windows3.1
02.05.03, 21:03
W jednym z poniższych wątków dyskutowana była miażdżąca krytyka armii
polskiej w kampanii wrześniowej. Byłem jednym z tych, którzy odrzucali tą
krytykę (zresztą innych zdaje się nie było).
Ale... zacząłem się zastanawiać. I doszedłem do wniosku, że postawa WP w
stosunku do Sowietów nie zasługuje na te wszystkie górnolotne określenia,
których używa się wobec wojsk walczących z Niemcami. Co więcej, niekiedy
cisną się na usta zupełnie inne słowa...
Jak na kadrę albo mającą w pamięci doświadczenia z wojny bolszewickiej 1920
r, albo już wychowaną w kulcie niepodległej Rzeczpospolitej i pogardzie dla
sowieckiego bolszewizmu, postawa wyższego i średniego dowództwa WP wydaje mi
się bardzo nieciekawa. Niezdecydowanie, defetyzm, brak woli walki,
dezorientacja, dezorganizacja, unikanie odpowiedzialności, bierność, a
niekiedy wręcz nieodpowiedzialność, panikarstwo i tchórzostwo – oto nastroje
dominujące. Postawa taka jak Kleeberga, Orlika czy Przeździeckiego nie była
może wyjątkowa, ale na pewno nie była też popularna.
Oczywiście znam kontrargumenty. To tak, jakby się przegrywało w piłkę
0:4 z Brazylią, a w 85 minucie dwaj nasi najlepsi zawodnicy dostali jeszcze
od stronniczego sędziego czerwone kartki. Ale mi nie chodzi o to, że
generałowie się poddawali, że dowódcy rozwiązywali jednostki, że komendantury
rozformowywały garnizony. Mi nie chodzi o to, że dowódcy nie prowadzili
swoich ludzi na rzeź z okrzykiem „niech żyje Polska!”. Mi nie chodzi o to, że
generałowie nie walczyli do ostatniego żołnierza na ruinach dymiacych miast.
Mi nie chodzi o to, że Polacy nie bronili się jak Rosjanie w Stalingradzie
czy Niemcy we Wrocławiu. Mi chodzi o to, że nie podejmowano nawet prób walki
w okolicznościach, gdy sytuacja nie wydawała się beznadziejna, mi chodzi o
to, że wojsko zaczęło po prostu rozkładać się w oczach. Ja nie mówię nawet o
podejmowaniu walki. Często nie podejmowano nawet żadnych zorganizowanych
działań, jak choćby próby ewakuacji czy przegrupowania... Naturalnie, co tu
robić często nie mając nawet 24 godzin na organizację obrony. Ja rozumiem.
Ale pomijając indywidualne przypadki, ja mówię o statystyce. A statystyka
jest taka: na wschodzie, nie związanych walką z Niemcami, było ponad ćwierć
miliona polskich żołnierzy. Tych ćwierć miliona ludzi zadało wkraczającej
Armii Czerwonej (tej z „karabinami na sznurkach” i „workami na plecach”)
straty w wysokości... 2 tysięcy ludzi.