Dodaj do ulubionych

do kierowcy, ktory potracil psa na niepodleglosci

09.09.07, 23:43
drogi kierowco, mam nadzieje, ze pies nie uszkodzil za bardzo twojego
samochodu; szkoda, ze zostawiles go na srodku ulicy, zamiast sciagnac na
trawnik; byl dosc ciezki to fakt, ale chociaz tyle mogles dla niego zrobic;
moze nawet daloby sie mu jakos pomoc - na przeciwko jest lecznica
weterynaryjna; po 22:00 kiedy wyszlam na spacer bylo juz jednak za pozno choc
pies byl praktycznie cieply, jakby polozyl sie na chwile, zeby odpoczac;
cholera, gdybym wyszla troche wczesniej; znalam tego psa; byl mily, tylko
wlasciciel nie bardzo go pilnowal; w sumie niczyja wina; wypadki jak widac
chodza tez po psach;
Obserwuj wątek
    • urania77 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 05:57
      :( nigdy nie zrozumię potworow, takich jak ten kierowca, bo to nie
      człowiek
    • ctry_yorki Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 09:01
      Normalnie krew mnie zalewa jak czytam takie teksty.
      Dlaczego nie skrytykujecie właściciela potrąconego psa, tylko bogu
      ducha winnego kierowcę. Przecież to właściciel psa jest w tym
      przypadku tylko i wyłącznie winnym, bo nie pilnował swojego psa.
      Dlaczego nie napiszecie: właścicielu przejechanego psa ty taki i
      owaki, wziołeś sobie psa i puszczałeś go samopas, bez opieki, bez
      kontroli. Przez ciebie pies stacił życie, wpadł pod samochód, bo go
      nie pilnowałeś. Jak to niczyja wina? Winny jest tylko i wyłącznie
      właściciel psa. Ciekawe czy ten niewinny według was właściciel
      będzie miał odwagę się przyznać, że to był jego pies, jak przyjdzie
      pokryć koszty naprawy uszkodzonego samochodu. A kierowca, no cóż,
      może się spieszył, bo wiózł chore dziecko do szpitala, albo rodzącą
      żonę, czy zwyczajnie miał dyżur w pracy i dostał wezwanie. Niedawno
      policjat jadący do pracy potrącił idące po poboczu matkę z dziećmi,
      bo chciał wyminąć pieska, który z nienacka wbiegł na ulicę prosto
      pod koła jego jadącego samochodu. Piesek żyje, matka zdziećmi nie.
      • m.e.g.000 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 09:06
        Nie mogę zrozumieć sensu wystawienia tego postu na forum. Nie sądzę by ten
        kierowca był zwolennikiem zwierząt i czytał tutejsze wątki.
        • wrexham Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 15:37
          hmmmm, powiedzmy, ze powod byl czysto terapeutyczny; ciezko przejsc do porzadku
          dziennego nad tak smutnym wydarzeniem; po prostu musialam to napisac, zeby sobie
          troche ulzyc; na tym forum sporo osob lubi zwierzeta jak mniemam;
          • misia007 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 17:08
            Refleksja mi sie taka natretnie nasuwa, że problem ma szerszy charakter.Otóz w
            przypadku kierowcy, ktory zatrzyma sie by pomóc potrąconemu zwierzęciu mozemy
            miec pewność,że nigdy nie ucieknie z miejsca wypadku. Pewność.Coz to kwestia
            odpowiedzialności i przyzwoitośći.
            • wrexham Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 19:49
              no wlasnie; ja nie rozumiem za bardzo odruchu ucieczki, ktory bierze gore nad
              odruchem niesienia pomocy; poza tym, ucieka chyba zwykle winny, ktory boi sie
              kary bo ma swiadomosc, ze stalo sie cos zlego; ja wiem, ze zdarzaja sie
              kierowcy, ktorzy wioza na przednim siedzeniu rodzaca zone, na tylnym dziecko
              potrzebujace natychmiastowej pomocy lekarza, a po tym wszystkim jeszcze jada do
              pracy na wezwanie, gdyz sa wybitnymi chirurgami; oni faktycznie nie moga sobie
              pozwolic na postoj; ale badzmy powazni - znakomita wiekszosc tych, ktorzy
              potracili zwierze, nie zatrzymala sie bo ma gdzies co sie stalo; ot glupi
              pies/kot, wielka rzecz;
              jakis czas temu zdrapywalam z sasiadka kota z ulicy, calkiem niedawno sciagalam
              z niej innego, bardzo podobnego do mojego burego ryska, wczoraj ten pies, caly
              mokry, z otwartymi oczami; nie tylko ten kierowca nie byl zainteresowany pomoca
              czy chocby usunieciem truchla z jezdni, zeby nie jezdzily po nim samochody; cala
              masa kierowcow przejedzala mimo, pewnie sporo osob przeszlo obojetnie; pan na
              przystanku zabijal czas przygladaniem sie jak na raty sciagam psa z drogi; o to
              mi chodzi: lezace na drodze zwierze to nie jest widok, ktory budzi w nas chec
              pomocy; ja wiem, ze wypadki sie zdarzaja; moj brat ostatniej zimy przejechal
              cale stado wrobli; bylo zimno, one sfrunely na jezdnie prosto pod samochod; nic
              nie dalo sie zrobic;
              moja kolezanka potracila psa przejezdzajac przez jakas wies; pies uciekl w
              jakies zboze; dwie godziny chodzili po polu i go szukali, bo bali sie, ze bedzie
              umieral w meczarniach; ot ludzki odruch;
          • mandolinka.bramborova Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 13.09.07, 13:54
            tzw. miłość do zwierząt jest chyba jeszcze bardziej oślepiajaca niż
            miłość do włąsnych dzieci - bo jak często ową miłością
            usprawiedliwia ataki na ludzi. nie amm tu na myśli tylko Ciebie, ale
            raczej wszystkie osoby, któe użalając się nad biednym zwierzątkiem,
            które przecież tak cierpi, życzą ludziom jeszcze gorszych męk - czy
            to jest ok?

            moja kolezanka potraciła kiedys psa. i uciekłą z miejsca. i świetnie
            to rozumiem. po pierwsze dlatego, że byłą w szoku. po drugie
            chodnikiem szli sobie wąściciele zwierzaka, zadowoleni z życia - to
            niech się sami udzielą pomocy psu, skoro nie wpadli na to, by go nie
            spuszczać ze smyczy. moze popełniła błąd, bo lepiej by było, gdyby
            wezwała policję, która oszacowałaby uszkodzenie auta i niech
            właściciele płącą za swoją bezmyślność. no ale ona za wrażliwa jest
            i w takim szoku nie myslała o pieniądzach.
            • misia007 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 13.09.07, 15:11
              Mandolinko na Boga to nie o milośc chodzi tylko o przyzwoitośc , o
              odpowiedzialnośc za swoje czyny, przeciez to proste.Jak kolezanka nastepnym
              razem (odpukac) potrąci czlowieka, to co bedzie w mniejszym szoku uwazasz.Ty ja
              moze zrozumiesz ale sąd watpię.
              • mandolinka.bramborova Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 13.09.07, 15:55
                misia007 napisała:

                > Mandolinko na Boga to nie o milośc chodzi tylko o przyzwoitośc , o
                > odpowiedzialnośc za swoje czyny, przeciez to proste

                nie zrozumiałaś do końća mojego postu. pisząc o miłości nie chodziło
                mi o udzielanie pomocy, ale o te wszystkie wypowiedzi na temat
                kierowców, któym zdarzyło się skrzywdzić zwierzę. powtórzę: z
                miłości do zwierząt wielu ludzi zyczy o wiele gorzej ludziom. to
                tak, jakby w obronie zwierząt gotowi byli pobić, pozabijać ludzi.
                nie jest to lekko chore?

                co do wypadku - ja na szczęście widzę sporą różnicę między psem a
                człowiekiem, nawet w stanie szoku emocjonalnego. zapewniam Cię, ze
                koleżanka również.
                • misia007 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 13.09.07, 16:19
                  Widzę, ze sie nie zrozumiemy.Chodzi mi o to,ze albo sie bierze odpowiedzialnosc
                  za swoje czyny albo...ucieka przed odpowiedzialnoscia.Tylko tyle i az tyle.
      • urania77 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 09:16
        chodzi o zwykły LUDZKI odruch jakim jest udzielenie minimalnej
        pomocy,
        nie wyobrazam sobie, jechac samochodem potracic człowieka lub
        zwierze i normalnie sobie pojechac dalej

        p.s. przez jakiegos niewinnego kierowce zginał moj ukochany dziadek,
        tylko dlatego, ze przechodził przez jezdnie, a kierowcy sie przeciez
        spieszyło, po wypadku zył tylko 2 dni umarł, bo JASNIEPAN kierowca
        nie zatrzymal sie i nawet nie zadzwonił po pogotowie

        • garraretka Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 10:24
          Daleka jestem od bronienia kierowców, bo ci często zachowują się jak jedyni
          użytkownicy drogi, ale stawianie na równi życia człowieka i zwierzęcia *w tym
          konkretnym przypadku* jest nieuzasadnione. Rozumiem, że chodzi Wam o to, że
          kierowca powinien ponieść odpowiedzialność karną za to co się wydarzyło.
          Jednakże przepisy prawa mówiące o odpowiedzialności za spowodowanie wypadku
          dotyczą tylko OSÓB. Podawawnie jako przykład analogii w postaci "kierowca
          potrącił mojego dziadka i ten zmarł" jest nie na miejscu. Za potrącenie
          człowieka grozi surowa odpowiedzialność karna. Za zwierzę mogą co niektórych
          dręczyć wyrzuty sumienia.

          Kodeks karny:
          Art. 177. § 1. Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w
          ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym
          inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 § 1,
          podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
          § 2. Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek
          na jej zdrowiu, sprawca
          podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
          § 3. Jeżeli pokrzywdzonym jest wyłącznie osoba najbliższa, ściganie przestępstwa
          określonego w § 1 następuje na jej wniosek.

          Art. 178. (63) § 1. Skazując sprawcę, który popełnił przestępstwo określone w
          art. 173, 174 lub 177 znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem
          środka odurzającego lub zbiegł z miejsca zdarzenia, sąd orzeka karę pozbawienia
          wolności przewidzianą za przypisane sprawcy przestępstwo w wysokości od dolnej
          granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę do górnej granicy tego
          zagrożenia zwiększonego o połowę.

          Oczywiście naganne jest nieudzielenie pomocy cierpiącemu zwierzęciu - kierowca
          powinien się zatrzymać i spróbować jakoś pomóc. To taki zwykły ludzki odruch.
          Ake jeśli tego nie zrobi? No cóż - to świadczy tylko o nim. Sam sobie wystawia
          opinię. Jednak należy pamiętać, że za zwierzę odpowiada właściciel. I to on
          powinien ponieść surowe konsekwencje tego, co się zdarzyło.
          Tutaj reguluje to kodeks cywilny:
          Art. 431. § 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do
          naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego
          nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za
          którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.

          Chciałabym zostać dobrze zrozumiana: kocham zwierzęta, płakać mi się chce gdy
          widzę te biedaki w schroniskach ale jednocześnie staram się trzeźwo patrzeć. To
          MY właściciele jesteśmy za nie odpowiedzialni. Nie twierdzę, że kierowca
          postąpił właściwie bo nie postąpił ale "wieszanie psów" TYLKO na kierowcy jest
          mocno nie na miejscu. Tak - on prowadził, to on potrącił psa, powinien mu pomóc.
          Ale gdzie w tym czasie był właściciel zwierzęcia? Nie martwił się, że zwierzak
          nie wraca do domu?
          • urania77 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 10:48
            kierowca dostał 6 miesiecy pozbawienia wolnosci, dla mnie powinnien
            dostac dozywocie, bo nikt i nic mi nie zwroci ukochanej osoby

            a zwierzeta i ludzi traktuje tak samo, bo kazdy ma prawo do
            istnienia na ziemi i nie bede stawiała zwierzat jako cos gorszego,
            bo to tylko zwierze
            ta istota tak samo cierpi, tak samo umiera, tak samo sie raduje,
            takie jest moje zdanie i nic tego nie zmieni
            • m.e.g.000 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 12:32
              przeżyłam kidyś podobny przypadek, nawet 2.

              Jeden z nich dotyczy psiaka, którego przejechał kierowca, nawet nie
              zwolnił, a jezdnia była pusta, mógł uniknąć wypadku :( To było dla
              mnie wyjątkowo traumatyczne przeżycie, byłam wtedy dzieckiem, bardzo
              wrażliwym zresztą. Poszłam z mamą ściągnąć tego pieska z drogi. On
              zginął na miejscu, tylko podniósł się na sekundę zaskamlał i padł
              martwy :( Długo o tym myślałam, długo płakałąm, poraz pierwszy
              widziałam na własne oczy śmierć :(

              Winowajcą drugiego wypadku był mój tata, jechaliśmy samochodem, na
              moich oczach potrącił gołębia. Patrzyłam na niego przez tylną szybę
              i gołąb żył, podniósł się ale nie mógł odlecieć :(
              Krzyczałam na ojca aby się zatrzymał, abyśmy go wzięli i opatrzyli :(
              Jecha dalej bez słowa.
      • wrexham Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 15:27
        przykro mi, ze tak ci wyprowadzil z rownowagi ten post i, ze krew cie zalala; to
        forum dla milosnikow zwierzat, nie dla kierowcow, dlatego taki mial wydzwiek;
        jestem pewna, ze masz racje: ten kierowca z pewnoscia wiozl rodzaca zone do
        szpitala, albo chore dziecko tamze; ten, ktorego kiedys widzialam tez pewnie sie
        spieszyl na dyzur i zjechal na lewy pas dwukierunkowej jezdni, zeby bylo
        szybciej, a ze przy okazji pojechal po kocie to zbieg okolicznosci; swiat pelen
        jest dobrych ludzi kochajacych zwierzeta;
        nie winie go za to, ze przejechal psa w pewien deszczowy wieczor tylko, za to,
        ze nie ruszyl dupy z samochodu, zeby mu pomoc; ot i wszystko;
      • ludwik112 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 23.09.07, 13:03
        Nie wiem czy wiesz co piszesz, próbujesz wmówić wszystkim, że jak ktoś potrąci
        coś żywego na drodze to już nie jest jego wina. A gdyby to było małe dziecko,
        które jakimś cudem wyszłoby np.z ogródka i udało się w stronę ulicy? Kierowca ma
        obowiązek po potrąceniu udzielić POMOCY i kropka.
        • ludwik112 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 23.09.07, 13:04
          MÓJ POST TYCZY SIĘ CTRY...jakoś tam
    • ctry_yorki Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 12:49
      Ciekawe kto był winnym tego wypadku. Skoro kierowca dostał tylko 6 m-
      cy, to najwyraźniej twój dziadek nie był również bez winy. Mi
      niewinny kierowca potrącił tylko raz członka rodziny-mojego męża.
      który z nienacka wybiegł na ulice, prosto pod nadjeżdżający
      samochód, bo gonił 3 miesięcznego szczeniaka, co zerwał mu się ze
      smyczy. Szczeniak przebiegł przez ulice i nic mu się nie stało, a w
      męża uderzył nadjeżdzający samochód. Gdyby wtedy wezwano policję, to
      kierowca też pewnie dostałby kilka miesięcy, bo nie ztrzymał się,
      nie udzielił pomocy. To był młody chłopak, który panicznie się
      wystraszył, gdy usłyszał huk i zobaczył latającego w powietrzu
      człowieka przed maską swojego samochodu. Wrócił po jakimś czasie,
      gdy trochę ochłonął, bo sumienie nie dawało mu spokoju. Tylko,że my
      nie pozwoliliśmy zgromadzonym ludziom wzywać policji, bo to była
      wina tylko i wyłącznie mojego męża. Mąż podniósł się z ulicy o
      własnych siłach i wrócił do domu. Był tylko mocno poobijany, ale nie
      było żadnych złamań. Poprostu facet miał szczęście i tyle. Ani ja,
      ani mój mąż nie mamy żadnych pretensji do tego kierowcy.
      • urania77 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 11.09.07, 09:44
        dziadek pewnie troche sie przyczynił, bo byc moze myslał ze zdazy
        przejsc zanim samochod nadjedzie,
        ale to nie zmienia faktu, ze mozna sobie poprostu odjechac z miejsca
        wypadku, inaczej by to wygladało, jezeli kierowca probowałby chociaz
        cos zrobic a nie zbiec
        kierowca to osoba dosc majetna i wpływowa w tym miasteczku, byc moze
        tylko tyle dostał, wiadomo jak jest w Polsce

    • kicia7 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 20:36
      Wrexham, wymieniony kierowca jest być może s...wielem bez serca, a
      może miał ważny powód dla którego odjechał zostawiając psa bez
      pomocy - tego już się nie dowiemy. Być może należałoby umieścić ten
      post na forum Auto-moto - ten kto zostawił psa na ulicy prędzej
      czyta tamto forum niż to, może do kogoś dotrze co zrobił. Tutaj
      natomiast powinno się chyba regularnie umieszczać posty w
      rodzaju. "Drodzy właściciele psów - trzymajcie do jasnej cholery psy
      na smyczy. Pies nie wie, że samochód nie stanie w miejscu. Wy potem
      możecie tylko płakać po ukochanym zwierzaku, jemu już nic życia nie
      wróci!!!"
      Odpowiedzialny właściciel psa nie spuści go ze smyczy w pobliżu
      ulicy, ale różne osoby tutaj zaglądają - może ktoś się zastanowi co
      robi puszczając psa luzem.
      A psa szkoda. Jam i właścicielka psa i kierowca i serce mi się
      zawsze kraje jak widzę przy drodze zabite zwierzaki. A na widok psa
      biegnącego luzem obok właściciela blisko ruchliwej ulicy scyzoryk
      się w kieszeni otwiera.
      • majenkir Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 10.09.07, 22:15
        kicia7 napisała:

        > wymieniony kierowca (...)
        > może miał ważny powód dla którego odjechał zostawiając psa bez
        > pomocy - tego już się nie dowiemy.

        Hehe, tak tak, na pewno wiozl do szpitala swa umierajaca zone... ;).

        Pare lat temu wzielam z dosc ruchliwej ulicy Lodzi potraconego
        kota. Lezal na srodku drogi w kaluzy krwi, podnosil glowe, probowal
        wstawac. Kierowcy doskonale to widzieli. Kiedy go zbieralam na moja
        kurtke NIKT sie nie zatrzymal, mijali nas z obu stron, nikt nie
        zwolnil nawet, ba! nawet pare aut trabilo!!! Od tej pory mam jak
        najgorsze zdanie o kierowcach i spoleczenstwie w ogole.
        Kota zawiozlam do weta, zrobili mu RTG, okazalo sie, ze mial
        zmiazdzona miednice, polamane lapy i peknieta zuchwe. Poniewaz byl
        to dziki kotek zostal uspiony :(. Ale przynajmniej nie zdechl na tej
        drodze omijany przez pedzace auta...
        Acha, lekarz nie wzial ode mnie ani zlotowki.
        • a_nonim Zdarzenie z przeszłości ... 11.09.07, 09:21
          To zdarzenie wydarzyło się około 20 lat temu , nasze miasto jeszcze
          nie było tak zmotoryzowane jak dziś , miałam wtedy ON-ka ,
          oczywiście bez rodowodu więc tylko w typie ON-ka , ale jednak :)
          była to Cholera z piekła rodem , bez kagańca ani rusz a i w kagańcu
          potrafił dobrze potłuc - o czym piszę wiedzą ci którzy
          mieli 'styczność' z metalowym kagańcem - ale do rzeczy , jechałam na
          rowerze po ulicy na odległym osiedlu miasta , mój Piekielnik biegł
          po chodniku , w pewnym momencie przez ulicę po pasach przebiegł
          złoty spaniel , kobitka=kierowca w 'maluchu' nawet nie zwolniła ,
          rąbneła w tego psa ... pies pobiegł dalej , może nie odniósł obrażeń
          może to szok ale pobiegł , wkurzyłam się na to zajście , na
          kierującą bo te pasy są przy szkole
          (dosłownie) i mogło to być dziecko które wtargnie na pasy , kobitka
          pojechała dalej zatrzymała się na skrzyżowaniu i spokojnie wjechała
          na osiedle pod blok , pojechałam za nią , zanim ona się wytarabaniła
          z tego 'malucha' zastawiłam jej tył tego grata rowerem , jak wyszła
          zaczeła się awanturować że ona sobie nie życzy żebym "tu" rower
          stawiała bo jej uszkodzę auto , zapytałam czy pamięta tego psa
          którego potrąciła , odpowiedziała że to TYLKO pies i skoro nie mój
          to żebym się od..ła , i wtedy do akcji wkroczył Piekielnik , po
          prostu ją zaatakował , wiem , wiem że powinnam go powstrzymać ale
          wierzcie mi miałam satysfakcję kiedy starała się przed nim opędzić a
          on tłukł ją metalowym kagańcem po podbrzuszu , dopiero po chwili
          odwołałam go i z satysfakcją wysyczałam "to za tamtego psa" ... i
          odjechaliśmy .

          Teraz z perspektywy czasu (i własnych lat) pewnie bym inaczej
          postąpiła , zresztą teraz już nie jeżdżę ulicami - zbyt
          niebezpiecznie , ale wtedy to był impuls , i nie chodzi o to że niby
          dorabiam ideologię że 'mądry' ON-ek zaatakował w zemście za
          spaniela , nie , ON zaatakował bo taki był , tak reagował na
          awanturujących się ludzi ale kobicie się dostało i mam nadzieję że
          zaczeła jeździć uważniej - mam nadzieję ...
    • ctry_yorki Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 11.09.07, 17:55
      Do wrexham
      No właśnie to forum miłośników zwierząt, ludzi zdrowo myślących i
      odpowiedzialnych za swoje zwierzęta, a nie forum dla rokapryszonych,
      bezmyślnych dzieci nie mających za grosz odpowiedzialności i
      potrafiących tylko krzyczeć:kocham pieska, kotka, królika!

      Do majenkir
      Może faktycznie ten kierowca wiózł umierającą żonę, albo do
      wariatkowa stukniętą, związaną sąsiadkę, która wcześniej szczuło go
      agresywnym psem, zagryzającym bez powodu wszystko co mniejsze i
      słabsze hehehe
      • wrexham Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 11.09.07, 23:05
        No właśnie to forum miłośników zwierząt, ludzi zdrowo myślących i
        > odpowiedzialnych za swoje zwierzęta, a nie forum dla rokapryszonych,
        > bezmyślnych dzieci nie mających za grosz odpowiedzialności i
        > potrafiących tylko krzyczeć:kocham pieska, kotka, królika!

        a co to niby mialo byc? kto tu krzyczy tylko, ze kocha kotka/pieska/krolika?
        chyba sie troche pogubiles?

        Może faktycznie ten kierowca wiózł umierającą żonę, albo do
        > wariatkowa stukniętą, związaną sąsiadkę, która wcześniej szczuło go
        > agresywnym psem, zagryzającym bez powodu wszystko co mniejsze i
        > słabsze hehehe

        no, to faktycznie napisal czlowiek zdrowo myslacy i dorosly bardzo....
      • wrexham Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 11.09.07, 23:17
        strasznie sie ciskasz, czyzbys przejechala kiedys jakiegos zwierzaka i teraz
        mecza cie wyrzuty sumienia, czy to juz po prostu taki charakter pieniacki? pani
        nauczycielka,ktorej nikt nie slucha w klasie czy biurowa pracownica z rekami
        umazanymi tuszem z pieczatek?
        a, i z mojej strony EOT jesli chodzi o dyskusje z toba; cos mi mowi, ze trace czas;
        • wrexham z calym szacunkiem dla wspomnianych zawodow ;) 11.09.07, 23:23

    • ctry_yorki Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 12.09.07, 08:57
      Daruj sobie te złośliwości i nie rób już z siebie cyrku, bo zaraz ze
      złości wybuchniesz i narobisz s....u. Żaden ze mnie kierowca, bo nie
      mam prawka, ani nauczycielka, ani ta od reklam. Siedzę w domu ze
      swoimi czterema psami i od dziesięci lat jestem członkiem ZK.
      Pilnuje swoje psy, aby się nie wałęsały po okolicy, wyprowadzam je
      na spacer na smyczach, puszczam tylko w miejscach bezpiecznych i po
      przeszkoleniu w zakresie posłuszeństwa. Świat psiarzy od dawna
      dzieli się na prawdziwych miłośników psów, czyli takich co o swoje
      psy dbają, pilnują i dobrze wychowują i na tzw. pseudomiłośników,
      którzy tylko krzyczą, że kochają piski, ale wogule się swoimi
      pupilami nie zajmują. Wypuszczaja swoje psy same na dwór, nie uczą
      posłuszeństwa, nie wychowują, nie prowadzą na ulicy na smyczy, a
      później jak się coś stanie to wszyscy dookoła winni tylko nie taki
      pseudomiłośnik. Najwyższy czas aby pseudomiłośnicy zrozumieli, że
      ruchliwa ulica to nie wybieg dla psów. Według przepisów prawnych
      winnym śmierci tego psa jest tylko i wyłącznie jego właściciel i nie
      zmienisz tego choć byś niewiem ile się pluła i wrzeszczała. Czyżbyś
      należała do tej grupy pseudomiłośników co notorycznie psują opinię
      swoim postępowaniem prawdziwym miłośnikom psów? Też wypuszczasz
      swojego psa samego na spacer, albo nie prowadzisz go na smyczy po
      ruczliwej ulicy? Jak sama zauważyłaś to jest fomum miłośników
      zwierząt, a prawdziwy miłośnik pilnuje swojego zwierzaka i jest w
      100% za niego odpowiedzialnym, również za szkody jakie jego zwierze
      wyrządzi. Dam ci dobrą radę: nie pisz już tu więcej głupot, bo i tak
      nic nie wskurasz. Nikt nie pójdzie kierowcy nie zlinczuje, ani nie
      zmusi sądu do ukarania go. Idź nawtykaj właścicielowi tego
      przejechanego psa, bo to jakiś skończony kretyn skoro wypuszczał
      samego psa na spacer i to jeszcze dużego. Tam rozładuj swoją
      nagromadzoną energie, to może się taki pseudomiłośnik następnym
      razem dłużej zastanowi zanim weźmie psa, a jak już go weźmie to
      będzie pilnował i dbał o psiaka jak należy. Z mojej strony też już
      koniec. Nie zamierzam z tobą więcej dyskutować. Takich
      pseudomiłośników, którzy nie wiedzą co to jest opieka nad
      zwierzęciem to ja omijam wielkim łukiem. Jeśli nie zrozumiałaś tego
      co napisałam to faktycznie powinnaś przenieść się na inne forum.
      • misia007 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 12.09.07, 09:30
        Wina wlasciciela psa jest bezsporna ale goraca obrona kierowcy , ktory sie nie
        zatrzymał po potraceniu zwierzaka jest co najmniej zadziwiajaca .I to pisze
        milosnik zwierzat???Jakies zarty.Psa nie mam ale takie zachowanie kierowcy
        wydaje mi sie godne potepienia.
    • ctry_yorki Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 12.09.07, 11:22
      A gdzie tu widzisz obronę kierowcy? Nie wydaję o nim opini bo nie
      znam sytuacji w jakiej się znajdował. I to właśnie pisze miłośnik
      zwierząt, konkretnie psów. Krytykuję nieodpowiedzialnego
      właściciela, przez którego pies stracił życie. Teraz rozumiesz?
      • misia007 Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 12.09.07, 11:39
        Kompletnie nie rozumiem.Kierowca sie nie zatrzymał i to jest problem.Potraktowal
        żywe stworzenie jak RZECZ.NIe sprawdzil, czy psu nie mozna pomoc.NIe zrobil nic
        i to jest w porzadku dla milosnikow psow.????? A moze własciciel byl konajacy i
        pies biegl po pomoc???
    • wrexham Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 14.09.07, 13:38
      oj, nie bylo mnie czas jakis, juz nadrabiam; przyjrzalam sie mojemu pierwszemu
      postowi jeszcze raz i (tak jak juz napisalam wczesniej) chce podkreslic, ze
      zakladajac go czulam potrzebe wygadania sie; na forum gdzie sporo ludzi jest mi
      znanych; po ktorych wiem czego sie moge spodziewac; nic nie chcialam udowadniac,
      nikogo niczego nauczyc (mysle, ze bywalcy tego forum nie pozostawiliby zwierzaka
      w potrzebie); bylo mi zle z martwym psem na srodku ulicy, deszczem, poznym
      wieczorem i bog wi czym jeszcze; przyznaje, watek byl dosc egoistyczny, a
      dyskusja po nim (oprocz paru konkretnych konkluzji) jalowa; spodziewalam sie
      raczej tekstow w rodzaju: "daj spokoj, to sie zdarza, niczego nie zmienisz" itd;
      raczej czegos co pokrzepi (tak, tego chcialam, czy nie tego mozna oczekiwac po
      znajomych?);
      dowiedzialam sie, ze jestem infantylna, ze chrzanie cos o milosci do zwierzat
      zamiast... no wlasnie, zamiast co?
      sciagnelam psa z drogi, nic wiecej zrobic nie moglam; bylam kilkanascie razy u
      jego domniemanego opiekuna, zeby wyjasnic mu jak sie skonczylo jego niedbalstwo,
      ale go nie zastalam, przechodze tamtedy codziennie - w koncu go zlapie i powiem
      co mysle; obawiam sie, ze (wspominajac cos o podskokach) kaze mi sie oddalic, co
      niezwlocznie uczynie, gdyz jest ode mnie wiekszy;
      trafilo sie w tym watku paru frustratow, ktorzy nie wiem co chcieli udowodnic;
      mozna byc bezstronnym, probowac stawiac sie w roli kierowcy, ale faktem jest, ze
      wiekszosc kierowcow po potraceniu psa pojedzie dalej, bo za nic maja to co sie
      stalo; moj post tego nie zmieni, ale i nie mial zmieniac;
      swoja droga solidne kary za zaniedbania zwierzat (wypuszczanie ich bez opieki) i
      wlasnie dochodzenie, czyj byl potracony pies w celu uzyskania od wlasciciela
      wysokiego odszkodowania, bylyby pewnie wskazane; ale dopoki samochod nie jest
      uszkodzony to nie ma o co kruszyc kopii, prawda?
      chyba forma tego postu sprawila, ze wzbudzil tyle watpliwosci i zlych emocji;
      zostala zrozumiana zbyt doslownie; taka wydala mi sie dopowiedna bo 10 minut po
      zdarzeniu czulam zal do kierowcy; zyje dostatecznie dlugo zeby wiedziec, ze
      zadne apele do ludzi bez serca (czy tych co przejezdzaja i nie pomagaja, czy do
      tych co puszczaja bez opieki) maja tyle sensu co zawstydzanie tych, ktorzy
      zostawiaja samochody na miejscach dla niepelnosprawnych; te ogloszenia w
      galeriach: "kierowca bla bla bla... proszony o spalenie sie ze wstydu"; to jest
      odwolywanie sie do uczuc, ktorych nie maja;
      no i tyle; ci co mnie znaja, wiedza co trzeba, tych co bywaja tu od wczoraj i
      probuja mnie oceniac i wysylac na inne fora pozdrawiam i przypominam o
      zbawiennym wplywie kilku glebokich wdechow (musza byc polaczone z wydechami,
      inaczej mozna sie zapowietrzyc); sama to przecwiczylam stad lagodna postac postu;

      p.s.
      czy "zk" to skrot od zakladu karnego?
      • piasia Do Wrexham - próba pokrzepienia 14.09.07, 16:23
        Trzy przypadki. Dwa zdarzenia naoczne, jedno opowiedziane.

        1. Pies znienacka wybiegł spomiędzy zaparkowanych samochodów wprost
        pod koła. Nie został przejechany tylko uderzony, zawył i odskoczył.
        Kierowca nie mógł się zatrzymać bo coś za nim jechało, zresztą
        naprawdę się śpieszył. W dodatku były to czasy gdy w moim mieście
        była jedna państwowa lecznica weterynaryjna i może ze trzech
        prywatnych wetów. Jego reakcja: o rany Boskie, mam nadzieję że nic
        mu się nie stało, uciekł czyli żyje, nie chciałem... Gdy pół godziny
        później wracał tamtą drogą, zatrzymał się i szukał między
        samochodami tego psa, jakichkolwiek śladów. Nic nie znalazł, uznał
        że wszystko dobrze ale przeżywał to strasznie.

        2. Jechałam ze znajomym wetem. W samym centrum miasta na skraju
        chodnika leżał potrącony przez samochód pies. Jeszcze żywy, ale już
        w agonii. Wet zatrzymał auto na awaryjnych i zabrał psa do lecznicy.
        Nie po to żeby ratować bo ratować nie było co, tylko żeby skrócić
        cierpienia i żeby pies skończył życie w cieple i bez bólu. Do
        dzisiaj pamiętam jak niósł tego psa do samochodu a krew lała mu się
        po rękach.

        3. Grafitowe BMW hamujące z piskiem opon bo na jezdni leżał kotek
        uderzony przez poprzedni samochód. Kierowca wysiadł, obejrzał kotka,
        sprawdził mu łapki czy całe, grzbiet czy nie przetrącony, wziął go
        na ręce i zaniósł na podwórko pobliskiej kamienicy, gdzie kociak
        otrząsnął się z szoku i powędrował do domu. Gdy kierowca wrócił do
        wozu, za nim stał TIR którego kierowca widział całą akcję i
        oszołomiony powtarzał "Q...wa, żeby czarne BMW hamowało na widok
        zwierzaka? Pierwsze widzę! Panie, a ten kociak to żyje? Q...wa,
        czarne BMW a kocha zwierzęta... o q...wa... nie do wiary..."

    • turbomini Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 14.09.07, 18:33
      Przeczytałam komentarze do wątku i też trochę nie dowierzam.
      Pierwsze, co uderza w całej dyskusji to rzeczywiście obrona kierowcy.
      Jeśli forumowicze, którzy tu bywają i uważają się za miłośników zwierząt
      uważają, że można mieć powód by nie zatrzymać się w sytuacji, kiedy potrąciło
      się zwierzę, to ten wątek ma tu chyba nawet podwójną rację bytu.
    • an.ta Re: do kierowcy, ktory potracil psa na niepodlegl 16.09.07, 21:53
      A ja bym miała życzenia - miłych snów panu kierowcy- i miłych snów
      państwu którzy odpoczywali w Suścu a po urlopie zapomnieli zabrać ze
      sobą przeuroczą malutką suczkę.Fakt faktem że suczka była szczenna
      więc nieco kłopotliwa.W tej chwili nazywa się Liska i ma dwoje
      uroczych szczeniąt. Proszę się nie martwić, została ciepło przyjęta
      przez resztę zwierzyńca-dwa psy i dwa koty a właściciele zwierzyńca
      natychmiast się w niej zakochali. Dzieciom Liski o odpowiedniej
      porze na pewno znajdziemy odpowiedzialne iprzyjazne domy. Miłych
      snów drodzy wczasowicze, wszystko skoNczyło się OK

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka