Szukam jakiegoś posobu by zatrzymać galopującą wagę mojej córki. Nigdy do chudzin nie należała, ale dzisiejszy poranny pomiar powalił mnie z nóg, zwłaszcza, że w sumie niewysoka jest: 89 cm.
Jej dieta jest urozmaiocna w zlobku i zbilansowana- tam je wszystko, jak leci: warzywa, owoce zupy mleczne itd. Czasem tylko pogmera w talerzu jak ma cos na słodko typu makaron z serem i cukrem, nie lubi takich potraw. W domu własciwie niejadek: warzywa tylko ogotwane w sałatce warzywnej, zupy (bez zasmażek, staram się by były lekkie), zero owoców, raz na ruski rok jabłko, zadnych budyni, kiesieli, kaszek w ogóle nie je słodyczy bo nie lubi. nauczyłam pic wodę zamiast soków, po złobku je lekką przekąskę typu seek homogenizowany i kolację tak 2 godz przed snem. ostatnie 2 kg przytyła w miesiąc

W maju zabrałam ja do Rabki, gdzie instytut przebadał ja na wskroś, żadnych nieprawidłowości hormonalnych, alergicznych, pokarmowych czy jakichkolwiek innych nie wykryli, od maja do września była na wyjazdach na wsi, nad morzem, non stop w ruchu. Niestety nie wpłyneło to na obniżenie wagi

miałam nadzieje, ze ruch pomoże, ze mała zacznie rosnąć w górę niekoniecznie na szerokość

Jutro idę do pediatry zapytać co mam jeszcze zrobić, martwię się już teraz, żeby z wiekiem nie było gorzej.
Macie jakieś doświadczenie w tej kwestii? Możecie coś poradzić?