Dodaj do ulubionych

mama z dzieciem w kawiarni....

10.10.09, 16:06
umowilam sie dzis ze znajoma i jej corka do lodziarni na kawe.
mysle sobie, lodziarnia to miejsce gdzie pewnie dzieci mile sa
widziane. poza tym w srodku bylo pusto wiec odwazylysmy sie wejsc
do srodka... ale sie pomylilam. ok, moja corka aniolem nie jest i
umie byc czasem niegrzeczna i zlosliwa. podpadla pani za "lada" juz
w momencie gdy poszla sama sobie zamowic loda (ma 3 lata)....
opieprzylam ja, powiedzialam, ze ma siedziec kolo mnie. potem
poczestowala sie cukrem stojacym na stoliku obok(zabronilam jej
tego, skorzystala z okazji i wykorzystala moment gdy szukalam
komory w torebce)-pani na nia warknela. malej chyba sie spodobalo
bo pomknela polizac szybe w oknie (!) myslalam, ze umre ze wstydu.
pani zaczela niemalze krzyczec na mnie i zwrocila sie do mnie z
pytaniem czy wiem ile kosztuje firma myjaca okna? nie
odpowiedzialam, ale niezle mloda opieprzylam. szybko dokonczylysmy
kawe i zaczelysmy sie ubierac bo mialysmy dosyc. w tym momencie
cora na odchodnym nacisnela na jakis guziczek kolo kasy (placilysmy
akurat). kobita wsciekla sie niezle. zapytalam jej czy nie
pomysleli nigdy o tym, zeby zrobic jakis kacik dla dzieci gdzie
maluchy moga sobie porysowac, zajac sie czyms itp. pani warknela,
ze nie, bo malo miejsca i wogole. powiedzialam wtedy glosno do
znajomej, ze jestem w tej kawiarni poraz ostatni. strasznie mi sie
smutno zrobilo. jak pisalam, dziecie aniolem nie jest, ale za
kazdym razem idac gdziekolwiek obawiam sie wlasnie podobnej
reakcji, pilnuje mlodej, ale ja zawsze energia rozpiera i
musialabym ja chyba do stolu przywiazac. u nas w knajpach lepiej
traktowane sa psy anizeli dzieci. na dzieci wszyscy krzywo patrza,
na psy nie. wszyscy zycza sobie zeby bylo wiecej dzieci, ale tez
zycza sobie zeby nie wychodzic z nimi w miejsca publiczne sad
Obserwuj wątek
    • aga9001 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:12
      W trakcie urlopu nad naszym polskim morzem w całej miejscowości
      nadmorskiej TYLKO W JEDNYM LOKALU był kącik dla dzieci smile Tam też
      było ciasno, ale z wielką radością tam chodziliśmy bo córa miała się
      czym zając a my mogliśmy spokojnie posiedziec.

      Rzadko zdaża sie niestety aby w lokalach o charaketrze kwawiarni,
      cisatarni, restauracji były miejsca dla dzieci. Większośc
      właścicieli chyba w wychodzi z założenia, ze z dziemi sie nie chodzi
      do takich miejsc uncertain Albo wolą dostawic jeszcze jeden stolik bo utrag
      im się zwiększy tongue_out

      Nie przejmuj się bo szkoda zdrowia, i więcej tam nie idz smile
      A dziecko jest od tego aby chodzic , a nie siedziec w jednym
      miejscu big_grin
    • miruka Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:16
      nie bardzo rozumiem czemu opieprzyłaś córkę za samodzielne
      zamówienie, w ogóle to dużo w Twoim poście opieprzania, jedynie co
      by mi się nie podobało to że się bierze do cukru i liże szybę
      (niehigieniczne, niezdrowe, i dla niej i dla inych), i jak ta
      kelnerka miała ustawioną kasę że trzylatka miała do niej dostęp?
      generalnie typowy przykład odstraszania klientów, niby wszyscy
      kombinują jak przyciągnąć ale chyba w teorii
      • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:31
        >>>>jedynie co
        > by mi się nie podobało to że się bierze do cukru i liże szybę
        > (niehigieniczne, niezdrowe, i dla niej i dla inych),


        Myslisz ze więcej jest takich, co szyby liżą?
    • lineczkaa Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:18
      A co Ty tak namiętnie to dziecko opieprzałaś? Dziecko to tylko
      dziecko, a na dodatek Twoje ma raptem 3 lata. Małe dzieci i liżą
      szybę i wyjadają cukier i biegają i zwyczajnie im się nudzi smile.
      Skąd u dorosłych przekonanie, że dzieci nie mogą mieć focha, źle
      spać, wstać w złym humorze, mieć wku... bez powodu i się nudzić.
      Potem wielkie zdziwienie, że trzy-czterolatek lata jak opętany
      zamiast siedzieć przy stole jedząc lody.
      • beniusia79 opieprzylam bo czesto opieprzanie funkcjonuje 10.10.09, 16:22
        w przypadku corki. wydaje mi sie jednak, ze spodobalo jej sie to,
        ze pani sie wkurza i robila jej na zlosc... juz poraz kolejny
        spotkalam sie z podobnym traktowaniem. sporadycznie chodze z mala w
        takie miejsca, latem jadlysmy lody na zewnatrz, ale w deszczu to
        jakos nie bardzo nam sie osmiechalo jesc lody na swierzym
        powietrzu.
      • mozambique Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:27
        skoro trzylatek nie do upilnowania to sie z nim do takich miejsc
        nie chadza
        wspommniałas cos o psach - gdyby taki cudzy pies w lodziarni zaczał
        ci wyjadac cukier z cukierniczki, obsikał krzesło, a na koncu
        zrzucił cos z kontuaru czy uszkodził kasę to co bys powiedziała ?

        a skad ta 3-latka przy kasie ? moze jednak matka podniosła ją do
        góry zeby łatwiej siegnąc mogła ?

        "
        że dzieci nie mogą mieć focha, źle
        > spać, wstać w złym humorze, mieć wku... bez powodu i się nudzić.

        skąd u matek owych dzieci przekonania ze zły humor, foch , i ogolny
        wku.. ich potomstwa ma budzić okrzyki radosci i czułości u
        obslugi ? moze by tak przytemperowac potomstwo bo nienajlepszą
        opinię swemu wychowawcy wystawia ?
        • beniusia79 czyli powinnam z nia nigdzie nie wychodzic? 10.10.09, 16:31
          czy jak? a skad moge wiedziec, ze akurat dzisiaj bedzie ja
          roznosilo skoro wczoraj byla taka grzeczna?
          > a skad ta 3-latka przy kasie ? moze jednak matka podniosła ją do
          > góry zeby łatwiej siegnąc mogła ?
          nie podnioslam malej. podnioslam niby mala do gory eby colepiej
          mogla? nie rozumiem o co ci chodzi? nie pamietam kiedy ja ostatni
          raz podnioslam, podniesc to mozna malucha, ale nie taki kawal
          baby...kasa stala z boku i podczas gdy placilysmy a pani
          obslugiwala kase, male stanela na palcach i nacisnela na pierwszy
          lepszy klawisz...
          • beniusia79 nie chce sie tlumaczyc... 10.10.09, 16:35
            chce tylko wylac swoj zal. jest mi cholernie przykro bo odkad
            jestem mama to musze sie ciagle denerwowac z takich powodow i pytac
            sie, co jest z tymi ludzmi grane? przestalam nawet jezdzic
            tramwajem bo ludzie glupio sie patrzyli i sypaly sie glupie
            komentarze gdy mala plakala (a plakala notorycznie w tramwaju)... z
            czego jeszcze zrezygnowac? ze wszystkiego tylko dlatego, ze to male
            i jeszcze glupiutkie dziecko? mysle, ze bede sie musiala do tego
            przyzwyczaic i zaczac to olewac....
            • redowoman Re: nie chce sie tlumaczyc... 10.10.09, 21:03
              beniusia79 napisała:

              > chce tylko wylac swoj zal. jest mi cholernie przykro bo odkad
              > jestem mama to musze sie ciagle denerwowac z takich powodow i pytac
              > sie, co jest z tymi ludzmi grane? przestalam nawet jezdzic
              > tramwajem bo ludzie glupio sie patrzyli i sypaly sie glupie
              > komentarze gdy mala plakala (a plakala notorycznie w tramwaju)... z
              > czego jeszcze zrezygnowac? ze wszystkiego tylko dlatego, ze to male
              > i jeszcze glupiutkie dziecko? mysle, ze bede sie musiala do tego
              > przyzwyczaic i zaczac to olewac....


              ja na początku tez tak robiłam, teraz to po mnie spływa. mala co prawda juz
              podrosla (3 lata) i rozumię znacznie więcej, więc potrafi sie zachowac tu i ówdzie,

              a do restauracji, kawiarni itp z dzieckiem chodziłam i chodzić będę.. w życiu
              nie spotkałam się z takim przypadkiem.. może nie wszedzie banan na twarzy
              obsługi można było zobaczyć abo ja już znieczulona na dogadywania typu " UWAGA:
              baba z dzieckiem!"

              inna kwestia, że jestem matką 3letniej dziewczynki, która na miejscu nie
              usiądzie i zawsze jej wszedzie pełno, ale w życiu nie próbowała lizac szyb, czy
              wyjadywac cukru?

              ona po prostu jest nauczona jak się zachować i że pewnych rzeczy nie wolno
              robić. jak widzę że zaczyna jej się nudzić to się zbieramy i wychodzimy.
              • beniusia79 swojej corki nie widzialam nigdy w takim "stanie" 10.10.09, 21:10
                wiec sama nieco sie zdziwilam widzac ja jedzaca cukier i lizaca
                szyby. ok. diabelkiem to ona czesto jest, ale takiego czadu jak
                dzis jeszcze nigdy nie dala sad kredek nie bralam ze soba ani nic
                innego bo w koncu miala do towarzystwa kolezanke-rownolatke. jej
                kilezanka grzecznie jadla w tym czsie loda,,,
            • protozoa Re: nie chce sie tlumaczyc... 10.10.09, 21:23
              Nie, po prostu wychowywać!!!! dziecko.Ludzi nie musi obchodzić, że dziecko jest
              małe i głupie- a tak naprawdę niewychowane i niewychowywane skoro tak się
              zachowuje. Czy chciałabyś słodzić kawę cukrem, który jest przez kogoś obśliniony?
              Dzieci w wielu miejscach są niemile widziane i rodzice słuchają nieprzyjemnych
              komentarzy dlatego, że nie chcą/nie potrafią wychowywać dzieci. A może tego nie
              robią dlatego, że sami też nie zostali wychowani przez swoich rodziców?
              Tłumaczenia to "tylko" dzieci są idiotyczne.
            • franczii Re: nie chce sie tlumaczyc... 10.10.09, 21:50
              beniusia pojedz ze swoja mala w Dolomity, przyda wam sie mala terapiabig_grin Tam
              dzieci naprawde kochaja i rodzicow tezsmile Generalnie we Wloszech dzieci sa
              pozytywnie odbierane, nikt sie nie pluje, ze dziecko placze w autobusie czy
              dotknie towaru na polce w sklepie ale w Dolomitach dziecko jest po prostu
              pozadanesmile nie spotkalam sie gdzie indziej z takim przyjeciem i otwarciem,
              ulatwieniami i ulgami na dzieci co w Dolomitach. A przy okazji zdrowo i pieknie.
              • mozambique Re: nie chce sie tlumaczyc... 11.10.09, 15:10
                absolutnei bezstresowe wychowywyanie włoskich dzieci jest ogólnie
                znane
                i budzi niechęć i zdziwienie kazdej nacji , poza włoską
                • franczii Re: nie chce sie tlumaczyc... 11.10.09, 16:07
                  To co szerzysz to zwykly streotyp. O oburzeniu jakich nacji piszesz? big_grin Ile
                  wloskich rodzin znasz, ze wiesz jak wychowuja dzieci?
                  jesli masz na mysli wychowanie bezstresowe jako brak stawiania jakichkolwiek
                  granic i wymagan dzieciom to ja nie wychowuje bezstresowo i nie znam nikogo
                  wsrod moich wloskich przyjaciol kto by tak wychowywalsmile Nie znam nawet osob,
                  ktore nie stosowalyby kar i karcenia dzieci nie mowiac o braku jakichkolwik
                  zasad. Ale Wlochy Beniusi zaproponowalam bo wydaje mi sie zestresowana i
                  przygnebiona odbiorem jej i jej corki przez otoczenie, nawet jesli chodzi o tak
                  oczywiste zachowanie jak placz dziecka w tramwaju. Bo tu znajdzie zrozumienie
                  dla normalnych dzieciecych zachowan i dla potrzeb rodzicow.
            • madami Re: nie chce sie tlumaczyc... 10.10.09, 23:12
              beniusia79 napisała:

              > chce tylko wylac swoj zal. jest mi cholernie przykro bo odkad
              > jestem mama to musze sie ciagle denerwowac z takich powodow i
              pytac
              > sie, co jest z tymi ludzmi grane? przestalam nawet jezdzic
              > tramwajem bo ludzie glupio sie patrzyli i sypaly sie glupie
              > komentarze gdy mala plakala (a plakala notorycznie w tramwaju)...
              z
              > czego jeszcze zrezygnowac? ze wszystkiego tylko dlatego, ze to
              male
              > i jeszcze glupiutkie dziecko? mysle, ze bede sie musiala do tego
              > przyzwyczaic i zaczac to olewac....

              Może po prostu zacznij to dziecko wychowywać.
              • beniusia79 kochana, nie przesadzaj. wychowuje corke 11.10.09, 08:20
                od samego poczatku. nie jestem osoba pozwalajaca maluchowi na
                wszystko, czasem mam wrazenie, ze jestem zbyt surowa. wiem, ze
                niektore dzieci sa spokojne i grzeczne, rodzicom takich dzieci
                wydaje sie wlasnie, ze takie ruchliwe i "niegrzeczne" dzieci nie sa
                wychowywane, a tak wcale nie jest.
                • protozoa Re: kochana, nie przesadzaj. wychowuje corke 11.10.09, 11:46
                  Bzdura! Wzięłam kiedyś do siebie na działkę dziecko koleżanki. Przy matce
                  zachowywało sie mniej więcej tak jak Twoja córka - ja postawiłam jasne zasady co
                  wolno a czego nie. I....zdarzył się cud. Dziecko zaczęło zachowywac się w sposób
                  cywilizowany. Niestety po dwóch dniach gdy odebrała je mama pokazało rogi.
                  Wychowywanie to nie tylko zwracanie uwagi to cały trudny, skomplikowany,
                  pracochłonny i czasochłonny proces. To nie wyręczanie się komputerem,
                  telewizorem itd. To równiez wzorce. Ale po co ja to piszę - przeciez zaraz
                  Verdana - ekspert od spraw wychowawczych orzeknie, że nazwanie nauczycielki
                  gó...ara nie jest niczym złym, więc wyżeranie cukru z cukiernicy i darcie się
                  tez nie - no bo przeciez to "tylko dziecko".
                  • beniusia79 protozoa, ile masz dzieci? 11.10.09, 16:49
                    ja tylko jedno swoje plus gromadke obcych; stad wiem, ze kazde
                    dziecko zachowuje sie inaczej u obcych a inaczej u rodzicow. na ogol
                    u dziadkow, kolezanek i sasiadow sa aniolami, przy swoich diablami...
                  • asia_i_p Re: kochana, nie przesadzaj. wychowuje corke 11.10.09, 17:09
                    Jak dzieci mojej macochy i moje nie dawały się nam ubrać, to się nimi
                    zamieniałyśmy - ja ubierałam swojego brata, ona moją córkę. Od razu inne dzieci,
                    posłuszne, słodkie i tak dalej.
                    Dziecko inaczej się zachowuje wobec matki, inaczej wobec nawet znajomej osoby.
        • lineczkaa Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:32
          Czy ja każę nad jęczącym dzieckiem piszczeć z rozkoszy i piać na
          wieść o wku...e? Dziwi mnie zdziwienie, że małe dzieci mają złe dni.
          Opieprzanie małego dziecka, które ewidentnie nie ma ochoty na
          siedzenie w lodziarni, teatrze itp. mija się z celem. Pod pachę i
          wychodzimy, mówiąc dlaczego się zmywamy.
    • liliankaa77 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:28
      Nie wszystkim restauracjom zależy na klientach z dziećmi. Musisz się z
      tym pogodzić. Prawa rynku.
    • tym08 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:29
      wiedzialas, ze w kawiarni-lodziarni nie ma kacika dla dzieci.
      wiedzialas, ze Twoje dziecko (jak zreszta wiekszosc dzieci) nie
      usiedzi w miejscu. trzeba bylo w takim razie sama zorganizowac
      dziecku cos do zabawy. czy to jakas zabawke wziac, albo moze wlasnie
      kredki i kartke papieru. no i czemu dziecko opieprzylas, ze samo
      sobie loda zamowilo? przeciez to fajnie dla dziecka poczuc sie
      troche jak dorosly - a to pani pieniadze wreczyc za lody, czy
      wlasnie je samemu zamowic.
    • beniusia79 wy ze swoimi maluchami nigdzie nie chodzicie? 10.10.09, 16:39
      chodzi mi o takie miejsca jak restauracja, kawiarnia...
      • sanrio oczywiście,że chodzę 10.10.09, 21:14
        i szczerze mówiąc nigdy mnie coś takiego nie spotkało, dziwne, że takie numery
        są w twoim mieście...Ale moja rada - olej to i chodź z córką dalej.
      • lineczkaa Re: wy ze swoimi maluchami nigdzie nie chodzicie? 11.10.09, 10:58
        Jak była niemowlakiem to chodziłam. Teraz nie. Ma 4 lata i jej się w
        knajpach nudzi, a jak jej się nudzi, to zaczyna wymyślać zabawy typu
        bieganie, wchodzenie pod stoły. Przeszkadza. Nie tylko innym, ale mi
        też wink. Jak podrośnie i się trochę bardziej uspołeczni to znów
        zacznie chodzić big_grin
      • franczii Re: wy ze swoimi maluchami nigdzie nie chodzicie? 11.10.09, 14:33
        ze chodze i to sporo i chetnie. Zwykle chodzimy z dzieciatymi znajomymi wiec
        3latek ma towarzystwo, bez towarzystwa dla niego juz bym go nie zabrala na
        siedzenie w restauracji bo na sam posilek owszem, jest nauczony, ze posilki
        spozywa sie przy stole ale na tym koniec, potem szuka rozrywek to oczywiste. A w
        towarzystwie jest zupelnie inaczej choc dziecko moze byc nieprzewidywalne, a ja
        choc bardzo pilnuje jestem tylko czlowiekiem wiec wpadki czasem sie zdarzajasmile
        choc coraz rzadziej Tyle ze ja moge do tych wpadek bardziej na luzie podejsc,
        nie mam tu na mysli lekcewazenia innych tylko pewnosc, ze spotkam sie z
        wyrozumialoscia a juz na pewno nikt nie bedzie opieprzal, warczal czy rzucal
        nienawistnych spojrzen. Kilka razy i mnie sie zdarzylo, ze np. pani w sklepie
        zwrocila uwage mojemu dziecku bo ja czegos nie zauwazylam ale zawsze w sposob
        kulturalny, nigdy tak histerycznie jak to wynika z twojego opisu, najczesciej
        jak kto zwraca uwage to ja mowie "Oj przepraszam, nie zauwazylam" i tlumacze
        dziecku ze nie wolno i dlaczego nie wolno a w odpowiedzi pani mi sie tlumaczy ze
        jej tylko o bezpieczenstwo dziecka chodzibig_grin
    • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:41
      Dzieci są coraz bardziej eliminowane z przestrzeni publicznej, że sie tak madrze
      wyrażę.
      Coraz bardziej przeszkadzają - to znaczy coraz wiecej jest dorosłych, ktorym
      dzieci przeszkadzają, ktorzy do dzieci odnoszą się z ewidentną agresją, dzieci
      to czują, rodzice też, i jakoś wpływa to źle na zachowanie maluchow - kolejne
      bledne koło.
      Co prawda ja przedwczoraj sama nie wytrzymalam i przygadalam trzylatkowi, ktory
      zaczal na mnie tupac (podeszlam, schyliłam się i słodkim cichutkiem glosem
      powiedzialam: a jak ja tupnę, to się ten sklep zawali - dlatego dorośli nie
      tupią. I poszlam)ale często nie wytrzymuję zaczynam bronic dzieci i ich matki
      przed opieprzaniem, które staje się nagminne.

      Będę się upierac, że nasz stosunek do dzieci, nawet z lekka przeszkadzajacych,
      jest odzwierciedleniem stanu naszych własnych emocji, i tyle. Niech sie martwi
      ta pani zza lady - a Ty sie tak, Beniusiu, nie przejmuj, i dziecka nie
      opieprzaj, tylko co najwyzej spokojnie mów, że tak sie nie robi. Przy czy
      samodzielne zamawianie lodów - o ile nie noszono tam nad jej głową goracych
      napojów - zasluguje na najwyzszą pochwałę, oczywiście.
      • ledzeppelin3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:50
        Dlavczego piszesz, że mała jest niegrzeczna i na nią krzyczysz? Stanowczo
        zwracaj uwagę, ale nie głośno, zeby rura za ladą satysfakcji nie miała
        Moje pierwsze tez ma robaki w tyłku, staram się, żeby nie zakłócała innym
        spokoju i też mi się zdarza wrzasnąć, opieprzyć etecera (jak widzisz przygania
        kocioł garnkowi). Ale kurde, z tych naszych niepokornych wyrosna wspaniałe babki
        z osobowością, a nie skrzywione, sfrustrowane zastraszone picze, które najpierw
        udają miłe (do 30-stki, 40-stki), a potem już tylko cierpią w imieniu całego
        świata. Więc pierniczyć głupie rury, co same były ćwiczone i nie moga ścierpieć,
        że nie dajesz dziecku lania na środku kawiarni.
        P.S. Nie, moje dziecko nie kopie pana aż się spoci, i nie, moje dziecko nie
        męczy zwierzątek i nie ściąga ludziom spragnionym spokoju w kawiarni obrusa z
        zastawą. Ale nie każę mu się zamknąć, bo się tak komus podoba.
        • ledzeppelin3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:54
          No pewnie, że za samodzielne zamówienie loda powinna dostać pochwałę!
          Chcesz zrobić z niej miłą, sympatyczną, całkowicie pozbawioną asertywności i
          potakującą innym panienkę?
          • beniusia79 nie, oczywiscie ze nie 10.10.09, 17:00
            wlasnie wtedy, gdy mnie wkurza i jest niegrzeczna to tlumacze
            sobie, ze dzieki temu wyrosnie kiedys na samodzielna i pewna siebie
            babka smile mam nadzieje, ze tak bedzie ....
        • mozambique Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 15:15

          "Ale nie każę mu się zamknąć, bo się tak komus podoba".

          i juz nauczyłas je kazda sprzedwaczyni w sklepei to rura ?
          idąc dalej twoim tokiem - opiszesz mu jego przyszłe nauczycielki
          jako stare piz..y ?

          i ty sie masz za cywilizowaną matkę ?
          • protozoa Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 16:00
            Pewnie tak. Pewnie takie same metody wychowawcze były stosowane na co dzień w
            domu Verdany, która chwali się, że jej córka publicznie nazwała nauczycielkę
            gó...arą. No i jeszcze dyrektor tego nie potępił.
          • ledzeppelin3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 22:04
            A za kogo Ty się masz, co? Pouczasz w chamski sposób, przysrywasz każdemu,
            każdej matce z dzieckiem dajesz dobre rady. Kim Ty jesteś? Spadaj na drzewo ze
            swoją frustracją. Spadaj na drzewo, paniusiu o mentalności komunistycznej pani z
            mięsnego, której przeszkadzają dzieci i ludzie w ogóle. Tak się składa, że to
            nie Twój interes, czego nauczę moje dzieci. jeśli trafi im się
            nauczycielka/sprzedawczyni o poglądach takich, jak Twoje- będzie to
            nauczycielka/sprzedawczyni pi.... Przecież tak lubisz nazywać wszystko po
            imieniu, co? Dlaczego innym tego odmawiasz?
            • ledzeppelin3 Powyższy post był do Mozambique :P 11.10.09, 22:05

      • deodyma Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 16:58

        nangaparbat3 napisała:

        > Dzieci są coraz bardziej eliminowane z przestrzeni publicznej, że
        sie tak madrz
        > e
        > wyrażę.
        > Coraz bardziej przeszkadzają - to znaczy coraz wiecej jest
        dorosłych, ktorym
        > dzieci przeszkadzają, ktorzy do dzieci odnoszą się z ewidentną
        agresją, dzieci
        > to czują, rodzice też, i jakoś wpływa to źle na zachowanie
        maluchow - kolejne
        > bledne koło.





        ale tak bylo zawsze, odlad tylko siegam pamiecia.
        pamietam, jak sama bylam dzieckiem i byly osoby, ktorym to
        przeszkadzalam ja, czy tez moi rowiesnicy.
        wiec co sie wtedy dzialo?
        robilismy takim osobom na zlosc i wtedy byla jazdasmile
        a poniewaz bylam bardzo zlosliwa jako dziecko i pozniej, jako
        nastolatka, bylam wciaz na cenzurowanym i mialam przechlapane, ale
        czy mnie to martwilo?
        alez skad.
        mialam dzika satysfakcje, ze doprowadzam tamtych do szalubig_grin
        • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 17:39
          Nastolatki chyba zawsze były sekowane, to fakt. Ale trzylatki? Ja pamietam, jak
          obcy ludzie mnie zaczepiali na ulicy i musialam mowic, ile mam lat ("trzy i poł"
          - stad wiem na pewno kiedy to było, niestety dawno)i pamietam, ze to były bardzo
          miłe rozmowy, żadnych wspomnień o wyrzucaniu mnie ze sklepu, do kawiarni
          chodziłam z babcią w szacownym uzdrowisku i nikomu to nie przeszkadzało. Corka
          (teraz 18) jako małe dziecko tylko raz została potraktowana naprawdę źle - w
          sklepie z tekstyliami, osmieliła się dotknac jakiejs beli, ekspedientka uznala,
          że skoro dziecko to MUSI miec brudne ręce -
          Ale to jedyny wypadek, jaki pamietam.
          A teraz co raz to jestem świadkiem objeżdżania dzieci i matek (bo nie słyszalam,
          zeby na tatke ktoś napadał), za to ze dziecko: biega, śmieje się, śpiewa,
          krzyczy, że w ogole jest.
          • asiek_k Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 21:27
            "A teraz co raz to jestem świadkiem objeżdżania dzieci i matek (bo nie słyszalam,
            zeby na tatke ktoś napadał)"

            A wiesz, że cos w tym jest? Jak mąz wraca z młodym z osiedlowego sklepu to
            zawsze mówi, że znowu panie piały do malucha, jak mały jest ze mną w tym sklepie
            to dla sprzedawczyń nie istnieje chyba że nie spodoba im się , że dotyka opakowań.
            • beniusia79 bo panie na panow z dziecmi reaguja zupelnie 10.10.09, 21:30
              inaczej. panowie z dziecmi wzbudzaja sympatie nawet wtedy, gdy
              dziecie po scianach lata wink
            • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 21:30
              No jednak czaem: kobieta kobiecie hieną, niestety.
              • protozoa Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 14:24
                Czy rozumiesz słowo "hiena"? Chyba jednak nie. Czasem odnoszę wrażenie, że
                posiadanie małych dzieci powoduje wyłączenie zdrowego rozsądku.
      • sueellen Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 20:46
        > Dzieci są coraz bardziej eliminowane z przestrzeni publicznej, że sie tak madrz
        > e
        > wyrażę.

        Co Ty opowiadasz!?
        A mnie się właśnie wydaje, że mijają bezpowrotnie czasy kiedy dzieci i ryby
        głosu nie miały. Dawniej było nie do pomyślenia zabrać małe dziecko do
        restauracji. Nawet na przyjęciach rodzinnych dzieci siedziały przy osobnym stoliku.

        Niech sie martwi
        > ta pani zza lady - a Ty sie tak, Beniusiu, nie przejmuj, i dziecka nie
        > opieprzaj, tylko co najwyzej spokojnie mów, że tak sie nie robi.

        To się nazywa wychowanie bezstresowe. Bardzo popularne w obecnych czasach.
        Generalnie chodzi o to, że rozwydrzona dzieciarnia robi co chce.
        • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 20:51
          sueellen napisała:

          Dawniej było nie do pomyślenia zabrać małe dziecko do
          > restauracji. Nawet na przyjęciach rodzinnych dzieci siedziały przy osobnym
          stoliku.

          Żartujesz? Od urodzenia chyba bylam zabierana do kawiarni i restauracji, własnej
          małej jeśli zbyt często nie zabieralam, to wylącznie z powodu zadymienia,
          żadnych innych oporow nie mialam. (Teraz ona ma 18 - wiec to dawno bylo.)


          >
          > Niech sie martwi
          > > ta pani zza lady - a Ty sie tak, Beniusiu, nie przejmuj, i dziecka nie
          > > opieprzaj, tylko co najwyzej spokojnie mów, że tak sie nie robi.
          >
          > To się nazywa wychowanie bezstresowe. Bardzo popularne w obecnych czasach.
          generalnie chodzi o to, by zwracac sie do dziecka mniej wiecej tak, jak
          chcielibysmy, by się do nas samych zwracalo.
          Lubisz byc opieprzana? Bo ja nie.
        • franczii Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 20:59
          co ty powiesz? a ja wiele wspomnien z dziecintwa mam wlasnie z wyjsc do
          restauracji, lodziarni i to w towarzystwie bo moi rodzice zabierali nasza trojke
          i kuzynostwo. Mam migawki ze sniadan i kolacji w hotelach gdzie bywalismy cala
          rodzina na wakacjach. Wesela tez pamietam, choc juz wtedy wieksza bylam, 6-7
          lat. Na zadnym przyjeciu rodzinnym nigdy nie siedzielismy odizolowani od
          towarzystwa. Oczywiscie rodzice mnie wszedzie nie zabierali, mieli tez swoje
          wyjscia, pamietam mame w kreacjach balowych kiedy przychodzila sie pozegnac kidy
          juz lezalam w lozeczku.
      • madami Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 23:19
        O z eliminajcją dzieci to ja się zdecydowanie nie zgadzam! Mam
        wrażenie, że dzieci w przestrzeni publicznej pojawia się coraz
        więcej. Problem pojawia się w przypadku kontaktu:
        - z dzieckiem, dla którego przebywanie w danym miejscu jest katorgą
        a nie rozrywką ( przydługie zakupy w markecie, przesiadywanie w
        knajpie itp.)
        - z dzieckiem najzwyczajniej na świeci niewychowym.

        Jedno i drugie jest mocno upierdliwe i nie wiem skąd zdziwienie, że
        wiele osób tego nie toleruje. Gdy dziecko jest na maxa zmęczone czy
        nastawione na demolkę - bierze się je pod pachę i opuszcza przybytek.
    • kali_pso Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 17:07

      Hmmmmm...może sama zacznij nosić w torebce książeczki i kredki, jako
      rozładowywacz emocji u dziecka? To raz.

      Po drugie- jesteś być może najbardziej winna w tej sytuacji- kiedy
      mała poszła zamówić tego loda Ty ją skarciłaś, więc córka się
      najezyła i odezwała się natura:" No to teraz jej pokażę" a pani przy
      ladzie dostała komunikat:"Jestem mamą, której bardzo zależy na tym,
      jak otoczenie odbiera moje dziecko. Zrobię wszystko, nawet skarcę za
      nic, coby tylko nikt sobie o niej i o mnie nic złego nie pomyślał",
      no i podziałałowink
    • majenkir Re: 10.10.09, 17:21

      beniusia79 napisała:
      > u nas w knajpach lepiej
      > traktowane sa psy anizeli dzieci. na dzieci wszyscy krzywo patrza,
      > na psy nie.

      Kazdy ma to, na co sobie zasluzyl, hehe wink.
      • aniolek03 Re: 10.10.09, 17:45
        to,ze sama chciala zamowic loda to bardzo
        dobrze,rezolutne dzieci sa oksmile)
        a babskiem w kawiarni sie nie przejmuj,no niestety nie
        ma odgornego nakazu zeby lubic kazdego dzieciaka ,tym
        bardziej niesfornego
        jak gdzies z corka wychodzisz to bierz cos co zajmie
        jej uwage,wlasnie jakies kredki,malowanki,zebys nie
        musiala liczyc na miejsca gdzie sa kaciki dla dzieci
      • verdana Re: 10.10.09, 17:52
        Mam mieszane uczucia.
        Na pewno samodzielne zamowienie loda zasluguje na pochwalę. Ale nie
        ukrywam - mnie biegajace po kawiarni dzieci, ktore wyjadaja cukeir
        ze stolikow i liżą szybę - tez czesto przeszkadzaja. Teraz juz
        mniej, ale gdy sama miałam małe dziecko i szlam czasem sama do
        awiarni na plotki z przyjaciółka, to ostatnia rzecza, na jaka mialam
        ochote bylo słluchanie krzykow dzieci czy rozmowa z dziećmi, ktore
        zaczepiały mnie przy stoliku. Trudno - jestem jak najbardziej za
        dziećmi w niektorych kawiarniach, jestem za kacikami dla dzieci, ale
        z przyjemnoscia widzialabym knajpy wolne od dzieci. Ostatnio przez
        pół godziny dziekcko plakalo przy sasiednim stole - w koncu wyszlam
        z restauracji.
        Rodzice zabierający dzieci do kawiarni powinni miec dla nich jakies
        atrakcje - książeczki, ukladanki itd.
    • kol.3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 17:53
      Z całego tego opisu wynika, że córka parokrotnie podpadła
      sprzedawczyni lodów (wyjadanie cukru, lizanie szyby, naciskanie
      guziczka w kasie), co mogło spowodować wrażenie, że mama
      niespecjalnie się przykłada do pilnowania i wychowywania dziecka
      dziecka.
      Niestety takie samo wrażenie wyniosłam z pobytu w knajpkach
      nadmorskich, dzieci roznosiły knajpkę w której bywałam, mimo cudnego
      kącika dla maluchów, z którego zresztą mało co korzystały. Ale skoro
      mama dziecka potrafi potrącić cudzy stolik, prawie włożyć torbę do
      cudzej zupy i w ogóle nie przeprosić, to wiadomo, że taka osoba
      dziecka nie wychowa. Skoro ona przechodzi, to reszta won pod stoły,
      bo jej się należy przestrzeń życiowa.
      Dzieci są coraz bardziej eliminowane z lokali, bo są coraz gorzej
      wychowywane
      .
      Nie jest to jednak zjawisko w 100% powszechne, bo bywam w weekendy w
      restauracyjkach, gdzie bywają małe dzieci, 3-4 letnie, zupełnie
      poprawnie zachowujące się przy stole.
    • kropkacom Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 17:53
      No więc z opisu wynika że nie bardzo panujesz nad dzieckiem niestety. Lepiej dla
      własnego zdrowia psychicznego i czyjegoś dobra wybieraj kawiarnie gdzie są
      kąciki dla dzieci. Sama mam dwójeczkę i jestem zwolenniczka łażenia z dziećmi
      ale jak widzę że one przeginają to albo muszą usiąść, albo wychodzimy. No i
      jednak bym przeprosiła.
      • kropkacom Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 18:00
        I wychodź z nią nadal oczywiście bo musi nauczyć się zachowywać w takich
        miejscach. Wybieraj jednak póki co "bezpieczne" miejsca. Powodzenia. smile
    • iwles Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 20:17


      ja się spotkałam z zachowaniem wprost przeciwnym. Ponieważ w
      kawiarni byl tłok i na zamówienie dlugo się czekało - moje dziecko
      dostało od ręki lody smile Okazało się, że to był "gratis", bo z
      zamówieniem normalną porcję też dostalo smile
    • kobraluca Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 21:02
      Uwazam,ze od 3-latki nie mozna oczekiwac spokojnego siedzenia przy
      stole, to normalne ze dziecko roznosi energia i jest go wszedzie
      pelno, chce wszystkiego dotknac, zobaczyc, polizac. Bo moze cukier w
      lodziarni smakuje inaczej niz w domu, trzeba sprawdzic smile
      Opieprzanie dziecka bylo zupelnie nie na miejscu IMO

      Ja zwyczajnie unikam takich miejsc, chodze z synem w miejsca gdzie
      nikomu nie przeszkadza to,ze jest halasliwy i bez przerwy biega, a
      polizanie szyby wywolaloby co najwyzej smiech wink
    • night_irbis Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 23:01
      Ja tu akurat się zgodzę z nangaparbat3
      "Dzieci są coraz bardziej eliminowane z przestrzeni publicznej, że sie tak
      madrze wyrażę.
      Coraz bardziej przeszkadzają - to znaczy coraz wiecej jest dorosłych, ktorym
      dzieci przeszkadzają, ktorzy do dzieci odnoszą się z ewidentną agresją, dzieci
      to czują, rodzice też, i jakoś wpływa to źle na zachowanie maluchow - kolejne
      bledne koło."

      Jestem mamą dopiero od 1,5 roku, ale zanim nie miałam dzieci (a mam już swoją 3.
      w dacie urodzin) nie miałam żadnego instynktu macierzyńskiego. Dzieci mnie nie
      rozczulały, nie miała żadnej specjalnej chęci do posiadania dzieci, będąc w
      ciąży nie czułam żadnej czułości do rosnącego brzucha, a jako taki "instynkt
      macierzyński" narodził się u mnie dopiero jakiś czas po narodzinach córki i
      teraz systematycznie rośnie wink

      Ale - nie mając tego "instynktu" nie odczuwałam też żadnej niechęci do dzieci.
      Ot po prostu - traktowałam je jako odrębny gatunek, zainteresowanie którym nie
      leżało w sferze moich interesów. I jako taki odrębny gatunek zawsze uważałam, że
      dzieci maja pewne cechy z założenia im przepisane - biegają, głośno się śmieją,
      rozrabiają, gadają jak najęte, wyładowują swoją energię i ciekawość świata na
      wszelkie możliwe sposoby. I mają do tego prawo. I absolutnie nie ma sensu się
      tym denerwować, bo tak już z dziećmi po prostu jest i było od początku dziejów.
      Koty wskakują gdzie się da i drapią meble, psy szczekają, konie płoszą się przy
      niespodziewanym podmuchu wiatru w lesie i t.d. A dzieci się bawią i przez tą
      zabawę poznają świat.

      A ta jawna niechęć, a wręcz agresja do dzieci (w polskim społeczeństwie - bo nie
      wiem jak jest w innych krajach zachodnich - jakoś się temu nie przyglądałam) -
      mam wrażenie że robi się ostatnio modna. Fora typu "Nie chcę mieć dzieci", " Nie
      lubię dzieci" itd. aż się mnożą i są przepełnione nieskrywanym jadem wobec
      wszystkich dzieci i osobników dzieciatych. Mnie osobiście to szokuję i nie
      potrafię tego pojąć. Tak jakby te wszystkie wypowiadające tam osoby (jak również
      napotkane w życiu realnym - typu tej sprzedawczyni w lodziarni) nigdy dziećmi
      nie były albo jako dzieci siedziały w kojcu na smyczy i nigdy w życiu nie miały
      okazji narozrabiać, nabiegać się i td. - patrz wyżej co dzieci robić potrafią.

      Dla porównania powiem, że w krajach wschodnich (o mentalności azjatyckiej) gdzie
      bywam dość często - z czymś takim się wogóle nie spotkałam. Tam kobieta z
      dzieckiem jest bytem wręcz świętym i cieszy się absolutnym szacunkiem i
      pierwszeństwem w załatwianiu jakichkolwiek spraw. Ja już tu nie będę przytaczać
      przykłady chamstwa wobec matek z dziećmi w marketach, komunikacji publicznej
      itd. w Polsce.

      Jednym słowem - jak dla mnie dzieję się w mentalności społeczeństwa polskiego
      coś bardzo dziwnego i niezrozumiałego dla mnie w stosunku do dzieci w
      przestrzeni publicznej i mi się osobiście to bardzo nie podoba, szczególnie, że
      dość często również i mnie to dotyka jako matki z dzieckiem.
      • beniusia79 ja nie mieszkam w Polsce 11.10.09, 08:29
        mieszkam w Niemczech. teraz wydaje mi sie, ze ze wzgledu na swoje
        pochodzenie i akcent tak pani sie wlasnie zachowala. moja kolezanka
        jest z bylej Jugoslawii. podejrzewam, ze to byl wlasnie problem.
        jak pisalam juz wyzej, wybralysmy te kawiarnie bo byla pusta,
        wiedzialysmy, ze dzieci nikomu przeszkadzac tam nie beda... dodam,
        ze nie obsluzono nas od razu. musialam najpierw, po 10 minutach
        czekania podejsc do pani i zapytac sie czy musimy zlozyc zamowienie
        przy ladzie czy podejdzie kelnerka... podeszla kelnerka, ale po
        dopiero po kolejnych kilku minutach... dodam, ze w Polsce az z
        takim ekstrymalnym podejsciem do dzieci nie spotkalam sie. jezdzimy
        czesto po swiecie i wszedzie dzieci byly mile widziane. w Chorwacji
        nasza corka zwiedzila sobie cala knajpe, lacznie z kuchnia i nikt
        nie mial pretensji, wrecz przeciwnie.
        • sanrio eeee, to nie o dziecko chodziło 11.10.09, 09:14
          tylko o was ogólnie. Trzeba było od razu tak pisać. Po prostu Polka i
          Jugosłowianka w niemieckiej kawiarni - normalne, co tu się dziwićindifferent
          • nangaparbat3 Polki Polkom 11.10.09, 10:05
            Jednak zupełnie podobne dwie awantury widziałam juz po wakacjach, w Polsce,
            urządzone przez Polakow (dokładniej Polki) polskim matkom.

            Teraz sobie uswiadomilam, ze - z tego, co obserwowalam - to zawsze kobietom
            przeszkadzaja cudze dzieci. Ot, ciekawostka.
        • mozambique Re: ja nie mieszkam w Polsce 11.10.09, 15:21
          jednym słwoem - utwierdziłąs niemiecką kelnerkę w jej mniemaniu o
          POlakach . i tyle
      • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 10:03
        > Dla porównania powiem, że w krajach wschodnich (o mentalności azjatyckiej) gdzi
        > e
        > bywam dość często - z czymś takim się wogóle nie spotkałam. Tam kobieta z
        > dzieckiem jest bytem wręcz świętym i cieszy się absolutnym szacunkiem i
        > pierwszeństwem w załatwianiu jakichkolwiek spraw. Ja już tu nie będę przytaczać
        > przykłady chamstwa wobec matek z dziećmi w marketach, komunikacji publicznej
        > itd. w Polsce.


        No coż - najwyraźniej sami sie skazujemy na wymarcie.
    • madami Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 23:09
      Patrzą krzywo na dzieci, które nie potrafią bądź nie są w stanie
      przyzwoicie się zachować. Jeżeli Twoja córka jest tak energiczna i
      ciekawska to lepiej jej ze sobą nie zabierać, szczególnie, że dla
      innych gości kawiarni takie żywe i upierdliwe dziecko to nic
      przyjemnego. Zresztą są lodziarnie kameralne i duże lodziarnie
      nastawione na wizyty rodzin - trzeba było się do takiej wybrać.
      • nangaparbat3 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 10:07
        Jeżeli Twoja córka jest tak energiczna i
        > ciekawska to lepiej jej ze sobą nie zabierać, szczególnie, że dla
        > innych gości kawiarni takie żywe i upierdliwe dziecko to nic
        > przyjemnego.

        A mnie by dziecko lizące szybe wprawiło w świetny nastrój, choc pewnie bym mu
        powiedziała, zeby tak nie robiło, bo brudna. Gdybym siedziała obok.
        • protozoa Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 14:22
          Ale nie wszyscy są tacy sami jak Ty. Są tacy, którzy nie są zachwyceni dzikim
          zachowaniem dziecka. Czy tak trudno zrozumiec, ze ktos idąc do restauracji,
          kawiarni,lodziarni chce miło spędzić czas i niekoniecznie słodzić oblizaną łyżeczką?
    • karra-mia Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 10.10.09, 23:15
      A mnie się rzuciło w oczy, ze ty tylko ta swoją córę opieprzałaś, a
      czy choć raz wstałaś do niej, zajęlas ja czyms, czymkolwiek?
      Dlaczego to wsztyscy wokół mają dbac o dobre samopoczucie naszych
      dzieci, o zajęcie im wolnego czasu, tylko nie my - rodzice?
      Ty, jak zrozumiełam, gadałaś ze znajomą, szukałaś komóry i co tam
      jeszcze, a mała miała spokojnie siedzieć obok i czekać, aż mamusia
      ją zauważy?
      Dziecko poszło zamówić sobie loda - a ty?
      dziecko lizało szybę - a ty?
      dziecko lizalo cukier - a ty?
      dziecko wcisnęło coś na kasie - a ty? Co robiłas wtedy?


      > powiedzialam wtedy glosno do
      > znajomej, ze jestem w tej kawiarni poraz ostatni.

      a dlaczego znajomej to powiedziałaś? Znajomej to lodziarnia czy jak?
      Pani kasjerce trzeba było powiedziec, albo kierownikowi, skoro tak
      ci źel, bo poszłas sobie na ploty i liczyłas wg mnie na to, ze kto
      ci się tym dzieckiem zaopiekuje w tej lodziarni. Sorry, ale tak to
      tylko w erze.
      Mój syn tez aniołem nie jest,jest normalnym 3latkiem, który się
      szybko nudzi, ale skoro zabieram go gdzieś, to ja dbam o to, zeby on
      się nie nudził, a nie liczę na obsługę.
      • beniusia79 pisalam ogolnie, mialam pisac calkowity przebieg? 11.10.09, 08:32
        a wiec-czytalysmy z mloda razem karte, ogladalysmy obrazki, mloda
        rozmawiala ze swoja kolezanka. poszla sama loda zamowic bo pani
        kelnerka nas olewala, tam nie bylo "samoobslugi". szukalam komory
        bo akurat maz dzwonil... dziecko nacisnelo na kase w momencie kiedy
        placilam. czyli stalam kolo niej, trzymalam portfel i podawalam
        pani pieniazki... wystarczy? w tej kawiarni bylysmy raptem 20
        minut. wyszlysmy szybko bo mialysmy dosyc, nawet kawy nie wypilam
        do konca...
      • kropkacom Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 08:36
        > Dziecko poszło zamówić sobie loda - a ty?

        Ale to nic złego chyba ze poszło zamówić loda, prawda?
        • karra-mia Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 11:51
          kropka wg nas nic złego, ale mama córę opieprzyła za to tak? A na
          mój post odpisała, ze małaposzła zamówić, bo kelnerka ich olewała.
          no to sie pytam, skoro dziecko poszło zamówić samo i mamie się to
          nie podobało, to co ta mama robiła?
          • kobraluca Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 13:27
            karra-mia napisała:

            > kropka wg nas nic złego, ale mama córę opieprzyła za to tak?

            Ludzie czesto dzieci opieprzaja, bo wiedza ze inni tego
            oczekuja,zeby sobie przypadlkiem ludzie nie pomysleli,ze dzieci
            rozpuszczaja i dyscypliny nie trzymaja i mam wrazenie ze tak wlasnie
            bylo w tym przypadku
            • protozoa Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 14:13
              Dzieci nie trzeba opieprzać, trzeba WYCHOWYWAĆ. Mozna ani razu nie podnieść
              głosu i miec normalne, dobrze wychowane dzieci. Mozna tez opieprzać 10 razy na
              dobę i miec potwory.
              Kilka prostych jak drut zasad i konsekwencja czynią cuda. Dzieci muszą od zawsze
              wiedzieć, że sa ważne, ale świat się koło nich nie kręci. Że inni nie będa
              tolerować ich zachowań dlatego, że "to tylko dzieci", że nie można bić ( i nie
              miec w domu wzorów taty popychającego mamę), wrzeszczeć ( i nie słuchac w domu
              wrzasków). Dziecko będzie szanowało innych gdy nauczy się tego w domu i napewno
              nie powie nauczycielce, że jest gó...ara jesli będzie wiedziało, ze w domu takie
              zachowania sa nieakceptowane. Będzie umiało zachować się w restauracji, jesli w
              domu na co dzień je sie obiady przy stole, porządnie nakrytym i widzi jak
              dorosli trzymają widelec i nóz. Jeżeli tata cha wódę, każdy je o innej porze to
              czego wymagac od dzieci?
              Obruszacie się na innych gości w restauracji, współpasażerów, innych klientów,
              pacjentów, petentów, urzędników, kelnerów, sąsiadów że nie akceptuja okreslonych
              zachowań. I maja do tego prawo.
    • laminja Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 09:18
      jest masa miejsc przyjaznych dzieciom, ba wręcz pod dzieci zrobionych (w
      Warszawie m.in. Kalimba). Tam można się bezstresowo umówić z koleżanką na kawę -
      kiedy nie da się iść bez dziecka. Tak, wszystkie wiemy, że milej byłoby nie
      ciągnąć ze sobą małoletnich, zwłaszcza tych poniżej 6 roku życia :p Czasem się
      nie da, więc albo trzeba szukać miejsca, które zapewnia atrakcje, albo mieć coś
      ze sobą.
    • diabel.lancucki Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 09:30
      to nie kącik trzeba zrobic, tylko dzieciaka wychowac, zeby sie potrafil w
      publicznym miejscu zachowac.
      Nie rozumiem tylko co bylo zlego w zamawianiu samodzielnie loda? Mogla cie
      kelnerka/barmanka zapytac czy potwierdzasza zamowienie (przeciez pusto bylo).
      • m.i.n.e.s I znow zla kawiarnia :/ 11.10.09, 09:43
        Beniusiu
        ale skad zalozenie, ze ktos ma sie przejmowac samopoczuciem Twojego
        dziecka.
        Dlaczego Ty jako matka nie zatroszczylas sie, zeby dzicko bylo czyms
        zajete. Czemu nie wzielas plasteliny (i starej gazety), kredek itp.
        Twoim zadaniem jest zorganizowanie czasu dziecku.
        Kawiarnie pewnie znalas i wiesz jak tam jest. Wiec skad te pretensje.
        Tym bardziej, ze dziecko nie aniol.
        Ty naprawde spodziewasz sie, ze zywy trzylatka bedzie siedziala na
        krzesle i jadla lody?
      • czar_bajry Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 11:28
        Brawo dziewczyny znowu udało się komuś dokopaćtongue_out
        Tym razem padło na beniusię bo: dzieciak pewnie nie wychowany i w kawiarni nie
        umie się zachować. Dzieci ematek to już od kołyski nauczone zachowania w
        miejscach publicznychtongue_out
        Trudno wymagać od trzylatki aby siedziała bez ruchu na krzesełku, co złego w tym
        że poszła zamówić lody?
        Jeżeli było tak jak opisała autorka to zachowanie kelnerki pozostawia dużo do
        życzenia, mała polizała szybę- i co wielkim problemem jest przetrzeć Mr.Massyl
        wystarczy odrobina dobrej woli. Nie uważam że dziecku powinno pozwalać się na
        złe zachowanie wręcz trzeba tłumaczyć jak ma się zachowywać w różnych miejscach
        ale także nie zgadzam się na traktowanie rodziców z dziećmi jak obywateli
        drugiej kategorii. Jak czytam na sklepie kartkę... " z wózkami wstęp wzbroniony"
        to ciemno w oczach mi się robi.Ciekawa jestem ja Wy byście się czuły na miejscu
        beniusi gdyby jakaś pinda traktowała Was z góry tylko dla tego że do lokalu
        przyszłyście z dzieckiem?
        Jakoś w krajach południowych potrafią akceptować dzieci w restauracjach, tylko
        że tam kochają dzieci i uważają je za wielkie szczęście i nikomu nie przyszło by
        do głowy źle potraktować takiego klientasmile
        • kawka74 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 11:37
          Jak czytam na sklepie kartkę... " z wózkami wstęp wzbroniony
          > "
          > to ciemno w oczach mi się robi

          Jeśli sklepik jest rozmiarów pudełka od zapałek, to czemu się dziwić? Tak, jak czasem prosi się o niewchodzenie z wózkami zakupowymi. Z dyskryminacją rodziców nie ma to nic wspólnego, nie przesadzajmy.
        • kunegunda32 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 13:15
          Trudno wymagać od trzylatki aby siedziała bez ruchu na krzesełku, co złego w tym
          > że poszła zamówić lody?

          Z drugiej strony, co będzie jeśli radośnie biegające po restauracji lub kawiarni
          dziecię wpadnie pani kelnerce pod nogi gdy ta będzie niosła np. gorące napoje,
          albo co gorsza gorącą zupę i wyleje zawartość talerzy lub szklanek na głowę
          dziecka? Kto będzie wtedy winien? Kelnerka, rodzice czy dziecko??? Jak znam
          życie winna będzie kelnerka i restauracja, którą w razie czego można pozwać.
          Dlatego nie ma się specjalnie co dziwić ze w restauracjach mogą krzywo patrzeć
          na rozhasane dzieci. Po za tym do lokali przychodzą też ludzie którzy mogą nie
          lubić dzieci, w szczególności gdy one biegają, chowają się pod stołami,
          przepychają pomiędzy krzesłami i mogą przeszkadzać. I ludzie Ci nie mają
          obowiązku tolerowania takiego zachowania i nie którzy mogą w związku z tym dać
          upust swojemu niezadowoleniu. Normalne, przecież ludzie to tylko ludzie. Jak
          zwracają uwagę to niestety albo spacyfikować dziecię albo opuścić lokal i więcej
          tam nie chadzać.
          • kobraluca Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 13:31
            kunegunda32 napisała:

            > Trudno wymagać od trzylatki aby siedziała bez ruchu na krzesełku,
            co złego w ty
            > m
            > > że poszła zamówić lody?
            >
            > Z drugiej strony, co będzie jeśli radośnie biegające po
            restauracji lub kawiarn
            > i
            > dziecię wpadnie pani kelnerce pod nogi gdy ta będzie niosła np.
            gorące napoje,
            > albo co gorsza gorącą zupę i wyleje zawartość talerzy lub szklanek
            na głowę
            > dziecka?

            Ale bieniusia napisala,ze kawiarnia byla pusta i dlatego tam poszla
            • kunegunda32 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 13:36
              Ja rozumiem, tylko potem padło uogólnienie na temat obecności dzieci w
              restauracjach i kawiarniach w ogóle.
          • franczii Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 14:15
            Beniusia nie dopilnowala dziecka, czasem sie zdarza nawet tym, co maja oczy
            dokola glowy, jestesmy tylko ludzmismile Mnie tez czasem wpadka sie przydarzy, choc
            wydaje mi sie, ze moje dziecko juz potrafi sie zachowac a ja niby wiem, czego
            sie moge po nim spodzieac. Moim zdaniem jednak pani w lokalu gdzie byla beniusia
            zachowala sie jak burak. Nie ma nic zlego w zwroceniu uwagi dziecku a nawet jest
            to wskazane jesli matka nie reaguje ale mozna to zrobic w taki sposob, zeby nikt
            nie poczul sie urazony i od pani pracujacej na codzien przy obsludze klientow
            oczekuje sie uprzejmosci a nie histerycznej reakcji, wsciekania, warczenia i
            opieprzania. Dziecko lize szybe, tez mi szkoda! Gdyby pani powiedziala: "nie
            liz szyby bo brudna, bo cie brzuch rozboli" prawdopodobnie wiekszosc matek nie
            tylko upomnialaby dziecko ale przyznala pani racje, przeprosila i jej
            podziekowala za troske a tak klient czuje sie urazony i slusznie, pani sie
            pieni, wychodzi na prostaczke i traci klienta. Ja bardzo uwazam na swoje
            dzieci i wpadki zdarzaja mi sie napawde rzadko ale jednak sa i czasem tez ktos
            zwroci uwage dziecku, na szczescie zawsze w kulturalny sposob ale gdyby po mnie
            pojechal albo po moim dziecku to tez bym czula zal i bylby on uzasadniony.
            • kunegunda32 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 14:36
              Ależ oczywiście, że tak. Masz całkowitą rację. Akurat bieniusia miała nie fart,
              z tą panią, z tym że następowały tu uogólnienia dotyczące restauracji i kawiarni
              w ogóle. Co do kultury, to od obsługi sali powinno się jej wymagać bezwarunkowo,
              bo to leży w ich obowiązkach. Natomiast spotkałam się również z takimi
              sytuacjami, że na grzecznie zwróconą przez obsługę uwagę rodzice lub rodzic
              reagowali agresją i awanturką. Ale jak mówiłam ludzie są różni i ja bym po
              prostu więcej tam nie poszła i tyle.
    • kawka74 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 11:20
      Co zrobić, Twoja córka nie miała najlepszego dnia. Trzylatki potrafią być przekorne do boląca, bo tak. Może tak było w przypadku Twojej córki, im bardziej się irytowałaś, tym bardziej miała ochotę zrobić Ci na złość.
      To, że sama poszła zamówić sobie loda, to świetnie, ale pozostałe wybryki raczej nie musiały się nikomu podobać.
      Nie ma się co obrażać na lodziarnię, tylko na drugi raz lepiej wziąć pannicę pod pachę i udać się do miejsca, w którym tak samo pomieszczenie, jak i pracownicy są przystosowani do rozmaitych wybryków małoletnich.
      • beniusia79 chyba macie racje 11.10.09, 11:41
        powinnam na mala bardziej uwazac i przede wszystkim nie wchodzic do
        tej lodziarni-bylysmy tam pierwszy raz bo akurat zaczelo padac wiec
        poszlysmy do pierwszej lepszej. mamy taka wyprobowana knajpke gdzie
        nawet na nasze zyczenie zrobiono kiedys kacik dla dzieci smilejest
        malutka i fantastyczna. nikt tam krzywo na dzieci nie patrzy.
        niestety, wczoraj wybralysmy zle miejsce. w przyszlosci musze
        bardziej uwazac i nie wlazic z maluchem bez kredek do pierwszej
        lepszej dziupli...
        • mamamira Re: chyba macie racje 11.10.09, 11:53
          To znaczy ze wychodząc z dzieckiem trzeba mieć przy sobie np:kredki,stare
          gazety,plastelinę itp,nie zgadzam się z tym.U nas w De prawie we wszystkich
          restauracjach,kawiarniach,sklepach (większych)zorganizowane są kąciki dla
          maluchów,przecież to wcale dużo nie kosztuje,wystarcza tylko dobre chęci.
          • kawka74 Re: chyba macie racje 11.10.09, 12:10
            Tu się nie ma co zgadzać albo nie. U nas w Polszy nie wszędzie są takie kąciki (acz jest ich coraz więcej), w Niemczech, podobno bardziej cywilizowanym kraju, też, jak widać, nie wszędzie są takie kąciki. Nie ma więc co się obruszać i zakładać, że wszyscy powinni być przygotowani, tylko albo trzeba sprawdzić, czy kącik jest, albo przewidująco wziąć coś ze sobą zamiast testować cierpliwość obsługi i wytrzymałość własnego dziecka.
            Gorzej - są takie sytuacje, gdzie kącik g... pomaga, dziecko ma po prostu fatalny dzień i prędzej zje papier, a kredkami wydłubie komuś oko, niż coś narysuje, więc lepiej dla niego wyjść i wybrać lepszy moment.
            • protozoa Re: chyba macie racje 11.10.09, 14:04
              Jeśli już fonetycznie to " u nas w PolszE".
              • kawka74 Re: chyba macie racje 11.10.09, 15:21
                Element mowy potocznej (nie: języka rosyjskiego) przeniesiony do języka pisanego. Mówiło się u mnie na wsi 'w Polszy' i raczej poprawiać się nie zamierzam.
                Uważaj na przecinki, jeśli już jesteśmy przy poprawianiu.
          • beniusia79 no wlasnie ja w lokalu w DE bylam... 11.10.09, 15:52
            jak widac, nie wszystkie maja takie cuda....
            • kali_pso Re: no wlasnie ja w lokalu w DE bylam... 11.10.09, 16:10

              No niemożliwe, to nietylko w PL zdarzają się wredne, nieusmiechnięte
              panie za ladą? No popatrz, Kropkacom chyba Ci nie uwierzy, że w tak
              cywilizowanym kraju ludzie nie są dla siebie bezintersownie miliwink
              • kropkacom Re: no wlasnie ja w lokalu w DE bylam... 11.10.09, 17:00
                Uwierzy. Wyjątki się zdarzają tongue_out
            • asia_i_p Re: no wlasnie ja w lokalu w DE bylam... 11.10.09, 17:19
              Przyjedź do Wrocławia i idź do kawiarni przy Teatrze Lalek. Gwarantuję, że
              dziecko nie będzie chciało stamtąd wyjść i się nie znudzi, a tobie też nikt
              humoru nie zważy. Oprócz regularnego kącika dla dzieci są gabloty ze
              zwierzątkami tańczącymi po naciśnięciu guziczka, drzewo z jeżdżącym po nim
              pociągiem, cała osobna kawiarnia do góry nogami na suficie, pełna kotów z Ikei i
              mnóstwo dzieci w siódmym niebie. Obsługa się nie marszczy, że dzieci nie siedzą
              na baczność, bo nieźle na tym zarabia.
          • czar_bajry Re: chyba macie racje 11.10.09, 18:36
            W restauracjach i kawiarniach w PL też są książeczki do kolorowania+ kredki, ja
            przynajmniej spotkałam się z takim przyjęciem dziecismile
            Wszystko zależy od właściciela i od jego podejścia do klientówtongue_out
    • phoney Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 15:35
      Z trzylatką to się chodzi do piaskownicy, figloraju, placu zabaw, a
      lody jada się w domu- zwłaszcza jak się ma niegrzeczne dziecko. Nie
      dziwię się, że dziecko psociło i z nudów polizało szybęsmile.
    • wieczna-gosia Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 16:19
      Beniusiu po pierwsze wlasciwie po co wystawiasz sie na linczyk?
      opinie forum sa znane nie od dzis smile

      Po drugie- popelnilas jeden blad- naprawde w kazdym miescie mozna
      znalesc cukiernie gdzie dzieci sa mile widziane- nawet jesli zdarzy
      im sie polizanie szyby i wyzeranie cukru z cukiernicy- bo wiadomo ze
      rodzic z dzieckiem posiedzi, zje, wypije i zaplaci. Po pierwszej
      uwadze warczacej czlowiek sie ubiera i wychodzi i tyle.

      Protozoa ma racje nie wszyscy musza tolerowac zachowanie zywiolowego
      dziecka- ale tez ty nie musisz tolerowac warczenia. moj syn jest
      podobny, szybko sie nudzi, utrzymanie go w ryzach w miejscu
      ":sztywnym towarzysko" wymaga faktycznie calej mojej mobilizacji i
      wysilku. Wiec chodze w miejsca gdzie jest kacik dla dzieci, gdzie
      kelnerka przyniesie balonik i spokojnie powie "przepraszam, strzepne
      paniom ten cukier z obrusa". I luzik. Albo biore kawe na wynos i ide
      do parku.

      Ja oczywiscie WIENM ze zle wychowuje dziecko bo przeciez
      wystarczyloby troche konsekwencji i na pewno moje dziecko
      zachowywaloby sie zgola inaczej- na wszechwiedzacych tez sie trzeba
      uodpornic. Na razie moje doswiadczenia wskazuja na to ze z calej
      baterii opiekunek, wychowawczyn i pan z warzywniaka to JA sobie z
      moim dziakiem radze proporcjonalnie najlepiej, w zwiazku z tym nie
      pozwalam na zbytnie zmieszanie mie z blotem- i tobie radze to samo.

      A tak poza tym prosba o maganera zazwyczaj czyni cuda i kawa z tym
      okropnym dzeciakiem nagle okazuje sie kawa za darmo, a "nasz
      pracownik faktycznie zareagowal zbyt ostro, bardzo nam przykro". Tym
      bardziej ze zaden z gosci nie mial do ciebie pretensji, a ja nie
      doczytalam o potluczonych krysztalach i ogolnej demolce. Poszla sama
      sobie kupic loda, polizala szybe i wyjadla troche cukru a ty za
      kazdym razem reagowalas- no wez prosze cie przestan sie juz biczowac.
    • volta2 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 16:36
      mam dziecko 7 letnie obecnie i do jego 4 lub 5 urodzin do żadnej
      kawiarni z nim nie chadzałam. nie dało się i koniec. lody były
      kupowane, w wafelku i szliśmy dalej, bo o żadnym siedzeniu nie było
      mowy.
      pogodziłam się z tym, że dziecko iż miastowe to nadaje się tylko do
      życia na wsi(las, las, no i place zabaw, zero kina, teatru, kawiarni
      czy muzeum) - jakoś nie myślałam wtedy o nieudolności wychowawczej
      własnej a raczej o dopasowywaniu się do temperamentu dziecka.

      wszystkie zatem przybytki wymienione w nawiasie odwiedzałam - dość
      często i chętnie, gdy dziecko zostawało z opiekunką lub dziadkami.

      drugie dziecko - tak nieruchliwe, że aż patologicznie, prowadziło ze
      mną żywot kawiarniany aż miło. zanim doszliśmy do placu zabaw to już
      siedzieliśmy w kawiarni na lodach, kawie i tiramisusmile i pora do domu
      była wracać na spanie.
      z tym się dało odwiedzić każde miejsce, bo jakiś taki spokojny był i
      jest zresztą do dziś.

      i znów nie traktowałam tego jako swojego sukcesu pedagogicznego a
      raczej tylko reagowałam na możliwości jakie mi stwarzałsmile

      reasumując - jak dziecko sprawia trudności w miejscach publicznych
      to dla jego i własnego spokoju należy chodzić z nim tam, gdzie tych
      trudności nie sprawia. czasem jest to okres pół roku, rok, czasem
      jak u mnie 5 lat.

    • ewcia1980 Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 18:23
      A ja własnie wrócilam z kawiarni w której byłam z męzem, 3-latka i 8-
      miesieczniakiem.
      I chociaz moja starszaczka jest ostatnio mocno rozbrykana to w
      miejscach publicznych umie sie zachowac.

      W twojej sytuacji (tzn gdyby dziecko zaczelo "brykac" w miejscu
      publicznym) po prostu wyszłabym bo z jednej strony rozumiem, ze
      posiadanie dziecka nie powinno skoazywac nikogo na ciagłe siedzenie
      w domu ale również rozumiem obsługe w lokalu.
      Bo patrzac z drugiej strony - chciałabys słodzic kawe/herbate cukrem
      w którym "gmeralo" wczesniej cudze dziecko?????
      Bo ja NIE.

      Dzieci czasem maja gorszy dzien - wiec po co meczyc i je (ciagle
      je "opieprzajac") i siebie (denerwujac sie na dzieciora.

      pozdrawiam
      • myelegans Re: mama z dzieciem w kawiarni.... 11.10.09, 19:36
        Jak sie wybieram z dzieckiem gdziekolwiek, gdzie bedzie od niego wymagane
        siedzenie na pupie przez dluzszy czas: podroz samolotem, czekanie na lotnisku,
        restauracja, kawiarnia, podroz samochodem zawsze pakuje maly plecak dla niego, w
        ktorym sa ksiazki, kredki, zeszyt, kilka malych zabawek, jakas niespodzianka,
        drobne przegryzki. Jak ma zajecie, nie wchodzi w szkode, zajmnie sie spokojnie
        soba, a my mozemy porozmawiac, zjesc itd. Tak bylo jak mial 2 lata i tak jest
        teraz jak ma 5 lat.
        Jest dzieckiem bardzo zywym.

        Ale z drugiej strony mieszkam w kraju bardzo przyjaznie nastawionym do dzieci, w
        kazdej restauracji na wejsciu dostaja cos do zabawt albo rysowania, w pizzerii,
        kawalek surowego ciasta do wyrabiania, i kolorowe menu po ktorym moga rysowac.
        Nie mialam takiej publicznej sytuacji.
        • grzalka myslę intensywnie 11.10.09, 21:23
          i nie wiem jak wytłumaczyć fakt, że będąc w tym samym stopniu konsekwentną i
          stosując takie same zasady (proste chyba) mam troje zupełnie rożnych dzieci, z
          których jedno zachowało by się w tej restauracji jak córka Beniusi, drugie jak
          córka koleżanki Beniusi, a trzecie jest zupełnie nieprzewidywalne

          wot, zagadka
    • grzalka aha 11.10.09, 21:24
      mąż nie chleje wódy, ale obrusa nie używamy w domu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka