huesca
20.06.05, 21:43
Witam,
mam problem z moim kotem. Kot jest u mnie od 10m-y. bardzo dlugo sie
adoptowal, dopiero po uplywie ok. 5 m-y sprawial wrazenie zaaklimatyzowanego
Jest wykastrowany, niewychodzacy, mieszkamy na 10 pietrze. Problem polega na
tym, ze po dlugim okresie adaptacji, w ktorym kociak okazywal wyrazne oznaki
nadpobudliwosci i agresji w stosunku do mnie (faceta oszczędzał, gryzł
jedynie mnie i bynajmniej nie w zabawie) , nastapil dosc krotki (ok, 2-3m-e)
czas wyraznego luzu i jakiejs stabilizacji naszych wzajemnych stosunków.
Wyraznie dawałam kotu do zrozumienia, że nie godzę się na takie agresywne
zachowania (zamykałam go na kilkanascie minut w lazience po kazdej takiej
akcji), jednak trudno bylo to wyplewic, bo wiadomo mi, że juz w poprzednim
domu zdarzało mu się atakować kobietę i nigdy nie został za to ukarany.
Moja 'terapia' jednak zaczela przynosic pewne sukcesy. Bylo dobrze do czasu,
kiedy mialam w zyciu taki moment, ze chwile (jakies 3 tyg) bylam bardzo
rzadko w domu - praktycznie tylko w tygodniu na noc, weekendy poza domem. W
tym czasie, zreszta jak codzinnie, kot nie jest sam. jest w domu facet od
rana do wieczora i z zadzroscia patrze na ich wzajemne doskonale stosunki.
Fakt, ze w okresie, kiedy kot sie adoptowal facet traktowal go duzo surowiej
niz ja. Ja bylam po prostu dla niego bardzo dobra, ale .. wydawalo mi sie, ze
nie daje sobie wejsc na glowe (kary w lazience..). Jednak po okresie
dlugooczekiwanego spokoju nastapil nawrot agresywnych zachowan ze zdwojona
sila. Chyna jako kara dla mnie, ze tak czesto nie bylo mnie w domu??
Myslalam, ze kot po prostu o mnie walczy, wiec staralam sie jednak spedzac z
nim codziennie troche czasu na zabawie i w ogole na byciu z nim w domu, jak
juz moglam sobie n ato pozwolic. Jak sie bawimy - jest ok - ale wystarczy, ze
usiade przed komputerem i zajmuje sie czyms innym niz nim - kot wymusza uwage
i atakuje- wskakuje na ramie, zaczepia, gryzie. Bywa, ze gryzie tez gosci
(niezleznie od plci;).
ciekawe jest to, ze nie trzeba wcale zaklocic mu spokoju i przekroczyc jego
granicy- by nastapil atak. Mozna sie go w ogole nie spodziewac... On sprawi
awrazenie, ze czasem nie ma swojego swiata.. zwlaszcza w mojej obecnosci.
Srednia przyjmnosc jednak byc tak atakowanym przez swojego pupila we wlasnym
domu. Chyba juz jestem tym zmeczona. Mam wrazenie, ze dalam juz mu mnostwo
szans. Bylam z nim 2 razy u wtereynarza. Dostalam ziolowe krople uspokajajace
(dla kota ;). czasem mu je daje, ale nie zaobserwowalam spektakularnych
efektow. Njskuteczniejszym 'wyciszaczem' jest upal. ciekawe jest
schizofreniczne zachowanie kota- on za mna teskni, miauczy, czeka na mnie,
kiedy jestem nie odstepuje mnie n akrok ale zaraz potym, jak sie ociera,
rzuca sie do gryzienia. dzis przegial, bo rano, w lozku (czesto ze mna spi)
zaraz potym jak udeptal sobie poslanie - ugryzl mnie w ramie i probowal
ugryzc w glowe. chyba chce mi pomoc w podjeciu dotad heroicznej decyzji, aby
zaczac dla niego szukac innego domu. A moze jest cos, co jeszcze moglabym
zrobic? Uwielbiam go, kiedy jest normlany,ale dosc juz mam tego gryzienia..
Proszę o rade. dzieki z gory za odpowiedz.
huesca@gazeta.pl