To był piatek. Jeden z najwspanialszych dni jakie dotąd przeżyłam. Dzień który wydawał się byc koszmarem nie mającym końca - ale w całym swoim tragiźmie bólu i cierpienia najpiekniejszy dzień. W tym dniu o godzinie 22.30 przyszła na świat moja córcia Klaudia. 10 sierpnia 1990 roku.Pametam ten poród bardzo dokładnie. Strach i ogromny ból miałam wrażenie że to się nigdy nie skończy. Poród trwał w sumie prawie 24 godziny. W tamtych latach opieka w szpitalu dawała wiele do życzenia. Podczas porodu przypieta byłam pasami u stóp i nawet raz dostałam w twarz jak mocno wrzeszczałam. Ale kiedy tylko ujrzałam moją dziewczynkę wszystko mineło. Tak szybko zapomniałam i w jednej sekundzie poczułam się najszczęśliwsza osobą naświecie. Tata Klaudii podczas całego porodu stał pod oknem porodówki i nasłuchiwał co się dzieje - potrafię sobie wyobrazić co przeżywał słysząc moje krzyki.Kiedy ją ujrzałam wiedziałą że to będzie wielka miłośc mojego życie, że pochłonie mnie każdą cząstką swojego ciałka, że jej obecnośc ukoji nie raz moje strapione mysli i złe nastroje, każdy smutek i żal. W tamtej chwili wiedziałam już że moje życie ma naprawdę sens, a ona mu je nadała. Tuląc ją przez tą krótką chwile na jaka nam wtedy pozwolono - cały świat wydał mi się taki bez znaczenia. Tylko ona moja mała córeczka i ja. W tej jednej chwili poczułam w sobie tak ogromną siłe iż gotowa bylam wstac i pójśc z nią do domku. Rzucić się w ramiona męża i cieszyć się i płakać ze szczęścia. Liczyło się wtedy tylko to aby byc blisko niej aby ona zawsze juz było tak blisko mnie abym mogła czuć jej zapach i delikatny oddech. Małe czarne oczka które od momentu kiedy w nie zajrzałam wydały mi się takie radosne i takie... moje. Tylko moje. Każdy paluszek u jej raczki pragnęłam wycałowac, każdy milimetr jej ciałka dotknąć dłonią, przytulac i przytulać... Te krótkie chwile wtedy należały tylko do nas. To wtedy poczułam że potrafie kochac bezgranicznie, bezwarunkowo, bez względu jaka by nie była i co by się jescze nie przytrafiło. Ta niesamowita więź, coś czego nie sposób opisac słowami. Ja i ona jak jedność. Ta miłośc przetrwa. Co kolwiek by się nie zdarzyło przetrwa. Dzisiaj w naszym życiu jest jak jest. Jej napewno nie jest łatwo. Przez nasz rozwód 6 lat temu Klaudii zawalił się świat. Ale pomału cegła po cegle stawiamy nowy, stabilniejszy.Chciałam jej dzisiaj tyle życzyć ale nie umiałam powiedzieć jej tego wszystkiego co czuję. Chciałabym aby była szczęśliwa zawsze, przez każdy ułamek sekundy sowjego życia. Chciałabym byc zawsze blisko niej. Chciałabym aby nigdy nie przytrafiło jej sie nic złego i aby ludzie jej nie krzywdzili.Kocham tego mojego diabełka chociaz to ciężka i trudna miłośc ale wieczna i najprawdziwsza z prawdziwych

bajbus