Gość: mario
IP: 94.254.173.*
15.01.09, 16:32
Coś pozytywnego w stosie tych negatywnych opinii o Ciechanowie:
Prawdziwy smaczek małego browaru
Życie Warszawy - Piotr Szymaniak 08-01-2009, ostatnia aktualizacja 10-01-2009
18:43
Cytat:
Prawdziwy smaczek małego browaru
Jakie jest ulubione piwo warszawiaków: Żywiec, Lech, Królewskie? Nic z tego.
Ostatnio serca i podniebienia w stolicy podbija... piwo Ciechan. Dlaczego małe
browary tak zyskują na popularności?.
Teraz wszystkie piwa są jednakowe. Różnią się tylko cenami i etykietami – mówi
Marek Jakubiak, właściciel browaru Ciechan z Ciechanowa. W tzw. marketingu
szeptanym produkt jego firmy bije rekordy popularności. Czy słusznie?
Ciechanowska zaraza
Ciechanów. Oddalone o około 100 km na północ od Warszawy miasto liczy prawie
50 tys. mieszkańców. Ruiny średniowiecznego zamku, cukrownia, fantazyjna wieża
ciśnień, kościół farny i mały browar w rynku.
– Nikt tu się nie spieszy. Ludzie chodzą, a nie biegają. Szanują godziny
posiłków, mają czas na dzieci. Tak samo pracujemy i my – mówi prezes Jakubiak,
warszawiak, który zamienił pęd wielkiego miasta na senną atmosferę prowincji.
– Dzisiaj rozlewamy piwo, jutro gotujemy, dzisiaj gotujemy, jutro rozlewamy.
Pomalutku...
Każdy amator złocistego napoju znajdzie tu coś dla siebie. Są piwa jasne
(Wyborne i Mocne, obydwa niepasteryzowane) i ciemne (Porter i Stout), jest
Pszeniczne i Miodowe (obydwa niefiltrowane). Sprzedają się na pniu.
– Popyt przewyższa podaż – mówi Krzysztof Fałdowski, prezes Ciechana i zarazem
piwowar. – Najwięcej sprzedajemy w Warszawie, ale wysyłamy też do Gdańska,
Krakowa, Łodzi, a Miodowe można kupić nawet na Krupówkach. Wszędzie tam, gdzie
znajdzie się grupa pasjonatów, którzy szukają czegoś ciekawego, innego,
specjalnego. Mieliśmy np. grupę ludzi z Lublina, z jednego bloku. Co jakiś
czas wysyłali oni jednego lokatora, który przyjeżdżał aż do Ciechanowa po piwo
dla reszty mieszkańców.
– Co by nie powiedzieć, to są jedne z lepszych piw w Polsce. Co ja mówię,
najlepsze i koniec. Trzeba naszego piwa się napić, a potem napić się np.
Żywca, żeby to zrozumieć. Nasi klienci z Warszawy, którzy zarazili się
Ciechanem, nic już innego nie piją – zachwala Jakubiak.
Gdy przyjeżdżamy do Ciechanowa, trwa akurat rozlew. – Dzięki pominięciu
hurtowni jutro piwo będzie już w sklepach, a pojutrze w domowej lodówce. –
Gdzie tak jest, że klient ma w domu piwo robione przedwczoraj? – pyta
retorycznie Jakubiak. – Od momentu wyprodukowania partii do momentu
opróżnienia magazynów mija tydzień.
W Ciechanowie z dumą mówią, że piwo warzą od kilkuset lat, a każde ma swoją
historię. To w tym browarze Karol Machlejd wyprodukował pierwsze w Polsce piwo
pilzneńskiego typu. – I od 150 lat warzymy je w ten sam sposób. Wojna, nie
wojna – zaznacza Jakubiak.
Nie ma tu ogromnych tankofermentorów, piwo warzy się w otwartych kadziach
(dzięki temu piwowar może cały czas obserwować proces warzenia), a do
produkcji Miodowego używa się prawdziwego miodu. – Już teraz stanowi ono 40
proc. naszej produkcji. Rocznie zużywamy trzy tony miodu. Niedługo zacznie nam
go brakować – mówi Jakubiak.
High Quality i koniec gadania
Marek Jakubiak o piwie może opowiadać godzinami. Gdy pomiędzy jednym a drugim
łykiem kawy pociąganym z kubka ze zdjęciem Piłsudskiego (fan ciechanowskiego
piwa) pytam, skąd u niego wzięła się miłość do tego trunku, rzuca szybko: – A
cholera wie? Ale zaraz potem dodaje. – Może być ser żółty bardzo dobry, ale
nikt nie mówi, że wokół niego czy np. kiełbasy gromadzą się ludzie. A ten
trunek ma coś takiego w sobie, że skupia ludzi, którzy chcą go wspólnie pić,
bawić się przy nim, rozmawiać. Poza tym piwo nigdy nikogo nie doprowadzi do
upojenia alkoholowego. Ktoś, kto się upija piwem, ma coś z głową albo jest
alkoholikiem.
By piwo znalazło swoich fanów, musi być dobre. Dlatego w Ciechanowie poświęca
się dużo uwagi, żeby wszystko było najwyższej jakości. Jak mówi Jakubiak –
High Quality i koniec gadania. Dlatego słód sprowadzany jest z Czech, a chmiel
z Lubelskiego. – Piwo to swego rodzaju filozofia, którą trzeba poznać,
arcydzieło, które trzeba pielęgnować, któremu trzeba dać twarz. Smak ma być
taki, że ludzie muszą chcieć do niego wracać – twierdzi Jakubiak. – Dlatego
nigdy nie odważyłem się powiedzieć, że to jest mój browar. Ja mam w nim tylko
udziały. To browar naszych klientów.Na dowód tego przytacza historię z nowymi
etykietami. Po ich wprowadzeniu przyszły setki e-maili, w których fani
wyrażali swoją dezaprobatę. Dzięki sugestiom internautów powstał nowy design.
Od niedawna strona internetowa browaru zmieniła się w portal, na którym można
znaleźć wszystko na temat piw ciechanowskich, podyskutować na forum czy
dowiedzieć się, gdzie można kupić Ciechana. Na temat browaru powstało już
kilka prac magisterskich, właśnie powstają doktorskie.
Ludzie nie szukają tandety
W sklepie Jola przy ul. Koszykowej Ciechan sprzedaje się bardzo dobrze. Choć
większość asortymentu stanowią wina z różnych części świata, to w miesiącu
rozchodzi ich się tysiąc butelek w stosunku do trzech tysięcy butelek
złocistego trunku. Na półkach z tzw. normalnych piw można spotkać tylko Żywca.
– Kilka sztuk dla turystów – zastrzega Jacek Wigier, szef i sprzedawca w
jednej osobie. Poza tym wiele piw niepasteryzowanych: Dawne, Rycerz, Białe,
Proletaryat, Ciechan, Cornelius, Guinness, piwa belgijskie, ukraińskie… Ale i
tak najlepiej sprzedaje się piwo o wszystko mówiącej nazwie Szef Joli Poleca.
– Produkuje go specjalnie dla mnie Browar Konstancin. W zależności od potrzeb.
Jak potrzeba mi dwóch skrzynek, robią dwie, jak potrzeba ich 200, to zrobią
200 – mówi pan Jacek, który sklep przy Koszykowej prowadzi od pięciu lat.
Przypadkowych klientów raczej nie ma. Przychodzą tacy, którzy szukają czegoś
specjalnego. Wśród studentów pobliskiej Politechniki szczególnym wzięciem
cieszy się Ciechan Miodowe, ale klientelę stanowią głównie ludzie w średnim
wieku, i nie ci słabo zarabiający. Bo piwa niepasteryzowane, rzadkie czy
importowane są droższe. Czasem o jeden czy dwa złote, ale pan Jacek miał też
butelkę Golden Carolus za 169 zł. Sprzedała się.
– Idzie nowy trend. Ludzie nie szukają już tandety. Coraz częściej przekonują
się, że ile kosztuje, tyle jest warte. Przestali wierzyć w promocje. Jeśli
suszarka do włosów kosztuje 12 zł, to jest dokładnie tyle warta – mówi
Jakubiak. – Jak obrazy, to olejne, a nie fotokopie. Jak piwo, to może jednak piwo.
Koneserzy i miłośnicy piwa narzekają na to, że nasz rynek jest tak jednorodny.
– Poszczególne piwa nie różnią się między sobą. Wszystkie powstają w jednakowy
sposób. Robi się piwa o wyższym Balingu (w stopniach Balinga wyraża się ilość
ekstraktu, czyli np. ilość słodu i chmielu rozpuszczonych w wodzie tzw.
brzeczka, przed fermentacją – przyp. red.), a potem rozcieńcza się je wodą. W
ten sposób z jednej Warki można zrobić pięć różnych piw, o różnych
parametrach. Nawet nie wiadomo, skąd te piwa pochodzą, bo na etykietach często
jest tylko adres głównej siedziby. Nic dziwnego, że ludzie szukają czegoś
nowego – mówi Artur Szudrowicz, założyciel bardzo popularnego wśród amatorów
piwa portalu Browar.biz.Zarejestrowanych jest na nim 30 tys. użytkowników, z
czego około 22 tys. jest aktywnymi uczestnikami, którzy często próbują nowych
odmian i gatunków, a potem bardzo szczegółowo je oceniają: pod względem smaku,
zapachu, piany, wysycenia, barwy, a nawet wyglądu opakowania.
Co cenią najbardziej? – W smaku doszukuję się goryczki, która musi być
pogodzona ze słodowym posmakiem. Nie słodkim czy słodkawym, ale właśnie
słodowym – podkreśla Piotr Pawłowski, znawca historii browarnictwa. – Jeśli to
znajduję w piwie, to nie ma znaczenia, czy jest to napój o ekstrakcie