sikander368
05.03.12, 13:08
Witam wszystkich miłośników zwierzaków. Czytając forum widzę tylko smutne historie z apelami o pomoc a ja chcę się z Wami wszystkimi podzielić tą niesamowitą historia jaka mnie napotkała.
Przez własna nieuwagę przyczyniłam się to tego, że mój pies zaginął. Nie zamknęłam furtki od ogrodu i piesek najzwyczajniej znikł. Poszukiwania były dość długie. W noc w która zorientowałam się o swojej bezmyślności, chodziłam po całym osiedlu nawołując. Porozwieszałam po moim mieście ogłoszenia ze zdjęciem. Dodatkowo we wszystkich gabinetach weterynaryjnych również pozostawiłam owe ogłoszenia - i nic. Miałam jeden telefon ale to był fałszywy alarm.
Tygodnie mijały i nic. Ogłoszenia poznikały a ja prawdę mówiąc straciłam nadzieję. W pół roku po zdarzeniu mój mąż powiadomił mnie, że chyba widział moją sunie na mieście. Wielkie szczęście - jednak żyje. Przez dwa dni jej szukałam i nic, aż tu w pewien niedzielny poranek (06:00 godzina) słyszę radość mojego męża który krzyczy "Kochanie wstawaj twoja GANDZIA - (imię psa) do Ciebie wróciła" Nie wiele myśląc poderwałam się z łóżka, pobiegłam do okna, następnie na schody przed drzwi wejściowe i to była prawda. Po dokładnie 6 msc. mój pies pojawił się przed moimi drzwiami.
Z twarzy nie schodzi mi uśmiech i jestem tak szczęśliwa, że wszystkim o tym mówię.
Moja Gandzia zaginęła gdy nie miała skończonego jeszcze roku. Powróciła jako dorosła w złym stanie. Jak weszła do domu od razu położyła się u moich stup, była tak zmęczona. Po szybkim kopaniu zasnęła i spała cały dzień i noc. Teraz tylko czeka mnie weterynarz i powtórne kąpanie bo doczyścić białą sierść jest ciężko (mieszaniec owczarka border cooli).
Życzę Wam miłośnikom zwierząt aby nie napotkała Was tak przykra historia z zaginięciem pupila ale gdy już się wydarzy - aby miała tak szczęśliwy koniec