jusytka Re: autostopowicz... 04.01.10, 22:03 Byłam autostopowiczka i myślałam kiedyś, że jak będę miała auto, to tez innych będę zabierała. Niestety jak podróżuję z rodziną - brak miejsca, a sama - zwyczajnie się boję! Odpowiedz Link Zgłoś
grzalka Re: autostopowicz... 04.01.10, 22:35 jeździłam, ale nie nałogowo, większa podróż raz- z Polski do Anglii i potem po GB i Irlandii, wtedy ze swoim chłopakiem sporadycznie kilka razy przy okazji też się zdarzyło, sama raz- uciekł mi PKS na głuchej wsi, a miałam ostatni pociąg większość zabierających była przesympatyczna, u jednych w Dublinie mieszkaliśmy tydzień zwiedzając z nimi okolicę, strachu się najadłam raz- w Anglii właśnie, gość zaczął nam opowiadać o chipach wszczepionych pod skórę, cały czas patrząc na nas (siedzieliśmy z tyłu) i rozpędzając się coraz bardziej na autostradzie, potem się okazało, że ma w samochodzie pełno igieł i strzykawek i sam jest ewidentnie na prochach, a jeszcze kolega zażartował, że jemu się wydaje, że facet chce popełnić samobójstwo w samochodzie (znaczy wypadek spowodować) wyszliśmy z tego cało, ale na długo miałam dość sama nie zabieram, bo zwykle nie mam miejsca Odpowiedz Link Zgłoś
karra-mia Re: autostopowicz... 04.01.10, 22:43 tak, jechałam stopem z jednego miasta w Niemczech do drugiego, oddalonego o 15 km, skąd odjeżdżały autobusy do Polski. Moj wyjazd au-pair okazał się wielkim niewypałem, traumą, kasy nie miałam, za to miałam dwie walizki i byłam mocno zdesperowana,żeby jak najszybciej znaleźć się na naszej ziemi. Zatrzymał się Turek, ktory w dodatku skręcił w las, ale się okazało, że on woził akcesoria dla koni i akurat osiedle domków, gdzie miał to zawieźc mieściło się w tym lesie. Potem grzecznie odwiozł mnie do Bonn, poszukał ze mną tego "przystanku", nawet kupił mi paczkę fajek, chciał ze mną poczekać, żeby się upewnić, ze wsiadłam cała i zdrowa. Okazał się miłym, dobrym człowiekiem, który mi zycie uratował i do końca mych dni bede o nim pamietać Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:04 Kiedyś spędzałam Wielkanoc sama w Oslo. Rano wsiadłam do samochodu jakiegoś faceta i zwiedziłam z nim całe miasto. Wyglądał na porządnego człowieka, ale z propozycji noclegu nie skorzystałam Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:13 bylam autostopowiczem, do tej pory w gorach odruchowo wystawiam reke. Jezdzilam rowniez z dziecmi. Moje najstarsze corki jezdzily same. nie mam jakis specjalnych lekow, chociaz pana chetnego na obciaganko oczywiscie tez spotkalam. No trudno. Zazwyczaj mam zawalony samochod dziecmi ale jak mam miejsce- zazwyczaj zabieram. Nawet zdarzalo mi sie drogi nadlozyc. Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:25 Zjechalam stopem Polske i Europe, bylam stopem z Toronto na Yukonie i z powrotem (z 2 kolezankami) tudziez z Toronto do New Orleans i z powrotem (z jedna przypadkowo-spotkana kobita); moja corka zaliczyla stop w Grecji, Hiszpanii, na Maritimes (wschodnie wybrzeze Kanady), w kilku krajach Ameryki Srodkowej i Poludniowej; zabieram gdy mam miejsce a gdy jest zla pogoda to i bez miejsca "upchne". Nie zyje w przekonaniu, ze ludzie to wilki i jedyne, co maja na mysli to mnie ukatrupic/zgwalcic/obrabowac (w dowolnej kolejnosci). Wiadomo, jak ktos ewidentnie brudny i sie zatacza, to nie wezme ani sama nie wsiadalam do samochodow, w ktorych siedzial ktos "taki nie za bardzo" ale ogolnie to ja lubie ludzi i przez minionych kilka dekad wcale zle na tym nie wychodze, czego i reszcie towarzystwa w nowym roku serdecznie zycze Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:32 Byłam! Byłam! Największe osiągnięcie - kiedy po drugiej zmianie okazało się, że autobusu do mojej wioski nie było i nie będzie - zatrzymywanie "okazji" o 24 - z powodzeniem. I jeszcze - jak z koleżanką zatrzymałyśmy "okazję" i ona siedziała z przodu, ja z tyłu, więc nic nie słyszałam, wysiadłyśmy wczesniej niż chciałyśmy, ona blada, ja jak zwykle nic nie rozumiejąca - okazało się, że koleś, który nam się zatrzymał chwalił się mojej koleżance, że to auto właśnie ukradł, że właśnie jedzie do znajomego warsztatu, żeby go przerobić i że tu musimy wysiąść a tu w schowku ma taką fajną broń I trzecie - jak mnie szambiara podwoziła kiedyś i kierowca nagle z drogi skręcił w las... umarłam prawie - ale on powiedział - spokojnie, muszę wóz opróżnić. Zaraz panią odwiozę - opróżnił co należy i odwiózł mnie prawie pod drzwi Dużo tego było, ale.... dawno i zapomniałam Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola aaa i najważniejsze 04.01.10, 23:55 Kiedy machaliśmy nad ranem na okazję na wylotówce po skończonej imprezie, zamarznięci na kość, bo mróz wtedy był okrutny, a my w balowych strojach... I zatrzymał się pan wozem dostawczym, jakoś się zmieściliśmy, ujechaliśmy pół drogi, po czym przypomniało mi się, że na przystanku zostawiłam reklamówkę z pantoflami... I on, ten kochany człowiek mimo moich protestów wrócił się z tej połowy drogi (kilkanaście kilometrów), żebym tę reklamówkę mogła zabrać... Obiecałam, że będę się za niego modlić co wieczór, niestety dość szybko o tej obietnicy zapomniałam Odpowiedz Link Zgłoś
wespuczi Re: autostopowicz... 05.01.10, 04:39 jezdzilam i o zgrozo sama, czasami nawet wieczorem, najprzykrzejsza rzecza jaka mnie spotkala byla proba nawrocenia mnie przez swiadkow jehowy hmm poza tym ja mysle ze w obecnych 'czasach' jest bezpieczniej niz te dziesiec pietnascie lat tem, ale ja dziwak jestem Odpowiedz Link Zgłoś
fabryka.lodow.napatyku Re: autostopowicz... 05.01.10, 06:01 w czasach szkoly srednie dosyc czesto, ale nigdy sama przeboje mialam, nie chce mi sie opisywac, ale raz zwiewalysmy z ciezarowki gdzie pieprz rosnie duzo glupich rzeczy robilam kiedys, mam nadzieje ze corka bedzie rozsadniejsza Odpowiedz Link Zgłoś
kajak75 Re: autostopowicz... 05.01.10, 10:14 Sporo jezdzilam po POlsce i pare razy z jednego konca Europy na drugi. Teraz sami zabieramy, najczesciej w trakcie podrozy wakacyjnych. Mimo fotelika z tylu, miejsce dla dwojki z plecakami sie znajdzie. Zdarza mi sie nadkladac kilka - kilkanascie kilometrow, zeby nie nie wysadzac autostopowicza w szczerym polu. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu O, to mi przypomniałaś! 05.01.10, 21:15 Dwa razy trafiłam na ekshibicjonistę i to był mały pikuś w porównaniu z franciszkaninem, który całą drogę mnie nawracał. Zboczeniec religijny Odpowiedz Link Zgłoś
mama_duzych_dzieci Re: autostopowicz... 05.01.10, 09:58 Byłam autostopowiczką i zabieram autostopowiczów. Jeżdziłam bardzo dużo stopem ( starałam się zawsze z kimś) do szkoły przez 5 lat regularnie ( kasa na bilet bylo moim kieszonkowym . Z czasem miałam stych kierowców którzy mnie zbierali do szkoły. W wakacje szkoda było kasy na komunikację to wio na stop ( nigdy nie sama )Obiecałam sobie że jak będę miała autko to będę zabierała. Kiedy rodzinka była w komplecie ( 2+2) to wiadomo, że nie było miejsca. Ale dzieci mamy juz duze to jadąc z mężem zawsze zabieramy. Jak jadę sama to zabieram dzieci, matki z małymi dziecmi,starsze osoby zdarza się że zabiorę samotnego faceta - ale on musi być żołnierzykiem WP ( raz odwosiłam do JW bo na konretną godzinę musiał się stawić a nie było czym sie dostać - nadrobiłam 40 km ). Ostatni raz nasi autopowicze wracali z Sylwestra z Wiednia ( 02.01.2010) i podróż z nimi ( studenci z Lublina) była wspaniała. Miła atmosfera, dyskusje na różne tematy ( chłopak był weganem), ciekawe opowiesci ( ślicznie dziewczyna opowiadała o Roztoczu ).Uwielbiam młodych ludzi, lubię pomagać innym, dawać cos od siebie innym. A potem czytać takie maile: "szkoda że nie ma takich osób jak Państwo więcej, życie byłoby lżejsze a świat piękniejszy. Dziękujemy za wspólną podróż, za możliwość poznania i pozwolimy sobie odezwać się od czasu do czasu. Zapraszamy do Lublina a na wakcjach pokażemy Roztocze.........itd" Do Lublina się wybiorę na 100% ( mąż tam realizuje zlecenie) i wiem , że ze studentami chętnie pójdę na kawę. Fajnie mi się zaczął NOWY ROK. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: autostopowicz... 05.01.10, 10:51 Kiedys bylam z moja przyjaciolka w Bieszczadach, a umowione bylysmy z nasza druzyna w Gorach stolowych. Jak mozna sie domyslic- polaczen specjalnie nie bylo wiec postanowilysmy sprobowac przejechac Polska stopem ile sie da a na noc przesiasc sie w pociag. w ciagu dnia dojechalismy do Zabkowic slaskich, kierowcy tirow sobie nam podawali przez CB radio (ja w ogole kocham jezdzic z tirowcami bo to bardzo przyzwoici goscie sa), jakis koles postawil nam obiad, jeden byl trefny, ale co dwie baby to nie jedna opierdzielilysmy z gory na dol i wysiadlysmy. Wsiadlysmy w pociag i okazalo sie ze musimy przesiasc sie i to bedzie pociag ktorym w warszawy jedzie reszta naszej druzyny (przypominam zr komorek wtedy nie bylo). No wiec radocha straszna czuwalysmy na zmiane... i kolezanka zasnela... przestalysmy przesiadke i to o minutki bo ja sie obudzilam jak ruszalysmy ze TEJ stacji. Wysiadlysmy na nastepnej w jakims zapomnianym przez Boga miasteczku i doszlysmy do wniosku ze o swicie idziemy na stopa do Kudowy. O 6 wyszlysmy na obwodnice i machnelysmy raz- zatrzymal sie wypasiony merc, cieplutnko w nim bylo ( a to byl pazdziernik i zimno tak w ogole) i szanty lecialy. Paietam ze zdarzylam pomyslec ze psychopaci nie sluchaja przeciez szant i juz spalam w tym cieple. Kolezanka tez. Za jakis czas budzimy sie- stoimy, samocho pusty, gdzies jestesmy poza miastem. Facet wraca i mowi ze jesesmy na granicy czeskiej tu jest dla nas herbatka i sniadanko i on nas zaraz podrzuci na pociag ten z warszawy bo on za pol godziny wjezdza na peron ale spalysmy jak zabite i pomyslal ze nie bedzie nas budzil bo w samochodzie cieplo a na dworze prawie mroz wiec podjechal na granice cos pozalatwiac i nas zostawil w samochodzie na pracujacym silniku. oczywiscie na peronie bylo wielkie zdziwienie bo dziewczyny wiedzialy ze jestesmy w Biesach i spodziewaly sie nas generalnie na wieczor. Uwazam ze tego dnia w tym samochodzie wykazalysmy sie wielka nieostroznoscia, co nie zmiania faktu ze uwazam ze ludzie sa spoko. W zeszlym roku syn mi sie w Biesach rozchorowal, lalo jak z cebra pan z busika zaspiewal mi taka sume za kurs do Lutowisk ze hej- stanelam z przyjaciolka na stopa, mokre, brudne z dwojka dzieci. Nie spodziewalysmy sie wiele, a tymczasem po jednym machnieciu zabral nas autokar wracajacy do bazy- nie wzial od nas facet kasy. W druga strone po wizycie u lekarza postalysmy dluzej koles w ogole do Ustrzyk Gornych sie nie wybieral- najpierw stiwerdzil ze nas podrzuci kawalek gdzie mu po drodze, a potem tak nam sie dobrze gadalo ze nas podrzucil do domu. I w ogole sama jestem z warszawy ale no sorry jak widze rejestracje warszawska to w zasadzie wystawiam reke dla czystej formalnosci.... warszawiacy nie zatrzymuja sie i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 11:34 > warszawiacy nie zatrzymuja sie i tyle. Ty się zatrzymujesz Fajną historię autostopową przeżyłam jako asystentka kierowcy. Jechaliśmy wieczorem do babci po dzieci i zgarnęliśmy za Tczewem dwie Czeszki, które wracały do domu z wakacji nad morzem i łapały stopa "na Bidgoszcz". Po krótkiej naradzie ustaliłam z eksem, że bez sensu je zostawiać w tej Bydgoszczy, skoro jedziemy 300 km dalej, więc zadzwonił do mamy i oznajmił, że wiezie jej na noc jeszcze dwie dziewczyny. Teściowa przyjęła to normalnie, tylko jedna z Czeszek, która dobrze znała polski, patrzyła na nas coraz szerzej otwartymi oczami, aż w końcu odważyła się zapytać: "Wy poważnie z tym nocowaniem?" Słuchając wyluzowanej rozmowy pomyślała chyba, że robimy sobie z nich jaja. Zapewniliśmy, że wszystko jest ok, przenocowały u teściów i rano odstawiliśmy je po śniadaniu na wylotówkę do Wrocławia. Taki mały przyczynek do rozwoju przyjaźni polsko-czeskiej Btw. na początku trochę się zjeżyłam, bo słysząc twardy obcy akcent pomyślałam, że to ukraińskie tirówki Odpowiedz Link Zgłoś
ruda_kasia Re: autostopowicz... 05.01.10, 11:53 Jeździłam prawie całe studia do domu ... Ale przygodę miałam jedną, gdy wracałam od lubego z wizyty w wojsku i uciekł mi autobus. Złapałam stopa, który czynił mi nieprzystojne propozycje i próbował calowac. Na moje żądanie wysadził mnie w szczerym polu. na szczęście złapałam drugiego stopa bo była noc i nie wiedziałm, gdzie jestem. Dojechałam na piociąg, a potem jeszcze musiałam łapac stopa z pociągu do domu, bo było po północy. Na szczęście zjeżdżał z trasy autobus miejski... Poza tym jedna zawoalowana i jedna wprost (za 50 zł) propozycja seksualna, ale grzeczna oraz propozycja spotkania na kawie od adwokata, z którym potem przyszło mi się zaprzyjaźnić w innych okolicznoścuach (z kawy nie skorzystałam, może niedobrze?) Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: autostopowicz... 05.01.10, 11:45 Parę razy jechałam, ale sama nigdy. Parę razy też zabrałam, ale przeważnie młode dziewczyny (raz chłopaka), raz starszą panią, która bardzo dziękowała, bo to były święta i musiałaby długo czekać, a była zmarznięta. Nawet nadłożyłam drogi i podwiozłam ją pod sam dom. Mój mąż rzadko bierze, a kiedyś chyba częściej mu się zdarzało, nawet siostra mi opowiadała, że ją kiedyś zabrał, ale to było w czasach, jak jeszcze się nie znaliśmy. Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: autostopowicz... 05.01.10, 12:30 Parę razy autostopowałam z mężem. Na krótkich odcinkach. Żyjemy. Raz wzięliśmy autostopowicza, podejrzewam, że była to jego ostatnia taka podróz - 10 h w samochodzie z 3 śpiewającymi babami (mąż z nie znał słow, biedaczek bo tez by zaspiewał).. raczej nie należy do przyjemności Odpowiedz Link Zgłoś
vibe-b Re: autostopowicz... 05.01.10, 14:37 W moim wieku jezdzenie stopem to obciach totalny bylby, takiej kategorii jak przyniesienie do knajpy swoich kanapek i herbaty w termosie Kiedys za malolata- owszem- bardzo duzo. Glupie to bylo i cud ze mi sie nic nie stalo. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 16:23 > W moim wieku jezdzenie stopem to obciach totalny bylby Chyba żartujesz - co najwyżej z wiekiem zmniejsza się ryzyko Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:06 > Chyba żartujesz - co najwyżej z wiekiem zmniejsza się ryzyko że Cię ktoś zabierze A tak poważnie: ja pierrrniczę! Dla mnie to jest normalny środek lokomocji, a z tego co tu czytam, to większość sądzi, że łapanie stopa, to jak wystawienie transparentu "PRZELEĆ MNIE". Masakra... Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:12 > > Chyba żartujesz - co najwyżej z wiekiem zmniejsza się ryzyko > > że Cię ktoś zabierze Moja 60-letnia teściowa ledwo zdążyła machnąć ręką, a już zatrzymał się samochód. Ale ona ma wyjątkowy urok osobisty Odpowiedz Link Zgłoś
korusiar Re: autostopowicz... 05.01.10, 17:44 Nie jeżdżę stopem, nie zabieram na stopa i zamykam drzwi od środka coby nikt nieproszony na siłę się nie wpakował, np. na światłach. Odpowiedz Link Zgłoś
korusiar Re: autostopowicz... 05.01.10, 17:50 A dlaczego? Bo zwyczajnie się boję...złych ludzi nie brakuje... Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:07 Za to mam wrażenie - po lekturze tego wątku - że zaczyna brakować dobrych... Odpowiedz Link Zgłoś
sowa_hu_hu a_lasu 05.01.10, 21:14 Nie bardzo rozmiem. Sugerjesz, że ci którzy nie zabierają atostopowiczów nie są dobrzy? I to nie jest normalny środek transportu... bo zdarzają sie bardzo nieprzyjemne a nawet tragiczne sytuacje! Raczej jadąc miejskim autobusem czy pociagiem maszynista cie nie zgwałci i nie poćwiartuje... Na pewno jest całe mnóstwo fajnych ludzi, i tych którzy łapią stopa i tych którzy podwożą... ale jest też duże ryzyko moim zdaniem, którego ja nie chcę podejmować, i nie uważam sie przez to za złego człowieka? Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Re: a_lasu 05.01.10, 21:25 > nie uważam sie przez to za złego > człowieka? Cóż, tak jesteśmy skonstruowani, że cokolwiek robimy (lub nie) uważamy się za dobrych ludzi. Dla mnie to po prostu bardzo, bardzo smutne, że boimy się pomagać innym, zamykamy się w swoich domach, osiedlach, samochodach i udajemy, że nie widzimy, że to nie nasza sprawa, a już na pewno nie nasz OBOWIĄZEK pomagać tym, co w potrzebie. Aha, i przypominam, że boimy się zazwyczaj tego, czego nie znamy. Zauważ, że osoby, które dużo jeździły nie widzą zagrożenia. > Raczej jadąc miejskim > autobusem czy pociagiem maszynista cie nie zgwałci i nie > poćwiartuje... No, akurat maszynista rzeczywiście nie Ale nie wierzę, że nie słyszałaś historii o pasażerkach zgwałconych przez kierowcę autobusu oraz o osobach wyrzuconych (śmiertelnie) z pociągu. Odpowiedz Link Zgłoś
sowa_hu_hu Re: a_lasu 05.01.10, 21:31 Kompletnie sie nie zgodze. Może inni tak mają, ja nie. Osobiście nie zamykam sie na innych ludzi, wręcz przeciwnie. I pomagam, ale nie biorąc na stopa - i uważam, że to nie jest mój obowiązek i mam prawo sie bać. Oczywiście, że zagrożenie czycha wszędzie, ale dla mnie jest zdecydowanie większe w stopie niż w atobusie. Odpowiedz Link Zgłoś
z_lasu Oczywiście, że masz prawo się bać. 05.01.10, 22:58 Tak jak inni mają prawo zamykać się dobrowolnie w gettach. A ja mam prawo się tym smucić Ja cały czas piszę tutaj o pewnej tendencji, a nie o prywatnych szajbach. Jeżeli jedna Sowa_hu_hu ze strachu otoczy się dwumetrowym murem naszpikowanym elektroniką i wynajmie brygadę antyterrorystyczną na własne potrzeby to będzie wyłącznie śmieszne. Jeśli zrobi tak 50% forumek to już będzie smutne. Jeśli jedna Sowa_hu_hu nie zabiera autostopowiczów, to kij jej w rozrząd. Jeśli robi tak 70% społeczeństwa, to uważam, że już jest problem. Jeśli takich przysług, których 70% społeczeństwa nie wyświadcza ze strachu przed bliźnim, jest więcej, to mamy poważny problem społeczny. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: a_lasu 05.01.10, 21:38 > Ale nie wierzę, że nie > słyszałaś historii o pasażerkach zgwałconych przez kierowcę autobusu > oraz o osobach wyrzuconych (śmiertelnie) z pociągu. Najbardziej traumatycznym przeżyciem w podróży było dla mnie ćwierć wieku temu spotkanie z ekshibicjonistą w pociągu na trasie Warszawa-Mińsk Mazowiecki Odpowiedz Link Zgłoś
elza78 Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:10 ja rozumiem ze sa ludzie ktorzy zjezdzili tak cala europe, ale znam przypadek kiedy babka "wysiadala" przy 60 km/h z pedzacego samochodu bo kolega kierowcy sie do niej dobieral z drugiej strony tez znam przypadek malzenstwa ktore wzielo autostopowiczow ktorzy nastepnie zabili meza babki na jej oczach a ja zostawili z trupem w lesie bo chcieli ukrasc samochod... dlatego: 1) nie jezdze stopem 2) nie biore autostopowiczow Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:18 Nie wiem, czy to intuicja, czy szczęście głupiego, ale często w życiu się pakowałam w ryzykowne sytuacje i nic mi się nie stało. Może dlatego mam takie luzackie podejście do stopu. Aczkolwiek będąc kierowcą, dwóch rosłych chłopa pewnie bym nie zabrała Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:26 a moj kolega zginal jadac pksem. A ja nie znam nikogo kto zginal na stopie, nie znam tez nikogo zgwalconego na stopie, a mnie sama prawie zgwalcili w srodku dnia w parku publicznym. Dlatego bardziej boje sie pksu i parku niz stopa z tirowcem w srodku. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:27 a kolezanke w windzie chcieli zgwalcic..... Odpowiedz Link Zgłoś