Dodaj do ulubionych

Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc??

14.12.07, 13:22
Witam,

posiadam w domu 2 kocie znajdy. Starszy ma ok 14-15 lat a młodszy ok 6 - 7
lat. Mój problem tyczy sie starszego kota. Zawsze był dość gruby, ale nie za
gruby. Niestety już od jakiegoś czasu zauważyłam że zaczyna chudnąc. Na
początku myślałam, że po prostu nie lubi nowej karmy, jednak po zmianie na
poprzednią on nadal chudnie!!! Jest strasznie wychudzony - można policzyć mu
wszystkie zebra, kręgosłup odstaje!!! Kot nie rusza nie prawie z posłania,
przy którym ma wodę świeżą i na talerzyku wyłożone "saszetki" whiskasa. Je
dość często i dużo pije jednak jego stan sie nie poprawia powiedziałabym wręcz
że sie pogarsza. Kot cały czas śpi - jest po prostu taki słaby. Nie stać mnie
na wizytę u weterynarza, a bardzo chciałabym mu pomóc...
Obserwuj wątek
    • beti222 Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 14.12.07, 14:31
      Myślę, że powinnaś zadzwonić do którejkolwiek kliniki weterynaryjnej
      i powiedzieć co się dzieje. Powiedz, że nie stać Cię na wizytę, a
      bardzo chciałabyś pomóc zwierzęciu. Może będą w stanie powiedzieć co
      mu dolega jeśli dokładniej im to opiszesz i może doradzą jakie
      lekarstwa kupić i jaka jest przyczyna takiego stanu. Bardzo
      chciałabym Ci pomóc, ale nie jestem weterynarzem. Wiem, że czasem
      weterynarze wypowiadają się na tym forum, więc jeszcze w nich
      nadzieja. A swoją drogą zadzwoń do kliniki i zapytaj jak nie będą
      chcięli zadzwoń do innej i tak do skutku. Myślę, że znajdzie się
      ktoś kto Ci pomoże. Pozdrawiam.
      • monikawet Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 14.12.07, 15:42
        Powiem tak:w życiu różnie się układa,ale podejmując decyzję o posiadaniu kota
        trzeba liczyć się z kosztami.I jeśli nas nie stać na leczenie powinniśmy się
        zastanowić jak w inny sposób pomóc zwierzęciu.Nie będę wspominać,że jest
        rodzina,przyjaciele,znajomi,fundacje..schroniska dla zwierząt.Jednak nie można
        świadomie patrzeć na cierpienie zwierzęcia.Bez zrobienia podstawowych badań i
        wizyty u lekarza w żaden sposób mu nie pomagasz..Przez internet nikt nie pomoże
        Twojemu kotu.
        • salimis Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 14.12.07, 16:49
          Zawsze możesz iśc do weterynarza i uprzedzić go że masz kiepską sytuację
          finansową.Niech przebada kota i powiadomi cię ile kosztowałoby ewentualne
          leczenie a przy okazji dowiesz się co kotu dolega.
    • anna.jozwik Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 00:19
      Niestety muszę zgodzic sie z przedmówczyniami. Przez internet kotu
      nie pomożemy. Zważywszy na jego wiek i objawy, kot może miec np.
      zaawansowaną mocznicę i tylko intensywna opieka weterynaryjna moze
      mu wówczas pomóc.
      Nie pomożesz kotu pisząc na forum. Lepiej zabierz go do weta.
      • pyziulka Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 08:59
        Teraz to sie dopiero wystraszyłam... Miałam nadzieję, ze to coś znacznie mniej
        poważnego i wystarczy konsultacja... No cóż w takim razie nie ma co czekać,
        jeszcze dziś postaram sie znaleźć weterynarza, choć nie wiem czy w soboty
        pracują :/

        Dziękuję za pomoc.

        Ma jeszcze tylko pytanie - jakie badania powinien mieć przeprowadzone - nie chcę
        aby został źle zdiagnozowany, a nie wiem na jakiego weterynarza trafię. Zawsze
        lepiej iść przygotowanym.
        • salimis Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 10:28
          Przepraszam że to piszę ale zamiast oczekiwać na kolejna odpowiedż na forum na
          twoim miejscu udałabym się jak najprędzej do weta. On chyba najlepiej oceni
          jakie badania są potrzebne kotu.Nie czekaj bo w najgorszym przypadku mozesz
          żalować że tak długo zwlekałaś z wizytą u specjalisty.Masz sąsiadów,znajomych
          może ktoś ci poleci dobrego weterynarza.Pamiętaj że czas nie zawsze jest
          sprzymierzeńcem,czasami staje się wrogiem.
          • pyziulka Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 11:41
            Dzwoniłam już do kliniki w moim mieście - niestety nawet oni nie pracują w
            soboty. Dopiero w poniedziałek mogę iść do weterynarza, do tego czasu niewiele
            mogę zrobić. Powiem szczerze że kwota jaką muszę zapłacić za badania mnie
            przerasta - 75 zł za samo badanie krwi.

            Kot tak naprawdę nie jest mój, a mojej mamy i to na decyduje czy kota weźmie do
            weterynarza czy nie. Ona nie chce dopuścić do siebie myśli, że Kicielok być może
            zdycha. Wręcz nakrzyczała na mnie za to, że powiedziałam jej wstępna diagnozę :/
            Najbardziej boję się tego, że jeśli z nim jest naprawdę źle i weterynarz uzna,
            iż leczenie nic nie da, moja mama i siostra nie pozwolą go uśpić... Tak wiem,
            nie powinnam mieć czarnych myśli, jednak nie mogę patrzeć na jego cierpienie.
            Naprawdę myślę, że tak byłoby dla niego najlepiej...
            • christine.p Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 12:07
              Wybacz, że to napiszę, ale ja tak czuję - Twoja mama i siostra nie rozumieją co to jest prawdziwa miłość do zwierzęcia, bo to, co one robią, to egoizm! Jak można narażać kotka na cierpienie?! Przecież on już od dawna cierpi, jeśli schudł tak bardzo.
              Wiem, że są weterynarze, którzy z pewnością zajmą się Twoim (Twojej mamy) kotkiem i nie wezmą za to dużo pieniędzy... A przyczyna chudnięcia kotka może być nawet bardzo prozaiczna - np. zepsute, bolące zęby - wtedy to naturalne, że nie mógł jeść suchej karmy, a nawet pokarm z saszetek może sprawiać ból - jeśli tak jest, to SKAZUJECIE GO NA ŚMIERĆ GŁODOWĄ!
              W każdym razie, niezależnie od przyczyny jego dolegliwości, trzeba iść z nim do weta - samo obejrzenie kotka nic nie kosztuje!!!
            • tenshii Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 12:10
              po 1 jakbyś odrobinkę gubiła się w zeznaniach

              po 2 jestem PEWNA że są w Twojej miejscowości gabinety weterynaryjne np "przydomowe" w których przyjma Was w takiej ekstremalnej sytuacji

              po 3 75 zł to naprawdę bardzo niska cena za zdrowie ukochanego zwierzaka. O ile jest ukochane :]
              • pyziulka Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 14:45
                W którym miejscu gubię sie w zeznaniach??

                Jak powiedziałam do weterynarza z kotem idę, choć miałam nadzieję ze tego
                uniknę. Nie znalazłam żadnego gabinetu, który byłby otwarty w weekend, ale w
                poniedziałek na pewno pójdę do weterynarza.

                Owszem - obiektywnie patrząc 75 zł to nie jest duzo za zdrowie zwierzaka, jednak
                nie znasz mojej sytuacji finansowej, więc nie możesz wiedzieć jak duze jest do
                dla nas wyrzeczenie. Stwierdzenie, że skoro mnie nie stać na to to nie powinnam
                mieć kota jest bezduszne - nie oddam kotów do schroniska TYLKO dlatego ze moja
                sytuacja materialna sie pogorszyła!!! Owszem, jesli nie bedzie mnie stać na jego
                leczenie to inna sprawa - wtedy na pewno wezmę to pod uwagę, jego zdrowie jest
                ważniejsze.

                Jesli chodzi o głodzenie go - kot je, małymi porcjami, średnio co godzinę. Duzo
                tez pije. Cały czas ktoś ma go na oku więc miseczki ma pełne. Skonstatowałam sie
                z kliniką weterynaryjną w mojej miejscowości - mają dyżury telefoniczny (ale
                TYLKO telefoniczny) i weterynarz powiedziała ze to jest najważniejsze i
                wystarczy do poniedziałku.

                Kot otrzyma niezbędną opiekę weterynaryjną i na pewno nie zostanie zagłodzony
                ani w żaden inny sposób "zamęczony". Być może zbyt późno reaguję na chorobę
                kota, ale mimo wszystko staram sie mu pomóc.
                • tenshii Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 15:11
                  Masz rację - nie znam Twojej sytuacji finansowej ale to nic nie zmienia.
                  Ta sytuacja może się pogorszyć każdemu w każdej chwili i ja to doskonale rozumiem. W lutym zeszłego roku próbowałam ratować mojego psa. Zapozyczyłam się na operację mojego psa, na leki, wizyty itd, razem wyszło ponad 1000 zł, a pies po operacji żył tylko pół roku. Ale za następne pół roku byłabym gotowa pożyczyć następne 1000 zł.
                  Brałam psa do domu i liczyłam się z tym że może coś wyniknąć.

                  A poza tym z tego co widzę jest Was troje - w trójkę na 100% idzie coś wykombinować.

                  I napawdę zamias siedzieć na forum podzwoń po gabinetach weterynaryjnych i powiedz jaka jest sytuacja - gdzieś na pewno Cię przyjmą.

                  Pozdrawiam i trzymam kciuki
                  • baremi Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 15.12.07, 15:41
                    Witaj Pyziulko i nie denerwuj się. Nikt nie bierze kota do domu liczac pieniądze w portfelu i nie można nikogo oceniać z daleka.
                    Daj znać po wizycie co jest kotkowi. Powiedz vetowi o swojej sytuacji - nie ma się czego wstydzić. Lepsza jakakolwiek pomoc niż żadna.
                    Życzę Ci powodzenia z całego serca.
                    • pyziulka mały update 19.12.07, 20:20
                      Kotek miał zrobione badania. Lekarz stwierdził, ze tak złych jeszcze nie widział
                      :-/ Właśnie dostaje 3 kroplówkę, jednak zdaję sobie sprawę że już z tego nie
                      wyjdzie... Podczas zakładania wenflonu stracił przytomność, puściły mu wszystkie
                      zwieracze. weterynarz twierdzi, ze on nie cierpi - ja jednak myślę iż niestety
                      cierpi. Ten weterynarz nie usypia zwierząt - twierdzi ze lepiej podać leki i
                      czekać aż sam zdechnie... Robimy wszystko co w naszej mocy, by mu pomóc...
                      • nusiekpusiek Re: mały update 19.12.07, 21:16
                        Jak tak piszesz, to mam wrażenie, że chciałabym trafić na takiego
                        weterynarza...Pozdrawiam.
                        • salimis Re: mały update 19.12.07, 23:03
                          Jeśli weterynarz się nie poddaje i caly czas podaje leki to moze oznaczać że
                          jest jakaś nadzieja i walczy o jego życie.Gorzej by było gdyby się poddał z góry
                          zakladając że to przegrana sprawa.Trzymam kciuki za twojego kotka i pisz co z nim.
                          • baremi Re: mały update 20.12.07, 07:26
                            Przyznam, że czekałam na ten wątek. Chciałabym, żeby Twój kotek żył i był zdrowy, ale jeśli tak się nie stanie, to pamiętaj, że zapewnienie mu godziwej śmierci też jest pomocą. I nie koniecznie usypianie mam na myśli.
                            Druga rzecz, to uwagi, które padły wcześniej. Przykro mi, ale nie skorzystałabym z pomocy veta, który na wstępie powiedziałby mi, że jeśli mnie nie stać na utrzymanie zwierzątka, to nie powinnam go brać. Czasami przygarniamy zwierzę z przypadku, potrzebujące pomocy jakiejkolwiek i dzielimy się z nim tym czym możemy. Poza tym kot czy pies żyją kilkanaście lat i nawet jeśli w momencie gdy decydujemy się na nie nasz status materialny jest dobry, to w życiu bywa różnie. I czy jeśli nasz status znacznie się pogorszy to znaczy, że mamy naszego ukochanego psa czy kota wyrzucić na ulicę? A może oddać do schroniska?
                            Uważam, że nie mamy prawa oceniać innych od tej strony i jeśli nie umiemy poradzić nic konkretnego w danej sprawie, to może darujmy sobie uwagi dot. spraw materialnych.
                            • salimis Re: mały update 20.12.07, 10:36
                              baremi ma całkowitą rację.Moja sytuacja finansowa gdy decydowalam się na koty
                              była o wiele lepsza niż w tej chwili.Miałam dwie kotki i stać mnie było aby
                              uratować życie kotu z ulicy (leczenie).Teraz mam jedną kotkę,spłukałam się
                              doszczętnie próbując uratować drugą.Niestety nie udało się.Zmienił się
                              pracodawca a co za tym idzie zmniejszyly sie niestety zarobki.I co z tego że
                              chciałabym przygarnąc jakąs kicię skoro nie będzie mnie na nią stać a to z tego
                              względu że nie stać mnie na sterylkę.Poza tym musialabym nowemu kotu zrobić test
                              na bialaczkę a potem zaszczepić przeciwko niej ze względu że moja koteczka jest
                              nosicielem.To wszystko niestety są koszty.I tak koło sie zamyka.A nie daj bóg
                              gdyby moja Miśka sie rozchorowała to muszę mieć jakies zaskorniaki na
                              leczenie.Tak więc w życiu różnie sie układa.Pyziulka nie przejmuj sie zatem
                              niektórymi komentarzami.Ja cię w zupełności rozumiem.Grunt że nie siedzisz z
                              założonymi rękami.
                              Pozdrawiam : )
                      • andrzej_32 Re: mały update 20.12.07, 15:46
                        Nie przejmuj się nieprzychylnymi opiniami. Tacy ludzie żyją zapewne
                        w innym świecie i na swoje szczęście jeszcze nie doświadczyli
                        odmiany losu. I wcale im tego nie życzę.

                        Jeśli chodzi o twojego kotka, to przykra sprawa. Pociesz się tym, że
                        dostał wszystko na co było Ciebie stać.


                        pzdr
                        • bobralus Re: mały update 20.12.07, 17:33
                          to wcale nie jest tak, ze jak wlasciciel mysli o uspieniu zwierzaka, to znaczy
                          ze sie nim znudzil, czy nie chce mu sie wysilac. przeciez to nietaturalne, aby
                          kota na sile trzymac przy zyciu, kiedy przyszedl jego czas. moja kolezanka
                          poddawala 15letnia kotke pieciu operacjom usuwania rozleglych guzow sutkow plus
                          dlugotrwalej chemioterapii (mimo, ze kilka lat wczesniej zwrocilam jej uwage, ze
                          kicia ma guzka na jednym sutku, co zbagatelizowala). gdyby nie to, kotka pewnie
                          pozylaby pol roku krocej, ale mysle, ze pol roku zalatwiania sie pod siebie,
                          bolesnych i stresujacych operacji, wymiotow, niemoznosci jedzenia i
                          wyniszczajacej chemii to nie jest to, co w kocich kategoriach mozna nazwac
                          humanitarnym podejsciem. jak sama mowila - kot byl jak kukla, gdzie sie ja
                          postawilo tam zostawal, dopoki nie ruszylo sie w jej inne miejsce. stare koty
                          czesto uciekaja z domu jesli maja taka szanse, zeby umrzec w spokoju i moze
                          dobrze robia, biorac pod uwage, co moga im zafundowac ich wlasciciele.
                          oczywiscie wiem, ze z dobrego serca i bezgranicznej milosci, ale rozumiem, ze w
                          takiej sytuacji mozna myslec o uspieniu zwierzaka. to wielka madrosc zauwazyc,
                          kiedy zwierzakowi mozna jeszcze pomoc, a kiedy pomoca staje sie juz tylko
                          skrocenie mu cierpien. i zycze sobie nigdy nie stawac przed taka decyzja.
                          trzymam za Was kciuki i mam nadzieje, ze kotek mimo wszystko dojdzie do siebie.
                          • nusiekpusiek Re: mały update 20.12.07, 18:23
                            Ja tylko małą uwagę wniosę. Jest jak mówisz. Na pewno. Tylko to nie
                            lekarz powinien decydować, gdy sytuacja w wyraźny sposób staje się
                            beznadziejna, a właściciel. Pozdrawiam.
                            • rezurekcja Re: mały update 21.12.07, 01:29
                              nusiekpusiek napisała:

                              > Tylko to nie
                              > lekarz powinien decydować, gdy sytuacja w wyraźny sposób staje się
                              > beznadziejna, a właściciel.

                              "Rodzinny" moich szczurow odmawial podtrzymywania zwierzecia przy
                              zyciu, jesli zwierze nie rokowalo nadziei, a dalsza "terapia"
                              byloby tylko przyczyna cierpienia. On nie czekal, kiedy zwierze
                              same zdechnie lecz proponowal eutanazje. Proponowal. Wybor nalezal
                              do mnie.
                              • andrzej_32 Re: mały update 21.12.07, 09:24
                                Dyskutowanie na tematy eutanazji nie jest proste. Zwierzak w domu
                                jest dla mnie jak członek rodziny i dlatego tak samo jak nie
                                zabiłbym zniedołężniałego i nieuleczalnie chorego staruszka mam
                                moralne opory przed usypianiem zwierząt w sytuacji krytycznej.
                                Jednak czasami może być koniecznośc podjęcia takiej decyzji i tu
                                jest rola dla mądrego weta.


                                pzdr
    • pyziulka Niestety... 21.12.07, 21:16
      Przykro mi o tym poinformować, ale Kicielok zdechł… Dziś o godzinie 21:00,
      odszedł głaskany przez moją mamę. Nie wierzę w to, co powiedział weterynarz – że
      on nie cierpiał. Tuż przed tym zanim zdechł przeraźliwie zamiałakał dwa razy. To
      będą smutne święta w tym roku, pod choinka będzie dla niego prezent – jak zwykle…

      Dziękuję za wszelkie słowa otuchy i pomoc.

      P.S. Tutaj jest zdjęcie Kicieloka i Filemona (drugiego kota):
      img136.imageshack.us/my.php?image=kotki6tq0.jpg
      • awanturka Re: Niestety... 21.12.07, 21:24
        Przykro mi i bardzo, bardzo Ci współczuję. Wiem co przeżywasz, jakiś czas temu pożegnałam się na zawsze z jednym z moich dwóch kotów..

        awanturka
        • salimis Re: Niestety... 21.12.07, 22:06
          Przykro mi pyziulko,ale czy chociaż wiesz co mu dolegało?
          Nic się nie dzieje bez przyczyny.
          : (
          • pyziulka Re: Niestety... 21.12.07, 22:28
            Od mamy dowiedziałam się tylko tyle że miał chore nerki. Sama nie mogłam iść do
            lekarza bo mam nogę w gipsie i ledwo poruszam sie po mieszkaniu :( Mama ma do
            mnie pretensje że wymusiłam na niej pójście do lekarza. Wg niej gdyby nie to
            żyłby dłużej. Jest to tak irracjonalne ze nie wiem co o tym myśleć... Nie
            potrafię zrozumieć dlaczego obwinia mnie o śmierć kota - przecież już od dawna
            wiedziała ze dzieje sie coś niedobrego, ale kota do weterynarza nie wzięła :(
      • nens Re: Niestety... 24.12.07, 17:57
        No,przykre.
        Może gdybyś szybko zareagowała tak jak należy to dałoby się coś
        zrobić.Ale w tej chwili obwinianie nic już nie da.
        Następnym razem zastanów się czy stać Cię na jakiekolwiek zwierze,bo
        jak widzę nawet karme kupowałaś najgorszą-karmienie
        Whiskasem,Kotikatem i innym śmieciowym jedzeniem na organizm kota
        napewno dobrze nie wplywa.
        • nusiekpusiek Re: Niestety... 24.12.07, 18:18
          Boże... I tak w Wigilię pisać...
    • wawrzyszko Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 21.12.07, 23:20
      Witaj PYZIULKO!

      I ja się przyłączę do kondolencji ;-(

      Przeżyłem to samo co ty w ten wtorek, moja kotka Fela zachorowała na wirusowe
      zapalenie oskrzeli, woziłem ją do lekarza. Zły los chciał i zmarła mi w aucie w
      czasie podróży na kolejne zastrzyki. Teraz szukam takiej samej kotki do adopcji,
      gdyż i Fela była poniekąd adoptowana, znalazłem ją 3,5 roku temu na cmentarzu i
      przygarnąłem bez wahania. Jeśli ktoś z Was ma małego kociaka srebrnej maści
      (a'la whiskas) do oddania to niech wyśle zdjęcie na powyższego maila. Nie jest
      to inspiracja reklamą whiskasa, chciałbym po prostu znaleźć taką samą kotkę ;-()
      • bobralus Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 21.12.07, 23:30
        bardzo mi przykro:( widocznie przyszedl jego czas, najwazniejsze, ze zrobilas dla kotka wszystko co moglas. niestety czasem tak bywa, ze ludzie szukaja irracjonalnych wyjasnien takich przykrych wydarzen. moze mama czuje sie winna, ze wczesniej nie zadbala o wizyte u lekarza? moja mama tez ma caly zbior absurdalnych madrosci na temat kociego zdrowia, ale staram sie to puszczac mimo uszu (choc tez potrafi byc przykra). pozdrawiam cieplo i trzymaj sie razem z drugim slodkim kociakiem. zycze powrotu do zdrowia i swiat, ktore beda odpoczynkiem od tych wszystkich zmartwien.
      • salimis Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 22.12.07, 13:08
        wawrzyszko napisała:
        eśli ktoś z Was ma małego kociaka srebrnej maści
        > (a'la whiskas) do oddania to niech wyśle zdjęcie na powyższego maila. Nie jest
        > to inspiracja reklamą whiskasa, chciałbym po prostu znaleźć taką samą kotkę ;-(

        Zajrzyj na www.miau.pl adopcje-może tam znajdziesz nowego przyjaciela.Tylko
        pamiętaj TAKI SAM KOT TO NIE TEN SAM KOT - jeśli wiesz co mam na myśli.
        • nusiekpusiek Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 22.12.07, 13:30
          "TAKI SAM KOT TO NIE TEN SAM KOT" - tak napisałaś.
          Bardzo proszę, wyjaśnij mi NA WŁASNYM PRZYKŁADZIE, jak to rozumiesz.
          Pozdrawiam.
          • salimis Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 22.12.07, 14:15
            Taki sam - czyli podobny np.umaszczenie,wygląd zewnętrzny itp.
            Ten sam - każdy jest jedyny w swoim rodzaju,niepowtarzalny.
            • nusiekpusiek Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 22.12.07, 20:10
              Tyle, to ja rozumiem. Prosiłam, żebyś mi wyjaśniła to NA WŁASNYM
              PRZYKŁADZIE.
              • salimis Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 23.12.07, 11:05
                Jeżeli tyle rozumiesz to ja nie widzę potrzeby dalszego roztrząsania tego
                tematu,tym bardziej że przedmiotem tego forum są zwierzęta i problemy z nimi
                związane.
                Pozdrawiam : )
                • nusiekpusiek Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 23.12.07, 17:15
                  Ja proszę o wyjaśnienie do drugiej części Twojej wypowiedzi:

                  "Tylko pamiętaj TAKI SAM KOT TO NIE TEN SAM KOT" - tyle chyba możesz
                  wyjaśnić. Pytam grzecznie, więc odpowiedz gtrzecznie. Dlaczego tak
                  napisałaś? To jest o zwierzetach. Prosiłam o wyjaśnienie na Twoim
                  własnym przykładzie. Bardziej Ci mego pytania nie wyjaśnię, bo i tak
                  odpowiedź na nie jest na poziomie podstawówki. Pozdrawiam.
                  • rezurekcja Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 26.12.07, 21:20
                    nusiekpusiek napisała:

                    > "Tylko pamiętaj TAKI SAM KOT TO NIE TEN SAM KOT" - tyle chyba
                    możesz
                    > wyjaśnić.

                    Bo wiele osob ma wrazenie,ze jesli zwierze bedzie wygladac tak
                    samo, jak to, ktore umarlo - umaszczenie, wzrost, waga itd. to
                    bedzie sie tez zachowywac tak samo jak to poprzednie. A potem jest
                    pretensja "a mysmy mysleli, ze bedzie taki sam zywy/spokojny/madry
                    jak nasz Azor, Puszek, Gacuś itd.
                    Ja tak mialam, mimo ze nastepny pies nie byl identyczny z poprzednim.

                    > Pytam grzecznie, więc odpowiedz gtrzecznie.

                    a ja odebralam to pytanie jako czepianie sie.
                    • nusiekpusiek Re: Czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc?? 26.12.07, 23:02
                      To nie było - wbrew pozorom - czepianie się. Po prostu chciałam
                      wiedzieć, dlaczego salimis tak sądzi. Chciałam, żeby mi udzieliła
                      odpowiedzi takiej jak Twoja - na własnym przykładzie. Po prostu mnie
                      to ciekawi. Osobiście miałam srebrnego psa i po jego śmierci
                      znalazłam srebrnego psa. Tak jak chciałam. I nie marzyłam o tym, że
                      będzie to "ten sam pies". Nawet nie marzyłam, że będzie "taki sam".
                      Ale znalazłam co chciałam i byłam bardzo zadowolona, choć dziewczyny
                      charaktery miały naprawdę różne. W ogóle były różne.
                      Więc jeśli ja salimis ze dwa razy pytam, żeby mi wyjaśniła sens
                      swojej wypowiedzi na własnym przykładzie, a ona mi podaje jakieś
                      dwie definicje, to moja kolejna odpowiedź ma prawo być z lekka
                      złośliwa. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka