Dodaj do ulubionych

Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy?

04.07.17, 14:36
Domyślam się, że nie da się ustalić, co się stało tylko na podstawie tego opisu. Chcę jednak podzielić się historią mojego psa, bo może komuś to w czymś pomoże. Sytuacja miała miejsce we Wrocławiu w przychodni na ulicy Dolnobrzeskiej 46 b. Pani Miśków z panią Woźniak podjęły się sterylizacji mojego psa z powodu ropomacicza. Dostałam sms-a od Pani Miśków, że operacja przebiegła bez komplikacji, a pies się wybudza. Zastanawia mnie, czy ta pani wysyła rutynowo takie smsy- do wszystkich, bo kilka godzin później odebrałam moją suczkę w strasznym stanie. Była nieprzytomna, niewybudzona z narkozy, a jednocześnie potwornie skowytała. Pani Miśków nie próbowała podjąć próby ratowania psa. Stwierdziła, że pracuje tylko do 19-ej i mam poszukać innego weterynarza, który udzieli mu pomocy, choć pobrała opłatę za operację. Dodała też z wyrzutem, że musiała cały czas koło niej chodzić, bo jak się okazało, skowytała tak od wielu godzin i pani Miśków podawała jej tylko leki uspokajające, żeby ją uciszyć. Operacja była o godzinie 12-ej, a odebrać psa kazała mi o 18.30.
Piesek był w bardzo ciężkim stanie, choć Pani Miśków twierdzi, że zabieg został wykonany prawidłowo technicznie, a pies prawdopodobnie zareagował tak na narkozę. Piesek miał bardzo niską temperaturę ciała, a reakcje psa wskazywały prawdopodobnie na farmakologiczne uszkodzenie mózgu zdaniem lekarza, który go zbadał bezpośrednio po tym zdarzeniu. Trudno jest określić na 100% co się wydarzyło, bo musiałaby zostać zrobiona sekcja zwłok, żeby stwierdzić, że rzeczywiście technicznie zabieg był zrobiony prawidłowo. Wygląda więc na to, że zastosowana mieszanka składników narkozy okazała się śmiercionośna dla psa i wywołała niedotlenienie mózgu, co spowodowało nieodwracalne zmiany. Widziałam tabelę, według której składnik narkozy, który miał łagodzić skutki uboczne został podany tylko w 1/3 zalecanej dawki jako minimalnej. Pani Miśków powtarzała kilkakrotnie, że suczka przez cały czas trwania zabiegu była pod maską tlenową, co wydaje mi się dziwne, bo normalnie takie zabiegi nie są wykonywane pod tlenem u innych weterynarzy, u których pytałam. Mimo to pies miał jakby objawy niedotlenienia?
Pani Miśków nie wykazała skruchy ani żalu oddając mi psa w takim stanie. Dała mi nadzieję, że pies dojdzie do siebie i tak skazała mojego psa na straszne cierpienia, zamiast zaproponować od razu uśpienie:( Pies niestety nie żyje, nie było możliwości uratowania go pomimo długotrwałego leczenia.
Przypuszczam, że gdybym pieska poddała operacji w innej przychodni, gdzie stosuje się lepiej dobrane składniki narkozy, mój pies by żył i miał się dobrze zakładając, że faktycznie nie doszło do błędów technicznych w trakcie operacji.
Chciałabym też mieć możliwość porozmawiania z właścicielami innych psów poddanych operacji w tej przychodni, aby dowiedzieć się, czy ich psy doszły do pełnego zdrowia i czy nie mają jakiś zaburzeń, tylko nie są one tak widoczne jak w przypadku człowieka.
Pani Miśków nawet nie chciała odbierać ode mnie telefonów po śmierci psa.
Mam wyrzuty sumienia, że oddałam ukochanego psa akurat w to miejsce, że zaufałam. Pani Miśków naciskała na czas, mówiła, że trzeba jak najszybciej operować i właściwie nie miałam nawet czasu, żeby wziąć pod uwagę inne przychodnie i dokonać jakiegokolwiek wyboru. Byłam przekonana, że ratuję życie mojego psa i czas jest tu najważniejszy.
Obserwuj wątek
    • sp9tcu Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 04.07.17, 20:52
      Nie zgadzam się z panią
      Każda operacja przynosi ryzyko że będą komplikacje po operacji
      są to przypadki 1 na ileś tam
      nawet u człowieka występują komplikacje
      robi się ekg , starszym osobom nie podaje się narkozy
      nie mózg decyduje decyduje serce jego wydojność
      serce było słabe nastąpiło niedotlenienie i kolejne objawy w tym obrzek mózgu który prowadzi do śmierci
      osobną sprawa jest reakcja pani doktor
      jeśli stwierdziła ze pies nie ma szans mogła wam o tym powiedzieć
      prawnie nic nie zrobisz
      Mój wetek mówi każda narkoza jest niebezpieczna
      czarek miał jedną i też 2 dni dochodził do siebie
      Inny przykład
      czarek ma padaczkę
      i pije mizodin ( dobrze toleruje )
      ale po 1 tabletce ślinił się był nie przytomny , śpiący był
      brak apetytu przez pół dnia , był zkołowany



      Mam kilka pytań

      1- ile lat miał ?
      2- czy chorował ?
      3- kiedy był ostatnio szczepiony ? szczepienie przed samą operacją nie wskazane
      4- czy serce miał zdrowe
      5- czy zachowano głodówkę zakaz jedzenia i picia 6 godzin przed operacją ,jesli nie to to gratuluje mogło dojść do przedostania się treści pokarmowej do płuc co spowodowało nie dodtenienie
      organizmu w konsekwencji nawaliło sesce ,nastapiło niedotlenienie mózgu i po robocie


      • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 04.07.17, 22:13
        Rozumiem, że Pani jest weterynarzem, że zadaje Pani takie szczegółowe pytania? Moja sunia nie chorowała prawie wcale, zdarzały jej się tylko zatrucia pokarmowe, ale to rzadko. Miała też dobre wyniki morfologii i biochemii zrobione tuż przed operacją. Nie była szczepiona przed zabiegiem (duży odstęp czasu), serce miała zdrowe i w ogóle była bardzo żywotnym i wesołym pieskiem. Głodówkę oczywiście przeszła i to dużo dłuższą niż 6 godzin przed operacją. Nic nie wskazywało na możliwe powikłania. I owszem, ryzyko jest zawsze, ale lekarz też ponosi ryzyko i w razie powikłań powinien ratować pacjenta, a nie wyrzucać go za drzwi w ciężkim stanie. Poza tym nie mam przekonania, czy narkoza była właściwie dobrana, co już wyjaśniłam. Miała tez podane aż dwie pochodne morfiny, a są to podobno leki, które mogą wpłynąć na krążenie krwi. Pies musiał mieć zdrowe serce, bo nieustannie skowytał, aż powinien mieć od tego podwyższoną temperaturę, a mimo to miał mocno obniżoną. Ogrzewałam go własnym ciałem, bo był lodowaty. Jakby nie oddychał, myślałabym, że jest martwy, tak był zimny. Mój pies nie doszedł do siebie, tylko przemienił się w końcu w żywą, cierpiącą roślinę :(
        • sp9tcu Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 04.07.17, 23:45
          Po 1 jestem panem
          po 2 nie jestem weterynarzem tylko miłośnikiem spów
          po 3 dwa rodzaje srodków z morfiny dziwne
          po 4 ile miał pies lat to jest najwazniejsze

          popytam mojego wetka co o tym sądzi
          • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 05.07.17, 00:30
            Odnośnie pierwszego punktu-przepraszam, nie wiem, czemu pomyślałam o kobiecie:)
            O wieku zapomniałam. Pies miał 9 lat, ale to był malutki piesek, mieszaniec, zdrowy fizycznie. Sama lekarka powiedziała, że takie psy żyją drugie tyle. To były jej słowa przed operacją.
            Mogę podać dokładnie składniki narkozy podane w karcie informacyjnej i wszystko jak pisze:
            Torbugesic 10 ml inj 0,1 ml
            Dexdomitor 0,5 mg/ml 10 ml 0,1 ml
            Loxicom 5 mg/ml 100 ml iniekcja 0,4 ml
            Penicilin la 100 ml 1,5 ml
            glucosi et Natrii chlor isot. 2:1 500 ml 1 fl
            Pole operacyjne duże 60x90 1 szt.
            rękawice sterylne 6,5 2 szt.
            Ostrze jedn. nr 24 1 szt.
            venflon 0,9x25 mm nieb. 1 szt.
            Bioketan 50 ml 1 1 ml.
            Fentanyl WZF 0,1 mg/ 2 ml 1 ampułka

            Pies nie żyje, ale nie daje mi to spokoju, że nie rozumiem, co się stało.
            • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 05.07.17, 00:36
              Jeszcze druga strona, zapomniałam:
              podklad higieniczny
              kompres niej.
              Polydioxanone 1/01 1 szt.
              Polydioxanone 2/01 1 szt.
              Polipropylene 3 /0 1 szt.
              opatrunek pooperacyjny
              Scanodyl 20 mg tabl 2 szt.
              • sp9tcu Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 05.07.17, 01:37
                Nie wiem
                przepisze i zaniose do mojego wetka
                ale dopiero w czwartek lub w przyszłym tygodniu
                ciekawe co powie
                • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 06.07.17, 00:08
                  Cokolwiek nie powie, czasu już nie cofnę. Ale jak masz ochotę spytać, to też jestem ciekawa innej opinii. Dziękuję.
                  • sp9tcu Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 06.07.17, 17:19
                    Wiem ze takie rzeczy się zdarzają
                    moe źle dobrane lekarstwa
                    • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 08.07.17, 01:42
                      Może tak być, źle się czuję na samą myśl, jak to analizuję. Miałam nadzieję, że lekarz, który ją ratował, powie mi, że ona tak czy inaczej nie miała szans. Ale tak się nie stało. On nie mógł tego powiedzieć, bo nie miał do tego przekonania, a nie chciał mnie kłamać. Tak szczerze to wolałabym powoli zapominać o tym, ale jak? mam wyrzuty sumienia, że mogłam lepiej przychodnię wybrać... A przychodnia robiła na mnie wrażenie profesjonalnej i koło się zamyka:(
                    • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 08.07.17, 02:15
                      To wszystko jest bardzo skomplikowane. Lekarz, który ją ratował, miał podejrzenie zapalenia otrzewnej, ale pies był umierający, więc tylko sekcja zwłok by mogła to potwierdzić. Jakby miała to zapalenie, to kobiety, które ją operowały, musiałaby to zauważyć i powinny zaproponować eutanazję. Gdyby jednak nie było tego, to by znaczyło, że do zapalenia doszło po operacji, co by wskazywało na błędy w sztuce lekarskiej. Jedyną możliwością, żeby się dowiedzieć, co się stało (przynajmniej w teorii) byłoby zrobienie sekcji zwłok, której chciałam uniknąć.
                      Tylko ta niepewność i brzydkie zachowanie pani Miśków sprawiło, że analizuję co by było gdyby.
                      Wolałabym natomiast wierzyć, że nie mogłam nic zrobić, bo i tak było to przesądzone:( Tylko nikt nie chce mi tego powiedzieć.
                      • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 08.07.17, 02:17
                        Ale jak faktycznie spytasz swojego weta, to proszę napisz mi prawdę, obojętnie co on powie.
                        • sp9tcu Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 08.07.17, 19:58
                          Oczywiście
                          jestem bardzo szczery
                          nie wiem kiedy to się stanie
                          ja bym zrobił sekcje
                          co prawda musiałem już uspić

                          Rexa w 1992
                          12 lat nowotwór odbytu

                          Żabę
                          12 lat
                          zaawanowany rak sutków itd

                          ale obyło się bez sekcji
                          • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 09.07.17, 23:24
                            Wszystko to kosztowało mnie masę pieniędzy. Badania przed operacją -216 zł w tej właśnie przychodni. Operacja- 450 + 10 zł za 2 tabletki przeciwbólowe, które się nie przydały. Potem ratowanie psa, wizyty w sumie u dwóch różnych weterynarzy... popłynęłam, a pies nie żyje... Wolałabym żywego psa niż te pieniądze, wydałam je w nadziei , że będzie żył, ale na sekcję już nie chciałam wydawać.
                            • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 09.07.17, 23:56
                              I zastanawia mnie jeszcze jej ponaglanie. Cały czas mnie straszyła, że w każdej chwili może się coś stać mojej suczce, że ona przełoży zabieg kastracji królika, żeby ją jak najszybciej zoperować. Lekarz, który ją ratował i oglądał jej wyniki badań, skomentował, że pomijając ropomacicze (co uwidoczniło się w wynikach badań), to był zdrowy pies. I dodał, że on często podaje najpierw leki, które powodują, że ropa wyjdzie z macicy i dopiero wtedy operuje, bo pies jest w ogólnie lepszej kondycji. A w tej przychodni kobieta mnie straszyła, że ona jakby mocniej przycisnęła ją przy usg, to by mógł być dramat. Nie twierdzę, że tak nie jest, ale odnoszę wrażenie, że w tej przychodni liczy się przede wszystkim biznes, a nie dobro pacjenta.
                              • martusia1778 Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 13.07.17, 10:19
                                Dziwi mnie to co Pani. Jak lekarz, który badał później Pani psa, mógł mówić, że to był zdrowy pies poza ropomoczem???? Ropomacicze to jeden z najgorszych stanów i pies jest wtedy bezwględnie chory. Nie raz wyniki krwi są dobre, a po zabiegu jeśli ten pies już chodził trochę w takim stanie może dojśc do pogorszenia wydolności narządów. Sama miałam dwie suczki z ropomaciczem, jedna przeszła to wyjątkowo ciężko (na szczęście wyszła z tego), u drugiej się udało, ale moi weci też naciskali na jak najszybszy zabieg, gdyż w tej sytuacji nie ma co czekać, bo jak tłumaczyli to stan bezpośredniego zagrożenia życia. Dziwi mnie też opinia drugiego lekarza, który śmiało wygłasza osądy, że to przez leki, które były podane. Spotkałam się już z sytuacją u lekarza, gdzie ktoś inny stosował nie do końca prawidłowe leczenie czy były komplikacje po zabiegu, ale mój wet nigdy nie "oczerniał" postępowania drugiego lekarza, bo jak mówi, nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi. A wiele razy jest tak, że lekarz (podobnie jak ludzcy lekarze) robi wszystko co może, a nie jest w stanie pomóc wyjść z każdej sytuacji. Bardzo Pani współczuję, bo starta ukochanego psa zawsze boli, aczkolwiek można było tego uniknąć gdyby pies był wiele lat wcześniej wysterylizowany. Sama byłam przeciwnikiem sterylizacji, ale po 2 ropomaciczach nie chcę już znowu tego przechodzić.
                                • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 13.07.17, 17:15
                                  Czasem pies ma bardzo złe wyniki już przed operacją, niewydolność nerek czy problemy z wątrobą itp. To miał na myśli lekarz i przekręciła Pani nieco moje słowa. Nie zauważyłam też, żeby jakiś lekarz oczerniał panie, które operowały. To znów Pani nadinterpretacja. To że lekarzowi nie powiodła się operacja, to się zdarza, ale można się zachować przy tym po ludzku. I do błędu w sztuce też można się przyznać, bo lekarz też człowiek i ja bym to zrozumiała, bo też jestem człowiekiem. Ale wyganianie mnie z lecznicy i jeszcze z pretensjami, że się najwięcej musiała przy mojej suczce nachodzić, to już świadczy o niej źle, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Poza tym rozumiem, że lekarz pewne czynności wykonuje rutynowo i się może nie użala nad zwierzęciem, ale dlaczego przed operacją cały czas pani Misków powtarzała słodkim głosem, jaki to biedny pieseczek i jak musi cierpieć, jak ją musi boleć itp. A po nieudanej operacji, kiedy mój pies skowytał na całą przychodnię, a potem na całej ulicy było go słychać, gdy niosłam go umierającego do samochodu, nagle pani Miśków straciła serce do psa i nie okazała nawet zwykłej ludzkiej skruchy i jakoś nie żałowała wtedy psa, tylko siebie, bo musiała więcej czasu poświęcić mojemu psu niż innym? Tu nie ma co oczerniać, tylko fakty mówią same za siebie. A jak szłam z płaczącym psem, to pani Miśków tylko się rozglądała po ulicy, czy ktoś widzi lub słyszy, że z jej lecznicy jest wynoszony pies w takim stanie. Myślała tylko o sobie. Nawet jeśli leki zostały źle dobrane, ale widziałabym, że jest jej autentycznie przykro i chce mi pomóc, to bym inaczej na to patrzyła. A jeśli chodzi o tą narkozę, to można sobie poczytać trochę lub spytać anestozjologa, a nie zwalać winę na innego weterynarza, który próbował naprawić błędy po kimś innym, bo jeszcze wychodzi na to, że dostaje po głowie za nieudany zabieg pani Miśków.
                                  Gdyby mój pies był wcześniej wysterylizowany, to już dawno by nie żył, jeśli pójdziemy Pani trybem myślenia i założymy, że pani Misków jest niewinna i u niej nie było żadnego błędu, tylko reakcja psa na narkozę.
                                  Trzeba realnie ocenić co się stało, a nie szukać winnych w innych lekarzach.
                                • aga321aga Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 13.07.17, 17:20
                                  A tak poza tym nie widzę, aby z tego nicka pisała Pani kiedykolwiek, więc domyślam się, że to konto stworzone specjalnie w tym celu. Chyba nie jest to nic osobistego?
    • sp9tcu Klika pytań 10.07.17, 17:59
      Wstępnie gadałem z wetkiem

      1
      takie przypadki się oczywiście zdarzają

      2
      możliwe przedawkowanie leku

      3
      Ile pies miał lat i ile warzył ( bardzo ważne )


      • aga321aga Re: Klika pytań 13.07.17, 17:17
        Dziękuję, pies miał 9 lat i ważył 11 kg.
        • aga321aga Re: Klika pytań 20.07.17, 01:09
          Przed laty mój kot miał bardzo poważny wypadek, cud że przeżył. Był w złym stanie i też musiał być operowany. Wtedy oddałam kota do innego weterynarza, który nie ma tak luksusowych warunków. Nie ma nawet co porównywać do tej lecznicy. Lekarz uprzedził mnie z góry, że stan kota jest zły i on nie daje gwarancji, że kot się wybudzi z narkozy. Zgodziłam się, bo wiedziałam, że bez tej operacji i tak by mógł nie przeżyć i bardzo cierpiał.
          Kot jednak się wybudził, doszedł do siebie, choć trwało to rok, zanim naprawdę doszedł do siebie. Ale żyje. I dziś żałuję, że psiny nie dałam do niego. Dzwoniłam wielokrotnie do niego , ale nie odbierał, a jak w końcu oddzwonił, to już byłam umówiona w tej przychodni i nie chciałam być nie fair. A teraz mnie to prześladuje. Że nie chciałam być nie fair i mój pies stracił życie, a może by żył, jakby ktoś inny go leczył.
          Tak naprawdę to chyba Twój wet mógłby solidnie ocenić stan psa, jakby go widział tuż po operacji. Dwóch weterynarzy powiedziało, że rokowania są bardzo złe, a pies w ogóle nie odzyskał przytomności, a na końcu to już był "rośliną". Przewracałam go bezwładnego z boku na bok i przekładałam język, bo był bezwładny i zwilżałam wodą. Pies spał ze mną w łóżku, a ja miałam nastawiony budzik co godzinę, żeby ją przewracać i zwilżać języczek. Nic więcej nie mogłam dla niej zrobić :(
          • marrob Re: Klika pytań 01.08.17, 00:35
            Wiem z doswiadczenia jedno. Jesli nie masz zaufania do lekarza to idź na konsultacje do drugiego a jak trzeba do trzeciego. Przy okazji można znaleźć dobrego weterynarza. Cenne sa tez podpowiedzi psiarzy, oczywiście zawsze trzeba "sprawdzic" takie polecenie ale ja w ten sposób "znalazłem" bardzo dobrego (wg. mnie) lekarza w Łodzi. Uratował nam kilka zwierząt które były w bardzo złym stanie (np. kot ze złamaną jak zapałka nogą, inny weterynarz twierdził ze tylko amputacja, potworne ropomacicze u totalnie wycieńczonej suczki itp. Wszystkie zwierzaki "z ulicy"). Jest jednoczesnie bardzo profesjonalny i nie wyobrazam sobie u niego takiego zachowania jak w opisanej historii.Jest jesli tylko diagnoza mu pozwoli do bólu szczery, nie naciąga ale jesli widzi uzasadnienie i szansę to walczy. W wypadku moich zwierzat z rewelacyjnym skutkiem. Warto poszukać a nie zdawać sie na tego który jest "blisko" czy "ma elegancki gabinet". Znam takich i omijam ich szerokim łukiem:((
            • aga321aga Re: Klika pytań 01.08.17, 00:48
              Rzecz w tym, że moja suczka prawie w ogóle nie chorowała. To był mieszaniec, zdrowy genetycznie, że się tak wyrażę. Nie musiałam z nią biegać po lekarzach, a miejscowy ją tylko szczepił. Była bardzo żywotna, wesoła, odporna. Jak nagle przyszło to ropomacicze, to dla mnie to był w pewnym sensie szok. Zawiozłam ją do tej akurat przychodni, bo fajnie wyglądała, profesjonalnie i tam zaczęłam być naciskana, że szybko, że zagrożenie życia itp. i od razu się umówiłam na operację następnego dnia. Chciałam ją ratować, wszystko przebiegło błyskawicznie. Ona nie miała wcześniej wyraźnych objawów, bo miała zamkniętą szyjkę macicy czyli nic nie wyciekało. Wyglądało to jak zatrucie pokarmowe, nagle nie mogła jeść, zwymiotowała, miała jakby wzdęcie (ja tak sądziłam) i nagle zobaczyłam, że coś z niej wycieka i się liże. Jeszcze tego samego dnia pojechałam z nią do tej lecznicy, a reszta jak w opisie....
              To wszystko tak szybko się potoczyło. Myślałam, że mam zdrowego psa, nagle zachorował i umarł w cierpieniach. To wszystko nie trwało nawet tydzień, to było jak grom z nieba. Nie miałam czasu się zastanowić :(
            • aga321aga Re: Klika pytań 01.08.17, 01:04
              A może byś podał nazwisko tego lekarza z Łodzi? Może przyda się innym? Wiem, że czasem to komuś może zaszkodzić bardziej niż pomóc, więc może to nie jest najlepszy pomysł. Niektórzy weterynarze szukają winnego w lekarzu, który ocenia to, co oni schrzanili. Konkurencja nie śpi :P Ale z drugiej strony jak ludzie mają sobie polecić dobrego lekarza?
    • hhesse Re: Weterynarz Wrocław- wypadek przy pracy? 11.08.17, 22:43
      Okropna historia i bardzo Ci współczuję. Nie mnie oceniać i ferować wyroki natomiast pierwsza myśl była taka, że warto psa z takimi wskazaniami operować w całodobowej lecznicy. Nie straciłabyś mega cennego czasu na wożenie psa...Może to i paskudne zrządzenie losu, ale są pewne elementy, które nasuwają jakieś podejrzenia nie do końca właściwej opieki. Ale tak jak napisałam nie mnie ferować wyroki i zamilczę, bo nic prostszego jak jechać po kimś w internecie. Druga rzecz jest taka, że lekarze weterynarii, tak jak ludzcy mają swój samorząd zawodowy. Może warto zgłosić skargę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy okręgowej Izbie Lekarsko Weterynaryjnej. We Wrocławiu to chyba będzie Dolnośląska Izba. Tylko zbierz dokumentację-zarówno z lecznicy w której pies był operowany jak i od kolejnych lekarzy. Jeśli opisywana pani nie popełniła błędów rzecznik pewnie nawet nie rozpocznie postępowania. Ale jeśli tak to może to będzie jakaś nauczka...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka