anetta1773
07.06.08, 07:56
Przed paroma minutami zostałam zaatakowana przez mojego 11 kota kastrata rasy
angora turecka.Siedzę ja sobie przed kompem, kot jak zwykle wskoczył na biurko
i leży za monitorem.W pewnym momencie wstał i stoi między monitorem a
klawiaturą.Ja sobie stukam a tu nagle ból aż mi się w oczach ciemno
zrobiło.Rzucił się na moją prawą rękę w nadgarstku i mam 4 rany od jego
kłów.Klawiatura spadła - bydlę nie chciało się odczepić od mojej ręki.Jak go w
końcu odczepiłam, wyszłam z siebie i jak nigdy nikogo w życiu nie uderzyłam
(nawet swojego dziecka)to chwyciłam skórzany pasek od spodni i kot dostał
manto w tyłek.Nawet nie piszczał tylko rozpłaszczył się na podłodze.Po
egzekucji przemyłam rany spirytusem salicylowym bo nic innego nie mam w domu.W
tej chwili kotek leży niedaleko mnie ale już nie na biurku tylko na
podłodze.Dlaczego on to zrobił?Odkąd mam komputer zawsze mi towarzyszył na
biurku i często mruczał.Co dalej z tą ręką zrobić?Zakleiłam rany plastrami z
opatrunkiem ale ręka mnie bardzo boli.W poniedziałek rano wyjeżdżam nad morze
do małej miejscowości gdzie chyba nie ma lekarza.Kot jest nie wychodzący.