Dodaj do ulubionych

Granice udomowienia

01.04.05, 19:05
Co uważacie za granicę udomowienia dla zwierzęcia? Czy jest nią usuwanie
kotom pazurów, by nie niszczyły mebli i nie drapały właścicieli? Do czego
może posunąć się właściciel zwierzęcia towarzyszącego, a co budzi w Was
dreszcz obrzydzenia? Ja ostatnio widziałam w sklepie zoologicznym różowo-
zielone myszki, ponoć wielki hicior wśród nastolatek. Co Wy na to?
Obserwuj wątek
      • comma Re: Granice udomowienia 02.04.05, 11:26
        przyznam szczerze - nie wiem. Widziałam te myszki "przelotem" a o modzie wśród
        panienek usłyszałam później. W najbliższej wolnej chwili wpadnę do sklepu,
        gdzie widziałam te pstre myszki i dokładnie wypytam, skąd ten kolor futerka.
            • mysiam1 Re: Granice udomowienia 02.04.05, 17:22
              Te myszki zdaje się tracą kolorki po jakimś czasie...;-). Podobnie niektórzy
              robią z kotami - czarnego kota tu i ówdzie utleniają, i wychodzi przedziwny
              (ale i piękny, co tu kryć ;-) ) szylkretowy ;-))).
              A koty sfinksy raczej chyba niewiele mają wspólnego z udomowieniem, więcej już
              chyba z taką, a nie inną hodowlą, bo nikt ich nie goli dla potrzeb chwili ;-).
              Natomiast usuwanie kotom pazurów to wielka krzywda dla nich. Nie mam zdania o
              przycinaniu pazurów, bo wiem, że robi to swoim kotom wielu ludzi i chyba nie
              jest to takie złe, pod warunkiem, że kot nie wychodzi z domu.
              A co powiecie o hodowli papug np. w Stanach? Tam, żeby papuga, powiedzmy
              aleksandretta (piękne, mądre, ale przy tym krzykliwe i dość agresywne), była
              idealnym "petem", czyli nie truła opiekunowi życia swoim "charakterkiem" od
              momentu wyklucia izoluje się ją od rodziców i rodzeństwa. Karmiona jest przez
              człowieka ręcznie - co i u nas jest praktykowane,żeby ptak był oswojony - ale
              tam karmi się ją i "wychowuje" w całkowitej izolacji od reszty piskląt - nie
              widzą się i nie słyszą wzajemnie; rosną w ten sposób nie nabierając typowych
              dla swojego gatunku zwyczajów, za to doskonale zsocjalizowane z człowiekiem. I
              w ten sposób z papugi zostaje tylko efektowne "opakowanie", jeszcze tylko
              przytwierdzić pod ogonkiem woreczek do zbierania kupek, przyciąć ptaszkowi
              lotki i już mamy "sweet household pet".
              • comma Re: Granice udomowienia 02.04.05, 17:33
                No wlasnie - rodzi sie pytanie, czego ludzie potrzebuja? Zwierzecia, z jego
                dobrymi i zlymi zwierzecymi cechami, czy zyjacej maskotki. Czy pies jest juz
                dostatecznie udomowiony, jesli lepiej czuje sie z czlowiekiem, niz z
                przedstawicielami wlasnego gatunku? A co z kotami? Czy hodowcy powinni je
                selekcjonowac pod katem zdolnosci do nawiazywania wiezi z wlascicielem? Czy to
                w ogóle jest etyczne? Mam na mysli idee zwierzecia towarzyszacego, jako istoty
                w pelni podporzadkowanej czlowiekowi.
                • mysiam1 Re: Granice udomowienia 02.04.05, 17:39
                  comma napisała:

                  > No wlasnie - rodzi sie pytanie, czego ludzie potrzebuja? Zwierzecia, z jego
                  > dobrymi i zlymi zwierzecymi cechami, czy zyjacej maskotki. Czy pies jest juz
                  > dostatecznie udomowiony, jesli lepiej czuje sie z czlowiekiem, niz z
                  > przedstawicielami wlasnego gatunku? A co z kotami? Czy hodowcy powinni je
                  > selekcjonowac pod katem zdolnosci do nawiazywania wiezi z wlascicielem? Czy
                  to
                  > w ogóle jest etyczne? Mam na mysli idee zwierzecia towarzyszacego, jako
                  istoty
                  > w pelni podporzadkowanej czlowiekowi.

                  Hmm...o ile rozumiem taką selekcję, jeśli chodzi o psy, to koty...cóż, podobają
                  mi się niektóre koty rasowe, chociaż nie myślę przy tym ( a właściwie powinnam,
                  bo i o to chodzi " w tym wszystkim"), jakimi cechami charakteru się odznaczają,
                  ale tak czy owak słowo KOT jest dla mnie synonimem zwierzęcia TAJEMNICZEGO i
                  cieszy mnie, gdy widzę, że każdy z moich kotów jest całkowicie inny i
                  nieprzewidywalny :-). Wcale bym nie chciała wiedzieć od samego początku, czego
                  się po każdym z nich spodziewać.
                  • comma Re: Granice udomowienia 02.04.05, 18:14
                    No ja wlasnie dlatego mam psa, chociaz podziwiam koty. Potrzebowalam towarzysza
                    o bardzo konkretnych i okreslonych cechach. Ale powiem Ci, ze kiedy moja
                    malenka suczka rzuca mi grozne spojrzenie, to choc wiem, ze mnie nie ugryzie
                    (lub raczej gleboko wierze, ze tego nie zrobi), gdzies tam w glebi serca czuje
                    atawistyczny respekt :-)
                    • mysiam1 Re: Granice udomowienia 02.04.05, 19:01
                      comma napisała:

                      > No ja wlasnie dlatego mam psa, chociaz podziwiam koty. Potrzebowalam
                      towarzysza
                      >
                      > o bardzo konkretnych i okreslonych cechach. Ale powiem Ci, ze kiedy moja
                      > malenka suczka rzuca mi grozne spojrzenie, to choc wiem, ze mnie nie ugryzie
                      > (lub raczej gleboko wierze, ze tego nie zrobi), gdzies tam w glebi serca
                      czuje
                      > atawistyczny respekt :-)

                      A ja mam i psy, i koty, więc mogę się realizować na kilku płaszczyznach ;-)))
                      Chociaż posiadanie kota zwalnia człowieka ze starań o wychowanie, szkolenie
                      itd - wiadomo, że kot jest niezależny i zrobi to, co będzie chciał, a mnie nie
                      pozostaje nic innego jak podziwiać go za to ;-))).
                      • mjot1 Re: Granice udomowienia 03.04.05, 08:33
                        Takich granic nie ma.
                        Możemy mówić jedynie o granicach „zdrowego rozsądku”. Ale czy coś takiego
                        jak „rozsądek” istnieje w naszym ludzkim rzeczywistym świecie? Mam poważne
                        wątpliwości.
                        Udomowienie to przystosowanie zwierza do naszych potrzeb.
                        Każdy z nas „miłośników zwierząt” bierze czynny udział w tym procederze. To my
                        gwarantujemy popyt na towar, powtarzam TOWAR! Więc potężna branża rozwija się w
                        postępie geometrycznym.
                        Zmieniają się nasze domy, więc i zmieniają się wymagania. Już zaczęliśmy
                        grzebać w genach, czemu nie jestem przeciwny, lecz jak pomyślę, do czego
                        człowiek jest zdolny, jakie potrafi mieć potrzeby to włos mi się jeży.
                        Jest klient? Ma wymagania? - Nie ma sprawy, „klient nasz pan”!
                        Każdy człowiek jest inny, każdy człowiek ma inne potrzeby, każdy ma inne
                        wymagania w stosunku do „swego” zwierzaka.
                        Pamiętacie symbolicznego „kotka bonzai”? Czy ktoś z Was zaręczy, że za chwilkę
                        czegoś takiego nie będzie?
                        Przyjrzycie się swoim zwierzakom. Toż to często przypomina zabawkę zdalnie
                        sterowaną.
                        Słyszy się czasem doniesienia głoszone dumnie, że oto „mój kot załatwia się
                        siadając na sedesie”. Jakież to porządne kocisko... A czemuż nie przyzwyczaić
                        go do bidetu? W końcu nie jest to znów takie skomplikowane ustrojstwo.

                        Co można zrobić by to zahamować, by nie brnąć w tę naszą (ludzką) paranoiczną
                        radosną twórczość?
                        Wystarczy jedynie zmniejszać popyt. Po prostu przestać chcieć mieć!
                        Jakież to proste. Nieprawdaż?
                        Tylko czy coś takiego jak „rozsadek” istnieje w realu...

                        Najniższe ukłony!
                        Spoglądając na prowokacyjne spacery pliszki przed Etosem, który jeszcze jest
                        kotem M.J.
                        • pierozek_monika Re: Granice udomowienia 03.04.05, 21:14
                          Mjot1 mądrze piszesz, tylko jedno sprostowanie :)

                          Te kotki załatwiające się do sedesu........
                          Miałam kiedyś kota, który się tak załatwiał :) Zastanawiam się, czy wogóle
                          można kota nauczyc tego w ramach "sztuczki"
                          Mój kot nauczyl się tego wydaje mi się, że w wyniku obserwacji, czy co... ;)
                          Nikt go tego nie uczył, bo i nie wymagał.
                          Koty to stworzenia udomowione duzo duzo później niz psy - bodajże 9000 lat temu
                          i to widać po nich. Są bardziej "dzikie" niż psy, koty nie chcą tak
                          współpracować z ludźmi.

                          Co do " Wystarczy jedynie zmniejszać popyt. Po prostu przestać chcieć mieć! "
                          ciężko zatrzymać dawno rozpoczęty i tak rozpędzony proces.
                          Natomiast chyba koniecznie świaczyć otoczeniu, że udomowienie spowodowało
                          bardzo duży obowiązek wobec naszych podopiecznych, i jeśli zwierzę bierzemy do
                          domu, musimy czuć się za nie odpowiedzialni. Musimy też wiedzieć, co za
                          obowiązek bierzemy na swoje barki. Że to nie tylko straszna frajda, ale i dużo
                          pracy i nakładów finansowych.
                          • comma Re: Granice udomowienia 03.04.05, 22:54
                            I jak tu nie miec psa - gdy te oczyska wierne, futro ciepłe, morda roześmiana.
                            I gdy wracam z pracy w środku nocy, wszyscy domownicy śpią, a jedno małe
                            stworzenie czuwa i wita na progu. I gdy siedzę zasmucona, nieśmiało dotyka
                            łapką, a kiedy spojrzę w dół widzę piłeczkę we włochatym pyszczysku i wielkie
                            ślepia mówiące bez słów: zamiast się smucić, pobaw się ze mną! I jak tu nie
                            mieć psa, gdy ten ostatni wieczorny spacer pozwala zasnąć bez koszmarów, a ten
                            pierwszy poranny - radośnie rozpocząć dzień. No jak tu nie mieć psa??????????
                            • morgen_stern Re: Granice udomowienia 04.04.05, 13:50
                              Przeraziła mnie ta opowieść o farbowanych myszach. Usuwanie pazurów kotom? Co
                              za koszmar... jak się nie chce mieć zniszczonych mebli, to można sprawić kotu
                              np. pieniek do drapania, obcinać - ostrożnie! - pazurki, a najlepiej... nie
                              trzymać w domu kota.
                              Kiedyś koleżanka pokazywała mi jakieś tam swoje zdjęcia i było kilka fotek
                              ślicznego kociaka, persa chyba. Pytam: "A gdzie ten kotek?" A ona: "A oddaliśmy
                              go, bo niszczył meble i w ogóle był kłopot". Ojej... Dorośli ludzie... A
                              myśleli jak małe dzieci, że to zabaweczka jest i jak się człowiek skończy
                              bawić, to można w kątek odstawić... Choć w sumie dobrze, że na ulicę nie
                              wyrzucili :-((((
                              • morgen_stern Re: Granice udomowienia 04.04.05, 13:53
                                W ogóle już od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pomysł na książeczkę -
                                zniechęcacz do posiadania zwierząt w domu. Wielu ludziom taka lektura bardzo by
                                się przydała! Wystarczyło by wymienić obowiązki względem pupila, ew. straty
                                materialne wywołane jego posiadaniem i np. rachunki u weterynarza... Często mam
                                wrażenie, że ludzie biorąc zwierzę do domu nie mają zielonego pojęcia o
                                obowiązkach, jakie będą na nich spoczywać.
                                • izunia.m Re: Granice udomowienia 04.04.05, 17:42
                                  no jeżeli chodzi o książeczkę...
                                  ludzie często mnie pytają czy wziąć psa czy kota, skąd, jakiego... a ja
                                  konsekwentnie zaczynam marudzić, że brudzi, że śmierdzi, że obowiązek, że
                                  ograniczenia, zniszczenia... jak się tak nasłuchają to wiele osób rezygnuje. I
                                  słusznie. Ci co nie rezygnją są potem wspaniałymi opiekunami :)
                        • albert.flasz Re: Granice udomowienia 05.04.05, 12:33
                          mjot1 napisał:

                          > Co można zrobić by to zahamować, by nie brnąć w tę naszą (ludzką) paranoiczną
                          > radosną twórczość?
                          > Wystarczy jedynie zmniejszać popyt. Po prostu przestać chcieć mieć!
                          > Jakież to proste. Nieprawdaż?
                          > Tylko czy coś takiego jak „rozsadek” istnieje w realu...

                          Wybacz, ale wydaje mi się to naiwne... Kto miałby do takich rzeczy namawiać:
                          Hodowcy? Weterynarze? Producenci karm? "Treserzy"?
                          Dziennikarze? "Behawioryści"? Wszyscy oni z tego żyją, mają dość środków, by
                          przekonać "szeroką publikę", że jest inaczej a każdy, kto ma jakieś
                          wątpliwości - jest nieudacznikiem, nieuświadomionym oraz sfrustrowanym
                          malkontentem itd. Niestety, ten świat jest przede wszystkim światem ludzi - z
                          ich zaletami, wadami, często bardzo wyszukanymi wymaganiami oraz potrzebami...
                          Nic na to nie poradzimy, myślę więc, że lepiej jest się po prostu wyłączyć
                          i "robić swoje", nie przejmując się za bardzo. Życie i tak kiedyś wszystko
                          zweryfikuje, "do bólu"!;)
                          • mjot1 Re: Granice udomowienia 05.04.05, 19:45
                            „...lepiej jest się po prostu wyłączyć...”
                            Masz po prostu rację! Ot w latach durnych i chmurnych człek wierzył, że jest w
                            stanie „ruszyć bryłę z posad” a tu rzeczywistość nadal skrzeczy sobie w
                            najlepsze...
                            Tak wędrując sobie luźno przez marny swój żywot coraz częściej w mych szarych
                            komorach błyska właśnie myśl taka: po co?
                            Hmmm... Chybam dlatego zaszywszy się w krzakach dziczeć sobie spokojnie
                            zaczął...
                            A jednak jeszcze czasem złudzenie górę bierze...
                            Lecz to chyba ludzkie jest...
                            Najdziwniejsze jest to, że tak trudno jest przebić się oczywistości...

                            Najniższe ukłony!
                            Rzuciwszy kilka słów urwanych M.J.
    • margie Re: Granice udomowienia 06.04.05, 10:30
      Dla mnie wszytsko jest granica udomowienia, ciecie uszu i ogonow, usuwanie
      pazurow, ubieranie z jakies ochydne plaszczyki, kokardi itp. Pies i kot ma byc
      takim, jakim go natura stwozryla i tyle.
      • venus22 Re: Granice udomowienia 08.04.05, 06:14
        wlasnie dowiedzialam sie ze jakas biotechniczna instytucja w Kalifornii probuje
        wyhodowac kota ktory produkuje mniej tych takich tam co powoduja uczulenie u
        ludzi.
        bedzie kosztowal $5000 US i ma to byc krotkowlosy brytyjski na poczatek.

        hmmmmmmmmm

        usuwanie kotu pazurow uwazam za bestialstwo. to tak jakby czlowiekowi usunac
        palce.

        Venus
    • dalija26 Re: Granice udomowienia 14.04.05, 17:27
      jak to usuwanie pazurów... Boże jedyny to przecież jakby ktoś mi paznokcie
      pozrywał... przycinam pazurki to wszystko...Elmas zawsze załatwiał się do
      kuwetki i nigdy mnie nie podrapał, chyba ,że akurat chciał na mnie
      zapolować..ale to przypadkiem... nie ma wg mnie takiej granicy...zwierzę musi
      mieć swoje życie to nie moja maskotka tylko współlokator czy członek
      rodziny...meble ..no troche podniszczone..ale juz zabezpieczyłam, kupiłam
      drapałkę... może wchodzić wszędzie byle nie na stół...wie,że mu nie wolno i
      jeśli to robi to chyba tylko pod moją nieobecność...wkurza mnie to ,że ludzie
      BIORĄ SOBIE psa, kota, mychę... jako urozmaicenie dnia. dla mnie to
      niepojęte.poza tym ludzie często kupują zwierzaka "bo ładny" nie zastanawiając
      się nad jego temperamentem, potrzebami.A te zielone myszki to od razu
      zgłosiłabym do TOnZ za znęcanie się..co to myszka nie czuje, nie stresuje
      sie?Szkoda słów... to my mamy być dla zwierząt a nie one dla nas!!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka