Dodaj do ulubionych

agresywny kocur

20.06.05, 21:43
Witam,
mam problem z moim kotem. Kot jest u mnie od 10m-y. bardzo dlugo sie
adoptowal, dopiero po uplywie ok. 5 m-y sprawial wrazenie zaaklimatyzowanego
Jest wykastrowany, niewychodzacy, mieszkamy na 10 pietrze. Problem polega na
tym, ze po dlugim okresie adaptacji, w ktorym kociak okazywal wyrazne oznaki
nadpobudliwosci i agresji w stosunku do mnie (faceta oszczędzał, gryzł
jedynie mnie i bynajmniej nie w zabawie) , nastapil dosc krotki (ok, 2-3m-e)
czas wyraznego luzu i jakiejs stabilizacji naszych wzajemnych stosunków.
Wyraznie dawałam kotu do zrozumienia, że nie godzę się na takie agresywne
zachowania (zamykałam go na kilkanascie minut w lazience po kazdej takiej
akcji), jednak trudno bylo to wyplewic, bo wiadomo mi, że juz w poprzednim
domu zdarzało mu się atakować kobietę i nigdy nie został za to ukarany.
Moja 'terapia' jednak zaczela przynosic pewne sukcesy. Bylo dobrze do czasu,
kiedy mialam w zyciu taki moment, ze chwile (jakies 3 tyg) bylam bardzo
rzadko w domu - praktycznie tylko w tygodniu na noc, weekendy poza domem. W
tym czasie, zreszta jak codzinnie, kot nie jest sam. jest w domu facet od
rana do wieczora i z zadzroscia patrze na ich wzajemne doskonale stosunki.
Fakt, ze w okresie, kiedy kot sie adoptowal facet traktowal go duzo surowiej
niz ja. Ja bylam po prostu dla niego bardzo dobra, ale .. wydawalo mi sie, ze
nie daje sobie wejsc na glowe (kary w lazience..). Jednak po okresie
dlugooczekiwanego spokoju nastapil nawrot agresywnych zachowan ze zdwojona
sila. Chyna jako kara dla mnie, ze tak czesto nie bylo mnie w domu??
Myslalam, ze kot po prostu o mnie walczy, wiec staralam sie jednak spedzac z
nim codziennie troche czasu na zabawie i w ogole na byciu z nim w domu, jak
juz moglam sobie n ato pozwolic. Jak sie bawimy - jest ok - ale wystarczy, ze
usiade przed komputerem i zajmuje sie czyms innym niz nim - kot wymusza uwage
i atakuje- wskakuje na ramie, zaczepia, gryzie. Bywa, ze gryzie tez gosci
(niezleznie od plci;).
ciekawe jest to, ze nie trzeba wcale zaklocic mu spokoju i przekroczyc jego
granicy- by nastapil atak. Mozna sie go w ogole nie spodziewac... On sprawi
awrazenie, ze czasem nie ma swojego swiata.. zwlaszcza w mojej obecnosci.
Srednia przyjmnosc jednak byc tak atakowanym przez swojego pupila we wlasnym
domu. Chyba juz jestem tym zmeczona. Mam wrazenie, ze dalam juz mu mnostwo
szans. Bylam z nim 2 razy u wtereynarza. Dostalam ziolowe krople uspokajajace
(dla kota ;). czasem mu je daje, ale nie zaobserwowalam spektakularnych
efektow. Njskuteczniejszym 'wyciszaczem' jest upal. ciekawe jest
schizofreniczne zachowanie kota- on za mna teskni, miauczy, czeka na mnie,
kiedy jestem nie odstepuje mnie n akrok ale zaraz potym, jak sie ociera,
rzuca sie do gryzienia. dzis przegial, bo rano, w lozku (czesto ze mna spi)
zaraz potym jak udeptal sobie poslanie - ugryzl mnie w ramie i probowal
ugryzc w glowe. chyba chce mi pomoc w podjeciu dotad heroicznej decyzji, aby
zaczac dla niego szukac innego domu. A moze jest cos, co jeszcze moglabym
zrobic? Uwielbiam go, kiedy jest normlany,ale dosc juz mam tego gryzienia..
Proszę o rade. dzieki z gory za odpowiedz.
huesca@gazeta.pl
Obserwuj wątek
    • vww Re: agresywny kocur 20.06.05, 21:57
      Żaden ze mnie kociarz, ale może stałaś się dla niego hmmmmm.....obiektem
      pożądania seksualnego? Moj kocurek zachowywał się tak samo w stosunku do psow,
      te ocieranie i gryzienie to była "gra wstępna".Psy cierpliwe i gruboskórne,
      więc sobie nic z tego nie robiły, więc dalej już były normalne ruchy
      kopulacyjne, po zrzuceniu kociaka z psa oczom zgorszonej publiczności ukazywał
      się obnażony siusiak. Jeżeli zatem wytrzymasz gryzienie, pozwol rozwijać się
      sytuacji - wtedy przynajmniej będzie wiadomo o co chodzi.
      • vww Re: agresywny kocur 20.06.05, 22:05
        No dobra, dopiero teraz zauważylam, czarno na bialym, że kocur kastrowany
        jest:))
        A tak swoją drogą - czy kastracja eliminuje całkowicie popęd seksualny? -
        to pytanie do specjalistek.
    • guga13 Re: agresywny kocur 20.06.05, 22:23
      Wydaje mi się że wogóle nie rozumiesz swojego kota.On zachowuje się tak jakby
      zachowywał się wobec innego,zresztą zaprzyjażnionego kota, a więc znienacka
      napada, gryzie a nawet drapie, gdyż tak właśnie wyglądałaby ich zabawa a także
      okazywanie różnych innych uczuć.Twój kot traktuje Cię jak swojego kociego
      przyjaciela, na którego czeka się z utęsknieniem, ale którego trzeba ustawić w
      hierarhii, a czasem nawet pogonić.Rozumiem że nie jest to przyjemne ale tu
      dochodzę do drugiej sprawy:koty nie rozumieją sensu kary,można kota zatłuc, a
      on nie będzie wiedział dlaczego a więc nie zachowa się zgodnie z oczekiwaniami
      człowieka.Bicie, zamykanie, głodzenie,wypędzanie z łóżka itp niczego kota nie
      uczą, poza tym że są dla niego całkowicie niezrozumiałą przykrością.Sądzę ze
      jedyna rozsądna rzecz którą można zrobić to jakaś gwałtowna reakcja w chwili
      ataku celem przestraszenia agresora i zmuszenia go do ucieczki np.głośne
      klaskanie w ręce, gwizdanie,może nawet gwizdkiem,trzepnięcie gazetą itd.Myślę
      że po wielu takich incydentach kot skojarzy atak z nieprzyjemnymi i budzacymi
      jego strach Twoimi reakcjami i nieco się opanuje.
      • annskr Re: agresywny kocur 21.06.05, 09:40
        Podobno dobrze robi wydawanie okrzyków bółu - kot musi wiedzieć, ze Cię
        zabolało - może wtedy przestanie :)) Poszukaj też na forum koty. Życzę
        powodzenia w wychowywaniu, bo jak Ty nie będziesz mieć cierpliwości dla swojego
        pupila, to kto? Nie oddasz go chyba do schroniska :(
        • wiesia.and.company Re: agresywny kocur 21.06.05, 10:51
          Ciekawy temat. Hm....
          Co do okrzyków bólu, to zdecydowanie pomaga, aby utemperować kota. Wiem,
          wypróbowałam na swoich trzech, bo tylko te w zabawie gryzą. Czasem usiłuje mnie
          ustawić w hierarchii duży czarny Uran (największy w stadzie) ale wtedy, gdy
          spogląda na mnie z góry (no właśnie z góry)leżąc na najwyższym piętrze "drzewka"
          z drapakami i domkiem. Patrzy z góry, tak mnie postrzega, i tak ustawia. Może
          osoba leżąca wydaje się Twojemu kotu niższa w hierarchii. Ale nie wykluczam
          miłosnych aluzji kota do Ciebie.
          Miałam kota, wykastrowanego, który kochał mnie bardzo. Bywało, że nad ranem
          (spaliśmy na poduszce wtuleni w siebie), siadał patrząc na mnie z góry,
          wyraźnie miał coś w oczach i potem zaczynał udeptywanie miejsca obok, co
          kończyło się ewidentnymi ruchami jak przy kopulacji (cierpiała kołdra), a potem
          spojrzenie w oczy, jeden okrzyk i Gucio zeskakiwał z łóżka. Dobrze, że mnie nie
          gryzł jak kotkę w kark po zakończeniu aktu miłosnego. Nie było to dla mnie
          wstrętne. Było normalną fizjologią zakochanego kota. Może brzmi okropnie, ale
          naprawdę nie było to jakieś strasznie nachalne, męczące, ani obleśne.
          Podsypiałam i tak. Po prostu normalne. On tak miał. On mnie kochał, a ja jego.
          Potrafił się okropnie obrażać, jak zakochany, kiedy najpierw przywitałam się z
          drugim kocurkiem, a nie z moją najważniejszą miłością.
          Więc może i u Ciebie rzeczywiście też tak jest - kocia zaborcza miłość.
          A okrzyk bólu wytrenuj. Wysoki czy niski, ale głośny. Koty natychmiast
          przerywają bolesną zabawę. Dorosłe wiedzą, że to ból, małe też się
          resocjalizują. Może Twój kot nigdy nie doświadczył zabaw z rodzeństwem i nie
          zna granicy pozorowanych ataków. Może właśnie trzeba go tego nauczyć?
          Zresocjalizować. Staraj się też unikać (np. usuń głowę z poduszki) takich
          ataków na bezbronnego leżącego - to widać po skupieniu w oczach, że planuje
          atak. Uprzedź atak i odsuń się nagle, lub zmień pozycję lub przykryj książką.
          Ruch jakiś dla odwrócenia uwagi i oczu.
          Ale najważniejsze, że Cię kocha i jeszcze musi się godzić na mężczyznę i Tobą
          dzielić. Wie, że z tym drugim samcem nie wygra, więc Cię próbuje podporządkować
          jak kotkę.
          Trudna sytuacja, lecz do ułożenia.
          Pozdrawiam. Wiesia z siódemką (trzech chłopców, cztery dziewczynki - więc mogą
          sobie chłopcy tę miłość podzielić i na dziewczynki). Właśnie, a może przyjąć
          do rodziny koteczkę malutką? Odwróci się uwagę zakochanego kota, on ją wychowa
          a potem skieruje uwagę także i na tę samiczkę?
          • anna.jozwik Re: agresywny kocur 21.06.05, 16:16
            Hm. Cóż ja mogę dodać.
            Napisze tylko że w zupełności się zgadzam z przedmówczyniami. Wszystko to
            prawda.
            Kot nie traktuje Cię jak worga tylko jak swego najlepszego przyjaciela, a to że
            masz wrażenie że teraz zdwoił swoje "ataki" to prawdopodobnie wynik Twoich
            długich nieobecnosci w domu, które teraz kot próbuje sobie sam wynagrodzić
            częstszą zabawą z Tobą. Tak, zabawą właśnie - podejrzewam że on też oczekuje,
            że będziesz zaczajać się na niego, a potem wyskoczysz nagle i ugryziesz go w
            kark :) Może popróbuj :) Żartuję oczywiscie.
            Swojej kotce pozwalałam swego czasu na gryzienie w zabawie - ale tylko rąk. W
            związku z tym stan moich dłoni był zawsze w opłakanym stanie. Cóż - czego sie
            nie robi dla przyjaciół :)
            Zgadzam sie ze wszystkimi udzielonymi wcześniej przez hodowczynie radami -
            mozna w czasie tego "ataku" wydać głośny okrzyk, trzepnąć kota gazetą albo
            skarcić w inny sposób. Zamykanie w łazience jest kompletnym nieporozumeiniem.
            Możesz też spróbować z drugim kotkiem, ale relacje między kotami bywają bardzo
            bardzo różne, niewykluczone ze zaczełyby zwalczać sie miedzy sobą.
            • jul-kot Re: agresywny kocur 22.06.05, 13:40
              Witam!
              Czy Twój kot gryzie Cię do krwi? Jeśli przeważnie nie, jest to raczej zabawa i
              objaw przywiązania. Jeden z moich kotów gryzł na poważnie, jeśli coś mu się nie
              podobało. Był to duży i niezależny chociaż wykastrowany kocur, który po
              wyrzuceniu z domu błąkał się przez dłuższy czas i musiał nauczyć się walczyć o
              życie. Traktowałem go łagodnie, przed sygnalizowanym atakiem lub w trakcie
              nieruchomiałem. Teraz pakuje mi się na kolana kiedy tylko usiądę, patrzy w oczy
              i jeśli czasem nawet gryzie ( odczuwa potrzebę dominacji ), to już inaczej.
              Warczy też czasem, gdy go biorę na ręce a on tego nie chce, ale nie gryzie.
              Nie radzę Ci karać swojego kota, zwłaszcza zamykaniem, bo tego nie zrozumie.
              Czasem możesz uderzyć go lekko palcami w czoło, tylko szybko, żeby nie zdążył
              Cię drapnąć. To koty znają, bo jest to sposób karcenia malucha przez matkę.
              Możesz wydawać okrzyki bólu, ale najpewniejsze jest znieruchomienie, bo wtedy
              kot nawet jeśli chwyci zębami, to nie kaleczy. Jeśli będziesz go traktować
              łagodnie i unikać zabawy w gryzienie, a przynajmniej zdecydowanie ją przerywać,
              powinien się uspokoić i okazywać Ci swoje przywiązanie inaczej.
              Pozdrawiam, Juliusz.
              • huesca Re: agresywny kocur 22.06.05, 22:14
                witaj. kot niestety gryzie na powaznie. mocno, do krwi, wpija sie tak, ze
                zostawia dziury. rece mnie potem bola calymi dniami, puchna itd...
                wiem, znieruchomienie dziala... czasem - niezawsze. Jak ma ochote to i tak
                skoczy. Kiedy pstrykam go w nos czy w czolo, jeszcze bardziej go nakrecam -
                prycha jak wsciekly byk i wtedy juz jest no marcy... Nie mam na niego
                skutecznej metody, niesty - poki co. Teraz siedze zamknieta w pokoju, a on po
                drugiej stronie drzwi. Niebardzo da sie nieruchomiec przy komputerze, prawda?
                Ostatecznie rece caly czas pracuja. Kocur najpierw siada przy nodze, miauczy,
                ogonek juz mu chodzi i jesli nie przerwe pisania i nie zajme go jakas zabawka
                to najpierw zaczepi mnie pare razy lapami, po czym przejdzie do konkretow i
                ugryzie. To nie jest zabawa, niestety... Nie mam pomyslu (innego niz chwilowa
                izolacja)na to bysmy mogli z moim kotem przebywac kolo siebie w pokoju i kazde
                zajete byloby swoimi sprawami - tzn on np gapieniem sie przez okno lub
                nicnierobieniem, a ja pisaniem. Kot jest duzy, czarny, magiczny... i cudowny
                jak nie gryzie. czy mu to kiedys troche przejdzie??? sama nie wiem..
                dzieki wkazdym razie,
                pozdrawiam,
          • huesca Re: agresywny kocur 22.06.05, 22:31
            Wiesiu, kotki malej na razie nie przygarne, z ronych wzgledow. Moze kiedys..
            kiedy domek bedzie wiekszy i nie na 10 pietrze :). Ty za to masz fajna wesola
            gromadke :). taaaak.. Forest jest duzy i czarny - pewnie jak Twoj Uran. I taki
            jest charakterny, ze cos. ma te blyski w oczach i wiem, ze mnie uwielbia. Ale
            wlasnie - nie oznacza to chyba, ze mam sie poddac i za kazdym razem, kiedy on
            tego zapragnie - zajmowac sie tylko nim... To na pewno efekt tego, ze nie bylo
            mnie w domu.. teraz regularnie przychodze z pracy do domu by byc z kotem :), by
            wszystko jakos wrocilo do normy. ale ciezko nam idzie. wyobraz sobie taka
            sytuacje - leze na kanapie z ksiazka, obok Forest na oparciu - wyzej ode mnie
            wpatrzony w moja reke. widac jak sie uklada i podchodzi, z ktorej strony by tu
            najlepiej... ubiegam go oczywiscie, ale jesli musze to robic kilka razy w ciagu
            jednego wieczora to wiesz, co czuje... to samo kiedy siedze przy biurku, o tym
            przed chwila pisalam. hmm, on na razie nie musi sie mna z nikim dzielic - facet
            to tylko lokator - co bedzie jak bedzie musial zaakceptowac kogos obok mnie?
            nie wiem..
            • wiesia.and.company Re: agresywny kocur 23.06.05, 10:53
              Ja tylko tak sobie myślę (i dzielę się myślami): może Twoje cudo po prostu
              nie lubi tego mężczyzny obok. Jest przez cały czas sfrustrowany, nie bawi się z
              tym Facetem, musi go tolerować i wzbiera w nim agresja (co się dzieje podczas
              Twojej nieobecności - tego nie wiesz, jakie są ich kontakty, gdy nie patrzysz).
              Tę agresję musi gdzieś rozładować, a przy okazji dać Ci do zrozumienia, że
              cierpi bez Ciebie, chce kontaktu, że się tak nie robi kotu - zostawiać z
              niemiłym człowiekiem. Chce Ciebie bez wyjątku. I tak z tej frustracji, agresji
              która się w nim gromadzi i miłości do Ciebie oraz pretensji - tak mu te
              pomieszane uczucia wychodzą. Wygląda na to, że musi Cię mieć w zasięgu wzroku -
              bo kocha i chce być zauważony i najważniesjzy dla Ciebie. Energia go też
              rozpiera. Trzeba mu chyba pomóc i najpierw obrażonego wykochać, wygłaskać,
              pochodzić za obrażonym. Poświęcić czas najpierw kotu... siatki z zakupami precz,
              mycie później, najpierw najważniejszy domownik wypełniony goryczą i miłością.
              Zabawa szalona (moje uwielbiają skakać lub gonić za piórkami na giętkiej witce).
              Myślę, że chce przyciągnąć Twoją uwagę w sposób zaborczy i trzeba go jakoś
              rozładować, bo zasługuje na to już choćby dlatego, że Cię tak bardzo kocha, co
              Ci wyraźnie mówi. Ty najważniejsza dla niego i on ma być najważniejszy.
              Dlatego karci gryząc. Czyli obowiązki domowe później, najpierw oznaki miłości.
              Przejdzie mu, bo on się w tej chwili gubi, potem się pogodzi z sytuacją i
              kolejnością rzeczy. Dlatego proponowałabym stały układ zajęć i pieszczot. Wtedy
              może łatwiej się przyzwyczai i pogodzi.
              No, ale to tylko takie moje przypuszczenia. W praktyce to trudne i wymaga od
              Ciebie poświęcenia i zmiany układu dnia (być może).
              Ale go masz najukochańszego (ukochani już tak mają, że i ranią i kochają -
              huśtawka).
              Hej! I powodzenia w uwodzeniu Twojego miłośnika (jego zdaniem pewnie ten Facet
              nie zasługuje żeby przebywać koło Ciebie i Cię pilnuje). Właściwie to miłe,
              choć bolesne.
              Pozdrowienia i od Urana, a jakże (obrażał się na mnie, obrażał, a w końcu
              sypiamy teraz na poduszce - a nie chciał - klapie mnie łapą, żeby mnie obudzić
              i pogliglała po brzuszku, a jak jest nadęty, bo go coś tam urazi, idzie d nogi
              łóżka i na moje zachęty nie reaguje, nawet okiem nie mrugnie - nie ma go dla
              mnie, ignoruje).
              Już kończę! Hej
              • anna.jozwik Re: agresywny kocur 23.06.05, 14:45
                Przyszedł mi do glowy jeszcze jeden mały acz skuteczny sposób na Twojego
                złośnika.
                w chiwli gdy kot Cię zaatakuje - spryskaj go wodą z rozpylacza domowego. Takie
                rozpylacze domowe mozna kupić w każdym sklepie AGD.
                To go na pewno natychmiast otrzeźwi, bo koty nienawidzą spryskiwania wodą :)
                Po pewnym czasie atakowanie Ciebie będzie już mu się kojarzyło z czymś niemiłym
                i ataków powinien zaprzestać.
                Natomiast powinnaś wynagrodzić mu brak zabawy w "ataki" zastepując ją jakąs
                inną formą zabawy, np. z ciąganiem papierowej kulki na nitce tak aby na nią
                polował, rzucaniem piłeczki ping-pongowej itp.
                • huesca Re: agresywny kocur 23.06.05, 15:40
                  tak, tak, spryskiwacz mam. stosowalam go kiedys, czas chyba wyjac go znowu...
                  no i chyba przejde sie po nowe ping-pongi, bo wszystkie utonely gdzies w
                  jakichs zakamarkach domu, nie do wydobycia...
                  pozdrawiam serdecznie,
              • huesca Re: agresywny kocur 23.06.05, 15:45
                No to Wiesiu dalas mi do myslenia :)... Caly czas mysle, ze oni sie lubia- kot
                i lokator, tak mi sie wydaje. Mimo surowych zasad, jakie M. wprowadzil do
                swoich relacji z Forestem - kot chetnie chodzi sie do niego przytulac, kiedy
                tylko M. mu na to pozwoli :) - i to jest ta roznica..
                Jak Ci jeszcze cos przyjdzie do glowy to podziel sie koniecznie :)
                pozdrawiam gromadke
                • jul-kot Re: agresywny kocur 24.06.05, 15:27
                  Witaj!
                  Najwyraźniej Twój kot się nudzi ... Ma do Ciebie pretensję o to, że się nim nie
                  zajmujesz. Pełen energii zwierzak jak sama pisałaś miałby tylko wyglądać przez
                  okno lub zajmować się nicnierobieniem? Miał piłeczki, ale jak piszesz utonęły
                  więc co mu zostaje? Postaraj mu się o trochę zabawek, piłeczki, myszki, zabawki
                  na sznurku lub gumce zawieszone na wysokości głowy lub wyżej. Wystarczy szara
                  skarpetka zwinięta i przewiązana sznurkiem.
                  Mój najstarszy kot, też czarny i wielki ma teraz 13 lat i jest już bardziej
                  stateczny, ale też lubi się bawić, np. aportuje przedmioty. Kiedy o nim na
                  dłużej zapominam, podnosi wielki krzyk i pakuje się na kolana. Jest zazdrosny o
                  inne koty i czasem się obraża. Nie gryzie nas nigdy, bo wychowaliśmy go od
                  pierwszego dnia życia.
                  Pozdrawiam, Juliusz.
              • huesca Re: agresywny kocur 25.06.05, 12:32
                Wiesiu, kilka razy czytalam co mi napisalas. tak sobie mysle, ze pod mim dachem
                mieszkaja tak rozne charaktery, ze nie latwo jest ulozyc te stosunki. no ale
                jest nas malo, wiec nie powinno byc tez to takie trudne. Z dobry tydzien temu
                osiagnelismy juz z Forestem dno. Ja zblizalam sie juz niebezpiecznie do zera na
                skali motywacja i energia do pracy nad kotem, slady na ciele mowily skad takie
                nastawienie i bylo juz naprawde zle. Troszke sie zmienilo w ciagu ostatnich
                dni. Tzn od 4 dni nie mam zadnych nowych sladow ugryzien (takich wyraznych
                sladow, bo jescze zabki probuje zatapiac paskud, ale juz jakby sie troche
                reflektowal), a ja znalazlam w sobie znowu nowe poklady cierpliwosci dla mojego
                gryzonia. No i zeby nie bylo, ze ten facet za sciana jesttaki zly - z nim tez
                rozmawiam o kocie i slucham co ma do powiedzenia ostatecznie to on mial koty i
                wychowal sie na wsi, ja mialam tylko psa.. ale fakt, ze w ciagu dnia na pewno
                nie poswieca mu duzo czasu... Ja za to w ostatnich dniach naprawde sie
                staram.. Forest ma zabawki - myszki kiedys byly w laskach, ale mu sie
                znudzily. Pilka na sznurku wiszaca w drzwiach tez juz go nie rusza. Pomyslalam
                o tych ping pongach, bo w komplecie, ze tak powiem, z kotem i z kuweta,
                dostalam kilka ping pongow, ktore on uwielbial. To wlasnie te pilki juz sie
                dawno zgubily, ale to nie znaczy, ze kot w ogole nie mial zabawek. ma ich duzo,
                ale nie wykazuje ochoty do zabawy w pojedynke, trzeba go czyms zajac, dopiero
                wtedy zalapuje.. No w kazdym razie kupilam mu nowe ping pongi :). rzeczywiscei
                przypomnialy mu sie czasy, kiedy biegal pol godziny za jedna pilka po calym
                mieskzaniu, az padl albo raczej az pilka gdzies wpadla. zaczelam mu tez dawac
                lepsze jedzonko kiedy ja przychodze do domu. Tylko wtedy ma cos extra, zeby
                wiedzial, ze upolowalam to dla niego :). Mysle jednak, ze najwiekszy sukces
                osiagnelismy dzisiaj. ja pisze teraz ten list, a Forest siedzi obok mnie na
                krzesle! siedzimy na jednym krzesle i on jest spokojny i nie ma do mnei
                pretensji, ze pisze.. to niebywale..
                Zeby jednak nie wpadac w skrajnosci,a oddac w miare obiektywnie stan reczy -
                nie wyspiam sie przez tego lobuza caly czas. W dzien juz zaczyna byc ok, ale
                nad ranem ten brutal budzi mnie, kiedy tylko sam sie obudzi (np 4, 5 rano)
                i...gryzie mnie w glowe.. ocywiscie nie rzuca sie na mnie z pazurami, ale ja
                nie widze tego, jakie on ma zamiary, no bo spie, a nagle czuje juz jak moja
                puma dobiera mi sie do wlosow i skory. Tego nie lubie. Bo nie dosc, ze mnie
                budzi to jeszcze w taki drastyczny sposob. Nie mowie, zeby mnie calowal na
                dzien dobry;), ale moglby sobie odpuscic takie metody. Kiedys tak nie mial. jak
                sie obudzil tak wczesnie to szedl do okna i wygladal, dopiero jak budzik
                zadzwonil i ja nie wykazywalam oznak zycia to przychodzil i raz i drugi pacnal
                mnie lapa. A teraz.. to troche boli co robi i poza tym irytuje, ze jestem wciaz
                taka niewyspana. Jego rzecz jasna nie ruszaja moje since pod oczami. On cwaniak
                dospi sobie w dzien, a ja?? No i jeszcze jak tak lazi za mna po domu - gdzie ja
                tam on to biore go czasem sama na kolana by go tak wyglaskac.. niedawno jeszcze
                sie nie dalo. teraz pozwala, siedzi i mruczy i sie prezy i mruzy oczka i dobrze
                mu.. po czym.. za chwile gryzie mnie w ta sama reke co go glaszcze, a jak ja
                wycofuje i nie robie zadnych drastycznych ruchow to juz przymierza sie do ataku
                na druga reke, juz mu chodzi ogonek, juz jest akcja. no wtedy po prostu
                spusczam go z kolan i odwracam sie do swoich spraw.. tak to z nami jest...
                chyab jednak lepiej troche..
                pozdrawiam serdecznie,
                karina
                • annskr Re: agresywny kocur 27.06.05, 10:23
                  Gratuluję cierpliwości i sukcesów wychowawczych :)) To gryzienie głaszczącej
                  ręki podobno oznacza "jeszcze sobie poleżę, ale już mnie nie głaszcz!! Moja
                  kochana Pusiunia też tak robi - tyle że ona zaczyna machać ogonem i łapie mnie
                  za rękę ostrzegawczo, wtedy przestaję głaskać. Szarotka jest bardziej leniwa -
                  jak cioś się nie podoba, to warczy :))
                  • wiesia.and.company Re: agresywny kocur 27.06.05, 11:02
                    Hej, hej! Cieszę się, że jest troszeczkę lepiej.
                    A i ja się zastanawiałam na stosunkiem dwóch facetów w domu i doszłam do
                    wniosku, że to nie musi być tak, że Facet (ludzki) jest dla kociunia jakiś
                    wredny lub go kopie, albo coś w tym rodzaju (zdarza się niestety). Myślę, że po
                    prostu Facet może się izolować od kota, tak że praktycznie niby są w domu, ale
                    obok siebie, kot nie jest głaskany, wypieszczany, więc ma pretensje, że się go
                    ignoruje. Tak więc jego wzmożone pragnienie bycia dostrzeganym przypada Tobie
                    i Ty musisz go dowartościowywać.
                    To, że rano poddrapuje Ci włosy, to i ja tego doświadczam. Mój Uran, kiedy się
                    odobrazi przychodzi nad ranem i ugniata mnie albo po głowie, albo po ramieniu,
                    czasem ciapnie łapką po brodzie. Tak zwraca na siebie uwagę - właśnie teraz
                    chcę pieszczot! no rusz się! to moja pora! Oczywiście, że ulegam, robię to już
                    teraz trochę bezwiednie, chyba że drapnie niechcący po twarzy (ugniatanie też
                    jest troszkę bolesne, bo łapy to ona ma.....).
                    Życzę wytrwałości i powodzenia (a może Facet podrapie czasem Twojego małego
                    facecika tu i tam, poświęci też troszkę czasu, nie żyjąc z kotem "obok". A nuż?
                    Trzymaj się!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka