raczek47
03.02.10, 20:57
No właśnie-wg mojego małżonka to pieniactwo i udowadnianie sobie, że
jest się lepszym od innych:
1.Opier…m na parkingu pod blokiem dwóch łepków, którzy nie dość, że
zaparkowali na miejscu dla inwalidy, to jeszcze po tym, jak wysiedli
obrócili znak, żeby nie było widać tabliczki(widziałam osobiście);
poinformowałam ich, że jeśli w tej chwili nie przeparkują i nie
odwrócą znaku z powrotem dzwonię po straż miejską-oczywiście
pyskówka na pół osiedla. Reakcja męża: Po co się wtrącasz?! Podpalą
nam mieszkanie/pobiją/zaatakują dzieci itp.
2.W sylwestra dzwoniłam po straż miejską, żeby zrobili porządek z
grupą smarkaczy, którzy w ramach wczesnej sylwestrowej zabawy
chodzili po osiedlu, wyciągali śmieci ze śmietników i rozrzucali je
po pobliskim lasku, wynieśli do niego także kontener na odpady
plastikowe-do dziś nie wrócił na miejsce, bo nie ma kto go zatargać
z powrotem, więc segregacja śmieci na razie ciągle odpada. Reakcja
męża: Po co dzwonisz?! Podajesz dane osobowe/moje nazwisko/będziemy
mieli kłopoty!
3.Zwróciłam uwagę sąsiadowi, który nogą zagrzebywał w śniegu świeżo
zrobioną przez swojego pieska kupę, że parę metrów dalej na
śmietniku ma pojemniczek z woreczkami na psie odchody, więc nie
powinien zagrzebywać kupy w śniegu, tylko ładnie zgarnąć i wyrzucić,
zwłaszcza jeśli ma warunki-( nie widziałam na innych osiedlach
pojemników z woreczkami, u nas zrobili, tylko, że nikt z nich nie
korzysta), reakcja sąsiada: no przecież pod śniegiem nie widać a
zanim stopnieje to się rozłoży. Reakcja męża: Zadzierasz nosa!
Wydaje ci się ,że jesteś w pracy i możesz wszystkich wokół pouczać!
itp.(jestem nauczycielką).
4.W ciągu minionego roku kilka razy dzwoniłam na policję,
informując o żle zaparkowanych autach- tzn. blokujących dojazd do
klatek w razie gdyby musiały interweniować służby ratunkowe lub
parkujących bez uprawnień na miejscach dla inwalidów(a u nas jest
sporo niepełnosprawnych na osiedlu, jeżdżą autami i naprawdę te
miejsca wykorzystują).
Oczywiście za każdym razem pyskówka z mężem o podawanie danych
(zawsze pytają, a ja nie widzę powodu dla którego miałabym zmyślać),
wtrącanie się w nie swoje sprawy. Generalnie mąż stwierdził, że
jestem nawiedzona, zachowuję się jak Miauczyński z Dnia Świra i
utrudniam ludziom życie oraz , że nie życzy sobie ,żebym podawała
nazwisko i adres jak dzwonię na policję(mam zmyślać) A ja uważam,
że nie można godzić się na bezprawie, łamanie ogólnie obowiązujących
przepisów, naginanie ich do swoich potrzeb i bezmyślność;
doprowadza mnie to do dzikiej furii i nie umiem nie reagować.
Słucham głosów, tak z ciekawości: kto podziela moje racje, kto
mojego małzonka? Bo moze faktycznie jestem zarozumiała i świrnięta?