tokida
02.07.07, 23:25
Taka mała wakacyjna anegdotka. Zatrzymałem się w przydrożnej knajpie
"Chłopskie smaki" niedaleko Pasłęka przy krajowej 7-ce. Zamówienie to szaszłyk
drobiowy, dorsz smażony, dwa żurki, sok + sprite. Zgadnijcie jaki otrzymałem
rachunek? Dla jasności: to zwykły przydrożny bar w nieco wyższym standarcie
niż przeciętne tego typu obiekty, w którym nie ma nawet kart dań dla gości a
zamówienia składa się przy ladzie.
A więc rachunek opiewał na okrągłe 120 zł. Cwana ta knajpka liczy sobie
wszystkie dania (poza zupami i schabowym) za 100 g. Spodziewałem się, że i
ryba i szaszłyk będą tęgie, tak ze 300g, bo naciąganie klientów w polskiej
gastronomii to pełna norma, ale "chojność" obsługi z "Chłopskich smaków"
przerosła moje najśmielsze wyobrażenia. Moja żona (tak przynajmniej opiewał
rachunek) otrzymała wielgachne, tandetnie ociosane kawały piersi kurczaka
chudo przeplatane cebulą o wadze 650 g! - paskudny wizualnie twór ten, noszący
dumne miano szaszłyka, został wyceniony na bagatelka 55 zł.
Na moje uwagi, że chyba rozum odjęło komuś kto wystawił ten rachunek kelnerka
bez słowa zważyła pozostałośc po szaszłyku i odliczyła odpowiednio kwotę od
rachunku (też niezłe kuriozum). Ten zmalał do nadal skandalicznie wysokich 98 zł.
Sezon wakacyjny jak widać w pełni. Nigdy w życiu nie zjem już nic w knajpie, w
którym nalicza się ceny na podstawie wagi. Ewentualnie trzeba zawsze się
pilnowac i stawiać obsłudze na dzień dobry jasne kryteria: chcę np tej ryby
250g i nie zapłacę grosza więcej jeśli ktoś stwierdzi, że ważyła powiedzymy
350g czy 500g.
Macie podobne doświadczenia??