donalonso
13.01.11, 17:17
Witam
Jestem nianią 14-miesięcznego chłopczyka,którego dieta wygląda następująco:
rano mleko 220ml, potem do dwunastej nic, o dwunastej zupka rozcieńczona wodą 220ml,
potem o szesnastej jogurt, ten mały biedronkowy plus pół jabłka lub pół banana, o osiemnastej 180 ml kaszki mlecznej z butli, ostatni posiłek 21-mleko. Nie wiem,może się mylę, według mnie dieta jest za mało urozmaicona, poza tym są za duże przerwy między posiłkami, dziecko płacze,bo najwyraźniej jest głodne. Próbowałam sama gotować i zmniejszać przerwę, ale państwo stanowczo zakazali mi podawać jedzenia innego niż to ,które przygotowali. Ponieważ zauważyłam,że mały nie ma szczoteczki do ząbków, kupiłam mu w prezencie taką, co skończyło się potworną awanturą ze strony pani,która powiedziała, że nie życzy sobie wtrącania się w sprawy wychowania dziecka, poza tym "zębów mlecznych się nie myje i nie leczy"(??!!) a ja jestem nadgorliwa. Pani nie widzi poza tym potrzeby wychodzenia z dzieckiem na spacer w zimie, maluszek nie ma nawet wózka,z głębokiego już dawno wyrósł,a spacerówki jeszcze nie ma kupionej, na spacery nie dłużej niż godzinę mam z nim wychodzić dopiero od końca kwietnia, w zależności od pogody- jednak temperatura na zewnątrz nie może być niższa niż 23 stopnie. Przyniosłam również trochę zabawek po moim synku, pani kazała mi zabrać je z powrotem, bo "dziecko w tym wieku nie potrzebuje żadnych zabawek". Jest mi przykro, bo pokochałam maluszka jak swoje własne dziecko, naprawdę chcę jak najlepiej. Nadmienię,że mały jest zdrowy, nie jest alergikiem. Kwestia finansowa też pozostawia wiele do życzenia, płacą mi siedem złotych za godzinę, umówiłam się na tygodniówki, zresztą państwo też tak woleli, nigdy nie mam swoich pieniędzy na czas, zawsze muszę kilka razy prosić, co jest odrobinę upokarzające. Nie wiem,co mam robić w takiej sytuacji, może rzeczywiście jestem nadgorliwa? pozdrawiam