jastek24
25.05.12, 21:27
witam. Moja córka ma 2lata 8miesięcy. Jak na razie rozwija się bardzo dobrze. Wszystkie konflikty i sytuacje kiedy upierała się przy czymś ("humory" - bunt 2latka podobno), rozwiązywaliśmy spokojną rozmową, logicznymi argumentami, negocjacjami. Tak udawało sie ją odwieść od upierania sie na swoim, np. dobrze, pojeżdzisz jeszcze na rowerze, ale tylko jedno okążenie wokoł domu bo jest już późno, albo: dobrze obejrzysz bajeczkę, ale jak posprzatasz po sobie kredki i kolorowankę. Czasem też kiedy nie mogla w danej chwili z roznych powodów dostać tego co chciała to po oprostu tego nie dostała. Zmienialismy wtedy szybko jej obiekt zainteresowania i najcześciej obywało się bez płaczu. Od tygonia sytuacja uległa zmianie. Miała 3 ataki wrzasku, pisku i płaczu. Za pierwszym razem kiedy wrócilismy z podwórka a ona chciala jeszcze wyjść. Płakała tak, że brakowało jej oddechu i krzyczała ciągle "na dwor!". Wtedy żadne ze skutecznych dotąd sposobów na zmianę tej sytuacji nie odniosły skutków. Mówilam do niej bardzo spokojnie choć stanowczo: "Uspokój się. Zjemy obiad, pozmywam i pójdziemy na plac zabaw."Jakby mnie nie słyszała, była cała napieta i zła. Płakała (choć to mało powiedziane) bardzo długo i wszyscy w domu próbowali ją uspokoić i nikomu się nie udało. W końcu stanęło na tym, że zrobiłysmy rundę po podwórzu i wróciła uspokojona (albo zmęczona płaczem) dobrowolnie do domu. Jak postepować w takich sytuacjach? Widzę, że to chyba jakiś kolejny etap w jej rozwoju i nie chcę niczego zepsuć swoim zlym postępowaniem w takich sytuacjach. Z góry dziękuję za rady.