amierzejewski
25.06.03, 09:59
Mój mały dwulatek nagle znalazł się na skraju łóżka (ca. 30cm od podłogi).
Stanął na nóżki i upadł do tyłu, na podłogę. Tyłem główki uderzył w podłogę,
nóżki zostały na łóżku. Potworny huk i moje przerażenie. W pierwszej chwili
zaczął płakać, ale zaraz po tym zaniósł się wstrzymując oddech. Nie pierwszy
raz zanosił się, ale nigdy na tak długo i nigdy wcześniej uderzenie/upadek
nie wyglądał tak poważnie. Tu zaczęło się najstraszniejsze – brak oddechu,
jakiegokolwiek kontaktu z maluszkiem, cały zesztywniał, rączki wyciągną
przed siebie wykrzywiając je w dziwny sposób, dłonie w nadgarstkach
wykrzywiły się na zewnątrz, oczka patrzyły w dziwny sposób. Nie wiem jak
mogę to jeszcze opisać, ale to było przerażające - spanikowałem. Klepałem go
po pleckach, dmuchałem w twarz, położyłem na łóżku i wtedy to wydał z siebie
dziwny dźwięk, wypuszczając albo wciągając powietrze – nie wiem. Jeszcze
kilka chwil i zaczął normalnie płakać. Wszystko to mogło trwać minutę, może
dłużej – straciłem rachubę.
Mały nie ma guza ani jakiegokolwiek innego śladu po tym uderzeniu.
Pojechałem do szpitala, na izbę przyjęć. Krótkie badanie, bez prześwietlenia
i diagnoza nic się nie stało.
Czy na pewno?
Dlaczego to tak wyglądało, te zesztywnienie i wyginanie rączek i dziwne oczy?
Czy myślicie, że powinienem zrobić mu prześwietlenie lub tomograf?
Proszę o info.