Dodaj do ulubionych

atak obcego psa

08.01.09, 20:46
Mam nadzieję, że mi pomożecie. Uwielbiam spacery ze swoim psem. Mieszkam na obrzeżu miasta i chodzimy na spacery na łąki.Ale.... No, właśnie. Bardzo dużo zaobserwowałam bezpańskich psów i psów z nieodpowiedzialnymi właścicielami, którzy puszczają w samopas nie mając kontroli nad nimi.Na spacerach nie opuszcza mnie strach, że jakiś pies nas zaatakuje. Raz zostalismy zaatakowani przez huskiego. Właścicielka stała z boku, ponieważ twierdziła, że się boi, a ja rozdzielałam psy. Nie wiem jak postępowac w takiej sytuacji. Mój pies pierwszy nigdy nie atakuje. Robi to dopiero, kiedy zostanie zaatakowany. Nie chcę zostac pogryziona, ale także nie chcę, żeby mój pies cierpiał. Co robić?Jak uniknąć ataku?Czy spuszczać psa ze smyczy ( może ucieknie przed atakującym?, ale co będzie jeśli nie, albo pobiegną w strone ulicy?)Czy są jakies środki ochrony? Myślałam o gazu pieprzowym, ale jak czytałam to nie mam pewności jego skuteczności. Poradźcie.



Obserwuj wątek
    • tenshii Re: atak obcego psa 08.01.09, 21:08
      Gazem ciężko Ci będzie wcelować jak będą walczyły. Zresztą jestem przeciwniczką.
      Możesz
      a) rozdzielać
      b) upominać
      c) rozgądać się w poszukiwaniu innego psa
      d) nie spuszczać psa
      e) zmienić miejsce

      Innego rozwiązania nie widzę. A policja w grę nie wchodzi, bo to również Twój pies jest bez smyczy a sama na siebie chyba bata ukręcać nie będziesz....
      • stetty Re: atak obcego psa 08.01.09, 21:42
        Zmiana miejsca nie wchodzi w grę. Mój pies spuszczany ze smyczy jest wtedy, gdy nie ma nikogo w pobliżu. Jeżeli kogos widzę, to zawsze go upinam, pomimo,że jest posłuszny( to jest pies, i nie jestem w stanie przewidzieć jego zachowania)
        1. Rozdzielanie- może byc bardzo niebezpieczne także dla mnie( jeśli to będzie duży pies).
        2. Policja nic mi nie pomoże w przypadku samotnego psa. W jaki sposób ustalić własciciela?
        3. Upomniec mogę swojego- obcy mnie nie posłucha.
        • tenshii Re: atak obcego psa 08.01.09, 22:06
          No dlatego nie ma innego wyjścia. Musisz się rozglądać i tyle.
          Wiem jak to jest bo mam tą samą sytuację.
          Dziś nawet miałam coś takiego.
          Kobieta z willi przychodzi ze swoja suka na naszą osiedlową łąkę. Moja pobiegła do jej suki, położyła się na ziemi obok a tamta na nią. A kobieta do mnie z ryjem zebym sobie psa zapiela na smycz bo jej piesek sie denerwuje.
          Dostała porządny opi.... zapiela psa i poszła.
          Niestety innej rady nie ma
    • rezurekcja polecam uop 08.01.09, 22:39
      czyli ultradzwiekowy odstraszacz psow
      ja chodze z takim
      www.odstraszacze.com/index.php?product_id=486&category_id=190
      kupuje sie z reguły w sklepach z bronia.
      • stetty Re: polecam uop 08.01.09, 22:53
        Czy to zawsze Tobie pomaga? Jak reaguje Twój pies? Jeżeli faktycznie pomaga to muszę sobie kupić. Chciałabym wreszcie móc czerpać prawdziwą przyjemność z tych spacerów.
        • rezurekcja Re: polecam uop 09.01.09, 19:52
          stetty napisała:

          > Czy to zawsze Tobie pomaga?

          na razie tak.
          ALe niektore psy ponoc moga nie reagowac na ultradzwieki.

          > Jak reaguje Twój pies?

          Ja probowalam najpierw w domu. Moj pies strzyze uszami.
          Obce tez strzygą uszami, czasem zwalniaja krok, zatrzymuja sie,
          odrwacaja.
          Niestety nie zawsze, jesli pies leci do nas z zamiarem dania w
          morde, moze byc w takim ferworze, ze go nie powstrzyma uop.
          RAz czy dwa musial interweniowac wlasciciel, ktory odciagal swojego
          od mojego. LAPal za tylne nogi i szarpal.
          TRoche strach, bo okoliczne psy czesto sa bez kagancow, gdyby tak
          mial szyje mojego w pysku... a moj zawsze w namordniku, bo traniwki
          odkurza.
          I moj zawsze na smyczy, bo on jest niby owczarek, ale ma bardzo
          rozwiniety instynkt lowiecki, a zwierzyny u nas sporo (mieszkamy na
          bardzo zakoconym terenie) i mogl poooooleciec przed siebie, a potem
          szukaj wiatru w polu...

          > Jeżeli faktycznie pomaga to muszę sobie kupić.

          Pomaga. Ale nie zawsze.
          JA kupilam, bo kilka razy moj pies zostal zaczepiony przez psy typu
          amstaff biegajace luzem.
    • laiczka9 Re: atak obcego psa 09.01.09, 08:57
      jako posiadaczka kurdupla nie raz byłam w sytuacji, kiedy wolno
      biegający duży pies zaatakował mojego gada idącego na smyczy. raz
      nawet pani mnie zbluchała bo... "jak widzę że duży pies biega to
      powinnam iść gdzie indziej".
      niestety, działają tylko "mocne" argumenty. ochrzaniać, ochrzaniać,
      ochrzaniać. chamstwo niestety nie reaguje (nie rozumie?) na inne
      argumenty.
      a, kiedyś pod blokiem spacerowałam ze swoim gadem, i nagle
      usłyszałam wrzask. darła się pani stojąca ok 200 metrów dalej. obok
      niej stał potężny pies, jakiś mastiff. a pani wrzeszczała : idź
      stąd!!! odejdź!!! ja go nie utrzymam!!!. się zdziwiłam... mój wiek
      nie upoważnia nikogo do mówienia mi na "ty", a argument że ona go
      nie utrzyma był powalający. przyznam że miałam ochotę zadzwonić na
      policję. inteligencja kobiety, na oko ok.50letniej, która
      wyprowadziła psa nad którym nie panuje - zadziwiła mnie okrutnie.
      następnego dnia z balkonu widziałam jak ów pies walczy z owczarkiem.
      wrzask pani która opieprzała właściciela owczarka niósł się po
      osiedlu. okazało się że pan nie zareagował na rozkaz aby się
      oddalić bo ona psa nie utrzyma, mastiff zaatakował owczarka i bójka
      gotowa.ciekawe było to że pani nie widziała nic złego w swoim
      postępowaniu. taka jaśnie pani. według niej całe osiedle należy do
      niej i wszyscy powinni znikać, kiedy tylko dojrzą ją i jej psa. fuj.
      • blue.berry Re: atak obcego psa 09.01.09, 10:21
        mnie ostatnio pani z dwoma luzem biegajacymi bokserami ktorych nie
        potrafila w zaden sposob przywolac tez zaproponowala zebym poszla z
        moim psem w druga strone : )
        niestety ja juz przyjelam opcje ze po prostu robie karczemne
        awantury glupim wlascicielom psow, lacznie z pytaniem czy aby
        napewno chca zeby moj pies zagryzl ich psa (mam doga de bordeaux) i
        uzyciem wyrazow niecenzuralnych. na osiedlu i w okolicach mam juz
        pare osob ktore nie mowia mi dzien dobry ale mam to w nosie - dla
        mnie wazniejsze jest aby pilnowali swoich psow.
        co do rozdzielania psow - nie ma najlepszego sposobu niestety. ja
        swojego psa nauczylam ze jak biore go miedzy nogi to jest to sygnal
        ze nie ma opcji na zadyme - ma stac przy mnie. wtedy tez caly czas
        probujemy stac tak aby moj pies byl pyskiem do drugiego psa (zeby
        ten drugi za tylek mojego nie chwycil) - ciezko to opsac ale zdaje
        egzamin w naszym przypadku.
        zdazalo mi sie trzymac mojego psa jedna reka a druga lać smycza
        innego psa. jesli panujemy nad swoim psem i mamy go gdzie przywiazac
        (drzewo, ogrodzenie) a nie boimy sie psow to tez mozna tak zrobic -
        przywiazac swojego psa a obcego probowac konkretnie odgonic. ludzie
        korzystaja z gazow pieprzowych lub odstraszaczy.
        niestety rozdzielanie psow zawsze moze sie skonczyc pogryzieniem - u
        mnie ostatnio ucierpiala noga w ktora omylkowo wcelowal obcy pies.
        • raszynstraszyn Re: atak obcego psa 09.01.09, 14:35
          ja nauczylam mojego psa.....uciekać. Daję mu hasło:uciekaj. A
          ponieważ jest rodezjanem żaden pies nie jest w stanie go dogonić.
          Rezygnuje więc po chwili. Czasem pojawi się właściciel ale na to nie
          ma co liczyć. Jeżeli mój pies jest na smyczy i widzę że nie mam
          szans go odpiąć wtedy wkraczam do akcji. Posiadam smycz-automat-waży
          z kilogram i przyznam się że raz już przywaliłam owczarkowi w łeb.
          Pomogło.w drugiej ręce mam gaz pieprzowy-i też zdarzyło mi się użyć-
          ale wszystko ZANIM pies zaatakuje.Nigdy nie doszło do bitki-mój pies
          unika walki-wybiera ucieczkę i barzdo jestem z tego zadowolona.
          Niestety raz mu się nie udało bo było kompletnie znienacka-
          zaatakował go labradorek-a to taka milusia rasa-samiec
          agresywny(także wobec ludzi), mój pies wywinąl się ale miał dziurawe
          ucho i kark. A włąciciele? On tak zachęca do zabawy......
          Kilka dni póżniej(to było na polu campingowym) labrador znów urwał
          się właścicielom i heja na mojego który spał przywiązany pod
          drzewem. Razem ze znajomym rzuciliśmy się na odsiecz-labek dostal od
          nas(pies atakujący mocno się znieczula i jest bardzo odporny na
          ból)a właściciel?no przybiegł-ani przepraszam ani nic-i miałam
          wrażenie że ma jeszce do nas żal że cieleśnie rozprawialiśmy się z
          psem
    • brms Re: atak obcego psa 09.01.09, 17:31
      Niestety, to prawie jak plaga... I mam wrażenie, że jest coraz gorzej.
      Nie rozumiem, jak ktoś decyduje się na posiadanie psa w mieście nie
      przystosowując go do współistnienia z innymi. Mój pies tuż po wzięciu ze
      schroniska był dorosłym agresywnym osobnikiem. Po roku był normalnym psem,
      reagującym na polecenia.
      Od czasu kiedy w parku napadł na niego mieszaniec bullteriera (wyglądało to
      tragicznie... myślałam, że mój pies - był na smyczy - tego nie przeżyje) a
      właściciel bał się zabrać swojego (!) psa (potem szybko zapiął go na smycz i
      uciekał, przede mną, nie pytając jak może mi pomóc przy rannym psie...),
      postępuję może nierozsądnie, ale trudno - zasłaniam sobą mojego psa, czasami
      nawet kucając. Zdarzyło mi się odepchnąć dłonią lub nogą psa (nie kopnąć) i
      ZAWSZE była o to awantura, bo jak śmiem. Ludzie nie mają wyobraźni.
    • tenshii Egzamin 09.01.09, 18:09
      Dziś w radiu słyszałam, że w moim mieście powstaje (nie pamiętam dokładnej nazwy słowo w słowo) - centrum dobrych stosunków pomiędzy ludźmi a zwierzętami.
      Centrum będzie miało za zadanie pomóc zwierzętom, właścicielom, a także osobom, którym zwierzęta przeszkadzają - głównie poprzez edukację wszystkich trzech grup.
      Rozdawane są między innymi darmowe płyty cd uczące właścicieli psów co i jak robić aby pies nie szczekał i nie piszczał podczas naszej nieobecności.
      Główną inicjatywą centrum jest jednak w tej chwili stworzenie egzaminu dla psów. Egzamin ma na celu wyłonić spośród wrocławskich psów te, które będą mogły chodzić bez smyczy i kagańca. Egzamin - ponoć niezwykle surowy - będzie się składał z kilku części, między innymi: sprawdzeniu posłuszeństwa jakie wykazuje pies, agresji w stosunku do ludzi i psów, a także sprawdzenie reakcji na wszelkie dźwięki, ruchy i obiekty które pies może napotkać podczas spaceru po Wrocławiu.
      Po zdaniu egzaminu pies ma otrzymać specjalnie oznakowane, odblaskowe szelki, a jego właściciel certyfikat :)
    • baczek-1 Re: atak obcego psa 13.01.09, 08:34
      Jako właścicielka w przeszłości agresywnego psa mogę powiedzieć Ci
      tylko jedno. Pies psu nie zrobi wielkiej krzywdy pod warunkiem, że
      są w miarę równego wzrostu. Jakby nagrać w zwolnionym tempie gryzące
      sie psy to można zauważyć, że prawie się nie szarpią, tylko skaczą
      po sobie i warczą. Inaczej jest z sukami. Te gryzą się, żeby zagryźć.
      Jako włścicielka pas atakowanego powinnaś puścić smycz luzem nie
      rzucać sie na psy żeby je rozdzielić, bo możesz zostać dotkliwie
      pogryziona. Jeżeli atakujący pies jest normalny ( bo zdarzają się
      też z zaburzeniami ) to po chwili odejdzie jak pokaże swojemu psiemu
      koledze kto tu rządzi. Najgorszym błędem jest kurczowe ciągnięcie za
      smycz własnego psa, bo ogranicza się mu mu ruchy, więc nie może
      się bronić i dlatego zwykle jest dotkliwie pogryziony.
      Właściciel psa atakującego powinien biec w drugą stronę, jak
      najdalej od własnego psa tylko w taki sposób, zeby pies zwrócił na
      niego uwagę. Nigdy właściciele gryzących sie psów nie powinni do
      nich dobiegać, bo to prowokuje je do agresji ( czują sie pewniej).
      Tak samo jak dopiero zanosi sie na awanturę, psy stoja naprzeciw
      siebie w bojowej postawie, gdy właściciele zaczną biec w ich
      kierunku, to na pewno sie na siebie rzucą. Niestety większość
      awantur prowokuja sami ludzie poprzez nieumiejętne postępowanie.
      Tylko spokój i opanowanie. Strach i agresja udzielają się psu. W ten
      sposób daje sie opanować 90 % sytuacji. O innych nie będę Ci pisać,
      bo nie będę Cię straszyć. I broń Boże nie zakładaj psu kagańca w
      takich miejscach, w których możesz przypuszczać, że będzie
      zaatakowany.
      • blue.berry Re: atak obcego psa 13.01.09, 10:33
        baczek-1 napisała:
        > Właściciel psa atakującego powinien biec w drugą stronę, jak
        > najdalej od własnego psa tylko w taki sposób, zeby pies zwrócił na
        > niego uwagę.

        widziałam to w wykonaniu pani ktorej dwa psy atakowaly mojego. na
        poczatku rozbawilo mnie to do łez a potem wkurzylo maksymalnie bo
        psy mialy w nosie odbiegajaca wlascicielke a ja zostalam sama z 3
        psami.

        > są w miarę równego wzrostu. Jakby nagrać w zwolnionym tempie
        gryzące sie psy to można zauważyć, że prawie się nie szarpią, tylko
        skaczą po sobie i warczą.

        i szkody nie ma wielkiej dopoki ktorys z nich nie trafi kłem w
        newralgiczne miejsce. poza tym czesc psow atakuje od karku lub
        obalajac drugiego psa na ziemie i przytrzymujac go za gardlo.

        mam doga de bordeaux - jest zrownowazony, karny ale ma mocny
        dominujacy charakter i nie toleruje innych psow. znajac jego
        mozliwosci nigdy w zyciu nie zdecydowalabym sie na puszczenie smyczy
        luzem aby psy same sobie pokazaly kto jest lepszy.
        • baczek-1 Re: atak obcego psa 13.01.09, 18:50
          Ja miałam zwykłego kundla, 35 kg, z azylu zresztą. Rzucał sie na
          wszystkie psy w okolicy, więc chodził w kagańcu, przez co wiele razy
          dotkliwie został pogryziony. Chodziłam między psy, żeby go
          zresocjalizować, z miernym skutkiem. Osiągnęłam jedynie to, że nie
          rzucał się bez ostrzeżenia, tylko oglądał na mnie. Gdybym nie daj
          Boże ruszyła w jego kierunku, momentelnie by się rzucił, a tak
          spokojnie szedł za mną. Wielokrotnie obserwowałam zresztą takie
          zdarzenia, więc ta Pani z Twojej opowieści widać coś czytała na ten
          temat. Niestety, jak psy zaczną się gryźć jast już za późno bo nic
          nie słyszą i nie widzą. Wtedy skutkuje wiadro zimnej wody, ale kto
          chodzi na spacer z wiadrem.(choc można jak kto lubi) Dlatego należy
          próbować nie dopuścić do awantury, zainteresować psa czymś innym,
          (mój gonił za piłeczką) ale tak zaby sam podszedł, a nie iśc w jego
          kierunku. Jeżeli obaj właśćiciele zrobią tak samo, to psy spokojnie
          sie rozejdą. I z tym jest największy problem. Z przkonaniem
          człowieka, ze powinien spokojnie odejść. Bo to jest odruch. Każdy
          rzuca sie ratować swojego psa.
          • blue.berry Re: atak obcego psa 13.01.09, 20:05
            w mojej opowiesci psy sie nie gryzly. tylko dwa psy staly ok 2-3
            metrow odemnie i mojego psa i najezone szczekaly na nas. na prosbe o
            odwolanie psow pani zaczela biec w przeciwnym kierunku a psy
            kompletnie to olaly: ))

            moj pies wazy ponad 60 kilo. ma kly dlugsci ok 3 cm. chyba jednak
            nie moge sobie pozwolic na eksperymenty. szczegolnie ze on w takich
            sytuacjach uwaza za stosowne bronic rowniez mnie (jako osoby
            oszczekiwanej na rowni z nim).
            raz niestety przez moje niedopatrzenie doszlo do zwarcie mojego psa
            z terierem rosyjskim (opcja dwoch spokojnie spacerujacych luzem psow
            ktorych wlasciciele po ciemku nie zauwazyli sie nawzajem). nie bylo
            przebacz - psy poszly na klaty i totalne zwarcie. nawet zakladajac
            fakt ze chcialy sie tylko postraszyc - czasem zab trafi na cialo - u
            mojego psa w szyji byla dziura na glebokosc ok 3 cm. mysle ze gdyby
            wlasciciele w tym wypadku rozeszli sie spokojnie to psy moglby sie
            zagryzc.
            ja mam o tyle dobrze ze mam karnego psa i umiem go odwołac czy
            zastopowac. nauczony jest ze dotyk karku to sygnal akceptacji. bez
            dotyku nie ma akceptacji. ale czasem juz nie mam sily na odganianie
            innych psow czy czekanie az pojawi sie wlasciciel. ani na komentarze
            typu "a bo jakby pani pies mojego pogryzl, to moze moj by sie
            nauczyl zeby nie podchodzic". a jakby zabil?
            • baczek-1 Re: atak obcego psa 14.01.09, 10:14
              Powiem szczerze, że jestem w stanie Cię zrozumieć. Moje obecne psy
              generalnie sie nie gryzą, więc własciwie nie ma z tym kłopotu. Nie
              reaguja także na zaczepki, choć w pewnych okolicznościach potrafia
              pokazać zęby. Z poprzednim było inaczej, ale o tym już napisałam.
              Chodziłam i chodzę na spacery w miejsce gdzie spaceruje pół miasta.
              Wszystkie agresywne psy sa natychmiast eliminowane z zabawy i więcej
              sie nie pojawiają lub chodza w kagańcu. Oczywiście dochodzi miedzy
              stałymi bywalcami do awantur, ale właściciele podchodzą do tych
              spraw bardzo spokojnie. I ja tez podchodzę spokojnie. I denerwuje
              mnie, jak właściciel agresywnego psa w trybie nakazowo-rozdzielczym
              żąda natychmiastowego zabrania innego psa. Byłam kiedyś świadkiem,
              jak na Błoniach pojawiało się małzeństwo z owczarkiem niemieckim na
              smychy i w kagańcu. Co prawda szli opłotkami, niemniej jednak inne
              psy zauważyły i pobiegły w tamtą stronę. Właściciele wilczura
              zażądali natychmiastowego zabrania psów. I doszło do takiej
              pyskówki, że ci ludzie więcej się nie pojawili. Ja mogę tylko
              wspólczuć tym, którzy mają psy agresywne bo sama takiego miałam. Ale
              nawet wtedy starałam podchodzić sie do tego spokojnie, nie
              izolowałam psa, ale ubierałam mu kaganiec, żeby innych nie narażać
              na jego zęby. Wiele razy sam oberwał, ale mimo kagańca żaden pies
              nigdy nie zagryzł go na śmierć.
              • blue.berry Re: atak obcego psa 14.01.09, 10:41
                każdy właściciel ma prawo prosic aby zabrac innego psa od niego i
                jego psa. i kazdy wlasciciel zanim pusic swojego psa do psa obcego
                ma OBOWIAZEK zapytac o przyzwolenie. bo powodow aby jeden pies nie
                podchodził do drugiego moze byc wiele - np choroba, w przypadku suki
                cieczka, awersja do psow o konkrtenym wygladzie wynikajaca z
                niemilych przezyc i in. mnie osobiscie denerwuja wlasciciele psow
                ktorzy pozwalaja swoim psom podbiegac do obcych psow bez uprzedniego
                ustalenia tego z ich wlascicielem. zastanowilas sie jak czuli sie ci
                wlasciciele owczarka? przeciez pies, nawet bardzo agresywny ma prawo
                do spacerow. agresja nie zawsze wynika ze zlego wychowania - czesem
                ma podloze chorobowe - dlaczego jeszcze taki pies ma byc pozbawiony
                spacerow? bo inni wlasciciele psow nie sa w stanie tego zrozumiec? i
                jeszcze na dodatek maja pretensje ze ktos kaze im psa zabrac? nie
                dziwie sie ze ci Panstwo sie juz wiecej nie pojawili w tym miejscu.
                tez bym sie nie pojawila.
                nie rozumiem po prostu dlaczego tak ciezko jest uszanowac czyjasc
                prosbe o zabranie psa i dlaczego nie zastanowic sie choc chwile czy
                obcy pies i obcy czlowiek zyczy sobie aby nasz pies podchodzil do
                nich?
                na zakonczenie do poczytania wpis na blogu jednego z najlepszych
                polskich szkoleniowcow:
                zofia-mrzewinska.blog.onet.pl/2,ID312863190,index.html
                • baczek-1 Re: atak obcego psa 14.01.09, 19:52
                  Fajne. Nie wiedziałam, że p Mrzewińska ma taki blog. Ta historia, co
                  ja uprzednio opisałam zdarzyła sie w miejscu, gdzie większośc
                  mieszkańców wyprowadza psy. I nie ma tu miejsca dla psów agresywnych
                  i suk z cieczką. Niestety z psami agresywnymi trzeba spacerowac
                  gdzie indziej. Gdybym dzis miała agresywnego psa nie chodziłabym na
                  Błonia niestety. Dziś mi nie przeszkadza, gdy obcy pies zbliża sie
                  do mojego, byle nie była to ulica. Dlatego pewnie wydaje mi sie, że
                  każdy tak myśli. Z moich obserwacji wynika, że tych psów naprawde
                  agresywnych jest bardzo niewiele. Z reguły psy potrafią sie ze sobą
                  dogadać więc wpadanie w panikę w każdym przypadku gdy na horyzoncie
                  pojawia sie inny pies jest zupełnie moim zdaniem niepotrzebne. Mojej
                  wiary w to co mówie nie zaburzyła nawet następująca historia.
                  Parę lat temu z tym agresywnym psem pojechaliśmy nad morze. Szliśmy
                  przez las wśród domków campingowych, gdy nagle jak spod ziemi
                  pojawił sie rotwailerowaty pies i rzucił sie na naszego. Nie
                  mogliśmy ich rozdzielić tak się żarły. Skończyło się tym, że
                  rotwailer wydarł mojemu psu kawałek odbytu, tak że gruczoły wylazły
                  na wierzch. Ale myśmy temy psu nie pozwolili sie bronić. Trzymaliśmy
                  go kurczowo i ciągnęli za smycz żeby je rozdzielić. Co żeśmy
                  naszego odciągnęli to tamten się zbliżał. I nagle stał sie cud, po
                  prostu sie rozeszły. Do dziś nie wiem jak to sie stało, że tamten
                  wydarł mu tylko odbyt bo myślałam, że bedzie cały w szczępach. Na
                  szczęście nie miał kagańca. Podobnych historii przeżyłam kilka. Ten
                  pies dostarczał mi wyjątkowych atrakcji.
                  • blue.berry Re: atak obcego psa 14.01.09, 22:38
                    nie kazdy ma mozliwosc aby wywiezc psa agresywnego lub suke z
                    cieczka w odludne miejsce na spacer. czasem trzeba sie przejsc tam
                    gdzie akurat mozna. poza tym sa naprawde inne powody dla ktorym
                    niektorzy wlasciciele nie chca obecnosci innych psow. moj pies jest
                    po 3 operacjach (dysplazja i rekonstrukcje wiezadel). po kazdej
                    operacji byla wielomiesieczna rehabilitacja, ktorej jednym z zalozen
                    byl kompletny zakaz biegania i skakania. tylko jak to wytlumaczyc
                    mlodemu psu? psu ktory chce sie bawic? sredni to komfort jesli co
                    spacer musisz komus tlumaczyc ze: "nie, pieski nie beda sie razem
                    bawic, prosze zabrac psa, prosze aby pana pies nie skakal na mojego
                    psa" itd.
                    ja nie wpadam w panike na widok obcego psa na horyzoncie. zawsze
                    staralam sie i staram aby moj pies mial jak najwiecej psich
                    przyjaciol. ale jest to dorosly samiec o bardzo mocnym charakterze,
                    duzej masie i sporych mozliwosciach i pewnych rzeczy nie zmienie. np
                    tego ze nie cierpi labradorow (konkretnie tych biszkoptowych) bo
                    swojego czasu na osiedlu byl bardzo agresywny labek ktory sie na nas
                    pare razy rzucil. i tu historyjka. grupa znajacych sie psiarzy i ich
                    psow. psiaki szaleja razem na polance, suki i psy, rozne gabaryty.
                    pojawia sie obca pani z labem, lab oczywiscie luzem i z biegu ładuje
                    sie w bawiace sie stado. moj pies jest luzem wiec na widok
                    laba "startuje" do niego. na szczescie lab postanawia uciekac wiec
                    biegaja w kolo, ja stoje w miare spokojnie bo wiem ze moj nie ma
                    szans dogonic ale wiem tez ze jest cwany i sobie poradzi w inny
                    sposob. wiec po 3 czy 4 okrazeniu wchodze aby wylapac mojego na
                    smycz. na co pani mowi "alez prosze nie zabierac swojego pieska,
                    przeciez sie tak ladnie bawia". ladnie bawia? jej pies ucieka ze
                    strachem w oczach i podkulonym ogonem, moj pies z podniesiona kryza
                    go goni - nie widac w tym zabawy. i taka niestety jest wiekszosc
                    wlascicieli psow - nie znaja sygnalow psiego ciala, nie potrafia
                    ocenic sytuacji. moglam nic nie robic. moj pies by przecial kolo i
                    dopadł labka. prawdopodobnie by go przewrocil i stanal nad nim
                    trzymajac go za gardlo - krzywy by nie zrobil. pytanie tylko po co?
                    ja nie chce dopuszczac do takich sytuacji. wiec na widok okreslonych
                    psow reaguje w okreslony sposob. i wolalabym aby inni wlasciciele
                    najpierw uzgadniali mozliwosc kontaktu a dopiero pozniej puszczali
                    psy. ja tak robie. i ciesze sie kiedy spotykam ludzi ktorzy najpierw
                    pytaja a potem puszczaja swojego psa luzem. a jak widza ze ja na
                    widok ich psa biore swojego psa na smycz to robia to samo. bo
                    powodow dla ktorych to robie moze byc naprawde sporo i wcale nie
                    musze tego nikomu wyjasniac.
                    • baczek-1 Re: atak obcego psa 15.01.09, 20:06
                      Ty masz specyficzna sytuację. I to rozumiem. Rozumiem także, gdy
                      ktoś ma agresywnego psa charczącego na smyczy, że po prostu sie boi,
                      żeby pies drugiemu nie zrobił krzywdy. Moje psy do takich
                      charczących nie podchodzą. Ale niestety prawda jest taka, że pies na
                      smyczy jest zdecydowanie bardziej agresywny niz puszczony luzem.
                      Więc ja zawsze wolałam psu ubrac kaganiec i puścić go luzem niz
                      szarpać sie z nim na smyczy.
                      Na chodzenie na Błonia z psami agresywnymi i z cieczka nie ma, że
                      tak powiem, społecznego przyzwolenia. I myślę że jednostka powinna
                      sie podporządkować większości a nie odwrotnie. Trudno, żeby
                      właściciel suki w cieczce zmuszał 20-30 osób, które przyszły właśnie
                      w to miejsce, bo tu można psa wygonić, do brania psów na smycz.
                      Ja cieczki mam z głowy bo mam same kastraty( męskie i żeńskie)
    • ajlii Re: atak obcego psa 17.01.09, 18:53
      Ja mam psa średniej wielkości, za to świetnie przystosowanego do bójek (gruba skóra na której gną się igły, mocna szczęka, gruba pokrywa włosowa). Charakterek taki sobie, na wszelki wypadek bawi sie tylko z sukami.
      Wkurzają mnie ludzie z małymi psami, którzy puszczają je bezmyślnie. Przylatuje taki piesek, atakuje mojego... i co??? mam odciągać mojego psa, żeby tamtem go gryzł? bo mniejszy i mój, jesli by mu pozwolić, mógłby łatwo się z nim rozprawic??
      Raz zdarzało się, że dwa kundle napadły na mojego psa. Nie miał dużych szasn, pogryzły go. Wezwałam Staż Miejską, znaleźli babę i poszli się nią się rozmówić. Efektu nie dało, kilka dni później znów pieski bez smyczy. Drugi raz wezwałam. Od tamtej pory psy na smyczy chodzą.
      Inny przypadek - chłopak puszczał swojego psa, koszmarnie agresywnego kundla, choć mniejszego do mojego. Kiedy znów zaatakował mojego, nie odciagałam go, nie próbowałam rozdzielać. Trudno, wolę żeby mój pies pogryzł atakującego, niż sam był pogryziony. Przybiegł chłopak, i zamiast brać swojego psa, złapał za smycz mojego psa i zaczął szarpać. Dostał w mordę. Tak po prostu odruchowo go walnęłam. Pobluzgał, ale zabrał swojego psa. Od tej pory jak nas widzi, bierze swojego na smycz.
      Obawiam się że nie ma cywilizowanych metod na bezmyślnych właścieli psów. A cierpią na tym najbardziej psy :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka