ladydaisy Re: Ladydaisy, i'm waiting for your story ... 01.08.06, 20:02 historia nie moja, ale jak chcesz to proszę: dziewczyna z która rozmawiałam rodziła jakieś 2 tygodnie temu. Przyjęli ją do eskulapa juz po terminie, z myślą o wywołaniu. Nie było mowy wczesniej o cesarce, ale dzidzia nie miała zamiaru wychodzic, zero rozwarcia to jej dali oxytocynę na skurcze. Po jakimś czasie dostała skurczy takich silnych że miała je raz za razem. Wtedy dopiero okazało sie że wody odeszły ale szyjka jak nie rozwierała sie tak dalej nie zamierza (był tylko jakis centymetr rozwarcia i tyle). Męczyła sie z tymi skurczami 4 godziny i nic, wtedy podjeto dopiero decyzję o cc. No i tu najlepsze, jak wkłuc się ze znieczuleniem jeśli ona przy każdym skurczu sie cała kuliła, bo tak były silne, a przecież przy wkłuwaniu trzeba być choć chwilę w bezruchu....jakos się udało, ale znieczulenie działało tak sobie, mówiła że dosłownie czuła jak skórę jej rozciagają, jak wyciagają dziecko, bez bólu, ale dyskomfort niesamowity....2 tygodnie po a ona dalej obolała, brzuszek dalej spory, czyli tak jakby macica nie chciała się obkurczyć, pozatym rana po cięciu dalej sie jeszcze do końca nie wygoiła....ja to moze mało dramatycznmie opisałam, ale w ustach tej dziewczyny brzmiało to tak, że tym bardziej nabrałam obaw, jak to bedzie...ja na razie jestem zakwalifikowana do porodu SN ale zobaczymy jak pójdzie, bo mała na 3 tygodnie przed terminem juz waży 3600 a jak stuknie jej 4 kilo to na 100% bedzie cesarka..... Odpowiedz Link Zgłoś
luciii nie będę zakładac nju wątku, dopisze się tu: boszz 01.08.06, 20:10 ja jestem przerażona ostatnimi wieściami z eskulapa wiem, wiem, że takie rzeczy, to się wszędzie zdarzają, nie tylko u nich, ale nie wiem czemu, wydawało mi się, że u nich nie ma prawa dochodzić do takich sytuacji ;/ może za bardzo podkoloryzowywałam sobie klinikę, żeby móc zapomnieć o przykrościach, jakie spotkały mnie w pozostałych szpitalach :( ogólnie, to nie zmieniam zdania, urodzę w klinice, ale teraz przynajmniej wiem, że nie będę się nastawiać na poró cacy, jak z dynastii :P skoro przezyłam już jeden w nienajciekawszych warunkach i z debilną ekipą [na wyspiańskiego], to przeżyję i tu chyba nie jest aż tak źle! i tego się będę trzymała! za chiny nie puszczę! o! Odpowiedz Link Zgłoś
mysty Re: nie będę zakładac nju wątku, dopisze się tu: 01.08.06, 20:27 lucii, 'wiem, wiem, że takie rzeczy, to się wszędzie zdarzają, nie tylko u nich, ale nie wiem czemu, wydawało mi się, że u nich nie ma prawa dochodzić do takich sytuacji ;/' ale do jakich sytuacji ?! Matko, skąd ta panika ?! Odpowiedz Link Zgłoś
luciii no staram się nie panikować :P ale głośno myślę 01.08.06, 21:29 cóż, ja i tak zdam się na poród tam, taki czy inny cyrków robić nie będę, jak będzie tak przyjmę i kropa ;) ale tyle się superlatyw człek nasłuchał, że mimo woli wydawało się, iż TAM nie ma prawa być ŻADNYCH przykrzejszych historii, choć przecież wiele zależy nie tylko od zespołu i techniki, ale również od organizmu rodzącej i danej sytuacji akcji porodowej niby takie sprawy są wiadome, ale kurczę, takie sytuacje zapalają jakąś tajemniczą latarenkę w mózgu i wiercą dziurę :P i tak tam się nastawiłam i pozostanę chyba dobrej myśli [innego wyjścia nie widzę] ;D ps. nie chodzi o jakies karczemne przewinienia, bo chyba coś w tym rodzaju mogłas odebrać :P nie, nie ale wiesz, jak się czeka na poród, ma się swoje wyobrażenie, po naprawde potwornych przejściach [tu mój przypadek, dość tragiczny w skutkach, potem drugi, troszkę tez nieciekawy, z innych szpitali], to się kurczę włącza myślenie "wsteczne" i mało logiczne i nic na to nie poradzę, że mnie takie opowieści wybijają z rytmu, bo zwyczajnie się boję, bo tak bardzo chcę, żeby było ok bo się nastawiłam bo bo bo... Odpowiedz Link Zgłoś
mysty Re: Ladydaisy, i'm waiting for your story ... 01.08.06, 20:22 grazie :) powiem tak: istnieje dość spora różnica między cesarką planowaną a nieplanowaną. Tą pierwszą robi się na spokojnie. Druga często wynika z problemów wynikłych podczas porodu naturalnego i często dochodzi do nerwówki. 90% komplikacji związanych z cc wynika z przeprowadzenia cesarki na szybko. Znieczulenie blokuje ból ale nie odczuwanie - chyba każda kobieta, która miała zzo lub podpajęczynówkowe może to potwierdzić. Moja siostra mówiła, że to jakby ci ciągnęli za skórę - nie boli, ale czujesz. Gojenie się rany jest sprawą indywidualną. Moja siostra na ten przykład już w 4 dniu opiekowała się sama dzieciorkiem i nie skarżyła się na żadne bóle. Ladydaisy - będzie dobrze !!! Nie martw się na zapas :) pozdrufkaaaaaaaa Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy Re: Ladydaisy, i'm waiting for your story ... 01.08.06, 20:35 staram się nie panikować, ale paralizuje mnie lęk przed nieznanym a to pierwszy poród, tyle złego się nasłuchałam, a znając moje zezowate szczęście to .... wiem tylko jedno, chłopa to ja nigdzie nie puszczę, ma byc przy mnie i już i bronić ....jak coś by mi zrobili to on ich tam rozniesie na 4 strony.....a juz jak małej by się coś stało to szkoda gadać.....Eskulap by tego nie przetrwał!!! nawiazując do naszej miłej lakarki... "wszytko w rekach Boga" ...będzie dobrze, muszę, muszę, muszę w to wierzyć bo zwariuję! papatki Odpowiedz Link Zgłoś
magda_bb1 Ja to chyba jedyna tu chwalę sobie cc bez żadnego 01.08.06, 20:50 słowa na nie - oczywiście cc bylo planowane - nic nie czułam, trwało równe 40 min, potem trochę bolało przy pierwszym wstaniu z łózka i przez pierwszy tydzień dopóki Kawulok nie wyciągła "nici", rana zagoiła się super, nic nie boli, nie ciągnie, brzuszek powoli spada :-) przyznam że nie zamieniłabym się na sn pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy magda, DZIEKI BARDZO!!!! na taki wątek czekałam!!! 01.08.06, 20:54 wreszcie ktoś cos pozytywnego :-) od razu mi lepiej..... :DDDD Odpowiedz Link Zgłoś
magda_bb1 Myślę że pozytywne nastawienie to połowa sukcesu 01.08.06, 21:04 - Kawulok oczywiście mnie uswiadamiała że cc to zawsze forma operacji ale że tak samo po porodzie sn można się czuć baaardzo źle jak i po cc - ale NIGDY nie jest to z góry wiadome :-) ja wybrałam cc i cały czas myślałam o tym że będzie po prostu dobrze - i tak było :-) - byłam umówiona na poniedziałek, cc było ok 10 a ja we wtorek już chciałam iść do domu bo co tam robić w tym Eskulapie... :- ) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 22:17 które chcą rodzić w Esculapie. W innym wątku pisałam, że jak zawsze pod koniec ciąży też ogarniają mnie wątpliwości. U mnie to stan normalny i staram się uspokoić tym, co następuje (no niestety poza pozytywnymi doświadczeniami z przeszłości. Wiem, że mnie jest łatwiej mówić, bo mam te swoje pozytywne doświadczenia z przeszłości): - Witowski i Kawulokowa namawiają do zzo nie bez przyczyny. W końcu nie po to, by dla zabawy wkłuwać cewniki w kręgosłup i podawać leki. Zapewne w wielu przypadkach zwiększają sobie trochę komfort pracy, współpracy z pacjentką. Myślę, że jednak również robią to po to, aby kobiety mniej cierpiały podczas porodu i miały lepsze doświadczenia i wspomnienia, no i pewnie aby w ten sposób pozyskiwać nowe pacjentki i renomę. - wielokrotnie przewijał się wątek cc na tym forum. Że robi się je bardzo często, że nikt nie rodzi am sn, same wiecie. Myślę, że mimo przytoczonej w tym wątku opowieści a wcale się nie dziwię, że dziewczyna była mocno rozczarowana po tym, co przeczytałam w poście Ladydaisy i miała dość wszystkiego, a szczególnie E.), cztery godziny czekania to krótko w porównaniu z tym, ile możnaby czekać. Myślę, że tutaj cesarek dlatego jest tak dużo, że właśnie raczej się nie czeka, tylko robi się od razu, gdy coś jest nie tak. Bo oni chyba nie mogą sobie pozwolić na większe problemy. Możecie sobie wyobrazić, jaka woda polałaby się na medyczny młyn B-B, jeżeli leje się i bez tego. Dla nich mogłoby to oznaczać absolutny koniec. - Do Esculapa nie przychodzi się do porodu bez jednej kontrolnej wizyty (chyba to się nie zmieniło) i rozmowy z Witowskim. Myślę, że w jakimś sensie jest to element marketingowy, ale daje szansę potencjalnym pacjentkom i pacjentom uzyskać rozeznanie, jak tam jest i poznać przynajmniej jedną osobę - Witowskiego, który pojawia się przy większości zabiegów. - Nie przyjmują tam ciąż problematycznych, co też moim zdaniem świadczy o ekstraostrożności i świadomości własnych ograniczeń. Po to, aby w razie problemów nie narażać pacjentek na bardzo duży stres, a noworodków na przejazd do szpitala. i oczywiście, a może przede wszystkim, z uwagi na własne dobro ... - Nie da się zagwarantować, nawet przy samodzielnie dobranej ekipie, że wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami. Można zupełnie przypadkowo trafić cudownie, można wszystko przygotować od A do Zet, a i tak plan się nie sprawdzi. Reasumując, gdziekolwiek będziecie rodzić, bądźcie dobrej myśli. Przede wszystkim dla Waszych dzieci, potem dla siebie i tych najbliższych, którzy będą z Wami. Dodatkowo, w nawiązaniu do dzisiejszych dyskusji o "kliniczce w Wapienicy"... Jakie to przykre, że konkurencja, zamiast mobilizacji i działania, wywołuje gorycz i "słowne najazdy", a w szczególności wobec osób, którym może to nieźle napsuć krwi i zwiększyć "mękę wyboru". Szkoda, bo akurat dr M-H i położna, jeżeli chodzi o tę, o której myślę, zrobiły na mnie dwa lata temu dobre wrażenie. Szpital Wojewódzki ma warunki bytowe w wielu aspektach porównywalne z E. i potencjał, który mógłby sprawić, że kolejka rodzących stykałaby się z kolejką turystów chętnych do wjazdu na Szyndzielnię. Tutaj akturat wiele leży w rękach ludzi... ; - ]! Pozdrawiam! Powodzenia dla tych, co przede mną! - Odpowiedz Link Zgłoś
luciii Re: Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 22:49 weteranka13 napisała: > które chcą rodzić w Esculapie. > > W innym wątku pisałam, że jak zawsze pod koniec ciąży też ogarniają mnie > wątpliwości. U mnie to stan normalny i staram się uspokoić tym, co następuje > (no niestety poza pozytywnymi doświadczeniami z przeszłości. Wiem, że mnie jest > > łatwiej mówić, bo mam te swoje pozytywne doświadczenia z przeszłości): ......i bardzo dobrze, że masz dobre wspomnienia :)) > > - Witowski i Kawulokowa namawiają do zzo nie bez przyczyny. W końcu nie po to, > by dla zabawy wkłuwać cewniki w kręgosłup i podawać leki. Zapewne w wielu > przypadkach zwiększają sobie trochę komfort pracy, współpracy z pacjentką. > Myślę, że jednak również robią to po to, aby kobiety mniej cierpiały podczas > porodu i miały lepsze doświadczenia i wspomnienia, no i pewnie aby w ten sposób > > pozyskiwać nowe pacjentki i renomę. ......na pewno jest to podyktowane tym co wyżej / zgadzam się > > - wielokrotnie przewijał się wątek cc na tym forum. Że robi się je bardzo > często, że nikt nie rodzi am sn, same wiecie. Myślę, że mimo przytoczonej w tym > > wątku opowieści a wcale się nie dziwię, że dziewczyna była mocno rozczarowana > po tym, co przeczytałam w poście Ladydaisy i miała dość wszystkiego, a > szczególnie E.), cztery godziny czekania to krótko w porównaniu z tym, ile > możnaby czekać. Myślę, że tutaj cesarek dlatego jest tak dużo, że właśnie > raczej się nie czeka, tylko robi się od razu, gdy coś jest nie tak. Bo oni > chyba nie mogą sobie pozwolić na większe problemy. Możecie sobie wyobrazić, > jaka woda polałaby się na medyczny młyn B-B, jeżeli leje się i bez tego. Dla > nich mogłoby to oznaczać absolutny koniec. tysz prowda :P [ale mi np Gajewski zdecydowanie powiedział, że bez wskazań to oni na zyczenie pacjentki cc nie robią :P hehe] a ja słyszałam już wczesniej całkiem coś innego :P > > - Do Esculapa nie przychodzi się do porodu bez jednej kontrolnej wizyty (chyba > to się nie zmieniło) i rozmowy z Witowskim. ......ja się np obawiam, że nie zdążę pogadać z Witowskim i będzie klopsik kolejną wizytę u gina mam 9 sierpnia, a z W. jeszcze nic nie ustalone... a co by było, gdyby mnie przydusiło już? wiadomo, że raczej nie robili by problemów, jednak ja, jako osoba, która jest do przesady poukładana w działaniach czuję pewnien dyskomfort z tego powodu > Myślę, że w jakimś sensie jest to > element marketingowy, ale daje szansę potencjalnym pacjentkom i pacjentom > uzyskać rozeznanie, jak tam jest i poznać przynajmniej jedną osobę - > Witowskiego, który pojawia się przy większości zabiegów. ....odchodząc od tematu tak troszkę - ma facet werwę! naprawdę jestem pod wrażeniem > > - Nie przyjmują tam ciąż problematycznych, co też moim zdaniem świadczy o > ekstraostrożności i świadomości własnych ograniczeń. Po to, aby w razie > problemów nie narażać pacjentek na bardzo duży stres, a noworodków na przejazd > do szpitala. i oczywiście, a może przede wszystkim, z uwagi na własne dobro ... ....o tym zostałam bardzo grzecznie poinformowana już na samym początku, co uważam za bardzo dobre i zdrowe podejście do sprawy > > - Nie da się zagwarantować, nawet przy samodzielnie dobranej ekipie, że > wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami. Można zupełnie przypadkowo trafić > cudownie, można wszystko przygotować od A do Zet, a i tak plan się nie > sprawdzi. ...taaa... znam to :/ > > Reasumując, gdziekolwiek będziecie rodzić, bądźcie dobrej myśli. Przede > wszystkim dla Waszych dzieci, potem dla siebie i tych najbliższych, którzy będą > > z Wami. :) staram się, naprawdę, przyrzekam! ogólnie to ja dobrej myśli jestem, choć bywają chwile, że mi się komplikator włącza i zaczynam świrować [co na szczęście mi w miarę szybko przechodzi] po prostu lubię się postraszyć na zapas [żeby potem być zadowolona, że to było tylko tak, ze strachu :P] tak. jestem niepoprawną panikarą - ale udaje mi się to przezwyciężać :P > > Dodatkowo, w nawiązaniu do dzisiejszych dyskusji o "kliniczce w Wapienicy"... > Jakie to przykre, że konkurencja, zamiast mobilizacji i działania, wywołuje > gorycz i "słowne najazdy", a w szczególności wobec osób, którym może to nieźle > napsuć krwi i zwiększyć "mękę wyboru". Szkoda, bo akurat dr M-H i położna, > jeżeli chodzi o tę, o której myślę, zrobiły na mnie dwa lata temu dobre > wrażenie. Szpital Wojewódzki ma warunki bytowe w wielu aspektach porównywalne z > > E. i potencjał, który mógłby sprawić, że kolejka rodzących stykałaby się z > kolejką turystów chętnych do wjazdu na Szyndzielnię. Tutaj akturat wiele leży w > > rękach ludzi... ; - ]! ....mnie wojewódzki bardzo zalazł za skórę, w szczególności ludzie tam pracujący, a raczej "odbywający karę pracy" w tym miejscu ;D > > Pozdrawiam! Powodzenia dla tych, co przede mną! > > > - .... ja serdecznie dziękuję :) i obiecuję poprawę w krótkotrwałych moich histeriach na forum ;DDDDDD buźka :)* dzieki za tego posta! :) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 23:07 Hej! Och! Sama też już odczuwam jakiś rodzaj lęku i usiłuję sobie to sobie jakoś zracjonalizować, stąd taki "powiew" dydaktyczno-mentorski. A przy tym marudzę na forum, chociaż uważam, że mam najmniej podstaw ku temu... Ostatnio słyszałam negatywne uwagi o Esculapie (nie dotyczyły aspektów medycznych, tylko kolejek, niedotrzymywania godziny wizyty i obcesowości Witowskiego)i poczułam się nieswojo, że tak zachwalam i bronię tego miejsca, a przecież bywa różnie. Może nie powinnam, gdyż sama też mam zastrzeżenia.Ale wolę czegoś się trzymać! (i mimo wszystko mam nadzieję że nie jest to iluzja!) Na kiedy masz termin? Do Witowskiego można iść "z marszu", o ile oczywiście jest w gabinecie. Nie trzeba się specjalnie umawiać. Trzymaj się!!! Odpowiedz Link Zgłoś
luciii heh 01.08.06, 23:42 co do kolejek - ja się wcale nie dziwię, szczególnie po ostatnich cyrkach ze strajkami w szpitalach niedotrzymywanie godzin wizyt - no cóż, tam się rodzi i nie tylko, więc nie zawsze każdy jest "na zawołanie" [sama tego ostatnio doświadczyłam i przeżyłam, choć słyszałam głosy potwornych narzekań paru osób za mną] uważam, że w takim przypadku, gdzie lekarz jest "na miejscu" ważniejszą osobą staje się potrzebujący pacjent, w tym wypadku rodząca i ja mogę zaczekać lub przyjść w innym terminie i od tego się nie umiera :P nie widzę problemu ;) czy Witowski jest obscesowy? -nie poznałam go, oceniać nie zamierzam nawet po poznaniu, dlaczego? - bo najważniejszym jest jego fachowość, nikt nie każe mi się z nim umawiać na randkę, bym miała sobie zawracać głowę odbiorem jego zachowania [choć przyznam, że widziałam go już nie raz, widziałam jak rozmawia z ludźmi, jakie ma do nich podejście i jakoś nic złego nie wychwyciłam...] zawsze znajdą się jakieś zastrzeżenia, nigdy nie da się na 100% wszystkiego przewidzieć - szczególnie gdy zależy nam na zdrowiu naszych milusińskich :)) i drżymy jak osiki, choć powinnyśmy teraz właśnie zadbać o spokój :P termin mam dziwny [lekarze wymyslili sobie, że statystycznie uśredniając dni płodne powinnam rodzić pod koniec sierpnia], natomiast od samego początku z usg i z mojej wiedzy wynika zgoła cosik innego - połowa sierpnia :P no chyba, że sexiłam się w kilka innych dni i miałam zaćmienie umysłu :P hehe nie wykłócam się o datę z lekarzami, bo oni mają swoje podejście i tabulki, będzie co ma być, ale czuję po kościach, że połowa sierpnia będzie gorąca ;P ps. szkoda, że chodzimy do różnych ginów, bo z tego, co widzę , jestem jedyną osobą deptającą do Gajewskiego :) i nie mogę żadnej z Was poznac osobiście, a byłoby miło się zobaczyć i na żywca pogawędzić, niekoniecznie o klinice ;D a tak, to ja zawsze szwędam się po Eskulapie w innym terminie, niż wszystkie pozostałe kobitki :) a Ty jak czujesz? zbiera Cię już? jakieś sygnały, przesłanki, bóle? czy cisza i spokój? Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: heh 01.08.06, 23:54 Ludzie niestety mają różne podejście i narzekają, a ja czasem się nawet niespecjalnie dziwię. Też myślę, że wystarczyłby drobiazg - na przykład pani z recepcji podeszłaby do kolejkowiczów do jakiś czas i wyjaśniła sytuację. A notowania Esculapa skoczyłyby do góry! No ale zawsze łatwo jest krytykować... Jeżeli chodzi o mnie, czuję się nienajgorzej, biorąc pod uwagę obecny ciężar, fakt, że też nie jestem w stanie komfortowo zmieniać pozycji i drżę, że To już, a tyle rzeczy jest jeszcze do zrobienia, jak to zawsze. Siedzę więc po nocach. Ile lat ma Twoja córeczka? Gdzie mieści się "koniec świata", na którym mieszkasz? Ja zawsze mówię, że tutaj, gdzie ja mieszkam diabeł nie mówi "Dobranoc", bo w ogóle tutaj nie dociera! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
luciii z tą podchodzącą... 02.08.06, 00:20 to fakt, one rzadko się ruszają, choć zdarzyło mi się raz już, że podeszła [ta ciemnowłosa] i powiedziała co i jak :) no ale bywam tam sporadycznie, może biegają co chwilkę i tłumaczą, ale skoro porodów jest cała masa, to musieliby tam zatrudnić "biegaczki", żeby w rejestracji panie mogły spokojnie wykonywać nadane im czynności :P ale pewnie rzuciłoby ich zaangażowanie w sprawę inne światło na obsługę podczas oczekiwania na wizytę [no niestety nie każdy potrafi pojąć, że jak lekarz mówi, że biegnie na górę, bo jest potrzebny, to jest to priorytet] a ja jestem ciekawa, jakby np ci państwo, którzy tak wtedy najeżdżali na gina byli po tej drugiej stronie... a gin np olałby ich, bo przecież ma pacjentów umówionych już od dawna na godziny? hmm... szkoda, że nie przyszło mi wtedy do głowy zapytać tą marudzącą parkę o to :P co do krytyki - spotkałam się róz=wnież z zachowaniem poniżej pasa na miejscu od pani, która [do dziś nie wiem] po jaką cholerkę tam się przyszwędała... paniusia dresówa, nienajmłodsza, ale róż dawał po oczach, z koleżanką [obie bez brzuchów, siedząc specjalnie blisko gabinetu gina, ale chyba nie do niego były umówione na wizytę], głośno dywagowały na różne tematy, nagle schodząc na wątek ... uwaga! ... głupoty kobiet decydujących się na poród w klinice! jakie to nie ciągnie za sobą zagrożenia że w wojewódzkim to dr neonatolog jest świetna, a tu dzieci będą cierpieć że ta różowa dresiara, to u tamtej pani dr miała praktyki i ją zna i wie, że jest świetna i dalej kląć na Eskulapa... siedziałam sama obok i chcącc nie chcąc słyszałam bajdurzenie kobieciny i kiwałam głową z politowaniem [w myślach mając ją za totalną ignorantkę] w nosie miałam to co mówi, ale nie mogłam się nadziwić, jak można być takim pofyrtanym, by nie móc zamknąć dziuba choć na czas, póki nie będą same, albo wyjdą poza obszar kliniki wyobraź sobie, że paniusia zauważyła moje zniesmaczenie i bezczelnie zwróciła się do mnie "ale pani nie słucha? prawda?" nie będę opowidać dalej, tyle starczy wiem jedno, kobieta ta była jak dla mnie całkowicie niewychowana i tyle dno ludzkie, jesli chodzi o pomyślunek i takie osobniki zwyczajnie się "olewa" dobra wracając do nas: moja w listopadzie skończy 10 lat :D a ja mieszkam na trasie BB-Szczyrk :)) i nawiedzają mnie sarenki i bażanty miast dziobłów :P hihi Ciebie za to podziwiam, bo juz z dwójką dzieci musisz się nalatać nieźle, szczególnie teraz pod koniec i w te duchoty masz starsze czy młodsze brzdące? pomagają Ci już, czy raczej od brojenia są jeszcze ? :D to jest większa dziura niż ta moja? ;P ps. ja moją na co dzień nazywam "słodkim zadupiem", bo w porównaniu z miejscem mojego dzieciństwa, to miniaturka miejscowości :P urodziłam się i wychowałam w sercu Górnosląskiego Okręgu Przemysłowego w K- cach :P ale góry pokochałam od maleńkości i tylko tu byłam w stanie zapuścić korzenie jestem szczęśliwą wieśniarą i dobrze mi z tym :))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: z tą podchodzącą... 02.08.06, 00:47 Fajnie, że są jeszcze osoby z Twoim podejściem! Bo rzeczywiście byłoby uroczo, gdyby rodzącej ktoś powiedział, żeby sobie chwilkę poczekała, bo są przecież zapisani pacjenci na dole... Na nieszczęście bezskuteczne, ponadgodzinne czekanie przytrafiło się mojej znajomej, której z nabytym entuzjazmem poleciłam to miejsce. Jedna z pań neonatolog przyjeżdża do E. z Wojewódzkiego. Korzystałam wielokrotnie z jej pomocy dla moich chłopców. Uważam, że jest świetna i liczę na to, że może przyjdzie na odbiór techniczny nowego dzidziusia, bo ma częściej bywać w sierpniu w E. Z tej bardziej "stałej" pani doktor też byłam bardzo zadowolona poprzednim razem. Ludzie natomiast potrafią "przypiąć" się do wszystkiego i bez ogródek głosić to wszem i wobec. Będziesz miała miłą różnicę wieku... Moi chłopcy mają dwa i cztery lata. Starają się jak mogą, pomagają mi na miarę, a nawet ponad miarę swoich możliwości, aż sama się czasem dziwię. Mieszkam w Wapienicy, ale przy ulicy, o której nie słyszała większość taksówkarzy. Klimat sarnio-bażantowy z muchomorami na posesji. Też jestem z GOP-u. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
luciii hihi, to żeśmy se obie znalazły swoje miejsce na 02.08.06, 01:04 ziemi i to całkiem inne niż nasze hanysowo :)) ja nawet po kilku latach mieszkania tu uszyłam sobie strój góralski :) a co! jak imprezy, to się stórj zarzuca i leci jujkać :D hhi córcia 6 sierpnia będzie miała występ ze swoim zespołem Klimczok ze Szczyrku na estradzie w Skalitem :)) [będą też z okazji TKB tańczyć wraz z ekipą z Grecji jeden z ich tańców :D] także ona, to już wykapana góralka :) a może się zgadamy na szóstego? [o ile sił nam starczy? co Ty na to? choć ja już się bez bicia przyanć muszę, że ja słabizna straszna teraz jestem i to tak na włosku u mnie wisi] - ale zapytać chyba nie zawadzi .............. <jejku! jakie mam kłujące bóle w podbrzuszu!> chyba zaraz pójdę po nospę, bo umrę .............. masz chłopaków :) fajnie :) a wiesz, kto tym razem jest w poczekalni? :))) ja żaluję, że tak późno drugie, tu było masę różnych perypetii życiowych i ciężko zrzucić winę na konkretną przyczynę taaaakiej zwłoki [ale cieszę się, że w ogóle się udało, bo to już na cud zakrawa w moim przypadku :DDD] córcia wniebowzięta, bo już od kilku lat pisała listy do aniołka o rodzeństwo :)) hihi, Wapienica - to nie masz daleko, jak coś :P klinika w sumie "pod nosem" :D nie to co ja :PPPP a co do GOP-u ja mieszkałam 17 lat niedaleko Spodka na Koszutce :DDDD do Spodka, a raczej za chodziłam na kosza :DD ech, stare czasy :P :))) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: hihi, to żeśmy se obie znalazły swoje miejsce 02.08.06, 01:19 Miałabym ogromną ochotę się spotkać, tym bardziej przy takiej okazji. Bardzo lubię oglądać występy dzieci. Niestety, siedzę już sobie w kleszczach traumatycznej nadziei, że ten poród przebiegnie jeszcze bardziej ekspresowo niż poprzedni(a cały czas czuję, jakby miały mi odejść wody za sekundę, bo znam już to uczucie. Ach, ta wyobraźnia!!!). Poprzedni trwał w sumie około 2 godzin (ale z oxytocyną). Do kliniki jadę samochodem 10 minut i staram się już nie oddalać. Strasznie panikuję w tym zakresie, wiem! Ja mieszkałam w Gliwicach, całe życie, z małymi przerwami na dłuższy wyjazd za granicę i warszawski epizod (Brrrrr!!!!!).W B-B jestem od czterech lat, dopiero od niedawna zaczynam bardziej efektywnie przecinać pępowinę, która mnie więże z G i polubiłam wreszcie miejsce, do którego z euforią przyjeżdżałam i z którego radośnie wyjeżdżałam "do domu". Dobranoc! Chyba spróbuję pójść zasnąć, czego i Tobie życzę! Odpowiedz Link Zgłoś
luciii :D słodkich i spokojnych snów :)) a w takim razie 02.08.06, 01:21 na TKB to za rok już koniecznie jakieś nasze forumowe spotkanko trza się umówić :)) ja się też zbierać będę, bo jak nie, to nie zasnę tej nocy już w ogóle :P dobranoc :) Odpowiedz Link Zgłoś
mathka Re: z tą podchodzącą... 02.08.06, 01:16 Hej hej! A ja też w Wapienicy mieszkam (do jutra :>), w okolicach zapory. Nie wiem czy ulica Kaszyska Ci coś mówi - może widziałyśmy się kiedyś ?? :) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: z tą podchodzącą... 02.08.06, 01:23 Oj mówi... Szkoda, że mieszkasz tam tylko do jutra. Ja mieszkam na Smoczej. Często chodziłam na spacery do Zapory, najpierw z jednym wózkem i dwoma psami, charakterystycznym czarnym podpalanym jamnikiem i czarnym podpalanym gończym polskim. Potem z chłopczykiem, wózkiem i dwoma psami. Potem tylko z chłopcami. A teraz ostatnio rzadko, w ramach sportów ekstremalnych do karczmy pod Zaporą, lub na piwo do tzw. "Ryby". Widziałyśmy się kiedyś? Odpowiedz Link Zgłoś
mathka To jak wiedzę rzut beretem mieszkałyśmy 02.08.06, 10:24 od siebie ;) Szkoda, że nie poznałyśmy się wcześniej, mogłybyśmy pochodzić na spacery razem :) Myśmy chodziły same (tzn córa w wózku i mama jako zwierz popychający ;)) lub z tatą - to tzw niedzielne spacery (po których tata stwierdzał, że nigdzie już z nami nie pójdzie :> ) Niewykluczone, że widziałyśmy się kiedyś, przy czym byłby chyba problem z rozpoznaniem, biorąc pod uwagę tabuny ludzi, którzy spacerują tą trasą ostatnimi czasy (zwłaszcza wielkie mnóstestwo babeczek w ciąży ;)) Zawsze możemy umówić się kiedyś na grupowy spacer w tej okolicy, jak już wszystkie będziemy rozdwojone ;) Pozdrawiam Monika Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: To jak wiedzę rzut beretem mieszkałyśmy 02.08.06, 10:29 Tak, szkoda w takim razie, że się wyprowadzasz. Niech ci się dobrze mieszka, gdziekolwiek teraz zamieszkasz! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
mathka Re: To jak wiedzę rzut beretem mieszkałyśmy 02.08.06, 10:52 Dzięki :) Mam nadzieję, że będzie to w końcu miejsce, gdzie posiedzimy co najmniej kilka ładnych lat i odpoczniemy conieco ;) Jak na razie, to ja sobie poczekam na Wasze relacje z porodów w Esculapie :) Zwłaszcza, że chyba też się na nią zdecyduję. Obawiam się wprawdzie krótkiego pobytu, ale z drugiej strony jakbym miała siedzieć dłużej w szpitalu, to pewnie cała nieszczęśliwa i poryczana bym była ;) A z tego co miałam okazję przeczytać i usłyszeć, to do któregokolwiek pójdę szpitala, to wskazania do cc będę mogła sobie wsadzić i zakorkować (zresztą tak jak ostatnio). A na pewno nie pozwolę sobie na ryzyko z powodu czyichś poglądów ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mysty Re: Pozytywne znaki dla tych 01.08.06, 22:57 weteranka13 - święte słowa ! Nikt tam nie będzie czekał z ewentualną cesarką bo: - czekam, aż dasz babo łapówę - a co mnie obchodzi twój ból - nie ma anestezjologa bo był straszny wypadek i wszystkich zabrali do wypadku - cesarka jest fanaberią wyzwolonych kobiet - itp., itd. Dlatego właśnie zachciało mi się rodzić w Eskulapie. Bo tam gdzie jest właściciel, który dba o dobre imię swojej firmy (czyly po prostu o swoją kasę) tam nie ma olewactwa i najzwyczajniejszego s***twa (strasznie dzisiaj przeklinam :P) Koniec z paniką ! Wszystko będzie dobrze ! Trzymać się z uśmiechem :) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Do Mysty 01.08.06, 23:18 A przeklinaj w godnej sprawie ile się da!!!! Kiedyś doszłam do wniosku, że gdyby doszło do przekształceń własnościowych naszego rządu, to pewnie byłoby u nas nieporównywalnie lepiej. Niestety, najwięcej pozytywnych doświadczeń wyniosłam z miejsc całkowicie prywatnych, gdzie jest osoba, która wie, o co walczy, która musi się troszczyć o własne dobro i ma świadomość, że nic się nie bierze samo z siebie. Żal mi oczywiście tych wszystkich osób, których oczekiwania się nie sprawdziły, tych, które wyczekują w kolejce przed gabinetem, bo Kawulokowa jest przy porodzie i które są "niekompatybilne" z Witowskim. Łudzę sie jednak, że to wszystko mieści się w granicach "statstycznego błędu", jak i nasze obawy. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
ciri_77 Ja też chwalę sobie cc 01.08.06, 22:13 choć zrobioną w wojewódzkim. zabieg planowany, poród 5.54, wieczorem brałam prysznic, rana zagojona b. ładnie, nacięcie praktycznie niewidoczne. Brzuszek jeszcze jest ale niwielki, waga po 5 tygodniach wróciła do stanu przedciążowego. jedyny mankament to chwilowa niemożność ćwiczeń. Przed zabiegiem gdy brał mnie cykor, mąż kazał mi powtarzać "będzie dobrze bo musi tak być" i naprawdę po zwykłej operacji bardziej mnie bolało niż po cc. Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy ja tu spałam a wątek tak się rozrósł, że ho ho!!! 02.08.06, 09:26 lucii bardzo spodobało mi się twoje stwierdzenie: "....mnie wojewódzki bardzo zalazł za skórę, w szczególności ludzie tam pracujący, a raczej "odbywający karę pracy" w tym miejscu ;D" bardziej trafnie sie nie da.... widzę że tym co usłyszałam w wojewódzkim na temat kliniczki rozpetałam wczoraj na forum burzę, ale myślę że warto. Najważniejsze że wiemy jak sprawy się mają, bo jeszcze przed mozna sobie wyrobic jakieś zdanie. Jak zaczynałam się interesować forum (dopiero maj-bo wczesniej przez zapieprz w pracy po prostu nie miałam na to czasu ani sił) zaczęłam właśnie od studiowania opinii, a przez wątek załozony na forum CiP nawiazałam kontakt z gonią28bb która nie wiem czy wiecie też jest z Bielska i moderuje od jakiegoś czasu to forum. Opisała mi bardzo szczegółowo swoje spostrzeżenia z wojewódzkiego które potwierdziły to co słyszałam wczesniej. Rodziła synka w lutym 2006 czyli miała naprawdę na świeżo to wszystko. Tym co mi napisała skutecznie i ostatecznie wybiła mi wojewódzkiz głowy. Trafiłam tam na szkołę rodzenia tylko dlatego, że w wyspiańskim w lipcu nie było zajęć (tak mi poiedziano w czerwcu, a pozatym zajęcia są tam długo bo raz w tygodniu i nie4 zdążyłabym skończyć przed porodem...) ale dzieki temu poznałam atmosferę jaka panuje w środowisku położniczym w Bielsku. Nie jest ona najzdrowsza, nie da sie ukryć.... Co do spostrzeżeń nba temat marudzacych kobietek że w eskulapie długo trzeba czekać na wizyty....ja jak zaczęłam tam chodzić od marca to miałam naprawdę wielkiego fuksa, bo zawsze wiozyta była puynktualnie, góra jedna osoba oprócz mnie, tak że zawsze zdążałam załatwic to przez pójściem do pracy, dopiero teraz coś sie porobiło i trzeba poczekać, czasem nawet dość długo.... jednak podchodze do tego spokojnie, bo wyznaje zasadę, że teraz czekam ja, bo jakas dziewczyna rodzi, a kiedyś to ktos inny może czekać przezemnie, a wiadomo że lekarz nie zostawi rodzącej, bo jakiejs pani się spieszy.... większość dziewczyn które tam widuję są w wysokiej ciąży wiec sądzę, że już nie pracują, tylko mają już L4, jak ktos siedzi w domu i dojrzewa, to przecież jak raz w miesiącu poczeka nawet ta godzinkę to czy cos się stanie? Jak tam bywałm to panie z rejestracji przychodziły i mówiły co sie dzieje, że kogoś nie ma bo jest przy porodzie, zresztą nawet jak nie podejdą wystarczy zapytac to od razu wiemy na czym stoimy. Trzeba byc dobrej myśli, że podjęłysmy jedyną słuszną decyzje co do miejsca porodu...... Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 09:38 Hej! Jak zawsze! A jakże! Czy opis Wojewódzkiego, o którym piszesz jest na jakiejś stronie internetowej? A jeżeli tak, to mogłabyś podać link. Ciekawość bierze górę nad dobrymi manierami, chętnie usłyszę kolejną negatywną opinię o tym miejscu i utwierdzę się w przekonaniu. Brzydko, bardzo brzydko, wiem! : - ]! Odpowiedz Link Zgłoś
luciii weteranko :) wyspałaś się? :) 02.08.06, 09:50 bo mnie jeszcze się komplikator prysznicowy w nocy włączył, bo kłucie miałam niemiłosierne i bałam się, że może trza będzie jechać, więc przesiedziałąm pod natryskiem bitą godzinkę, a potem jeszcze się jakiś czas pomęczyłam próbując zasnąć :P hehe pozdrowionka :) Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: weteranko :) wyspałaś się? :) 02.08.06, 10:01 Oj nie za bardzo! Mam wrażenie, że ogranizm przysposabia się do potencjalnego braku snu. Najpierw było kilka wiadomych nocnych kursów. Potem, w okolicach 6:30 przeżyłam codzienną, fantastyczną inwazję chłopców do mojego łóżka. Teraz próbuję jakoś zacząć dzień, na razie niezbyt skutecznie. Pa! Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 09:57 wiesz tą opowieść w odcinkach gonia przesyłała mi na gazetowego maila, napisze do niej może najpierw czy zgodzi się żebym to posłała dalej, jak sie zgodzi to ci poślę. Nie chcę decydowac sama, rozumiesz....nie opisywała mi tego na forum, tylko przesyłała od razu na maila, więc zanim to wkleję muszę mieć jej "błogosławieństwo".... jak chcesz cos poczytac na ten temat, to ona wypełniała ankietę z akcji "rodzić po ludzku" i tam mozesz znalezc conieco z tej opowieści pod adresem www.rodzicpoludzku.pl/szukaj.php jest to wypowiedź małgorzaty z dnia 11.03.2006r. Jak się zgodzi poslę ci więcej informacji, albo od razu wkleję do postu tak żeby uniknąć potem kolejnych pytań. Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 10:03 Super, z góry dziękuję! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 21:58 cześć, weteranka, jak mozesz poczytac w poscie od Gonii mam błogosławieństwo co do zacytowania relacji z jej porodu w wojewódzkim,którą swego czasu posłała mi na maila, dlatego wklejam....relacja bedzie w dwóch kawałkach, tak jak ją dostałam w opryginale...sa tam fragmenty które nie dotyczą bezpośrednio porodu, ale tez tematu szkoły rodzenia, bo tak poznałam Gosię, zadałam na CiP pytznie gdzie do szkoły rodzenia w Bielsku, ona przeniosła co prawda temat na inne forum, ale odpisała na maila gazetowego i tak sie zaczęło, a o porodzie było potem....... Gonia, jak masz coś do dodania dopisz proszę :))) pozdrawiam i cz.I ..... "Dobrze, że już podjęłaś decyzje co do lekarza prowadzącego i do miejsca gdzie będziesz rodzić. Z Kliniką Eskulapa nie mam żadnych doświadczeń, ani też żadna z moich koleżanek. Ale dużo dobrego dobrego słyszałam o Wyspiańskim (nie o Wyzwolenia, tam już od dawna nie ma porodówki, chociaż ja się akurat tam urodziłam :-) ). Tyle, że obie koleżanki, które rodziły na Wyspiańskiego miały cc. Natomiast Wojewódzki... szkoda gadać. Taki nowoczesny szpital, ale z tym personelem to coś się nie postarali. Z Eskulapa to słyszałam o dr Niemcewiczu. Nie znam gościa osobiście, ale ponoć dobry specjaliste, może tylko nieco chumorzasty :-P Co do szkoły rodzenia przy Wojewódzkim to nie wiem dlaczego akurat tyle to kosztuje, ale moja przyjaciółka, która też chodziła i rodziła też w Wojewódzkim akurat tyle zapłaciła. I też jak tam byłam w poradni laktacyjnej to przyuważyłam gdzieś na ścianie taką kwotę za szkołę rodzenia. Ja jednak bez względu na koszt, polecałabym taki kurs, oczywiście niezależnie gdzie. Inna moja przyjaciółka chodziła właśnie na Wyspiańskiego i też się jej bardzo podobało. Jak już wcześniej napisałam, nie chodziłam do takiej szkoły ale widziałam jak wyglądają takie zajęcia. Taka szkoła przygotowuje przyszłych rodziców nie tylko do porodu, ale do gotowości podjęcia obowiązków nad nowonarodzonym maleństwem przez obojga rodziców. I w ogóle na takich zajęciach panuje fantastyczna, bardzo rodzinna atmosfera. Szczerze mówiąc tochę pożałowałam, że się nie zdecydowaliśmy. A mój poród? No, też nie poszło to to tak rewelacyjnie jak to sobie wymarzyłam. Do szpitala zgłosiłam dzień po terminie. Dyżur miała akurat moja pani doktor, która prowadziła moją ciążę. Wykonano zapis KTG - jakieś tam nieregularne skurcze przepowiadające były, ale na badaniu ginekologicznym... szyjka na palec rozwarta ale jeszcze wysoka :-( Cóż... ze spuszczoną głową wróciłam do domu. W domu po prostu wariowałam. Ja już strasznie chciałam rodzić!!! Na trzeci dzień po terminie znów pojechałam do szpitala na KTG. Wtedy też była moja położna, z którą byłam umówiona. Szyjka była nadal wysoka, ale zapis KTG wyglądał już dość niepokojąco. Dalsze przeciąganie ciąży zaczynało być już niebezpieczna dla dziecka. Zadecydowano więc, że zostaję, będę rodzić. Zadzwoniłam po męża. Kiedy przyjechał, ja już leżałam na łóżku porodowym z przebitym pęcherzem. Pierwszą fazę porodu przechodziłam po sali, poleżałam w wannie, było spokojnie. Później dostałam oksytocynę i dolargan. Z dolarganem czułam dość mocno skurcze, ale generalnie było dość spokojnie. Później dostała antidotum i wtedy zaczęło się prawdziwe rodzenie! Parłam mocno - tak twierdziła położna, chociaż czasem nie robiłam tego tak jak to powinno być, no cóż - brak przygotowania teoretycznego :-P Ale Kubuś i tak miał duże kłopoty, żeby ze mnie wyjść. Lekarka (straszna zołza) przyciągnęła ku sobie wózek z różnymi klinigantami, a ja już wiedziałam co bedzie dalej. Krzyczałam, że nie chcę, nie chcę być nacięta, że się boję! Ta zołaza zapytała się mnie czego się boję. Odpowiedziałam, że boję się, że będę miała później odrętwiałe krocze. Ona mi na to, że była ciąta 4 razy i nie ma odrętwiałego krocza (Jezu, współczuję tej babie mieć tak oszpecone krocze :-PP), a i że tak w ogóle to ten internet mi poprzewracał w głowie. Położna jej tylko wtórowała. Chlasnęła mnie. Wyszedł ze mnie Kubuś. 24 lutego 2006 godzina 3.10. Na chwilę mi go położyli na brzuch. Przypięli opaskę na mój nadgarstek. Potem zabrali dziecko wykonano wszelkie niezbędne zabiegi. przynieśli go dopiero gdy byłam już w sali poporodowej. W tym czasie szycie krocza i łyżeczkowanie macicy, bo łóżysko nie wyszło w całości. Dalszy ciąg męki. Jednak byłam już tak wymęczona bólem, że było mi wszystko jedno... Kiedy znalazłam się na sali poporodowej byłam chyba najszczęśliwszą osobą na ziemi: było po wszystkim. I... zaczęło się nowe. Ale to już materiał na następnego maila, bo się strasznie rozpisałam. Napiszę jutro. ".... c.d.n. :) Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy c.d. - chyba że Gosia chcesz coś dodać??? 02.08.06, 22:06 ...."Obiecałam napisać ciąg dalszy mojej historii, więc napiszę. Ale absolutnie nie przerażaj się! Kiedy ja jeszcze byłam w ciąży też tak miałam. Oglądałam na TVN Style "Klub Młodej Mamy - Narodziny", pokazywane były filmy z porodów Amerykanek... i też płakałam. Nie wiem czemu. Raczej nie ze strachu. Może ze wzruszenia, na samą myśl o tym co mnie czeka. Co będzie, to będzie. Porodu nie da się wyreżyserować. Trzeba się nastawić pozytywnie. Wiem, że to co teraz powiem będzie okrutne, ale czy tak właśnie nie jest? Czyż nie jest tak, że każda ciężarna musi urodzić? Nie ma innego wyjścia! Tyle możemy zrobić, aby ten wzniosły akt narodzin przebiegał w jak najbardziej godnych, ludzkich warunkach. Ja chyba trochę to zaniedbałam i pozwoliłam biec wydarzeniom własnym torem. Trochę żałuję, że nie postawiłam na swoim i nie uparłam się, żeby rodzić na Wyspiańskiego - początkowo tak chciałam. Wszystko zależało od ludzi. Ciążę prowadziła dr Irena Ozimina. Ale to jeszcze nie miało takiego znaczenia. Mąż w sumie uparł się, żeby załatwić położną do własnej dyspozycji na czas porodu. Popytał u znajomych - padło na panią Beatę Pyjur ze szpitala Wojewódzkiego. A i w sumie moja rodzinka też się trochę uparła na "załatwianie" położnej i nas trochę podsponsorowali. Z lekarki nawet byłam zadowolona. Wprawdzie nawet jak się do niej umówiłam na wizytę na konkretną godzinę, to i tak musiałam czekać, bo miała poślizg, ale nie stanowiło to dla mnie jakiegoś kłopotu. Pani doktor jest osobą miłą, kulturalną i jest - tak uważam - dobrym fachowcem. Wizyta u niej kosztuje 60 zł (w niektórych gabinetach kasują 100 zł) i ma w gabinecie ultrasonograf. Mogliśmy więc oglądać nasze maleństwo i jak się rozwija na każdej wizycie. Poza tym byłam też u niej na wizycie po porodzie. Ta wizyta bardzo mi pomogła również w sferze mojej psychiki. Chodziło o karmienie piersią, ale o tym za chwilę. A po porodzie mój pobyt w szpitalu Wojewódzkim... W sumie podobne wrażenia miałam jak Twoja koleżanka. Chociaż cesarki nie miałam, ale też... zanim się kogoś doprosiłam... Ehhhh! Najwięcej kłopotów przysparzało mi karmienie piersią. No bo przecież jak karmić to tylko piersią, bo przecież właśnie po to wprowadzono ten nowoczesny system rooming-in. W sumie idea i założenia tego systemu są jak najbardziej pozytywne i wzniosłe, tego się nie czepiam. Ale na litość Boską, jak ktoś potrzebuje pomocy, to nie zostawia się na go na żywioł - chociaż hormony i laktacja są żywiołem. No więc, zaraz po porodzie moja położna przystawiła mi dziecko do piersi i mały nawet całkiem dobrze ssał. Po chwili jednak przyszła pielęgniarka z oddziału noworodków i zabrała mi dziecko, bo musi się wygrzać pod lampą. A to dlatego, że jak to określiła maluch był "z zielonych wód" i w związku z tym od razu po urodzeniu musiał być wymyty w czystej wodzie. No dobra. Moja położna w sumie też nie miała nic do gadania. W końcu wszyscy poszli, a ja zostałam sama. Dziecko mi przynieśli coś po godzinie. Mały spał sobie w najlepsze. Stwierdziłam, to niech sobie śpi. W końcu rano zaczął mi coś kwękać i marudzić - doszłam do wniosku, że chyba głodny. Bidok się urodził i jeszcze prawie nic nie jadł. Ile taki maluszek może wytrzymać bez jedzenia??? No to kuszulka w górę, no i lu! Tyle się już naczytałam jak to się robi, nic prostrzego! A położna przecież jak mi go przystawiła zaraz po porodzie to ssał dobrze. Więc pełna zapału i nadziei zabrałam się do tego ochoczo. Hmmm... minęło chyba z pół godziny karkołomnych kombinacji... i nic! Kubek w końcu zasnął z pustym brzuchem. Za chwilę jednak znowu się obudził i doszłam do wniosku, że tak być nie może. Zadzwoniłam po pielęgniarkę, żeby mi pomogła i pokazała wreszcie jak TO się robi. Po drugiej stronie kabla usłyszałam, że o 7 rano będzie obchód i żebym zaczekała i wtedy mi pomogą. Aha, więc to takie zwyczaje panują w tym szpitalu. Obchód był, przyszli lekarze, cała zgraja :-P obejrzeli mnie i poszli dalej. A dzieciak dalej głodny :-( Po jakimś czasie przyszła pielęgniarka, rozpakowała go, umyła i powiedziała mi tylko tyle: on zrobił kupkę, musi go pani przewijać. Byłam tym tak przejęta, że nawet nie wiedziałam kiedy zrobił tą kupkę, że zapomniałam ją poprosić, żeby mi pomogła przy karmieniu. Oj... długo by jeszcze pisać jakie to przepychanki były, w każdym bądź razie takie "hurtowe" działanie pielęgniarek oddziału noworodkowego w szpitalu Wojewódzkim doprowadziło do tego, że start w karmieniu piersią należał do nieudanych i niestety nie pozostało to beż wpływu na dalszy ciąg życia. W domu było tylko gorzej. Pokarm odciągałam laktatorem i podawałam z butelki. Cyrk na kółkach z każdorazowym myciem i wyparzaniem laktatoraChodziłam do poradni laktacyjnej, trwały mozolne próby nakarmienia dziecka piersią, w końcu jednak miałam tego dość. Poddałam się. Ten koszmar trwał sześć tygodni. To była dla mnie bardzo ciężka decyzja i podjęłam ją z wielkim bólem serca. Ale udało mi się porozmawiać z osobą, która mnie tak naprawdę rozumiała. To była pani doktor Ozimina. Po tej rozmowie bez obciachów zaczęłam małemu podawać butlę z bebilonem, a rozechwianą tymi wszystkimi kombinacjami alpejskimi laktację udało mi się bez trudu wyhamować. Wiesz... przypuszczam, że Ty podobnie jak ja jesteś teraz w ciąży i żyjesz w przeświadczeniu, że będziesz karmić piersią. Ja też tak żyłam. Nie mam zamiaru tutaj opowiadać i przekonywać Cię teraz, że pierś jest "be", a butelka "cacy" czy też na odwrót. Osobiście uważam, że karmienie piersią to jest coś pięknego i ma tyle zalet, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Chcę tylko napisać, że gdybyś miała jakiekolwiek kłopoty z tym karmieniem, nie martw się i nie zadręczaj. Nie jest prawdą, że wszystkie inne kobiety karmią tak bezproblemowo jak to obserwujemy i jak to wynika z poradników. Bardzo długo czułam się "gorszą matką", bo nie umiałam nakarmić dziecka piersią. Taki kompleks, o którym jednak powoli zapominam. Ehhh! I znowu się straszliwie rozpisałam. Mam nadzieję, że nie zanudzam, zwłaszcza z tym karmieniem piersią. Strasznie roztrząsam ten mój problem gdzie się da. Przez te sześć tygodni, to nic tylko terroryzowałam tym cyckiem moje dziecko i wszystkich dookoła :-PP Niemniej jednak czasem wkurza mnie to, że zamiast od razu dziecku podać cyca, muszę iść do kuchni i przygotować mieszankę. A mały płacze, bo głodny.".......... the end..... Odpowiedz Link Zgłoś
weteranka13 Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 22:08 Raz jeszcze bardzo dziękuję. Takie wątki są mi teraz potrzebne, zwłaszcza, że "siwy dym" się zagęszcza. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gonia28b Re: Pytanie do ladydaisy2 02.08.06, 22:09 To jest opis samego porodu, więc dodam tylko tyle, że nie mam nic do dodania ;-)) A ten ból... o nim już dawno zapomniałam :-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy i tak musi być...inaczej ród ludzki by wyginął :-) 02.08.06, 22:27 bo żadna kobieta by się drugi raz w to nie dała wpakować jakby tylko przypomniała sobie jak to było :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
luciii :DD 02.08.06, 09:46 słuszną, słuszną, nie inaczej :P dziś już mi duuużo lepiej i postawiłam sobie za cel nie przejmowac się tym, co się czyta i pisze o E. nie będę na końcówce się wykańczać, bo szkoda mi szkutka [też się bidulek przeze mnie męczy] wczoraj troszkę ten stres dał mi do myślenia i wyciągnęłam swoje wnioski :) niech się dzieje co chce! jestem gotowa! co by nie było - będzie dobrze, bo nie może być inaczej co się ze mna bedzie działo, zupełnie nieistotne, byleby szuket był caly i zdrowy :)) resztę dzielnie zniosę, dla niego i córci - bo to oni są najważniejsi w tym wszystkim :D bylebym tylko nie rodziła 24 sierpnia! :P [urodziny mojej znienawidzonej świekry/jak ktoś woli teściowej] to by był cios poniżej pasa :P hehe ps. gonia jest z bielska? hehe, no proszę :P szkoda, że jej tu nie widać pozdrowionka już nieco późno poranne :) Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy Re: :DD 02.08.06, 10:00 no rzadko zagląda, bo chyba cały czas pochłania jej synek i CiP ale zaglada, bo parę razy ją tu widziałam jak odpisywała na posty.... Odpowiedz Link Zgłoś
gonia28b Re: :DD 02.08.06, 18:27 luciii napisała: > ps. gonia jest z bielska? hehe, no proszę :P > szkoda, że jej tu nie widać > A, no bo oprócz mojego Synka Kubusia - huncwota jednego, taki absorbujący... nawsadzałam sobie tyle tych forów ulubionych, że ciężko mi je wszystkie obskoczyć :PP To, że mam taką rozbudowaną wizytówkę, nie koniecznie musi świadczyć o tym, że ja z Wa-wy lub też innej pełnej snobów metropolii :PPPP <głupi żart, wiem> Ja tu z Bielska, z gór Beskidów dzioucha jest i na CiP-ach rzondze ;-)))) PS. Przynajmniej dwie osoby z tego forum mogą potwierdzić... gdzie mieszkam ;-)) Nasza znajomość toczy się również na płaszczyźnie realnej :-) Odpowiedz Link Zgłoś
luciii :DD to mi miło poznać :) 02.08.06, 18:50 też bym się porzoundziua, ale ja to zamach mam za duży i niewiele pozostałoby do przewertowania na kilku forach ;DDDD tam też czasem bywam [na CiPie], choć przyznam, że mało odporna jestem na widoczne tam braki myśleniowe co poniektórych, więc ogólnie staram się naprawdę szerokim łukiem omijać, by mnie nie korciło swoje trzy grosze wsadzić tu i ówdzie /choć się zdarza, że to silniejsze ode mnie/ :P nawet raz na oślej łączce wylądowałam, ale to stare czasy, hehe /jak jeszcze mordowały mnie hormony pierwszego trymestru i dość zacięcie mną dyrygowały/ ;DDDD fajnie, że nas coraz więcej :)) buźka dla Kubuśka :)* Odpowiedz Link Zgłoś
ciri_77 człowiek idzie zająć sie obowiązkami rodzicielskim 02.08.06, 11:31 a tu takie dyskusje ;) przede wszystkim widać że więcej bielszczanek "uratowanych ze śląska" jak mawia mój mąż - ja mieszkam tu od roku i bardzo sobie chwale, zmieniłam sosnowieckie blokowisko na cichą wieś i uważam się za szczęściarę. Dziewczyny super pomysł forumowego spotkania, tylko się spokojnie porozdwajajcie i umówimy się z wózkami na wielki spacerek - strasznie bym chciał poznać was osobiście :DD Odpowiedz Link Zgłoś
ladydaisy ja jestem za!!! 02.08.06, 11:38 zeby siuę spotkać z wami z wózkiem musze jeszcze tylko się rozdwoić, bo w dwupaku ciężko mi się chodzi :-) Odpowiedz Link Zgłoś
luciii :DDD hehehe, kolejna :) 02.08.06, 11:40 :)) hihihi tylko nie mów, żeś z Syberki :P sorki za pytanie, bo może już gdzieś pisałaś, a ja albo mam mega ciążową sklerozę, albo przeoczyłam, a nie mogę się dosznupać w postach, mieszkasz na wsi, jak piszesz [gdzieś bliżej Szczyrku czy dalej?] Odpowiedz Link Zgłoś
ciri_77 Re: :DDD hehehe, kolejna :) 02.08.06, 14:57 Mieszkam na wsi ale zdrugiej strony Bielska - tzn bliżej Czechowic, a w okolice Szczyrku jeżdże czasem do znajomych (Łodygowice) Ps a Syberka to prosze Pani jest w Bedzinie, a jażem ze Sosnowca (zdradze jedną forumową tajemnicę, Malflu także, nawet mieszkała na moim osiedlu) Odpowiedz Link Zgłoś
luciii Re: :DDD hehehe, kolejna :) 02.08.06, 15:01 a to sorki z tą Syberką <purpura na twarzy> gdzie ta dziura w ziemi?? ;P faktycznie, to się mi pokićkało, wybacz :) Odpowiedz Link Zgłoś