Założenia reklamy społecznej są z grubsza dobre. Popieram akcję dokarmiania
dzieci w szkołach, picia mleka, dawania datków na leczenie.
Rozumiem też założenia kampanii "kocham - nie biję" bo to tak naprawdę z
niczym się nie wiąże. Chodzi mi głównie o koszty (nie bicie przecież nic nie
kosztuje) a także o odwrotność tego stwierdzenia. Bo czy można kochać bijąc?
Natomiast mierzi mnie niesamowicie kampania "kocham - szczepię". Że jak niby
nie zaszczepię to nie kocham? I nie chodzi tu tylko o darmowe szczepionki
(obowiązkowe) ale przede wszystkim o te płatne - przeciw rotawirusom i
pneumokokom. A ich koszt jest już wysoki (około 300zł za dawkę, z czego na
pneumokoki szczepi się nawet do czterech razy). Biorąc pod uwagę, że
szczepiłam hexą (3x180zł i jeszcze jedna szczepionka przed nami), to dodając
koszt pozostałych szczepionek pozostaje mi tylko się cieszyć, że stać mnie na
luksus kochania własnego dziecka. A co mają powiedzieć osoby dla których jest
to wydatek nie do przeskoczenia? Czy oni kochają mniej? A może wcale? A może
ja po prostu nie rozumiem przesłania tej reklamy. Albo źle rozumiem