za_palniczka
28.07.08, 16:07
Odbyłam dzisiaj "uroczą wizytę" w ZUS-ie.
Pobieram rentę rodzinną i pracuję jednocześnie. Akurat w pracy dostałam
podwyżkę, która spowodowała przekroczenie "progu", po którym renta musi być
zmniejszona o określoną kwotę, ale nie w tym problem.
Już dwukrotnie zanosiłam do ZUS-u kserokopię umowy o pracę - najpierw na okres
próbny, później na czas określony, zawartą po okresie próbnym - za każdym
razem po wypełnieniu odpowiedniego oświadczenia o zarobkach obowiązkowe było
dołączenie kserokopii umowy o pracę.
Dzisiaj poszłam do ZUS-u z aneksem do umowy - zawartym na skutek podwyżek w
zakładzie pracy - bo za każdym razem musze powiadamiać ZUS o wszelkich
zmianach wynagrodzenia.
Stoje w kolejce, przede mną jest obslugiwany jeden gość, który przyszedł z
solidnym plikiem dokumentów i nie do końca były dla niego jasne pewne niuanse
sprawy, którą załatwiał. Prosił panią urzędnik o wyjaśnienie, a w zamian za to
został przez nią zrugany, po czym słowotok został przypieczętowany słowami
:"ja tu tylko na zastępstwie".
Przyszła moja kolej, podeszłam z aneksem do umowy - ksero + oryginał do
wglądu+ dowód osobisty+ostatnia decyzja z ZUS-u w sprawie renty. Przedstawiłam
się, pokazałam dowód, resztę papierów, mówię o wzroście wynagrodzenia i o tym,
że chciałam przedstawić urzędowi ta informację, tzn. jak zwykle złożyć
oświadczenie czy moja pensja przekracza "próg" czy nie + kserokopię aneksu
umowy ( co jest standardem w tego typu sprawie). Na co pani "urzędniczka"
warknęła na mnie: " co pani sobie wyobraża, co pani mi tu daje, co to w ogóle
jest" i szurnęła mi tymi dokumentami po oczach, włącznie z dowodem osobistym...
Na spokojnie wytłumaczyłam pani, że nie jestem tu pierwszy raz w tej sprawie,
i że do tej pory - a przynajmniej jeszcze miesiąc temu - taki zestaw
dokumentów obowiązywał przy składaniu oświadczenia.
Więc pani zaczeła się wręcz drzeć " bzdury tu pani mi opowiada, tylko ten
papierek prosze "se" wypełnić!!!"
Wzięłam zatem "se" ten papierek do wypełnienia kwitując, że bzdur napewno nie
opowiadam, odeszłam.
No i teraz mam takie pytanie: czy istnieje jakiś odpowiedni urzędowy paragraf,
który można takiej nieuprzejmej biurwie rzucić między oczy, żeby miała
świadomość, że nie może traktować petentów w taki sposób, bo siedzenie po
drugiej stronie biurka jej nie zwalnia od uprzejmości, a napewno nie uprawnia
do ubliżania i rzucania w kogoś papierami?
Czy napisanie skargi na nieuprzejmego urzędnika miałoby jakikolwiek oddźwięk w
jego papierach?
Chodzi mi ogólnie o nieuprzejmych urzędników, których przedstawiłam na
przykładzie tej ZUS-owskiej sytuacji. Jak można utemperować taką przykładową
biurwę, która uprzejmością nie grzeszy, żeby się jej troszkę nauczyła? Na co
się powoływać w przypadku bezpośredniej "wymiany zdań" z taką osobą?