Dodaj do ulubionych

Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić uwagę

27.12.09, 00:06
Moja teściowa jest zwolenniczką kulinarnych biesiad, przy czym
wyznaje teorię: "zastaw się, a postaw się". Choć ma skromną
emeryturę, przy każdej większej okazji przygotowuje mnóstwo potraw,
a świętowanie imienin, urodzin itp. polega wyłącznie na siedzeniu
przy stole i konsumowaniu. Teściowa jest z dumna ze swoich
kulinarnych talentów. Niestety, ilość nie idzie w parze z jakością
czy estetyką podania. Potrawy nie smakują nam, naszym dzieciom i
rodzicom, a to my głównie jesteśmy gośćmi. Ponieważ dania wciąż się
powtarzają, wiemy już, jakie niemiłe zaskoczenie spotka nasze kubki
smakowe wink Efekt jest taki, że każdy bierze odrobinę, żeby nie
sprawić gospodyni przykrości, ale większość dań zostaje... Ostatnio
otrzymałam sms-a od syna, siedzącego po przeciwnej stronie
stołu: "mamo, czy to jest jadalne?" Wielokrotnie próbowaliśmy w
delikatny sposób naprowadzić teściową, aby może używała lepszych
jakościowo produktów czy korzystała z przepisów w książkach, które
zalegają na półkach - na próżno. Szkoda mi kobiety, bo na
przygotowanie jedzenia kosztuje ją sporo pieniędzy, czasu i energii,
a potem i tak wszystko ląduje w koszu. Jak wybrnąć z takiej sytuacji
przy stole?
Obserwuj wątek
    • katka_tk Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 00:11
      Zaoferować pomoc i samemu coś upichcić? Przed zbliżającą się okazją porozmawiać
      o zmianie sposobu świetowania? Np. zaprosić do siebie, do kina, teatru cokolwiek
      by odwrócić uwagę od jedzenia? powiedzieć, że cala rodzina przeszła na jakiś
      rodzaj diety, że teraz to lżejsze sałatki, surówki czy coś takiego? Przy byle
      okazji dać spisany sprawdzony przepis mówiąc: jadłam u kolezanki- pyszne, niech
      teściowa t zrobi na imprezę bedzie kolejnym hitem. Przy byle okazjach mówić o
      złej jakości tanich produktow, naprowadzając rozmowę tak, żeby wyszło, że lepiej
      mniej a lepszej jakosci i że czasy zastaw się a postaw się odeszły w zapomnienie.
    • cherry.coke Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 00:23
      Zrobic uczte u siebie w lepszej wersji, zaprosic tesciowa i na jej oczach pozrec
      do ostatniego okruszka bijac sie o resztki... moze zrozumie, ze nie jestescie
      niejadki, tylko ona nie trafia w wasz gust smile
      • margotka69 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 16:48
        Oczywiście, regularnie zapraszamy teściową na przyjęcia do nas, moja
        mama również zaprasza ją np. na święta. Wszyscy wcinają, aż im się
        uszy trzęsą, teściowa również - ale wniosków dla siebie wyciągnąć
        nie potrafi sad Używa najtańszych produktów, dań typu sałatka czy
        jajka w majonezie nie przechowuje w lodówce (sałatki podchodzą wtedy
        olejem ble...), ciasta wkłada do zimnego piekarnika (są niesłodkie,
        zakalcowate czy gumowate, bywa, że posypane starą, zmydloną
        posypką). Nie przyjmuje żadnych sugestii, a potem jest jej przykro...
        • eva_evka Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 06.07.25, 21:37
          To może pijedz do niej przed tą impreza, pomoz przygotować i powiedz: "Mamo, ta salatka podeszła olejem, to będzie niezjadliwe" albo "Mamo, to ciasto dziwnie smakuje, chyba jakiś produkt kupiłaś nieświeży, może w sklepie Ci wcisnęli przeterminowany?"
    • denea Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 08:26
      A mnie zaciekawiło, co też takiego ona robi z tym jedzeniem ?? Za
      dużo pieprzu daje, za mało soli, czy uparcie serwuje coś wyjątkowo
      ohydnego w stylu zapiekanki rybnej z kiszoną kapustą ??
      • kai_30 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 10:10
        A ja sobie potrafię to doskonale wyobrazić, bo moja teściowa też niesmacznie
        gotuje. Przykład? Wielki gar rosołu na kilogramie skrzydełek i dwóch małych
        marchewkach + szczypta soli. No niejadalne to jest...

        Albo gotuje wielką kość na zupę, po czym wylewa wodę po tej kości, nalewa
        świeżej i dorzuca np buraka i ziemniaki. I szczyptę soli i tadam! mamy barszcz smile

        Nie używa żadnych przypraw, nawet takich klasycznych, ziołowych. Nic.

        Rozwiązanie okazało się proste - dyplomatycznie i "bo mamusia się tak przemęcza"
        zaproponowałam pomoc w kuchni w zamian za zajmowanie się wnukiem przed każdą
        większą imprezą. Ona zadowolona, bo zabawia wnusia, ja zadowolona, bo lubię
        gotować, wszyscy happy, bo jedzą wink
        • olamka1 Jesteś pewna??? 27.12.09, 10:26
          Widzę NIELOGICZNOŚĆ... jak to wylewa wodę po tej kości??? To co zostaje w
          garnku??? Kość? I do tego dodaje ziemniaki i buraki? To PO CO gotowała kość???
          ROZUMIEM, gdyby daniem była owa kość - ugotowana podana na talerzu..., ale wylać
          wodę??? Po co w takim razie w ogóle gotować kość?
          • imasumak Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 10:34
            Napisane jest wyraźnie, żo dolewa nowej wody. Zapewne buraka i ziemniaka gotuje
            w tej wodzie z ugotowaną wcześniej kością.
          • kai_30 Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 10:58
            Jestem pewna smile nawet o to pytałam smile i się dowiedziałam, że wodę wylewa (i
            płucze kość), bo nie lubi tych pływających fyflunów, szumowin znaczy. Zalewa
            wypłukaną kość nową, czystą wodą i dokłada buraki i ziemniaki (innych zup nie
            widziałam, ale przypuszczam, że podobnie).

            Też zapytałam, po co kość w takim razie. No, jak to - bo zupa przecież musi być
            na kości big_grinbig_grinbig_grin

            Braku jakiejkolwiek logiki moja teściowa w tym nie widzi.
            • imasumak Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 11:52
              Ale on zagotowuje tylko tą kość, czy ją gotuje dłuży czas przed wylaniem tego
              wywaru? Bo jeśli tylko zagotowuję, potem zmienia wodę i dopiero wtedy rozpoczyna
              zasadnicze gotowanie, to jest w tym sporo logiki.
              Ja np nie robię zup na kościach - wszystko jest na wywarach warzywnych.
              Wyjątkiem jest rosół oczywiście, gdyż mięso przeznaczone na niego wpierw
              zagotowuje w wodzie, którą wylewam, mięso płuczę, gar myję, wlewam wodę, dodaję
              włoszczyznę i wtedy zaczyna się gotowanie rosołu.
              • figrut Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 12:13
                > Wyjątkiem jest rosół oczywiście, gdyż mięso przeznaczone na niego wpierw
                > zagotowuje w wodzie, którą wylewam, mięso płuczę,
                gar myję, wlewam wodę,
                dodaję
                > włoszczyznę i wtedy zaczyna się gotowanie rosołu.
                Dla mnie to zupełny brak logiki. Rosół to wywar z mięsa i warzyw. Jak wylejesz
                wywar po lekko obgotowanym mięsie, to tam już w tym garze z tego mięsa niewiele
                da się wygotować.
                • kai_30 Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 15:21
                  U mojej teściowej logiki brak jakiejkolwiek - kość gotuje długo i wywar wylewa.
                  Reszta gotuje się już króciutko, z 15 min powiedzmy.

                  Takich kulinarnych cudów jest więcej u niej zresztą wink
              • lola211 Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 14:54
                Zatem nie gotojesz rosolu, tylko jakis pseudorosol.Te "szumowiny"
                opadaja po zalaniu ich zimna woda, jest to sciete bialko, sama
                esensja rosolowa.
                • imasumak Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 15:35
                  Spróbuj kiedyś, a się przekonasz, że nie jest to pseudorosół smile
                  • figrut Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 15:44
                    Już próbowałam. Moja chrzestna tak potrafi spartolić rosół (choć klopsiki np.
                    robi najlepsze na świecie). Najpierw zagotowuje mięso, do momentu wrzenia,
                    później wkłada to mięso do nowego gara, zalewa zimną wodą i gotuje coś, z czego
                    gdyby pierwszego wywaru nie wylała byłby rosół.
                    • imasumak Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 18:25
                      Aleście się uwzięły smile. To co odlewam po pierwszym zagotowaniu, w żaden sposób
                      nie przypomina rosołu. Pomyśl logicznie - dobry rosół uzyskuje się po
                      długotrwałym, powolnym gotowaniu mięsa wraz z jarzyną.
                      Przy pierwszym zagotowaniu nie ma szans na wyciągnięcie z mięsa chociażby 1%
                      tego, co powinien zawierać wywar, zwany rosołem.

                      Myślę, że Twoja chrzestna robi źle coś innego, bo samo zagotowanie mięsa nie
                      powoduje spartolenia rosołu.
                      • lola211 Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 20:20
                        Pomyśl logicznie - dobry rosół uzyskuje się po
                        > długoto torwałym, powolnym gotowaniu mięsa wraz z jarzyną

                        Pomysl logicznie- dlaczego rosól gotuje sie w ten sposob, ze do
                        zimnej wody wklada sie mieso? Nie do wrzatku, tylko do zimnej
                        wody.Ano nie dlatego, ze ktos sobie to wymyslil, tylko po to,by
                        bialko od razu sie nie scielo, tylko wydostalo sie do wody, ktora
                        nastepnie bedzie tym rosolem.To bialko to tzw szumowiny, ktore
                        powinny w zupie zostac i trakcie gotowania "zniknac".Wowczas w
                        rosole jest najwiecej skladnikow odzywczych, czego ty go pozbawiasz
                        wylewajac co najwazniejsze do zlewu.
                        • imasumak Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 21:18
                          Niech Ci będzie.
                          Zresztą rosół jest mocno przereklamowany, jeśli chodzi o wartości zdrowotne, a
                          niektórzy powinni go wręcz unikać.
                          Ja robię go na tyle rzadko, że mogę sobie pozwolić na wylewanie do zlewu jego
                          rzekomej kwintesencji smile
                          • lola211 Re: Jesteś pewna??? 27.12.09, 21:46
                            Ja rosol lubie, jak ktos jest chory to wrecz obowiazkowo,
                            zauwazylam, ze sam organizm sie domaga.Jak komus szkodzi to i
                            owszem, nic na siłe.
                          • sonia.2009 Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 12:33
                            serio ? przereklamowany?
                            a kto do tego doszedl? moze amerykanscy naukowcy po 10 latach badan?
                            hahahahaha
                            wylewajc "rzekoma kwintesencje" wylewasz to co stanowi baze rosolu
                            zrozum to wreszcie - =juz tyle osob ci napisalo czym jest rosol, ze szare
                            komorki powinny ci zaskoczyc
                            ale w sumie
                            rob z kostki rosolowej
                            ja wymyslono dla takich jak ty
                            • imasumak Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 13:24
                              Ha ha smile. Uwielbiam takie zacietrzewienie, przy tak nieistotnym temacie smile.
                              Idź skocz po relanium - wymyślono go dla takich jak Ty smile.

                              Miłego dnia

                              P.S. Przy okazji, wiesz co to znaczy odmienne poglądy i wymiana ich bez
                              ubliżania sobie nawzajem?
                            • senseiek Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 13:58
                              > rob z kostki rosolowej
                              > ja wymyslono dla takich jak ty

                              Kostke rosolowa powinno sie dodawac obowiazkowo, nie wazne czy gotujesz z kawalkiem miesa, czy nie.. Wtedy jest po prostu smaczniejsze smile
                              Ja zawsze biore odpady z filetow kurczaka, zalewam zimna woda, wrzucam dwie kostki rosolowe, sol i pieprz i zagotowuje. Pozniej mozna dodac przecier pomidorowy-wtedy bedzie pomidorowka, albo wrzucic ogorki kiszone, i bedzie ogorkowa..
                              • babcia47 Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 14:20
                                nie trzeba dodawać "kostki" a nawet nie powinno się, by nie zepsuć
                                smaku..i zoładka!..wystarczy dodać ziół i tzw. "maggi" czyli suszony
                                lubczyk..korzeń lub ziele
                                • senseiek Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 14:41
                                  > nie trzeba dodawać "kostki" a nawet nie powinno się, by nie zepsuć
                                  > smaku..i zoładka!..wystarczy dodać ziół i tzw. "maggi" czyli suszony
                                  > lubczyk..korzeń lub ziele

                                  Wtedy by powstaly popluczyny.. wink
                                  Jak juz wspomnialem- stosuje odpady, resztki z ciecia filetow z kurczaka.
                                  Doslownie pare dg, "nie jadalnych", nie panierowalnych resztek..

                                  Oczywiscie, jak dajesz calego kurczaka do gara, lub cale mieso, to mozesz sie
                                  bawic tak jak wspomnialas wyzej.. smile
                                  • babcia47 Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 16:09
                                    poszukaj suszonego korzenia lubczyku i dodaj troszkę zamiast kostki
                                    oraz świezych i suszonych ziół, przypraw..zreszta one własnie są
                                    podstwawą wszelkich "kostek", niestety mocno "poprawiony"
                                    glutaminianem sodu i utwardzonego tłuszczu, które rozwalaja żoładek
                                    i psują smak (glutaminian "uzaleznia" w pewien sposób i bez niego
                                    potem nic nie smakuje a z nim smakuje tak samo)..a co do odlewania
                                    pierwszej wody zaraz po zagotowaniu, jak napisałam niżej, gotowałam
                                    z małych ilosci miesa i wcale nie zostawały "popłuczyny"..wystarczy
                                    do pierwszego zagotowania dodac mała ilośc wody, tyle by
                                    poporcjowane mieso było zakryte, dobrze jest tez uzyc małego naczynia
                                    (nie dodaje sie jeszcze warzyw, wiec i mniej wody trzeba) by tej
                                    wody było jak najmniej
                                    • donkaczka Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 17:38
                                      BABCIU, jak ktos nie umie gotowac i jeszcze gotuje na resztkach dla pozoru, to
                                      bez kostki sie nie obedzie
                                      i nie uwierzy, ze mozna gotowac pyszne rosoly bez glutamianow i poprawiaczy smile
                                      • senseiek Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 23:07
                                        > BABCIU, jak ktos nie umie gotowac i jeszcze gotuje na resztkach dla pozoru, to
                                        > bez kostki sie nie obedzie
                                        > i nie uwierzy, ze mozna gotowac pyszne rosoly bez glutamianow i poprawiaczy smile

                                        50/50 razy wyrzucam te resztki do smieci, jak nie chce mi sie gotowac zupy.. Przeciez z nich nic innego sie nie da zrobic - nie usmaze sobie z nich fileta na patelni.. smile Zreszta po to sie te resztki oddziela od fileta, zeby ich nie miec na patelni..

                                        A ja nie lubie rosolow- dlatego dodaje inne skladniki jak np. wspomniany przecier pomidorowy. Poza tym gotuje bardzo smacznie, jak na faceta.. wink

                                        Moja pomidorowka z chilli jest przepyszna.. Lubie jak ludzie robia sie zieloni.. tongue_out

                                        z zazdrosci.. tongue_out
                                  • koralena Re: Jesteś pewna??? 06.07.25, 19:49
                                    Popłuczyny to są właśnie wtedy, kiedy gotuje się wodę z resztkami zaprawionymi glutokostką....
                                    • droch Re: Jesteś pewna??? 06.07.25, 20:10
                                      Niezłe archeo wyciągnęłaś z lochu 🤔
                                      • aankaa Re: Jesteś pewna??? 06.07.25, 20:16
                                        czternaście lat minęło jak jeden dzień...
                              • w.i.l Rosół kurzy tanio wychodzi na tzw. korpusie 28.12.09, 16:50
                                kurczaka za 2 zł kg.
                                I nie nalezy robić "pomidorowej" na koncentracie (z ohydnymi
                                konserwantami) tylko na przetartych pomidorach.
                                Kostkę rosołową można dodać, tylko jesli rosół jest za "cienki".
                                Nie dodawać soli tylko tzw. "warzywko", vegetę, itp.
                                Głownym składnikiem tam jest glutaminian sodu.
                                Polepsza smak bez negatywnych konsekwencji.
                                • donkaczka Re: Rosół kurzy tanio wychodzi na tzw. korpusie 28.12.09, 17:39
                                  o tak, zupa bez glutamianu nie jest mozliwa, i koniecznie glutamianowe mieszanki
                                  zamiast soli..
                                  ludzie skad wy sie urwaliscie z takim gotowaniem??
                                  • w.i.l Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 17:52
                                    rozwarcie tzw. kubków smakowych w ustach.
                                    Stąd niewegetariańskie zupy z nim lepiej smakują.
                                    A mieszanki typu vegeta czy warzywko i tak zawierają dosyc soli.
                                    Nie ma powodu extra dosalać.
                                    • babcia47 Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 18:01
                                      jeżeli stosuje się wystarczającą ilość ziół i przypraw..to wystarczy
                                      przysłowiowa szczypta soli na gar wywaru..a i tego czasem nie trzeba
                                    • babcia47 Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 18:18
                                      > rozwarcie tzw. kubków smakowych w ustach.
                                      nie rozwarcie, tylko "zaklejenie" ich smakiem glutaminianu, co nie
                                      pozwala póxniej na odczuwanie naturalnych, delikatniejszych
                                      smaków..glutaminian zresztą w potrawach ewuropejskich nie ma nic
                                      wspólnego z tym, którego uzywa sie w krajach azjatyckich..zazwyczaj
                                      jest to uzyskana chemicznie mieszanina róznych "dziwnych" związków,
                                      czasem nawet nie dających odczucia smaku "umami", dla którego dodaje
                                      się glutasól
                                    • donkaczka Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 18:19
                                      glutamian oslabia kubki smakowe, jak ktos prowadzi dobra kuchnie, to go omija
                                      szerokim lukiem, bo przestaje miec znaczenie uzywanie ziol czy doprawianie subtelne

                                      sol plus ziola
                                      nie vegetki i inne wynalazki
                                      • truscaveczka Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 19:14
                                        Japończycy też mają osłabione kubki smakowe? U nich przyprawy zawierające
                                        mnóstwo naturalnego glutaminianu stosowane są od setek lat. Nie sztuczne, ale
                                        naturalne, nie pomnę nazwy roślinki wink
                                        Glutaminian to piąty smak w palecie smaków - umami. W rosole kompletnie zbędny,
                                        umami wychodzi z kurczaka czy wołowinki podczas gotowania.
                                        Bez umami mięso nie byłoby smaczne smile
                                        • babcia47 Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 19:39
                                          > Glutaminian to piąty smak w palecie smaków - umami. W rosole
                                          kompletnie zbędny,
                                          > umami wychodzi z kurczaka czy wołowinki podczas gotowania.
                                          > Bez umami mięso nie byłoby smaczne smile
                                          dokładnie tak! i o tym piszę..niestety to co znajdujemy w handlu nie
                                          ma nic wspólnego z japońskimi roślinkami..tak jak kwasek cytrynowy z
                                          sokiem z cytryny
                                        • donkaczka Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 19:53
                                          truscaveczko
                                          na pewno japonczycy nie dodaja gor glutaminianu wszedzie zamiast przypraw, prawda?
                                          co w polsce jest nagminne, poki sie kostki nie doda, to potrawa smaku nie ma
                                          jestem w stanie po zapachu zupy poznac czy jest ciagnieta kostkami, mama
                                          kolezanki gotowala zupe dla naszych dzieci - "a rach ciach za pol godzinki rosol
                                          bedzie, byle sie warzywka ugotowaly"
                                          i rach ciach kostka na koniec bo smaku nie bylo i obiad jest
                                          ja tak nie gotuje

                                          glutaminian wystepuje naturalnie, ale samym dobrem nie jest, dodawany w duzych
                                          ilosciach znieczula kubki smakowe na tyle, ze przestaje cokolwiek smakowac i
                                          pewne niuanse przestaja byc zauwazalne, a jedzenie bez niego wydaje sie mdle i
                                          niedoprawione
                                          i odwyk chwile trwa
                                          spokojnie mozna prowadzic pyszna kuchnie bez niego, to ze azjaci doprawiaja nim
                                          co sie da - widac nie potrafia inaczej wink
                                          japonczycy sushi tez glutaminianem zaprawiaja? czy po prostu wielomilionowe
                                          chinskie spolecznestwo spozywa wory tego proszku, bo generalnie zywi sie byle
                                          jak i nieciekawie, bo bieda tam po prostu i tradycja taka?
                                          • donkaczka Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 19:54
                                            oni to w jakich wodorstach maja i dodaja do potraw, to jak my lubczyk zamiast
                                            maggi, prawda?
                                            no to chyba jest roznica
                                        • ewa12321 Swietnie sie czyta to forum, 28.12.09, 22:34
                                          Technolodzy zywnosci maja tutaj duzy ubaw.

                                          Umami to rzeczywiscie piaty smak znany w Japonii. Przejmujemy od
                                          nich coraz wiecej nowinek i nazw, takze to.
                                          Glutaminian zawsze jest naturalny. Kwas glutaminowy jest
                                          nieesencjalnym aminokwasem i czescia skladowa (raz wieksza, raz
                                          mniejsza) kazdego bialka. Zarowno zwierzecego jak i roslinnego.Jak
                                          dlugo aminokwasy sa ze soba polaczone (czyli stanowia bialko), tak
                                          dlugo nie smakuja specjalnie intensywnie. Ale jak bialko, chociaz
                                          czesiowo, sie rozlozy, proces tu nazywa sie hydroliza, wtedy rozpada
                                          sie na swoje substancje podstawowe -aminokwasy- a te smakuja
                                          intensywniej. Glutamat (glutaminian) jest wlasnie czyms takim, jest
                                          to sol kwasu glutaminowego. Jego sol sodowa jest doskonala przyprawa
                                          do zup, ale powstaje tez samoistnie w wyniku dluzszego gotowania i
                                          czasu. Dlatego zupa, na poczatku mdla, z czasem "przegryza sie" i
                                          nagle smakuje duzo lepiej.

                                          Komorki miesa wrzuconego do zimnej, nieposolonej wody, zaczynaja
                                          szybciej pekac i uwalniaja swoje plynne wnetrznosci, czyli
                                          sarkoplazme. Jest to glownie plynne bialko. Im wiecej tego w zupie,
                                          tym zupa intensywniejsza, zwlaszcza po tej hydrolizie.Im wiecej
                                          miesa, tym wiecej sarkoplazmy. Wtedy mozna zrezygnowac z
                                          przemyslowych hydrolizatow bialka (czyli tych rozpadnietych bialek),
                                          jak Maggi, sosy sojowe itd. Glutamat juz dosc dobrze podnosi smak
                                          miesa, ale wielokrotnie silniejsze sa rybonukleotydy i one wlasnie
                                          stanowia glowny trzon japonskich przypraw.

                                          Warzywa tak samo podlegaja roznym zmianom w czasie gotowania i razem
                                          z rozgotowanym bialkiem miesa daja w sumie ciekawe kompozycje
                                          smakowe. Czyste kosci maja do zaoferowania tylko szpik kostny, moim
                                          zdaniem to troche malo, mieso jest jednak bardziej smakowo
                                          intensywne. Ale i bez miesa daje sie zrobic dobra zupe.
                                          • truscaveczka Re: Swietnie sie czyta to forum, 29.12.09, 16:12
                                            Ja to sobie skopiowałam i wkleiłam do podręcznych notatek. Jeszcze się nauczę na
                                            pamięć i zostanę miszczem zup big_grin
                                            Ale tak ogólnie to dobrze myślałam, czy nie? Bo sie pogubiłam wink
                                            • donkaczka Re: Swietnie sie czyta to forum, 29.12.09, 16:41
                                              hmm, najlepsi kucharze czesto nie maja nawet wyksztalcenia gastronomicznego, a
                                              jesli nawet to technologie zywnosci zaliczali w szkole bo musieli i watpie, zeby
                                              mieszajac w garze dumali nad tym jakiz to rozpad bialek teraz zachodzi

                                              i to zdaje sie technolodzy zywnosci stoja za jedzeniem kupowanym w sklepach,
                                              ktore moze chemicznie sa jak najbardziej dopuszczalne, za to smakowo, bardzo roznie

                                              patrzac z czysto chemicznego punktu widzenia, to moze to i proste jest
                                              wino w sumie tez da sie rozlozyc na zwiazki chemiczne i opisac rownaniami, a
                                              zsyntetyzowac jednak nie bardzo

                                              z jedzeniem jest tak samo, nie musze znac wzoru chemicznego bazylii i cyklu
                                              reakcji chemicznych jakie zachodza w zupie, wiem jak smaczna zupe ugotowac, co
                                              nie kazdy technolog potrafi, wnisokujac chocby po jedzeniu serwowanym w
                                              stolowkach (one zdaje sie musza technologa "na stanie" posiadac?)
                                              a glutaminian, piszcie co chcecie, upodabnia wszystkie smaki do siebie,
                                              oczywiscie ten dodawany ekstra, zamiast ziol i przypraw jak nalezy
                                            • ewa12321 Re: Swietnie sie czyta to forum, 29.12.09, 17:48
                                              Czy masz racje w sprawie Japonczykow? Trudno mi powiedziec. Jak we
                                              wszystkich krajach azjatyckich, to mistrzowie przypraw. Tam
                                              przyprawy sa stosowane w duzo wiekszej ilosci, niz u nas. Nawet
                                              najslabsze miesa dzieki przyprawom uzyskuja ciekawy, niepowtarzalny
                                              smak.
                                              Ja sama w domu takze czesto kombinuje rozne rzeczy, ktore nie zawsze
                                              sa tak stosowane. Robie to moze jednak bardziej w celu poprawienia
                                              wartosci odzywczych i organoleptycznych. Gotujac ziemniaki zawsze
                                              juz wczesniej do garnka wrzuce marchewke, kawalek jak najbardziej
                                              czerwonej dyni (Hokkaido), podsmaze troche pora. Po ubiciu
                                              ziemniakow nie tylko sa one bardziej kolorowe, ale zawieraja troche
                                              betakarotenu (to barwnik marchwi) oraz zeaksantyny (to barwnik dyni,
                                              bardzo potrzebny oczom).
                                              Mieso do zupy powinno byc dobrze odlezane, mozna je troche stluc,
                                              aby szybciej puscilo sok. Ale miesa musi byc duzo, zbyt mala jego
                                              ilosc wymoze na nas dodanie hydrolizatow bialkowych. A te czesto
                                              przesola nam calosc, bo w trakcie ich produkcji najpierw dodaje sie
                                              kwasu solnego (HCl), a potem, aby calosc zneutralizowac, dodaje
                                              zasady (NaOH). Z tego wytwarza sie sol kuchenna (NaCl).

                                              Mozna tez mieso "rozlozyc" enzymatycznie, dodajac papainy. Ten enzym
                                              (czysta proteaza) pozwoli nawet ze starej podeszwy zrobic mieso
                                              kruche. Pewnie mozna to kupic i w Polsce, u nas tzw. Mürbesalz
                                              (papaina z sola) lezy zawsze na polkach z przyprawami. Ta papaina
                                              trzeba posypac mieso juz dlugo przed dalsza obrobka. Enzymy w
                                              trakcie gotowania denaturuja sie i nie dzialaja. Stosowanie tego
                                              jest dozwolone w domu, ale nie w gastronomiii (bo kucharze
                                              podawaliby nam odpowiednio przygotowane twarde, tansze mieso,
                                              zamiast tego, za co placimy.

                                              Wczesniejsze podgotowanie miesa i odlanie szumowin usuwa czesto
                                              tluszcze juz czesciowo utlenione, loj i inne czesci bialka, ktore
                                              nie zawsze dobrze wplywaja smakowo na pozniejsza zupe. Dobry
                                              kawalek miesa, bez zapaszkow, raczej nie wymaga takiej wstepnej
                                              obrobki.
                                              • donkaczka Re: Swietnie sie czyta to forum, 29.12.09, 18:13
                                                Mürbesalz - tu mnie zainteresowalas, ja mam mechaniczny nacinak do miesa,
                                                poczytam co to jest

                                                to jak ze starego zielonego miesa mozna zrobic rozowe namaczajac w Pökelsalz big_grin
                                                mam nadzieje, ze to nieco bardziej zdrowy trick kuchenny

                                                ja zupy gotuje na duzej ilosci miesa, glownie piersiach z gesi, tylko skory
                                                czesc sciagam, bo tlusta, fakt ze szumowin jest z niej niewiele, przecedzam
                                                bulion ze wzgledu na ziarniste przyprawy, zeby dzieciom w zupie nie plywaly
                                                na kosciach nie gotuje, tzn jesli sa w miesie, to ok

                                                z hokkaido robie odwrotnie, zupe krem do ktorej wrzucam troche ziemniakow smile jak
                                                bede robic puree to sprobuje, do tej pory brokul miksowalam, ale glownie u nas
                                                kasze i ryze sa podawane

                                                przyprawiac i eksperymentowac tez lubie, zuzycie przypraw mamy duze
                                                nie ma sie co nabijac z domowych kucharek, ze nie wszystko wiedza
                                                ciekawe rzeczy piszesz, ale i bez tej wiedzy, co sie jak rozpada mozna dobrze
                                                gotowac wink
                                                choc wiedze jaka role ma gluten w mace nabylam dosc bolesnie haha, jak
                                                probowalam robic nalesniki z maki zytniej..
                                                a glutaminian omijam i omijac bede, mam uraz po mega kostkowych potrawach, moze
                                                kiedys zaryzykuje eksperyment, ale na pewno nie gotujac dla dzieci
                                                • ewa12321 Re: Swietnie sie czyta to forum, 29.12.09, 22:46
                                                  Zdecydowanie papaina w Mürbesalz jest zdrowszym srodkiem, niz
                                                  peklowanie míesa azotynami. Ale papaina nie zrobi ze starego miesa
                                                  swiezego. Mürbesalz jest toksyczna dla bakterii (i nie tylko), wiec
                                                  troche to mieso zdezynfekuje (ale nie poprawi). Papaina nie zmieni
                                                  tez koloru miesa, w przeciwienstwie do azotynow. Peklowanie jest
                                                  dosc szczegolnym procesem, latwo przedozowac sole i wyrzadzi sie
                                                  wiecej szkody, niz pozytku. Nie ryzykowalabym.

                                                  Nie nabijam sie z domowych kucharek. Bawi mnie tylko zagorzala
                                                  dyskusja. Poza tym, jak tylko mi sie uda, oddaje gotowanie mezowi,
                                                  on to robi chetniej ode mnie. Mnie wystarczy praca.
                                                • lola211 Re: Swietnie sie czyta to forum, 30.12.09, 08:54
                                                  > Mürbesalz - tu mnie zainteresowalas

                                                  Sol zmiekczajaca do miesa, kupisz na stoisku z przyprawami.Czasem
                                                  uzywam przyrzadzajac karkówke z grilla - odpada rzyko, ze bedzie
                                                  twarda.
                                    • ulika6.0 Re: Glutaminian sodu podobno powoduje większe 28.12.09, 18:27
                                      Kiedyś można było kupić w sklepach "czysty"glutaminian sodu.Dodawałam go do
                                      potraw wtedy,gdy w potrawie nie mogłam odnaleźć smaku.Niby wszystko było
                                      O.K.,soli ,pieprzu,przypraw tyle ile trzeba,a jednak coś brakowało.Szczypta
                                      glutaminianu zdziałała cuda.Moim zdaniem nadawała potrawie "głębię smaku".
                                      • w.i.l Dokładnie o to chodzi. 29.12.09, 14:19
                                        Gdy zupa czy rosół nie mają wymaganego smaku - dodajemy glutaminian.
                                        Najlepiej ten w vegecie czy "warzywku" bo wtedy tam dochodzą jeszcze
                                        i inne składniki.
                                        Zero extra soli.
                                • memphis90 Re: Rosół kurzy tanio wychodzi na tzw. korpusie 06.07.25, 19:59
                                  Koncentrat pomidorowy nie ma przecież żadnych konserwantów 🤔 to jest odparowane puree z pomidora.
                  • babcia47 Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 14:17
                    W mojej rodzinie też "od wieków" w ten sposób gotuje się wywary i
                    rosół..odlewając pierwszą wodę odlewa się potencjalne
                    zanieczyszczenia i skrzepłą krew, która nie jest najzdrowsza i
                    tworzy "farfocle", gotując mieso w zimnej wodzie własnie pozwala sie
                    na to, by przeszła ona do tego pierwszego wywaru. Po zagotowaniu (!!
                    a nie dłuzszym gotowaniu) odlewa się go, opłukuje mieso, myje garnek
                    (lub go zmienia) dokłada warzywa, przyprawy, zioła i gotuje już
                    docelową zupę..wcale nie jest wodnista lub pozbawiona tłuszczu,
                    smaku miesa a przez to smaku..rosół jest esencjonalny, czysty..i
                    mniej szkodliwy. Tak a'propos, nie bez przyczyny pierwsze zupki dla
                    dziecka gotuje się bez wywaru miesnego tylko dodając ugotowane
                    osobno mięsko..
                    • avvg Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 15:02
                      > rosół..odlewając pierwszą wodę odlewa się potencjalne
                      > zanieczyszczenia i skrzepłą krew, która nie jest najzdrowsza i
                      > tworzy "farfocle", gotując mieso w zimnej wodzie własnie pozwala
                      sie
                      > na to, by przeszła ona do tego pierwszego wywaru

                      Który mamy wiek? Czytając takie posty mam wrażenie, że jestem w
                      świecie z powieści, z której cytat masz w sygnaturce... Ciemnogród
                      żeby dobrze oczyścić mięso z zanieczyszczeń i tej całej obrzydliwej
                      skrzepłej krwi, wystarczy je dokładnie wypłukać, namoczyć na noc w
                      dużej ilości zimnej wody, ewentualnie raz czy dwa ją zmienić. Te
                      "farfocle" po prostu wpływające białko, w różnej postaci i
                      wyrzucanie tego to głupota, tracisz to, o co nie-wegetarianie tak
                      walczą w ideologicznych walkach z wegetarianamismile
                      Ale, oczywiście, hasło "w mojej rodzinie"...
                      • babcia47 Re: Jesteś pewna??? 28.12.09, 16:01
                        > żeby dobrze oczyścić mięso z zanieczyszczeń i tej całej
                        obrzydliwej
                        > skrzepłej krwi, wystarczy je dokładnie wypłukać, namoczyć na noc w
                        > dużej ilości zimnej wody, ewentualnie raz czy dwa ją zmienić.
                        smile)) i czym niby to sie rózni od zagotowania? nawet wiecej! mocząc
                        długo i w kilku wodach mieso wypłuczesz nie tylko resztki krwi ale
                        również i związki zawarte w samym mięsie..a jeszcze odnosnie krwi
                        i "ciemnogrodu"..może nie wiesz ale mieso się po ubiciu zwierzecia
                        skrwawia by było smaczniejsze i zdrowsze, choćby dlatego, ze krew
                        szybko sie psuje i to ona, pozostała na wierzchu jako pierwsza
                        podlega procesom gnilnym..jednak nieco krwi jeszcze pozostaje, przy
                        zagotowaniu pozbawiamy sie tej, która mogła właśnie byc na wierzchu
                        i juz zacząć się "psuć"..samo białko i tłuszcz bez problemu
                        przechodzą do wywaru, w czasie długiego gotowania, po odlaniu
                        pierwszej wody, bo samo zagotowanie nie doprowadza do "wyciągniecia"
                        wszystkiego do wywaru z miesa..i wcale nie musi to byc "kawał"
                        miecha..w ten sposób gotowałam wnukowi pierwsze zupki na skrzydełku
                        lub udku, gdy konczył rok i mozesz mi wierzyc lub nie ale miała
                        smak, zapach mięsa a i oka tłuszczu się trafiały, choc dla niego
                        dośc dokładnie czyściłam mieso i je pozbawiałam skóry. Moja mama od
                        lat w ten sposób gotuje rosół..bardzo aromatyczny i esencjonalny,
                        bez żadnych śmieciowych kostek, veget czy ziarenek, co ciekawsze
                        jest to zgodne z tym co pisza dietetycy obecnie a nie co "każe"
                        wielowiekowa tradycja..więc to:
                        Czytając takie posty mam wrażenie, że jestem w
                        > świecie z powieści, z której cytat masz w sygnaturce... Ciemnogród
                        ..chyba raczej dotyczy twoich przyzwyczajen i poglądów na zywienie tongue_out
                        • w.i.l Zalezy jaki rosól chce sie mieć. Czy tzw. klarowny 28.12.09, 16:57
                          , lekki - wtedy gotujemy 2 razy.
                          Czy esencjonalny i mocny - wtedy broń Boże gotowac 2 razy i wylewać
                          pierwszy wywar.
                          To wszystko.
                          • imasumak Re: Zalezy jaki rosól chce sie mieć. Czy tzw. kla 28.12.09, 17:23
                            Nie gotuje się dwa razy, a raz zagotowuje, a dopiero za drugim razem gotuje.
                            Gwarantuje, że jest esencjonalny i mocny.
                          • babcia47 Re: Zalezy jaki rosól chce sie mieć. Czy tzw. kla 28.12.09, 17:50
                            nieprawda..będzie esencjonalny, nawet gdy wyleje sie pierwszą
                            wodę..tu juz zalezy jak długo bedzie sie gotowac sam wywar..bo
                            esencjonalnośc wynika z odparowania sporej ilosci wody oraz ile i
                            jakich mies oraz warzyw i przypraw się użyje, oraz czy np. miesne
                            kosci były wczesniej podpieczone i z jakimi dodatkami..wywary mozna
                            gotowac na wiele sposobów, o wielu smakach, kucharskie szkoły oraz
                            mistrzowie kuchni uwazaja, ze dobry bulion powinien pykać kilka
                            godzin, najlepiej sześć i potem byc wykorzystywany jako podstwa zup
                            i sosów, mozna go po poporcjowaniu zamrozić, co bardzo potem skraca
                            i ułatwia przygotowanie potraw
                            • w.i.l To tylko kwestia umowy co nazwiemy wywarem 28.12.09, 17:57
                              esencjonalnym.
                              Zawsze moc rosołu zależy od ilosci mięsnego białka jakie przejmuje.
                              Warzywa sa dodatkiem smakowym.
                              • babcia47 Re: To tylko kwestia umowy co nazwiemy wywarem 28.12.09, 18:06
                                przy odlaniu pierwszej wody nie usuwamy całego wywaru białka,
                                własciwe białko z mięśni wydziela się po ponownym zalaniu zimna
                                wodą, dopiero wtedy dodajemy warzywa by oddały do ostatecznego
                                wywaru swój smak razem z białkiem z miesa i tłuszczem, które wtedy
                                sie wydzielaja ale juz bez szkodliwych "farfocli" z krwi..odlewając
                                pierwszy wywar, tuz po zagotowaniu pozbywamy sie krwi wydzielonej,
                                która i tak opada na dno w postaci zanieczyszczeń lub osiada z
                                tłuszczem na brzegu garnka w postaci nieapetycznej otoczki
                                • donkaczka Re: To tylko kwestia umowy co nazwiemy wywarem 28.12.09, 18:22
                                  moja babcia zawsze namaczala mieso przed gotowaniem i wylewala wode, a gotowala
                                  smacznie, jak to babcia wink
                                  ja gotuje w szybkowarze, wiec jak mieso juz z przyprawami wygotuje, to
                                  przecedzam smiecie i przyprawy, zeby dzieciom nie zgrzytalo, oplukuje szybkowar,
                                  wywar czysty wraca i zaczynam z warzywami itp
                                  bez szybkowara szumowalam, czyli gotowalam na malym ogniu i zbieralam smiecie -
                                  nikt tak juz nie robi??
                                  • babcia47 Re: To tylko kwestia umowy co nazwiemy wywarem 28.12.09, 19:48
                                    czasem robi..ale komu by sie chciało stac nad garnkiem pół godziny i
                                    pracowicie zbierac szumy, za kazdym razem opłukując łyzkę w zimnej
                                    wodzie? tym bardziej, ze trzeba w miare dokładnie wybrac wszystko
                                    zanim woda zawrze, bo potem juz jest "po zawodach" i
                                    zanieczyszczenia zostaną w zupie (nie daj boże jak akurat ktos do
                                    drzwi zapuka)..przynajmniej tak robiła moja babcia smile..w duzych,
                                    dobrych kuchniach stosuje się specjalne podwójne garnki, podobne do
                                    tych do makaronu a potem, po ugotowaniu jeszcze wywar się klaruje
                                    (np. białkiem z delikatnym zakwaszeniem, jak galaretę) lub dokładnie
                                    cedzi przez drobne sitko i gęstą gazę..
                                  • agni71 Re: To tylko kwestia umowy co nazwiemy wywarem 28.12.09, 22:34
                                    > bez szybkowara szumowalam, czyli gotowalam na malym ogniu i zbieralam
                                    smiecie -
                                    > nikt tak juz nie robi??
                                    >

                                    Ja tak robię smile
                            • babcia47 Re: Zalezy jaki rosól chce sie mieć. Czy tzw. kla 28.12.09, 17:59
                              ps. w przypadku używania pieczonych miesnych kosci lub korpusów
                              drobiowych, jako podstawy wywaru nie odlewa się "pierwszej
                              wody"..nie ma potrzeby, bo wysoka temperatura w piekarniku i czesto
                              użyte do posypania kosci przyprawy, zlikwidowały juz "problem"
                              nadpsutej krwi, farfocli i ich paskudnego smaku..
                              • imasumak Re: Zalezy jaki rosól chce sie mieć. Czy tzw. kla 28.12.09, 18:22
                                Babciu, zaintrygowałaś mnie tym pieczeniem kości. Powiedz jak to robisz i do
                                czego potem stosujesz te wywary? Przyznam, że chociaż gotuje z sukcesami od
                                ponad 20 lat, to o wywarach na pieczonych kościach jeszcze nie słyszałam...
                                • babcia47 Re: Zalezy jaki rosól chce sie mieć. Czy tzw. kla 28.12.09, 19:36
                                  mam cała ksiązke o wywarach i ich wykorzystaniu smile Pikantne wywary
                                  mozna gotowac po opieczenia porabanych kosci cielęcych lub
                                  drobnieszych wołowych na balaszce w piekarniku (niestety zapach nie
                                  najładniejszy ale mozna to zrobić gdy domowników w domu nie ma i
                                  potem dobrze wywietrzyć) lub mocno zrumienione na
                                  patelni..wykorzystuje sie do nich też korpusy drobiowe lub kości
                                  tukowe (z szpikiem), kosci mies pieczonych z kością (juz bez
                                  opiekania)..kosci piecze się do zrumienienia, mozna je posypać
                                  ziołami wytrzymujacymi wysoka temperaturę, suszoną papryką w
                                  listkach (uwazać by się nie przypaliła), dorzucić cebulę lub całe
                                  przekrojone główki czosnku bez obierania, które potem tez ląduja w
                                  garnku z swiezymi warzywami z włoszczyzny..do niektórych zup lub
                                  wywarów mozna też obok upiec surową paprykę..pikantne wywary
                                  (buliony) ugotowane na bazie pieczonych kosci są dobre jako baza do
                                  róznorakich zup i sosów, które lubią smak "pieczeniny" np. krupniku,
                                  grochówki, fasolówki, ziemniaczanej itp., jako dodatek do różnych
                                  potraw np. do bigosu, super pikantny jako dodatek do flaków..robie
                                  czasem ze sporej ilości, gdy mi się nazbiera w zamrazalniku od
                                  róznych miesiw a potem, po ugotowaniu porcjuje i mrożę..zrobienie z
                                  nich sosu czy zupy to moment..a mają naturalny smak "spod
                                  pieczeni"..jako dodatki oprócz warzyw uzywam też rózne zioła i
                                  grzyby..potem wystarczy np gotowa mieszanka zamrozonych warzyw
                                  (włoszczyzna lub gotowa zupa) wrzucona na rozmrozony wrzący wywar,
                                  dwie puszki fasoli, dosmaczyc..i w pół godziny zupka gotowa..mozna
                                  oczywiscie dodać starte lub pokrojone w kostke, by się szybko
                                  ugotowały, surowe warzywa.
              • Gość: ONA Re: Jesteś pewna??? IP: *.eimg.pl 29.12.09, 18:11
                Jak wylewasz wode z garnka i wymieniasz ją? Rosół polega wlasnie na
                tej wodzie, na tych oczkach tłustych..Ty chyba nigdy nie jadłas
                prawdziwego rosołu, to lepiej kup goracy kubek..
                • imasumak Re: Jesteś pewna??? 30.12.09, 09:48
                  A kto Ci powiedział, że w przygotowanym w ten sposób rosole nie ma oczek?
            • naprawdetrzezwy Doczytałem. 28.12.09, 17:34
              Pozdrów świekra - ale tylko pod warunkiem, że mu to nie smakuje.
        • sapalka1 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 12:04
          Rozsądne rozwiązanie. Tylko nie wszystkie panie zgodza się na takie - sądzą, że
          są tak dobrymi kucharkami, że muszą wyżyć sie w kuchni i nakarmic rodzine...
        • naprawdetrzezwy A technicznie to co chce osiągnąć? 28.12.09, 17:33
          kai_30 napisała:

          > gotuje wielką kość na zupę, po czym wylewa wodę po tej
          kości, nalew
          > a
          > świeżej i dorzuca np buraka i ziemniaki. I szczyptę soli i tadam!
          mamy barszcz
          > smile

          Pytałaś, po co jej ta obgotowana kość w czystej wodzie?
          Odpowiedź może być fascynująca - możesz spytać o powód?
          • kai_30 Re: A technicznie to co chce osiągnąć? 28.12.09, 17:58
            naprawdetrzezwy napisał:
            >
            > Pytałaś, po co jej ta obgotowana kość w czystej wodzie?
            > Odpowiedź może być fascynująca - możesz spytać o powód?
            >

            Pytałam. Zmierzyła mnie wzrokiem wyrażającym całkowite niezrozumienie pytania i
            odpowiedziała: "No jak to po co? Przecież zupa musi być na kości albo mięsie!".
            Dalszych wyjaśnień się nie doczekałam wink

            Ugotowaną kość daje potem psu, ale nie sądzę, żeby to był powód.
      • carmela_soprano Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 22:54
        Moja np. gotuje zupę grzybową (notabene moja ukochana zupa, pod warunkiem, że
        zrobiona z uczciwych podgrzybków, niechby i suszonych) z zebranych na działce
        grzybów typu "panienka" czyli
        muchomorów
        rdzawobrązowych
        . Obrzydliwe toto w smaku, a że raz czy dwa usłyszała, że
        lubię grzybową, zwykła mnie tym skarmiać tak często jak się da. Dobrze, że w tym
        roku grzyby nie obrodziły i zup też nie było smile

        Albo gotuje pomidorówkę, która składa się (po smaku sądząc) z 1 pomidorka na 5l
        wywaru mięsnego.

        Należy jednak oddać jej szacunek należny: parę rzeczy potrafi zrobić tak, że
        chapeau bas.
        • basia_84 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 16:46
          Oj, nie tknęła bym tego!

          Moja teściowa też gotować nie umie. Do wszystkiego dodaje górę
          tłuszczu (np. duszone mięso to minimum 1 kostka margaryny gdzie ja
          duszę bez jakiegokolwiek dodatkowego tłuszczu bo po co?), placki czy
          naleśniki są tak nasączone olejem, że można go wyciskać i długo by
          tak wymieniać....

          Co do grzybów to czy robi zupę czy duszone z cebulką bądź ze
          śmietaną to przejżenie i obczyszczenie dużego wiadra zajmuję jej
          około 2 minut, w związku z czym nie dość że w potrawie zawsze
          znajduje się piasek, patyczki, kamyczki to jeszcze jakieś metalowe
          kawałeczki jakby z druciaka (chyba z 3 razy trafiłam). A do tego jak
          się przyjżeć to skrojone jest tam wszystko jak leci, łącznie z
          nóżkami robaczywymi. Kiedyś nie wiedziałam, po kilku kęsach z
          niespodzianką organizm się zbuntował i wylądowałam w toalecie.
          Myślałam że to przypadek, ale następnym razem było to samo, potem
          już starałam się nie jeść tego świństwa, ale ona ma tendencję do
          wciskania na siłę, "bo po co ja robiłam??" - No ja nie wiem po co,
          skoro nikt tego jeść nie chce!

          Ale najgorszy w tym wszystkim jest totalny brak higieny. Brudne
          garnki, talerze, kubki, szklanki, sztućce, blaty, deski, noże,
          wszystko.... W jedzeniu włosy i różne niespodzianki. Np.sałatka z
          pomidorów stojąca w lecie kilka godzin na kuchennym blacie, w której
          już zatopiło się kilka muszek, podana do obiadu - gdy stwierdziłam
          że dziękuję, mąż zwrócił swojej mamie uwagę na muszki, teść
          skwitował, że "w końcu mięsko to mięsko", nałożył sobie i zjadł ze
          smakiem.

          Stosowanie produktów podgniłych czy spleśniałych to u niej norma,
          przyprawy itp. przeterminowane nawet o kilka lat.

          Talerz z bułką tartą do panierowania po użyciu chowany jest do
          szafki, potem tylko dosypuję bułkę i następne rzeczy panieruje, i
          tak na okrąglo, bez wymieniania miesiącami. A w środku jakieś
          resztki to z ryb, to z mięsa, jajko z panierowania itd.

          Kończąc powiem tylko, że ile razy bym u nich nie jadła, tyle razy
          się zatrułam. Mąż i syn teściowej chyba przez lata zdążyli się
          uodpornić na to czego mój organizm nie potrafi znieść. Chociaż mąż ,
          od czasu jak mieszkamy razem i ja gotuję, to mamusine jedzenie coraz
          gorzej znosi, chyba mu się organizm nawracasmile A jak już idziemy do
          nich w gości to jem tylko kupne potrawy lub wcale. Kobieta w końcu
          zawsze może być na diecie (oczywiście tylko gdy u nich jestemsmile)
          • basia_84 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 17:05
            Zapomniałam dodać, że ona uważa, że gotuje tak wspaniale, że kiedyś
            obdarzyła mnie łaskawie kilkoma swoimi przepisami, chociaż wie, że
            ja gotować i lubie i potrafie i wychodzi mi to całkiem nieźle. I
            pomysłów też mi nie brakuje. A jak te przepisy dostałam i zobaczyłam
            ile kostek margaryny ona daje na pół kg mięsa (i z tą woda z
            tłuszczem podaje) to mnie zemdliło.
    • kali_pso Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 17:22
      Ostatnio
      > otrzymałam sms-a od syna, siedzącego po przeciwnej stronie
      > stołu: "mamo, czy to jest jadalne?"


      ....hehehehehe..dobre...
    • aurita Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 20:00
      > otrzymałam sms-a od syna, siedzącego po przeciwnej stronie
      > stołu: "mamo, czy to jest jadalne?"

      hmmm mnie wychowywano, ze przy stole sie nie grymasi a jak cos nie smakuje to
      wystarczy powiedziec "dziekuje, nie jestem glodna".

      Obsmarowywanie babci za jej plecami jest ... niesmaczne. Co odpowiedzialas dziecku?
      A mezowi kuchnia mamy smakuje?

      Jezeli tesciowa nie widzi probleu ze zmarnowanym jedzeniem to nie musisz chyba
      sie o nia martwic? smile ale to milo ze tak o nia dbasz...
      • lola211 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 27.12.09, 20:25
        > hmmm mnie wychowywano, ze przy stole sie nie grymasi a jak cos nie
        smakuje to
        > wystarczy powiedziec "dziekuje, nie jestem glodna".
        >
        Tak, jasne- przyjsc zaproszonym na obiad i powiedziec- nie,
        dziekuje, nie jestem glodna.No szczyt kultury po prostu.

        Ja po prostu wybieram sposrod wielu potraw to, co jestem w stanie
        przelknac.Jedna moja znajoma tak gotuje- stol sie ugina, ale
        najczesciej sa o potrawy sredniosmaczne.Ich ilosc- zatrwazajaca.
        Za kazdym razem wiele jedzenia zostaje, skoro nadal nie dotarlo, to
        trudno, widac nie boli ja ta strata.Ja nie zamierzam jej uswiadamiac.
      • margotka69 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 00:21
        "hmmm mnie wychowywano, ze przy stole sie nie grymasi a jak cos nie
        smakuje to
        wystarczy powiedziec "dziekuje, nie jestem glodna".

        nie grymasimy przy stole - gdyby tak było, nie pytałabym o radę, jak
        delikatnie zwrócić uwagę. Z drugiej strony, "dziękuję, nie jestem
        głodna" - gdy ktoś się napracował i nas zaprosił - to dopiero jest
        ostentacyjne i niegrzeczne.

        "Obsmarowywanie babci za jej plecami jest ... niesmaczne. Co
        odpowiedzialas dziecku?"

        Dlaczego zakładasz, że obsmarowujemy babcię w obecności dziecka?
        Bardzo dbamy o to, żeby nie przedstawiać osób, którym winni jesteśmy
        szacunek, w niekorzystnym świetle, zwłaszcza w obecności dziecka.
        Wszak dziecko, nastoletnie już, swój smak i gust kulinarny też może
        już mieć smile

        > Jezeli tesciowa nie widzi probleu ze zmarnowanym jedzeniem to nie
        musisz chyba
        > sie o nia martwic? smile ale to milo ze tak o nia dbasz...

        Fakt, teściowa nie widzi problemu, ale ja jednak martwię się, że
        marnuje tyle siły i pieniędzy na coś, co i tak się zmarnuje. Czy
        troska o teściową to coś tak niezwykłego?


        • grace.4 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 05:45
          wlasnie... ja uwielbiam moja tesciowa. tesciow w ogole,sa fantastyczni
        • pandzik Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 13:19
          "Obsmarowywanie babci za jej plecami jest ... niesmaczne. Co
          odpowiedzialas dziecku?"

          Dlaczego zakładasz, że obsmarowujemy babcię w obecności dziecka?

          Myślę, że chodziło raczej o to, że to twój syn bez żenady obsmarował swoją
          babcię, siedząc przy jej stole. Ładnie wychowane paniątko, nie ma co. Pogratulować.
          • fomica Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 13:43
            Czyżby twoja ulubiona wizja dziecka to "sztywno, równo i posłusznie"? I brak
            własnego gustu, własnych upodobań kulinarnych? Fajnie by było gdyby łykal jak
            pelikan wszystko co przed nim postawi, grzecznie sie usmiechał i nie śmiał nawet
            pomyśleć że coś jest niesmaczne, ale dzieci bywają niestety bardzo surowe w ocenie.
          • senseiek Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 14:15

            > Myślę, że chodziło raczej o to, że to twój syn bez żenady obsmarował swoją
            > babcię, siedząc przy jej stole. Ładnie wychowane paniątko, nie ma co. Pogratulo
            > wać.

            Czytac nie umiesz czy masz cos z glowa? Przeciez napisala kobieta, ze jej syn
            wyslal sms-a do niej, zeby na glos nie powiedziec przy babci, zeby nie zrobic
            jej przykrosci.

            ps. Ja bym powiedzial na glos..
          • eifl Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 14:43
            Pandzik, naucz się czytać ze zrozumieniem, co?
    • grace.4 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 05:42
      a moze pod pretekstem wieku,wkladu pracy w cale szykowanie wpadnijcie
      na pomysl,ze kazde z was cos przyniesie.umowcie sie,ze kazdy zrobi po
      2 potrawy,salatki,cokolwiek,tak,zeby tesciowa niejadalna jakosc
      jedzenia wykonala w malych ilosciach. moga byc protesty i zarzekanie
      sie,ze ona to kocha,ale musicie postawic na swoim albo to jesc i
      niech to sie stanie rytualem w domowych posiadowkach. innym wyjsciem
      jest reklamowka i gdy nie patrzy wyrzucac.
      pamietam jak ciotka mojego chlopaka robila podobnie.jesc sie nie
      dalo, przy kazdym kesie staralam sie nie oddychac,zeby nie czuc
      zapachu i smaku, tlusto bylo i niesmacznie. przewaznie nie bylam
      glodna dla wygody i jedynie kusilam sie na salatke.osobiscie do tej
      pory nigdy bym komus nie powiedziala,ze niesmaczne,wolalabym
      zjesc.sprawi przykrosc,jest nietaktowne i ktos wlozyl w to serce
    • andrutos Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 12:39
      > Ostatnio
      > otrzymałam sms-a od syna, siedzącego po przeciwnej stronie
      > stołu: "mamo, czy to jest jadalne?"

      Myślę, że powinnaś zacząć od nauczenia swojej pociechy dobrych manier.
    • olamka1 Sms'y przy stole 28.12.09, 12:43
      Ja zupełnie z innej beczki i nie chcę Cię wkurzać, ale ... strasznie
      nieeleganckie jest bawienie się komórką przez dzieciaka przy stole. Pozwalanie
      na to - bleeeeeeeee
      • kali_pso Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 12:51

        No to nie wkurzaj tylko pisz na tematwink

        ranyyyyy ten dupościsk forumowy jest przezabawny...wystarczy, że
        jedna wspomni o tym jaki to syn autorki watku jest niewychowany i
        wszystkie Anfije Tarner sztuki wychowywania dzieci już jak sepy sie
        zlatują...o co Wam chodzi? Przynajmniej dzieciak wykazał się na tyle
        delikatnościa w stosunku do babci, że demonstracyjnie fochów nie
        robił, i nie krytykował głośno babcinych wypocin kulinarnychwinkp

        Wilk syty( tylko czy na pewno..heheheheh) i owca cała...
        • madeleine.b Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 12:55
          No to samo mnie wkurza. Post o czym innym a tu larum bo dziecko smsa wysłało.
          Już widzę jak każda ma w domu nienagannie ubranych i grzecznych domowników na
          kolacji, którzy siedzą z manierami, jakby co najmniej królowa brytyjska ich
          odwiedzała. Szczególnie kiedy to rodzinna feta. A te, jak wiadomo, maja zwyczaj
          trwać w nieskończoność i polegają na tym, że się siedzi, siedzi, siedzi, coś
          zje, coś powie i dalej siedzi.
        • iwles Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 12:57

          > ranyyyyy ten dupościsk forumowy jest przezabawny...

          no ale sama przyznaj...
          gdzie się podziały te dobre czasy, kiedy dzieciaki kopały pod
          stołem ? wink a teraz to panie cywilizacja !
        • andrutos Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 13:13
          Wiesz, gdy czytam o synku, który wysyła smsy przy stole, mamusia je przy stole obiera i czyta a następnie zastanawia się jak tu delikatnie i taktownie zwrócić uwagę teściowej, że jest złą kucharką, to mam wrażenie, ze nie o kulinaria tu chodzi.
          Jeśli jest tu jakiś problem to raczej w sferze komunikacji, emocji i niestety elementarnych zasad kultury.
          Wspólne spędzanie czasu przy stole to coś więcej niż tylko konsumpcja.
          Zdarzyło mi się jadać w naprawdę świetnych restauracjach a i tak najlepiej wspominam zakalcowate ciasta babci.
          Pozdrawiam świątecznie
          • pandzik Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 13:24
            Dokładnie. Mnie by do głowy nie przyszło tak się zachowywać. Moje dziecko raczej
            będzie uczone, żeby delikatnie w oczy coś powiedzieć, a nie komentować to pod
            stołem telefonicznie do mamusi, która odbierze smsa i zachichocze w ramach
            poparcia. Wiocha przy tym stole, jakich mało, a oni na dania narzekają.
            Mnie kuchnia mojego dziadka tez nie smakowała, bo gotował ciężko i tłusto. I
            powiedziałam mu to, grzecznie, ale stanowczo. Na następny raz, jak przyjechałam,
            to zamiast bigosu i innych klusek zaprezentował rybę taką, że wzięłam dokładkę i
            jeszcze trochę dostałam do domu. Trzeba się umieć komunikować ze sobą, nie tylko
            przez smsy.
          • aurita Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 14:30
            następnie zastanawia się jak tu delikatnie i taktownie zwrócić
            > to mam wrażenie, ze nie o kulinaria tu chodzi.

            dokladnie takie samo wrazenie odnioslam sad
          • mala2424 Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 14:38
            andrutos i pandzik- gratuluję "dobrego wychowania" którym tak
            epatujecie forumowiczów. Umknął Waszej uwadze fakt, że dobrze
            wychowany człowiek nie poucza i nie obraża innych.

            A na temat- ja z podobnej sytuacji wybrnełam oferując napierw pomoc
            a potem całkowite wyręczenie w przygotowaniach. Nie potrafiłam
            teściowej powiedzieć w oczy, że mi nie smakuje. Może też jestem źle
            wychowana, ale tak rozmawiać potrafiłam tylko z własną mamą bo
            wiedziałam, że się nie obrazi.
            • andrutos Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 15:26
              Autorka postu przedstawiła problem i poprosiła o radę.
              Po to, między innymi, jest forum wymiany opinii.
              Moje uwagi zgłosiłem w postach powyżej.
              Nadal twierdzę, że kuchnia teściowej zasmakuje jak autorka wątku popracuje nad wzajemnym szacunkiem.
      • baabasia Re: Sms'y przy stole 28.12.09, 13:11
        Rączki na stole, bo Ci uschną, synu! wink
    • solaris31 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 13:05
      nie zwracac uwagi, bo to i tak nic nie da. nawet nak nagotujesz i
      tesciowej przyniesiesz, ona będzie wiedziała swoje :p i zrobi swoje
      paskudne dania.

      trudno. nie chce słuchać - jej problem. ja w końcu odpuściłam,
      miałam podobną sytuację. jem u teściowej jak dama przy ludziach za
      starych czasów - jak ptaszek wink i tyle. a są dania, których nie
      przełknę, ba, nawet patrzeć nie moge. a teściowa je ubóstwia.
      trudno. niech je sama albo wyrzuca.
    • masandra6 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 13:24
      Cześć Wam. Nie jestem mamą ale wątek podczytuję. No i dziś nie
      wytrzymałam.
      Też mam teściową. Emerytura odpukać w nornie, gotuje bez rewelacji,
      oczywiście non stop to samo. O estetyce i higienie w kuchni
      taktownie nie wspomnę. Domaga sie chwalenia.
      W tym roku była u moich rodziców na wigilii. Zajadała mlaszcząc
      rozkosznie. Przy racuchach dała popis. Nadgryzla kawał, podsunęła
      najbliższemu sasiadowi pod nos i oznajmila, ze surowy.
      Miny nasze bezcenne.
    • fufunia81 dziewczyny-cieszcie się z tego!!! 28.12.09, 13:32
      rozumiem, że cięzko jest czasem przełknąć to, co przygotuje
      teściowa, ale zacznijvie dostrzegać pozytyw:
      - po pierwsze - Wasi Mężowie, a ich synusiowe, nie mówią, że mamusia
      gotuje najlepiej!!! tylko, że ŻONA GOTUJE LEPIEJ OD MAMUSI!!! (a tak
      jest w moim przypadku smile
      po drugie - teściowa nie ocenia i nie krytykuje waszego gotowania, a
      jeśli nawet spróbuje, to na macie pod ręką wspaniałe argumenty!!!
      - a w moim przypadku to nawet mojej własnej mamie głupio - zawsze mi
      powtarzała (jak byłam nastolatką i niechętnie pomagałam w kuchni),
      żebym się uczyła, bo bedzie mi głupio przed teściową kiedyś itp..
      teraz to teściowa mnie pyta jak coś ugotować, a Mąz nie chce jeździć
      do mamusi na obiadki, tylko woli moje
      no i cóż... biedna Rodzicielka tego nie przewidziała wink
    • w_miare_normalna Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 13:50
      O matko moja teściowa robi to samo. Jedzenie na Wigilie było
      OBRZYDLIWE, rzygać się chciało od samego patrzenia. wszystko było w
      galarcie, teściowa jest kelnerką całe życie, jej mąż też, więc
      wszystko robią tak jak w restauracjach, np. szynka w galarcie z
      glutem pasztetu albo kotlet z brzoskwinią, albo do wszystkiego
      dodaje oliwki. W efekcie w wigilie zjadłam tylko troszkę sałatki
      tradycyjnej, a odbiłam sobie na obiedzie u Mamy w pierwsze święto.
    • anulkau Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 13:52
      Hehe, a moja teściowa robi chyba najgorsze pod słońcem flaczki... Mimo, że
      uwielbiam flaczki nigdy nie jem tych przygotowanych przez nią. Zawsze przywożę
      flaczki od mojej mamy, która potrafi przyrządzić je genialnie i zajadam się nimi
      na oczach teściowej, a tych jej nigdy nie jem... smile No i nie zakumała jak dotąd,
      że coś z nimi nie tak... Nawet mój mąż nie cierpi tej potrawy w wersji
      mamusinej, ale zjada żeby mamusi nie urazić smile Ja już nie jestem taka
      dobrotliwa. Jakbym się chciała tak torturować to wolałabym zjeść dwie łyżki
      pieprzu i zagryźć czterema łyżkami majeranku - bo tak właśnie smakują flaczki
      mojej teściowej... big_grin
      • rita75 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 16:15
        przywożę
        > flaczki od mojej mamy, która potrafi przyrządzić je genialnie i
        zajadam się nim
        > i
        > na oczach teściowej, a tych jej nigdy nie jem... smile

        Po co to robisz? Po co ta pokazowa chamówa?
        • anulkau Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 19:02
          skoro ona może być chamska wobec mnie, to ja też mogę czasem wobec niej, a co!
          jak kuba bogu... wink
          • rita75 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 22:30
            > skoro ona może być chamska wobec mnie,

            Fakt, podanie niesmacznych flakow to szczyt chamstwa.
            • anulkau Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 08:51
              oj oj, się obrończyni uciśnionych znalazła! big_grin

              Nie znasz szczegółów to się nie wypowiadaj
              • rita75 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 12:35
                > Nie znasz szczegółów to się nie wypowiadaj

                racja- nie znam wersji tesciowej
      • imasumak Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 17:34
        Teściowa chce Cię jeszcze przyjmować po takich pokazach podłości i chamstwa?
        • anulkau Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 18:59
          buhahahahahaha, przyjmować! Dobre!
          • rita75 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 22:36
            > buhahahahahaha, przyjmować! Dobre!

            Innymi slowy- wpuszczac do domu? Delikatnie mowiac, nie powinna
            pozwolic przestapic progu.
            • anulkau Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 08:49
              buhahahahah, to mnie ubawiłaś! big_grin
            • wymiatator1 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 10:53
              Ktoś tu ma poważnie zryty łeb smile
    • very.martini Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 14:07
      > Ostatnio
      > otrzymałam sms-a od syna, siedzącego po przeciwnej
      stronie
      > stołu: "mamo, czy to jest jadalne?"

      No super historia, ciekawe, czy jak przyprowadzi do
      Ciebie swoją dziewczynę, to też tak będzie z nią
      korespondował na Twój temat.

      16%VOL
      22%VAT

      --
      takie tam... forum homeopatia
    • moofka Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 14:53
      ii tam zwrocic
      jak nie smakuje to nie jesc
    • framboos Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 15:26
      Ja bym najmilej i najdelikatniej jak tylko potrafie powiedziala tesciowej
      szczerze ze mi/nam jej jedzenie bardzo nie smakuje.
      Przy tej okazji dajabym jej kilka sprawdzonych i latwych przepisow, powiedziala
      jakie danie jej syn bardzo luibi, doradzila gdzie kupowac miesko zeby bylo
      swieze itp. i zaloze sie ze tesciowa przy nastepnej wizycie bardzo by sie
      postarala pochwalic zdobytwa wiedza i uszczesliwic wnuki i syna ich ulubionymi
      daniami
      Po prostu, szczerze powiedziec
      bo poki wszyscy jedza, a moze nawet i pochwala czasem to ona sie nie domysli ze
      tak fatalnie gotuje, wrecz przeciwnie....
    • rita75 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 16:20
      Po co zwracac uwagę? Nie smakuje, jesc symbolicznie.
      • wymiatator1 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 10:54
        Po co się odzywać? Nie rozumie - nie zajmuje głosu.
        • imasumak Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 16:28
          A jak się zajmuje głos?
    • naprawdetrzezwy To chyba oczywiste? 28.12.09, 17:31
      margotka69 napisała:

      > Teściowa jest z dumna ze swoich
      > kulinarnych talentów. Niestety,(...) Potrawy nie smakują nam

      1. nie jedz.
      2. nie przyjmuj zaproszeń
      3. jeśli nie masz jaj, by wybrać jedno z powyższych - siedź i jedz.

      > Efekt jest taki, że każdy bierze odrobinę


      utwierdzając kucharkę w tym, że ma smak i talent.

      , żeby nie
      > sprawić gospodyni przykrości


      Bo to na tym polega - albo wy się meczycie żrąc niesmaczne byle co,
      albo ona - ucząc się gotowć.

      >, ale większość dań zostaje...

      A co cię to obchodzi?
      Nie twoje pieniądze, nie twoja praca.

      >Szkoda mi kobiety,


      To siedź i jedz.

      >Jak wybrnąć z takiej sytuacji
      > przy stole?

      1. nie jeść (i podać powód)
      2. nie przyjmować zaproszeń
      3. jeśli nie masz jaj, by wybrać jedno z powyższych - siedź i jedz.
      • opinia_publiczna_online Re: To chyba oczywiste? 28.12.09, 21:14
        > naprawdetrzezwy napisał:
        > 1. nie jedz.
        > 2. nie przyjmuj zaproszeń
        > 3. jeśli nie masz jaj, by wybrać jedno z powyższych - siedź i jedz.

        Brutalne, ale innego wyjścia nie ma.
    • poznanianka78 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 18:48
      hahaha tak czytam twój post i padam ze śmiechu. Myślałam że tylko ja tak
      musiałam się męczyć przy stole. Moja babcia jest "mistrzynią gotowania" gotuje
      tłusto, dużo ,byle jak, na brudnych talerzach. Mój mąż nigdy nic nie je.
      Ale znaleźliśmy sposób na babcię i "aby się nie przemęczała" robimy imieninki i
      inne święta u nas w domu.
      Babcia uwielbiała robić udka kurczaka w piekarniku....tak długo piekła aż udka
      były całkiem suche i spalone. sałatki z majonezem od rana leżały na blacie (
      brudnym zresztą) i pojawiała się na nich taka nieznana maź. Do różnych potraw
      moja babcia dodawała zioła i przyprawy, które nijak nie pasowały..np. liście
      laurowe do makaronu z sosem pomidorowym...obrzydlistwo. Ogólnie bardzo się
      cieszę, ze babcia nie gotuje...wszystkim wyszło to na dobre smile
    • ezia50 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 20:28
      Po przeczytaniu tego wątku, ktoś kto nie ma jeszcze teściowej może
      wyciągnąc wniosek, że wszystkie teściowe nie potrafią gotowac smile
      Moja teściowa gotowała wspaniale. Niestety zmarła 8 lat temu, a moje
      dorosłe już dzieci do tej pory wspominają niedzielne obiadki u babci
      i żałujemy wszyscy, ja również, że nie zdążyła przekazac mnie
      wszystkich swoich tajników i sprawdzonych przpisów. Często, gdy coś
      nam wszystkim bardzo smakowało, to brałam karteczkę i od ręki
      zapisywałam przepis, ale niektórych nie zapisałam i już nie mogę
      niestety zapytac. Ostatnio przy świątecznym obiedzie moja córcia
      zpytała: mamo, a pamiętasz takie ciastko co babcia zawsze robiła na
      Boże Narodzenie? Tak, pamiętam, wszyscy pamiętaliśmy, ale nikt nie
      mógł sobie przypomniec nazwy, synkowi coś się skojarzyło z "gagrin",
      mąż nawet nie pamięta, wogóle nie przywiązuje wagi do jedzenia,
      obiad wystarczy aby był ciepły i dobrze przyprawiony. Ale dzieci jak
      zaczęły wspominac babcine potrawy i ciasta i desery, to aż się
      przestraszyłam, że im mój obiad nie smakuje. Ale wiem, że to nie oto
      chodzi. Chciałam tyko napisac, że moja teściowa była cudowną babcią,
      wspaniałą mamą i teściową, i naprawdę świetną kucharką.

      • aurita Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 21:28
        > Chciałam tyko napisac, że moja teściowa była cudowną babcią,
        > wspaniałą mamą i teściową, i naprawdę świetną kucharką.

        smile i zapomnialas dodac ze najwazniejsze jest to ze mialyscie ze soba normalne
        LUDZKIE relacje. Takie jak powinna miec RODZINA.

        Ale czytajac ten watek ciesze sie ze mam corke.........


        • pierwsze-wolne Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 22:26
          > Ale czytajac ten watek ciesze sie ze mam corke.........

          Nie łam się, zięciowi nie będzie smakować wink
        • misself Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 11:01
          aurita napisała:
          >
          > Ale czytajac ten watek ciesze sie ze mam corke.........

          Rozumiem, że posiadanie córki zabezpiecza przed byciem teściową? wink
          • aurita Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 17:10
            1) corka bedzie gotowala podobnie do mnie (moze lepiej, moze gorzej ale to
            przeciez ja ja ucze nowych smakow) a kochajacy ja maz bedzie to uwielbial wiec
            przy okazji i moje bedzie lubic (moge nie gotowac zreszta smile)

            2) misself: zabezpieczy mnie przed taka... nienawiscia? wydaje mi sie ze
            zieciowie sie lepiej odnosza do tesciowych niz synowe (konkuruja o tego samego
            chlopa), a przynajmniej mniej sobie w droge wchodza.
        • ezia50 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 30.12.09, 18:59
          Masz rację. Moje dzieci nigdy nie usłyszały złego słowa na temat
          babci i jestem pewna, że nawet gdyby im coś nie smakowało to nie
          informowałyby mnie sms-em, tylko poprostu powiedziałyby o tym babci.
          Pamiętam jaka córka była zadowolna z ubranek od babci kupowanych
          przy różnych okazjach i bez okazji, do czasu kiedy miała jakieś 14
          lat. Swterek na Mikołaja nie przypadł jej do gustu i zapytała mnie o
          radę, czy schowac go głęboko w szafie i udawac, że go nosi akurat
          jak babcia nie widzi. Uważałam, że to bardzo zły pomysł, tym
          bardziej, że babcia była mądrą i wrażliwą osobą i na pewno
          domyśliłaby się i dopiero byłoby jej przykro. Córcia szczerze
          powiedziała, że chyba gust jej się zmienił i babcia nie obraziła
          się, tylko od tej pory razem chodziły na zakupy.
          A wracając do relacji synowa/zięc - teściowa, różnie to bywa. Moja
          synowa jest bardzo miała, zjada wszystko i nawet mówi, że jej
          smakuje i coraz bardziej ją lubię, ale nie dlatego, że nie grymasi
          przy stolewink, tylko dlatego, że widzę, że kocha i mojego syna.
          Natomiast z zięciem miałam na początku problemy. Chodzili ze sobą
          ponad dwa lata i rzadko chciał cokolwiek u nas zjesc. Ale jak już
          się pobrali i zaczęli bywac u nas na obiadach, często czegoś nie
          chciał nawet spróbowac, zapytałam wprost o co chodzi. Okazało się,
          że nie lubi i nie jada wielu różnych potraw i produktów, np. jajek,
          śmietany, masła, sera. Nie potafi wytłumaczyc dlaczego, poprostu nie
          bo nie. To ja, zapraszając ich na obiad zawsze upewniam się, czy to
          co planuję ugotowac będzie "jadalne" dla mojego zięcia. I jakoś
          sobie radzimysmile
      • mania59 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 28.12.09, 23:46
        Ja bym zapraszala tesciową do siebie, albo brała ja do restauracji. Jeśłi jednak
        juz decydujesz się iść z rodziną do teściowej, to trudno - jedz po trochu i
        chwal, co Ci szkodzi? A na imieniny czy pod choinke kupuj jej ksiazki kulinarne
        i zaznaczaj przepisy, ktore Ci odpowiadaja, aby je przyrzadzila, jak
        przyjdziecie. Moją teściową zabieramy do restauracji aby się nie męczyła, bo też
        talentu za grosz nie ma i takie ociekające tłuszczem mintaje serwuje... ble! W
        dodatku zapieczone pod żóltym serem i z dżemem truskawkowym, gdy nie ma żurawin.
        Ale ludzie, nie dyskutujcie nad daniami nieudanymi, tylko jak wybrnąc z
        niezręcznej sytuacji? Upieram się, że zapraszanie babci do siebie jest
        najlepszym rozwiązaniem, albo ostatecznie wyjście do knajpy.
      • ambiance Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 29.12.09, 13:32
        Może to było "ciasto Gagarina"?? Moja Mama je piecze - jest przepyszne.
        Tutaj przepis: mojewypieki.blox.pl/2008/07/Plesniak.html. Chociaż wydaje
        mi się, że u Mamy jedna warstwa jest różowa (mieszana z budyniem), ale nie
        pamiętam która (chyba białka).

        Pozdrawiam.
        • ezia50 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 30.12.09, 19:14
          Nie, to nie o to ciasto nam chodziło. Tesciowa też piekła pleśniaka
          i możliwe, że nazwała je "gagrin" i synkowi się zapamiętało. Ale na
          Boże Narodzenie to było takie ciasto składające się z kilku (chyba 6-
          8)cienkich placków, takich trochę ciemnych (na pewno nie było w nich
          kakao) i przełożonych jasną masą nie zasłodką, w której było sporo
          bakalii. Wiem, że było dosyc pracochłonne, bo każdy placek piekło
          się oddzielnie. Smakowało wyśmienicie, byc może dlatego, że jedliśmy
          je tylko raz w roku smile
          Ale dzięki za link do tej stronki, świetne przepisy, na pewno
          skorzystam.
    • zofijkamyjka Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 30.12.09, 09:49
      Szczerze mówiąc to jest mi szkoda tej Twojej teściowej. Kobicina
      napichci się, zaprosi "ukochaną" rodzinkę. A Ci - d... obrobią jak
      trzeba, jeszcze sms sobie wyślą przy stole.
      Tez czasem bywam u ludzi, których kuchnia mi nie smakuje. Nie
      przyszłoby mi do głowy żeby robic z tego problem. Mniej zjem i tyle!
      Ludzie czy Wy większych problemów nie macie?
    • inez21 Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 06.07.25, 20:28
      Ja w sumie tak sytuacje rozumiem doskonale bo to co napisała autorka wątku to jakby o mojej teściowej aż się zaczęłam zastanawiać czy to nie moja szwagierka pisała🤣🤣🤣 choć moja teściowa ma kilka dań które wychodziły jej dobrze. Ale co gorsza ona oczekiwała też ciągłego gadania o tym jedzeniu i chwalenia go😱😱😱 raz jak na święta wyciągnęliśmy jakieś stare albumy i zaczęliśmy oglądać to się obraziła na nas ze nie gadamy o jej cudownym żarciu 😆 a wszystko co robiła bylo pod hasłem mięso z mięsem duuuuzo i byle jak podane i ulepszone jej własnym sposobem🙈🙈
      Problem u nas rozwiązał się samoistnie bo teściowa z racji wieku nie da juz rady nadrabiać tony jedzenia. I teraz my ze szwagierka na zmianę robimy święta. Co za ulga i lepsza atmosfera bo teściowa jeszce zawsze hyla zmęczona nadrabianiem tony żarcia i cały czas kłóciła się z teściem 😱😱😱
    • majaa Re: Niesmaczne jedzenie - jak delikatnie zwrócić 07.07.25, 10:45
      Obawiam się, że każda uwaga, żeby nie wiem jak była delikatna, będzie raczej kiepsko odebrana. Teściowej będzie przykro, bo jesteście dla niej najważniejszymi osobami i przyjęła sobie za punkt honoru, że musi Was zawsze hojnie ugościć tak, jak może i umie najlepiej. Jedyne, co można zrobić, imo, to zaproponować pomoc, żeby "mamusia się tak nie przemęczała" i samemu zrobić kilka potraw, które lubicie. Można też starać się zmienić zwyczaje i zamiast zgadzać się na przesiadywanie przy każdej okazji u teściowej, zorganizować imprezę u siebie albo zaproponować jakieś wspólne wyjście do fajnej knajpki czy innych ciekawych miejsc.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka