Dodaj do ulubionych

autostopowicz...

    • jusytka Re: autostopowicz... 04.01.10, 22:03
      Byłam autostopowiczka i myślałam kiedyś, że jak będę miała auto, to tez innych
      będę zabierała. Niestety jak podróżuję z rodziną - brak miejsca, a sama -
      zwyczajnie się boję!
      • grzalka Re: autostopowicz... 04.01.10, 22:35
        jeździłam, ale nie nałogowo, większa podróż raz- z Polski do Anglii i potem po
        GB i Irlandii, wtedy ze swoim chłopakiem

        sporadycznie kilka razy przy okazji też się zdarzyło, sama raz- uciekł mi PKS na
        głuchej wsi, a miałam ostatni pociąg

        większość zabierających była przesympatyczna, u jednych w Dublinie mieszkaliśmy
        tydzień zwiedzając z nimi okolicę, strachu się najadłam raz- w Anglii właśnie,
        gość zaczął nam opowiadać o chipach wszczepionych pod skórę, cały czas patrząc
        na nas (siedzieliśmy z tyłu) i rozpędzając się coraz bardziej na autostradzie,
        potem się okazało, że ma w samochodzie pełno igieł i strzykawek i sam jest
        ewidentnie na prochach, a jeszcze kolega zażartował, że jemu się wydaje, że
        facet chce popełnić samobójstwo w samochodzie (znaczy wypadek spowodować)

        wyszliśmy z tego cało, ale na długo miałam dość

        sama nie zabieram, bo zwykle nie mam miejsca
    • karra-mia Re: autostopowicz... 04.01.10, 22:43
      tak, jechałam stopem z jednego miasta w Niemczech do drugiego,
      oddalonego o 15 km, skąd odjeżdżały autobusy do Polski. Moj wyjazd
      au-pair okazał się wielkim niewypałem, traumą, kasy nie miałam, za
      to miałam dwie walizki i byłam mocno zdesperowana,żeby jak
      najszybciej znaleźć się na naszej ziemi. Zatrzymał się Turek, ktory
      w dodatku skręcił w las, ale się okazało, że on woził akcesoria dla
      koni i akurat osiedle domków, gdzie miał to zawieźc mieściło się w
      tym lesie. Potem grzecznie odwiozł mnie do Bonn, poszukał ze mną
      tego "przystanku", nawet kupił mi paczkę fajek, chciał ze mną
      poczekać, żeby się upewnić, ze wsiadłam cała i zdrowa. Okazał się
      miłym, dobrym człowiekiem, który mi zycie uratował i do końca mych
      dni bede o nim pamietaćsmile
      • echtom Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:04
        Kiedyś spędzałam Wielkanoc sama w Oslo. Rano wsiadłam do samochodu jakiegoś faceta i zwiedziłam z nim całe miasto. Wyglądał na porządnego człowieka, ale z propozycji noclegu nie skorzystałam wink
    • wieczna-gosia Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:13
      bylam autostopowiczem, do tej pory w gorach odruchowo wystawiam reke.
      Jezdzilam rowniez z dziecmi. Moje najstarsze corki jezdzily same.

      nie mam jakis specjalnych lekow, chociaz pana chetnego na obciaganko
      oczywiscie tez spotkalam. No trudno.

      Zazwyczaj mam zawalony samochod dziecmi ale jak mam miejsce-
      zazwyczaj zabieram. Nawet zdarzalo mi sie drogi nadlozyc.
      • bi_scotti Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:25
        Zjechalam stopem Polske i Europe, bylam stopem z Toronto na Yukonie
        i z powrotem (z 2 kolezankami) tudziez z Toronto do New Orleans i z
        powrotem (z jedna przypadkowo-spotkana kobita); moja corka zaliczyla
        stop w Grecji, Hiszpanii, na Maritimes (wschodnie wybrzeze Kanady),
        w kilku krajach Ameryki Srodkowej i Poludniowej; zabieram gdy mam
        miejsce a gdy jest zla pogoda to i bez miejsca "upchne". Nie zyje w
        przekonaniu, ze ludzie to wilki i jedyne, co maja na mysli to mnie
        ukatrupic/zgwalcic/obrabowac (w dowolnej kolejnosci). Wiadomo, jak
        ktos ewidentnie brudny i sie zatacza, to nie wezme ani sama nie
        wsiadalam do samochodow, w ktorych siedzial ktos "taki nie za
        bardzo" ale ogolnie to ja lubie ludzi i przez minionych kilka dekad
        wcale zle na tym nie wychodze, czego i reszcie towarzystwa w nowym
        roku serdecznie zycze smile
    • mathiola Re: autostopowicz... 04.01.10, 23:32
      Byłam! Byłam!
      Największe osiągnięcie - kiedy po drugiej zmianie okazało się, że autobusu do
      mojej wioski nie było i nie będzie - zatrzymywanie "okazji" o 24 - z powodzeniem.
      I jeszcze - jak z koleżanką zatrzymałyśmy "okazję" i ona siedziała z przodu, ja
      z tyłu, więc nic nie słyszałam, wysiadłyśmy wczesniej niż chciałyśmy, ona blada,
      ja jak zwykle nic nie rozumiejąca - okazało się, że koleś, który nam się
      zatrzymał chwalił się mojej koleżance, że to auto właśnie ukradł, że właśnie
      jedzie do znajomego warsztatu, żeby go przerobić i że tu musimy wysiąść a tu w
      schowku ma taką fajną broń smile
      I trzecie - jak mnie szambiara podwoziła kiedyś i kierowca nagle z drogi skręcił
      w las... umarłam prawie - ale on powiedział - spokojnie, muszę wóz opróżnić.
      Zaraz panią odwiozę - opróżnił co należy i odwiózł mnie prawie pod drzwi smile
      Dużo tego było, ale.... dawno i zapomniałam smile
      • mathiola aaa i najważniejsze 04.01.10, 23:55
        Kiedy machaliśmy nad ranem na okazję na wylotówce po skończonej imprezie,
        zamarznięci na kość, bo mróz wtedy był okrutny, a my w balowych strojach... I
        zatrzymał się pan wozem dostawczym, jakoś się zmieściliśmy, ujechaliśmy pół
        drogi, po czym przypomniało mi się, że na przystanku zostawiłam reklamówkę z
        pantoflami... I on, ten kochany człowiek mimo moich protestów wrócił się z tej
        połowy drogi (kilkanaście kilometrów), żebym tę reklamówkę mogła zabrać...
        Obiecałam, że będę się za niego modlić co wieczór, niestety dość szybko o tej
        obietnicy zapomniałam smile
    • wespuczi Re: autostopowicz... 05.01.10, 04:39
      jezdzilam i o zgrozo sama,
      czasami nawet wieczorem,
      najprzykrzejsza rzecza jaka mnie spotkala byla proba nawrocenia mnie przez
      swiadkow jehowy smile

      hmm poza tym ja mysle ze w obecnych 'czasach' jest bezpieczniej niz te dziesiec
      pietnascie lat tem, ale ja dziwak jestem tongue_out
      • fabryka.lodow.napatyku Re: autostopowicz... 05.01.10, 06:01
        w czasach szkoly srednie dosyc czesto, ale nigdy sama
        przeboje mialam, nie chce mi sie opisywac, ale raz zwiewalysmy z ciezarowki
        gdzie pieprz rosnie
        duzo glupich rzeczy robilam kiedys, mam nadzieje ze corka bedzie rozsadniejsza
        • kajak75 Re: autostopowicz... 05.01.10, 10:14
          Sporo jezdzilam po POlsce i pare razy z jednego konca Europy na drugi.
          Teraz sami zabieramy, najczesciej w trakcie podrozy wakacyjnych. Mimo fotelika z
          tylu, miejsce dla dwojki z plecakami sie znajdzie. Zdarza mi sie nadkladac kilka
          - kilkanascie kilometrow, zeby nie nie wysadzac autostopowicza w szczerym polu.
      • z_lasu O, to mi przypomniałaś! 05.01.10, 21:15
        Dwa razy trafiłam na ekshibicjonistę i to był mały pikuś w
        porównaniu z franciszkaninem, który całą drogę mnie nawracał.
        Zboczeniec religijny smile
    • mama_duzych_dzieci Re: autostopowicz... 05.01.10, 09:58
      Byłam autostopowiczką i zabieram autostopowiczów. Jeżdziłam bardzo
      dużo stopem ( starałam się zawsze z kimś) do szkoły przez 5 lat
      regularnie ( kasa na bilet bylo moim kieszonkowym . Z czasem miałam
      stych kierowców którzy mnie zbierali do szkoły. W wakacje szkoda
      było kasy na komunikację to wio na stop ( nigdy nie sama )Obiecałam
      sobie że jak będę miała autko to będę zabierała. Kiedy rodzinka była
      w komplecie ( 2+2) to wiadomo, że nie było miejsca. Ale dzieci mamy
      juz duze to jadąc z mężem zawsze zabieramy. Jak jadę sama to
      zabieram dzieci, matki z małymi dziecmi,starsze osoby zdarza się że
      zabiorę samotnego faceta - ale on musi być żołnierzykiem WP ( raz
      odwosiłam do JW bo na konretną godzinę musiał się stawić a nie było
      czym sie dostać - nadrobiłam 40 km ). Ostatni raz nasi autopowicze
      wracali z Sylwestra z Wiednia ( 02.01.2010) i podróż z nimi (
      studenci z Lublina) była wspaniała. Miła atmosfera, dyskusje na
      różne tematy ( chłopak był weganem), ciekawe opowiesci ( ślicznie
      dziewczyna opowiadała o Roztoczu ).Uwielbiam młodych ludzi, lubię
      pomagać innym, dawać cos od siebie innym. A potem czytać takie maile:
      "szkoda że nie ma takich osób jak Państwo więcej, życie byłoby
      lżejsze a świat piękniejszy. Dziękujemy za wspólną podróż, za
      możliwość poznania i pozwolimy sobie odezwać się od czasu do czasu.
      Zapraszamy do Lublina a na wakcjach pokażemy Roztocze.........itd"
      Do Lublina się wybiorę na 100% ( mąż tam realizuje zlecenie) i
      wiem , że ze studentami chętnie pójdę na kawę. Fajnie mi się zaczął
      NOWY ROK.
    • wieczna-gosia Re: autostopowicz... 05.01.10, 10:51
      Kiedys bylam z moja przyjaciolka w Bieszczadach, a umowione bylysmy z
      nasza druzyna w Gorach stolowych. Jak mozna sie domyslic- polaczen
      specjalnie nie bylo wiec postanowilysmy sprobowac przejechac Polska
      stopem ile sie da a na noc przesiasc sie w pociag.

      w ciagu dnia dojechalismy do Zabkowic slaskich, kierowcy tirow sobie
      nam podawali przez CB radio (ja w ogole kocham jezdzic z tirowcami bo
      to bardzo przyzwoici goscie sa), jakis koles postawil nam obiad,
      jeden byl trefny, ale co dwie baby to nie jedna smile opierdzielilysmy z
      gory na dol i wysiadlysmy.

      Wsiadlysmy w pociag i okazalo sie ze musimy przesiasc sie i to bedzie
      pociag ktorym w warszawy jedzie reszta naszej druzyny (przypominam zr
      komorek wtedy nie bylo). No wiec radocha straszna czuwalysmy na
      zmiane... i kolezanka zasnela... przestalysmy przesiadke i to o
      minutki bo ja sie obudzilam jak ruszalysmy ze TEJ stacji. Wysiadlysmy
      na nastepnej w jakims zapomnianym przez Boga miasteczku i doszlysmy
      do wniosku ze o swicie idziemy na stopa do Kudowy.

      O 6 wyszlysmy na obwodnice i machnelysmy raz- zatrzymal sie wypasiony
      merc, cieplutnko w nim bylo ( a to byl pazdziernik i zimno tak w
      ogole) i szanty lecialy. Paietam ze zdarzylam pomyslec ze psychopaci
      nie sluchaja przeciez szant i juz spalam w tym cieple. Kolezanka tez.

      Za jakis czas budzimy sie- stoimy, samocho pusty, gdzies jestesmy
      poza miastem. Facet wraca i mowi ze jesesmy na granicy czeskiej tu
      jest dla nas herbatka i sniadanko i on nas zaraz podrzuci na pociag
      ten z warszawy bo on za pol godziny wjezdza na peron ale spalysmy jak
      zabite i pomyslal ze nie bedzie nas budzil bo w samochodzie cieplo a
      na dworze prawie mroz wiec podjechal na granice cos pozalatwiac i nas
      zostawil w samochodzie na pracujacym silniku.

      oczywiscie na peronie bylo wielkie zdziwienie bo dziewczyny wiedzialy
      ze jestesmy w Biesach i spodziewaly sie nas generalnie na wieczor.

      Uwazam ze tego dnia w tym samochodzie wykazalysmy sie wielka
      nieostroznoscia, co nie zmiania faktu ze uwazam ze ludzie sa spoko.

      W zeszlym roku syn mi sie w Biesach rozchorowal, lalo jak z cebra pan
      z busika zaspiewal mi taka sume za kurs do Lutowisk ze hej- stanelam
      z przyjaciolka na stopa, mokre, brudne z dwojka dzieci. Nie
      spodziewalysmy sie wiele, a tymczasem po jednym machnieciu zabral nas
      autokar wracajacy do bazy- nie wzial od nas facet kasy. W druga
      strone po wizycie u lekarza postalysmy dluzej koles w ogole do
      Ustrzyk Gornych sie nie wybieral- najpierw stiwerdzil ze nas podrzuci
      kawalek gdzie mu po drodze, a potem tak nam sie dobrze gadalo ze nas
      podrzucil do domu.

      I w ogole sama jestem z warszawy ale no sorry jak widze rejestracje
      warszawska to w zasadzie wystawiam reke dla czystej formalnosci....
      warszawiacy nie zatrzymuja sie i tyle.
      • echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 11:34
        > warszawiacy nie zatrzymuja sie i tyle.

        Ty się zatrzymujesz smile
        Fajną historię autostopową przeżyłam jako asystentka kierowcy.
        Jechaliśmy wieczorem do babci po dzieci i zgarnęliśmy za Tczewem
        dwie Czeszki, które wracały do domu z wakacji nad morzem i łapały
        stopa "na Bidgoszcz". Po krótkiej naradzie ustaliłam z eksem, że bez
        sensu je zostawiać w tej Bydgoszczy, skoro jedziemy 300 km dalej,
        więc zadzwonił do mamy i oznajmił, że wiezie jej na noc jeszcze dwie
        dziewczyny. Teściowa przyjęła to normalnie, tylko jedna z Czeszek,
        która dobrze znała polski, patrzyła na nas coraz szerzej otwartymi
        oczami, aż w końcu odważyła się zapytać: "Wy poważnie z tym
        nocowaniem?" Słuchając wyluzowanej rozmowy pomyślała chyba, że
        robimy sobie z nich jaja. Zapewniliśmy, że wszystko jest ok,
        przenocowały u teściów i rano odstawiliśmy je po śniadaniu na
        wylotówkę do Wrocławia. Taki mały przyczynek do rozwoju przyjaźni
        polsko-czeskiej smile Btw. na początku trochę się zjeżyłam, bo słysząc
        twardy obcy akcent pomyślałam, że to ukraińskie tirówki big_grin
        • ruda_kasia Re: autostopowicz... 05.01.10, 11:53
          Jeździłam prawie całe studia do domu ... Ale przygodę miałam jedną, gdy wracałam
          od lubego z wizyty w wojsku i uciekł mi autobus. Złapałam stopa, który czynił mi
          nieprzystojne propozycje i próbował calowac. Na moje żądanie wysadził mnie w
          szczerym polu. na szczęście złapałam drugiego stopa bo była noc i nie wiedziałm,
          gdzie jestem. Dojechałam na piociąg, a potem jeszcze musiałam łapac stopa z
          pociągu do domu, bo było po północy. Na szczęście zjeżdżał z trasy autobus
          miejski...
          Poza tym jedna zawoalowana i jedna wprost (za 50 zł) propozycja seksualna, ale
          grzeczna oraz propozycja spotkania na kawie od adwokata, z którym potem przyszło
          mi się zaprzyjaźnić w innych okolicznoścuach (z kawy nie skorzystałam, może
          niedobrze?)
    • jowita771 Re: autostopowicz... 05.01.10, 11:45
      Parę razy jechałam, ale sama nigdy. Parę razy też zabrałam, ale przeważnie młode
      dziewczyny (raz chłopaka), raz starszą panią, która bardzo dziękowała, bo to
      były święta i musiałaby długo czekać, a była zmarznięta. Nawet nadłożyłam drogi
      i podwiozłam ją pod sam dom.
      Mój mąż rzadko bierze, a kiedyś chyba częściej mu się zdarzało, nawet siostra mi
      opowiadała, że ją kiedyś zabrał, ale to było w czasach, jak jeszcze się nie
      znaliśmy.
    • marghe_72 Re: autostopowicz... 05.01.10, 12:30
      Parę razy autostopowałam z mężem. Na krótkich odcinkach. Żyjemy.

      Raz wzięliśmy autostopowicza, podejrzewam, że była to jego ostatnia
      taka podróz - 10 h w samochodzie z 3 śpiewającymi babami (mąż z nie
      znał słow, biedaczek bo tez by zaspiewał).. raczej nie należy do
      przyjemności big_grin big_grin
    • vibe-b Re: autostopowicz... 05.01.10, 14:37
      W moim wieku jezdzenie stopem to obciach totalny bylby, takiej
      kategorii jak przyniesienie do knajpy swoich kanapek i herbaty w
      termosie smile
      Kiedys za malolata- owszem- bardzo duzo. Glupie to bylo i cud ze mi
      sie nic nie stalo.
      • echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 16:23
        > W moim wieku jezdzenie stopem to obciach totalny bylby

        Chyba żartujesz - co najwyżej z wiekiem zmniejsza się ryzyko wink
        • z_lasu Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:06
          > Chyba żartujesz - co najwyżej z wiekiem zmniejsza się ryzyko wink

          że Cię ktoś zabierze smile

          A tak poważnie: ja pierrrniczę! Dla mnie to jest normalny środek
          lokomocji, a z tego co tu czytam, to większość sądzi, że łapanie
          stopa, to jak wystawienie transparentu "PRZELEĆ MNIE". Masakra...
          • echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:12
            > > Chyba żartujesz - co najwyżej z wiekiem zmniejsza się ryzyko wink
            >
            > że Cię ktoś zabierze smile

            Moja 60-letnia teściowa ledwo zdążyła machnąć ręką, a już zatrzymał się samochód. Ale ona ma wyjątkowy urok osobisty wink
    • korusiar Re: autostopowicz... 05.01.10, 17:44
      Nie jeżdżę stopem, nie zabieram na stopa i zamykam drzwi od środka
      coby nikt nieproszony na siłę się nie wpakował, np. na światłach.
      • korusiar Re: autostopowicz... 05.01.10, 17:50
        A dlaczego? Bo zwyczajnie się boję...złych ludzi nie brakuje...
        • z_lasu Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:07
          Za to mam wrażenie - po lekturze tego wątku - że zaczyna brakować
          dobrych...
          • sowa_hu_hu a_lasu 05.01.10, 21:14
            Nie bardzo rozmiem. Sugerjesz, że ci którzy nie zabierają
            atostopowiczów nie są dobrzy?

            I to nie jest normalny środek transportu... bo zdarzają sie bardzo
            nieprzyjemne a nawet tragiczne sytuacje! Raczej jadąc miejskim
            autobusem czy pociagiem maszynista cie nie zgwałci i nie
            poćwiartuje...

            Na pewno jest całe mnóstwo fajnych ludzi, i tych którzy łapią stopa
            i tych którzy podwożą... ale jest też duże ryzyko moim zdaniem,
            którego ja nie chcę podejmować, i nie uważam sie przez to za złego
            człowieka?
            • sowa_hu_hu z_lasu 05.01.10, 21:15
              przepraszam, klawiatura mi nawala uncertain
            • z_lasu Re: a_lasu 05.01.10, 21:25
              > nie uważam sie przez to za złego
              > człowieka?

              Cóż, tak jesteśmy skonstruowani, że cokolwiek robimy (lub nie)
              uważamy się za dobrych ludzi.

              Dla mnie to po prostu bardzo, bardzo smutne, że boimy się pomagać
              innym, zamykamy się w swoich domach, osiedlach, samochodach i
              udajemy, że nie widzimy, że to nie nasza sprawa, a już na pewno nie
              nasz OBOWIĄZEK pomagać tym, co w potrzebie. Aha, i przypominam, że
              boimy się zazwyczaj tego, czego nie znamy. Zauważ, że osoby, które
              dużo jeździły nie widzą zagrożenia.

              > Raczej jadąc miejskim
              > autobusem czy pociagiem maszynista cie nie zgwałci i nie
              > poćwiartuje...

              No, akurat maszynista rzeczywiście nie smile Ale nie wierzę, że nie
              słyszałaś historii o pasażerkach zgwałconych przez kierowcę autobusu
              oraz o osobach wyrzuconych (śmiertelnie) z pociągu.
              • sowa_hu_hu Re: a_lasu 05.01.10, 21:31
                Kompletnie sie nie zgodze. Może inni tak mają, ja nie. Osobiście nie
                zamykam sie na innych ludzi, wręcz przeciwnie. I pomagam, ale nie
                biorąc na stopa - i uważam, że to nie jest mój obowiązek i mam prawo
                sie bać.

                Oczywiście, że zagrożenie czycha wszędzie, ale dla mnie jest
                zdecydowanie większe w stopie niż w atobusie.
                • wieczna-gosia Re: a_lasu 05.01.10, 21:38
                  znaczy to mial byc watek z tzw. teza?
                • z_lasu Oczywiście, że masz prawo się bać. 05.01.10, 22:58
                  Tak jak inni mają prawo zamykać się dobrowolnie w gettach. A ja mam
                  prawo się tym smucić smile

                  Ja cały czas piszę tutaj o pewnej tendencji, a nie o prywatnych
                  szajbach. Jeżeli jedna Sowa_hu_hu ze strachu otoczy się dwumetrowym
                  murem naszpikowanym elektroniką i wynajmie brygadę
                  antyterrorystyczną na własne potrzeby to będzie wyłącznie śmieszne.
                  Jeśli zrobi tak 50% forumek to już będzie smutne. Jeśli jedna
                  Sowa_hu_hu nie zabiera autostopowiczów, to kij jej w rozrząd. Jeśli
                  robi tak 70% społeczeństwa, to uważam, że już jest problem. Jeśli
                  takich przysług, których 70% społeczeństwa nie wyświadcza ze strachu
                  przed bliźnim, jest więcej, to mamy poważny problem społeczny.
              • echtom Re: a_lasu 05.01.10, 21:38
                > Ale nie wierzę, że nie
                > słyszałaś historii o pasażerkach zgwałconych przez kierowcę autobusu
                > oraz o osobach wyrzuconych (śmiertelnie) z pociągu.

                Najbardziej traumatycznym przeżyciem w podróży było dla mnie ćwierć wieku temu spotkanie z ekshibicjonistą w pociągu na trasie Warszawa-Mińsk Mazowiecki tongue_out
    • elza78 Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:10
      ja rozumiem ze sa ludzie ktorzy zjezdzili tak cala europe, ale znam przypadek
      kiedy babka "wysiadala" przy 60 km/h z pedzacego samochodu bo kolega kierowcy
      sie do niej dobieral tongue_out
      z drugiej strony tez znam przypadek malzenstwa ktore wzielo autostopowiczow
      ktorzy nastepnie zabili meza babki na jej oczach a ja zostawili z trupem w lesie
      bo chcieli ukrasc samochod...
      dlatego:
      1) nie jezdze stopem
      2) nie biore autostopowiczow
      • echtom Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:18
        Nie wiem, czy to intuicja, czy szczęście głupiego, ale często w życiu się pakowałam w ryzykowne sytuacje i nic mi się nie stało. Może dlatego mam takie luzackie podejście do stopu. Aczkolwiek będąc kierowcą, dwóch rosłych chłopa pewnie bym nie zabrała wink
        • wieczna-gosia Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:26
          a moj kolega zginal jadac pksem. A ja nie znam nikogo kto zginal na
          stopie, nie znam tez nikogo zgwalconego na stopie, a mnie sama prawie
          zgwalcili w srodku dnia w parku publicznym. Dlatego bardziej boje sie
          pksu i parku niz stopa z tirowcem w srodku.
    • wieczna-gosia Re: autostopowicz... 05.01.10, 21:27
      a kolezanke w windzie chcieli zgwalcic.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka