Dodaj do ulubionych

Przed porodem

14.04.08, 19:57
Mam nietypowe pytanie do Pani. Kiedy w trakcie rozpoczynającego się
porodu (drugiego) można zjeść ostatni posiłek, żeby nie było
komplikacji podczas ewentualnego cc lub w czasie innych zabiegów po
porodzie w znieczuleniu ogólnym?
Obserwuj wątek
    • katarzynaoles Re: Przed porodem 14.04.08, 23:02
      Witam. Pytanie może nietypowe, ale na pewno nie głupie - a
      przeciwnie - bardzo sensowne i przypuszczam, że zadała go Pani w
      wyniku doświadczeń z pierwszego porodu. Wiele kobiet jest w czasie
      porodu głodnych i jest to bardzo nieprzyjemne doznanie. A na dodatek
      badania naukowe wskazują jednoznacznie na to, że jeśli w czasie
      porodu, który zużywa bardzo dużo energii (wysiłek jest porównywalny
      z forsowną górską wspinaczką)nie uzupełnia się tych strat, jest duże
      prawdopodobieństwo pojawienia się komplikacji. Najpoważniejsze z
      nich to zaburzenia akcji skurczowej i kwasica metaboliczna u
      dziecka. Mamie grozi też zwiększona wrażliwość na ból. Pojawienie
      się tych komplikacji wskutek dużej utraty energii jest o wiele
      bardziej prawdopodobne, niż nagła konieczność wykonania
      nieplanowanego cc. Więcej - badania wskazują na to, że jeśli mama
      jest głodna, to znacznie zwiększa się procent porodów zabiegowych, a
      dzieci mają niższą punktację apgar. Dlatego w czasie porodu warto
      jeść. Na początku, kiedy jeszcze skurcze nie są zbyt nasilone, można
      zjeść normalny posiłek - to, na co ma się ochotę, a potem, kiedy
      skurcze są już mocne większość rodzących nie ma chęci na nic
      konkretnego. Wtedy dobrze jest mieć pod ręką czekoladę, miód albo
      słodki sok owocowy - czyli produkty, które szybko podnoszą poziom
      glukozy we krwi. Nie obawiałabym się komplikacji przy znieczuleniu,
      bo, po pierwsze, w większości szpitali jest możliwość
      przeprowadzenia koniecznych zabiegów w zzo, a po drugie
      anstezjolodzy na "ostrych" dyżurach (np. na chirurgii) też mają ten
      problem i sobie radzą. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że większość
      kobiet rodzących w domu ma apetyt tylko do pewnego momentu porodu, a
      potem starczają im słodkie napoje. Tak więc jestem zdecydowanym
      zwolenniczką jedzenia w czasie porodu, a Pani - zamiast krótkiej
      odpowiedzi na krótkie pytanie - otrzymała wypracowanie na zadany
      temat :). Pozdrawiam serdecznie :)
      • mikimama Re: Przed porodem 15.04.08, 14:06
        W podziękowaniu za tak wyczerpującą odpowiedź wyjaśnię, dlaczego
        padło z mojej strony takie pytanie. Ma Pani rację, że wątpliwości
        pojawiły się pod wpływem doświadczeń z pierwszego porodu (sierpień
        2004), który trochę mnie zaskoczył, bo rozpoczął się w pod koniec 36
        tygodnia ciąży. Teraz wiem, że mimo moich obaw syn był donoszony
        (2790, 54 cm, 9 pkt), a świadczy o tym jego doskonały rozwój.
        Ale wtedy to nie było takie oczywiste. Pojechałam na IP, bo
        obawiałam się o zdrowie maluszka. W szpitalu na dobę przed
        narodzinami syna dowiedziałam się, że mam najprawdopodobniej skurcze
        przepowiadające i one mogą być aż tak bolesne, a KTG nie wskazywało
        na to, że są one regularnymi skurczami porodowymi, choć nasilały się
        i były coraz częstsze. Nie wiedziałam zatem do końca co się ze mną
        dzieje. Rozwarcie było małe, całą noc przeleżałam, nikt nie mówił,
        że mam nie jeść, więc po drugiej bezsennej nocy o 8.00 rano zjadłam
        śniadanie. O 9.50 na badaniu odeszły wody i okazało się, że
        rozwarcie jest na 7 cm, dopiero wtedy usłyszałam, że naprawdę rodzę.
        Sił miałam dużo po tym śniadaniu, bo urodziłam po 15 minutach od
        momentu pojawienia się skurczy partych. Niestety, musiałam być
        łyżeczkowana w znieczuleniu dolędźwiowym a nie ogólnym ze względu na
        to nieszczęsne śniadanie. Nikt nie informował mnie, że nie powinnam
        jeść. Potem dobę musiałam leżeć nieruchomo i nie mogłam zajmować się
        dzieckiem, nikt nie podał mi go do karmienia, słyszałam pretensje od
        ordynatora na obchodzie, że "niektóre matki nie chcą swoich dzieci",
        bo nie było syna przy mnie, kiedy leżałam nieruchomo. Syn przez
        cztery miesiące miał żółtaczkę fizjologiczną, w szpitalu był
        dokarmiany sztucznym mlekiem (miał skazę białkową), a potem kilka
        zapaleń oskrzeli, choć przez ponad rok był karmiony tylko moim
        mlekiem. Mimo moich próśb żadna z położnych nie chciała pomóc mi
        prawidłowo przystawić malca (kiedy nie musiałam leżeć już płasko).
        Wolałabym uniknąć takich komplikacji, bo lada dzień po raz drugi
        zostanę mamą. Doświadczenia z pierwszego porodu są cenne, ale wiedza
        jeszcze cenniejsza. Pewno dużo jeszcze zmian czeka nasze oddziały
        położnicze, ale najbardziej raził mnie wtedy brak informacji i
        zachowanie niektórych położnych w stosunku do pacjentek oraz lekarzy
        opiekujących się noworodkami. A to oni powinni dzielić się wiedzą z
        niedoświadczonymi mamami, tymczasem nie czułam tego wsparcia z ich
        strony na początku tej trudnej drogi, jaką jest macierzyństwo. Czeka
        mnie kolejny bieg maratoński i będę rodzić w tym samym szpitalu z
        nadzieją, że coś się jednak zmieniło na lepsze. A poza tym mam już
        pewne doświadczenia i większą wiedzę oraz zupełnie inne nastawienie
        do porodu. Przede wszystkim czuję radość zamiast strachu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka