosc byla zgodna, o tyle w
kwestii Nicei gdzie dwoch Polakow, tam trzy opinie. Osobiscie uwazam, ze
umierac warto tylko w naprawde skrajnych przypadkach, a korekta systemu
glosowania w jednym z cial unijnych takowym raczej nie jest. Niemniej
pomiedzy umieraniem a obojetnoscia jest spora przestrzen - umierac nie warto,
ale moze zaryzykowac mala bijatyke by sie oplacilo? Innymi slowy - jak bardzo
powinno nam zalezec na Nicei? Czy faktycznie projekt konstytucji tak bardzo
sie od niej rozni? Przeanalizujmy te roznice.
W obu przypadkach minimalna liczba panstw, ktore musza poprzec jakas decyzje,
jest taka sama - dwie trzecie wszystkich, czyli na poczatek 18 (ewentualne
odejscie od Nicei nastapi najwczesniej w 2009, czyli najprawdopodobniej juz
po wejsciu Rumunii i Bulgarii). Pierwsza roznica pojawia sie przy liczbie
ludnosci - w systemie nicejskim wymagane jest 60% ludnosci Unii, w systemie
konstytucyjnym 62%. Roznica niewielka, ale nie przez takie blahostki
krolestwa padaly. Duzo wazniejsza jest druga roznica - system nicejski wymaga
zebrania 258 glosow w radzie UE, w ktorej Polska ma, jak wiadomo, 27 glosow.
Jak latwo zauwazyc, Nicea jest we wszystkich punktach tak samo lub bardziej
restrykcyjna od Konwentu. Wniosek oczywisty - ewentualne korzysci dla Polski
z jej utrzymania moga wynikac tylko z utrudnienia podjecia niekorzystnej dla
nas decyzji. Ale jest i druga strona medalu, o ktorej jakos malo kto
wspomina - nam rowniez bedzie trudniej przepchnac wlasne propozycje. No
dobrze, ale jak duze beda te ulatwienia i utrudnienia? Policzmy.
Jezeli 18 lub wiecej krajow Unii liczacych sobie ponad 60% jej ludnosci
forsuje jakas decyzje (jesli te warunki nie beda spelnione, decyzja nie
przejdzie, niezaleznie od przyjetego systemu) oraz jezeli kraje te maja mniej
niz 62% ludnosci lub/i mniej niz 258 glosow (jesli te warunki nie beda
spelnione, decyzja przejdzie, niezaleznie od systemu), mamy dwie mozliwosci:
1. Polski nie ma wsrod tych krajow, gdyz jestesmy przeciwni tej decyzji.
Wowczas system nicejski ratuje nas przed jej przyjeciem.
2. Polska jest jednym z tych krajow, bo popieramy te decyzje. Wowczas system
nicejski nam szkodzi, uniemozliwiajac podjecie decyzji.
Pytanie jest zatem nastepujace: Jak czesto wszystkie wspomniane warunki beda
spelnione i jak czesto wystapi opcja pierwsza, a jak czesto druga? Tu wlasnie
tkwi sedno sprawy - jesli prawdopodobienstwo wystapienia pierwszej opcji jest
niewielkie, nie ma sie o co klocic, z kolei jesli jest spore, moze jednak
byloby warto umierac za Nicee; analogicznie z druga opcja, ktora moze
pokrzyzowac nasze plany.
Niestety, nie da sie rozwiazac tego problemu w piec minut na kartce papieru.
Panstwa maja rozna liczbe mieszkancow i glosow, nie da sie tego sprowadzic do
jednego wzoru. Jedyne co da sie zrobic, to sprawdzenie wszystkich mozliwych
koalicji i policzenie, ile razy zachodza odpowiednie warunki. Unia po 2009
bedzie sobie liczyc 27 krajow, kazdy moze popierac dana decyzje, lub nie.
Wszystkich mozliwosci jest razem 2^27 = 134 217 728. Troche za duzo, zeby
liczyc to recznie, ale od czego sa komputery. Napisalem wiec program, ktory
to wszystko liczy (kod zrodlowy w nastepnym poscie, kompilatory Pascala latwo
dostepne w sieci). Na moim przedpotopowym sprzecie (300 MHz pod maska)
liczenie trwalo prawie pol godziny (nie wysililem sie z optymalizacja,
przyznaje sie bez bicia), ale w koncu na ekranie pojawil sie upragniony
wynik, ktory brzmi nastepujaco:
Opcja 1: 1 851 162
Opcja 2: 3 500 127
Co sie okazuje - opcja pierwsza, korzystna dla nas, to raptem 1.4% wszystkich
przypadkow, a druga (niekorzystna) to 2.6% przypadkow. Czyli nie dosc, ze w
sumie wiecej na Nicei tracimy niz zyskujemy, to jeszcze walczymy jak lwy o
marne 4%. I co, warto umierac za Nicee?
Owszem, uproscilem sprawe zakladajac, ze wszystkie mozliwosci sa jednakowo
prawdopodobne, ale nie jest to chyba zbyt dalekie od prawdy - sojusze w Unii
zmieniaja sie jak pogoda w marcu i nawet Francja z Niemcami nie zawsze sie
zgadza. Dodatkowo trzeba zwrocic uwage, ze w Unii tak czy siak popularne sa
kompromisy - jak dotad nawet w kwestiach nie wymagajacych jednomyslnosci byla
ona niemal zawsze osiagana. Nie ma w tym zreszta nic dziwnego - nikt tu nie
ma przeciez interesu w dokopywaniu przeciwnikom, ktorzy moga w nastepnym
glosowaniu byc sojusznikami, czy tez siedziec okrakiem na barykadzie i sie
wahac kogo poprzec. I jeszcze jedno - Rada UE to tylko jedna z unijnych
instytucji, a wraz z postepujaca integracja jej rola bedzie malec, wiec nasza
walka jest tym bardziej bezcelowa. Quod erat demonstrandum.