Dodaj do ulubionych

BARDZO agresywny kot

15.10.05, 12:42
No właśnie... mam problem z własnym kotem. To wykastrowany (na początku sierpnia) 10-miesieczny kocurek z "dobrego domu", tzn. nie był to kot piwniczny, tylko urodził się (podobno najstarszy z miotu) w rodzinie z dzieckiem. Wzięłam go, jak miał ok. 6 tygodni. Mieszkam sama (żadnych dzieci czy innych zwierząt), nie drażnię kota, nie staram się wzbudzać w nim agresji. Nic się w jego życiu takiego nie stało, by miał traumę. Zresztą to nie jest mój pierwszy kot: poprzednie, wychowywane w ten sam sposób, były bardzo spokojne: mogłam spać z nimi na jednej poduszce, bez problemu głaskać czy nawet trochę „pomęczyć” na rękach. Nie gryzły, nie drapały (no... może trochę podczas zabawy, ale szybko się uspokajały).
Od ok. 4 miesiąca życia mój kot stał się nie do zniesienia (wcześniej - miłe, spragnione pieszczot kociątko). Z dnia na dzień zaczął gryźć - na początku nie przejmowałam się zbytnio, bo to normalne. Po prostu starałam się nie prowokować kota i nie dopuszczać do sytuacji, by mnie gryzł. Ale na nic to sie nie zdało. U małego zaczęła narastać agresja: z czasem już nie tylko bawił się w gryzienie i drapanie, ale zaczął na mnie polować czy gryźć ze złości (uszy do tylu, oczy robiły mu się skośne, wydawał dziwne dźwięki i rzucał się). Psikanie wodą nie pomaga: zupełnie się tego nie boi i nie zwraca uwagi na wodę, nieprzyjemne dla kota dźwięki też działają tylko na krótko.
Miałam nadzieję, ze kastracja go uspokoi. Nic z tego. W tej chwili potrafi mi się rzucić do nieosłoniętych części ciała (łydki, stopy, dłonie), a także, co najgorsze, do twarzy. Przedwczoraj bardzo mocno podrapał i pogryzł mi kostkę (mocno krwawiłam) - rzucił się na mnie, gdy szłam do łazienki. Po prostu skoczył, położył się na boku, objął nogę przednimi łapami, tylnymi drapał i gryzł. Dziś też miał mocną akcję: źle się czuję i leżę w łóżku, przez pewien czas mnie zaczepiał i chodził po pościeli, ale go ignorowałam udając, że śpię. Kilkakrotnie "pacnął" mnie łapą po oczach (miał lekko wysunięte pazury, ale w porę udało mi się zacisnąć powieki). Kiedy usiadłam na łóżku skoczył i mocniej uderzył mnie w oczy i uciekł. Potem zrobił nawrót i juz nie wiem, czy ugryzł czy podrapał mi nos. Na powiece oka mam lekką kropkę, za to na nosie niezłą szramę i przez chwilę mocno krwawiłam. Nie pierwszy raz ugryzł mnie w twarz, ale dziś wyglądało to wyjątkowo groźnie.
Z nerwów (przyznaję) złapałam kota za kark i pacnęłam go ręką po pysku, potem wzięłam do łazienki i pochlapałam wodą z prysznica. Uspokoił się i teraz siedzi sam w łazience. Boję sie go wypuścić. Jak mam się przed nim bronić? CO zrobić, by się uspokoił? Wogóle jest mocno nadreaktywnym kotem: ciągle biega, skacze, łazi po półkach i szafach, zrzuca rzeczy, drze papiery - ogólnie to taki chuligan, ale pozwalam mu na to, bo jako młody kot ma dużo energii. Nie chcę tylko, by rzucał się na ludzi: trudno go pogłaskać, bo zaraz łapie zębami za ręce. Gdy się nim nie zajmuję (bo mnie gryzie), to skacze i tez mnie gryzie.
Jest jakiś dla nas ratunek? Przyznam się, ze coraz mniej go lubię. Ba, ja sie go po prostu boję. Co mam zrobić? Kot to nie zabawka, więc go po prostu nie oddam do schroniska, ani nie wyrzucę z domu. Czuję sie bezsilna. Proszę, pomóżcie mi. Jeszcze jedna informacja: nie wiem czy istotna, ale jestem osobą niepełnosprawną i może to ma też wpływ na zachowanie kota (czuje się silniejszy ode mnie).
Obserwuj wątek
    • mysiam1 Re: BARDZO agresywny kot 15.10.05, 16:56
      Weź drugiego kota do towarzystwa - Twojego "jedynaka" rozpiera energia; on nie
      jest w stanie zrozumieć, że Ty nie lubisz się bawić w typowe kocie zabawy,
      czyli wojny, gryzienie, drapanie i zapasy.
      • jaagna Re: BARDZO agresywny kot 15.10.05, 17:01
        Nie moge wziąć drugiego kota, niestety. Juz wcześniej o tym myślałam, ale nie dam rady "wychowawczo".
        • mysiam1 Re: BARDZO agresywny kot 15.10.05, 19:24
          jaagna napisała:

          > Nie moge wziąć drugiego kota, niestety. Juz wcześniej o tym myślałam, ale nie
          d
          > am rady "wychowawczo".


          Wychowawczo? Co dokładnie masz na myśli? Kotów raczej się nie wychowuje ;-)
          • screwt Re: BARDZO agresywny kot 16.10.05, 09:46
            i tu sie mylisz bo wlasnie chodzi o wychowanie a raczej jego brak ;/
            drugi kot tez nie koniecznie pomoze, agresja moze sie przelozyc na przybysza i
            nowy kotek bedzie maltretowany przez chuligana.
            imo kota nalezalo karcic, przykro to pisac ale faktycznie przy agresji od razu
            za skore karku w gore podniesc i na kota "hykać", jak nie pomaga - woda.
            nie wiem czy nie jest za pozno - trzeba sporo stanowczosc zeby wychowac kotka z
            takim temperamentem.
            sugeruje 2 wyjscia - walka - przy agresywnym zachowaniu stanowcze karanie - tak
            jak Pani opisala - za skore, w łeb, woda, klapsa w dupsko, nahykać. jesli nie
            jest w stanie sie Pani tego podjac, badz bedzie to robione niekonsekwentnie -
            jest duza szansa ze kot nie wyjdzie sam z takich nawykow i trzeba go bedzie
            oddac. i to jest to drugie wyjscie.
            • jaagna Re: BARDZO agresywny kot 16.10.05, 10:07
              Tez myślę, ze kota można i NALEŻY wychowywać. Z moimi poprzednimi (równiez kocurami) było łatwo: trochę się na poczatku bilismy, ale szybko zaakceptowały, kto jest w domu szefem. Wystarczyło zasyczeć, wyszczerzyć zęby i pokazać rozczapierzoną dłoń (by widział wszystkie pięć palców - dla kota to jak wysunięte pazury). Głupio to wyglądało, ale po takiej demonstracji koty się wycofywały o nawet nie ruszały pozostawionego przeze mnie ijedzenia!
              Podniesienie kota za skórę i "hykanie" (czyli - jak sądzę - chodzi tu o taki groźny dźwięk syczenia, który wydają z siebie wściekłe koty), a nawet psikanie wodą już nie skutkuje. Trafił mi sie wyjątkowo silny psychicznie okaz... Może to śmieszne, ale kot "oswoił" sobie psikacz, którym go polewałam. W chwilach "pokoju" podchodzi do niego i liże rozpylacz lekko przytrzymując łapką butlę...jedyne, co na niego działa, to własnie złapanie za skóre na całym ciele (by sie nie wił i nie podrapał mnie tylnymi nogami) i wrzucenie pod prysznic. Nie chce go ciągle zlewać wodą, bo moze sie przeziębić, więc lekko go pokropiłam, zamknęłam w brodziku i zgasiłam światło. Niech siedzi. Bo znowu zaczął mnie atakować, już nie tak agresywnie jak wczoraj, ale znowu próbuje, na co mu pozwolę.
              Mały nikogo się nie boi: kobiety od razu sobie podporządkowuje a z mężczyznami próbuje sie "mierzyć": wskakuje na półkę (by wydawać sie większym) i groźnie na nich patrzy, jeży sierść i staje na palcach. I co śmieszne - wielkie chłopiska ustępują 10-miesiecznemu kotu...
              Muszę przyznać, że po wczorajszej karze (wyszarpanie za skórę na karku i tyłku, moje dzikie wrzaski i syki, mocne zlanie wodą z prysznica i zamknięcie w brodziku na ok. godzinę) poskutkowało: kot przez całe popołudnie i wieczór był milutki jak mały kociak: łaził za mną jak pies, łasił się, chciał na ręce i ładnie aportował myszkę, ale naprawde nie wiem, czy dam radę codziennie go tak ostro traktować. Serce mi sie kraje...
              Dziekuje wszystkim za rady i jeśli jeszcze ktoś ma jakieś sugestie - będe wdzieczna.
              • screwt Re: BARDZO agresywny kot 16.10.05, 11:16
                kluczem jest konsekwencja. z tego co Pani pisze jest to twardy zawodnik do tego
                agresywny. niestety nie da sie zyc spolegliwie z takim zwierzakiem. jest
                nadzieja bo osobnik jest jeszcze dosc mlody, ale postepowanie powinno byc
                konsekwentne po trzykroc.
                pozdrawiam i zycze powodzenia
    • anna.jozwik Re: BARDZO agresywny kot 16.10.05, 15:16
      Obawiam sie, że niewiele tu mogę doradzić. Z opisu widać, że to
      charakterologiczne twardy osobnik, ciężko bedzie dać sobie z takim radę.
      Z punktu widzenia prawa weterynaryjnego, każdy fakt mocnego pogryzienia
      powinien skutkować oddaniem kota na 15-dniową obserwację w kierunku
      wścieklizny. Może to być obserwacja stacjonarna w lecznicy weterynaryjnej.
      Zdaję sobie sprawę, że w przypadku tego kota wscieklizna jest mało
      prawdopodobna (jesli jest niewychodzący jak przypuszczam), ale takie jest prawo
      (dura lex sed lex). Z mojego doświadczenia wynika, że podczas obserwacji takie
      agresywne i nadpobudliwe osobniki bardzo się uspokajają. Można tę obserwację w
      lecznicy potraktowac jako swojego rodzaju "karę" dla kota. Nie wiem na jakiej
      zasadzie to działa, ale zwierzęta wychodzące od nas z obserwacji naprawdę
      bardzo uspokajały się jeśli chodzi o temperament. Może i na tego kota by to tak
      podziałało.
      • jaagna Re: BARDZO agresywny kot 16.10.05, 19:56
        Dziękuję za odpowiedź i rady. Nie chcę kota oddawać na całe 2 tygodnie na obserwację, bo chyba to ja czułabym się bardziej ukarana: strasznie bym za nim tęskniła i zżarłyby mnie wyrzuty sumienia... Choc pomysł izolacji kota jest dobry. Dziś maly trzy razy za karę wylądował w kabinie prysznicowej (juz nie zlewałam go wodą) i dwa razy został wyrzucony z pokoju (zamknęłam przed nim drzwi). Efekt: własnie leży mi na biurku, przytulony tak, ze trudno mi pisać i NIE GRYZIE! Nawet nie próbuje! Ładnie reaguje na głaskanie i stara sie cały czas utrzymać kontakt, tzn. albo kładzie głowę na ręce, albo dotyka łapką (nie łapie pazurami!) moich piszacych po klawiaturze palców. Popołudniu trochę leżałam w łózku i kot przyszedł przytulić sie do mnie... i nie atakował! Położył się na chwilkę obok mnnie, potem wyszedł do drugiego pokoju. Chyba czuje się lekko "spacyfikowany", bo część dnia spędził na szafie pod samym sufitem. Nie obraził się na mnie, bo na polecenie zszedł z szafy (dostał za to kociego cukierka) i reagował, gdy go wołałam.
        Najwazniejsze: na razie się uspokoił! Moze to rzeczywisćie kwestia stanowczego wychowania, a nie choroba psychiczna (bo juz się tego obawiałam).
        bardzo dziękuję! ZObaczymy, co będzie dalej...
    • beali Re: BARDZO agresywny kot 16.10.05, 18:22
      Wklejam to,co na szybko znalzłam;
      www.vetopedia.pl/article4.html
      www.vetopedia.pl/article2.html
      Siłowe metody/bicie/ wg.doswiadczeń z moimi kotami pogłebiaja agresywne zachowanie,ale ja nie mam agresywnych kot,nigdy nie sprawiłam im bólu,jedyna Bambiśka z charrrakterkiem i klapsik/delikatny/ w pupsko powoduje jej jeszcze większą złość.Spróbuj może z tym spręzonym powietrzem,o których napisałam na Kotach.Nalezy tylko uważać,by nie uzyć go w poblizu czegos sypkiego,aby nie zapruszyć kotu oczu.
      Zastanów się również nad lekami.Zauwazyłam,że to wielce kontrowersyjny temat dla kociarzy i niestety niejeden woli miec rzucającego się na twarz agresora,niż zaaplikować mu terapię lekową.Kocham koty,ale jednak trochę zdrowego rozsądku mam.Ludziom z problemami psych.aplikuje sie zamknięcie,leki itd.Przy chorobach,w których wyzwala się agresja to juz na 100% i kazdy uwaza to za wręcz konieczne i nie protestuje,podobnie rzecz się ma z agresywnym psem-robi się wszystko,by wyeliminowac agresję,natomiast jesli chodzi o koty...Cóż,przeczekac,drugi kotek,wyrośnie.Bez przesady,skoro dbamy o zwierzeta,to nie swoim kosztem,a już z pewnością nie kosztem lęku we własnym domu,pogryzioną twarzą.Przepraszam,że tak mocno jest to napisane,ale nie wyobrazam sobie zycia ze zwinnym,wszędobylskim kotem,który na dodatek poluje na mnie,rzuca się i dotkliwie gryzie.
      Spróbowałabym metody czasowej izolacji,jak radzi pani doktor,a nuż mały trochę przestraszy się,zatęskni i doceni ciepło domowego ogniska i myziającą go dłoń.
      Jeszcze jedno mi przychodzi na myśl,czy mały ma dosyć rozrywek,czy aby nie dokucza mu nuda-przy mocnej kociej osobowości,energii,niemożności wyzycia się na polowaniu/a po kastracji pozostało mu juz tylko papu i własnie instynkt polowania,który u moich wykastrowanych kot jest bardzo mocny/,być może poluje na Ciebie i gryząc wyzywa się,gdyby był wychodzący wbijałby ząbki w gardła myszek,ptic,uprzednio wymęczywszy je,a tym samym dałby upust nagromadzonej energii i zadość instynktowi.
      Jestem ciekawa bardzo,co sądzi pani doktor o terapii lekowej dla tak agresywnego kota,bo może ja się mylę,co oczywiście dopuszczam do siebie,będąc jednak prawie pewną,że sama zaaplikowałabym ja,gdyby inne metody zawiodły.
      A tam,zapytam.
      Pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka