Ja sie chyba jeszcze nie chwaliłam tak sama i oficjalnie więc sobie
pozwoliłam. Pojechalismy z fasolem w Pieniny a jak! i wybralismy sie na 3
korony, od razu z grubej rury (weszlismy oczywiscie ale nie na sam szczyt bo
tam okropnie wiało i trzeba było czekać w 45 min kolejce). Fasola dzielnie
znosiła nosidełko, co więcej gaworzył pół drogi i głaskał tate po włosach co
wprowadzało Fasola w dzika radość. W drodze powrotnej usnął ale i tak był
dzielny, w kolejne dni wycieczki były bardziej lajtowe niemniej jednak będzie
z niego turysta

po mamusi