Dodaj do ulubionych

dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców

    • karro80 A słowo komromis? 15.03.10, 14:59
      Potrzeby dziecka da się zgrać z naszymi-dziecko da się przystosowac
      do naszego trybu życia przy zachwaniu go w dobrym samopoczuciu-to
      jest normalne podejście.
      To co piszesz wydaje się być mocno tendencyjne i przejaskrawione.

      Poza tym chyba nie wiesz jak silne i łatwo adaptujące sie do swojego
      środowiska sa dziecismile

      Twój pomysł na to co dobre dla Twojego dziecka niekoniecznie musi
      sie sprawdzić -życie zweryfikuje, hehe.
      Jedna rada- naucz się obserwować i dokładnie wiedzieć co
      dziecko lubi, a co go doprwadza do permantnego wkórzenia.

      Moja np podóżne(nie egipt, ale ok 200km)znosiła ślicznie, wyprawy do
      glaerii do tej pory lubi(jako maluch też -wbrew pozorom muzyka i
      duża ilośc ludzi wcale jej nie przestymulowała nigdywink) i nie męczy
      się, natomiast do tej pory reaguje źle na zjazdy rodzinne -jest za
      duzo uwagi na niej, często zbyt głośno itp -na znajomych naszych juz
      tak nie, ale wiadomo, że znajomi nie reagują tak na dziecię wylewnie
      jak ciocie babcie etcwink-w każdym razie po czymś takim dziec kilka
      dni jest nieswój, budzi sie w nocy itp.
      • karro80 Kompromis 15.03.10, 15:02
        miało być ale mi się 2 latka nie dostosowuje do mojej potrzeby
        poklikania sobie i powymadrzania się- zabiorę ją do Egiptu "domu
        niewoli"tongue_out

        Więcej luzu...macierzyństwo nie jest jakimś cholernie poważnym i
        patetycznym etapem w życiu -to taka gra z dzieckiem...
    • tosterowa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 15:33
      W rodzinie tak to już jest, że każdy członek musi dostosować się do potrzeb
      innego członka, rodzice do dzieci, dzieci do rodziców, żona do męża i odwrotnie.
      Dostosowanie jednego członka wyłącznie do drugiego (np. matki do dziecka) nie
      jest zdrowe, ani dla matki, ani dla dziecka. Ważny jest kontekst i kompromis,
      moim zdaniem.
    • hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 15:36
      Mam konserwatywne poglądy na opiekę nad niemowlęciem i wywodzę je z
      doświadczeń historyczno-rodzinnych, oraz ze znajomości psychologii
      rozwojowej.
      Najpierw rys historyczny:
      Od niepamiętnych czasów warstwy uprzywilejowane wychowywały swoje
      dzieci w spokoju, rytuałach, poczuciu bezpieczeństwa i stabilności.
      We dworach czy zamożnych domach mieszczańskich były dziecięce
      pokoje, była stała, często spędzająca w tym domu całe życie niania,
      która odpowiadała za dbanie o codzienność dziecka, były pory
      posiłków, zabaw, nauki, itd. W mniej zamożnych, ale dostatnich
      domach to mama organizowała dziecku ten bezpieczny i spokojny start.
      Kto ciągał niemowlęta w chustach po polach, pastwiskach,
      targowiskach, hałaśliwych fabrykach i warsztatach?... Tylko
      najbiedniejsze kobiety, które musiały ciężko pracować fizycznie i
      nie miały z kim zostawić dziecka.
      Pytanie: Czy gdyby ciąganie za sobą wszędzie niemowląt miało
      zbawienny wpływ na ich rozwój, to czemu wszyscy rodzice nie zaczęli
      zstosować tej praktyki? Przecież i bogaty chciał mieć śmiałe i
      zaradne dziecko, które rzekomo miałoby się brać z wczesnego ciągania
      po świecie?... A jednak jakoś zamożne rodziny przez wiele wieków nie
      kwapiły się do włączania swych niemowląt w kuligi czy zabierania na
      polowania... Czy były to rodziny tak głupie, że nie zauważały, jak
      krzywdzą dzieci zapewniając im ten spokojny pokój, nianię i
      codzienne rytuały?...
      Przeciwnie, tak się składało, że na ogół dzieci ludzi zamożnych nie
      pauperyzowały się gwałtownie. A zatem z reguły miały dość bystrości,
      by nadal być zamożnymi, kierować ludźmi, skutecznie przeprowadzać
      swoje zamysły i wieść satysfakcjonujace życie.
      Natomiast bardzo rzadko dzieci biedaków, wychowywane w chaosie i
      niepokoju, czyniły spektakularne kariery. Jeśli już uczyniły, to
      stawały się legendą, ale normą było to, że powielały niewysoki
      status rodziców. Czego im brakowało do odniesienia sukcesu? Czy
      tylko "pierwszego denara (talara, rubla itd)"? Otóż nie. Brakowało
      im też nader często wiary w siebie, poczucia mocy i kompetencji oraz
      umiejętności długofalowego planowania, koncentracji, cierpliwości.
      Jak doszło do takich różnic?
      Oczywiście pierwszym wytłumaczeniem jest modelowanie, czyli fakt, że
      dzieci wzorują się na swoich rodzicach. Ale to nie wszystko. Drugie
      wytłumaczenie życiowych niepowodzeń u dorosłych ludzi to tzw. wysoki
      próg pobudzenia. A ten ustala się właśnie w niemowlęctwie.
      Dziecko, na które od najwcześniejszych chwil działa mnóstwo bodźców:
      hałas, kolory, zmieniający się ludzie, coraz to nowe zapachy,
      miejsca, zimno i gorąco, niepewność co do pór posiłku, snu; dziecko,
      którego płacz ginie w otaczającym je hałasie; dziecko, które nie ma
      żadnego wpływu na to, co się dzieje, bo nikt nie spełni jego woli,
      gdyż każdy załatwia swoje sprawy traktując malucha jak wrzeszczący w
      złych momentach dodatek do siebie, musi jakoś nauczyć się z tym żyć,
      jakoś ustawić sobie psychikę i emocje na takie okoliczności. Bo się
      boi, bo cierpi, bo odczuwa dyskomfort i jest mu źle. Co zatem robi?
      Ustawia sobie ten wysoki próg pobudzenia, czyli niejako znieczula
      się na otoczenie. Zachwyceni rodzice cieszą się, że maluch taki śpi
      jak trusia w hałaśliwym centrum handlowym, że można puszczać "umta-
      umta" a on tylko ziewnie i odwróci się na drugi bok, że takie z nim
      delicje, lgnie dokażdej "cioci" i wcale się nie boi, taki niby
      wcześnie zsocjalizowany...
      Tylko potem dziwią się, że dziecko całymi dniami przeskakuje z
      kanału na kanał TV, gra w hałaśliwe, brutalne gry, a nie ma głowy do
      matematyki i w ogóle nie potrafi się koncentrować, siedzieć w ciszy,
      czytać dłuższych tekstów... Po prostu aby rozbudzić uwagę takiego
      dziecka, potrzeba krwi, trzasku łamanych kości i feerii barw, a nie
      równania z dwiema niewiadomumi. Byle co go nie rusza, sprawy o
      przeciętnym ładunku emocjonalnym go nudzą, bo on wtedy nic nie
      czuje. Nie umie zatem nawiązywać trwałych i głębszych relacji
      (szybkie znudzenie i celowe "robienie dymu, żeby coś się działo", a
      zresztą ludzie są zmienni i nieprzewidywalni, nie można więc ufać),
      lubi sobie wypić albo przypalić, bo wtedy jego świat staje się
      bardziej kolorowy - i to natychmiast, a nie na drodze mozolnego
      szukania barw w świecie takim, jaki jest bez wspomagaczy...

      Słowem, wysoki próg pobudzenia mają najczęściej dzieci z rodzin
      patologicznych, gdzie zgiełk, nadmiar bodźcow i brak poczucia
      bezpieczeństwa to norma. Nie mając powodów do życia w chaosie i
      hałasie nie będę z dobrej i nieprzymuszonej woli fundowała dziecku
      najwcześniejszych doświadczeń zbliżonych jakościowo do doświadczeń
      dzieci z rodzin patologicznych. Nie wydaje mi się, by ten styl
      konstruowania świata niemowlęcia przynosił coś dobrego. Pozostanę
      zatem przy wielowiekowej tradycji ludzi w miarę zamożnych i dam
      dziecku bezpieczny, dziecięcy pokój, w którym czasem będzie mu wolno
      być królem i przekonywać się, że ma moc i wpływ na parę spraw, a
      działania przynoszą efekty (przyjście mamy na wołanie, szanowanie
      jego spokojnego snu itd). Porcje wrażeń i nowości będą zaś
      dostosowane do możliwości poznawczych dziecka, tak, by je
      zaciekawiały i inspirowały, a nie przerażały i zdominowały. Wolę
      wychować istotę sprawczą i pewną siebie, przekonaną o własnej
      wartości, niż małego "pionka w grze", którego przez całe życie cudzy
      nieubłagany palec bedzie pchał tam czy siam...
      • pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:02
        Bez urazy... ale to co napisałaś można zawrzeć również w 10
        zdaniach. Czytałam co drugie zdanie albo i co czwarte wink i do jednej
        rzeczy się odniosę:

        "dziecko, którego płacz ginie w otaczającym je hałasie;... traktując
        malucha jak wrzeszczący w złych momentach dodatek do siebie"


        Dopuszczasz taką opcję, że pomimo nie zapewniania dziecku non stop
        spokoju i rutyny nie płacze i nie wrzeszczy? Skąd wiesz czy twoje
        dziecko nie wolałoby popatrzeć na kolorowe półki sklepowe jeśli
        nigdy go do tego sklepu nie zabierzesz?

        Czasy w jakich żyjemy zmieniły się diametralnie w przeciągu dekady
        czy dwóch więc twój rys historyczny jest troche anachroniczny. A
        może twój sposób postępowania "wychowa" małego nieudacznika, który
        nie da sobie rady w obecnym świecie czy pracy, w której trzeba robić
        kilka rzeczy na raz?
        • kiniox Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:20
          Przede wszystkim ten "rys historyczny" nie jest prawdziwy. Albo
          inaczej - jest prawdziwy dla bardzo, bardzo krótkiego okresu. A już
          wyciąganie wniosków, jakoby sukces (czy też jego brak), u potomstwa
          rodzin biednych i bogatych wynikał li i jedynie (bądź też przede
          wszystkim) z wychowania w spokoju, tudzież w chaosie, jest wręcz
          rozczulające. Polecam lakturę książki "Niemieckie psy" i "polskie
          świnie" oraz inne eseje z historii kultury
          autorstwa historyka
          Dariusza Łukasiewicza, która w bardzo interesujący sposób obala
          mity, m.in. te dotyczące roli rodziny i roli dzieci w rodzinie na
          przestrzeni wieków.
          Czasem im ktoś bardziej niepewny siebie w jakiejś dziedzinie, tym
          więcej teorii sobie dorabia na utwierdzenie samego siebie w
          przekonaniu, że jego droga jest jedyną słuszną.
          • tosterowa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:31
            Zwłaszcza, że układ nerwowy kształtuje się do 3 roku życia, to co, do 3 lat nie
            narażać dziecko na hałas, światła, zapachy?
          • hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:22
            Bardzo chętnie przeczytam tę książkę i dziękuję ci za polecenie
            czegoś ciekawego.
            Nie czuję się niepewnie w psychologi, jeśli "do mnie pijesz",
            naprawdę wierzę w wysoki próg pobudzenia, który może zostać
            ukształtowany przez zbyt chaotyczne, hałaśliwe i niebezpieczne
            dzieciństwo, wierzę także w "bezpieczny model przywiązania" i inne
            psychologiczne wymysły. Może się mylę i tych rzeczy wcale nie ma,
            ale w wychowaniu fajne jest to, że wolno nam mieć swoje gusta i
            intuicje. Moja mówi mi, żebym nie wsadzała mojego niemowlęcia w
            zatłoczony Pekaes celem dojazdu do Pcimia Dolnego, gdzie zwiedzimy
            kopalnię siarki i zażyjemy kąpieli w borowinie wraz z gronem
            kuracjuszy chorych na egzemę.
        • monnap Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:30
          POza tym wiekszosc polskiej szlachty to tzw. szlacha zagrodowa
          wywodzaca sie po prostu z chlopstwa i posiadajaca kilka swin na
          krzyz. Nie mowiac juz o tym ze czasy dawno sie zmienily...
          • red-truskawa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 17:11
            Wiesz co, czytam Twój którys Faitale watek i tak się zastanawiam czy faktycznie
            masz taki sposób postrzegania świata/życia jak piszesz czy to tylko na pokaz,
            dla prowokacji. Bo jezeli nie prowokacja to strasznie wąskie spojrzenie,
            stronicze osadzanie innego modelu postepowania/myslenia niz Twój. Równie
            stroniczczy był wątek o lekarzach którzy nie dbaja/ zapobiegaja/ zajmują się
            prewencja a tylko sa tropicielami patologii.

            >zamierzam dostosować tryb życia do potrzeb malucha, a
            nie odwrotnie<
            jezeli taka Twoja chęc- to tak rób ale "nie oburzaj się" jak ktos nie chce
            wychować egocentryka nastawionego tylko na spełnianie jego potrzeb, bo inni
            przeciez nie maja potrzeb skoro mamusia ich nie miała.
            Jezeli chcesz siedziec w 4 scianach, "zamrozic" wszelkie kontakty w imię
            poświecania dla swojego dziecka to tak rób; jezeli całkowicie chcesz rezygnowac
            z siebie, z własnych potrzeb, dązeń, zachcianek, ambicji- droga wolna ale nie
            bądz świętoszkowato oburzona ze inna mama mimo posiadania dziecka potrafi isc do
            kina, na siłownię, na ploty z koleżankami,itp. spedzać czas tak jak lubi wcale
            nie rezygnując z bycia mama, nie rezygnując z czasu poswiecanego dziecku. A moze
            Twoje oburzenie wynika z faktu ze Ty nie potrafisz połaczyc jednego z drugim?
            Mówisz "moda na aktywne rodzicielstwo"...dobra moda bo stanie się rodzicem nie
            jest jednoznaczne ze staniem się "piernikiem" siedzacym w domu. Aktywne
            rodzicielstwo to nie tylko tachanie dziecka po galeriach handlowych, to czas
            jaki poswiecasz dziecku, to pokazanie dziecku ze istnieje cos innego niz własny
            dom i rodzice, ze czas mozna spędzac współnie nie tylko we własnych 4 scianach
            siedzac przed TV a wszyscy do okoła podporządkowuja swoje życie do dziecka.
            Nie wyobrazam sobie biegac z dzieckiem po dyskotekach ale równie nie wyobrazam
            sobie siedziec w domu wyłącznie garach, pieluchach, przed TV majac za
            wytłumaczenie posidanie dziecka.
            • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:24
              red-truskawa, taki mam sposób postrzegania świata, to nie prowokacja.

              Dyskutuję na tematy, które mnie interesują, wymieniam opinie o innych
              modelach postępowania. Wbrew zarzutom, nie zlinczowałam ani nie
              osądziłam tutaj żadnej z doświadczonych mam. Za to sama zostałam dość
              interesująco potraktowana (hormony, histeryczna, rzygać się niektórym
              chce, chrzanię etc. smile ). Przypisano mi też intencje, których nie
              mam i nigdy nie miałam (moralizuję, osądzam, krytykuję) i poglądy
              które są mi zupełnie obce (np. że ponad wszystko pragnę zamknąć się w
              domu z dziecięciem na 4 spusty, że zamierzam złożyć całe życie na
              ołtarzu macierzyństwa).

              Celem forum jest również wymiana poglądów, dyskusja o sposobach
              myślenia, zjawiskach, tendencjach, a nie zachowanie politycznej
              poprawności za wszelką cenę. Wątek Lekarz-tropiciel patologii?
              też był o zjawisku, jego przyczynach, nie dotyczył stronniczego
              ubliżania tej grupie zawodowej.

              to strasznie wąskie spojrzenie, stronicze osadzanie innego modelu
              postepowania/myslenia niz Twój

              Nikogo nie skrytykowałam, a tyle osób nagle czuje się dotknietych do
              żywego... Może jednak coś w tym jest...

              A w tych słowach tkwi kwintesencja tego wątku:
              "rodzicielstwo to nie tylko tachanie dziecka po galeriach handlowych,
              to czas jaki poswiecasz dziecku, to pokazanie dziecku ze [...]
              czas mozna spędzac wspólnie"
              Nie na doczepkę do szalejących mamy i taty, ale WSPÓLNIE.

              Pozdrawiam!


          • hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:26

            Ciekawie piszesz! Nie wiedziałam, ze z najbiedniejszych chłopów
            zrobiła się zagrodowa szlachta... No popatrz, popatrz..!
            Czy naprawdę uważasz, że ci biedni chłopi z dwiema świniami na krzyż
            w pewnym momencie doszli do wniosku, że bieda uszlachetnia, i
            dlatego nazwali się szlachtą?
            • monnap Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 16:31
              POducz sie historii to sie dowiesz, ze szlachectwo bylo nadawane w
              miare potrzeb np. jak byla rekrutacja na wojne, wzbogaceni na niej
              chlopi czesto zostawali odznaczani tytulami szlacheckimi, a tak
              naprawde to ty chyba nie piszesz powaznie odnoszac wychowanie
              dziecka do polskiej historii, bo wiadomo jaka ona byla. Tak samo
              polska szlachta - klotliwosc i zadufanie to jedna z najlepiej
              opisujacych ja cech, wiec nie wiem gdzie ty szukasz modelu do
              wychowywania dzieci,zedz na ziemie, dwudziesty pierwszy wiek sie
              klania.
        • hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 18:55
          > Bez urazy... ale to co napisałaś można zawrzeć również w 10
          > zdaniach.
          Nie żywię urazy. Jedn lubi ryby, drugi lubi grzyby. Ja lubię długo
          pisać, ty możesz z tego czytać co piąte zdanie - i jest ok! smile

          > Dopuszczasz taką opcję, że pomimo nie zapewniania dziecku non stop
          > spokoju i rutyny nie płacze i nie wrzeszczy? Skąd wiesz czy twoje
          > dziecko nie wolałoby popatrzeć na kolorowe półki sklepowe jeśli
          > nigdy go do tego sklepu nie zabierzesz?
          Czy mogłabyś wskazać, cytując, gdzie deklaruję chęć zapewniania
          dziecku rutyny "non-stop" i że nigdy nie zabiorę dziecka do sklepu?

          A
          > może twój sposób postępowania "wychowa" małego nieudacznika, który
          > nie da sobie rady w obecnym świecie czy pracy, w której trzeba
          robić
          > kilka rzeczy na raz?
          Jak to mówią: Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. Wszystko może się
          zdarzyć. Każdy postępuje, swoim zdaniem, najsłuszniej, zwłaszcza,
          gdy chodzi o dzieci. Ja tylko widzę, że tzw. "ludzie sukcesu",
          (szefowie, samodzielni specjaliści, ludzie biznesu) nie ciągają
          namiętnie swoich niemowląt po
          centrach handlowych czy innych hałaśliwych i ludnych przybytkach.
          Robią to raczej ludzie na
          stanowiskach wykonawczych, którzy rzeczywiście
          spełniają się w pracy polegającej na błyskawicznym wykonywaniu
          poleceń szefa i robieniu, jak piszesz, "dziesięciu rzeczy naraz".
          Ich umiejętność uprzedzania życzeń pryncypała i brak szczególnej
          refleksyjności (spowalnia i podburza do buntu!) to dobre cechy,
          przydatne w ich sytuacji. I jeśli życzą dzieciom tego samego, to
          dobrze, że od małego wdrażają je w posłuch, siedzenie cicho,
          tłumienie własnych potrzeb i nie stawianie życiu zbytnich wymagań.

          Ja jednak wolałabym, żeby moje dziecko nie było "chłopcem do
          wszystkiego" (czyli tak naprawdę do niczego), tylko żeby znalazło
          swoją pasję i stało się w niej specem, albo żeby samo dowodziło
          czymś swoim. Możliwe, że to się spełni, bo cała nasza rodzina z obu
          stron to samodzielni pracownicy albo właściciele małych firm. Może
          to taka specyfika rodzinna, że wychowujemy raczej tradycyjnie i
          jesteśmy raczej koncepcyjni i szefujący niż wykonawczy i posłuszni.
          • pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 22:08
            Upraszczasz rzeczywistość, tworzysz teorie na podstawie własnych
            obserwacji i nie zachowujesz logicznego ciągu w stawianych tezach (i
            na dodatek tego nie zauważasz hehe). Prowadzenie dalszej dyskusji
            uważam za nie mającą sensu i stratę mojego czasu.
          • wilma.flintstone Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 22:29
            hugu napisała:

            Ja tylko widzę, że tzw. "ludzie sukcesu",
            > (szefowie, samodzielni specjaliści, ludzie biznesu) nie ciągają
            > namiętnie swoich niemowląt po
            > centrach handlowych czy innych hałaśliwych i ludnych przybytkach.


            Fakt. Moj maz jest czlowiekiem biznesu i nie ciaga naszego dziecka
            po centrach handlowych. A wiesz dlaczego? Bo nie ma na to czasu.

            Twoje quasi-socjologiczne obserwacje sa nie calkiem trafione, bo
            przekazanie kapitalu intelektualnego dziecku nie ma bezposredniego
            zwiazku z trybem zycia rodzicow. Owszem, mozna zaryzykowac hipoteze,
            ze ludzie uznajacy centrum handlowe czy grillowanie i browar co
            sobota za najlepsza rozrywke, niekoniecznie maja co dziecku w tej
            kwestii przekazywac, ale nie jest to cala prawda. Po prostu ludzie
            wyksztalceni i zamozni nieco inaczej spedzaja wolny czas. Nie
            oznacza to jednak ze izoluja malucha w harmonii i ciszy pokoju
            dziecinnego, bo wlasnie wypoczynek aktywny (w ktory wlacza sie takze
            i dzieci) jest w tak przez ciebie opiewanych grupach spolecznych
            bardzo ceniony.
            • tosterowa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 07:40
              jezus maria, wolalabym po tysiackroc ciagac dziecko po marketach, niz byc
              "czlowiekiem sukcesu", a moje dziecko na 100% wolaloby spedzac czas z rodzicami,
              chocby w markecie, niz przegrywac z jego praca. No ale moze ja mam skrzywiony
              poglad jako dziecko takiej karierowiczki, co to nie zabierala nigdzie swojego
              dziecka, bo wolala je zostawiac po przedszkolach i swietlicach i odbierac poznym
              wieczorem;/ Jeju, ja nawet kochalam spedzac czas w JEJ pracy, jak juz MUSIALA
              mnie to niej zabraccrying
              • wilma.flintstone Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 09:17

                A to jest jeszcze inna sprawa, co gorsze: galerie handlowe czy
                wiecznie nieobecny rodzic.
                • paul_ina Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 18.03.10, 09:16
                  nie ma nic gorszego niż wiecznie nieobecny rodzic
                  głosuję na to drugie
      • syswia Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 18:34
        Wcale nie od niepamietnych czasow. To oswiecenie przynioslo Jana
        Russo i jego postulat wychowywania i ksztalcenia dzieci i mlodziezy.
        Wczesniej to wcale nie byla norma. Norma byl (nawet na dworach
        ksiazecych i krolewskich) kompletny brak zainteresowania rodzicow
        swoimi `pociechami`. Nikt nie zwracal na nie uwagi, o ile nie byly
        pretendentami do tronu lub dziedzictwa, plci meskiej rzecz jasna.
        Czesciej zwracano uwage na tych chlopcow, ktorzy byli wyjatkowo
        chorowici i nie mieli braci lub nie bylo juz szans na pojawienie sie
        rodzenstwa. O calej reszcie przypominano sobie dopiero wtedy, gdy
        mogly sie przydac tzn mozna je bylo wydac za maz pieczetujac jakis
        uklad polityczny albo laczac majatki. Matki z dworow-bogatych domow
        nie karmily piersia dzieci, ani ich nie wychowywaly (nie mowiac juz
        o pielegnacji). Udzial ojcow w zyciu dzieci byl minimalny i
        zazwyczaj ograniczal sie do splodzenia, oczekiwania na nowine, ze
        syn i decyzji, co do przyszlosci dziecka. Zamozne rodziny nie
        kwapily sie do ciagania dzieci po kuligach i polowaniach z WYGODY, a
        nie dlatego, zeby nie zaburzyc spokoju dzieciecia. Od dzieci to byly
        sluzace i mleczne mamki.

        Jak na dzisiejsze standardy, to bylo wrecz nie do pomyslenia
        przedmiotowe traktowanie. Zaloze sie, ze w 99% rodzicom odebranoby
        wtedy prawa rodzicielskie i ciagano po sadach za taka `opieke` nad
        dziecmi. Tylko, ze wtedy dzieci byly WLASNOSCIA rodzicow, a teraz
        rodzice sa WLASNOSCIA dzieci.

        To by bylo na tyle moich `doswiadczen hisoryczno-rodzinnych i
        znajomosci psychologii rozwojowej`.
        • hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:13
          Chyba powołujesz się na "Historię miłości macierzyńskiej" - i super,
          to ciekawa lektura, podzielam zdanie autorki!
          Jednak może zawęźmy spektrum rozważań do takich klas, które przez
          kilka pokoleń budowały kapitał, czyli do burżuazji. Bo ze szlachtą
          to rzeczywiście bywało różnie. Mieszczaństwo jednak raczej dbało o
          wychowanie i edukację dzieci, bo to był ważny element przyszłego
          sukcesu rodziny. I nie wydaje mi się, aby te skrzętne, mieszczańskie
          rodziny, budowały swój kapitał na niestałości, hałaśliwości,
          nieprzewidywalności i ciągłym przemieszczaniu się rodzinnym taborem
          po wszelkich możliwych opłotkach. Nie sądzę też, by w dzisiejszych
          czsach ludzie stale objuczeni swymi niemowlętami budzili chęć
          nawiązywania z nimi kontaktów biznesowych czy wspólnego realizowania
          złożonych projektów.
          Ale może nie mam pojęcia o życiu i może już na spotkania biznesowe
          nie chodzi się w garniturze, tylko w nosidle z juniorem! smile
          • syswia Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:40
            wink ja ze starej szlachty, to dlatego

            W USA wiekszosc wywodzi sie ze skrzetnej burzuazji albo z chlopstwa,
            ktore szybko przenioslo sie do miast. Rodziny czesto sie przenosza z
            jednego domu do drugiego, nie mowiac juz o tym, ze przeprowadzki z
            jednego kranca kontynentu na drugi nie budza kompletnie zadnego
            zdziwienia. Jakos kadr do wysokich stanowisk dyrektorskich im nie
            brakuje wink

            W dzisiejszych czasach duze korporacje dbaja o cenionych
            pracownikow. Rozciaga sie to takze na ich rodziny, a zwlaszcza
            dzieci. Nie ma potrzeby przychodzic na spotkania biznesowe z
            juniorem na brzuchu, bo w cywilizowanych krajach (za wyjatkiem USA)
            urlop macierzynski trwa rok, a nieraz mozna sobie przedluzyc do
            dwoch za zgoda przelozonych.

            PS. Nie czytalam "Historii milosci macierzynskiej", ale chyba sobie
            poczytam jak znajde, bo zapowiada sie interesujaco.
      • hugu Do interlokutorek 15.03.10, 19:44
        Dziewczyny, sorry, że w ogóle się odezwałam, bo, jak widzę,
        rozdrażniłam część osób zbyt szczerze i pewnie zbyt radykalnie
        wykładając pewne niepopularne poglądy. Pewnie poprawnie politycznie
        jest pisać, że dziecko to żadna zmiana w życiu, żadne specjalne
        wymagania, że pakuje się niemowlaka w nosidło - i huzia
        na "Hamleta", hajda na lunch biznesowy i hopla na Rysy! W razie
        ulewy mamy przecież folie, ulewanie się naszemu niemowlęciu zaostrzy
        apatyt kontrachenta nie tylko na lunch, ale i na nasz produkt, a ryk
        naszego dziecięcia pomoże widzom "Hamleta" lepiej wczuć się w dramat
        duńskiego księcia...wink Nasz potomek zaś, zewsząd ścigany czułymi
        spojrzeniami, będzie w tych sytuacjach kwitł i nabierał przekonania,
        że świat go kocha!..smile

        Niech każdy pozostanie przy swoim: Ja przy burżuazyjno-dworkowych
        sentymentach, a wy, jeśli chcecie, sposóbcie dzieci do: dużo, mocno,
        szybko i wszystko naraz - a może wszystkim nam się uda coś fajnego,
        choć nie jednakowego? Światu są potrzebni różni ludzie, tak jest
        ciekawiej! smile Pozdrawiam i życzę, żeby wszystkie nasze dzieci były
        po prostu szczęśliwe, w taki czy inny sposób!
        • kiniox Re: Do interlokutorek 15.03.10, 20:45
          Moim zdaniem przesadzasz mocno używając sformuowania "rozdrażniłam". W ten
          sposób przypisujesz swojej wypowiedzi więcej mocy, niż ma ona w rzeczywistości.
          Dla mnie jesteś tylko (i aż!) głosem w dyskusji. Głosem na tyle interesującym,
          że zachęciłaś mnie do odpowiedzi. A że lubię dyskutować, to oto i efekt. Myślę,
          że Twoja wypowiedź ma badzo wiele sensu, jednak zdajesz się zapominać, że świat
          nie jest czarno-biały. Czasem mam wrażenie, że wielopostowe dyskusje toczą się
          pomiędzy osobami, które mówią dokładnie o tym samym, tylko innymi słowami, czego
          zdają się nie zauważać.
          Moim zdaniem dziecko potrzebuje stabilizacji, spokoju i pewnej rutyny.
          Jednocześnie potrzebuje też bodźców, na miarę swoich możliwości. Moje życie po
          dziecku jest inne niż przed, bo musiałam dostosować tempo życia, do tempa mojego
          dziecka. Jestem energiczna i wiecznie zajęta, więc oczywiście - musiałam
          zwolnić. Jednakże "zwolnić" nie oznacza dla mnie całkowitej rezygnacji z
          zainteresowań pozamacierzyńskich, a jedynie z tych zainteresowań, których z
          posiadaniem dziecka nie da się pogodzić. Poza tym, obserwuję mojego syna uważnie
          i widzę, co mu sprawia radość, a co go męczy. Próbuję więc włączać go w moją
          pozamacierzyńską rzeczywistość na miarę JEGO, a nie moich możliwości. Owszem,
          potrafiłabym z niego "wycisnąć" dużo więcej, ale sęk w tym, że nie chcę. Nie
          chcę, bo widzę, że to mu nie odpowiada. Z drugiej zaś strony obserwuję też
          dzieci znajomych i widzę, że różnią się znacznie od mojego syna i mają
          zasadniczo różne potrzeby, czego innego się boją, czego innego są ciekawe etc.
          Wyciągam z tego wniosek, że każde dziecko jest inne i (poza pewnym
          uniwersalnym wspólnym dla wszystkich dzieci minimum) to co dobre dla jednego,
          nie będzie dobre dla drugiego i na odwrót. Zakładam też, że inaczej będę
          traktować moje drugie i kolejne dziecko, nie dlatego, że moje potrzeby się
          zmienią, ale dlatego, że potrzeby tego dziecka będą inne, niż potrzeby mojego
          syna. Myślę, że niewiele jest tak naprawdę matek, które postępują inaczej i
          biorą pod uwagę jedynie swoje własne zachcianki, zapominając o dziecku.
          Natomiast zauważyłam, że bardzo dużo mają do powiedzenia na temat
          "odpowiedniego" traktowania dzieci osoby bezdzietne. Wyznaję zasadę "żyj i
          pozwól żyć innym", nie zakładam z góry, że ktoś jest głupi, bo nie postępuje
          tak, jak ja. Wychodzę z założenia, że każdemu, co mu w duszy gra. I tyle mam na
          ten temat do powiedzenia.
        • blue_romka amen :) n/t 16.03.10, 10:32
      • girasole01 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 21:13
        Czy w takim razie dobre dla dziecka jest pozostawienie go calkowicie
        niani, bo tak robily warstwy uprzywilejowane, a tylko biedacy
        wychowywali swoje dzieci osobiscie? I parafrazujac to co napisalas -
        czy gdyby bycie non-stop z dzieckiem (tak jak to robili biedacy)
        miało zbawienny wpływ na jego rozwój, to czemu wszyscy rodzice
        (rowniez bogaci) nie zaczęli stosować tej praktyki?
        Nie uwazasz tez, ze sekretem niskiej ruchliwosci spolecznej pionowej
        niekoniecznie jest prog pobudzenia dziecka, ani nawet modelowanie, a
        raczej jego edukacja (na ktora biedni nie mogli sobie pozwolic)?
      • kj-78 do Hugo 17.03.10, 09:49
        Rys historyczny? Skad masz takie dziwne wiadomosci historyczne? Moze
        doczytaj tez, ze dzieci biedakow nie mialy mozliwosci uczyc sie,
        chodzily niedozywione, i pracowaly odkad tylko byly w stanie w jakis
        sposob pomoc rodzicom. Jeszcze na poczatku XXw dzieci i ich potrzeby
        nie byly w ogole zauwazane! Bogaci wynajmowali najpierw mamke, potem
        nianie, matka czasem przychodzila do pokoju dzicinnego i glaskala
        swoje slicznie i czysto ubrane dzieci po glowce, przykazujac, zeby
        byly grzeczne. Dzieci nie mialy prawa odezwac sie przy obiedzie,
        czesto nie jadly nawet przy tym samym stole, co panstwo. O rodzinach
        biedakow nie ma nawet co pisac, mieli po kilkanascioro dzieci, z
        ktorych polowa umierala, a druga byla wykorzystywana jako sila
        robocza... Pozdrawiam
        • kj-78 Re: do Hugo 17.03.10, 10:17
          Jeszcze cos dodam. Oczywiscie burzuazja dbala skrzetnie o edukacje
          swoich dzieci. I rzeczywiscie dzieci spedzaly czas w tym samym
          otoczeniu... Ale zeby przytaczac tego typu przyklady wychowania
          dzieci w "dawnych czasach" jako cos pozytywnego, to... hm... Moze
          powinnas troche wiecej poczytac, zanim sie wypowiesz? Watek traktuje
          o potrzebach dziecka, zwlaszcza emocjonalnych. Chyba nie zrozumialas
          tematu, a calkiem na pewno nie zrozumialas wplywu gloryfikowanego
          przez Ciebie wychowania dzieci przez burzuazje, na te dzieci.
    • gato.domestico Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 17:25
      wiadomo ze posiadanie dziecka wiele zmienia...nie da sie
      zaprzeczyc.Ja osobiscie jesli tylko dzidzia bedzie zdrowa nie mam
      zamiaru zamykac sie w 4 scianach i ograniczyc wyjscia do sklepu czy
      parku.Poprostu psychicznie nie dalabym rady...
      To nie chodzi o to jak piszesz z eteraz jest taka moda poprostu np
      20 lat rtemu nie bylo tylu udogonien (jednorazowe pieluchy,
      przystosowane hotele, miejsca tzw uzyecznosci publiczej) i ciezej
      bylo sie wyrwac.
      • kuragan Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 18:52
        nie przeczytalam calego watku, ale sporo.

        Mam trzymiesieczna corke i naprawde nie wiem jak moglabym nie brac jej potrzeb
        pod uwage, chocbym probowala. Dalaby mi w kosc swoim protestem...wink
        Staramy sie natomiast wzajemnie do siebie dopasowac. Wiem juz, ze podroze
        samochodem jej w ogole nie przeszkadzaja. jak miala dwa miesiace bylismy z nia
        na tygodniowym urolpie 600 km od domu, w hotelu przystosowanym dla bobasow
        (plywalnia dla nich, bujaczki, maty). Corka byla wniebowzieta. To wlasnie tam
        odkrylam czego jej trzeba - ze co prawda po 4-5 po poludniu to juz ma byc cisza
        i spokoj, ale w ciagu dnia to jej sie miedzy ludzmi bardziej podoba. Ze nie
        przeszkadza jej jak gadamy z goscmi a ona kima u nas na reku - jesli wszyscy
        mowia spokojnie. Ze uwielbia pojsc tam gdzie jej duzo ludzi i cos sie dzieje,
        ale na godzine, moze potorej, nie wiecej, a w domu sie nudzi - kota po prostu
        dostaje jak tylko z mama na mate, na bujaczek, na rece... Chce poogladac swiat i
        agu agu tylko jest.

        Zatem dostosowuje sie do mojej corki i laze z nia w ciagu dnia po sklepach, a w
        weekendy spotykam sie ze znajomymi. Czasem tez udajemy sie na przejazdzke
        samochodem ku obupolnej radosci. wink

        serdecznie pozdrawiam
        • fasolexx Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:01
          zaraz sie zacznie najazd na Wojciechowska jaka toz niej wyrodna
          matka.
          • werka344 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 23:25
            Mam 4-miesięcznego synka. Przed jego urodzeniem miałam zaplanowane
            najbliższe miesiące zarówno jego jak i swojego życia. Niestety, z
            chwilą kiedy przyszedł na świat mój misternie utkany plan runął jak
            domek z kart. Przez pierwsze tygodnie synek był bardzo absorbujący,
            poza tym miał kolki, które jak sie potem okazało były wynikiem
            nietolerancji laktozy. Dbałam i dbam nadal aby miał stały rytm dnia,
            a jeśli ktoś chce nas odwiedzić, to mówię w jakich godzinach. Albo
            nie wstydzę sie odmówić kiedy albo synek albo ja niekoniecznie mamy
            dobry dzień. Poza tym moje dziecka było bardzo wyczekane, wymodlone
            i wyleżane (mam 3 aniołki). Jednak...w ciągu pierwszych tygodni
            macierzyństwo bardzo mnie zaskoczyło. Potrafię się przyznać, że
            czasami bardzo mi brakowało ciszy, wyjść do kina czy czasa na
            poczytanie książki. A kąpiel-przynajmniej dla mnie-była prawdziwym
            luksusem. I nie ma w tym krzty przesady. Buntowałam się, że muszę
            siedzieć w domu, że każdy dzień jest taki sam. Każde wyjście do
            sklepu-bez małego-było dla mnie prawdziwym odpoczynkiem. Jak miał
            dwa miesiące pojechaliśmy na zakupy do -tak znienawidzonego przez
            niektóre mamy - CH. Mały zniósł to bardzo dobrze. Było to
            praktycznie moje pierwsze wyjście z domu. Urodziłam go w listopadzie
            więc na spacery-ze względu na aurę-wyszliśmy dopiero po miesiącu.
            Był to dla mnie -podobnie jak kąpiel-prawdziwy luksus. Dzicko
            nareszcie zasnęło (bo generalnie w ciągu dnia niewiele spało), nie
            słyszałam jego płaczu. W pewnym momencie uznałam, że jesli nie
            zacznę wychodzić gdzieś z domu z Małym czy bez, to zwariuję albo
            wpadnę w depresję. Wyszłam z domu. Uważam, że nie ma w tym nic złego
            jesli dziecko zostanie z tatą (niech tata tez ma szansę na poznanie
            własnego dziecka. Poza tym rozczula mnie widok mojego M. kiedy karmi
            butla Małego). Nie widzę też nic złego w zabieraniu dziecka do
            znajomych itd. Nie bardzo wierzę w przypadki opisane przez autorkę
            wątku-wyjazd z tygodniowym dzieckiem nad morze. Dziewczyny, macie
            rację dzieci tak nie żyją.
            Droga autorko wątku życie weryfikuje nasze plany. Oczywiście,
            dziecko jest najważniejsze, ale -moim zdaniem-trzeba też zrobić coś
            dla siebie. Poza tym ja wyznaję zasadę:szczęśliwa matka, to
            szczęśliwe dziecko.Dodam jeszcze, że takie wyjście bez dziecka
            sprawia - znou podkreślam, że to tylko moje zdanie-że wracam do
            swojego synka szczęśliwsza. Naładuję akmulatory, dzięki czemu mam
            więcej energii i cierpliwości do najukochańszego mężczyzny w moim
            życiu.Po prostu, we wszystkim trzeba zachować umiar.
    • maadzik3 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 10:24
      Jak we wszystkim potrzebny jest zloty srodek. Przyznaje ze do wielu rzeczy
      dostosowalismy nasze dziecko i mysle ze byl to dobry wybor (a ze Mlody juz nie
      taki malutki i niemowlakiem dawno nie jest wiec i obserwacje wynikow mialamsmile).
      Z tym, ze my prowadzilismy i przed jego urodzeniem dosc spokojny tryb zycia,
      niemniej bylo w nim miejsce na nasze pasje i dalej jest. W efekcie czego moj
      6-letni teraz syn jest np. swietnym narciarzem i ladnych kilka sezonow za nimsmile.
      Rodzice nie moga czuc sie jak w wiezieniu - niewplywa to dobrze ani na ich
      psychike ani na zwiazek a rodzice bez depresji i w pelnej rodzinie raczej sa
      dziecku przydatni. Z drugiej strony oczywiscie ze trzeba brac potrzeby dziecka
      pod uwage, z zastrzezeniem ze dzieci nie sa zbiorcza homogeniczna kategoria -
      jak kazdy czlowiek kazde niemowle jest inne. Jedne uwielbiaja jazde samochodem
      drugie dra sie na sam widok fotelika, jedne chca byc noszone w nosidelku inne
      nie itd. itp. wiec wszelkie teorie ogolne kiepsko sie sprawdzaja w odniesieniu
      do czesci dzieci (jakie by te teorie nie byly). Oczywistym jest ze w miare
      uregulowany tryb zycia, powietrze bez dymu i brak ogluszajacego halasu sa
      potrzebne, tylko to bardzo ogolne postawienie sprawy.
      A poza tym dzieci czasem jest wiecej. Jak mowi moja znajoma (mama fantastycznych
      3 dziewczynek) pierwsze dziecko spi w okreslonych porach w swoim lozeczku,
      trzecie kiedy zasnie i tam gdzie akurat jest rodzina. Wyobraz sobie ze przez
      rok? dwa lata? mowisz 5-6 latkowi ze na wakacje nie bo dzidzia, na weekend do
      dziadkow nie bo dzidzia, do wesolego miasteczka rodzinnie nie bo tam strasznie
      glosno, a dzidzia, kinderbal w domu nie bo dzidzia, a w ogole to fantastycznie
      miec brata czy siostre. No... dobrze jak przez okno nie bedzie chcialo
      rodzenstwa wyrzucic. Wiec teorie przed urodzeniem pierwszego sobie a zycie
      sobie. A decyzje podejmuje sie zwykle dynamicznie obserwujac co dziecko lubi,
      czego nie, co znosi dobrze co kiepsko i do tego dopasowujac nasze plany. Owszem,
      plany do dziecka trzeba dopasowac (zwlaszcza malenkiego), ale plany trzeba miec
      i z marzen/ zycia nie rezygnowac, nawet jesli czesc przyjdzie odlozyc na troche
      pozniej. I np. odnosnie windsurfingu jesli bylby on pasja rodzicow zupelnie nie
      rozumiem czemu mieliby z niego rezygnowac (no, nie w pologu, ale to z uwagi na
      kobiete). Jedno jest z dzieckiem na brzegu, drugie na desce potem zmiana. Jesli
      pogoda jest znosna, dziecko z rodzicem i podroz nad zbiornik wodny nie
      wykonczyla wszystkich z dzieckiem na czele to dlaczego nie? Cos zlego jest w
      wyjezdzie nad jezioro?
    • semi-dolce Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 10:39
      Narodziny dziecka zmieniają wszystko, nie oznacza to jednak, że trzeba sie
      wówczas zamknąć z potomkiem w czterech scianach i siedziec odciętym od swiata.
      Wyjazd na weekend czy wakacje dziecku nie szkodzi, czesto wręcz przeciwnie.
      Zabranie dziecka na zakupy czy do restauracji także nie jest szkodliwe. Szanowac
      potrzeby dziecka? Oczywiście, tylko najpierw trzeba je znać. A podstawową
      potrzebą dziecka nie jest siedzenie w domu, kapiel punkt 19 i spanie zawsze w
      tym samym łóżeczku. Podstawową potrzebą dziecka, jest maksymalna bliskość matki
      - nieistote czy w domu czy nad morzem czy w górach czy na majorce. Stałym
      punktem w życiu dziecka maja być rodzice, na poczatku głównie matka, a nie
      wanna, łóżeczko i zegarek. Ale faktycznie jeszcze w ciąży można tego nie
      wiedzieć, ma się wtedy milion idealnych wizji i jest się najmądrzejszym, a
      reszta - mimo że już dzieci ma, więc zwyczajnie zna to lepiej i wie więcej - na
      pewno się nie zna.

      Mówisz, że rodzisz za miesiąc? To akurat na wakacje będziesz miała 3-4
      miesięczniaka, wybierz się z nim na kilka tygodni nad morze lub w góry, to
      jesienia i zimą powinien mniej chorować.
    • bobimax Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 11:02
      Chyba rozpętałaś wojnę patrząc na ilość odpowiedzi. Ja jestem z tych
      co się podporządkowuje rytmowi dziecka. Nie chodzę na imprezy
      wieczorne. Najpóźniej o 20 w domu, bo trzeba wykąpać i dla właśnego
      i dziecka spokoju nie wybijam z rytmu. Nie mówię, że czasem się
      zdarza że muszę zaburzyć rytm, ale to naprawdę rzadkość. Teraz w
      niedzielę musiałam jechać na zakupy komunijne ze starszaczką i 3
      miesięczniakiem, potem chieliśmy wpaść gdzieś na obiad, ale mały tak
      się rozdarł ze zmęczenia, że obiad odpuściliśmy i wróciliśmy do domu
      i malutki się wyciszył. Generalnie wszyscy u mnie wiedzą, że godz 19
      to koniec spotkania, bo my mamy wieczorne kąpanie według grafiku,
      który sporządziliśmy po paru dniach od porodu, żeby dostosować się
      do potrzeb małego.
    • ania_kr Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 16:25
      To nie jest tak, że ty masz poświęcić wszystko dla dziecka, ani też tak, że masz
      dostosować dziecko do własnych potrzeb. Oczywiście nie zawsze się tak da, ale
      najkorzystniej dla całej rodziny będzie jeśli znajdziecie 'złoty środek'. Nie
      można zamęczać dziecka ciągając go za sobą gdzie się da, ale też nie możesz
      zrezygnować ze zbyt wielu rzeczy dla dziecka, bo ono odejdzie kiedyś na swoje, a
      tobie będzie wtedy bardzo ciężko. Bardzo możliwe że przez pierwsze miesiące
      będziesz bardzo zafascynowana dzieckiem, albo bardzo zmęczona i nie będziesz
      miała ochoty otwierać się na świat, ale nie rób sobie wyrzutów gdy będziesz
      miała ochotę wyjść z domu sama czy z dzieckiem.
      Ps. W ciąży myślałam że nie pójdę z niemowlakiem do CH, ale kilka razy byliśmy i
      nic złego się nie stało.
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:34
        To nie jest tak, że ty masz poświęcić wszystko dla dziecka,
        ani też tak, że masz dostosować dziecko do własnych potrzeb
        .
        Otóż to. Sporo Forumowiczów przypisało mi pierwszy pogląd, a ja
        rozpoczęłam dyskusję o drugim. smile
    • jdylag75 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 21:37
      Dwa najważniejsze spostrzeżenia odnośnie Twojej wypowiedzi i poniższych: mam
      wrażenie, ze po urodzenia dziecka grozi Ci konflikt z mężem bo chyba jednak
      macie trochę odmienne wizje przyszłości-celem uprzedzenia: bynajmniej mnie to
      nie martwi smile. Jedna z pań napisała, że ona i dziecko są tak przywiązane do
      codziennej rutyny, że jakikolwiek wyłom (wizyta u lekarza) powoduje katastrofę,
      płacz dziecka itd.
      Z mojej perspektywy: mamy dwójki dzieci o różnych temperamentach i urodzonych w
      skrajnych porach roku, dostosowywanie się do potrzeb dziecka ma jak najbardziej
      sens jednak trzeba zauważyć, że potrzeby dzieci moga sie skrajnie różnić nawet w
      przypadku rodzeństwa, należy na to zwracac uwagę a nie na woje widzimisie, ze w
      domku rutyne będę sobie uprawiać bo tak w stanie błogosławionym zaplanowałam.
      Mój syn był wyciszony, lubił rutynę, natomiast nie przeszkadzały mu wypady w
      moim towarzystwie do ZUS czy US czy innych urzędów, goście też mu nie
      przeszkadzali - wystarczala obecnosć rodziców, córka ma naturę obieżyświata,
      towarzyska, podróżowała z nami od 2 tygodnia, była ze mna w pracy jak miała
      tydzień, ma prawie rok i w domu na dłuższą metę sie nudzi.
      Wypraszanie gości? a po co? szybka kąpiel dzieciaków, bajki, buziaki i do
      spania, a dyżurny rodzic do gości. Mój syn od dawna wie, ze każdy w rodzinie ma
      zainteresowania, pracę, kolegów i uczy sie tego szanować. Nie sądzę, żeby w
      izolacji mając matkę na wyłączność rezygnująca dla niego z życia nauczył się
      czegokolwiek poza roszczeniami.
      Pomiędzy skrajnymi postawami jest normalność.
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:49
        mam wrażenie, ze po urodzenia dziecka grozi Ci konflikt z mężem bo
        chyba jednak macie trochę odmienne wizje przyszłości

        smile Na razie wizje zgodne, ale Grono Zaprzyjaźnione ostro zabrało się
        za pracę nad ich zmianą. smile

        Pomiędzy skrajnymi postawami jest normalność
        Rozpoczęłam wątek pisząc o jej braku właśnie, u opisanej grupy. Nie o
        gloryfikacji rutyny i jej rzekomej przewadze nad aktywnością. Te
        poglądy zostały mi po drodze przypisane wszczynając akcję "dzielenie
        się doświadczeniem przez doświadczone mamy", "pobłażliwe obśmiewanie
        miłości teoretyczki do 4 ścian" etc. big_grin
        Zrobiło się dość zabawnie, ale w akcji prostowania moich nie
        istniejących poglądów zaginął niestety poruszony problem.
        A brzmiał on:

        CO JEST PRZYCZYNĄ MYŚLENIA I DZIAŁANIA W KATEGORIACH: "DZIECKO NIE
        MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ
        , WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO NASZYCH
        POTRZEB "?

        Pozdrawiam!
        Failte
        • q_fla Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 09:38
          > CO JEST PRZYCZYNĄ MYŚLENIA I DZIAŁANIA W KATEGORIACH: "DZIECKO
          NIE
          > MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ
          , WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO
          NASZYCH
          > POTRZEB "?

          Niewydolność wychowawcza i to raczej tylko w rodzinach czysto
          patologicznych, np. z problemem alkoholowym.
          Natomiast w rodzinach, które funkcjonuja prawidłowo i zgodnie z
          obowiązującymi normami problem imo jest raczej marginalny.
          Dlatego uważam, że mocno przesadzasz i koloryzujesz.

          Btw jak byłam w ciązy również miewałam wizje nieskazitelnego
          macierzyństwa.
          Później w praktyce okazało się, że robię wiele rzeczy, których na
          pewno
          miałam nie robić; i nie robię wielu rzeczy, które na
          pewno
          miałam robić.
          • thunder_storm Może lepiej było napisać, że nie popierasz patolog 18.03.10, 08:42
            a nie rozpisywać, się tak długo i nie nazywać tych rodziców rodzicami aktywnymi,
            ponieważ bardzo dużo rodziców uważa się za rodziców aktywnych ale jednak opisane
            przez ciebie zachowania są nie dopuszczalne, więc to już nie jest tylko rodzina
            aktywna, a patologiczna, bo nikt normalny nie zabiera dziecka non stop na
            imprezy nawet jeśli miały by być to spotkania w domu rodziców, takie
            balangowanie
            non stop zdarza się tylko w rodzinach z problemami! No i gdybyś
            napisała od razu, że to chodzi o rodziny patologiczne to nie było by
            nieporozumień, bo przecież nikt patologii nie popiera!
    • pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 08:43
      Falite jako przyszła matka, czyli obecnie ciężarna nie mająca ze
      sobą co zrobić (bo jest na etapie czekania i czekania i jeszcze
      bardziej przedłużającego się czekania) stworzyła wątek, który
      zapełnił trochę nadmiar wolnego czasu wink. Jeśli jej wątek nie
      prezentowałby takich właśnie skrajnych zachowań i nie prowokował to
      byście mamuśki się również zanudziły a tak mogłyście swoim hormonom
      dać ujście - taka terapia wink

      Ciekawe jak rodzic miałby bawić się na imprezie (oraz reszta ludzi)
      jeśli jednocześnie dziecko by wyło... autorka chyba sama nie wie
      jeszcze jaki to ryk skoro uważa, że jest to możliwe. A jeśli sama
      uczestniczy w takich imprezach - no cóż, widocznie już w ciąży nie
      dba za bardzo o swoje zdrowie tongue_out
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 08:51
        O tym dokładnie zjawisku miał traktować ten nader rozwinięty wątek:
        kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,55341,843003.html
        Pozdrawiam!

        F.
    • archeopteryx Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 10:08
      > Zapanował obowiązujący trend 'życia aktywnego' i 'aktywnego
      > rodzicielstwa'. Co on oznacza?
      >
      > Że współczesna mama nie siedzi już zamknięta z dzieckiem w domu,
      > zyskała prawo do 'realizacji własnych potrzeb' i
      bycia 'szczęśliwą,
      > zrealizowaną zawodowo kobietą' zamiast skoncentrowaną na dziecku
      > Matką Polką.

      Szczerze mówiąc ja chyba wpisuję się w trend matki realizującej
      swoje potrzeby zawodowe i nie widzę w tym nic zdrożnego. Robię to po
      to żeby całej mojej rodzinie żyło się lepiej, a więc również dla
      mojej córeczki. Wróciłam do pracy gdy córka miała 5 miesięcy bo z
      jednej pensji byłoby nam ciężko przetrwać od 1 do 1. Nie było mnie
      stać na to by "siedzieć zamknięta z dzieckiem w domu" dłużej niż
      pozwalał na to urlop macierzyński.
      Nie widzę też problemu by wyskoczyć do kosmetyczki, z koleżankami na
      kawę, czy na zakupy do centrum handlowego, ale wtedy córeczką
      opiekuje się tata. Nie zabieram Młodej w zatłoczone miejsca bo
      uważam, że dla dorosłego jest to męczące, a co dopiero dla małego
      dziecka. Natomiast gdy córka była malutka, taka dwu-trzymiesięczna,
      zdarzało się, że w trakcie spaceru zahaczałyśmy o centrum handlowe,
      żeby dokonać niezbędnych sprawunków. Dziecku to nie przeszkadzało,
      bo spało jak suseł. Wiosną i latem zeszłego roku zaliczyliśmy kilka
      imprez plenerowych, ale zawsze przed 19 pakowaliśmy się do domu. Gdy
      Mała miała 4 miesiące wybraliśmy się na kilkudniowe wakacje do
      gospodarstwa agroturystycznego, jakieś 120 km od domu. I było
      świetnie! Od czasu do czasu jeździmy z córką do babci, ponad 100 km
      od domu. Teraz, gdy ma prawie rok znosi te podróże znacznie gorzej
      niż kiedyś, bo po prostu nudzi się w samochodzie.
      Do wszystkiego trzeba podchodzić z głową i zdrowym rozsądkiem. Gdy w
      rodzinie pojawia się dziecko zmienia się bardzo dużo i nie ma sensu
      udawać, że wszystko jest jak dawniej, ale też nie uważam, że należy
      w 100% poświęcic się dziecku. Jeżeli nasze potrzeby nie kolidują z
      potrzebami dziecka to dlaczego mielibyśmy rezygnować z ich
      realizacji? Często odwiedzają nas znajomi, ale przychodzą albo w
      ciągu dnia, gdy Mała jest aktywna, albo jak już śpi. W tym roku
      wybieramy się z Maludą do Grecji, będzie miała półtora roku i myślę,
      że spodoba jej się zabawa nad morzem.
      Natomiast nigdy nie spotkałam takich ludzi, o jakich piszesz -
      zabierających noworodki lub maleńkie niemowlęta na imprezy, koncerty
      czy w bardzo dalekie podróże. Uważam, że to akurat jest głupie.
      • archeopteryx Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 10:18
        W zeszłym roku zrezygnowaliśmy z zagranicznych wakacji właśnie ze
        względu na córeczkę. W tym roku nie pojechaliśmy na narty, bo byśmy
        się za nią zatęsknili, a zabranie ze sobą Młodej i opiekowanie się
        nią na zmianę wypaczało sens wspólnego wyjazdu. Wyjście na imprezę,
        do kina czy do pubu to rzadkość, ale się zdarza, wtedy Małą opiekuje
        się babcia. Jest trochę tych "wyrzeczeń", ale bez przesady.
        Decydując się na dziecko bylismy świadomi, że skończy się nasza
        dotychczasowa swoboda, ale akurat nie trzeba być wielkim odkrywcą
        żeby to rozumieć.
    • mala_mee Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 10:19
      Po pierwsze i najważniejsze (no prawie) nikt mi nie będzie mówił co mam robić z
      własnym dzieckiem. No poza Tatusiem bo w końcu to w połowie Jego. Dopuszczam
      rady Rodziców - w sensie Dziadków dziecka ale nie ślepo. Także znajomi mogą se
      gadać, śmiać się a ja i tak będę robiła to na co mam ochotę.

      Po drugie uważam, że jak matka jest szczęśliwa to i dziecku będzie lepiej. Bo
      przy frustratce będzie nerwowy i buczący. A dla każdej ta szczęśliwość to co
      innego.
      Dla mnie to było wyjście do sklepu po bułki dwa dni po powrocie ze szpitala - z
      dzieckiem została moja Mama i zakupy w GH dwa tygodnie po porodzie - zostali
      drudzy dziadkowie. No i co? Ja byłam przeszczęśliwa (niech będzie żem pusta),
      Dziecku nic się nie stało więc wszyscy zadowoleni.

      Tydzień temu musiałam przewieźć małego przez pół Polski ale dzięki temu spędził
      z Ojcem więcej czasu. Nie był bardzo nieszczęśliwy z tego powodu.

      Także coś za coś. Ważne są Jego potrzeby ale moje też nie są bez znaczenia.
      Istotne żeby to pogodzić.

      I jeszcze jedno. Nie wiem jakie jest zdanie tutejszych bywalczyń ale ponieważ
      spotkałam się z różnymi opcjami to o tym wspomnę. Ojciec to też rodzic. I w
      niczym nie jest gorszy od matki (no poza karmieniem ale to można jakoś
      rozwiązać). Więc nie wyrywam Dziecka Ojcu bo uważam, że zajmie się nim tak samo
      jak ja. Skoro ja się tego mogłam nauczyć to On też. To też pomaga na moje
      samopoczucie.

      Nie zawsze jest różowo - były momenty, że chciałam drącego się Małego wystawić
      na mróz bo zupełnie nie wiedziałam co z Nim zrobić. Wykończył siebie, wykończył
      mnie ale jakoś to przeżyliśmy.

      Zobaczymy jak będzie dalej. Szanując i jego potrzeby i moje.
    • mumi7 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 12:32
      Mam kilka uwag do Twojej wypowiedzi:

      1. jakieś 100, a jeszcze 50 lat temu, jak wspomina moja strasza
      ciotka, a nawet mama i teściowa, co prawda rodzice nie wyjeżdżali na
      surfing ani do Egiptu, ale dzieci nie były specjalne hołubione -
      jesli reszta rodziny miała czas, to sie nimi zajmowała, jak nie -
      lezały sobie w łożeczku. Czyli bez szalenstw wakacyjno-wyjazdowo-
      galeryjnych, ale także bez specjalnej uważności na potrzeby dziecka.
      Dzieci się wychowywały dobrze, mimo braku pełnego poświęcenia czasu
      i uwagi wyłącznie im. Więc bez przesady z tym penym skupianiu się na
      dziecku.

      2. Ale, i teraz będzie w drugą stronę, dzieci do 3 miesiąca życia
      powinny miec tzw okres ochronny. Mało gwaru, ciszaa, ciepło, raczej
      ciemniej niż jasniej, otulanie kocykami. Generalnie, życie troche
      jak przedłużenie ciązy. To zdanie babki od rozmowju
      psychomotorycznego dzieci. To z kolei oznacza, że nie musimy potrzeb
      dziecka ciągle stawiać na pierwszym miejscu, ale pierwsze trzy
      miesiące powinny być dla niego czasem, w którym faktycznie wiele
      poświęca się jego komfortowi i spokojowi.

      3. Żadna skrajnośc nie jest dobra. Ani pełne poświęcenie maluchowi,
      ani pełna balanga z dodatkiem w postaci małego dziecka w tle. MOim
      zdaniem oznacza to, że paromiesięczne dziecko, jeśli jest wyjatkowa
      okazja, może odbyć dłuższa podróż, spać noc czy dwie w innym miejscu
      (ale z rodzicami) i nic się nie stanie. Zamknięcie w domu i pełne
      poświęcenie nie sluży matce, a tym samym i dziecku. Relaks matki i
      ojca jest wazny, także dla dobrego rozmoju dziecka
    • kartoffeln_salat Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 11.04.10, 00:20
      Wszystko zależy od tego jakie będziesz miała dziecko. Sa dzieci,
      które sporo śpią przez co mamy są w miarę wyspane, są spokojne i
      usmiechniete dzieci, które śmieją sie do wszystkich itd...
      A są takie dzieci jak mój najukochańszy skarb, który dopiero mając
      prawie roczek jako-tako przespał noc a ja nie miałabym nawet sił iść
      czy jechać gdziekolwiek, bo najwiekszym moim marzeniem było łóżko i
      cisza. Moje dziecko płakało rozpaczliwie widząc jakichkolwiek innych
      ludzi, na spacerach, w samochodzie, darł sie gdzy do nas ktoś
      przyszedł.
      Dlatego kompletnie wszystko musiałam porzucić i o sobie zapomnieć,
      ale jest coraz lepiej i wierzę, że kiedyś wróce jeszcze do życia w
      podobnym stylu jak kiedyś. Ale nic na siłę, chociaż czasami się
      wkuzram, normalne, jestem przecież jeszcze młoda big_grin.
    • camel_3d oj pitolisz.... 11.04.10, 11:42
      i to bardzo..

      dziecko to nie jest lancuch przykuwajacy cie do domu.
      jasne ze zmienia sie duzo i nagle. ale bez przesady. az tak zl enie jest i ni
      emusisz rezygnowac z wszystkiego.

      jasne, mozesz spotykac sie z rodzicami, ktorzy czuja sie uwiazani jak pies do
      budy i lubia stekac jak to ich zycie sie zmienilo, a mozesz spotykac sie z
      rodzicami, ktorzy nie uwazaja dziecka za wiazadla domowego i spedzaja z nim
      aktywnie czas.

      to nie ma nic wspolnego z polityczna poprawnoscia. to wlasnie matka siedzaca
      latami w domu jest nowoczesnym wymyslem...
    • alpepe Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 11.04.10, 12:06
      śmieszy mnie twój post, ale nie dlatego, że coś tam miałoby być głupio napisane,
      nie. Chodzi tylko o twój brak asertywności, o to, że przejmujesz się modami
      panującymi u bezmózgów. Ja słuchałam własnego rozumu i własnego serca i jakoś
      tak wyszło bardzo naturalnie, a i nikt nie próbował mi mówić, jak jest lepiej.
      No fakt, teściowa próbowała, ale i tak się nie lubimy, więc nie ma o czym mówić.
      Trzymaj się i nie daj kierować durną modą, w której dziecko to tylko gadżet.
    • duzeq chryste, co za hipokryzja...!!! 11.04.10, 14:17
      Po pierwsze, streszczaj sie troche z tymi wywodami bo ciezko do
      konca przerbnac. tak, nikt mi czytac nie kaze, ale skoro juz
      zaczynasz taki uroczy watek i na zasadzie bardzo zblizonej do
      lipcowej (co-to-ja-robic-nie-bede-jak-urodzi-mi-sie-dziecko), to
      zrob to w sposob oszczedzajacy czytelnika. Nikt w korporacji nie
      nauczyl cie pisac memo, czy co?

      Po drugie: co za hipokryzja!!!

      >Bez bólu serca odsuwam moją potrzebę szaleństwa na windsurfingu,
      zagranicznych wojaży i realizacji swoich zawodowych pasji i uznaję,
      że mój maluch jest teraz najważniejszy.

      No przeciez nie dalej niz miesiac temu jeczalas, ze mialas juz tak
      dosyc korporacji, tych wyjazdow zagranicznych, pakowania walizek,
      spa jako reanimacji, ze dosyc juz pieniedzy zarobilas. No i
      jeczalas tez, ze zrobienie dziecka zajelo ci piec lat.

      Jak komus sie to przejadlo, to oczywiscie, ze odsuwa wszystkie
      takie luksusy bez bolu bo to zadne poswiecenie dla ciebie. Ale do
      bolu zebow razi ta postawa pt. "tera fszysko dla dziecka! fszysko!
      nawet na deske nie pojade...! A one, te glupie inne rodzice, to tak
      ciagna te dzieci gdzie moga..!".

      Zenada, panie, zenada.
      • mumi7 Re: chryste, co za hipokryzja...!!! 11.04.10, 23:54
        duzeq napisała:

        > Po pierwsze, streszczaj sie troche z tymi wywodami bo ciezko do
        > konca przerbnac. tak, nikt mi czytac nie kaze, ale skoro juz
        > zaczynasz taki uroczy watek i na zasadzie bardzo zblizonej do
        > lipcowej (co-to-ja-robic-nie-bede-jak-urodzi-mi-sie-dziecko), to
        > zrob to w sposob oszczedzajacy czytelnika. Nikt w korporacji nie
        > nauczyl cie pisac memo, czy co?

        Kobieto, no nie przesadzaj - mamy jakiś amerykański wymóg pisania
        mniej niż 500 słow czy co? Niech autorka pisze, ile i jak chce, masz
        racje - nikt Ci czytać nie każe. Albo może jakiś kurs szybkiego
        czytania? No i chyba Ci te korporacje failte solą w oku siedzą, bo
        co trochę z ironią się do nich odnosisz.

        Mniej jadu, koleżanko.
        • duzeq Re: chryste, co za hipokryzja...!!! 12.04.10, 09:51
          Odnosze sie z wielka ironia do ludzi, ktorzy dali sie korporacji
          wyciskac jak cytryne przez 10 lat, a teraz falszywie pieja, ze
          piniondze to nie fszysko, i ze tera bedziemy matkom polkom.

          Cenie tylko tych, ktorzy zdecydowali sie, czasem wielkim kosztem
          finansowym, powiedziec "wala" korporacji i zyc normalnym zyciem.
    • shellerka Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 12.04.10, 10:36
      failte napisała:

      UWAŻAMY, ŻE DZIECKO NIE MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ,
      WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO NASZYCH POTRZEB.


      współczuję rodzicom, którym dziecko w czym kolwiek przeszkadza.
      właściwie, to wspołczuję ich dzieciom...
      moje dzieci nie są dla mnie przeszkodą, ale największą radością w
      moim życiu. największym darem. nigdy nie robię nic wbrew ich woli -
      no dobra - chyba ze chodzi o szczepionke, czy podanie niedobrego
      lekarstwa.
      syn ma w tej chwili prawie cztery lata i kiedy ciągnę go do CH, to
      poprostu widzę czy jest w nastroju na podoradzanie mi i
      przesiedzenie kilkunastu minut w przymierzalni, czy marudzi, ze chce
      isc. Ostatnio wybierałam buty i to on stwierdził ze czarne szpilki
      co do ktorych nie bylam zdecydowana to cytuje: "IDEALNA PARA" i
      okazalo sie ze mial racjebig_grin

      córka ma pol roku i tez widze kiedy ma dosc i chce spokoju, a kiedy
      moge jeszcze podjechac cos pozalatwiac bez potrzeby zostawiania jej
      u prababci.

      ktokolwiek jechal kiedykolwiek z dzieckiem w dluzsza podroz autem
      wie, ze poprostu jest ona dluzsza ze wzgledu na postoje na zmiane
      pieluchy czy karmienie, ale wiekszosc czasu dzieci tak male
      przesypiaja wiec w czym problem?

      z postu autorki wywnioskowalam ze ona swoje dzieci bedzie wychowywac
      w zamknieciu, oddaleniu od zgielku miasta, bez tv, najlepiej w
      calkowitej ciszy, a jak tylko dziecko zaplacze natychmiast bedzie
      panikowac i zamartwiac sie. zadnych gosci, zadnych wizyt. zadnych
      wyjazdow do przynajmniej 16 roku zycia dziecka.
      bo jeszcze dziecko pomysli ze robimy cos wbrew niemu, a przeciez ono
      jest pepkiem swiata...
      tia...
      no coz... powodzenia...
    • paul_ina Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 01.09.10, 18:54
      Ciekawam co tam słychać u autorki tego pouczającego wątku, jak już urodziła smile
      • failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 01.09.10, 21:13
        Urodziła i jest przeszczęśliwa. Nie wycofuje tez ani słowa ze swojej
        wypowiedzi. Nadal uważam, że dziecko nie jest z modeliny, żeby sobie
        je przemodelować stosownie do własnych życzeń, udając że nadal
        jesteśmy chłopakiem i dziewczyną bez zobowiązań.
        Nadal uważam, że po kilku jadowitych wypowiedziach rozwścieczonych
        czymś (czym???) foumowiczek, wątek ów zboczył w kierunku dość
        dziwnym: starcia zwolenniczek poświęcania się i zwolenniczek nie
        poświęcania się. A zupełnie nie o tym było.
        Jednak ilość postów i wyzwolonych moja wypowiedzią złośliwości,
        wściekłości, zacietzrewienia wskazuje, ze coś jednak jest na
        rzeczy...
        Pozdrawiam!

        • m_laczynska Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 02.09.10, 00:30
          Hmmm, ja powiem tak: z pierwszym dzieckiem byłam wybitną zwolenniczką
          poświęcenia. Usypianie cichutko, nie można włączyć tv, bo malucha napromieniuje
          wink, jedynie mozart for babies, na spacerki do lasu z wózeczkiem codziennie.
          Zakupy na bazarku, żeby nie wchodzić do głośnych sklepów. Miałam zajoba
          kompletnego.
          Dziecko nr 2: i tak nie będzie cicho, bo 2 latkowi buzia się nie zamyka nawet na
          minutę, pokrzykuje, śpiewa, drze się bo ma bunt. Pierwszy miesiąc spędził przy
          piersi, ale w tle wuwuzele (bo mając taką okazję - wiszącego ssaka i opiekę do 2
          latka jeszcze wtedy postanowiłam nie przegapić żadnego meczu). Łażę z nim
          wszędzie, ale przerzuciłam się z wózka na chustę. Mam wrażenie, że będąc przy
          mamie jakoś się wcale nie przestymulowuje. Z jaką pasją oglądał wczoraj salę
          zabaw i głośną zabawę starszych dzieci. A jak jest zmęczony odwraca głowę między
          poły chusty i papa. Ostatnio wzięłam go na urodziny do kolegi, spał sobie u
          niego w łóżku i było ok. I mam wrażenie, że to naprawdę nam służy. I pukam się w
          głowę jak sobie przypomnę te cyrki z nr 1.
          • jowita-90 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 02.09.10, 08:51
            jak tak sobie czytam to az plakac mi sie chce...
            jestem mloda,przed ciaza imprezy,spotkania z przyjaciolmi,zakupy itd. teraz? teraz a dokladnie od momentu zajscia w ciaze odilozowalam sie od wszystkiego! mialam ciaze zagrozona itd. wiec bylo to dla mnie normalne. porod, noworodek rzecz jasna ja w domu i mi do glowy nie przyszlo zeby imprezowac-bardzo przejelam sie rola matki. teraz mlody ma 1.5roku a ja co? nadal w domu! chce,bardzo chce sie rozerwac,czy pojechac do miasta na zakupy! odkad urodzilam malego bylam trzy razy na dyskotece(jak to jest fajnie po takim czasie spotkac sie ze znajomymi). ale u mnie w domu ciagle slysze: dzieckiem sie zajac a nie rozrywki!

            ja rozumiem ze dziecko jest na pierwszym miejscu ale zeby tak pod zamknieciem???
    • camel_3d a co w tym nowego???? 02.09.10, 08:13
      przeciez zawsze dzieci musialy sie do zycia i do rodziny dostosowac...byly brane
      w pole, do pracy, zabierane na zakupy, na targi it.
      potem przyszla moda na dzeici zabaweczki..wszytsko tylko dla dzeicka..dzeicko
      jest swietoscia i mamy sie dostosowac do niego..lekka paranoja.
      • paul_ina Re: a co w tym nowego???? 02.09.10, 09:52
        hehe, a mi się przypomniała przypowieść od znaomych:

        Pierwsze dziecko i pierwsza kąpiel - przegotowana woda, kamera video, babcia i położna do asysty, mieszkanie o
        ustalonej z góry i zmierzonej temperaturze, woda z najdroższym środkiem dla niemowląt... drugie dziecko pierwszy
        raz w mieszkaniu wykąpane w zlewie.
        A jak tak popatrzeć na ich dzieci, to drugie właśnie rozwija się intelektualnie i fizycznie z prędkością światła i prawie
        nie choruje smile a towarzyszy starszemu bratu i rodzicom praktycznie wszędzie, teraz to już samo drepta, wczesniej
        w nosidle smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka