matkanastolatki
30.04.12, 09:24
zaczynam chyba jak wiekszosc zrozpaczonych matek 'co mam robic"
-poczatek liceum, i duze problemy w szkole mimo ze w gimazjum bylo calkiem ok. Mimo wysilkow (nie jest latwo bo dziecko ma silna dysleksje) coraz czesciej slyszymy 'mam dsc' w koncu sama podejmuje decyzje o zmianie szkoly, wspieramy, pomagamy to zalatwic. Troche problemow wychowczych typu nie dala znac gdzie jest, wrocila duzo pozniej niz miala, jakies piwo, przy dzisiejszych tamte wydaja sie banalne. Rozmawiamy, tlumaczymy (ale nie ukrywam tez kontrolujemy)..
-corka zmienia szkole, totalny entuzjazm, poprawa wynikow w szkole. Bardzo tez sie stara wychowczo, chociaz dwa tygodnie temu zauwazamy ze czasami klamie, bywa w jednym miejscu jest w innym. Rozmawiamy, tlumaczymy ze jezeli sie z kims zaprzyjaznila to ok chetnie go poznamy. Chlopca przyprowadza do domu- kolega z klasy, wydaje sie sympatyczny.
-piatek umawiamy sie po szkole (mamy cos zalatwic), czuje alkohol, robie awanture. Wieczorem kiedy opadaja emocje rozmowa z dzieckiem, ustalamy ze dostaje szlaban na wyjscia towarzyskie w czasie majowki, no chyba ze...., warunki nie sa drastyczne.
-sobota, wychodzi na rower, 'bede za 15 minut'. Nie wraca, nie mozna sie do niej dodzwonic. Odkrywamy kartke jaka nam zostawila 'kocham was, ale wroce pozno'
- nie wraca cla noc, dzwonimy co godzine przez cala noc. Odkrywamy ze w internecie sprawdzala widomosci o testach ciazowych.
-Rano wsiadamy w samochod, jedziemy do kolezanki corki z klasy. Dodzwaniamy sie z jej komorki do corki, oswiadcza ze nie wroci, dobrze sie bawi i nie powinnismy sie martwic.
- dzwonimy do chlopaka, zadamy rozmowy z nim i corka. Obiecuja przyjechac do nas, nie pojawiaja sie. czekamy do wieczora.
- wieczorem wysylamy sms ze zglaszamy zaginiecie corki na policji
-Chyba pod wplywem wizji klopotow, po sms-ie, corka pojawia sie w domu, probujemy rozmawiac, nic nie do ciera. Probuje przekonac by zrobila test ciazowy przy mnie- odmawia. Proponuje wizyte u ginekologa - odmawia. Twierdzi ze test zrobila - w ciazy nie jest. Zabiera ladowarke do komorki i po 10 minutach wychodzi. Nie ma jej druga noc.
Jestem zalamana, od 2 dni na lekach uspkajacych. Tyle rozmawialismy o tym ze podjecie zycia seksulanego jest wana decyzje, tyle o skutkach wczesnego maciezynstwa, tyle miala planow co do wlasnej edukacji, taka wydawal sie rozsadna dziewczynka... Tak bardzo mnie boli ze okazala sie osoba zupelnie inna niz myslalam, nieodpowiedzialna, podjemujaca wazne decyzje bez glebszego zastanowienia, calkowicie pozbawiona empatii wobec rodzicow. To dziecko, ktore znalam okazalo sie obcym czlowiekiem. Ani ja ani maz nie mozemy sobie z tym poradzic. Gdzie zrobilismy blad, przeciez nie kazda zakochana dziewczyna ma taki odjazd. I do tego ta panika ze dziecko marnuje sobie zycie.
Od wczoraj nie wysylamy sms-ow, czekamy, sama nie wiem na co.
Co ma robic? Probowac kontaktowac sie z matka chlopaka, zawiadomic jednak policje, wysylac sms-y by wrocila do domu czy nie, bezczynnie czekac az dziecku wroci rozsadek? A co jak nie wroci, w koncu nie kazdy uczy sie na bledach. Wiem rozmawiac z dzieckiem, ale jak gdy dziecko nie chce rozmawiac.