mwiktorianka
09.11.09, 15:21
Mało mnie wczoraj szlag jasny nie trafił....Ale od poczatku,otóż
sprawa wyglada nastepujaco;mój maz ma matke,ma też brata,miał też
siostrę,ale ona juz nie żyje.Rodzenstwo męża jest dużo od niego
starsze.Brat męża ma 30-letnią córkę,siostra miała syna,który jest w
moim wieku(37 lat),my mamy 3 dzieci w wieku szkolnym i
przedszkolnym.Teściowa (teśc juz nie żyje),wykupiła kilka lat temu
swoje mieszkanie na własnośc(za namową sasiadów,którym zależało,aby
wszyscy lokatorzy wykupili bo wtedy płacili za to dosłownie
grosze).Jakiś czas temu tesciowa i brat męża zaczeli przebakiwac na
temat przepisania mieszkania bo po smierci tesciowej to trzeba by
załatwiać sadownie itd.brat meża stwierdził,że on swojej częsci nie
chce,więc uzgodnili,że najrozsadniej będzie jeśli tesciowa przepisze
mieszkanie na wnuki,ale nie ustalali konkretnie kiedy ma sie to
odbyc.Jakis m-c temu maż chciał pojechać do matki w odwiedziny
(rodzina męza mieszka w miescie oddalonym od nas o 250 km),na co
usłyszał żeby nie przyjezdżał teraz,a dopiero na swieto zmarłych to
pojda wspólnie na groby do ojca i siostry.A kiedy miał już jechac na
swieto, brat stwierdził dosłownie dzień przed wyjazdem meża, żeby
nie przyjeżdżał teraz tylko za ok.2 tygodnie i w dzień powszedni bo
z mama jest coraz gorzej i musza załatwić sprawe mieszkania.Wczoraj
zas zadzwonił poinformowac nas,że teściowa mieszkanie juz
przepisała....na jego córkę....Nie jestem typem pazery,ale wsciekłam
sie tak bardzo,ze az się popłakałam.pieniądze ze sprzedazy tego
mieszkania miały być dla naszych dzieci np.na pierwsza rate na ich
własne mieszkania...a teraz nic nie dostaną....uwazam to za ogromnie
niesprawiedliwe dlaczego jedna wnuczka dostanie wszystko,a reszta
wnuków nic?Rodzina męża zawsze sprawiała kłopoty i niezwykle trudno
było sie z nimi sensownie porozumieć.Odstawili niejeden numer,ale
czegoś takiego sie nie spodziewałam.Dziwiło mnie,że brat meza nic
nie chce,ale maz twierdzil,że on nigdy nie przywiązywał wagi do
kasy.wygląda na to,że jest zupełnie inaczej...Nagle zaczął martwić
się o córkę,na którą przez długie lata nie płacił grosza alimentów
(rozwiódl sie z jej matka,gdy była bardzo mała),a teraz gdy jest juz
dorosla ma swietna prace,duże mieszkanie,zarabia naprawde sporo(nie
ma dzieci,ani męza,bo twierdzi,że najwazniejsza jest kariera)to
nagle tak dba o jej interesy.Brak mi słów po prostu....i nie wiem co
z tym zrobic.Mąż wybiera sie do nich żeby wyjasnic tą sytuację,ale
czy to sie wogole da wyjasnić....?