Dodaj do ulubionych

dobry porod :-)

05.03.08, 15:25
kochane dziewczyny do zalozenia tego watku sproowkowal mnie watek malej -beti
"dziewczyny dlaczego tak chcecie cesarki". czytajac uwaznie dodawane uwagi
doszlam do wniosku, ze same sie nakrecamy opisujac w uzasadnieniach swoich
wyborow kaszmarne sytuacje - potwierdzajace ze albo porody naturalne albo
cesarki sa "ble"...(sama uleglam temu) a przeciez chyba mamy tez mile
wspomnienia !!!! ku pokrzepieniu i dla dodanie odwagii do porodu - jaki by on
nie byl silami natury czy operacyjny... piszcie -moze jednak w przyjsciu na
swiat dziecka jest cos slicznego...???? chyba dobry porod to tez dobre
nastawienie _(choc wiem ze ono nie wystarcza) ale zacznijmy od czegos.

pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • dagis.1 przepraszam pani ekspert! 05.03.08, 15:28
      aha przepraszam pani ekspert ze zabieram miejsce... i moze utrudniam prace - ale
      jakos tak spontanicznie mnie napadlo - to dlatego ze tu akurat doczytalam sie
      tylu koszmarnych opowiesci - fakt to raczej temat na forum emamy albo w
      oczekiwaniu... spontanicznie mi tak wyszlo ze zaczelam watek tu. :-)
      • katarzynaoles Re: przepraszam pani ekspert! 05.03.08, 19:43
        O matko! A dlaczego temat o dobrym porodzie miałby mi utrudniać
        pracę?! Piszcie, piszcie, żeby była jakaś równowaga. Pozdrowienia:)
    • mala-beti Re: dobry porod :-) 05.03.08, 19:02
      Czyżby nikogo takiego nie było? :)
    • 987ania Re: dobry porod :-) 05.03.08, 19:16
      Wspaniałe opisy porodów są a forum poród domowy.
    • annasi23 Re: dobry porod :-) 05.03.08, 21:17
      Ja bardzo dobrze wspominam swój poród.
      To znaczy pamiętam że bolało, że było długo, ale w głowie pozostały
      mi te dobre strony - przede wszystkim otwarte oczka córeczki, która
      wydostała się właśnie z brzucha.
      Położna była miła i cierpliwa, lekarz również, krocze miałam nacięte
      ale dobrze zszyte. Po porodzie dość szybko sama wstałam (nie
      pamiętam ile, godzinę, może dwie) i wzięłam prysznic.
      Poród to piękne przeżycie pod względem emocjonalnym, tak własnie to
      wspominam.
    • betina1973 I-szy SN - super, II-gi CC - masakra 05.03.08, 22:00
      Krzysia urodziłam mając skończone 31 lat. Jako internetowa mama "wiedziałam
      wszystko" o porodzie tak więc gdy w 38 t.c. o 5.00 rano odeszły mi wody
      poinformowałam męża, że jeszcze długa droga przed nami. Wykazałam się
      maksymalnym opanowaniem i spokojnie przygotowałam sobie ciepłą kąpiel. Po 5
      minutach cała moja internetowa wiedza wzięła w łeb i postawiłam cały dom na
      nogach :-)

      Skurcze zamiast tych książkowych co 15-20 minut miałam co 3-4. Mąż latał po
      mieszkaniu jak naćpany. Na szczęście torba była przygotowana już od dawna więc
      szybko się zebraliśmy i pędem do samochodu. Skurcze były, lekko mówiąc,
      baaaardzo dokuczliwe, tak więc moja sylwetka przypominała chińskie rz.

      W szpitalu byliśmy o 6.oo... i, o Matko Boska, ja dalej w pozycji chińskiego rz,
      z oddechami, których nie powstydziłby się koń wyścigowy po 10cio kilometrowym
      galopie, a pani w rejestracji: imię... nazwisko... adres... które dziecko... a
      mąż... a ile ma lat... Pomyślałam, że jak spyta o rozmiar jego buta to ją po
      prostu kopnę w tyłek. Na pytanie lekarza: co robiłam do tej pory, bo rozwarcie
      jest na 7 cm, odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że spałam.

      Na porodówce znaleźliśmy się o 6.20. Nie było przerw między skurczami, ktg
      rozgrzało się do czerwoności a ja byłam jednym hiper wentylującym się bólem...
      aż przyszły skurcze parte. O Boże, jaka ulga! Nie da się ich z niczym pomylić
      :-) I nagle, o 6.58, jakaś dobra istota odcięła mnie od tego cierpienia i po raz
      pierwszy w życiu spojrzałam w oczy mojemu dziecku. Tego nie można wyrazić
      słowami. Euforia, niedowierzenie... dla tej jednej chwili warto żyć i cierpieć.
      Już nigdy tego nie przeżyję, nigdy nie doświadczę ale dane mi było choć raz w
      życiu dotknąć nieba.

      Po 3 godzinach byłam już przeniesiona z sali poporodowej na salę ogólną a o
      12stej dziarsko pomaszerowałam pod prysznic, z myciem głowy włącznie.


      Wiktorię urodziłam przez cc o godz. 10.50. Poród przedwczesny, 24 tc. Lekarz
      powiedział, że cc zwiększa jej szansę przeżycia. Sam poród oczywiście bezbolesny
      choć uczucie niedowładu w nogach jest okropne. Pomyślałam sobie: Boże, gdyby ten
      gość w kitlu wziął teraz siekierę i odrąbał mi nogę to nie jestem w stanie nawet
      palcem ruszyć :-)

      Dopóki działało znieczulenie nie odczuwałam żadnego bólu. Koło 15stej nie
      pomagały nawet zastrzyki ze środkami przeciwbólowymi. O 18stej z pomocą
      pielęgniarki zwlekłam się z łóżka żeby pójść do córci. Ból, ból i jeszcze raz
      ból. Rana bolała mnie tak jakby przyłożyli mi do niej przypalony pręt. Bolała
      mnie tak dobry miesiąc. Mija 1,5 roku a ja nie cierpię tej drętwoty, którą
      odczuwam w jej okolicach i bynajmniej miejsce po cięciu wcale nie zbledło.
      Wygląda koszmarnie i czasami tak ją odczuwam, że muszę się przebrać w dresy męża
      (to nie ból ale takie dziwne uczucie). Do chwili obecnej zastanawia mnie czy to
      ja mam takiego pecha i zostałam źle pocięta czy wszyscy robią dobrą minę do złej
      gry i dalej pieją nad wyższą cc nad pn?

      Gdybym miała wybór do końca świata rodziłabym naturalnie. Niestety nie mam już
      takiej możliwości i jeśli istnieje sprawiedliwość na świecie to w sierpniu będę
      się cieszyłam donoszonym, zdrowym synkiem urodzonym przez cc.

      Pozdrawiam,
      Beata
      • bestyika Re: I-szy SN - super, II-gi CC - masakra 06.03.08, 09:46
        zastanawia mnie czy to
        > ja mam takiego pecha i zostałam źle pocięta czy wszyscy robią
        dobrą minę do złe
        > j
        > gry i dalej pieją nad wyższą cc nad pn?

        ja wymarzyłam sobie poród naturalny, aktywny, bez zbędnych
        interwencji medycznych, w towarzystwie męża i położnej i pod tym
        kątem wybrałam szpital...stało się jednak inaczej nawet nie zaczęłam
        rodzić, ktg wykazało zanik tentna dziecka...miałam nagłe cc...
        córeczka na szczęście urodzila się zdrowa, choć niedotleniona - wody
        były zielone. przeżyłam koszmar, bojąc się, czy moje dziecko jeszcze
        żyje i w jakim jest stanie...
        samo cc i moj stan po nim, nie było niczym traumatycznym, byłam
        wręcz zaskoczona, bo wcześniej myślałam, że ból pooperacyjny musi
        być okropny...na początku faktycznie bolało ale nie wiem czy
        bardziej rana czy obkurczajaca się macica...środki przeciw bólowe
        brałam chyba tylko w pierwszych 2 dobach, później nie było takiej
        potrzeby. nie pamiętam po ilu godz wstałam, może 8 a może 10, choć
        faktycznie na początku poruszałam się wolniutko:) do karmienia
        przyniesiono mi córeczkę, jak jeszcze leżałam, nie miałam żadnych
        problemów z karmieniem. rana zagoiła się bardzo szybko, choć przez
        jakiś czas nie miałam czucia w jej okolicy (nie pamiętam jak długo,
        chyba kilka m-cy).
        teraz moja córka ma 2 lata, blizna jest cieńutka, blada, prawie nie
        widzoczna. ja jestem w kolejnej ciąży i mam nadzieję urodzić sn. dla
        mnie jednak cc nie było niczym strasznym, bolesnym, nie miałam
        żadnych powikłań.
        myslę, że z cc jest tak samo jak z porodem sn, czasem żadnych
        problemów a czasem jest koszmarnie...
        i licytacja co jest gorsze, co daje więcej powiklań moim zdaniem nie
        bardzo ma sens:) choć z tego co się orientuje, to statystycznie
        rzecz ujmując cc jest bardziej ryzykowne dla matki i dziecka...ale
        statystyka niekoniecznie przekłada się na nasze osobiste
        doświadczenia:)
    • veronique_p Re: dobry porod :-) 05.03.08, 22:36
      Ja mam dobre wspomnienie z porodu, choc przyznam, ze bylo to dla mnie bardzo
      trudne doswiadczenie i nie nazwalabym go slicznym. Bardzo chcialam urodzic bez
      nacinania krocza i w obecnosci jak najmniejszej ilosci osob. Nie bylo mi latwo
      znalezc szpital, w ktorym nie praktykuje sie tego zabiegu rutynowo i gdzie
      porody przebiegaja w intymnej atmosferze ale w koncu sie udalo. Z samego porodu
      najlepiej zapamietalam faze, kiedy moje dziecko wychodzilo ze mnie. Do tej pory
      zadziwia mnie to, jak po fazie rozwierania, w ktorej bylam nieobecna i jakby
      wpolprzytomna nagle wrocila mi jasnosc umyslu i zdolnosc do podjecia kontaktu
      ze swiatem zewnetrznym i ze pomimo strasznego bolu potrafilam sie sluchac
      poloznej.
      Zdziwilo mnie, ze samo rodzenie dziecka tak dlugo trwalo i ze maly nie wyskoczyl
      w pierwszym lub drugim skurczu partym, jak czytalam w wielu opisach. Potem sie
      domyslilam, ze to dlatego, ze nie bylam nacieta :)))
      Zadziwia mnie, ze krzyczalam wbrew sobie, tu akurat nie ma sie czym chwalic, ale
      te dzwieki same jakos ze mnie wychodzily a ja nie probowalam nawet ich
      powstrzymywac.
      Ale chyba najbardziej zdziwilo mnie to, ze to ja musialam sie otworzyc zeby
      pozwolic dziecku wyjsc. Czulam bardzo bolesne i bardzo nieprzyjemne pieczenie,
      wiedzialam ze wlasnie peka mi krocze i rozum kazal mi powstrzymywac dziecko
      przed wyjsciem i poranieniem mnie a jednoczesnie jakis inny zmysl dal mi
      determinacje, dzieki ktorej sie przelamalam i pozwolilam mu opuscic moje cialo.
      To bylo najbardziej niesamowite i ekstremalne przezycie z calego mojego porodu.
      A potem nastapila euforia, ktora dzieki milemu personelowi trwala do konca
      pobytu w szpitalu i kolejne dni wspominam jak z jakiegos narkotycznego marzenia
      sennego.
    • gooochab Re: dobry porod :-) 06.03.08, 11:33
      Pamiętam, jak bardzo byłam zaskoczona tym, że to, co ze mnie wyjęto, zaczyna
      płakać. Byłam chyba w jakimś dziwnym szoku. Pokazali mi go zaraz, jeszcze był
      taki fioletowy i ociekający...
      Po jakimś czasie, kiedy powiedziałam do (chyba) anestezjologa, że słabo mi i w
      oczach mi ciemnieje, odpowiedział "mamy tu lekarstwo na takie słabości" i
      przywołał kogoś z dzieckiem. Położyli jego głókę koło mnie i pozwolili go
      dotknąć. Tak strasznie zaczęłam płakać, że moło nie zemdlałam.

      To niestety jedyne moje dobre wspomnienie.
      • dagis.1 Re: dobry porod :-) 06.03.08, 11:53
        jajku jak milo to wszystko poczytac... wraca mi wiara i znow zaczynam pamietac,
        ze to wszystko jest takze piekne...

        wzruszylam sie normalnie jak przeczytalam wasze niektore opisy... i ciesze sie
        ze zalozylam nowy watek bo przynajmniej przypominacie mi ze w porodzie jest cos
        poza bolem i strachem ... a juz zaczynalam miec koszmary nocne jak naczytalam
        sie ze porod to rzeznia, masakra i nie wiem co jeszcze... sama nawet uleglam
        temu trendowi opisujac swoje cc... a przeciez zapomnialam, ze pozniej jak
        zobaczylam takiego malego czlowieczka to na chwile zapomnialam o wszystkim,
        zapomnialam tez w opisie porodu dodac, ze mimo ze bolalo latalam jak na
        srzydlach by po raz kolejny przewinac coreczke... zapomnialam tez jak bardzo
        bylam szczesliwa, ze mala zyje bo przeciez mogla sie udusic... dzieki
        dziewczyny. przypomnialyscie mi ze czasem warto skupic sie na tych pozytywnych
        przezyciach i walczyc z koszmarami :-)
        • claudiaa3 Re: dobry porod :-) 06.03.08, 12:07
          Poczytajcie: Poród na wesoło:))))

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=51401962


          Pati (4l.),**Josephine**(miałaby 20 mieś.),Bianca (20 mieś)
          tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20716;17/st/20081007/dt/6/k/486a/preg.png%5B/img%5D
    • silije.amj Re: dobry porod :-) 06.03.08, 23:15
      Mogę napisać coś dobrego o każdym z moich porodów, nawet o pierwszym - totalnie
      i niepotrzebnie zmedykalizowanym z racji miejsca (duża klinika). Mieliśmy (ja i
      mąż który przy mnie był) po 22 lata i przynajmniej mogę po 8 latach stwierdzić,
      że dobrze sobie poradziliśmy jak na te trudne warunki (11 godzin w bezruchu pod
      KTG). Faza rozwierania była długa i ciężka (z winy szpitala), ale za to byłam
      przyjemnie zaskoczona, że II faza była krótka (niecałe 15 minut) i jakoś mało
      bolesna. Euforii na widok nowo narodzonej pierworodnej nie da się opisać,
      wynagrodziła mi każdą minutę, od razu wiedziałam, że nie będzie jedynaczką, bo
      muszę to przeżyć znów :-).

      Drugi poród znów miła niespodzianka, nastawiłam się na wiele godzin bólu i
      głodu, a tymczasem jeszcze po 9 jadłam w domu sniadanie, do szpitala wyjechałam
      z domu o 10. 30, na izbie przyjęć 8 cm rozwarcia a córka urodziła się o 11.45.
      Więc poród ekspresowy, a skurcze, nawet te przejściowe, w ruchu i na stojąco
      okazały się całkiem znośne. Ku swemu zadowoleniu nie dostałam żadnych
      medykamentów. Tylko pozycję parcia mi zepsuli (narzucili) i krocze nacięli
      niepotrzebnie. Druga córka, duża i silna, dwie godziny po urodzeniu ssała już
      pierś jak zawodowiec, a ja byłam w siódmym niebie.
      Trzeci poród to w ogóle bajka, bo odbył się w domu, tylko położna i mąż, własna
      kanapa i muzyka, własna wanna z ciepłą wodą, masowanie pleców, mało słów, tylko
      spokojne cierpliwe oczekiwanie na dziecko, żadnego nacięcia i mnóstwo
      przytulania bez pośpiechu, kiedy już synek się urodził. I przynajmniej dwa
      miesiące euforii poporodowej zamiast depresji poporodowej.
      I zawsze po każdym dziecku to boskie uczucie mocy stwórczej ;-). Współczuję
      wręcz mężczyznom, że tego nie doświadczą.

      Marzę o czwartym! Oczywiście urodzonym w domu. Rodzenie faaaajne jest ;-) boli
      niby okrutnie, ale strasznie uzależnia.
      Mam nadzieję, że swoim córkom przekażę taki pozytywny obraz porodu.
    • korlewna Re: dobry porod :-) 07.03.08, 14:06
      Poród trudny i dla synka, i dla mnie... ale co z tego... mam
      dziecko, a to najwazniejsze.
      Z tych fajnych spraw porodowych...
      chwilami czuję się (we wspomnieniach), jakbym była w czeskiej
      komedii ;). Jednego z lekarzy uznałam za studenta i przez kilka
      godzin próbowałam (doświadczonemu, z tytyłem dr.) lekarzowi bardzo
      dokładnie opowiadać, co się dzieje, żeby zdobywał doświadczenie... a
      on się tylko wesoło uśmiechał. Mąż dostawał opierdziel co jakiś
      czas, a najwięcej bylo śmiechu, kiedy zaraz po partym wyskoczyłam na
      ślubnego, że jeszcze nie umył samochodu, więc jak przywieziemy
      Huberta do domu... Kiedy zaczęły się problemy z dzieckiem, ja nagle
      na pół poródwki ryknęłam: "kiedy się zmienia czas?????" i pytajacycm
      wzrokiem patrzyłam na lekarkę i polożne... bez sensu sie człowiekowi
      włacza ;)...hehehe. Kiedy byłam szyta, studentka cos tam
      podtrzymywala lekarce, ale widać bylo, ze dziwczynie słabo się robi.
      Mąż stanął na wysokości zadania i zaoferował swoją pomoc przy
      szyciu... Właściwie pół porodu ktos się z czegoś śmiał i rzucał
      dziwne, wesołe komentarze.
      Jestem bardzo fajnym ezgemplarzem pod kątem odbierania bolu i
      odpoczywania... owszem, z partymi nie radzilam sobie wogóle (a
      mialam je 8 godzin), ale za to naprawdę potrafilam relaksować się w
      przerwach. Wydawało mi się, że ból mam za sobą i jakby nie do końca
      docierało do mnie, że za chwilę znowu się zacznie...ale to jest
      wielki pozytyw, bo naprawdę miałam kiedy odpocząć ;).
      Przez chwilę nawet nie bałam się, nie bylam zaniepokojona... ufałam
      lekarce i położnym. W praktyce trafiłam chyba na średnie położne,
      ale z drugiej strony, kiedy zaczęło być źle bez zastanowienia
      zawołały lekarza - nie bagatelizowały sprawy - to jest dla mnie
      wielkim plusem.
      Najważniejsze jednak... zaraz po urodzenia synka zapomnialam o bólu,
      o tych godzinach męczarni... jakby tego nie było.
      Od razu położono mi synka na piersi i od razu położne upchnęły
      Malemu cycek w buzi... nie jestem w stanie opisać tego, co czułam.
      Myślalam tylko jaki mój syn jest śliczny, jak dobrze, że już jest,
      jacy jesteśmy szczęsliwi. I łzy szczęścia mojego męża... juz wtedy
      wiedzialam, że będzie najlepszym na świecie tatą (nie myliłam się).
      Byłam nacinana, ale tego nie czułam, blizna niemal niezauważalna,
      nie odczuwam żadnej róznicy w porównaniu do stanu przeddzieckowego.
      Dwie godziny leżeliśmy sobie w trojkę (tzn mąż siedzial chyba - nie
      pamiętam ;) ) na porodówce. Pani doktor przyniosła mi i mężowi
      herbatę (wielki całus). Po przewiezieniu mnie na położnictwo od razu
      poszlam sie wykąpać.
      Urodzilam o 21:40... przysnęłam dopiero nad ranem, wcześniej nie
      mialam czasu, bo pochłonięta bylam przyglądaniem się mojemu
      wyczekanemu Szczęściu...
      • wiewioreczka-to-ja Re: dobry porod :-) 07.03.08, 14:13
        Piękny opis porodu, aż się wzruszyłam...
        Ja już nie mogę się doczekać jak przywitamy naszego synka na
        świecie, mąż i córeczka także.
        Pozdrawiam cieplutko :))))
    • ada1104 Re: dobry porod :-) 08.03.08, 22:14
      To jest moja 4 ciąża, jestem w 13 tc. 19 lat temu miałam cesarkę, zanikało tętno
      i o godzinie 23 z minutami musiano ją zrobić. Byłam paskudnie przecięta od pępka
      do wzgórka łonowego, bardzo nie mile wspominam ten fakt. 16 lat temu rodziłam
      siłami natury i wcale nie było tak lekko. Zostałam paskudnie przecięta i zszyta,
      przez miesiąc nie mogłam normalnie usiąść. Ściąganie szwów lekarzowi zajęło ok
      40 minut. Powiedział, że zostałam pocerowana jak skarpetka. 6 lat temu rodziłam
      siłami natury, nie miałam bólów, skurczów ani żadnych bóli partych.Rodziłam cały
      dzień i noc, przeżywając koszmar. Jednak nigdy w życiu świadomie nie zgodziłabym
      się na cesarkę. My mamy podczas porodu musimy bardzo dużo przejść bólu itd, ale
      czy którakolwiek z Was Mamuśki zastanawiała się nad tym jak musi namęczyć się
      dzidziuś aby przyjść na świat przeciskając się przez tak mały otwór - chyba nie
      bo Was mamusie to nie boli. Poród to normalna fizjologiczna sprawa każdej
      kobiety, nie trzeba się nastawiać negatywnie i nie słuchać rad koleżanek, które
      dopiero zostały mamami. Każdy poród jest inny i każda z Was inaczej reaguje na
      ból więc dziewczyny nie bójcie się nie ma czego. Poród to normalne fizjologiczne
      zakończenie każdej ciąży. Nie myślcie o bólu, myślcie o dziecku, na które
      czekałyście aż 40 tygodni. Pozdrawiam.
    • anutek115 Re: dobry porod :-) 10.03.08, 18:23
      dagis, dzięki za wątek :-). Mój poród był super, jakbym mogła, to bym co miesiąc
      rodziła, obiecałam sobie, ze jak tak będzie, to bedę o tym wszystkim opowiadać,
      trochę na kontrze do tych straszliwosci, a trochę z wdzięczności, bo mój drugi
      poród był nagroda za pierwszy.
      Pierwszego synka urodziłam w 30 tyg. przez cc, porodu nie pamietam, obudziłam
      się i powiedziano mi, że mam dziecko, koszmar, zbierałam się po tym do kupy
      strasznie długo, a w dodatku musiałam byc silna, bo przecież miałam wczesniaka,
      którym należało się zająć w sposób szczególny.
      Jak zaszłam drugi raz w ciążę i okazało się, że nie powtórzy się scenariusz z
      pierwszej (bo już był 40 tydzień i mogłam pożegnać jedną z moich obsesji - żeby
      donosić), zaczęłam bardzo chcieć urodzic naturalnie. I urodziłam :-). Piętnaście
      minut przed pojawieniem się Kacpra na świecie byłam pod prysznicem i naprawde
      baaardzo mało brakowało, bym go sobie musiała sama odbierać, bo nie
      zorientowałam się, ze bóle, które czuję, to są TE bóle. Jak wyszłam spod
      prysznica, mąż poleciał szukac kogoś, kto by mnie zbadał, bo wiedział, ze jestem
      odporna na ból, a robiłam się dziwnie blada, znalazł, lekarka mnie zbadała i
      powiedziała: "Bardzo dobrze, dziewięć centymetrów, na porodówkę proszę!". Od
      tamtej chwili w czasie mojego porodu wypowiedziano jakieś pięć zdań, cos w
      rodzaju: "Bardzo dobrze! Teraz prosze nie przeć, proszę sobie odpocząć (nie
      dałam rady odpocząć, bo nie miałam przerw między skurczami, tak na marginesie).
      Teraz pani chwyci uchwyty, bo to już ostatni raz! Pan pomaga żonie, broda do
      mostka! Oooo, takie porody lubimy!".
      I ja też :-).
      A potem położyli mi Kacpra na piersi, a ja, nastawiona na te wszystkie
      uniesienia, pierwszy kontakt wzrokowy i te pe, zobaczyłam buzię Mao Tse Tunga, w
      tej buzi otworzyło się pół centymetra jednego oka i spojrzało na mnie. Co mnie
      strasznie rozsmieszyło.
      Potem zaś Mao został zważony i słysząc "4410" prawie usiadłam, bo nikt się
      czegos podobnego nie spodziewał.
      A potem mój mąż zadzwonił do mojej mamy, wbijając ja w osłupienie, bo się
      kobieta wyluzowała na jego ostatni komunikat "Ania jest pod prysznicem, nic się
      nie dzieje" i nastawiła na znacznie dłuzsze czekanie.
      Super było. Polecam. Życzę wszystkim, by mieli tak, jak ja!
      • dagis.1 to ja dziekuje!!! 10.03.08, 20:34
        to ja dziekuje, za sliczny opis, ktory pozwala wierzyc, ze w porodzie jest cos
        poza bolem i "masakra"... tyle sie naczytalam opisow komplikacji, ze takie opisy
        jak twoj dodaja odwagi - a ja jakos wole myslec pozytywnie i poczytac sobie mile
        wspomninia :-)

        sama przezylam pierwszy porod przez cc i mam nadzieje tym razem tego uniknac :-)
        tylko ze jak poczytalam niektore watki to wpadlam na pomysl ze dla rownowagi
        zapytam Was drogie forumowiczki o mile wspomnienia. raz jeszcze dziekuje.

        zucze samych dobrych porodow :-) cokolwiek dla was to znaczy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka