Dodaj do ulubionych

odchudzanie kastrata

30.12.02, 10:56
Kilka miesięcy temu byłam z kotem u weterynarza - pani doktor na jego widok
złapała się za głowę i kazała go odchudzać (przy pomocy karmy Restricted
Calorie Formula - Eukanuby). Było ciężko, ale wszyscy się przyzwyczailiśmy
(:)))). Tyle tylko, ze kot wcale nie chudnie, skóra pod brzuchem mu wisi (no
właśnie - skóra czy zwały tłuszczu????). Waży około 5,5 kg, ma półtora roku,
jest dość aktywny. W porównaniu z niektórymi zaprzyjaźnionymi kotami nie
wygląda na zapasionego olbrzyma, ale nie jest tez szczupaczkiem :). Nie wiem,
jak długo go odchudzać, czy doczekamy się efektów, jaka waga docelowa i czy
nie zaszkodzi mu tak długotrwała dieta składająca sie WYŁĄCZNIE z suchej
wzmiankowanej wyżej karmy. Czy można dorzycać mu co jakiś czas jakiegoś
smakołyka? Dietetycznego oczywiście :)?
Obserwuj wątek
    • adam.pietron Re: odchudzanie kastrata 30.12.02, 21:10
      5,5 kg to nie jakaś tragedia ale rzeczywiście małe odchudzanie by sie przydało
      choć nie jest łatwą rzeczą szczególnie jeśli chodzi o wykastrowanego kastrata .
      Możesz spróbować innej diety , większość z renomowanych producentów posiada w
      swojej ofercie takie diety – zapytaj swojej pani doktor . Jeśli po kilku
      miesiącach stosowania dieta rzeczywiście nie przynosi efektów należałoby się
      zastanowić nad jej zmianą.
      Co do niedoborów – dieta oprócz zmniejszonej dawki energii zawiera wszystko co
      twojemu kotu jest potrzebne do zdrowego funkcjonowania.
      A na brzuszku to nie skóra tylko skórzane worki tłuszczowe – tak to już natura
      wymyśliła u kotów.
      Pozdrawiam

      PS na przegryzkę polecam gotowane buraki – większość moich kocich pacjentów
      pomimo tego że to bardzo dziwne , bardzo je lubi , choć oczywiście należy je
      podawać bez przesady.


      • wyrocznia Re: odchudzanie kastrata 31.12.02, 12:10
        Pieknie dziękuję za odpowiedź. Gotowane buraki wypróbuję - nie powinno byc z
        tym problemów, poniewaz Azor (tj. mój kotek)lubi wszystko, stara się podkradać
        żółwiowi ogórki i kapustę pekińską, przymierzał się tez do cykorii :)))).
    • jul-kot Re: odchudzanie kastrata 02.01.03, 12:01
      Witaj!
      Właśnie nie dalej jak wczoraj kilkuletni kot znajomej trafił do lecznicy ze
      stanem zapalnym i niedrożnością (już kolejną) dróg moczowych. Bolesne i
      nieskuteczne cewnikowanie (w lecznicy był tylko lekarz dtyżurny, który słabo
      się na tym znał), potem, po paru godzinach drugie skuteczne, ale już
      pokaleczonego i spuchniętego kota, potem inkubator i kroplówka, bo kot już
      umierał z wychłodzenia. Jeśli przeżył ( nie wiem, bo rano wyjechałem do
      pracy ), czeka go operacja „ wyszywania” cewki moczowej, polegająca na
      usunięciu znacznej jej części i wykonaniu nowego, większego otworu, potem
      gojenie w kołnierzu, żeby nie wylizywał, bo może zarosnąć. Tę operację też nie
      każdy lekarz weterynarii robi dobrze.
      To tyle. Jeszcze najważniejsze: kot był żywiony głównie suchym pokarmem. Z
      konieczności, bo właścicielkę nie stać na inne jedzenie. Teraz operacja będzie
      kosztować około 200 zł, a inne koszty – rentgen, cewnikowanie, leki, to się
      dopiero okaże.

      Ostrzegam Cię tym właśnie przed stosowaniem wyłącznie suchej karmy. Kot żywiony
      w ten sposób nie jest w stanie wypić dostatecznej ilości wody, musiałoby być
      jej wagowo około pięć razy więcej niż tego suszu.
      Krew i mocz zagęszczają się, tworzą się krystaliczne złogi niszczące neki i
      całe drogi moczowe. Kryształy kaleczą i zatykają przewody moczowe, pomaga w tym
      stan zapalny ich pokaleczonych ścian. Efekt jest taki, jak opisałem na
      początku, czasem występuje już po paru miesiącach takiej „leczniczej” diety.
      Poczytaj forum, jedno i drugie, ten trud Ci się opłaci, było już dużo pisane na
      ten temat. Kot zwłaszcza kastrat, musi być żywiony pokarmami zawierającymi dużo
      wody, najlepiej naturalnymi, a więc mięsem, surowym lub gotowanym,zupami,
      gotowanymi jarzynami, pieczywem, nabiałem z wyłączeniem mleka, na które
      większość kotów jest uczulona. Powinien mieć zawsze dużą miskę z czystą wodą do
      picia.

      Jeśli Twój kot jest mocnej budowy, waga 5,5 kg jest w normie, a wisząca skóra
      na brzuchu z odrobiną sadełka jest charakterystyczną cechą wszystkich dorosłych
      kotów, obejrzyj sobie tygrysy w ZOO lub w telewizji, one na pewno nie są
      przekarmiane, a ten tobołek posiadają. Jeśli koniecznie chcesz odchudzać
      swojego kota, dawaj mu posiłki częściej, trzy lub więcej razy dziennie, a w
      mniejszej ilości. Tylko tyle, ile od razu zje, reszta nie powinna zostawać w
      misce. Dawaj mu dosyć często gotowane mięso, np. drobiowe, rozdrobnione, z
      rosołem i jarzynami z rosołu, suchą karmę w małej ilości tylko od czasu do
      czasu, np. trochę na noc, lub na deser.
      Kot powinien się sporo ruszać, powinien mieć do zabawy różnego rodzaju i
      wielkości piłeczki, też miękkie zabawki wiszące na sznurku lub gumce, żeby mógł
      na nie polować.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • wyrocznia Re: odchudzanie kastrata 02.01.03, 13:49
        Matko, ale mnie wystraszyłeś.... To ja już sama nie wiem, co robić - fachowcy
        mówią, że sucha karmy jest OK; Ty (też fachowiec, sądząc po postach:))), tyle,
        że nie weterynarz) piszesz, ze nie są OK; rozmaici hodowcy polecają schemat: w
        dzień sucha karma, wieczorem kawałeczek (5 dkg) surowego mięsa.
        Nie chcę zrobić krzywdy kotu, ale z drugiej strony nie jestem pewna, czy dam
        radę stworzyć dla niego samodzielnie odpowiednia dietę :(((. Boję się, że nie
        będzie tak zbilansowana, jak powinna, itp. A może wystarczyłoby rozmaczanie
        suchej karmy (gdzieś o tym czytałam, tylko nie jestem pewna czy kot by to
        zaakceptował...)?
        Poczytałam sobie to forum trochę przez święta i stąd wzięło się moje pytanie -
        do tej pory nie przyszło mi do głowy, że suche żarcie może być szkodliwe....
        W każdym razie - pięknie dziękuję za posta i życzę wszystkiego dobrego w nowym
        roku :)))
        M.
        • jul-kot Re: odchudzanie kastrata 03.01.03, 11:51
          Witam!
          Dziękuję za życzenia, ja również życzę Tobie i wszystkim uczestnikom forum oraz
          ich zwierzakom wszystkiego dobrego.
          Stan kotka Arnolda, o którym pisałem wczoraj, jest nadal bardzo ciężki. Wczoraj
          została wykonana operacja wyszycia cewki, jak również druga, brzuszna operacja
          usunięcia z pęcherza trudno rozpuszczalnych złogów szczawianowych, ponieważ
          rentgen wykazał ich obecność, a usunięcie ich w inny sposób było niemożliwe.
          Kot po tych zabiegach żyje, leży w cieplarce, dzisiaj będę go odbierał z
          lecznicy. Jaki będzie jego dalszy los, zobaczymy.
          Napiszę tez o kosztach.
          Jestem przekonany, że zasadniczym powodem jego choroby było nieprawidłowe
          żywienie. Pisałem, że jego właścicielkę stać tylko na suchy pokarm. To jest
          prawda, ale nie cała. Jest to poza tym kobieta zapracowana, ma kilka
          przygarniętych kotów, nie ma czasu, żeby się nimi zająć ani dla nich gotować.
          Tak przynajmniej ta sprawa wygląda, dopóki zwierzęta nie chorują. Gdy zaczynają
          się choroby, człowiek „dochodzi do rozumu”. Karmy przemysłowe też nie są tanie.
          Łatwo się je podaje, ale ich koszt jest porównywalny lub wyższy niż jedzenia
          naturalnego. A jakość?
          Piszesz, że czytałaś forum. Czy nadal wierzysz w to, co usiłują ( skutecznie! )
          wmówić nam producenci karm przemysłowych i ich DYSTRYBUTORZY ? Twierdzą, że
          karmy produkowane z surowca najgorszej jakości, z odpadów mięsno-kostnych nie
          nadających się już do niczego innego, po dodaniu szczypty syntetycznych witamin
          stają się pokarmem „kompletnym” ! Co to za wymysł? Zdenaturyzowane wysoką
          temperaturą białko nie jest już pełnowartościowe i łatwo przyswajalne. Dodatki
          skrobi z odpadów zbożowych zawierają toksyny grzybów pleśniowych. Dotyczy to
          prawie wszystkich karm przemysłowych, również tych „lepszych” firm. Niedawno
          był na ten temat fachowy artykuł w Newsweek’u . Wszystkie karmy zawierają
          dodatki uzależniające, zmuszające zwierzęta do ich zjadania w dużej ilości.
          Zyski producentów karmy produkowanej z taniego surowca są ogromne.

          Co to jest ta „kompletność’ i „zbilansowanie” ? Czy koty bezdomne szukające
          resztek po śmietnikach wiedzą coś na ten temat? Czy dziki drapieżnik polujący
          na wszystko, co mu się uda złapać sprawdza, czy to jest „kompletne” ? Czy
          człowiek dba o „zbilansowanie” hamburgerów, hotdogów, zupki w barze mlecznym
          czy bułki z masłem?
          Gdyby żywy organizm (człowieka czy zwierzęcia, a i rośliny też) musiał
          przyjmować jedynie „kompletne i zbilansowane” pożywienie, nie rozwinęłoby się
          życie na Ziemi, a gdyby się nawet przypadkiem rozwinęło, to zdegenerowałoby się
          i zanikło.
          Muszą istnieć i istnieją mechanizmy regulacyjne, które „kompletują” naturalne
          składniki z tego, co się je, bo życie jakoś nie zanika.
          Niedawno wspomniałem „dla żartu” o kompletnej i zbilansowanej karmie dla ludzi
          w wątku „pomieszanie z poplątaniem” , gdzie też wynikł problem żywienia
          zwierząt. Teraz pozwolę sobie na jeszcze jeden „żart”.
          Dawno temu czytałem opowiastkę o średniowiecznym alchemiku, który całe życie
          poświęcił jednemu celowi – odtworzeniu z odchodów ludzkich – żywności. No bo
          przecież, jeśli się zjadło i wyszło, to wszystkie potrzebne składniki powinny
          tam być ...
          To rozumowanie, na pierwszy rzut oka bez sensu, w pewien sposób znajduje swoje
          odzwierciedlenie w otaczającej nas współcześnie rzeczywistości. Tyle tylko, że
          fiksacja owego alchemika nie szkodziła nikomu, poza nim samym, był żółtawy i
          śmierdzący, bo właśnie na sobie wypróbowywał efekty swoich badań.

          Ja twierdzę, opierając się na opiniach fachowców , zdrowym rozsądku i własnych
          wieloletnich doświadczeniach, że karmy przemysłowe wciskane nam dla zysku
          poprzez nachalną i kłamliwą reklamę i skuteczną sieć dystrybucji (między innymi
          lecznice weterynaryjne) nie mogą być stosowane jako wyłączne pożywienie naszych
          zwierząt. Taka jest również opinia znanych i doświadczonych lekarzy
          weterynarii, autorów podręczników i miłośników zwierząt, zajmujących się tym
          zawodowo.

          Na koniec odpowiedź na Twoje pytanie. Koty zwykle rozmoczonej suchej karmy nie
          chcą jeść, bo jest obrzydliwa. Rozmocz i powąchaj. Niektórym udaje się jednak
          taki pokarm wmusić. Jest to i tak lepsze, niż sam suchy pokarm bez wody. Ja bym
          jednak radził Ci zamrozić trochę surowego mięsa wołowego i drobiowego, potem
          rozmrażać je po kawałku i rozdrobnione dawać kotu. Czasem też gotowane i inne
          naturalne pokarmy. Koty bardzo lubią mięso drobiowe z rosołu, również z
          jarzynami. Jest to pokarm naturalny, łatwo przyswajalny i też dietetyczny. Co
          więcej, zwykle koty jedzą mniej naturalnego jedzenia, niż karmy przemysłowej,
          puszkowej czy suchej, to właśnie na puszkach koty kastrowane tyją (z powodu
          uzależnienia, o którym wyżej pisałem).
          Pozdrawiam, Juliusz.
          • wyrocznia Re: odchudzanie kastrata 03.01.03, 13:48
            jul-kot napisał:

            > Kot po tych zabiegach żyje, leży w cieplarce, dzisiaj będę go odbierał z
            > lecznicy. Jaki będzie jego dalszy los, zobaczymy.

            Mam szczera nadzieję, że kot wyjdzie z tego w jak najlepszym stanie fizycznym i
            psychicznym. Trzymam kciuki (nieco zapętlone, bo Azorek chce się nimi
            koniecznie bawić)

            > skrobi z odpadów zbożowych zawierają toksyny grzybów pleśniowych. Dotyczy to
            > prawie wszystkich karm przemysłowych, również tych „lepszych” firm.
            > Niedawno
            > był na ten temat fachowy artykuł w Newsweek’u .

            Artykuł czytałam i to też między innymi skłoniło mnie do zabrania głosu na
            forum. Jak stałam się szczęśliwą opiekunką mojego Azora, to poczytałam kilka
            książek o kotach - autorzy nie mieli zastrzeżeń co do karmienia suchą karmą
            (puszkowaną zresztą też nie), wspominali tylko o tym, że karmienie domowym
            jedzonkiem wiąże się koniecznością bacznego zwracania uwagi własnie na
            dostarczanie wszystkich odpowiednich składników.

            > resztek po śmietnikach wiedzą coś na ten temat? Czy dziki drapieżnik polujący
            > na wszystko, co mu się uda złapać sprawdza, czy to jest „kompletne”
            > ? Czy
            > człowiek dba o „zbilansowanie” hamburgerów, hotdogów, zupki w barze
            > mlecznym
            > czy bułki z masłem?

            Trochę się o to z mężem staramy... :))))

            > Ja twierdzę, opierając się na opiniach fachowców , zdrowym rozsądku i
            własnych
            > wieloletnich doświadczeniach, że karmy przemysłowe wciskane nam dla zysku
            > poprzez nachalną i kłamliwą reklamę i skuteczną sieć dystrybucji (między
            innymi
            >
            > lecznice weterynaryjne) nie mogą być stosowane jako wyłączne pożywienie
            naszych
            >
            > zwierząt. Taka jest również opinia znanych i doświadczonych lekarzy
            > weterynarii, autorów podręczników i miłośników zwierząt, zajmujących się tym
            > zawodowo.

            I własnie o opinię takich ludzi mi chodziło, problem w tym jednak, że każdy
            mówi co innego - jeden weterynarz każe odchudzać Azora sucha karmą, inny mówi,
            że mozna dawać wszystko (ponoc swoją kotkę tak żywi), a biedni szarzy
            początkujacy w dodatku (1,5 roku) kociarze mają mętlik w głowie.

            > Koty zwykle rozmoczonej suchej karmy nie
            > chcą jeść, bo jest obrzydliwa. Rozmocz i powąchaj. Niektórym udaje się jednak
            > taki pokarm wmusić. Jest to i tak lepsze, niż sam suchy pokarm bez wody.

            Fakt! Azorowi nie przypadła do gustu - zjadł, bo nic innego nie było, ale chyba
            się na nas trochę obraził :))).

            > Ja bym jednak radził Ci zamrozić trochę surowego mięsa wołowego i
            drobiowego, potem
            > rozmrażać je po kawałku i rozdrobnione dawać kotu. Czasem też gotowane i inne
            > naturalne pokarmy. Koty bardzo lubią mięso drobiowe z rosołu, również z
            > jarzynami.

            Przed dietą odchudzającą karmiliśmy go między innymi rozmrożonym mięskiem (czy
            zamrażanie zabija różne świństwa w mięsie???) i suchymi fryskami (wzorując się
            na znajomej hodującej koty na wystawy od lat). Po Twoich cennych i
            wyczerpujących wskazówkach postanowiliśmy karmić Azora pokarmem róznym -
            mięsem, gotowanymi jazrynkami (kiedyś je lubił), i - uzupełniająco - suchą
            karmą (nie da się ukryć, że jest najwygodniejsza, jak nas długo nie ma w domu
            albo wychodzimy wieczorem na noc).
            Trochę mam obawy przed eksperymentowaniem, ale może wszystko będzie dobrze, kot
            będzie szczęśliwy i my też :o)))). [raz chciałam mu zrobić przyjemność i dałam
            odrobinę jogurtu, ale polizał ze dwa razy i spojrzał na mnie z miną pt.
            Przestań sie wygłupiać!]

            > Pozdrawiam, Juliusz.
            Ja również i pieknie dziekuje za posty :).
            Magdalena
            PS - daj znać na forum, jak stan znajomego kota
            • jul-kot Re: kotek Arnold nie żyje 07.01.03, 12:13
              Witaj Magdaleno!
              Kotek Arnold nie żyje. Bardzo cierpiał, umarł wczoraj pod kroplówką. Napiszę o
              tym w oddzielnym wątku, również innym ku przestrodze.
              Wymrażanie mięsa niszczy większość drobnoustrojów, lepiej niż gotowanie.
              Pozycje literatury, w których doświadczeni weterynarze zalecają karmienie
              pokarmem naturalnym podam przy następnej okazji.
              Uważam, że Twój kot nie jest za gruby. Za gruby jest mój kot Pluskot, który
              waży 8,5 kg , ale nie mam sumienia go odchudzać, i kot staruszki, która
              umarła, Marian, który waży prawie 10 kg . Tego muszę odchudzać koniecznie,
              ponieważ ma astmę i bierze silne leki, co jakiś czas ma takie ataki duszności,
              że tylko kilka zastrzyków ratuje mu życie. To jest łakomczuch, nauczył się
              jedzenia bez przerwy u poprzedniej właścicielki. Je wszystko, jadłby również
              suchą karmę, gdybym mu ją dawał. Ja jednak będę go odchudzać jedynie przez
              ograniczenie ilości, nie wierzę w diety-cud. Twój kot też zresztą nie schudł,
              co po kilku miesiącach diety powinno nastąpić. Marian schudł 60 dkg w ciągu
              miesiąca po ograniczeniu ilości jedzenia naturalnego.
              Ja też daję czasem swoim kotom pokarm z puszki lub suchy, dla urozmaicenia.
              Podstawą ich pożywienia jest jednak jedzenie naturalne, głównie mięso, to są
              przecież drapieżniki.
              Pozdrawiam, Juliusz.
              • wyrocznia Re: kotek Arnold nie żyje 08.01.03, 22:50
                Bardzo mi przykro z powodu Arnolda. Na prawde mi przykro.
                Rzeczywiscie w obliczu 10, czy nawet 8 kg Azorowe 5 (bo jednak chyba troche
                schudl) nie jest niczym zatrwazajacym.
                Niestety albo zmienily mu sie upodobania smakowe, albo faktycznie uzaleznil sie
                od suchej karmy, bo eksperymenty ze smakolykami nie wyszly. Z gotowanych
                burakow zjadl lacznie moze 1 plasterek, bialy ser zje z wielka laska (tez
                niewielkie ilosci), kurczak z rosolku + warzywka prawie nie ruszone, ale sucha
                karma rozmoczona w rosolku jest OK (z braku laku ...). Niezmienna pozostala
                jedynie milosc do surowizny.
                Nic to, bedziemy probowac dalej.
                Pozdrawiam.
                Magdalena


                jul-kot napisał:

                > Witaj Magdaleno!
                > Kotek Arnold nie żyje. Bardzo cierpiał, umarł wczoraj pod kroplówką. Napiszę
                o
                > tym w oddzielnym wątku, również innym ku przestrodze.
                > Wymrażanie mięsa niszczy większość drobnoustrojów, lepiej niż gotowanie.
                > Pozycje literatury, w których doświadczeni weterynarze zalecają karmienie
                > pokarmem naturalnym podam przy następnej okazji.
                > Uważam, że Twój kot nie jest za gruby. Za gruby jest mój kot Pluskot, który
                > waży 8,5 kg , ale nie mam sumienia go odchudzać, i kot staruszki, która
                > umarła, Marian, który waży prawie 10 kg . Tego muszę odchudzać koniecznie,
                > ponieważ ma astmę i bierze silne leki, co jakiś czas ma takie ataki
                duszności,
                > że tylko kilka zastrzyków ratuje mu życie. To jest łakomczuch, nauczył się
                > jedzenia bez przerwy u poprzedniej właścicielki. Je wszystko, jadłby również
                > suchą karmę, gdybym mu ją dawał. Ja jednak będę go odchudzać jedynie przez
                > ograniczenie ilości, nie wierzę w diety-cud. Twój kot też zresztą nie schudł,
                > co po kilku miesiącach diety powinno nastąpić. Marian schudł 60 dkg w ciągu
                > miesiąca po ograniczeniu ilości jedzenia naturalnego.
                > Ja też daję czasem swoim kotom pokarm z puszki lub suchy, dla urozmaicenia.
                > Podstawą ich pożywienia jest jednak jedzenie naturalne, głównie mięso, to są
                > przecież drapieżniki.
                > Pozdrawiam, Juliusz.
                • jul-kot Re: kotek Arnold nie żyje 14.01.03, 13:57
                  Witaj Magdaleno, witam Wszystkich!
                  Zgodnie z obietnicą podaję tytuły poradników/książek o kotach. Ich autorzy są
                  miłośnikami kotów, lekarzami weterynarii z wieloletnim doświadczeniem. Wykazują
                  zdrowe podejście do wielu problemów, w tym do problemu żywienia.

                  Doris Quinten-Graef „Co dolega mojemu kotu”
                  Dawid Taylor „Ty i Twój Kot”

                  Szczerze zachęcam wszystkich do lektury. Znacznie łatwiej i taniej jest dbać o
                  zdrowie zwierzęcia niż go leczyć. Dla wielu ludzi, w tym też niektórych
                  weterynarzy życie zwierzęcia nie ma żadnej wartości. Nie ma tez czasem wartości
                  i życie człowieka. Dobrze jest o tym pamiętać.
                  Pozdrawiam, Juliusz.
                  • jul-kot Re: książki doświadczonych weterynarzy 14.01.03, 14:22
                    Nie zmieniłem tytułu powyżej, powinien być taki.
                    Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka