bmc3i
06.01.11, 00:32
Czytam wlasnie wspomnienia Karla Dönitza, książkę 10 lat i 20 dni, w ktorej opisuje niemiecką wojnę podwodną w 2wś, tak jak widział ją on i jego sztab. Niezmiernie ciekawa rzecz.
Chcialbym tu jednak napisać o jednej sprawie. Generalnie przyczyn niemieckiej kleski w wojnie podwodnej Dönitz upatruje w 3 rzeczach:
* brak okretów podwodnych - zamiast nawodnych z morzliwoscia nurkowania, ktorymi dysponowal
* zbyt malej liczbie okretów
* braku własnego lotnictwa marynarki.
Były admirał twierdzi, że brak wlasnego lotnictwa - nie przydzielonego łaskawie przez Hitlera przy sprzeciwie Göringa - w praktyce uniemozliwił niemieckim okretom podwodnym wykrywanie alianckich konwojów. Jesli jakis wykryły, to dzialo sie to przypadkiem, bo jakis konwój "najechał" na ktoregos z jego U-bootów, i albo udalo sie temu ostatniemu wezwac inne okrety albo nie. Klu jest takie, ze wprawdzie Dönitz wydebil od Hitlera przekazanie jednej kilkusamolotowej jednostki do prowadznia dzialan rozpoznawczych na rzecz niemeickich okretow, jednakze te kilka maszyn wciaz byly podporzadkowane Luftwaffe Göringa, a nie flocie, i jako takie były kompletnie mogly prowadzic skutecznych dzialan nad morzem. Zdaniem Dönitza, marynarka wojenna aby byla skuteczna, MUSI dysponowac wlasnym lotnictwem (w jego wypadku rozpoznawczym zwlaszcza), a nie polegac na maszynach podległych dowodzwu normalnych wojsk lotniczych, bo te raz ze maja podczas wojny inne zadania do wykonania, po drugie natomiast nie szkola sie z flotą w trakcie pokoju, co wpowoduje ze w trakcie wojny nie potrafią z nią wspoldzialać.
Caly ten post poswiecam tym kolegom, ktorzy twierdzą na tym forum, ze lotnictwo morskie nie jest potrzebne polskiej marynarce wojennej, a w razie wojny Polska może korzystac nad morzem z tych 48 F-16 ktorymi dysponuja poslkie sily powietrzne.