poporodzie
07.07.12, 11:30
Moje nieustanne powracanie do porodu myślami skłoniło mnie do otwarcia tgo wątku. Chciałabym zapytać co było nie tak w tym porodzie, że mialo takie fatalne skutki dla mnie samej i dziecka. Dziecko przez długi czas po, miało wzmożone napięcie mięśniowe. Mnie po nocach śniło się nacięcie krocza. Później do tego dołożył się uszczerbek na zdrowiu jakim jest obnizenie ściany pochwy i pęcherza.
Ale od początku. Ponowię opis, który zamieściłam w innym wątku.. Moje wrażenia i opis tego co przeżyłam.
Wytrzymałam nieprzyjemne badanie lekarza ginekologa na początku, przy przyjęciu do szpitala, który stwierdził, że mam 8 centymetrów rozwarcia. Po wyjęciu jego dłoni zaczęłam dosyć krwawić, czym byłam zaniepokojona. Wcześniej nie miałam takich objawów. Nadal miałam pęchrz płodowy. Powiedział, że na 8 cm mozna krwawić. Ale pomyślałam, że wskutek przeciskania dziecka owszem, ale nie badania...?! Proszę o komentarz. Czy to może mieć związek z nadżerką, którą mam teraz?
Nie zniechęciłam się. Mimo, że poród długo nie postępował, do urodzenia minęło jeszcz 5 godzin. Byłam spokojna i nie szczędziłam sił - kucałam, żeby moj dziecko mogło przyjść na świat. Dobrze oddychałam, nie było potrzeby KTG. Byłam strasznie szczęśliwa, że rodzę, czuję skurcze, oddycham, jest ze mną mąż.
Niestety sama końcówka była trudna.
Miałam odrętwienie emocjonalne po porodzie, mimo, że trzymałam w swoich rękach dziecko, chyba na skutek szoku bólowego, jakiego doznałam po nacięciu krocza (sam poród był wymagający, ale znośny i tzw. koronacja też). Podano oksytocynę w III fazie, aby przyspieszyć cały proces, bo jeszcze w fazie przed pojawieniem się główki, na skutek parcia zaczęłam krwawić dosyć obficie. Położna wiedziała, że chce rodzić naturalnie, więc powstrzymała lekarza, który chciał interweniować w wydostanie się dziecka. Zostałam nacięta i jednym mocnym pchnięciem z przyjemnością już wtedy urodziłam dziecko. Ale sam moment nacięcia był koszmarem - z bólu złączyłam nogi i dwie osoby musiały mi przytrzymać uda abym nie zrobiła krzywdy dziecku... Rodem z horroru - po tylu godzinach mojego rodzenia - bez znieczuleń, z mężem - wymarzonego porodu końcówka była właśnie taka...
Mam pytanie do Pani Kasi o właśnie ta końcówkę porodu, aby się nie powtórzyła przy kolejnym dziecku (myślałam o szkole rodznia, ale to chyba żadkie przy drugim dziecku), co mogło być powodem, że dziecko utknęło w moim kanale rodnym i nie mogło się urodzić pomimo mojego pełnego rozwarcia i ciągłego kucania do siadu na skurczu - przez blisko 5 godzin (niestety nie miałam piłki więc odpoczywałam na krześle pochylona do przodu i wsparta na rękach) od 8 centymetra kiedy trafiłam do szpitala. Po jakiś 3 godzinach miałam 10 cm - cały czas czułam bardzo mocne skurcze, tak częste, że nie mogłam odpocząć dłużej niż trwał sam skurcz, albo podobnie długie i właściwie tylko ból w dolnym odcinku kręgosłupa (mąż najpierw przykładał termofor, potem już tylko ręce, wypalał mi dziurę, a ja wołałam żeby mocniej;). Nie czułam skurczy partych - przez moment coś się pojawiło - 1,2 skurcze, ale nie było przy mnie położnej, a ja się bałam parcia. Potem chyba z mojego zmęczenia (bylam wyczerpana, miałam drgawki, wszystkie mięśnie mi latały) skurcze zaczęły ustawać, bo przyjęłam pozycję na boku i chciałam chwilę odpocząć, a przy skurczu z uniesioną pupą wsparłam się na rękach. W tej pozycji bylo mi dobrze i już tak nie bolało. Odpoczywałam.
Nie minęło 5 minut, jak przyszła położna i powiedziała, że to nieefektowne i tak nie urodze. I powiedziała, że mam wstać, a jak poczuje skurcz, to zawisnąć na mężu i przeć. Albo mam do wyboru oksytocyne. Oczywiście nie chciałam oksytocyny. Miałam w sobie dużo adrenaliny i niepokoju, kiedy już tak stałam i parłam, niemal czułam lęk mojego dziecka, mimo, że z KTG wynikało, że jest wszystko dobrze. Skurcze nie były częste. W niedługim czasie pękł mi pęcherz płodowy, co wyraźnie ucieszyło moją położną, a zaraz potem pękłam również ja. Jeszcze nie było widać główki. Nikt mi nie był w stanie powiedzieć co to pękło. Od tej pory aż do końca lała się ze mnie krew. Chyba parłam zbyt mocno - nie oszczędzałam się. To było pierwszy raz, kiedy położna była tak długo ze mną i nie chciałam znowu zostać sama z moim przerażonym, ać oddanym mężem. Żby położna mogła coś widzieć, poleciła mi usiąść na fotel po pokazaniu się główki i chwilę to znowu trwało nim powróciły skurcze i na dwóch urodziłam.
Nie chciałam rodzić, tak na siłę - stąd moje pytanie do innej doświadczonej położnej, jakie scenariusze, tu wchodziły w gre? Czy możliwym było uniknąć takiego scenariusza. Czytając inne wpisy, zaczęłam się domyślać, że skoro miałam bóle lędzwiowo-krzyżowe i brak skurczów partych na 10cm i dziecko się nie rodziło przez tak długi okres, to może jego główka nie obróciła się prawidłowo. (W zasadzie od początku akcji skurczowej to były takie skurcze krzyżowe, troche czułam w brzuchu, ale głównie na samym początku 12 godzin wcześniej, gdy były jeszcze nieregularne i znośne)
Inne moje pytanie dotyczy już dolegliwości po samym porodzie. W trzecim tygodniu obniżyła mi się przednia ściana pochwy. Nie wiem czy to ma związek - bo pare dni wcześniej zaczęłam ponownie obficie krwawić, tak jak w pierwszej dobie po, po tym jak usiadłam w chyba zbyt ciepłym naparze z kory dębu - za radą mojej ginekolog, aby nie w samych oparach). A jeszcze wcześniej - w piątej dobie, po zdjęciu szwów, rozwarłam się za bardzo na łóżku i coś mi się stało, bo czułam ogromny ból krocza i do końca drugiego tygodnia nie wstawałam z łóżka poza toaletą tiptopkami;) Bolało bez przerwy.
W przygotowaniu do porodu przez dwa tygodnie, co dzień rozciągałam krocze przy użyciu olejku, na okrętkę i na koniec palcami - potem już praktycznie całą dłonią w kierunku odbytu, aż do uczucia pieczenia. Mimo to zostałam nacięta - położna obiecała mnie naciąć tylko jak to będzie konieczne. Później tłumaczyła, że miałam nisko umiejscowione, chyba w stosunku do odbytu wejście do pochwy i że kobieta, kobiecie nie równa.
Proszę o komentarz. A może na moje obniżenie ściany w pochwie wpływ miało to brutalne przedzieranie się dziecka na koniec? Lub zbyt wyczerpujące kucanie jeszcze w fazie rozwierania i potem?
Bardzo dziękuję za wszelkie skojarzenia.