Gość: piter
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.02.06, 06:44
Wiecie co...? Jestem baaardzo zdumiony. Studiuję na drugim roku studiów w
Częstochowie w systemie zaocznym na pewnym "dobrym" kierunku. To jest mój
drugi kierunek. Patrzę sobie na studentów studiów zaocznych i stacjonarnych.
Między nimi nie ma różnicy. Jedni i drudzy przyprawiają o zawrót głowy. Przed
ostatnią sesją było widać oooogrom nauki. Szczególnie przy punktach ksero.
Obecnie nawet ściąg nikt nie robi, tylko je kseruje (!) No i właśnie... Po 5
latach mają dyplom i chwalą się wyższym wykształceniem. Problemy zaczynają
się poźniej. Fajnie :), że 100% studentów tak nie robi. O jej... Chociaż w
mojej grupie zauważyłem coś dobrego. Ludziom naprawdę zależy na dyplomie i
ostro zakówa! Wielu wykładowców zauważyło, że u "zaoczniaków" nie jest źle z
nauką!!! A jest jej sporo. Właściwie każdy tydzień, od piątku do niedzieli.
Godziny są "prawie" zrównane.
I jeszcze jedno. Chciałbym kiedyś pogadać z tzw. studentem stacjonarnym na
temat wiedzy, którą psiadł przed egzaminem i zdał go. Ciekawy jestem, czy ja,
zaoczniak, który ma pracę, dom, dzieciaki, naukę i chciałby się raz na kiedyś
rozerwać przy drinku osiąga to samo...??? Jeśli chce, to na pewno tak! A
zwykłym studentom to chyba nie przychodzi do głowy zbyt wcześnie. A potem
uważają się za inteligencyję, ehe ehe ehe... Tylko kultury brak, co widać i
słychać wszędzie! Oj, szkoda...