Dodaj do ulubionych

Morderca księdza z Blachowni złapany

    • Gość: obserwator Re: Epilog IP: 193.138.241.* 26.10.08, 14:40
      W sobotę w Blachowni z udziałem 130 duchownych - w tym bpa Jana
      Wątroby - rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe ks. Torchały. Sam
      pogrzeb odbył się wczoraj w Wieluniu. Uczestniczył w nim
      metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak. Zacytował fragment
      testamentu spisanego przez proboszcza trzy tygodnie przed
      śmiercią: "Jeżeli kogoś skrzywdziłem lub obraziłem - proszę o
      wybaczenie".

      Spokój dla sprawcy i jego rodziny, to ich tragedia, w którą
      wmieszał ich "diabeł".
      • Gość: nono Re: Epilog IP: 193.138.241.* 26.10.08, 14:48
        Troska ze szczególnym okrucieństwem

        (...) "Ministrant zasztyletował księdza. Dojrzewał do tej zbrodni
        przez siedem
        upiornych lat, posługując pedofilowi przy odprawianiu mszy...

        W świętym mieście Częstochowie wprowadzono absolutne embargo na
        informacje
        dotyczące okoliczności głośnego zabójstwa 47-letniego księdza
        Wojciecha T.,
        proboszcza parafii Najświętszego Zbawiciela z pobliskiej Blachowni.
        Prokuratura
        zaserwowała opinii publicznej jedynie mdłą papkę o tym, że sprawca
        przyznał się
        do winy, uzasadniając „zaplanowaną zbrodnię” bliżej
        nieokreślonymi „względami
        osobistymi”, które, owszem, są badane, aczkolwiek o całkiem innych
        i bardzo
        niskich pobudkach może świadczyć fakt, że zabójca „zabrał z
        mieszkania ofiary
        600 zł”.
        – Wątek osobisty został przez podejrzanego wyraźnie zarysowany,
        jednak wymaga
        dokładnej weryfikacji z udziałem psychiatrów i psychologów. Z całą
        pewnością
        można natomiast stwierdzić, że również – jeśli nie przede
        wszystkim – rabunek
        był motywem zabójstwa – podkreśla Romuald Basiński, rzecznik
        Prokuratury
        Okręgowej w Częstochowie.
        – Teza o rabunkowym motywie podparta jest też faktem, że w
        listopadzie 2007 roku
        Dawid M. wraz z innym ministrantem, Marcinem W., ukradli księdzu
        Wojciechowi T.
        ponad osiemnaście tysięcy złotych. Proboszcz nie zgłosił tego
        policji,
        prawdopodobnie ze strachu, że mogą przy okazji wyjść na jaw jego
        nieciekawe
        relacje z ministrantami, ale Dawid sam przyznał się teraz do
        kradzieży – mówi
        „Faktom i Mitom” inny, zastrzegający anonimowość prokurator.
        Prok. Basiński dla tzw. dobra śledztwa odmawia ujawnienia
        jakichkolwiek
        szczegółów, co niektóre tabloidy skwapliwie wykorzystują do
        publikowania bredni
        opatrzonych tytułami typu „Ksiądz dbał o kata jak o syna” czy
        wyssanych z palca
        opisów, jak to troskliwy kapłan „wykrwawiał się na śmierć w
        ramionach
        ministranta, ale ten dźgał go dalej”. Zapewne co najmniej
        trzyręczny ministrant...
        * * *
        Przypomnijmy, że proboszcza z Blachowni zabił, zadając mu ok. 30
        ciosów nożem,
        Dawid M., zamieszkały w tej samej miejscowości ministrant, lektor,
        okresowo
        parafialny organista, kandydat na księdza – w 2009 r. miał skończyć
        renomowane
        Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. Matki Bożej Jasnogórskiej w
        Częstochowie
        (por. „Zbrodnia i zdrada” – „FiM” 35/2008).
        Zabił 20 sierpnia, na trzy dni przed swoimi osiemnastymi
        urodzinami. Ów zbieg
        dat ma dla niego tylko takie znaczenie, że – zgodnie z prawem – nie
        zostanie
        skazany na dożywocie, a co najwyżej na ćwierć wieku.
        Dojrzewał do tej zbrodni przez siedem upiornych lat.
        – Poznał księdza latem 2001 r. Krótko po tym, jak metropolita
        częstochowski
        arcybiskup Stanisław Nowak erygował w Blachowni-Błaszczykach nową
        parafię,
        ustanawiając Wojciecha T. jej pierwszym proboszczem.
        Genowefa G., babcia Dawida, osoba bardzo religijna, zaprowadziła 11-
        letniego
        wówczas wnuczka do księdza, prosząc, żeby wziął sobie dzieciaka na
        ministranta.
        Po kilku miesiącach praktyki przy ołtarzu wielebny zaprowadził
        chłopca na strych
        kościoła i kazał mu rozebrać się do naga. Nie dotykał go, tylko
        chodził wokół i
        oglądał, po czym nagle kazał mu ubrać się z powrotem. Gdy zeszli na
        dół,
        ostrzegł Dawida, że jeżeli komukolwiek zdradzi ich tajemnicę i
        opowie o
        zdarzeniu na strychu, to z pewnością zostanie oddany do domu
        wariatów, o co
        ksiądz gorąco się postara – streszcza nam zeznania Dawida M.
        urzędnik sądu,
        który miał okazję przestudiować akta sprawy.
        Oto co jeszcze zdążył z nich wynotować:
        * Po 3 czy 4 następnych „oględzinach” Dawida dokonywanych
        każdorazowo na
        poddaszu świątyni (parafia nie ma klasycznej plebanii, proboszcz
        zamieszkiwał w
        wydzielonej części kościoła) ksiądz przyniósł sobie tam fotel, z
        którego
        obserwował, jak posłusznie spełniający wszystkie jego życzenia i
        rozebrany do
        naga chłopiec onanizuje się. Przez kilka seansów duchowny był tylko
        widzem, ale
        wkrótce on też zaczął wkładać sobie rękę w spodnie...;
        * Wiosną 2002 r. dwunastoletni już ministrant został tradycyjnie
        zaprowadzony na
        piętro, ale – o dziwo – jego opiekun nie kazał mu się
        rozbierać. „Poczekaj, mam
        dla ciebie niespodziankę” – powiedział. Po kwadransie zszedł na
        dół, skąd
        przyprowadził dwójkę nieznanych Dawidowi dzieci. Chłopiec o imieniu
        Kamil był od
        niego wyraźnie młodszy, dziewczynka (ksiądz zwracał się do niej
        bezosobowo)
        wyglądała na równolatkę. „Z pewnością nie mieszkały w najbliższej
        okolicy ani
        też nie chodziły do naszego kościoła, bobym ich znał” – zeznał
        Dawid w prokuraturze;
        * Podczas tego pierwszego spotkania w „trójkącie” ksiądz zachowywał
        się niemal
        identycznie, jak przy inicjacji Dawida. Kazał wszystkim rozebrać
        się do naga, po
        czym chodził wokół, oglądając ich ciała. „Nie wiem, czy tamte
        dzieci zabierał
        też na górę pojedynczo, w każdym razie mnie brał już później tylko
        razem z nimi”
        – wspomina Dawid;
        * Po jakimś czasie poprzeczka zawisła nieco wyżej: „My z Kamilem
        musieliśmy się
        onanizować, a ta dziewczynka stała nago obok nas. Ksiądz nie
        rozbierał się,
        tylko wkładał sobie rękę w spodnie. Wyraźnie było widać, że robi to
        samo co my,
        tylko bez rozbierania”;
        * Następnie dzieciaki zaliczyły egzamin z dotykania przez
        wielebnego ich
        narządów płciowych i gdy całkiem już oswoiły się z jego
        upodobaniami: „Kazał nam
        uprawiać seks z tą dziewczynką. Ona kładła się na podłodze na
        naszych ubraniach,
        a ksiądz tłumaczył i pokazywał, jak mamy to robić i jakie wydawać
        odgłosy”.
        To nie było wszystko, ale doprawdy nie sposób cytować dalszych,
        nazbyt już
        drastycznych szczegółów relacji Dawida, który twierdzi, że w
        orgiach seksualnych
        na poddaszu świątyni w Blachowni przestał uczestniczyć dopiero
        jesienią 2006 r.
        Rozpoczął wówczas naukę w liceum i nie miał czasu, żeby służyć do
        mszy w środku
        tygodnia. W niedziele zaś bywał w kościele zawsze w towarzystwie
        najbliższych,
        co skutecznie uniemożliwiało księdzu zatrzymanie ministranta
        na „zajęcia
        dodatkowe”...
        – Ten sk...n nie odpuszczał wnuczkowi i nie dawał mu spokoju. Do
        samego końca
        przyjeżdżał tu pod dom samochodem i czekał, żeby go gdzieś ze sobą
        zabrać. No i
        czasem zabierał... – żali się nam Genowefa G., babcia Dawida.
        * * *
        Podejrzanemu wolno kłamać, bo takie jest jego zbójeckie prawo. Czy
        Dawid z niego
        korzysta?
        – W tej sprawie muszą przede wszystkim wypowiedzieć się biegli z
        zakresu
        psychiatrii i seksuologii. Budzi wszakże pewien niepokój fakt, że
        obyczajowe tło
        kontaktów księdza z podejrzanym jest dosyć niemrawo – jak wynika z
        akt –
        weryfikowane. Widać to wyraźnie po sposobie prowadzenia
        przesłuchań, ich
        powierzchowności bądź wręcz ucieczki od zadawania dalszych pytań,
        gdy
        wyjaśnienia stają się nazbyt obsceniczne. Obawiam się, że w tym
        śledztwie nikt
        nie będzie szukał tła pedofilskiego ani też ofiar przestępstw
        seksualnych z
        prawdopodobnym, w świetle wyjaśnień podejrzanego Dawida M.,
        udziałem zabitego
        księdza – zauważa nasz rozmówca.
        – Może nie tyle kłamie, co ukrywa niektóre szczególnie wstydliwe
        dla niego
        fakty. Jego seksualny cicerone tak bardzo go od siebie uzależnił
        emocjonalnie,
        że chłopak nie umiał wyzwolić się z tego związku. Tymczasem, w
        miarę jak Dawid
        doroślał, jego partner kokietował i przygotowywał sobie do seksu
        kolejne dzieci.
        Dawida zżerały zazdrość i traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa –
        dodaje
        policjant ze specjalnej grupy operacyjno-śledczej, działającej
        przez kilka dni
        na terenie Blachowni.
        A skąd wzięło się oficjalne twierdzenie prokuratury o zaplanowaniu
        zabójstwa?
        „Od czerwca 2008 r. w ogóle przestałem chodzić
        • Gość: mecenas Re: A kurator śpi i modli się, by ... IP: 193.138.241.* 26.10.08, 14:52
          Dawid M., zamieszkały w tej samej miejscowości ministrant, lektor,
          okresowo
          parafialny organista, kandydat na księdza – w 2009 r. miał skończyć
          renomowane
          Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. Matki Bożej Jasnogórskiej w
          Częstochowie
          (por. „Zbrodnia i zdrada” – „FiM” 35/2008).
          Zabił 20 sierpnia, na trzy dni przed swoimi osiemnastymi
          urodzinami. Ów zbieg
          dat ma dla niego tylko takie znaczenie, że – zgodnie z prawem – nie
          zostanie
          skazany na dożywocie, a co najwyżej na ćwierć wieku.
          Dojrzewał do tej zbrodni przez siedem upiornych lat.
          • Gość: t Re: A kurator śpi i modli się, by ... IP: 193.138.241.* 26.10.08, 14:55
            Kuratorium Oświaty i Wychowania nie może kontrolować spraw
            duchowych za która się modli.
          • Gość: zróbmy z nimi porz Re: A kurator śpi i modli się, by ... IP: *.adsl.inetia.pl 26.10.08, 15:58
            ......



            .........



            .........




            Drodzy mieszkańcy Częstochowy i okolic.


            Proponuję założyć na tym forum temat

            gdzie będziemy anonimowo wpisywać informacje o księżach
            molestujących dzieci


            Z pewnością ktoś się tym zainteresuje

            i czarne diabelstwo przestanie krzywdzić bezbronne dzieciaki !!!!!



            .........



            ..........



            Co Wy na to??



            .......
            • Gość: Anty Krótko. IP: *.adsl.inetia.pl 26.10.08, 17:39
              Spie...j
              • Gość: gustaf Re: Krótko. IP: *.adsl.inetia.pl 26.10.08, 18:02
                Oooo

                kolejny dzieciojebca ryja wtrąca, matka ci łapy w majty wkładała cymbale?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka