dudi_82
07.09.11, 18:50
Panie Stefaniak, dlaczego namawia Pan nauczycieli, jeśli nie do łamania, to na pewno nadwyrężania prawa? Jakim cudem nauczyciel dyżurujący NA KORYTARZU, ma zapewnić opiekę dzieciom na świetlicy, która być może jest na innym piętrze? Kto odpowie za wypadek na korytarzu, jeśli nauczyciel dyżurujący akurat będzie na świetlicy?
Ja rozumiem, że ani Pan, ani nikt wyżej nie może powiedzieć "musimy się wykazać oszczędnościami. Nie możemy zlikwidować lekcji biologii czy matematyki, czyli zwolnić nauczycieli tych przedmiotów, ale możemy zwolnić panie ze świetlicy - oczywiście kosztem uczniów" - a przecież właśnie taka jest prawda, czyż nie? Czyż nie dlatego obcięto godziny świetlicowe?
Pytanie kolejne - co, jeśli rodzice powiedzą, że świetlica jest im potrzebna od 7 do 16, a godzin świetlicowych i karcianych nie wystarczy? Jakie wyjście z takiej sytuacji ma ministerstwo edukacji? Czy dobrze myślę, że rozwiązania problemu brak, i spadnie on na barki dyrektora, który mając związane ręce nie zapewni świetlicy zgodnie z życzeniem rodziców?
A jeśli karcianych wystarczy, to czy to jest wychowawcze, co godzinę zmieniać dzieciom osobę, która się nimi na świetlicy zajmuje? No i w ogóle, to czy taki był zamysł godzin karcianych? By zapychać nimi braki?
Reformy, oszczędności, a i tak po tyłku dostanie Bogu ducha winien uczeń.