zastanawiam się...

18.04.09, 18:03
do porodu coraz bliżej, a 2 poprzednie krótkie były ;). Zastanawia
mnie taka rzecz - jeśli kobieta zaczyna rodzić w domu czy
gdziekolwiek indziej i widać już, że postęp jest tak szybki, że nie
wybierze się do szpitala, tylko raczej wezwie karetkę, to dlaczego w
sumie nie można by było poprosić, aby w tej karetce była już
położna? I tak pogotowie jedzie ze szpitala (przynajmniej u mnie).
Pytanie zrodziło mi się na podłożu tego co czytam o wzywaniu
pogotowia do nagłych porodów - wygląda na to, że przyjeżdża ekipa i
nikt nie chce odebrać porodu, choćby były już skurcze parte - ładują
nieszczęsną, każą powstrzymać parcie (he he...) i jedyne działanie
polega na dociskaniu gazu do dechy. Rozumiem, że na pewno na
przeszkodzie zaangażowaniu położnej w takiej sytuacji stoją względy
biurokratyczne, ale wydaje mi się to bez sensu - albo przyjeżdża
ktokolwiek, kto przyjmie ten poród, albo równie dobrze można zamówić
najszybszego taksówkarza w mieście ;)
    • luka80 Re: zastanawiam się... 18.04.09, 18:54
      myślę, że po prostu położnych jest na tyle mało, że wszystkie mają co robić na
      oddziale
      • szampanna Re: zastanawiam się... 18.04.09, 19:40
        no dobra, doprecyzuję. Nie chodzi mi o to, żeby przyjechała położna
        do porodu domowego, tylko na te pół godziny - albo do odebrania
        porodu na miejscu, jeśli nie da się dojechać, albo na czas przejazdu
        do szpitala, jeśli miałoby się to stać po drodze. I tyle. W końcu
        nie wszędzie jest tak, że wszystkie położne są akurat zajęte - to
        chyba tylko w dużych miastach...
        Pamiętam wspomnienia dziewczyny, która ze mną leżała - mówiła, że
        jechała karetką na sygnale do szpitala, bo już tak była zaawansowana
        akcja porodowa. I po co te nerwy? Nie jestem podatna na stres, ale
        coś takiego trudno uznać za dobry poród i sama bym się czuła w
        takiej sytuacji okropnie.
        • 987ania Re: zastanawiam się... 18.04.09, 22:21
          Ustawa o ratownictwie medycznym nie zakłada obecności położnej w karetce. W
          świetle obowiązujących przepisów, w karetce są osoby przeszkolone do
          przyjmowania porodów. Ja bym urodziła a potem wzywała :) A najlepiej już w domu
          została i nigdzie nie jechała :)
          • szampanna Re: zastanawiam się... 18.04.09, 23:09
            A to szkoda. Fajnie by było choćby opcjonalnie. Tak sobie myślę, że
            jeśli by miało tak być, to chyba faktycznie na spokojnie urodzę, a
            potem zadzwonię ;) Swoją drogą, czemu te przeszkolone osoby tak
            bardzo nie chcą przyjmować porodów na samym finiszu?
            • mama.rozy Re: zastanawiam się... 19.04.09, 11:29
              bo może się zdażyć,że pzryjedzie laryngolog.albo psychiatra,hehe.znam takie
              przypadki,jestem pielęgniarką.zdarzyło mi się,że do starszego człowieka
              przyjechał pediatra,w dodatku stazysta.no i nic nie zrobił.ale przyjechać
              musiał,bo miał dyżur.w ogóle nasze pogotowie leży,może jak wszędzie wejdą
              ratownicy to będzie lepiej...
              • magas1169 Re: zastanawiam się... 19.04.09, 13:21
                W cywilizowanych krajach ekipa ER-ki potrafi odebrać poród.Są do
                tego specjalnie szkoleni.I w ogóle to jest zawód ratownika
                medycznego
                ,a nie tak jak u nas przyjazd z przypadku.
                Na kogo wypadnie na tego bęc...
            • 987ania Re: zastanawiam się... 19.04.09, 18:31
              Kiedyś funkcjonowały karetki z położnymi ale od kilku lat ich nie ma. Ustawa o
              rat. med. zakłada, że każda osoba pracująca w karetce umie pomóc w sytuacji
              nagłej a poród uliczny czy błyskawiczny (jak zwał tak zwał) jest takim
              przypadkiem. Tak jak koleżanka wspomniała w jednym z postów, obecnie w pogotowiu
              jeździ więcej osób z przypadku niż z chęci pracy tam. Generalnie jak się już
              rodzi, to lepiej urodzić i dzwonić, bo lekarz pogotowia nic nie wie o porodzie,
              oprócz tego, że kobieta na nosze i na plecach jak najszybciej do szpitala. Znam
              przypadek nacięcia krocza, przez takiego kono(wała) u kobiety z niepełnym
              rozwarciem, bo on jedyne co wiedział, to to że trzeba naciąć, bo jak nie to
              dziecko matkę rozerwie a poza tym mózg mu się uszkodzi. Nie będę opisywać jakie
              obrażenia spowodowało takie nacinanie. A że trochę pojeździłam w karetce,
              proponuję przeczytać wątek z wypowiedziami pani Kasi o tym co zrobić w sytuacji
              błyskawicznego porodu i spokojnie słuchać siebie, ciała i intuicji. A potem
              wzywać karetkę.
Pełna wersja