wegeta23
04.09.08, 09:08
witam serdecznie i odrazu przechodzę do pytania.
Termin miałam na 30 sierpnia, ale dopiero we wtorek 2 września coś się ruszyło
tzn od rana miałam skurcze (dość lekkie). Wieczorem pojechałam zrobić ktg, bo
tak mi kazał lekarz prowadzący. Wyszło że skurcze nie regularne, otwierające
szyjkę co 6-8 minut, odesłali do domu. Całą noc nie spałam bolało bardzo
mocno,były bawet co 5 minut a rano jak ręką odjął. Wczoraj troche połaziłam,
kąpiel, sex i skurcze wróciły wieczorem takie same jak noc wcześniej. Teraz
znowu cisza, jakieś pojedyńcze słabe... Mój lekarz karze mi jechać na KTG ale
w szpitalu mnie nie chcą zbadać. RObią łaskę ze podłączą na 20 minut do
maszyny, we wtorek jak byłam to dostałam opierdziel że wogóle przyjeżdżam,
wczoraj już nie pojechałam, dziecko się rusza skurcze byle jakie więc chyba
trzeba cierpliwie czekać. Moje pytanie: czy KTG jest konieczne w takim wypadku
( czy mój lekarz troche przesadza) i drugie: ile może to jeszcze potrwać?