sion2
10.04.15, 17:46
Byłam dziś na rehabilitacji w jednej z warszawskich klinik ortopedycznych. W środku ciepłe nasłonecznione pomieszczenia. Wchodzę do przebieralni a tam stoi wózek głęboki ze śpiącym niemowlęciem. Temperatura pomieszczenia była taka że należało się rozebrać do koszulki z krótkim rękawem (a ja jestem wielki zmarźluch z chorobą reumatyczną).
Wózek gondola, w środku maluszek ok 4 mcy, w kombinezonie, czapce i kapturze, przykryty kocykiem, budka postawiona, zakryty pokrowcem zewnętrznym na gondolę, na budce zawieszony ręcznik aby dziecku światło z lampy nie świeciło w twarz. Dziecko miało tylko lekko rozpięty kombinezonik. Powietrze mu wpadało przez szparę około 15-centymetrową między budką a gondolą.
Matka poszła ćwiczyć na salę a ja się zastanwiałam czy bez jej pozwolenia i wiedzy, z liitości wobec dziecka nie odkryć gondoli, odsunąć kocyk, odchylić budkę (wystarczyło ustawić tyłem do światła żeby nie swieciło w oczy!) czy też zostawić jej kartkę na wózku żeby sie zastanowiła jak ona by czuła tak grubo okryta.
Ja nie rozumiem takiej matki. Ciekawe ile potówek maluszek będzie miał wieczorem.... Masakra.