Dodaj do ulubionych

Tak wiem mialam sie rozwiesc

14.12.09, 23:18
I kurcze chyba blizej temu niz dalej sad

Po moich wpisach w temacie kasy rodzinnej, odbylam powazna rozmowe z
mezem... Szlochalam sobie (no jakby litosc chcialam wzbudzic),
poszlochalam, poszlochalam, maz przytulil powiedzial ze rozumie i ze
wlaczy sie w funkcjonowanie domu, rozmowa skonczyla sie bardzi milym
i budujacym seksem.
Juz nastepnego dnia usilowal mnie wmanewrowac w oplacenie zlobka
(jego jedyny obowiazek), ze niby ma to konto internetowe i moge
usiasc i oplacic z jego konta, najezylam sie troszke, zrobilam
podkowke, wiec stanal na wysokosci zadania, cale 135 zl za zlobek
oplacil (to w temacie ile sie doklada do rodziny). Oczywscie
pojechal oplacic bo w internecie on tylko Naruto potrafi ogladac,
ale jak sie wlasne konto obsluguje pojecia zielonego nie ma smile
No i super, super, super, w sobote pracowal, w niedzie na pol dnia
pojechal tacie lozko do sypilani skrecac (ponoc pomoc, a nie bylo go
z 5,5 godziny). Ja caly weekend sama z mloda smile no niby normalne,
jak wrocil jeszcze obiadek dostal.
Ale dzis mnie tak spienil, znowu siedze i Wam sie wypisuje (mam hehe
nie przenosic frustracji na niego bo chlop ma dorastac).
O 9 dzis w zlobku byla impreza z Mikolajem, mala w zlobku nie byla
miesiac bo chorowala, ale mysle sobie aaa niech mikolaja zobaczy
dzieciaczyna na zywo.
Pobudka 6 (ja) dziecie 7. Galopkiem butla, przebieranki itp. zeby
byc na 9 w zlobku malej musze wyjsc kolo 8:30, jezdzimy autobusem smile
Maz hmmmm wozi tylek samochodem, no bo coz - pracuje na 3 rano smile
Sniadania dac nie zadazylam ale o 8 wyszlysmy z domu, i mysle sobie
biedne dziecko glodne bedzie bo na sniadanie do zlobka nie zdazymy
(8:15) cale szczescie bylysmy na miejscu 8:30 wiec sie jeszcze na
posilek zalapala.
Odbebnilam impreze z Mikolajem w tancach i plasach, po czym abarot
dzieciaka w wozek i do domu (no kuruje sie jeszcze). Stechana jak
kon dotarlam do domu o 11. Jeszcze zupe wetknelam mlodej, kiedy o
11:30 przyjechal MAZ tongue_out
Wiec ja do roboty w te pedy...
Mial ja polozyc spac a potem dac drugie danie.
Wiem ile moja mala moze spac, (w dzie max do 14:30, i nie dluzej niz
1,5 godziny bo potem o 20 za diabla spac nie chce).
Wracam z pracy (musialam troche odrobic za tego Mikolaja) o 18:20,
malzonek dziecie mi wrecza do obrobki wieczornej (kolacja, mycie,
leki, usypianie), a on sobie Naruto oglada popijajac piwko smile
Ja od 6 na nogach, po imprezie, robocie, zakupach, jeszcze znalazlam
w sobie odrobine entuzjazmu dla kolacji z dwulatka smile
To nic ze on z nia w dzien spal solidnie smile Ja mam "wiecej" energii
zyciowej.
I tu kulminacja:
o godzinie 19:30 maz spi.
Oliwka o 20:00 konczy kolacje.
O 20:45 jestesmy gotowe do spania.
O 22:00 myslalam ze mu jaja zgniote mlotkiem do miesa, bo moje
dziecko i spaniu nawet nie myslalo!!!!!!!!!!
Co to oznacza? Ze polozyl ja spac okolo 13, po czym przespali sobie
razem ze 4 godziny!!!!!!!!!!!
A on o 19:30 w nosie maja wszytsko juz spal.
Oliwka po dluuuugich namowach, lulaniu itp. zasnela 22:30!!!!

A jutro rano to ja ja musze z lozka zwlekac, zeby do zlobka leciec
(nie mam z kim zostawic). Nie mowiac o tym ze dla siebie mam teraz
odmierzone 45 minut....

Wygadalam sie i lzej mi, ale ja go kiedys chyba do pionu ustawie, bo
nie wiem na ile czasu dorastania starczy mi sil.
I wogole co byscie w takiej sytuacji zrobily? Jak sie odegrac?
Obserwuj wątek
    • sowa_hu_hu Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 14.12.09, 23:23
      odegrać?

      To ile już jesteście razem? Zastanawiam sie ile jeszcze musi minąć
      czasu zanim sie otrząśniesz... Mnie sie udało w miare szybko choć i
      tak za długo to trwało...
      • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 14.12.09, 23:34
        Nie dlugo... znamy sie 5 lat, po slubie 2 lata... tak tak tak...
        Olwika konczy w styczniu dwa latka, a mysmy wzieli slub miesiac
        przed jej urodzeniem (15.12 - jutro rocznica).
        Ja bym sie na to nie zdecydowala, gdyby nie to, ze z roznych powodow
        (glupio zawarte wczesniej malzenstwo i zbyt dlugo odwlekany rozwod)
        musialam bo dziecko nosiloby nazwisko mojego bylego meza.
        Perfidna byc nie chcialam...
        • sowa_hu_hu Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 14.12.09, 23:40
          Czyli wyszłaś za mąż z powodu dziecka?
          Już bym wolała żeby nosiło nazwisko exa niż wychodzenie za mąż bez
          przekonania...
          • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 14.12.09, 23:45
            Wiesz glupoty chodza parami... Jak moje "udane" malzenstwa.
            Tmlumaczyc sie nie mam z czego, co njawyzej prozaiczne, "Myslalam ze
            bedzie inaczej."
            Balam sie ze bedzie gorzej, ale liczylam gleboko ze bedzie lepiej...
            A teraz po prostu braknie mi sil, ochoty, i nie dla Olwiki. Ale ja w
            glebi siebei uwazam ze wszytsko powinno byc na pol, wiec braknie mi
            sil do robienia ciagle czegos za kogos innego, bo on swojego "pol"
            niie robi.
            • sowa_hu_hu Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 14.12.09, 23:54
              My baby często wierzymy, że "tym razem będzie inaczej"... Ja na
              szczęscie nie wychodziłam za mąż, miałam rozwód z głowy...
              Co cie przy nim trzyma?
              Nie dasz rady sama?
          • rotera Re: nazwisko 18.12.09, 10:43
            dlaczego byłego męża?
            przecież na sprawie mogłaś wrócić do panieńskiego i dziecko miałoby
            Twoje Panieńskie...


            nieskładne/nieprawdziwe tłumaczenie
    • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 14.12.09, 23:28
      Tluczkiem do miesa mialo byc, ale przed oczami jak pisalam mialam
      mlotek wink
      • czar_bajry Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 00:11
        he he he sowa zaraz Cię rozwiedzietongue_out
        Nie wiem ile Twój ślubny będzie dorastać ale zawsze można wszystko troszkę
        przyspieszyćsmirk zostań po godzinach niech małżonek młodą położy, nie rób zakupów
        tyle tylko co dla dziecka, nie pierz a najlepiej w delegacje wyjedźbig_grin
        Do rozwodu to u Ciebie chyba daleko, jak byś go nie kochała to i seks nie był by
        udanysmirk
        Próbujbig_grin
    • girasole01 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 00:52
      Czekaj, czekaj, paru rzeczy nie zrozumialam.
      Po pierwsze - wstajesz o 6, zeby wyjsc z domu o 8 - co Ty robisz przez
      te 2 godziny? Wiem, ze z dzieckiem rozne rzeczy robi sie dluzej, ale co
      robilas sama od 6 do 7? A potem od 7 do 8 - przez godzine przebieralas
      dziecko? I przez godzine nie dalas rady podac dziecku sniadania? Nie
      zrozum mnie zle, to nie jest zaden atak na Ciebie, ale naprawde nie
      moglabys ograniczyc troche czynnosci porannych (np. prysznic zamiast
      kapieli)? Mam dziecko 10 miesieczne i wiem, ze godzina spokojnie
      wystarczy zeby sie umyc, umyc, wysuszyc i ulozyc wlosy, umyc zeby sobie
      i dziecku, ubrac siebie, przebrac dziecko, zjesc sniadanie i nakarmic
      dziecko. Co wiecej trzeba zrobic przed wyjsciem?
      Po drugie - wkurzylas sie na meza, ze dal dziecku spac w ciagu dnia? A
      jak Ty to zalatwiasz - specjalnie budzisz dziecko/nie dajesz mu spac w
      ciagu dnia po to, zeby w nocy szybciej zasnelo? Jakby nie patrzec nie
      da sie na sile uspic dziecka - raczej watpie zeby Twoj maz podal corce
      jakies tabletki, zeby dluzej spala.
      Po trzecie - jezeli Twoj maz wstaje przed 3 to ma prawo byc zmeczony o
      19 i isc spac (pomijam tu kwestie 4 godzinnego snu w ciagu dnia, ktora
      jest tylko Twoim domyslem).
      I po czwarte - Ty sie nie masz na mezu "odgrywac" sni nic wymuszac
      placzem, tylko z nim rozmawiac. Odgrywanie sie nie prowadzi do
      porozumienia. A myslenie o rozwodzie z powodu drzemki meza z dzieckiem
      w ciagu dnia (tak wiem, upraszczam) wydaje mi sie dziwne...
      • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 09:45
        Hmm, jak Olwika byla mlodsza mozesz mi wierzyc ze czasu potrzeba
        bylo mniej, wtykasz takiemu 10 miesiecznemu butle z kasza i masz
        pierwsze sniadanie z banki, nie dosc tego tachasz go ze soba po domy
        w nosidle, hustawce, czy czym tam jeszcze.
        Z dwulatka trzeba sie dogadywac...
        Sniadanko lubi jesc sama, i pomijajac kwestie przygotowania i
        wystudzenia herbatki itp. zjedzenie 4 kanapek zajmuje jej srednio 30
        minut, a ja musze asystowac bo bezemnie zje pomidora i szynke a bule
        zostawi smile
        Nawet nie podchodze do sniadania rano z tych wlasnie zwgledow.
        A butle moja mala je z samego mleka, i to zaraz po wstaniu sie
        domaga.
        Wiesz dzis danie jej syropku + kropli na migadly zajelo mi 15, z
        czego 10 trwala gonitwa, a 5 uporczywe "nie chce" z ust mojego
        dziecka. To wlasnie robie przez te 2 godziny rano smile
        Scielenie lozek, prysznic, moje leki (mam astme), potem juz caly
        cyrk z Olwika.
        Wiesz taki smark to Ci biega po domu, a Ty nawet zebow nie mozesz
        spokojnie umyc, bo ona w tym czasie zdaza wywalic polowe ubran z
        naszej szafy smile
        • beniusia79 wiem jak to jest miec takiego smroda, ale 15.12.09, 09:53
          nie trwa to u nas az tak dlugo i nie pozwalam sobie na dyskusje z
          nia. nie wyobrazam sobie tez tak dlugo jesc. czemu je w domu jesli
          ma sniadanie w zlobku? mam wrazenie, ze i maz i dzieciak wchodza ci
          na glow i robia co chca....
          • kulma.m Re: wiem jak to jest miec takiego smroda, ale 15.12.09, 10:05
            Widzisz czytalam ze dziecko nie powinno sie czuc jak towar ktory sie
            rano budzi i w 15 minut dostarcza do przechowalni.
            Ze jest to dla malych dzieci trudne, wiec nie nalezy sie spieszyc, i
            ja staram sie jej nie poganiac...
            Wole wszytsko zalatwic zabawa i usmiechem niz ja nerwowo szarpac i
            stawiac sprawe "Bez dyskusji zrob to..."
            • beniusia79 tu zabawa i tiu, tiu, tiu 15.12.09, 11:47
              a z drugiej strony zlosc na meza i ciagle niezadowolenie. co z
              tego, ze rano cwierkasz do dzieciatka skoro ono i tak czuje, ze
              gdzies w glebi niezadowolona jestes na wszystko.. wiesz, mozna i
              bez rozkazywania i z zabawa zalatwic wszystko w 40 minutek. moja
              corka wstaje kolo 8 i mamy zaledwie godzine na wszystko, czesto
              nawet mamy troche czasu zeby sie troche jeszcze pobawic przed
              przedszkolem. w przedszkolu jestesmy na 9. corka pije w domu mleko
              (z normalnego kubka). sniadanie je tylko w przedszkolu i na tym
              wlasnie oszczedzamy czas. nie wyobrazam sobie, zeby moj maluch po
              wypicia mleka wtrynil jeszcze 4 kanapki.
              • novembre Re: tu zabawa i tiu, tiu, tiu 15.12.09, 18:14
                Beniusia, ale kiepsko jest (zwłaszcza w taką pogodę) dziecko z pustym żołądkiem
                prowadzać.. Ja mojemu dawałam kakao w kubku z rurką, wypijał, było ciepłe i
                jakby pożywne smile.
                A co do organizacji poranka, to ja wstaję wcześniej, szykuję sama siebie w 100%,
                budzę młodego, on je płatki (teraz jest już stary, ma prawie 7 lat), ewentualnie
                jem z nim swoje śniadanie, on się ubiera i myje, ja robię oko i wychodzimy do
                przedszkola. Pół godziny od jego pobudki, może 40 minut.
                Jak chodził do żłoba, było tak samo, ja ubrana i naszykowana budzę i ubieram
                dziecko, flacha z kakao albo z mlekiem to pięć minut roboty z wypiciem włącznie.
                Siku, zęby i poszli.
                wink
        • gryzelda71 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 09:54
          2 latka zjada 4 kanapki?
          • beniusia79 no wlasnie, wszystko jakos tak 15.12.09, 10:03
            niedorzecznie i nieralnie troche brzmi.
          • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:03
            Nie wiem ile je Twoje dziecko ale moja np. (jadlospis weedenowy):
            8 rano butla 210 ml
            9:30 dwie parowki, kromka bulki wroclawskiej i salatka z polowy
            pomidora ze szypiorkiem i smietana, lub dwa jajka na miekko i dwie
            kromki bulki
            11 male Monte
            13 micha zupy (taka jaka je moj maz wielkoscia)
            16 drugie danie (wczoraj talez zapiekanki ziemniaczanej z miesem
            mielonym)
            19 kolacja np. 3 grzanki z serem zoltym szynka i szczypiorkiem

            I nie martw sie, moja mala poszla w tatusia, w pierwszym roku zycia
            byla na 3 centylu (wszytskie badania w normie), a teraz jako tako
            oscylujemy miedzy 10 a 25 centylem. Po prostu na grubasa nie
            wyrosnie.
            • gryzelda71 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:08
              Mój 6 latek tyle nie je.
              • ciociacesia ja tyle nie jem :P 15.12.09, 10:13
                i co z tego tongue_out
                • gryzelda71 Re: ja tyle nie jem :P 15.12.09, 10:14
                  Nic.Nie mogę tylko sobie tego wyobrazić jak niespełna 2 latka pałaszuje takie
                  ilości jedzenia.
                  • kulma.m Re: ja tyle nie jem :P 15.12.09, 10:21
                    Hahaha tez sie smieje ze jakby tak na naprwade uboga rodzine trafilo
                    to by jej nie wyzywili smile I zastanawiam sie kto na nia zarobi
                    pozniej wink Chyba posag musimy zaczac odkladac.

                    W zlobku Panie mowia ze Oliwka jest najbardziej zdyscyplinowana w
                    jedzeniu, a jak zaczynala chodzic rok temu (miala skonczony roczek)
                    to wszytskie jej lzy mozna bylo otrzec kanapka smile hahahha
                    Teraz juz nie jest taka ze sie co 5 minut o chrupke upomina, ale
                    posilki zjada solidne, i nadal w zlobku przoduje w konsumpcji smile
                    A no dodatek wszystkie Panie sie zastanawiaja gdzie to idzie skoro
                    ona taka szproteczka smile

                    • avvg Re: ja tyle nie jem :P 16.12.09, 19:43
                      > jedzeniu, a jak zaczynala chodzic rok temu (miala
                      skonczony roczek)
                      > to wszytskie jej lzy mozna bylo otrzec kanapka smile
                      hahahha

                      Taa, a jak za kilkanaście lat na szkolnych, i nie
                      tylko, dyskotekach, będzie takim małym tłuściutkim
                      stojącym na ubocz pulpecikiem, którego żaden facet nie
                      będzie chciał "poprosić do tańca", to będzie sobie
                      ocierać lezki batonikiem.
                      Chociaż to monte jej odpuść, bo już ją widzę w
                      przyszłości, jak próbuje wcisnąć jakiś łach i nic jej
                      się nie udaje.
                      Właśnie walczę z trzydziestokilogramową nadwagą, a
                      babcia taka ze mnie dumna była zawsze, że tyle jemsmile
                      Też byłam chuda jak szczapa, tylko mi przyzwyczajenia
                      zostały.
              • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:14
                A ja dziekuje Bogu ze tyle je, bo wogole bysmy na tym 3 centylu
                byly, i pamietam te korowody lekarzy do jakich musialam chodzic bo
                dziecko za chude.
                Bylam chyba u calego zestawu: Alergolog, Kardiolog, Endokrynolog
                itp.. itd.
                Nic z tego nie wyniknelo, za to nerwow i czasu stracilam mnustwo.
                Moj maz ma 175 cm i wazy 62 kilo smile Ma starszego brata przyrodniego
                z tej samej matki, kotry ma 190 i wazy 120 kg.
                Jak widzialam ich wspolne zdjecia (roznica 4 lata) to stoi taki
                pulchny paczek, i dziecko z Oswiecimia kolo niego hahah.
                Oliwka poszla w ojca...
                • gryzelda71 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:17
                  Moja córka od urodzenia do dziś w tym 3 centylu.Nigdy po żadnych lekarzach się
                  nie ciągałam,bo i po co?No sorki kardiolog był,ale z powody wady serca,a nie
                  chudości.
                  • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:23
                    A mnie skierowala enodkrynolog po badaniach tarczycy (w normie),
                    poniewaz powiedziala ze w takim razie na 100% to wada serca.
                    Z endokrynolog sie troche za mocno nie zgodzilam i nigdy juz do tej
                    samej baby nie wroce, ale ziarno niepewnosci zasiala smile
                    Wiec zeby miec czyste sumienie jeszcze i kardiologa odwalilam.
              • franczii Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:32
                Ja tyle nie zjadam w ciagu dnia, nie mowiac o moim 3latkubig_grin
                Gratuluje apetytu
            • czar_bajry Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 12:02
              kulma.m napisała:

              > Nie wiem ile je Twoje dziecko ale moja np. (jadlospis weedenowy):
              > 8 rano butla 210 ml
              > 9:30 dwie parowki, kromka bulki wroclawskiej i salatka z polowy
              > pomidora ze szypiorkiem i smietana, lub dwa jajka na miekko i dwie
              > kromki bulki
              > 11 male Monte
              > 13 micha zupy (taka jaka je moj maz wielkoscia)
              > 16 drugie danie (wczoraj talez zapiekanki ziemniaczanej z miesem
              > mielonym)
              > 19 kolacja np. 3 grzanki z serem zoltym szynka i szczypiorkiem
              >
              > I nie martw sie, moja mala poszla w tatusia, w pierwszym roku zycia
              > byla na 3 centylu (wszytskie badania w normie), a teraz jako tako
              > oscylujemy miedzy 10 a 25 centylem. Po prostu na grubasa nie
              > wyrosnie.

              Nie wierzę.
            • ivaz Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 18:23
              o jej ja w zyciu tyle nie zjadłam, ale ma spuscik w szoku jestem
        • girasole01 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:25
          Moja corka nie je z butli - na sniadanie scieram jej owoce, dodaje do
          jogurtu i karmie lyzeczka. Ale OK, te godzine z dzieckiem jakos sobie
          moge wyobrazic, ale tej "swojej" godziny (od 6 do 7) naprawde nie
          mozesz przyspieszyc? Jesli scielenie lozek tyle czasu zajmuje to to
          olej, przykryj lozko koldra i bedzie ok smile
          A jak z tym spaniem w ciagu dnia - budzisz corke jak spi dluzej niz
          godzine, zeby latwiej zasypiala w nocy?
          • beniusia79 ja bym poszla z nia na badania, bo 15.12.09, 11:52
            nawet niektorzy dorosli tyle nie jedza co twoja dwulatka. nie pisz,
            ze poszla po ojcu bo to nie musi miec z tym nic wspolnego. zdajesz
            sobie sprawe, ze ona kiedys przestanie juz rosnac i dalej bedzie w
            siebie tyle wrzucac? wiesz czym to grozi? z twojego planuj jedzenia
            jaki podalas wynika, ze jestes bardzo zaplanowana osoba. pewnie
            wszystko masz pod godzine i wg. tego wlasnie planu. ci, ktorzy sie
            go nie trzymaja, maja problem. widze, ze maz planu sie nie trzyma a
            ciebie to wscieka. wyluzuj kobieto!
            • kulma.m Re: ja bym poszla z nia na badania, bo 15.12.09, 13:43
              A ty zdajesz sobie sprawe ze sa dzieci ktore (jak dziecko mojej
              przyjaciolki, ma 1,5 miesiaca mniej niz moja Olwika, a waga kolo 90
              centyla) jedza o polowe mniej niz moja i sa i tak pulchne???
              Gosia nieraz widziala na oczy ile Oliwka w siebie wrzuca... i
              patrzymy na swoje pocuechy, jedno puszysty niejadek, drugie chudy
              zarlok.
              Tata tej malej tez wazy ze 150 kg, Gosia "mocnej budowy" a dzieciak
              naparwde malo je.
              Moja za to ojciec jak juz pisalam, a ja 165 cm, 59 kg.
              Ma taka a nie inna przemiane materii, lekarze kotrzy widzieli mojego
              meza, zadawali mi zawsze pytanie "A przypatrzyla sie Pani swojemu
              mezowi???". Wiesz ile on pochlania, ze dwa razy tyle co Olwika na
              bank, bo nie dosc ze jadlospis obiadowy taki sam, to on czesto jak
              pracuje to hamburgery, pizze itp ida na drugie sniadanie, a
              wieczorem potrafi paczke popcornu, czy chipsow zapic cola lub piwem
              i i tak wazy 62 kg.
              Ja nie jem nawet polowy tego co Olwika, ale stoje w miejscu z waga,
              gdyby ona jadla mniej spadalaby w siatce (przetrenowalam jak byla
              chora tydzien i nie miala apetytu, 300 gr poszlo w dol...)
              • kiniox Re: ja bym poszla z nia na badania, bo 16.12.09, 11:14
                Nie przejmuj się straszeniem. Jeżeli sprawdziłaś, że dziecku nic nie jest, to po
                prostu ten typ tak ma. Ja byłam takim dzieckiem. Jadłam jak smok, czesem więcej
                niż mój tata, który ma prawie 190cm wzrostu i ważył wtedy około 120kg.
                Jednocześnie wyglądałam jak zabiedzona, wystajace kości, podbite na sino oczy, a
                moją młodziutką mamę zaczepiały na ulicy strasze panie, żeby na nią nakrzyczeć,
                że mnie niewystarczająco karmi. Mama niejeden wieczór przez to przepłakała. I
                co? I nic. Dorosłam, jestem szczupła (nie chuda), zdrowa i wysportowana. Wciąż
                taniej mnie ubrać niż wyżywić wink
        • czar_bajry Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 11:59
          Sniadanko lubi jesc sama, i pomijajac kwestie przygotowania i
          > wystudzenia herbatki itp. zjedzenie 4 kanapek zajmuje jej srednio 30
          > minut, a ja musze asystowac bo bezemnie zje pomidora i szynke a bule
          > zostawi smile

          Naprawdę musisz jej dawać 4 kanapki na śniadanie?
          Mój 5 latek zjada jedną a zapewniam Cię że wygląda dobrze i zjeść lubitongue_out

          > A butle moja mala je z samego mleka, i to zaraz po wstaniu sie
          > domaga.
          O matko to ile Twoje dziecko je na śniadanie?
          Zawsze kanapki możesz zastąpić serkiem albo wyjść tak żeby zdążyć na śniadanie
          do żłobka.
          Wystarczy trzymać w dzbanku zimną przegotowaną wodę i odpada problem studzenia
          herbatki.

          Scielenie lozek, prysznic, moje leki (mam astme), potem juz caly
          > cyrk z Olwika.
          > Wiesz taki smark to Ci biega po domu, a Ty nawet zebow nie mozesz
          > spokojnie umyc, bo ona w tym czasie zdaza wywalic polowe ubran z
          > naszej szafy smile

          Żarty sobie robisz?
          Przecież większość z nas też robi rano to samo co Ty.
          Zawsze miałam kłopot ze zrozumieniem że do obsługi jednego dziecka potrzeba
          kilku osóbtongue_out


          • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 13:36
            Sprostuje tylko jedno...
            MOJE DZIECKO NIE JADA KANAPEK PRZED ZLOBKIEM, tylko butle.
            O sniadanku napisalam wtedy bo bylam pewna ze sie na sniadanie w
            zlobku nie zalapie, i ze pierwszy posilek zje po Mikolajkach kolo
            11!!!
        • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 19:07
          No dobra, ale chyba pisałaś, że śniadania w końcu nie jadła? Btw
          jeśli normalnie jada śniadania w żłobku to może aż 4 kanapki nie są
          jej potrzebne? Herbatę możesz jej przygotować wcześniej - żeby nie
          czekać na podstygnięcie. Śniadanie możecie jeść razem i może zęby
          razem też umyć.
          > Wiesz dzis danie jej syropku + kropli na migadly zajelo mi 15,
          Ja wiem, że przy opornej na połykanie leków 2-latce jest to pewien
          problem i czasem rąk brakuje. Czym podajesz te leki? Imho
          najskuteczniejsza jest strzykawka. Jak rorabia podczas twojej
          nieobecności w pokoju - weź ją ze sobą do tej łazienki i zamknij
          drzwi od pokoju.
          I może za bardzo się przejmujesz ścieleniem łóżek. Może powinien to
          zrobić mąż po powrocie z pracy?
      • ptaqowa77 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 23:04
        poczekaj jeszcze troche az ci dziecko podrosnie i dopiero pytaj dlaczego jej
        wyjscie z domu zabiera 2 godziny
        tez kiedys sie tym szczycilam ze w chwile sie obrabiam i juz mnie nie ma
        teraz mala ma 21 miesiecy i juz nie jest tak łatwo. nie dosc ze wszystko chce
        sama to jeszcze nie koniecznie zje to co jej dam bo chce cos innego
        coz musisz przezyc zeby wiedziec o czym mowimy
        • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 23:38
          To samo moge powiedziec, bylo latwiej, teraz jest trudniej. Jak dzis
          sie zezloscilam ze syropek zajal 15 minut, to nastepne 15 trwal
          lament ze krzyknelam....
          Jak ja do ubierania, to ona ze by "aaaa" chciala (spac) i soe
          poklada, ja wyciagam kurtke a ta chodu....
          Ona jest w miare prosta w obsludze i nie konfliktowa (na poziomie
          sredniej krajowej przypuszczam) ale jakbym tak chciala przeforsowac
          po swojemu to te dwie godziny wylaby ona, a po polowie tego czasu
          pewnie wylabym juz i ja.
          • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 07:58
            kulma.m napisała:

            > To samo moge powiedziec, bylo latwiej, teraz jest trudniej. Jak
            dzis
            > sie zezloscilam ze syropek zajal 15 minut, to nastepne 15 trwal
            > lament ze krzyknelam....
            To się nie złość. Zaoszczędzisz 15 minut na lamencie młodej.
    • lipsmacker Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 00:56
      Skoro o takie glupoty ludzie sie rozwodza to przestaje sie dziwic
      statystykom...Bawi mnie to skrupulatne odmierzanie, on robi tyle, a
      ja TYLE! Dzieciniada. Moze liste zacznijcie podpisywac zeby bylo
      po rowno.
      • wieczna-gosia Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 05:10
        no wiesz po rowno niekoniecznie- wystarczy ze on uwaza ze za ziecko
        jest odpowiedzialna jedna osoba.
        • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 19:47
          No nie wiem, wg opisów założycielki wątku mała ostatni miesiąc
          spędziła w domu, z czego częściowo mama latała na 2-gą zmianę, a w
          tym czasie dzieckiem zajmował się tata - jak rozumiem po powrocie z
          pracy zaczynanej o 3 w nocy. Jeśli mama wracała z pracy np o 19 czy
          20 to nie bardzo widzę tutaj możliwość, żeby tata się o tej 20
          jeszcze domem zajmował - spać też kiedyś trzeba.
          • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 00:00
            Zajac sie mogl w tak zwlanym miedzyczasie, jak wiekszosc kobiet...
    • nangaparbat3 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 07:10
      Nie da sie dzielic "pół na poł" jesli on zaczyna pracę o 3 w nocy. To mu
      kompletnie zaburza rytm snu/czuwania, nie dziwie sie, ze potem zasypia w
      najdziwniejszych porach. Żeby byc wyspanym musialby klasc sie codzienie miedzy
      18 a 19 (zakladam ze wstaje o 2). Chore i na glowie postawione.
      Byl jakis czas temu artykul o ludziach pracujacych nocami - to naprawde nie są
      zarty.
      Bardzo Wam tych jego godzin pracy współczuje, bo faktycznie trudno sie zgrac z
      sobą (i dzieckiem) w takiej sytuacji, wymaga to chyba wielkiego wysiłku i
      wypróbowania moze roznych wariantow, przemyślenia, przedyskutowania, natomiast
      nie pomaga chyba rozliczanie tej drugiej strony.
      Podobnie jak Girasole nie pojmuje, dlaczego wstajesz o 6, zeby wyjsc o 8.00.
    • beniusia79 kochane, na 8.30 15.12.09, 08:01
      a nie na 8. co ty robisz kobieto przez tyle czasu? nie znam
      bohaterki z wszesniejszych wpisow, ale czytajac posta mam wrazenie,
      ze autorka jest osoba jeszcze bardzo niedojrzala emocjonalnie. mam
      tez wrazenie, ze bardzo egoistycznie podchodzi do zycia. nie
      wyczulam zadnego zrozumienia w stosunku do meza. on wstaje o 3 w
      nocy! o tej godzinie normalny czlwiek spi, nie ma co sie dziwic, ze
      w dzien potem pada. jesli ludzie przez takie pierdoly sie rozwodza
      to ja juz sama nie wiem. to jakies chore jest. moze jestes autorko
      osoba niezorganizowana? potrzebujesz rano tyle czasu i boisz sie,
      ze w 1,5 godziny nie wyrobisz sie ze podaniem dziecku sniadania?
      nie rozumiem, ale wydaje mi sie, ze 2-latce mozna zrobic kanapke i
      ona umie ja sam zjesc, nie rozumiem wiec dlaczego mowisz o
      karmieniu dziecka?
    • beniusia79 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 08:05
      "Ja od 6 na nogach, po imprezie, robocie, zakupach, jeszcze
      znalazlam w sobie odrobine entuzjazmu dla kolacji z dwulatka"....

      Galopkiem butla...." dajesz dwulattce butle???
      • gryzelda71 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 08:15
        " dajesz dwulattce butle???

        No nie pisz,ze pierwszy raz o czymś takim słyszysz.
        Mnie zdziwiło jedno.Dziś dziecko tylko na zabawę bo się kuruje,a następnego dnia
        już wykurowane i zdrowe na cały dzień do żłobka.Nie mogłaś po zabawie
        zostawić?Serio te pół dnia tak znacząco polepszyło stan zdrowia?
        • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 09:56
          Tak daje jej butle, tylko rano, wypija 210 ml mleka, w innej postaci
          gto nie przyjmuje.

          W dzien herbate pije z kubka niekapka 360 Canpol Lovi.

          Jesli chodzi o zlobek, mala siedziala bite 4 tygodnie w domu,
          najpierw 2 tygodnie ja na zmiany z mezem (chodzilam na 13 do pracy
          zamiast na 9 i tak cud ze sie szefowa zgodzila), potem tydzien moja
          mama, teraz tydzien tesciowie. W niedziele jeszcze brzydko kaslala i
          nie chcialam jej puszczac do Swiat juz wogole.
          Niestety zycie zweryfikowalo moje pragnienia, wczoraj zabawa byla
          takim troche pretekstem zeby znowu sie do roboty spoznic (chyba
          kolejnego tygodnia na zmiane moja Pani Prezes by nie pojela), i
          myslalam ze moja mama wroci z wyjazdu weekendowego i posiedzi z mala.
          Mowila ze wroci w nocy z niedzieli na poniedzialek, wczoraj juz byla
          wersja w nocy z wtorku na srode, i jak wroci od jutra bedzie z mala
          siedzeiec (mam nadzieje bo ona srednio chetna). No i oczywiscie o
          ile wroci bo z nia nigdy nie wiadomo.
          Szczerze to naprawde mialam nadzieje ze moze na te zmiany pociagne,
          ale wczoraj w pracy okazalo sie ze sajgon, a mala wogole nie kaslala
          juz. Nie mialam wyjscia.
      • berdyczow7 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 17.12.09, 22:39
        ha, ha, ! moja ma 5 lat i też dostaje butlę big_grin
        Powiem więcej, dzieci znajomych w mojej wieku też dostają big_grin
        Powiem więcej: moja siostra trąbiła tak kaszę do 8 roku życia (na koniec już
        kryta przez mamę, ale jednakbig_grin
        I jeszcze:
        to nic złego. Wg ostatnich doniesień na ogólnodorosłym froncie do walki z
        dziećmi sstanęło, że to nawet dobrze jak dziecko pije z butli do późnego
        dziecięctwa (myślę o 5-6 latach). Raz, że jak nie chce jeść normalnego śniadania
        (jak moja), a kaszę wypije, to idzie jednak do szkoły z dobrym podkładem, po
        drugie, co za różnica (poza mentalną) jak dziecko je ten pierwszy posiłek, skoro
        i tak zęby myje?
    • sloooneczko Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 08:30
      odegrac?
      jedyne dojrzale na swok wiek to dziecko.
      macie po 15 lat?
      a facet to idiota
    • rarely ty kompletnie nie dojrzalas do zwiazku 15.12.09, 08:37
      to co piszesz mjest tak infantylne ze nie da sie czytac
      • beniusia79 sam tekst jest troche chaotycznie napisany, 15.12.09, 09:04
        ma sie wrazenie, ze pisala go mala dziewczynka. przyznam szczerze,
        ze musialam go dwa razy przeczytac zeby dokldniej zrozumiec....
        dalej uwazam, ze podawanie dwulattce butli jest czyms zjawiskowym
        dla mnie...
        • be_em Re: sam tekst jest troche chaotycznie napisany, 15.12.09, 09:07
          a jakby napisała kubka niekapka byłoby mniej zjawiskowe? smile
          • beniusia79 tez byloby zjawiskowe... 15.12.09, 09:21
            dla mnie zjawiskowym jest takze wozenie w wozku dziecka przeszlo
            trzyletniego i traktowanie go jak malego dzidziusia. ale ja to mam
            troche inny punkt widzenia wink znam mamusie, ktore podaja
            przedszkolakom jeszcze papki do jerzenia lub pomagaja w jedzeniu.
            znam tez mamy, ktore dziewiecioletnie dzieci musza ubierac bo
            dzieci same tego nie potrafia itp. itd.
            • embeel Re: tez byloby zjawiskowe... 15.12.09, 09:37

              z ta butla to byscie sie zdziwily, bo jest wiecej takich niz nam sie
              wydaje. We Francji mam wrazenie, ze wszystkie dwulatki, ktore
              znam "jada" na butli.
              • ciociacesia a niech se jedza 15.12.09, 09:52
                skoro mozna z piersi to mozna i z butelki. ja tam tolerancyjna jestem - przeciez
                takie dziecko mleko wcina juz tylko raz czy dwa razy dziennie i nie trwa to
                godzinami. i najczesciej jest tak ze picie jest z kubka ale mleko to swietosc i
                musi byc z butelki. rytuał czy cos takiego. wielkie mi co. sama jako 4-5 latka
                zasuwałam, kasze z butelki. brat mi sie urodził i chciałam tak jak on smile
                • jakw Re: a niech se jedza 15.12.09, 19:22
                  No właśnie, moje 2-latki jeszcze z piersi podjadały, więc poranną
                  butelkę u 2-latki jestem w stanie zrozumieć. Wożenie dzieci nawet 3-
                  letnich w wózku do przedszkola też mnie tak strasznie nie
                  bulwersuje. Osobiście nie woziłam, ale
                  a) do przedszkola mamy dość blisko
                  b) zwłaszcza młodsza to dość lekka, i w razie problemów typu "bolące
                  nózie" brałam pod pachę
                  c) wyciągnięcie wózka z piwnicy zajęłoby z 5 minut
            • kulma.m Re: tez byloby zjawiskowe... 15.12.09, 10:09
              MOJE DZIECKO W STYCZNIU (7 stycznia dokladnie ) SKONCZY 2 LATKA !!!!
              Podroz z nia do zlobka na nogach trwalaby wieki!!!!! I chyba
              musialabym wstawac o 4.
              • ewasuwek Re: tez byloby zjawiskowe... 22.12.09, 10:31
                mój synek 30 grudnia skończy 4 latka i jak idę na dłuuuugi spacer (tak z
                5 km) to wsadzam go do wózka i już...

                a zbutli też pije i owszem, codziennie rano kakao. Wstajemy o 6 bo ja
                muszę być o 7 w pracy i nie mam czasu na upychanie małemu śniadania.

                Szczerze mówiąc w nosie mam opinie innych...

                Ewa
            • be_em Re: tez byloby zjawiskowe... 15.12.09, 16:23
              beniusia, utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że jestem zjawiskowabig_grin
            • anyx27 Re: tez byloby zjawiskowe... 15.12.09, 22:58
              beniusia79 napisała:

              > dla mnie zjawiskowym jest takze wozenie w wozku dziecka przeszlo
              > trzyletniego i traktowanie go jak malego dzidziusia. ale ja to mam
              > troche inny punkt widzenia wink

              To masz taki punkt widzenia jak ja ;D ale zapomniałaś o 4-latku ze smoczkiem w
              buzi wink
        • margarita.pe Re: sam tekst jest troche chaotycznie napisany, 15.12.09, 10:18
          Moja znajoma oduczała swojego czterolatka picia z butli tylko dlatego, że ortodonta załamał ręce nad zgryzem tego dziecka. Jakby nie reakcja lekarza, to dzieciak pewnie do szkoły by chodził z butelką.
          • kulma.m Re: sam tekst jest troche chaotycznie napisany, 15.12.09, 10:25
            U nas podobnie bylo ze smoczkiem. Stomatolog powiedziala ze zaczyna
            sie tylozgryz i musimy odstawic smoczek.
            Ona je butle raz dziennie, uwazam ze to mleko jest jej potrzebne (ma
            witaminy, jod, wit.D, a z kubka za pioruna nie idzie.
            Mysle sobie ze moze to ssanie butli przez 7 minut moze jej nie
            zaszkodzi. Co innego caly dzien i noc ze smoczkiem.
            • franczii Re: sam tekst jest troche chaotycznie napisany, 15.12.09, 10:42
              ja mojemu dziecku butle zastapilam rurka kiedy mial 2 lata ale tylko dlatego, ze
              przegryzal smokabig_grin i co drugi dzien musialabym nowego smok dawac. Kupilam kubek
              ze spidermanem i jakies kolorowe rurki i do tej pory mleko tylko z tego kubka i
              przez rurke wciaga
        • mondovi Re: sam tekst jest troche chaotycznie napisany, 15.12.09, 23:23
          dla mnie bardziej zjawiskowe jest, że ojciec ogląda Naruto i poświęca dla tego
          swoją rodzinę. ale nie chciałabym, i nie mam zwyczaju wyciągać pochopnych wniosków.
    • be_em Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 09:06
      bo facet jest skonstruowany inaczej jednaksmile nie domyśli się aluzji, powodu
      złego humoru i fochasmilepo latach w związku i małżeństwie na udane pożycie jest
      jeden sposób: czytelny przekazsmile ROZMAWIAJsmile nie rozwódź się jeszcze tylko mów,
      przekazuj, pokazuj konsekwencje, dziel obowiązki, wymagaj od niego i od siebiesmile
      frustracja, chowanie urazy, płacz w poduszkę i branie wszystkiego na swoją głowę
      nie jest dobrym budulcem związku.
      • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 10:17
        A tak pozatym, to ja napisalam ze go do pionu ustawie na koniec
        watku smile bo po poorzedniej dyskusji w ktorej doszlam do wniosku ze
        chyba najlepiej sie rozwiesc smile dziewczyny poradzily aby go wziac
        spokojem i stanowczoscia, oraz rozmowa smile
        Wiec sie wygadalam wam za rada jednej z mam smile a na niego nie
        wrzeszczalam....
        Nawiazalam tylko do mojej konluzji z poprzedniego watku w tytule smile

        • bri Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 11:36
          Rozmowa nic nie da, jeśli Ty nie zmienisz swojego zachowania.
          Proponuję połączenie finansów i włączenie lub nawet przekazanie
          mężowi spraw budżetowych. Po założeniu wspólnego rachunku, na który
          spływają wszystkie Wasze pieniądze robisz tak: informujesz go, że
          sama nie możesz się tym dłużej zajmować, bo to powoduje niesnaski
          między wami, a dodatkowo Ty czujesz się nadmiernie obciążona
          domowymi obowiązkami. Udzielasz mu lakonicznej informacji, gdzie
          znajdują się rachunki, jeśli ma jakieś konkretne pytania grzecznie
          odpowiadasz, na lamenty "nie dam sobie rady" nie reagujesz. Jeśli
          wiesz, informujesz również ile pieniędzy miesięcznie potrzebne jest
          na tak zwane życie, ile zatrzymujesz jako swoje kieszonkowe itp. (te
          pieniądze najlepiej wypłacić gotówką po przyjściu przelewów z
          pensją - kieszonkowe bierzesz do kieszeni, pieniądze na życie
          trzymacie w miejscu dostępnym dla obojga; oczywiście te kwoty muszą
          być realnie dostosowane do Waszgo budżetu).

          Potem musisz już tylko uzbroić się w cierpliwość. Nie wolno Ci
          sprawdzać czy Twój mąż płaci rachunki, przypominać mu, żeby
          zapłacił, robić żadnych złośliwych uwag na ten temat, krytykować
          sposobu w jaki on to robi itd. Możesz od czasu do czasu podziękować,
          że się tym zajmuje. Jeśli Ci zależy na tym, żeby on zaczął się czuć
          odpowiedzialny za rodzinę, nawet w sytuacji, kiedy wyłączą Wam
          kablówkę czy prąd powinnaś zachować stoicki spokój i pozwolić jemu
          własnoręcznie naprawić to niedopatrzenie.

          Zalety takiego rozwiązania: Ty masz z głowy płacenie rachunków, masz
          swoje kieszonkowe, które możesz z czystym sumieniem wydać na co
          chcesz; on nabiera świadomości ile kosztuje utrzymanie rodziny i
          jeśli tylko Was kocha i zależy mu na Was, może się w nim obudzić
          ambicja, żeby los rodziny poprawić. Dzięki wglądowi w wydatki będzie
          miał świadomość, że zależy to także od niego. W tej chwili takiej
          zależności nie ma - pozwalasz mu dokładać tylko 1200 zł.

          Ponadto, jeśli potrzebujesz wolnego to bierzesz wolne. Informujesz
          męża, np. że w sobotę/niedzielę umówiłaś się z koleżanką i
          wychodzisz zostawiając jego z dzieckiem. Niestety przy tym musisz
          się pogodzić z faktem, że on może się dzieckiem zajmować trochę
          inaczej niż Ty, oraz że inaczej wcale nie znaczy gorzej. Dotyczy to
          także długości drzemek, godzin podawania posiłków, sposobu ubierania
          dziecka itd.

          Poza tym powinnaś nauczyć się prosić męża o pomoc. Nie chodzi o
          robienie mu awantur i rozkazywanie "zrób to czy tamto". Ćwicz
          kwestię "Kochanie pomóż mi, bo nie mogę sobie dać rady z tym
          bałaganem/z dzieckiem/z zakupami", przyjmuj każdą pomoc jaką Ci
          zaoferuje i nie krytykuj sposobu w jaki Ci pomaga.

          W tej chwili naprawdę zachowujesz sie jak jego mamusia, brakuje Ci
          własnych rozrywek i odpoczynku i dlatego masz mu za złe, że on sobie
          takowe organizuje. Musisz odpoczywać, jak jesteś zmęczona i musisz
          mieć rozrywki - bez tego zamienisz się w zgorzkniałą, marudzącą babę
          i znienawidzisz sama siebie. W dodatku sama musisz o to zadbać,
          jeśli Ty nie zdecydujesz się zwolnić ze stanowiska szefowej całego
          świata, nikt tego za Ciebie nie zrobi.


          Wiem, wiem, w ogóle sobie tego nie wyobrażasz. Masz apokaliptyczne
          wizje, że stracisz kontrolę na własnymi pieniędzmi, że będziecie
          musieli żyć bez wody i prądu całymi tygodniami itd. Te wizje mają
          szansę się sprawdzić tylko w sytuacji, jeśli wyszłaś za jakiegoś
          straszliwego głąba, ale jeśli się sprawdzą nie będziesz potrzebowała
          się dłużej zastanawiać czy powinnaś wziąć rozwód, bo będzie to
          oczywiste.
          • triss_merigold6 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 12:13
            Powiedz jeszcze jak długo autorka wątku miałaby się powstrzymywać ze
            sprawdzaniem czy pan mąż łaskawie opłacił rachunki. Bo po pół roku
            to się może obudzić z długiem, który będzie JEJ PROBLEMEM.

            Fraza "Kochanie nie mogę sobie dać rady z....." budzi mój głeboki
            sprzeciw. Mąż ma obowiązek współpracować nie dlatego, że pani "nie
            daje sobie rady" tylko dlatego, że razem mieszkają i mają dziecko.
            • bri Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 13:09
              > Powiedz jeszcze jak długo autorka wątku miałaby się powstrzymywać
              ze
              > sprawdzaniem czy pan mąż łaskawie opłacił rachunki. Bo po pół roku
              > to się może obudzić z długiem, który będzie JEJ PROBLEMEM.

              Pozostawiam to jej decyzji. Jeśli naprawdę jej mąż i ojciec jej
              dziecka nie będzie w stanie na tyle wziąć się w garść, żeby opłacać
              podstawowe rachunki, odłączenie kablówki czy dług w wysokości
              miesięcznego czynszu nie jest IMHO zbyt wielką ceną za taką wiedzę.

              > Fraza "Kochanie nie mogę sobie dać rady z....." budzi mój głeboki
              > sprzeciw. Mąż ma obowiązek współpracować nie dlatego, że pani "nie
              > daje sobie rady" tylko dlatego, że razem mieszkają i mają dziecko.

              Znaczy się kobieta, której mąż ten obowiązek ignoruje ma zagrozić
              rozwodem i jeśli to nie poskutkuje, wziąć ten rozwód nie próbując
              nawet innych metod rozwiązania sytuacji? Z jakiego powodu?

              Ja nie widzę nic złego w przyznaniu się do faktu, że nie daję rady
              robić wszystkiego sama, i jednocześnie cieszyć się z życia. Ale ja w
              ogóle nie postrzegam małżeństwa przez pryzmat obowiązków. O
              obowiązkach można mówić w stosunku do dzieci. Małżeństwo jest
              dobrowolne i do rozwiązania w każdej chwili; jesteśmy razem i robimy
              dla siebie różne rzeczy nie z obowiązku, a dlatego, że się kochamy i
              chcemy to robić; uważamy, że razem jest nam lepiej niż osobno itd.

              Poza tym taki komunikat po prostu jest skuteczniejszy i trafniejszy,
              zarówno jeśli chodzi o pośrednie jak i bezpośrednie skutki.
              • daisy Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 18:17
                Bri, masz rację i pięknie to napisałaś. Obawiam się tylko, że gdyby autorka
                była w stanie przeprowadzić taką akcję, to już dawno by ją przeprowadziła. Z
                jakiegoś powodu odpowiada jej bycie męczennicą i poganiaczką niewolników
                jednocześnie. Co jest zresztą bardzo często spotykane...
              • beniusia79 moja rada: 15.12.09, 19:37
                nie czepiac sie o wszystko, pogadac z mezem i nie straszyc go co
                chwile rozwodem. nie mozecie zrobic dlugotrwalego przelewu? nie
                wiem jak to sie fachowo nazywa-robisz tak, ze kasa raz w miesiacu
                zostaje przelana na konto np. zlobka. nie musisz wtedy nic robic,
                pieniadze "same sie przelweaja" np. kazdego 10 dnia miesiaca. wtedy
                nikt nie musi czepiac sie drugiej osoby o to, ze cos zostalo
                zaplacone lub nie. my prawie wszystkie comiesieczne rachunki
                placimy w taki sposob i nie mamy problemu. bank przelewa kase za
                nas i jest ok.
                proponuje tez troche przyluzowac, musisz codziennie lozka scielic i
                sprzatac? ja staram sie jak najmniej robic w domu i gotowac na kila
                dni zeby nie zrobic z siebie robota. pranie rozwieszam tak, zeby
                jak najmniej miec do prasowania. sprzatam raz w tygodniu,
                codziennie tylko troche ogarniam mieszkanie zeby na pierwszy rzut
                oka wygladalo czysto. od dawna tez nie daje corce posilkow wg
                zegarka. je, kiedy mowi, ze jest glodna. jak nie jest glodna to nie
                je i koniec. tez pracuje, maz czesto bardzo dlugo pracuje. dzieki
                temu, ze dalam na luz i przestalam tyle robic w domu, mam sporo
                czasu dla siebie i to dobrze mi robi...
            • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 19:27
              triss_merigold6 napisała:

              > Powiedz jeszcze jak długo autorka wątku miałaby się powstrzymywać
              ze
              > sprawdzaniem czy pan mąż łaskawie opłacił rachunki. Bo po pół roku
              > to się może obudzić z długiem, który będzie JEJ PROBLEMEM.
              Spokojnie, internet z Naruto, jakby co, wyłączą pewnie wcześniej i
              mąż się zorientuje.
              • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 21:49
                Sluchajcie haslo do kompa zmienialam juz dwa razy!!! Zeby tego
                zakichanego Naruto nie ogladal!!!!
                I skubany i tak sie przyczaja i je oglada, bo a to ja kompa na noc
                nie wylacze, a to cos tam, a ostatnio pod pretekstem sprawdzenia
                stanu konta je odemnie wyludzil, po czym i tak ja musialam mu konto
                sprawdzac bo nie umie (ma nowe w innym banku).
                Wkurza mnie sytuacja kiedy tak jak dzis wchodze do domu, a on
                rozwalony przy kompie, oczywiscie Naruto, telewizor gra (FoxKids czy
                inne cholerstwo i tam leci Ben Ten) a moje dziecko siedzi gapi sie w
                tego Ben Tena i je obiad...
                No zesz do cholery jasnej. Gary nie zmyte, po jego zupie i
                popcornie, ja rano zmywam, wracam a tu szklanka, tam talerz,
                pirdzielnik jak nie wiem co a on sobie Naruto oglada?
                Rozmowy z nim na tematy "powazne" koncza sie na tym:
                Zrob zakupy - Napisz mi kartke, po czym sto telefonow, a kupuje i
                tak nie to co trzeba?
                Wykap mala - ja nie wiem czym ty ja potem smarujesz, w co ja potem
                przebrac - czyli wykapie ale potem ja albo zrobie sama albo musze
                naszykowac (robota wlasciwie jedna)
                Daj jej o 14 kropelki na migdaly - wracam z pracy i pytam -
                slysze "oj zapomnialem, moglas do mnie zadzwonic i mi przypomniec".
                Sytuacja z dzis - wracam i pytam co mala ma do picia? Odpowiedz
                soczek. Jaki soczek (w szafce byl jeden wieloowocowy ciemny i same
                jasne typu gruszka, pomarancza, jablko,)?
                Odpowiedz - wieloowocowy (zorientowalam sie po kolorze ale mialam
                ciut nadziei ze to herbata z sokiem malinowym.
                - Moje przemyslenia - szafka pelna soczkow, a on wybral akurat ten
                jeden ktorego malej nie powinien dawac, bo w wakacje dostala alergii
                na surowe truskawki. Na opakowaniu jak wol truskawka narysowana, a
                soczek poleguje w szafce od wakacji. Maz byl swiadkiem pieknej
                wysypki na twarzy malej w lecie, i moich oraz tesciowej wnioskow ze
                to truskawki, ale bidak widac nie pomyslal.
                Na moje pytanie dlaczego nie pomyslal - Oj wiesz, zapomnialem, to
                Twoja wina bo powinnas go byla wyrzucic!!!!!!!!!!!
                AAAA ja zyje w jakims innym kosmosie, a on ma zawsze dobry pretekst
                ze on jednak tego nie zrobi, bo nie wie jak, bo nie da rady bo to bo
                tamto.
                Jak gadac z takim chlopem, kiedy ty go dobracia i prosba, a on i tak
                jak juz nawet cos zrobi to potem same klopoty.
                • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 08:32
                  Trochę roboty i będzie ok
                  1. Załóżcie 2 użytkowników na komputerze (z uprawnieniami
                  użytkownika) + program kontroli rodzicielskiej z dozwolonymi
                  godzinami przesiadywania - i dla ciebie, i dla niego, żeby było
                  sprawiedliwie. Po prostu limitować, a nie całkiem zabronić. A może
                  mąż już wpadł w nałóg?
                  2.Gary niezmyte? I założę się, że po nim zmyłaś i sprzątnęłaś. Btw
                  moi koledzy z pracy ostatnio mi uświadomili, że oni tak naprawdę nie
                  wiedzą, co to znaczy posprzątać. Czy to np. znaczy, że należy też
                  odkurzyć jakieś kłaki pod łóżkiem? Podejrzewam więc, że zamiast
                  poleceń ogólnych typu "posprzątaj" należy wydać ciąg bardziej
                  szczegółowych poleceń, typu: zbierz kubki, talerze i zanieś do
                  zlewu; umyj je; postaw na suszarce
                  3. Odnośnie zakupów - może kwestia treningu, może kwestia
                  szczegółowości kartki, a może za każdym razem wydziwiasz, że kupił
                  nie ten makaron?
                  3. Ad kąpieli - wielki mi problem, naszykuj mu wszystko do tej
                  kąpieli, albo napisz na jakiejś kartce i przyklej w łazience
                  4. ad kropelek, syropków - problem jw, niech ustawi sobie
                  przypominacz albo rzeczywiście zadzwoń
                  5. ad soczek - masz trochę racji, ale on też miał trochę racji.
                  Sezon truskawkowy był z pół roku temu.Najwyraźniej, ufny w twój
                  perfekcjonizm, założył, że to co w szafce nadaje się do użytku.
                  A że był jeden ciemny soczek rzucający się w oczy więc padło na ten.
                  6. ad
                  "ze on jednak tego nie zrobi, bo nie wie jak, bo nie da rady bo to
                  bo tamto", " on i tak jak juz nawet cos zrobi to potem same
                  klopoty"
                  Jak ma ufać w swoje siły, kiedy ciągle masz do niego pretensje i
                  jeszcze chcesz krzywdę mu robić tłuczkiem do mięsa?
                  Wolisz szefa/szefową, który tylko wytyka to co źle zrobione, czy
                  takiego, który jednak chwali?
                • bri Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 09:59
                  > Sluchajcie haslo do kompa zmienialam juz dwa razy!!! Zeby tego
                  > zakichanego Naruto nie ogladal!!!!

                  Widzę, że jest gorzej niż myślałam. Reglamentować komputer można
                  dzieciom. Twój mąż jest dorosły i sam wybiera sobie rozrywki. Jeśli
                  jest uzależniony nic nie osiągniesz takimi dziecinnymi fortelami, a
                  tylko sobie robisz dodatkową robotę.

                  > Rozmowy z nim na tematy "powazne" koncza sie na tym:
                  > Zrob zakupy - Napisz mi kartke, po czym sto telefonow, a kupuje i
                  > tak nie to co trzeba?

                  Jeśli chcesz żeby robił zakupy spróbuj tak. Przestajesz kupować
                  jedzenie dla niego. Kupujesz i gotujesz tylko dla siebie i dziecka i
                  to jak najmniej. Jeśli się nie da inaczej zaczynasz się z dzieckiem
                  stołować na mieście - to tylko na jakiś czas. Jak mąż zaczyna
                  oglądać pustą lodówkę, i stękać, że nie ma nic do jedzenia grzecznie
                  odpowiadasz "faktycznie przydałoby się iść na zakupy". I koniec.
                  Jeśli będzie próbował Ciebie namówić, żebyś poszła zrobić te zakupy
                  odpowiadasz przeciągając się jak kotek "Nie mam siły kochanie, muszę
                  odpocząć". Jeśli nie jest trwale upośledzony po jakimś czasie
                  zdecyduje się iść sam. Nie robisz mu żadnej listy, tylko mówisz "Kup
                  co uważasz za stosowne", "sam zdecyduj"; nie dajesz mu pieniędzy na
                  zakupy - w końcu zarabia i przypuszczalnie stać go, żeby kupić
                  podstawowe produkty. Możesz najwyżej powiedzieć na co Ty konkretnie
                  masz ochotę (jogurt, czekoladę itp.). Bądź wyrozumiała - on naprawdę
                  musi się tego nauczyć, skoro do tej pory zawsze robiła to za niego
                  jego matka, a potem Ty. Nie krytykujesz, że kupił nie taki chleb,
                  ser, masło itp. On musi nabrać w tym pewności siebie - nikt nie lubi
                  robić tego, co mu słabo wychodzi. Jak zrobi zakupy mówisz "dzięki,
                  że się tym zająłeś". Jak jest na zakupach nie odbierasz od niego
                  telefonów, lub odpowiadasz jak wyżej "Jak uważasz Kochanie" "Sam
                  wybierz".

                  > Wykap mala - ja nie wiem czym ty ja potem smarujesz, w co ja potem
                  > przebrac - czyli wykapie ale potem ja albo zrobie sama albo musze
                  > naszykowac (robota wlasciwie jedna)

                  Nic nie musisz. Ile masz w domu rzeczy do smarowania dziecka?
                  Naprawdę jest ryzyko, że posmaruje ją domestosem? Czy dziecko stanie
                  się straszna krzywda, jeśli on je ubierze? W końcu sam daje radę się
                  umyć i ubrać (jemu też wybierasz ubranka???). Jeśli on ma
                  wątpliwości i marudzi, że nie wie, co gdzie leży itp.
                  odpowiadasz "Na pewno dasz sobie radę". Jeśli przychodzi z ubrankami
                  i pyta "czy mam jej założyć to czy" mówisz "Sam zdecyduj". Jeśli
                  pyta "gdzie są ubranka małej" odpowiadasz "Nie wiem, musisz
                  poszukać". Jeszcze raz - nie chodzi o to, żeby się na nim odegrać, i
                  być złośliwą. Wręcz przeciwnie postaraj się być milsza niż zwykle,
                  co nie oznacza, że będziesz cokolwiek robić za niego. I jeszcze raz:
                  nie komentuj jego wyborów i sposobu w jaki on to robi.


                  > Daj jej o 14 kropelki na migdaly - wracam z pracy i pytam -
                  > slysze "oj zapomnialem, moglas do mnie zadzwonic i mi przypomniec".

                  Czy Tobie nigdy się nie zdarzyło zapomnieć dać dziecku tych
                  kropelek? Jeśli zapytałaś i on zapomniał to mówisz "ojej, to daj jej
                  teraz".


                  > Sytuacja z dzis - wracam i pytam co mala ma do picia? Odpowiedz
                  > soczek. Jaki soczek (w szafce byl jeden wieloowocowy ciemny i same
                  > jasne typu gruszka, pomarancza, jablko,)?


                  Stało się. Pozostaje poczekać i zobaczyć czy dziecku zaszkodzi czy
                  nie. Mówisz najwyżej "w tym soczku były truskawki. pamiętasz o jej
                  uczuleniu? ciekawe czy tym razem też ją obsypie".

                  > AAAA ja zyje w jakims innym kosmosie, a on ma zawsze dobry
                  pretekst
                  > ze on jednak tego nie zrobi, bo nie wie jak, bo nie da rady bo to
                  bo
                  > tamto.

                  Oboje żyjecie w tym kosmosie. On nie wierzy, że sobie poradzi, ale
                  Ty też w to nie wierzysz i postępujesz zgodnie ze swoją niewiarą -
                  robisz wszystko za niego.

                  Wiem, że zachowanie się w sposób, w jaki Ci radzę będzie dla Ciebie
                  bardzo trudne. Dla Twojego męża będzie to jeszcze trudniejsze.
                  Przygotuj się, że może marudzić, narzekać itp. Ignoruj to. Nie
                  wymagasz od niego, żadnych nadludzkich wyczynów. Jeśli chcesz, żeby
                  między Wami się poprawiło, to jest jedyna droga. W przeciwnym razie
                  możesz za parę lat mieć okazję oglądać go w związku z inną kobietą,
                  przy której on będzie pracowity i ambitny. Naprawdę widziałam takie
                  metamorfozy już nie raz. Nie chodzi mi o to, że obwiniam Ciebie o tą
                  sytuację - tak się po prostu złożyło, że trafiłaś na pieszczoszka
                  mamusi, a sama jesteś samodzielna i dajesz radę, ale naprawdę jest
                  szansa, że jego zachowanie się zmieni.

                  Oczywiście istnieje ryzyko, że Twój mąż nawet po miesiącu innego
                  traktowania nie posunie się ani o krok. Nie będzie w domu jedzenia
                  to przestanie w domu jeść, nie będzie czystych ubrań to będzie
                  chodził w brudnych, nie umyje dziecka a zamiast tego zasiądzie
                  wkurzony przed komputerem i będzie tam siedział całymi tygodniami.
                  Ale przynajmniej w takiej sytuacji będziesz miała świadomość, jaki
                  jest naprawdę i będziesz mogła podjąć racjonalną decyzję o
                  rozwodzie.

                  Mam nadzieję, że cała ta moja pisanina nie będzie jak grochem o
                  ścianę wink
                • ciociacesia on cie po prostu nie słucha 16.12.09, 10:27
                  udaje ze słucha a tak naprawde ma cie w dupie.
                  moze za duzo gledzisz, moze on jest za leniwy, moze ma was w d, w kazdym razie
                  po prostu cie nie słucha.
        • moni_011 do kulma.m 15.12.09, 11:58
          przestan sie tlumaczyc tym glupim babom z tego forum, ja pierdziele,
          a dlaczego sie nie wyrabiasz, a dlaczego w butli, a dlaczego to i
          tamto, bo tak jest i koniec, jedno pije z butli inne nie, moze nie
          jest az tak perfekcyjna i zorganizowana jak wy i nie wyrabia sie w
          ciagu godz..... k.... takie gdybanie a co was to obchodzi...
          dosyc chaotycznie napisala co chciala i mozna wysnuc mylne
          wnioski....ale tlumaczyc sie musi przed wami jak jasna cholera....az
          sie rzygac chce....
          • czar_bajry Re: do kulma.m 15.12.09, 12:08
            Już ulżyłaś sobietongue_out
            Ona napisała co chciała, ty napisałaś co chciałaś i każda z nas też napisała co
            chciała.
            Nie pasuje to nie czytaj.
            • moni_011 Re: do kulma.m 17.12.09, 14:40
              nie nie pasuje mi wasza glupota ale to juz zmartwienie waszych
              mezow, ze maja takie pierd...... zony......mam ochote to czytam, a
              jak tobie nie pasuje to idz zrob kupe......
          • mloda0242 Re: moni_011 15.12.09, 12:39
            moni_011 napisała:

            > przestan sie tlumaczyc tym glupim babom z tego forum

            dziewczyna pisze na forum publicznym - zakładam że robi to właśnie po to, żeby
            obcy ludzie radzili jej w sprawach jej dotyczących;

            > az sie rzygac chce...

            nie krępuj się;
            • be_em Re: moni_011 15.12.09, 16:22
              mloda0242 napisała:

              dziewczyna pisze na forum publicznym - zakładam że robi to właśnie po to, żeby
              obcy ludzie radzili jej w sprawach jej dotyczących;

              radzili owszem, w przedmiotowej sprawiesmilea tu jednej się butla nie podoba,
              drugiej czas poświęcany na kupę, mycie zębów i ubranie dzieckasmilea o to nie pytała...
              • jakw Re: moni_011 15.12.09, 19:31
                be_em napisała:

                > radzili owszem, w przedmiotowej sprawiesmilea tu jednej się butla nie
                podoba,
                > drugiej czas poświęcany na kupę, mycie zębów i ubranie dzieckasmilea
                o to nie pytała...

                Ale chyba też narzekała, że musi wstawać o 6. Przy zastosowaniu
                kilku prostych rad mogłaby spokojnie wstawać najwcześniej 6.30.
    • asia_i_p Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 15:13
      > Wygadalam sie i lzej mi, ale ja go kiedys chyba do pionu ustawie, bo
      > nie wiem na ile czasu dorastania starczy mi sil.
      Jeśli to a propos moich rad, to chyba się nie dogadałyśmy.
      Ja mówiłam, żeby traktować jak dorosłego i WYMAGAĆ, JAK OD DOROSŁEGO.
      Co byś zrobiła, gdyby ci współpracownik spał, kiedy ty robisz? Odwalała za niego
      robotę i zliczała punkty dla siebie, czy obudziła?

      A co do wyładowywania frustracji, to odradzałam mówienie o przesżłości "a bo ty
      zawsze, a bo ty nigdy". "Jestem wściekła, bo śpisz, a jest dużo do roboty" jest
      na miejscu, więcej, czasem jest niezbędne.

      Ty na pewno szukasz rozwiązania, a nie materiału do pozwu rozwodowego? Bo jak
      materiału do pozwu, to się nie wtrącam, ale jak rozwiązania, to sekwencja
      płakanie-tulenie-bzykanie-stanowczość w pierdołach (kto wciśnie ten
      klawisz)-uległość w rzeczach zasadniczych (kto będzie zapieprzał cały
      weekend)-odegranie się - nie wydaje się najlepszym pomysłem.
      • portala1 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 17:54
        A ja mysle, ze jak zostawila dziecko ojcu to on powinien zrobic co
        matka dziecka kaze, bo to ona jest wiecej z dzieckiem i on powinien
        wykonac jej zalecenia.
        Rozsmieszylo mnie zdanie o stluczeniu jaj tluczkiem do kotletowsmile i
        mysle, ze gdybym ja kazala mezowi nie dac spac po 14,30 i maz by nie
        wykonal mojego zalecenia, to o tej 22.00 bez litosci dla jego snu
        (przeciez nie mial litosci dla snu matki), przynioslabym mu do lozka
        z dzieckiem i kazalabym mu usypiac dziecko . Nastepnym razem by juz
        przemyslal sprawe, czy warto nie wykonac zalecen.


        Ale ja nigdy nie mam takich problemow z mezem, i gdy dziecko sie
        budzi w nocy, czy chore jest, to moj maz nawet gdy ja nie pracuje to
        on i tak wstaje do dziecka i je nosi, po prostu o nie dba. Dzisiaj
        moje dziecko mialo goraczke w nocy, ja wstalam, zmierzylam
        temperature, dalam syrop, pic, ale wiem, ze gdybym powiedziala mu,
        zeby zrobil to on, to bez grymaszenia by to zrobil.
        • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 19:42
          portala1 napisała:

          > A ja mysle, ze jak zostawila dziecko ojcu to on powinien zrobic co
          > matka dziecka kaze, bo to ona jest wiecej z dzieckiem i on
          powinien wykonac jej zalecenia.
          A jak nie wykonan - to tłuczkiem po jajach, nie?
          Jest to pewnie najlepszy sposób, żeby zniechęcić tatę do zajmowania
          się dzieckiem.

          > mysle, ze gdybym ja kazala mezowi nie dac spac po 14,30 i maz by
          nie
          > wykonal mojego zalecenia,
          Ja bym pewnie uwzględniła jednak to, że poszedł do pracy na 3 w nocy
          jako okoliczność łagodzącą

          to o tej 22.00 bez litosci dla jego snu
          > (przeciez nie mial litosci dla snu matki)
          Matce aż tak sen nie jest potrzebny, skoro m-y 23.18 a 23.45
          zakładała wątek o tym wydarzeniu. I chyba następnego dnia w pracy
          sporo czasu spędziła na forum.

          > Nastepnym razem by juz
          > przemyslal sprawe, czy warto nie wykonac zalecen.
          Następnym razem to pewnie by się zastanowił, czy wogóle warto się
          brać za cokolwiek...


          >
          > Ale ja nigdy nie mam takich problemow z mezem,
          Wydajesz zalecenia trzymając w ręku tłuczek do mięsa? wink
      • beniusia79 hmm, gdy mam na 9 do pracy 15.12.09, 19:43
        to musze mala do 8.30 zawiesc do przedszkola. wstaje wtedy
        dokladnie o 7.10, pije kawe robiac jednoczesnie toalete poranna,
        nakladam lekka tapete, maluje oko. czesem udaje mi sie nawet bulke
        zjesc. w 5 minut sciele lozka, karmie kota, pakuje siebie do
        roboty, mloda do przedszkola. budze mloda miedzy 7.50 a 8. dziecie
        sie myje, ubiera, pije mleczko i wychodzimy. nie wpadlabym na to,
        zeby wstac o 6 rano. nigdy tez nie spoznilam sie jeszcze do pracy smile
    • jakw Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 15.12.09, 18:56
      > Pobudka 6 (ja) dziecie 7. Galopkiem butla, przebieranki itp. zeby
      > byc na 9 w zlobku malej musze wyjsc kolo 8:30,
      imho strasznie dużo czasu zużywasz na to poranne szykowanie...

      > Wiem ile moja mala moze spac, (w dzie max do 14:30, i nie dluzej
      niz
      > 1,5 godziny bo potem o 20 za diabla spac nie chce).
      Ty wiesz, a czy on też ma tego świadomość?

      > Ja od 6 na nogach, po imprezie, robocie, zakupach, jeszcze
      znalazlam
      > w sobie odrobine entuzjazmu dla kolacji z dwulatka smile
      > To nic ze on z nia w dzien spal solidnie smile
      Z tego co zrozumiałam też pracował, i to od 3 w nocy. Jeśli pracuje
      tak normalnie, względnie pracuje na zmiany - jest to pewnie bardziej
      męczące niż praca typu 8-16. Jeśli pracuje tak czasem - przy pójściu
      do pracy na 3 w nocy też ma prawo być zmęczony. I wyspać się też
      czasem pewnie potrzebuje. To także w temacie "skandalicznego",twoim
      zdaniem, spania przez 4 godziny w dzień. Pewnie sen go zmorzył.

      > a on sobie Naruto oglada popijajac piwko smile
      No w tym momencie mógł sobie darować.

      > A jutro rano to ja ja musze z lozka zwlekac, zeby do zlobka leciec
      > (nie mam z kim zostawic). Nie mowiac o tym ze dla siebie mam teraz
      > odmierzone 45 minut....
      Ale masz jeszcze dość siły, żeby o 23 z minutami dość długiego posta
      generować i jeszcze odpisywać wink
    • beniusia79 ciezko jest zyc pod jednym dachem 15.12.09, 19:51
      z osoba, ktora sie nas nie slucha i nie wykonuje naszych polecen.
      ja nauczylam sie po latach, a jestesmy ze soba juz troche, ze kazdy
      z nas jest inny i nie mam prawa narzucac chlopu swoich przekonan.
      kiedys tez denerwowalo mnie to, ze maz inaczej robi z dzieckiem niz
      ja sobie tego zyczylam, ze pozwala jej spac kiedy chce, ze tapla
      sie z nia wczesnym latem w zimnej jeszcze rzeczce, ze biega z nia
      po deszczu, ze zapomina jej czasem dac cos zjesc, ze nie mowi jej o
      20. ze ma swiatlo wylaczyc i isc spac, ze zapomina polowe jej
      rzeczy gdy odbiera ja z przedszkola, ze z przedszkola mala wraca
      czasami w papciach, ze zasypia przy jej lozku kladac mala spac, ze
      zamiast pilnowac malej to spi itp. itd. zauwazylam jednak, ze nie
      kazdy musi byc taki idealny jak ja wink ze malej nic sie przez to nie
      dzieje....
      • kulma.m Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 15.12.09, 22:08
        Ehhh moze i ja sie kiedys naucze.
        Tak mialam sile pisac bo potrzebuje choc odrobiny czasu dla siebie,
        a tak ten czas na pisanie traktowalam.
        Maz nie od dzis pracuje na ta godzine, a od 2 lat mniej wiecej z
        przerwa na wywalenie z pracy i znalezienie nastepnej.
        Siedzial w domu 4 miesiace, i ja namawialam go goraco, zeby zostal.
        Bo wtedy i mala do zlobka chodzic nie musi, i ja rano nie ganiam jak
        kot z pecherzem, ja na rodzine zarobie... uparl sie ze isc musi, ale
        nawet wtedy jak w domu siedzial i chyba to mnie tak uwiera, to ja
        obrabialam wszytsko, typu gotowanie, zakupy, pranie, oplaty,
        zmywanie po ich calodziennej konsumpcji i wierzcie mi ze glupia nie
        jestem, rozmawialam. Ale do niego nie dociera. Mowi "Ja zmywal nie
        bede" i na tym dyskusja sie konczy. A ja moge albo zostawic niech
        sie wylewa ze zlewu, albo zmyc...
        Wiec go w koncu placzem wzielam... siadlam i powiedzialam ze ja juz
        tak dluzej nie moge. Mam za duzo na glowie (on do lekarza z mala nie
        pojdzie bo jak wroci to nawet nie wie na co chora, bo nie sluchal),
        nie mysli o tym ze mamy skierowanie na mocz, krew bla bla bla a te
        siuski trzeba jakos zlapac (zebyscie mnie wtedy widzialy!!! smile ze na
        ta krew trzeba jechac. A ja mam zaplanowac, wydac polecenia, po czym
        jeszcze uwzglednic jego "zajecia" czyli Ben Tena o 18, albo ze on o
        18 do sklepu nie pojedzie bo ma ochote na piwko (chodzilo o
        kombinezon dla malej).
        Jak siedzial w domu, to ja nocowalam przy malej na materacu, bo sie
        budzila i plakala w nocy, to ja pilnowalam i pilnuje jak ma goraczke
        i nastawiam budzik zeby wstac zmierzyc i dac lek, Kamilowi do glowy
        to nie wpadnie. A jak sugeruje ze ja tez pracuje, albo ze jak ona
        goraczkuje to ze trzy dni wlasciwie nie spie, to mnie zbywa tym ze
        on wyspac sie musi. A ja co? pies?
        Albo plac zaabaw, wyobrazcie sobie ze moj maz cale wakacje siedzial
        na tym szukaniu pracy, i ani razu!! nie wyszedl z mala na dwor.
        Ja szlam do pracy, po dordze zakupy, zakupy na gore mala do
        piaskownicy, z piaskownicy o 19, moja rola dac kolacje, on moze
        laskawie uspic, po czym ja na materac spac... Fajnie nie?
        Gadam do was bo mam zal do niego, czekam na wyniki rozmowy, cos tam
        sie rusza ale to naprawde w rzeczach drobnych.
        • daisy Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 15.12.09, 22:39
          No sorry, ale beznadzieja. To już chyba lepiej ci będzie bez niego? Przynajmniej
          zmywania mniej i dziecko złych wzorców nie dostanie. Dawaj z tym rozwodem.
          • kulma.m Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 15.12.09, 23:27
            Jesli to kolejne zarty ze mnie to przyjmuje z honorem, jesli piszesz
            powaznie, nie wiem jak dalej postepowac.
            • mondovi Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 15.12.09, 23:39
              pytam zupełnie bez złośliwości: ile macie lat?
            • kulma.m Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 15.12.09, 23:41
              A jutro ze smarkata siedzi babcia smile wiec moge wstac o 7:00...
              Bo moja mama to nie z tych co Ci jeszcze obiad ugotuja, ale mala sie
              zajmie. Musze wstac, ogarnac siebie, dac butle i leki, a potem
              zrobic malej sniadanko smile babcia juz da sama smile
              ale i tak kawal drogi do zlobka w mrozie mam zaoszczedzony.
            • daisy Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 16.12.09, 22:50
              > Jesli to kolejne zarty ze mnie to przyjmuje z honorem, jesli piszesz
              > powaznie, nie wiem jak dalej postepowac.


              Było to półserio, a ja też nie wiem, jak masz postępować. Moim zdaniem
              najmądrzejsze rady daje ci powyżej bri, ale co z tego - gdybyś mogła wprowadzić
              je w życie, to już dawno byś sama na to wpadła.
              Mogę powiedzieć tylko, że opisana przez ciebie sytuacja jest dla mnie kompletnie
              niewyobrażalna. Wolałabym zostać sama na resztę życia niż znosić coś
              takiego chociaż przez tydzień.
              Czy macie jakieś szanse na zmianę? Pewnie tak, ale musielibyście chcieć oboje,
              czyli musiałabyś postawić męża w takiej sytuacji, w której obecny układ stałby
              się dla niego niekorzystny.
        • rarely a jak robilas sobie z nim dziecko to gdzie 15.12.09, 23:42
          w tymczasie bylas w pracy? co ty myslisz ze forum ma zmienic meza maz
          ciebie albo dogadac sie za dwoje infantylnych ludzi
          • kulma.m Re: a jak robilas sobie z nim dziecko to gdzie 15.12.09, 23:53
            Ile mamy lat? Po 28 obecnie....
            Gowniara nie bylam...
            Ale to ze on chcial miec dziecko i ja chcialam je miec, nie oznacza
            ze mam byc nianka mojego meza.
            To chyba proste... Czego wy wymagacie od swoich meszczyzn? Chyba ze
            facet ma dac dobre geny i byc przystojny... to rozumiem, Wtedy moze
            niczego innego sie nie oczekuje.
            Fajnie jest byc zakochanym, klapki na oczach i nadzieja ze bedzie
            dobrze.
            Fajnie jest byc w ciazy, kiedy facet uwaza na Ciebie na kazdym
            kroku, nie fajnie byc matka dwulatki ktorej ojciec uwaza ze
            pisakownica go nudzi, lalki go nudza, ksiazki go nudza, klocki go
            nudza, a nie nudza go kreskowki w necie....
            Ugotowanie obiadu go przerasta, pralki nastawic nie umie.
            Pomyslcie przez chwile... Jestem dyrektorem ds. kontraktów
            miedzynarodowych. Wyceniam renotwnosc produktow, negocjuje kontrakty.
            Cztery lata temu zaczynalam jako asystentko sekretarka w brany
            ktorej nie znalam...
            Co musialam miec w sobie ze Prezes (Pani Prezes) mnie awasowala?
            Co takiego musialam zrobic, ze wrocialam po porodzie po awans i
            podwyzke?
            I jak wygalada moje zycie, wcisniete miedzy prace, dom, dziecko...
            Czy nie mam prawa wymagac od osoby mi towarzyszacej w zyciu i
            rodzicielstwie zeby pomogla??????????
            Zeby sie przejela rola rodzica?
            Co wyobrazasz sobie piszac o mojej niedojrzalosci?
            Fakt ze moje dziecko ma rodzicow, ze ma wszystko co najlepsze? Ze
            poswiecam jej kazda moja chwile, poniewaz maz woli ogladac Naruto?
            Ze ja czasem tez musze odetchnac? POkaz mi gdzie jestem
            nieodpowiedzialna, bo ten tekst mnie przerosl.
            • mondovi Re: a jak robilas sobie z nim dziecko to gdzie 16.12.09, 00:05
              Co wyobrazasz sobie piszac o mojej niedojrzalosci?
              Fakt ze moje dziecko ma rodzicow, ze ma wszystko co najlepsze? Ze
              poswiecam jej kazda moja chwile, poniewaz maz woli ogladac Naruto?
              Ze ja czasem tez musze odetchnac? POkaz mi gdzie jestem
              nieodpowiedzialna, bo ten tekst mnie przerosl.

              ja zapytałam o wiek, podpisałaś się pode mną. nigdzie nie pisałam o
              niedojrzałości, nie pisałam, że jesteś nieodpowiedzialna.
              IMO poświęcanie rodziny dla kreskówki jest znaczące. ale nie mnie wyciągać
              wnoski i oceniać.
            • beniusia79 28 lat i drugi maz? niezle... 16.12.09, 07:49
              z tamtym tez sie rozwiodlas bo sie nie sluchal? sorry, nie moglam
              sie powstrzymac. kup sobie zmywarke i odejc od chlopa, no i nie
              szukaj sobie kolejnego na dluzej bo znow sobie i komus kawalek
              zycia zmarnujesz. maz nie moze siedziec w internecie, ale ty robisz
              to na okraglo jak widze po ilosci twoich wpisow. chyba nawet w
              pracy siedziesz na forum "emama"....
            • berna_dette Re: a jak robilas sobie z nim dziecko to gdzie 16.12.09, 08:54
              nie fajnie byc matka dwulatki ktorej ojciec uwaza ze
              > pisakownica go nudzi, lalki go nudza, ksiazki go nudza, klocki go
              > nudza, a nie nudza go kreskowki w necie....
              > Ugotowanie obiadu go przerasta, pralki nastawic nie umie.

              Ale przed slubem, chyba tez nie potrafił nastawić pralki, bał się
              gotować itp? Mogłaś wtedy się nad waszym związkiem zastanowić.
              Dlaczego za niego wyszłaś? Facet znalazł sobie darmową pomoc domową
              pracującą u niego 24 na 7 i tyle. Nie liczyłabym na to, że się
              zmieni.
            • jakw Re: a jak robilas sobie z nim dziecko to gdzie 16.12.09, 09:11
              kulma.m napisała:

              > nie fajnie byc matka dwulatki ktorej ojciec uwaza ze
              > pisakownica go nudzi, lalki go nudza, ksiazki go nudza, klocki go
              > nudza, a nie nudza go kreskowki w necie....
              To, że dorosłego faceta nudzi piaskownica i lalki to chyba nic
              dziwnego? Jak wcześniej podchodził do obowiązków, które go nudzą?

              > Ugotowanie obiadu go przerasta,
              Wiesz, ugotowanie zjadliwego obiadu to nie taka prosta sprawa,
              zwłaszcza jak ktoś nie trenował od małego z wałkiem w ręku wink.
              Umie chociaż zrobić jajecznicę czy ugotować kartofle?
              Negocjuj - np. ty ugotujesz obiad, on młodą wykąpie czy zrobi zakupy
              itd.

              > pralki nastawic nie umie.
              To go przeszkól.

              > Pomyslcie przez chwile... Jestem dyrektorem ds. kontraktów
              > miedzynarodowych. Wyceniam renotwnosc produktow, negocjuje
              kontrakty.
              > Cztery lata temu zaczynalam jako asystentko sekretarka w brany
              > ktorej nie znalam...
              > Co musialam miec w sobie ze Prezes (Pani Prezes) mnie awasowala?
              No cóż, 2 lata temu oboje zaczęliście rozgryzać branżę wam do tej
              pory nieznaną. Zastanów się jeszcze czy aby nie traktujesz męża jak
              kolejnego podwładnego.

              > Co takiego musialam zrobic, ze wrocialam po porodzie po awans i
              > podwyzke?
              Pewnie nieźle zapieprzać, do tego pewnie stres itd.

              > I jak wygalada moje zycie, wcisniete miedzy prace, dom, dziecko...
              A jak wyglądało zanim mieliście dziecko? Mąż zmywał, sprzątał, robił
              zakupy? Czy tylko oglądał Naruto? Mieliście o czym ze sobą pogadać
              czy tylko seks był obiecujący?

              > Czy nie mam prawa wymagac od osoby mi towarzyszacej w zyciu i
              > rodzicielstwie zeby pomogla??????????
              Masz prawo, ale zaczynanie negocjacji od przedstawienia listy
              wymagań to może sprawdza się w biznesie, a nie w małżeństwie. Tu
              lepiej może sprawdzić się dochodzenie do celu krok po kroku.


              > Fakt ze moje dziecko ma rodzicow, ze ma wszystko co najlepsze?
              Być może twoje dziecko ma to co najdroższe, ale najlepsze co jej
              możecie zapewnić to sensowna rodzina.
              • triss_merigold6 No żesz 16.12.09, 09:27
                No żesz. Jestem kobietą i też nudzi mnie piaskownica i nieustające
                budowanie czegokolwiek z klocków a jednak jestem w stanie czasem dla
                dziecka usiąść i się pobawić.

                Z opisu wynika, że pan jest nie tyle niezaradny co niemożebnie
                leniwy. Skoro zaczyna działać po kopniaku to może właśnie należy go
                tak traktować: nie zrobisz - kop. Ale to męczące na dłuższą metę
                hodować Fredka Kiepskiego.
                • jakw Re: No żesz 16.12.09, 09:46
                  triss_merigold6 napisała:

                  > No żesz. Jestem kobietą i też nudzi mnie piaskownica i nieustające
                  > budowanie czegokolwiek z klocków a jednak jestem w stanie czasem
                  dla
                  > dziecka usiąść i się pobawić.
                  I stąd moje pytanie jak przed tatusiowaniem podchodził do różnych
                  nudnych obowiązków. Bo jeśli przedtem oglądał Naruto, a Kulma.M
                  sprzątała,zmywała itd to nie wiem skąd to nagłe zdziwienie, że tak
                  się teraz zachowuje.
                  Być może u niego w domu całą "obsługę" odbrabiała mama, potem
                  przejęła to Kulm.M, a on jest przekonany, że to norma
                  • kulma.m Re: No żesz 17.12.09, 21:38
                    Masz racje!!! Tak bylo. Tesciowa obrabiala 4 chlopa (meza i 3
                    synow), ona nie wyglada na specjalnie ulegla, ale fakt faktem dom na
                    jej glowie i to ze pokrzyczy (jak ja) niczego nie zmienia, bo
                    pokrzyczy a potem abarot od nowa jest tak samo, tyle ze powietrze z
                    niej zejdzie.
                    I ja wychodzilam z blednego zalozenia, ze o faceta trza dbac smile
                    Zreszta lubie prac, sprzatac, gotowac itp. I nie to mi przeszkadza
                    tak do konca, najgorzej jest z tym ze on sie nie wlacza w "obsluge
                    malej", o ile jestem sie sklonna pogodzic ze wszytskim innym o tyle
                    uwazam ze on tez powinien, tak jak dziewczyny wspomnialy wczesniej,
                    robic rzeczy ktore go "nudza" dla dobra dziecka.
                    A jak ja widze ze on siedzi przed kreskowkami, a mala sie placze po
                    domu i nudzi, albo wogole nie jest w stanie zapamietac co kiedy
                    mloda dostaje z lekow jak jest chora, nawet nie zadzwoni zapytac.
                    Dzis mialam wlasnie taka akcje. Musialam zostac dluzej w pracy bo
                    pracowalam z szefowa nad budzetem na 2010 bo sie nie domyka.
                    Nie dosc ze wysluchalam calej litanii wypomnien (az mi sie zal
                    zrobilo jego w koncu) to jeszcze polozyl ja spac i nie dal kropli na
                    migdaly, ktore dajemy juz miesiac...
                    Balam sie czy dziecko wogole kolacje dostanie tak szczerze mowiac.
                    Jak on kurcze jedzie na dzialke ojcu pomagac, i nie ma go 2 dni, i
                    ja zostaje sama to nie lamentuje...
                    A tu... cala tyrada, ze on do pracy, ze on zmeczony, ze jutro tez
                    wroce pozno (mam Wigilie firmowa- RAZ NA ROK!!!!).
                    Nie dosc tego, najczesciej jest tak, ze do pracy jade na 9, ale w
                    domu jestem czesto przed 17, mam taki uklad ze moge, ze szefowa nie
                    wypomni mi ze w tygodniu pracuje 5 godzin mniej. I jak wracam
                    wczesniej przejumje mala od progu...
                    A dzis, raz na 100 lat zdarzylo sie ze wrocilam pozniej.
                    Fakt mala uspil, jesc tez ponoc dal, ale ile sie nasluchalam...
        • jakw Re: ciezko jest zyc pod jednym dachem 16.12.09, 08:43
          Jeśli mcie gdzie wstawić i za co kupić - kupcie zmywarkę. Jeśli nie
          i z uporem maniaka odmawia zmywania choćby po sobie - zostaw na
          wierzchu 3 kubki, 3 talerze, 3 łyżki itd.
          A skoro coś się rusza w rzeczach drobnych - może krok po kroku do
          czegoś dojdziecie. Tylko nie puszczaj mu tekstów "Znowu coś źle
          zrobiłeś"
    • araceli Jak sobie pościelesz... 16.12.09, 00:06
      Myślę, że osoby wypowiadające się w wątku zapominają o jednym istotnym szczególe - sytuacja w życiu autorki jest taka, jaką ona sama ją stworzyła:
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,104006269,,Maz_kasa_zwalil_mnie_z_nog_.html?v=2
      Każdy układa swój związek jak chce. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Ty ustaliłaś pewne zasady, które Tobie pasowały a później przestały. Masz do tego prawo ale mąż nie ma obowiązku zmienić się na pstryknięcie palcami. Naiwnym jest myślenie, że po jednej rozmowie nagle facet będzie wiedział to wszystko i nagle zacznie robić wszystko tak jak Ty mu każesz.

      IMO dziwnie traktujesz męża. Jakby był dzieckiem - nieposłusznym i leniwym. Cóż - tak go wychowałaś - czemu się dziwisz? Może podświadomie celowo wybrałaś słabego, żeby go zdominować, żeby było tak jak Ty chcesz a teraz sytuacja Cię przerosła?
      • beniusia79 z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 07:54
        ani z maluchem ani z mezusiem. malucha jeszcze mozna wyszkolic,
        maza juz raczej nie. ubieranie dziecka wcale nie musi tyle trwac,
        wystarczy postawic dziecku granice, dwulatek duzo zrozumie i szybko
        sie nauczy. nie wyobrazam sobie, zeby dziecko codziennie uciekalo,
        chowalo sie lub wygupialo gdy chce je ubrac. jest na to wiele
        sposobow. wystarczy np. troche mocniej przytrzymac, szybko zalozyc
        co trzeba i w nogi. po 2 dniach dziecie juz uciekac i bawic w
        chowanego sie nie bedzie, wierz mi.... jesli twoja robi codziennie
        takie akcje, to znaczy, ze uwaza to za cos normalnego co nalezy do
        codziennie rytualu a rytualy dzieci uwielbiaja... kochana, jak to
        bedzie gdy bedziesz miala kidys ewentualnie 2 dzieci?
        • moni692 Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 08:15
          Bieniusia, a czego ma sobie "radzic" z mezem?
          Maz w koncu nie dziecko i sobie radzic nie trzeba. Jak maz niereformowalny to
          fora ze dwora.

          Co do ubierania 2 latki - mi to akurat zajmuje pelna godzine (ZAWSZE), bez
          szarpania sie i poganiania.
          • jakw Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 09:16
            moni692 napisała:

            > Jak maz niereformowalny to fora ze dwora.
            Tylko nie wiadomo, czy mąż rzeczywiście niereformowalny czy sposób
            zabierania się za reformy za bardzo rewolucyjny...
            • triss_merigold6 Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 09:29
              A ile czasu można prosić dorosłego człowieka, żeby wykonywał część
              podstawowych obowiązków w domu? Pozmywanie, sprzątnięcie przestrzeni
              Z WŁASNEGO BAŁAGANU, wykąpanie dziecka i położenie spać nie są
              zadaniami przerastającymi kogoś o ilorazie inteligencji powyżej 60
              IQ.
              • jakw Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 09:54
                Sądząc po tym jak moja starsza (lat niemal 13, IQ powyżej średniej)
                układa swoje rzeczy po praniu albo robi porządek na biurku - dłuugo.
                Ale to ona sobie musi losować skarpetki czy szukać rzeczy do szkoły,
                które gdzieś wcięło. Najwyraźniej dokuczliwość jej własnego bałaganu
                nie jest jeszcze wystarczająca do tego, żeby sprzątnąć. A co do
                stawiania zadań - mi się to wyrażenie w kontekście partnerstwa i
                małżeństwa nie podoba.
              • araceli Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 11:25
                triss_merigold6 napisała:
                > A ile czasu można prosić dorosłego człowieka, żeby wykonywał część
                > podstawowych obowiązków w domu?

                mniej więcej tyle samo ile uczyło się go, że ma tego nie robić wink
            • phantomka Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 09:32
              Jakw a Ty naprawde uwazasz, ze dorosla kobieta jest od reformowania
              doroslego mezczyzny? Krew mnie zalewa na takie rady "poglaszcz
              misia" "nie krytykuj misia" "nie wypominaj misiowi"
              A autorka ewidentnie lubi swoja role cierpietnicy i stachanowca. Nie
              wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej dwoje doroslych, pracujacych
              ludzi ma takie nierowne prawa i obowiazki w zwiazku. No ale jak dla
              mnie sam uklad finansowy tej rodziny jest chory. Zwiazek jest
              wspolnota nie rozdzielczoscia na kazdym polu.
              • jakw Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 11:00
                phantomka napisała:

                > Jakw a Ty naprawde uwazasz, ze dorosla kobieta jest od
                reformowania doroslego mezczyzny?
                Wiesz, pewnie można wyjść za takiego "zreformowanego". Ale dlaczego
                nie spróbować, skoro się coś przegapiło? Przy czym robienie totalnej
                rewolucji, skoro do tej pory pewnie było, z punktu widzenia męża, w
                porządku (tzn żona tylko dziamgnie, że nie zmyte garnki, a potem i
                tak pozmywa), może poskutkować zwiększonym oporem. Powolne
                przykręcania śrubki ze smarowaniem "Kochanie, jak świetnie ubrałeś
                małą" (choćby skarpetki były nie do pary - pewnie i tak dziecko to
                wychwyci wink) pewnie da lepszy rezultat.

                > Krew mnie zalewa na takie rady "poglaszcz
                > misia" "nie krytykuj misia" "nie wypominaj misiowi"
                No dobra, ale co przynosi dokopywanie "bo ty zawsze", "twoja wina"?
                Reakcję podobną skierowaną przeciwnie - tak jak z tym nieszczęsnym
                soczkiem wieloowocowym z któregoś postu. Stał soczek w szafie to
                tata dał. A jak na niego mama najechała, że przecież powinien
                pamiętać o czym pół roku temu jego żona z jego matką rozmawiały,to
                jego reakcji obronnej aż tak strasznie się nie dziwię.

                > A autorka ewidentnie lubi swoja role cierpietnicy i stachanowca.
                Ale chyba przestaje się już wyrabiać i chciałaby coś zmienić.

                Ja też sobie nie wyobrażam związku funkcjonującego na takich
                zasadach, ale Kulm.M sama w to wdepnęła. Wystarczy poczytać jej
                wątek nt pieniędzy. A skoro mąż ma jej dać 1000+żłobek i nie wtrącać
                się, jakie zabawki młodej ona kupuje, to ja się przestaję dziwić, że
                czuje się zwolniony z czegokolwiek. Prawdopodobnie zmiany wymaga i
                wydatkowanie pieniędzy, i podział obowiązków. Przy czym należy brać
                pod uwagę różnicę w dochodach i godziny pracy obojga.
                Ale wiem też, że mój mąż jakoś opanował obsługę pralki, żelazka,
                zmywarki i odkurzacza, a jajecznica pannom smakuje tylko wtedy, gdy
                tata zrobi. Tylko że nie stało się to z dnia na dzień.
                • araceli Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 11:28
                  jakw napisała:
                  > A skoro mąż ma jej dać 1000+żłobek i nie wtrącać
                  > się, jakie zabawki młodej ona kupuje, to ja się przestaję dziwić, że
                  > czuje się zwolniony z czegokolwiek.

                  Nie tylko zwolniony ale wręczy wykluczony z życia tej rodziny. Z jakiegokolwiek współuczestnictwa w tworzeniu jej zasad. Przez cały czas miał się 'nie wpieprzać' a teraz autorce przeszkadzają tego skutki.
              • asia_i_p Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 16.12.09, 18:06
                Od reformowania nie. Od zawalczenia w związku o takie zasady, żeby jej z tym
                było dobrze, owszem. Nikt za nią tego nie zrobi.
                Nikt jej nie radzi głaskać misia. Nie wypominać mu, owszem, ja radziłam. Nie ma
                lepszego sposobu na zarżnięcie rozmowy o tym, co ma być teraz konkretnie
                zrobione, niż wypominanie tego, co nie było zrobione trzy lata temu.

                Jeżeli się chce, żeby chłop zajął się dzieckiem, a nie jest do tego
                przyzwyczajony, to mu się mówi "Zajmij się dzieckiem". Bez uzasadnień, bez
                usprawiedliwień, bez jojczenia. Bo jak się zacznie od tego "Ty to się nigdy
                dzieckiem nie zajmujesz", to najpierw się pokłócą, potem będą godzić, często
                długo i namiętnie, a na końcu chłop i tak siądzie do komputera, a kobieta
                pójdzie do dziecka.

                Jak się długo hodowało nieroba - czy to syna czy męża czy córkę czy co tam
                jeszcze, to najpierw trzeba przez pewien czas konkretnie prosić o wykonywanie
                konkretnych spraw, aż nierób nie przywyknie do nowego stanu rzeczy. Można to
                poprzedzić rzeczową rozmową z konkretnymi ustaleniami, ale i tak przez pewien
                czas trzeba będzie przypominać. Owszem, można się burzyć, że to niesprawiedliwe
                i tak dalej, zrobić focha, nie przypominać, wszystko robić samej, a na koniec z
                satysfakcją przedstawić drugiej stronie listę spraw, w których zawiodła. A można
                przez pewien przejściowy czas przypominać i mieć mniej roboty. Tylko wtedy
                trzeba zrezygnować ze statusu "tej, co wszystko robi" i z całej swojej latami
                pielęgnowanej moralnej przewagi, a to dla niektórych wydaje się być trudniejsze
                niż zapieprzanie za dwoje.
                • kulma.m Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 17.12.09, 22:00
                  Na moje "zajmij sie dzieckiem" slysze, "ale ona i tak do Ciebie
                  leci, mam ja przywiazac?"
                  na to ja - "nie przywiazac ale idz z nia z klockow pobuduj,
                  porysuj... wtedy sie zajmie i nie bedzie leciala."
                  Maz - "dobra, ale zamknij drzwi do lazienki skoro sprzatasz"
                  Wychodze po 10 minutach, moje dziecko namietnie zuje kredke, a maz
                  siedzac przy stoiliczku z Ikea (taki malutki dla dzieci) oglada
                  Cartoon Network smile

                  Masz razcje budowanie mojej przewagi moralnej i jej zaprzepaszczenie
                  jest trudne, ale juz dluzej nie moge tak ciagnac.
                  Mam ta nieszczesna astme i napradwde czasami zle sie czuje, ostatnio
                  mam takie ze dwa tygodnie pogorszenia ze mnie lapia dusznosci,
                  ciagle kasze itp. Jestem wypruta, zmeczona i zrezygnowana...
                  Jak on chorowal to sie na wlasne zyczenie do rodzicow na tydzien
                  wyniosl zeby malej nie zarazic... smile I ja jakos dalam rade.
                  Jak ja wyjezdzam w delegacje (zdarza mi sie 3 razy w roku, od nowego
                  roku pewnie bedzie tego kolo 8 razy - na dwa, trzy dni) dziecko
                  automatem laduje u tesciowej...

                  Widzicie ja go nie wykluczalam, ale on sie sam postawil w tej roli
                  troche. Poki bylismy sami, bylam mamusia od kupowania prezentow,
                  mamusia od ogarniecia domu, i kochanka w lozku.
                  Uwazalam ze kiedy urodzi sie dziecko moj chlop sie przejmie...Stanie
                  sie zapaobiegliwy jak ja, a tu nic sie nie zmienilo.
                  Teraz juz wam o tym nie wspominalam, ale samochod nam sie psuje,
                  mamy fiata juz dosc leciwego bo 10 letniego.
                  Najpiew byly wypominki ze ja ciagle nie mam pieniedze na reperacje,
                  a teraz doprowadzil do momento w ktorym ja sama sie zdecydowalam na
                  zakup nowego samochodu, z salonu. Tyle ze za czyje to bedzie? Za
                  moje... jak zawsze
                  I mimo ze nie mam prawa jazdy tak mnie zbajerowal ze zaczelismy
                  jezdzic po salonach i ogladac auta!!!! Ja juz nawet kredyt
                  zalatwiam!!!
                  Kurde blacha zaczynam sie czuc jak wczeskim filmie, i wku...a mnie
                  to ze on oczekuje ze ja to zalatwie. Jak w fiacie rozwalil zderzak
                  zeszlej zimy tak do dzis jezdzi z rozwalonym i usilowal zwalic wine
                  na mnie!!! Babcia juz mu dwa razy dawala po 400 zlotych na nowy!!!
                  Ale bidak nie zebral sie zeby zalatwic swoje sparwy.
                  Na poczatku samym powiedzialam ze samochod to jego sparawa, ma sam
                  sie kolo tego kercic i robic co trzeba je o tym myslec nie bede.
                  No to jak moje dziecko ma tak wygaladac po 2 latach jak jego
                  samochod to ja pier... Wszytsko sie sypie a on hmmm nie siedzi na
                  allegro i nie szuka czesci tylko Naruto oglada.
                  A jak uslyszal o nowym aucie to sie tak podniecil jakby w totka
                  wygral. No zesz .... ja juz mam tego dosc.
                  • asia_i_p Re: z tresci wynika, ze pani nie radzi sobie 21.12.09, 07:16
                    > Na moje "zajmij sie dzieckiem" slysze, "ale ona i tak do Ciebie
                    > leci, mam ja przywiazac?"
                    > na to ja - "nie przywiazac ale idz z nia z klockow pobuduj,
                    > porysuj... wtedy sie zajmie i nie bedzie leciala."
                    I tu tkwi przynajmniej część problemu. Spróbuj raz odpowiedzieć z miłym
                    uśmiechem, głęboko kryjąc wątpliwości i ewentualną ironię, "Kochanie, na pewno
                    dasz sobie radę. Ja potrzebuję pobyć bez niej". Nie odpowiadaj gotowym
                    przepisem, bo wtedy przejmujesz odpowiedzialność za sytuację.
      • jakw Re: Jak sobie pościelesz... 16.12.09, 09:22
        Coś w tym jest. Do tej pory "to ja mam byc glowa tej rodziny a on
        mi sie wpieprza za przerposzeniem w budrzet". Partnerstwo nie polega
        na tym, że jedna osoba mówi drugiej co ma robić, a ta druga może
        tylko przytakiwać.
    • migotka-2 Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 10:00
      Wiesz co kulma nie jesteś nieodpowiedzialna, co więcej masz ogromną zaletę
      mówienia czego potrzebujesz. Problem w tym że Twój mąż potrzeby ma inne.
      Proponuje żebyś zastanowiła się tylko tak bez złych emocji( jak dasz radę
      oczywiście) jakie ma zalety. Jak bilans wyjdzie na zero lub plus to rewelka jak
      na malutki minus to też można przeżyć ale jak minus wielki to już źle. Co do
      organizacji dnia skarbem jest umieć organizować się tak że zdążyć i nie
      przemęczać się ale nie wszyscy to potrafią, można jednak powiedzieć trening
      czyni mistrza. Mnie zeszło kilka lat żebym ustawiła poranki sensownie. Ale i tak
      wszystko wzięło w łeb jak dzieci poszły do szkoły, trzeba było od początku. I na
      pocieszenie dzieci szybko rosną i jak pozwolisz to mała zrobi się samodzielna,
      nawet nie zauważysz kiedy.
    • jajofka Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 14:06
      ja w takich sytuacjach nie robię absolutnie nic. powtarzam - nic.
      mam dwoje dzieci. wysyłam je do Tatusia (nie ważne gra na ps,
      komputerze, ogląda tv czy śpi). jeżeli uważam, że zaczyna olewać
      ustawiam go do pionu właśnie w ten sposób. nic nie robiąc. to że
      dzieci troche popłaczą, dzieciństwa im nie popsuje a Mąż włącza się
      do pracy aż miło.
      może zamiast padać na pysk, wyjdź do pracy i zostaw Męża ze
      wszystkim. wróć z pracy i zrób sobie manikiur - jak Mała będzie
      wyła, to po pół godzinie nie wytrzyma i weźmie się do roboty. i od
      razu zaznaczam, że wszelkie komentarze dotyczące wyrodnej matki,
      która zostawia dziecko samopas - mam w nosie smile ja Męża nauczyłam
      jak się w domu robi i takich problemów już nie mam smile
      • asia_i_p Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 16.12.09, 18:09
        Czyli robisz, co można zrobić najlepszego. Wysyłasz mężowi sygnał, że uważasz go
        za odpowiedzialnego i dobrego ojca, który umie pocieszyć płaczące dziecko, zająć
        się nim, itd. Zachowujesz się tak, jakby układy były całkiem zdrowe i one się
        robią zdrowe. Podczas gdy autorka wątku narzeka, ale swoim zachowaniem utrwala
        postawę męża - narzeka, marudzi, obraża się, ale dalej za niego pracuje.
        • kulma.m Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 20.12.09, 22:34
          To znowu ja...
          Powiecie ze pewnie naiwna jestem - i jak znam zycie tak jest, ale
          wczoraj wieczorem uboeralismy choinke, ktora przytargal moj luby.
          Powierzylam mu to zadanie mimo iz w zeszlym roku jak przytargal to
          nam pol pokoju zajmowala (akurat pokoiku malej gdzie jeszcze zadne
          meble nie staly i uwazalismy go za pokoj zabaw bardziej).
          O dziwo stanal na wysokosci zadania, choinka idealna!!!! No jakby
          centymetrem mierzyl, pod sam sufit, ale malo rozlozysta wiec
          suuuuper.
          Pochwalilam go bardzo za to, i nawet (po choinke jechali z ojcem pod
          Warszawe, bo tam maja szkolke zasadzona wiec mamy co rok za darmo)
          mimo iz wrocil z nia o 19 (a do pracy szedl normalnie na 3), to jak
          sie okazalo ze nam lampki padly to jeszcze sie do Obi po lampki nowe
          wybral!!!! Bez zadnego marudzenia!!!
          hahhaha co prawda kupil sople!!!! Bo spojrzal tylko ile lampek ma
          sznurek, jak zobaczyl ze 100 to juz nie czytal dalej hahhahah i
          zaplacil jak za zboze za te sople hahhaha ale lampki zawiesilismy.
          I tak sie milo zrobilo, ze mu zaczelam znowu gadac.
          Powiedzialam, ze ja go rozumiem, ze ma prawo byc zmeczony, ale ja
          tez czasami jestem. Ze rozumiem ze jest facetem i na wiele rzeczy
          nie zwraca uwagi, ale milo by bylo jakby tak wiedzial idac do
          lekarza z mala co robic, zebym to nie zawsze musiala byc ja, ze
          podzielilam z jego mama prace przy Wigilii i ze bede potrzebowala
          pomocy bo z mala, zakupami na Świeta, i gotowaniem moge sobie nie
          poradzic... A on sam przyznal ze chcialby wiecej wiedziec o naszym
          dzieckuc(tak logistycznie) i ze pomoze. Na razie nie marudzi, pomaga
          i chociaz nie gada jak go prosze o ubranie, nakarmienie czy uspienie
          malej. ZObaczymy na ile nam ducha starczy.
          • asiek_k Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 21.12.09, 00:17
            Powodzeniasmile
          • asia_i_p Re: Tak wiem mialam sie rozwiesc 21.12.09, 07:17
            Powodzenia!
            Tylko pamiętaj, nie krytykuj za bardzo i nie chwal za bardzo - to duży chłopiec wink!
    • iwles przyklejone przez moderatora 22.12.09, 08:38

      Mialam sie rozwiesc - ciekawostka
      Autor: kulma.m 22.12.09, 08:24

      To niby kontynuacja watku, ale ze postow duzo to zakladam nowy

      Tak ostatnio marudzilam temu mezowi (slusznie zreszta), chodzilam
      nie do zycia i wogole i co sie okazalo?
      Poszlam wczoraj do lekarki po leki na astme, wchodze do gabinetu i
      mowie ze ja chyba nie mam astmy bo od ostatniego przeziebienia
      miesiac temu czuje sie coraz gorzej mimo zwiekszenia dawki
      sterydow... dwukrotnie je zwiekszylam
      Oliwka wtedy miala ta niby grype - przeziebienie, 40 stopni goraczki
      wiec ja sie swoimi 38,1 nie przejmowalam
      No to ta lekarka prosi zeby sie rozebrac i bedzie sluchac.
      Slucha, slucha, slucha, ja w koncu mowie pewnie nic nie slychac jak
      zawsze i pewnie do grobu czas sie klasc? A on mowi "Nie slychac?,
      przeziebienie????, Pani od miesiaca chodzi z niewyleczonym
      zapaleniem oskrzeli!!!!"
      Oczy mi wyszly chyba na kilometr z oczodolow...
      Oczywiscie dostalam teraz antybiotyk, ale dziwilam sie tylko tym ze
      goraczki niet, ogolnie czulam sie tak sobie ale nie na zapalenie
      oskrzeli a tu bach....

      SZOK



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka