karro80 A słowo komromis? 15.03.10, 14:59 Potrzeby dziecka da się zgrać z naszymi-dziecko da się przystosowac do naszego trybu życia przy zachwaniu go w dobrym samopoczuciu-to jest normalne podejście. To co piszesz wydaje się być mocno tendencyjne i przejaskrawione. Poza tym chyba nie wiesz jak silne i łatwo adaptujące sie do swojego środowiska sa dzieci Twój pomysł na to co dobre dla Twojego dziecka niekoniecznie musi sie sprawdzić -życie zweryfikuje, hehe. Jedna rada- naucz się obserwować i dokładnie wiedzieć co dziecko lubi, a co go doprwadza do permantnego wkórzenia. Moja np podóżne(nie egipt, ale ok 200km)znosiła ślicznie, wyprawy do glaerii do tej pory lubi(jako maluch też -wbrew pozorom muzyka i duża ilośc ludzi wcale jej nie przestymulowała nigdy) i nie męczy się, natomiast do tej pory reaguje źle na zjazdy rodzinne -jest za duzo uwagi na niej, często zbyt głośno itp -na znajomych naszych juz tak nie, ale wiadomo, że znajomi nie reagują tak na dziecię wylewnie jak ciocie babcie etc-w każdym razie po czymś takim dziec kilka dni jest nieswój, budzi sie w nocy itp. Odpowiedz Link Zgłoś
karro80 Kompromis 15.03.10, 15:02 miało być ale mi się 2 latka nie dostosowuje do mojej potrzeby poklikania sobie i powymadrzania się- zabiorę ją do Egiptu "domu niewoli" Więcej luzu...macierzyństwo nie jest jakimś cholernie poważnym i patetycznym etapem w życiu -to taka gra z dzieckiem... Odpowiedz Link Zgłoś
tosterowa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 15:33 W rodzinie tak to już jest, że każdy członek musi dostosować się do potrzeb innego członka, rodzice do dzieci, dzieci do rodziców, żona do męża i odwrotnie. Dostosowanie jednego członka wyłącznie do drugiego (np. matki do dziecka) nie jest zdrowe, ani dla matki, ani dla dziecka. Ważny jest kontekst i kompromis, moim zdaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 15:36 Mam konserwatywne poglądy na opiekę nad niemowlęciem i wywodzę je z doświadczeń historyczno-rodzinnych, oraz ze znajomości psychologii rozwojowej. Najpierw rys historyczny: Od niepamiętnych czasów warstwy uprzywilejowane wychowywały swoje dzieci w spokoju, rytuałach, poczuciu bezpieczeństwa i stabilności. We dworach czy zamożnych domach mieszczańskich były dziecięce pokoje, była stała, często spędzająca w tym domu całe życie niania, która odpowiadała za dbanie o codzienność dziecka, były pory posiłków, zabaw, nauki, itd. W mniej zamożnych, ale dostatnich domach to mama organizowała dziecku ten bezpieczny i spokojny start. Kto ciągał niemowlęta w chustach po polach, pastwiskach, targowiskach, hałaśliwych fabrykach i warsztatach?... Tylko najbiedniejsze kobiety, które musiały ciężko pracować fizycznie i nie miały z kim zostawić dziecka. Pytanie: Czy gdyby ciąganie za sobą wszędzie niemowląt miało zbawienny wpływ na ich rozwój, to czemu wszyscy rodzice nie zaczęli zstosować tej praktyki? Przecież i bogaty chciał mieć śmiałe i zaradne dziecko, które rzekomo miałoby się brać z wczesnego ciągania po świecie?... A jednak jakoś zamożne rodziny przez wiele wieków nie kwapiły się do włączania swych niemowląt w kuligi czy zabierania na polowania... Czy były to rodziny tak głupie, że nie zauważały, jak krzywdzą dzieci zapewniając im ten spokojny pokój, nianię i codzienne rytuały?... Przeciwnie, tak się składało, że na ogół dzieci ludzi zamożnych nie pauperyzowały się gwałtownie. A zatem z reguły miały dość bystrości, by nadal być zamożnymi, kierować ludźmi, skutecznie przeprowadzać swoje zamysły i wieść satysfakcjonujace życie. Natomiast bardzo rzadko dzieci biedaków, wychowywane w chaosie i niepokoju, czyniły spektakularne kariery. Jeśli już uczyniły, to stawały się legendą, ale normą było to, że powielały niewysoki status rodziców. Czego im brakowało do odniesienia sukcesu? Czy tylko "pierwszego denara (talara, rubla itd)"? Otóż nie. Brakowało im też nader często wiary w siebie, poczucia mocy i kompetencji oraz umiejętności długofalowego planowania, koncentracji, cierpliwości. Jak doszło do takich różnic? Oczywiście pierwszym wytłumaczeniem jest modelowanie, czyli fakt, że dzieci wzorują się na swoich rodzicach. Ale to nie wszystko. Drugie wytłumaczenie życiowych niepowodzeń u dorosłych ludzi to tzw. wysoki próg pobudzenia. A ten ustala się właśnie w niemowlęctwie. Dziecko, na które od najwcześniejszych chwil działa mnóstwo bodźców: hałas, kolory, zmieniający się ludzie, coraz to nowe zapachy, miejsca, zimno i gorąco, niepewność co do pór posiłku, snu; dziecko, którego płacz ginie w otaczającym je hałasie; dziecko, które nie ma żadnego wpływu na to, co się dzieje, bo nikt nie spełni jego woli, gdyż każdy załatwia swoje sprawy traktując malucha jak wrzeszczący w złych momentach dodatek do siebie, musi jakoś nauczyć się z tym żyć, jakoś ustawić sobie psychikę i emocje na takie okoliczności. Bo się boi, bo cierpi, bo odczuwa dyskomfort i jest mu źle. Co zatem robi? Ustawia sobie ten wysoki próg pobudzenia, czyli niejako znieczula się na otoczenie. Zachwyceni rodzice cieszą się, że maluch taki śpi jak trusia w hałaśliwym centrum handlowym, że można puszczać "umta- umta" a on tylko ziewnie i odwróci się na drugi bok, że takie z nim delicje, lgnie dokażdej "cioci" i wcale się nie boi, taki niby wcześnie zsocjalizowany... Tylko potem dziwią się, że dziecko całymi dniami przeskakuje z kanału na kanał TV, gra w hałaśliwe, brutalne gry, a nie ma głowy do matematyki i w ogóle nie potrafi się koncentrować, siedzieć w ciszy, czytać dłuższych tekstów... Po prostu aby rozbudzić uwagę takiego dziecka, potrzeba krwi, trzasku łamanych kości i feerii barw, a nie równania z dwiema niewiadomumi. Byle co go nie rusza, sprawy o przeciętnym ładunku emocjonalnym go nudzą, bo on wtedy nic nie czuje. Nie umie zatem nawiązywać trwałych i głębszych relacji (szybkie znudzenie i celowe "robienie dymu, żeby coś się działo", a zresztą ludzie są zmienni i nieprzewidywalni, nie można więc ufać), lubi sobie wypić albo przypalić, bo wtedy jego świat staje się bardziej kolorowy - i to natychmiast, a nie na drodze mozolnego szukania barw w świecie takim, jaki jest bez wspomagaczy... Słowem, wysoki próg pobudzenia mają najczęściej dzieci z rodzin patologicznych, gdzie zgiełk, nadmiar bodźcow i brak poczucia bezpieczeństwa to norma. Nie mając powodów do życia w chaosie i hałasie nie będę z dobrej i nieprzymuszonej woli fundowała dziecku najwcześniejszych doświadczeń zbliżonych jakościowo do doświadczeń dzieci z rodzin patologicznych. Nie wydaje mi się, by ten styl konstruowania świata niemowlęcia przynosił coś dobrego. Pozostanę zatem przy wielowiekowej tradycji ludzi w miarę zamożnych i dam dziecku bezpieczny, dziecięcy pokój, w którym czasem będzie mu wolno być królem i przekonywać się, że ma moc i wpływ na parę spraw, a działania przynoszą efekty (przyjście mamy na wołanie, szanowanie jego spokojnego snu itd). Porcje wrażeń i nowości będą zaś dostosowane do możliwości poznawczych dziecka, tak, by je zaciekawiały i inspirowały, a nie przerażały i zdominowały. Wolę wychować istotę sprawczą i pewną siebie, przekonaną o własnej wartości, niż małego "pionka w grze", którego przez całe życie cudzy nieubłagany palec bedzie pchał tam czy siam... Odpowiedz Link Zgłoś
pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:02 Bez urazy... ale to co napisałaś można zawrzeć również w 10 zdaniach. Czytałam co drugie zdanie albo i co czwarte i do jednej rzeczy się odniosę: "dziecko, którego płacz ginie w otaczającym je hałasie;... traktując malucha jak wrzeszczący w złych momentach dodatek do siebie" Dopuszczasz taką opcję, że pomimo nie zapewniania dziecku non stop spokoju i rutyny nie płacze i nie wrzeszczy? Skąd wiesz czy twoje dziecko nie wolałoby popatrzeć na kolorowe półki sklepowe jeśli nigdy go do tego sklepu nie zabierzesz? Czasy w jakich żyjemy zmieniły się diametralnie w przeciągu dekady czy dwóch więc twój rys historyczny jest troche anachroniczny. A może twój sposób postępowania "wychowa" małego nieudacznika, który nie da sobie rady w obecnym świecie czy pracy, w której trzeba robić kilka rzeczy na raz? Odpowiedz Link Zgłoś
kiniox Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:20 Przede wszystkim ten "rys historyczny" nie jest prawdziwy. Albo inaczej - jest prawdziwy dla bardzo, bardzo krótkiego okresu. A już wyciąganie wniosków, jakoby sukces (czy też jego brak), u potomstwa rodzin biednych i bogatych wynikał li i jedynie (bądź też przede wszystkim) z wychowania w spokoju, tudzież w chaosie, jest wręcz rozczulające. Polecam lakturę książki "Niemieckie psy" i "polskie świnie" oraz inne eseje z historii kultury autorstwa historyka Dariusza Łukasiewicza, która w bardzo interesujący sposób obala mity, m.in. te dotyczące roli rodziny i roli dzieci w rodzinie na przestrzeni wieków. Czasem im ktoś bardziej niepewny siebie w jakiejś dziedzinie, tym więcej teorii sobie dorabia na utwierdzenie samego siebie w przekonaniu, że jego droga jest jedyną słuszną. Odpowiedz Link Zgłoś
tosterowa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:31 Zwłaszcza, że układ nerwowy kształtuje się do 3 roku życia, to co, do 3 lat nie narażać dziecko na hałas, światła, zapachy? Odpowiedz Link Zgłoś
hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:22 Bardzo chętnie przeczytam tę książkę i dziękuję ci za polecenie czegoś ciekawego. Nie czuję się niepewnie w psychologi, jeśli "do mnie pijesz", naprawdę wierzę w wysoki próg pobudzenia, który może zostać ukształtowany przez zbyt chaotyczne, hałaśliwe i niebezpieczne dzieciństwo, wierzę także w "bezpieczny model przywiązania" i inne psychologiczne wymysły. Może się mylę i tych rzeczy wcale nie ma, ale w wychowaniu fajne jest to, że wolno nam mieć swoje gusta i intuicje. Moja mówi mi, żebym nie wsadzała mojego niemowlęcia w zatłoczony Pekaes celem dojazdu do Pcimia Dolnego, gdzie zwiedzimy kopalnię siarki i zażyjemy kąpieli w borowinie wraz z gronem kuracjuszy chorych na egzemę. Odpowiedz Link Zgłoś
monnap Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 16:30 POza tym wiekszosc polskiej szlachty to tzw. szlacha zagrodowa wywodzaca sie po prostu z chlopstwa i posiadajaca kilka swin na krzyz. Nie mowiac juz o tym ze czasy dawno sie zmienily... Odpowiedz Link Zgłoś
red-truskawa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 17:11 Wiesz co, czytam Twój którys Faitale watek i tak się zastanawiam czy faktycznie masz taki sposób postrzegania świata/życia jak piszesz czy to tylko na pokaz, dla prowokacji. Bo jezeli nie prowokacja to strasznie wąskie spojrzenie, stronicze osadzanie innego modelu postepowania/myslenia niz Twój. Równie stroniczczy był wątek o lekarzach którzy nie dbaja/ zapobiegaja/ zajmują się prewencja a tylko sa tropicielami patologii. >zamierzam dostosować tryb życia do potrzeb malucha, a nie odwrotnie< jezeli taka Twoja chęc- to tak rób ale "nie oburzaj się" jak ktos nie chce wychować egocentryka nastawionego tylko na spełnianie jego potrzeb, bo inni przeciez nie maja potrzeb skoro mamusia ich nie miała. Jezeli chcesz siedziec w 4 scianach, "zamrozic" wszelkie kontakty w imię poświecania dla swojego dziecka to tak rób; jezeli całkowicie chcesz rezygnowac z siebie, z własnych potrzeb, dązeń, zachcianek, ambicji- droga wolna ale nie bądz świętoszkowato oburzona ze inna mama mimo posiadania dziecka potrafi isc do kina, na siłownię, na ploty z koleżankami,itp. spedzać czas tak jak lubi wcale nie rezygnując z bycia mama, nie rezygnując z czasu poswiecanego dziecku. A moze Twoje oburzenie wynika z faktu ze Ty nie potrafisz połaczyc jednego z drugim? Mówisz "moda na aktywne rodzicielstwo"...dobra moda bo stanie się rodzicem nie jest jednoznaczne ze staniem się "piernikiem" siedzacym w domu. Aktywne rodzicielstwo to nie tylko tachanie dziecka po galeriach handlowych, to czas jaki poswiecasz dziecku, to pokazanie dziecku ze istnieje cos innego niz własny dom i rodzice, ze czas mozna spędzac współnie nie tylko we własnych 4 scianach siedzac przed TV a wszyscy do okoła podporządkowuja swoje życie do dziecka. Nie wyobrazam sobie biegac z dzieckiem po dyskotekach ale równie nie wyobrazam sobie siedziec w domu wyłącznie garach, pieluchach, przed TV majac za wytłumaczenie posidanie dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:24 red-truskawa, taki mam sposób postrzegania świata, to nie prowokacja. Dyskutuję na tematy, które mnie interesują, wymieniam opinie o innych modelach postępowania. Wbrew zarzutom, nie zlinczowałam ani nie osądziłam tutaj żadnej z doświadczonych mam. Za to sama zostałam dość interesująco potraktowana (hormony, histeryczna, rzygać się niektórym chce, chrzanię etc. ). Przypisano mi też intencje, których nie mam i nigdy nie miałam (moralizuję, osądzam, krytykuję) i poglądy które są mi zupełnie obce (np. że ponad wszystko pragnę zamknąć się w domu z dziecięciem na 4 spusty, że zamierzam złożyć całe życie na ołtarzu macierzyństwa). Celem forum jest również wymiana poglądów, dyskusja o sposobach myślenia, zjawiskach, tendencjach, a nie zachowanie politycznej poprawności za wszelką cenę. Wątek Lekarz-tropiciel patologii? też był o zjawisku, jego przyczynach, nie dotyczył stronniczego ubliżania tej grupie zawodowej. to strasznie wąskie spojrzenie, stronicze osadzanie innego modelu postepowania/myslenia niz Twój Nikogo nie skrytykowałam, a tyle osób nagle czuje się dotknietych do żywego... Może jednak coś w tym jest... A w tych słowach tkwi kwintesencja tego wątku: "rodzicielstwo to nie tylko tachanie dziecka po galeriach handlowych, to czas jaki poswiecasz dziecku, to pokazanie dziecku ze [...] czas mozna spędzac wspólnie" Nie na doczepkę do szalejących mamy i taty, ale WSPÓLNIE. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:26 Ciekawie piszesz! Nie wiedziałam, ze z najbiedniejszych chłopów zrobiła się zagrodowa szlachta... No popatrz, popatrz..! Czy naprawdę uważasz, że ci biedni chłopi z dwiema świniami na krzyż w pewnym momencie doszli do wniosku, że bieda uszlachetnia, i dlatego nazwali się szlachtą? Odpowiedz Link Zgłoś
monnap Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 16:31 POducz sie historii to sie dowiesz, ze szlachectwo bylo nadawane w miare potrzeb np. jak byla rekrutacja na wojne, wzbogaceni na niej chlopi czesto zostawali odznaczani tytulami szlacheckimi, a tak naprawde to ty chyba nie piszesz powaznie odnoszac wychowanie dziecka do polskiej historii, bo wiadomo jaka ona byla. Tak samo polska szlachta - klotliwosc i zadufanie to jedna z najlepiej opisujacych ja cech, wiec nie wiem gdzie ty szukasz modelu do wychowywania dzieci,zedz na ziemie, dwudziesty pierwszy wiek sie klania. Odpowiedz Link Zgłoś
hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 18:55 > Bez urazy... ale to co napisałaś można zawrzeć również w 10 > zdaniach. Nie żywię urazy. Jedn lubi ryby, drugi lubi grzyby. Ja lubię długo pisać, ty możesz z tego czytać co piąte zdanie - i jest ok! > Dopuszczasz taką opcję, że pomimo nie zapewniania dziecku non stop > spokoju i rutyny nie płacze i nie wrzeszczy? Skąd wiesz czy twoje > dziecko nie wolałoby popatrzeć na kolorowe półki sklepowe jeśli > nigdy go do tego sklepu nie zabierzesz? Czy mogłabyś wskazać, cytując, gdzie deklaruję chęć zapewniania dziecku rutyny "non-stop" i że nigdy nie zabiorę dziecka do sklepu? A > może twój sposób postępowania "wychowa" małego nieudacznika, który > nie da sobie rady w obecnym świecie czy pracy, w której trzeba robić > kilka rzeczy na raz? Jak to mówią: Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. Wszystko może się zdarzyć. Każdy postępuje, swoim zdaniem, najsłuszniej, zwłaszcza, gdy chodzi o dzieci. Ja tylko widzę, że tzw. "ludzie sukcesu", (szefowie, samodzielni specjaliści, ludzie biznesu) nie ciągają namiętnie swoich niemowląt po centrach handlowych czy innych hałaśliwych i ludnych przybytkach. Robią to raczej ludzie na stanowiskach wykonawczych, którzy rzeczywiście spełniają się w pracy polegającej na błyskawicznym wykonywaniu poleceń szefa i robieniu, jak piszesz, "dziesięciu rzeczy naraz". Ich umiejętność uprzedzania życzeń pryncypała i brak szczególnej refleksyjności (spowalnia i podburza do buntu!) to dobre cechy, przydatne w ich sytuacji. I jeśli życzą dzieciom tego samego, to dobrze, że od małego wdrażają je w posłuch, siedzenie cicho, tłumienie własnych potrzeb i nie stawianie życiu zbytnich wymagań. Ja jednak wolałabym, żeby moje dziecko nie było "chłopcem do wszystkiego" (czyli tak naprawdę do niczego), tylko żeby znalazło swoją pasję i stało się w niej specem, albo żeby samo dowodziło czymś swoim. Możliwe, że to się spełni, bo cała nasza rodzina z obu stron to samodzielni pracownicy albo właściciele małych firm. Może to taka specyfika rodzinna, że wychowujemy raczej tradycyjnie i jesteśmy raczej koncepcyjni i szefujący niż wykonawczy i posłuszni. Odpowiedz Link Zgłoś
pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 22:08 Upraszczasz rzeczywistość, tworzysz teorie na podstawie własnych obserwacji i nie zachowujesz logicznego ciągu w stawianych tezach (i na dodatek tego nie zauważasz hehe). Prowadzenie dalszej dyskusji uważam za nie mającą sensu i stratę mojego czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
wilma.flintstone Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 22:29 hugu napisała: Ja tylko widzę, że tzw. "ludzie sukcesu", > (szefowie, samodzielni specjaliści, ludzie biznesu) nie ciągają > namiętnie swoich niemowląt po > centrach handlowych czy innych hałaśliwych i ludnych przybytkach. Fakt. Moj maz jest czlowiekiem biznesu i nie ciaga naszego dziecka po centrach handlowych. A wiesz dlaczego? Bo nie ma na to czasu. Twoje quasi-socjologiczne obserwacje sa nie calkiem trafione, bo przekazanie kapitalu intelektualnego dziecku nie ma bezposredniego zwiazku z trybem zycia rodzicow. Owszem, mozna zaryzykowac hipoteze, ze ludzie uznajacy centrum handlowe czy grillowanie i browar co sobota za najlepsza rozrywke, niekoniecznie maja co dziecku w tej kwestii przekazywac, ale nie jest to cala prawda. Po prostu ludzie wyksztalceni i zamozni nieco inaczej spedzaja wolny czas. Nie oznacza to jednak ze izoluja malucha w harmonii i ciszy pokoju dziecinnego, bo wlasnie wypoczynek aktywny (w ktory wlacza sie takze i dzieci) jest w tak przez ciebie opiewanych grupach spolecznych bardzo ceniony. Odpowiedz Link Zgłoś
tosterowa Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 07:40 jezus maria, wolalabym po tysiackroc ciagac dziecko po marketach, niz byc "czlowiekiem sukcesu", a moje dziecko na 100% wolaloby spedzac czas z rodzicami, chocby w markecie, niz przegrywac z jego praca. No ale moze ja mam skrzywiony poglad jako dziecko takiej karierowiczki, co to nie zabierala nigdzie swojego dziecka, bo wolala je zostawiac po przedszkolach i swietlicach i odbierac poznym wieczorem;/ Jeju, ja nawet kochalam spedzac czas w JEJ pracy, jak juz MUSIALA mnie to niej zabrac Odpowiedz Link Zgłoś
wilma.flintstone Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 09:17 A to jest jeszcze inna sprawa, co gorsze: galerie handlowe czy wiecznie nieobecny rodzic. Odpowiedz Link Zgłoś
paul_ina Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 18.03.10, 09:16 nie ma nic gorszego niż wiecznie nieobecny rodzic głosuję na to drugie Odpowiedz Link Zgłoś
syswia Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 18:34 Wcale nie od niepamietnych czasow. To oswiecenie przynioslo Jana Russo i jego postulat wychowywania i ksztalcenia dzieci i mlodziezy. Wczesniej to wcale nie byla norma. Norma byl (nawet na dworach ksiazecych i krolewskich) kompletny brak zainteresowania rodzicow swoimi `pociechami`. Nikt nie zwracal na nie uwagi, o ile nie byly pretendentami do tronu lub dziedzictwa, plci meskiej rzecz jasna. Czesciej zwracano uwage na tych chlopcow, ktorzy byli wyjatkowo chorowici i nie mieli braci lub nie bylo juz szans na pojawienie sie rodzenstwa. O calej reszcie przypominano sobie dopiero wtedy, gdy mogly sie przydac tzn mozna je bylo wydac za maz pieczetujac jakis uklad polityczny albo laczac majatki. Matki z dworow-bogatych domow nie karmily piersia dzieci, ani ich nie wychowywaly (nie mowiac juz o pielegnacji). Udzial ojcow w zyciu dzieci byl minimalny i zazwyczaj ograniczal sie do splodzenia, oczekiwania na nowine, ze syn i decyzji, co do przyszlosci dziecka. Zamozne rodziny nie kwapily sie do ciagania dzieci po kuligach i polowaniach z WYGODY, a nie dlatego, zeby nie zaburzyc spokoju dzieciecia. Od dzieci to byly sluzace i mleczne mamki. Jak na dzisiejsze standardy, to bylo wrecz nie do pomyslenia przedmiotowe traktowanie. Zaloze sie, ze w 99% rodzicom odebranoby wtedy prawa rodzicielskie i ciagano po sadach za taka `opieke` nad dziecmi. Tylko, ze wtedy dzieci byly WLASNOSCIA rodzicow, a teraz rodzice sa WLASNOSCIA dzieci. To by bylo na tyle moich `doswiadczen hisoryczno-rodzinnych i znajomosci psychologii rozwojowej`. Odpowiedz Link Zgłoś
hugu Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:13 Chyba powołujesz się na "Historię miłości macierzyńskiej" - i super, to ciekawa lektura, podzielam zdanie autorki! Jednak może zawęźmy spektrum rozważań do takich klas, które przez kilka pokoleń budowały kapitał, czyli do burżuazji. Bo ze szlachtą to rzeczywiście bywało różnie. Mieszczaństwo jednak raczej dbało o wychowanie i edukację dzieci, bo to był ważny element przyszłego sukcesu rodziny. I nie wydaje mi się, aby te skrzętne, mieszczańskie rodziny, budowały swój kapitał na niestałości, hałaśliwości, nieprzewidywalności i ciągłym przemieszczaniu się rodzinnym taborem po wszelkich możliwych opłotkach. Nie sądzę też, by w dzisiejszych czsach ludzie stale objuczeni swymi niemowlętami budzili chęć nawiązywania z nimi kontaktów biznesowych czy wspólnego realizowania złożonych projektów. Ale może nie mam pojęcia o życiu i może już na spotkania biznesowe nie chodzi się w garniturze, tylko w nosidle z juniorem! Odpowiedz Link Zgłoś
syswia Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:40 ja ze starej szlachty, to dlatego W USA wiekszosc wywodzi sie ze skrzetnej burzuazji albo z chlopstwa, ktore szybko przenioslo sie do miast. Rodziny czesto sie przenosza z jednego domu do drugiego, nie mowiac juz o tym, ze przeprowadzki z jednego kranca kontynentu na drugi nie budza kompletnie zadnego zdziwienia. Jakos kadr do wysokich stanowisk dyrektorskich im nie brakuje W dzisiejszych czasach duze korporacje dbaja o cenionych pracownikow. Rozciaga sie to takze na ich rodziny, a zwlaszcza dzieci. Nie ma potrzeby przychodzic na spotkania biznesowe z juniorem na brzuchu, bo w cywilizowanych krajach (za wyjatkiem USA) urlop macierzynski trwa rok, a nieraz mozna sobie przedluzyc do dwoch za zgoda przelozonych. PS. Nie czytalam "Historii milosci macierzynskiej", ale chyba sobie poczytam jak znajde, bo zapowiada sie interesujaco. Odpowiedz Link Zgłoś
hugu Do interlokutorek 15.03.10, 19:44 Dziewczyny, sorry, że w ogóle się odezwałam, bo, jak widzę, rozdrażniłam część osób zbyt szczerze i pewnie zbyt radykalnie wykładając pewne niepopularne poglądy. Pewnie poprawnie politycznie jest pisać, że dziecko to żadna zmiana w życiu, żadne specjalne wymagania, że pakuje się niemowlaka w nosidło - i huzia na "Hamleta", hajda na lunch biznesowy i hopla na Rysy! W razie ulewy mamy przecież folie, ulewanie się naszemu niemowlęciu zaostrzy apatyt kontrachenta nie tylko na lunch, ale i na nasz produkt, a ryk naszego dziecięcia pomoże widzom "Hamleta" lepiej wczuć się w dramat duńskiego księcia... Nasz potomek zaś, zewsząd ścigany czułymi spojrzeniami, będzie w tych sytuacjach kwitł i nabierał przekonania, że świat go kocha!.. Niech każdy pozostanie przy swoim: Ja przy burżuazyjno-dworkowych sentymentach, a wy, jeśli chcecie, sposóbcie dzieci do: dużo, mocno, szybko i wszystko naraz - a może wszystkim nam się uda coś fajnego, choć nie jednakowego? Światu są potrzebni różni ludzie, tak jest ciekawiej! Pozdrawiam i życzę, żeby wszystkie nasze dzieci były po prostu szczęśliwe, w taki czy inny sposób! Odpowiedz Link Zgłoś
kiniox Re: Do interlokutorek 15.03.10, 20:45 Moim zdaniem przesadzasz mocno używając sformuowania "rozdrażniłam". W ten sposób przypisujesz swojej wypowiedzi więcej mocy, niż ma ona w rzeczywistości. Dla mnie jesteś tylko (i aż!) głosem w dyskusji. Głosem na tyle interesującym, że zachęciłaś mnie do odpowiedzi. A że lubię dyskutować, to oto i efekt. Myślę, że Twoja wypowiedź ma badzo wiele sensu, jednak zdajesz się zapominać, że świat nie jest czarno-biały. Czasem mam wrażenie, że wielopostowe dyskusje toczą się pomiędzy osobami, które mówią dokładnie o tym samym, tylko innymi słowami, czego zdają się nie zauważać. Moim zdaniem dziecko potrzebuje stabilizacji, spokoju i pewnej rutyny. Jednocześnie potrzebuje też bodźców, na miarę swoich możliwości. Moje życie po dziecku jest inne niż przed, bo musiałam dostosować tempo życia, do tempa mojego dziecka. Jestem energiczna i wiecznie zajęta, więc oczywiście - musiałam zwolnić. Jednakże "zwolnić" nie oznacza dla mnie całkowitej rezygnacji z zainteresowań pozamacierzyńskich, a jedynie z tych zainteresowań, których z posiadaniem dziecka nie da się pogodzić. Poza tym, obserwuję mojego syna uważnie i widzę, co mu sprawia radość, a co go męczy. Próbuję więc włączać go w moją pozamacierzyńską rzeczywistość na miarę JEGO, a nie moich możliwości. Owszem, potrafiłabym z niego "wycisnąć" dużo więcej, ale sęk w tym, że nie chcę. Nie chcę, bo widzę, że to mu nie odpowiada. Z drugiej zaś strony obserwuję też dzieci znajomych i widzę, że różnią się znacznie od mojego syna i mają zasadniczo różne potrzeby, czego innego się boją, czego innego są ciekawe etc. Wyciągam z tego wniosek, że każde dziecko jest inne i (poza pewnym uniwersalnym wspólnym dla wszystkich dzieci minimum) to co dobre dla jednego, nie będzie dobre dla drugiego i na odwrót. Zakładam też, że inaczej będę traktować moje drugie i kolejne dziecko, nie dlatego, że moje potrzeby się zmienią, ale dlatego, że potrzeby tego dziecka będą inne, niż potrzeby mojego syna. Myślę, że niewiele jest tak naprawdę matek, które postępują inaczej i biorą pod uwagę jedynie swoje własne zachcianki, zapominając o dziecku. Natomiast zauważyłam, że bardzo dużo mają do powiedzenia na temat "odpowiedniego" traktowania dzieci osoby bezdzietne. Wyznaję zasadę "żyj i pozwól żyć innym", nie zakładam z góry, że ktoś jest głupi, bo nie postępuje tak, jak ja. Wychodzę z założenia, że każdemu, co mu w duszy gra. I tyle mam na ten temat do powiedzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
girasole01 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 21:13 Czy w takim razie dobre dla dziecka jest pozostawienie go calkowicie niani, bo tak robily warstwy uprzywilejowane, a tylko biedacy wychowywali swoje dzieci osobiscie? I parafrazujac to co napisalas - czy gdyby bycie non-stop z dzieckiem (tak jak to robili biedacy) miało zbawienny wpływ na jego rozwój, to czemu wszyscy rodzice (rowniez bogaci) nie zaczęli stosować tej praktyki? Nie uwazasz tez, ze sekretem niskiej ruchliwosci spolecznej pionowej niekoniecznie jest prog pobudzenia dziecka, ani nawet modelowanie, a raczej jego edukacja (na ktora biedni nie mogli sobie pozwolic)? Odpowiedz Link Zgłoś
kj-78 do Hugo 17.03.10, 09:49 Rys historyczny? Skad masz takie dziwne wiadomosci historyczne? Moze doczytaj tez, ze dzieci biedakow nie mialy mozliwosci uczyc sie, chodzily niedozywione, i pracowaly odkad tylko byly w stanie w jakis sposob pomoc rodzicom. Jeszcze na poczatku XXw dzieci i ich potrzeby nie byly w ogole zauwazane! Bogaci wynajmowali najpierw mamke, potem nianie, matka czasem przychodzila do pokoju dzicinnego i glaskala swoje slicznie i czysto ubrane dzieci po glowce, przykazujac, zeby byly grzeczne. Dzieci nie mialy prawa odezwac sie przy obiedzie, czesto nie jadly nawet przy tym samym stole, co panstwo. O rodzinach biedakow nie ma nawet co pisac, mieli po kilkanascioro dzieci, z ktorych polowa umierala, a druga byla wykorzystywana jako sila robocza... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kj-78 Re: do Hugo 17.03.10, 10:17 Jeszcze cos dodam. Oczywiscie burzuazja dbala skrzetnie o edukacje swoich dzieci. I rzeczywiscie dzieci spedzaly czas w tym samym otoczeniu... Ale zeby przytaczac tego typu przyklady wychowania dzieci w "dawnych czasach" jako cos pozytywnego, to... hm... Moze powinnas troche wiecej poczytac, zanim sie wypowiesz? Watek traktuje o potrzebach dziecka, zwlaszcza emocjonalnych. Chyba nie zrozumialas tematu, a calkiem na pewno nie zrozumialas wplywu gloryfikowanego przez Ciebie wychowania dzieci przez burzuazje, na te dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
gato.domestico Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 17:25 wiadomo ze posiadanie dziecka wiele zmienia...nie da sie zaprzeczyc.Ja osobiscie jesli tylko dzidzia bedzie zdrowa nie mam zamiaru zamykac sie w 4 scianach i ograniczyc wyjscia do sklepu czy parku.Poprostu psychicznie nie dalabym rady... To nie chodzi o to jak piszesz z eteraz jest taka moda poprostu np 20 lat rtemu nie bylo tylu udogonien (jednorazowe pieluchy, przystosowane hotele, miejsca tzw uzyecznosci publiczej) i ciezej bylo sie wyrwac. Odpowiedz Link Zgłoś
kuragan Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 18:52 nie przeczytalam calego watku, ale sporo. Mam trzymiesieczna corke i naprawde nie wiem jak moglabym nie brac jej potrzeb pod uwage, chocbym probowala. Dalaby mi w kosc swoim protestem... Staramy sie natomiast wzajemnie do siebie dopasowac. Wiem juz, ze podroze samochodem jej w ogole nie przeszkadzaja. jak miala dwa miesiace bylismy z nia na tygodniowym urolpie 600 km od domu, w hotelu przystosowanym dla bobasow (plywalnia dla nich, bujaczki, maty). Corka byla wniebowzieta. To wlasnie tam odkrylam czego jej trzeba - ze co prawda po 4-5 po poludniu to juz ma byc cisza i spokoj, ale w ciagu dnia to jej sie miedzy ludzmi bardziej podoba. Ze nie przeszkadza jej jak gadamy z goscmi a ona kima u nas na reku - jesli wszyscy mowia spokojnie. Ze uwielbia pojsc tam gdzie jej duzo ludzi i cos sie dzieje, ale na godzine, moze potorej, nie wiecej, a w domu sie nudzi - kota po prostu dostaje jak tylko z mama na mate, na bujaczek, na rece... Chce poogladac swiat i agu agu tylko jest. Zatem dostosowuje sie do mojej corki i laze z nia w ciagu dnia po sklepach, a w weekendy spotykam sie ze znajomymi. Czasem tez udajemy sie na przejazdzke samochodem ku obupolnej radosci. serdecznie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
fasolexx Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 19:01 zaraz sie zacznie najazd na Wojciechowska jaka toz niej wyrodna matka. Odpowiedz Link Zgłoś
werka344 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 15.03.10, 23:25 Mam 4-miesięcznego synka. Przed jego urodzeniem miałam zaplanowane najbliższe miesiące zarówno jego jak i swojego życia. Niestety, z chwilą kiedy przyszedł na świat mój misternie utkany plan runął jak domek z kart. Przez pierwsze tygodnie synek był bardzo absorbujący, poza tym miał kolki, które jak sie potem okazało były wynikiem nietolerancji laktozy. Dbałam i dbam nadal aby miał stały rytm dnia, a jeśli ktoś chce nas odwiedzić, to mówię w jakich godzinach. Albo nie wstydzę sie odmówić kiedy albo synek albo ja niekoniecznie mamy dobry dzień. Poza tym moje dziecka było bardzo wyczekane, wymodlone i wyleżane (mam 3 aniołki). Jednak...w ciągu pierwszych tygodni macierzyństwo bardzo mnie zaskoczyło. Potrafię się przyznać, że czasami bardzo mi brakowało ciszy, wyjść do kina czy czasa na poczytanie książki. A kąpiel-przynajmniej dla mnie-była prawdziwym luksusem. I nie ma w tym krzty przesady. Buntowałam się, że muszę siedzieć w domu, że każdy dzień jest taki sam. Każde wyjście do sklepu-bez małego-było dla mnie prawdziwym odpoczynkiem. Jak miał dwa miesiące pojechaliśmy na zakupy do -tak znienawidzonego przez niektóre mamy - CH. Mały zniósł to bardzo dobrze. Było to praktycznie moje pierwsze wyjście z domu. Urodziłam go w listopadzie więc na spacery-ze względu na aurę-wyszliśmy dopiero po miesiącu. Był to dla mnie -podobnie jak kąpiel-prawdziwy luksus. Dzicko nareszcie zasnęło (bo generalnie w ciągu dnia niewiele spało), nie słyszałam jego płaczu. W pewnym momencie uznałam, że jesli nie zacznę wychodzić gdzieś z domu z Małym czy bez, to zwariuję albo wpadnę w depresję. Wyszłam z domu. Uważam, że nie ma w tym nic złego jesli dziecko zostanie z tatą (niech tata tez ma szansę na poznanie własnego dziecka. Poza tym rozczula mnie widok mojego M. kiedy karmi butla Małego). Nie widzę też nic złego w zabieraniu dziecka do znajomych itd. Nie bardzo wierzę w przypadki opisane przez autorkę wątku-wyjazd z tygodniowym dzieckiem nad morze. Dziewczyny, macie rację dzieci tak nie żyją. Droga autorko wątku życie weryfikuje nasze plany. Oczywiście, dziecko jest najważniejsze, ale -moim zdaniem-trzeba też zrobić coś dla siebie. Poza tym ja wyznaję zasadę:szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko.Dodam jeszcze, że takie wyjście bez dziecka sprawia - znou podkreślam, że to tylko moje zdanie-że wracam do swojego synka szczęśliwsza. Naładuję akmulatory, dzięki czemu mam więcej energii i cierpliwości do najukochańszego mężczyzny w moim życiu.Po prostu, we wszystkim trzeba zachować umiar. Odpowiedz Link Zgłoś
maadzik3 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 10:24 Jak we wszystkim potrzebny jest zloty srodek. Przyznaje ze do wielu rzeczy dostosowalismy nasze dziecko i mysle ze byl to dobry wybor (a ze Mlody juz nie taki malutki i niemowlakiem dawno nie jest wiec i obserwacje wynikow mialam). Z tym, ze my prowadzilismy i przed jego urodzeniem dosc spokojny tryb zycia, niemniej bylo w nim miejsce na nasze pasje i dalej jest. W efekcie czego moj 6-letni teraz syn jest np. swietnym narciarzem i ladnych kilka sezonow za nim. Rodzice nie moga czuc sie jak w wiezieniu - niewplywa to dobrze ani na ich psychike ani na zwiazek a rodzice bez depresji i w pelnej rodzinie raczej sa dziecku przydatni. Z drugiej strony oczywiscie ze trzeba brac potrzeby dziecka pod uwage, z zastrzezeniem ze dzieci nie sa zbiorcza homogeniczna kategoria - jak kazdy czlowiek kazde niemowle jest inne. Jedne uwielbiaja jazde samochodem drugie dra sie na sam widok fotelika, jedne chca byc noszone w nosidelku inne nie itd. itp. wiec wszelkie teorie ogolne kiepsko sie sprawdzaja w odniesieniu do czesci dzieci (jakie by te teorie nie byly). Oczywistym jest ze w miare uregulowany tryb zycia, powietrze bez dymu i brak ogluszajacego halasu sa potrzebne, tylko to bardzo ogolne postawienie sprawy. A poza tym dzieci czasem jest wiecej. Jak mowi moja znajoma (mama fantastycznych 3 dziewczynek) pierwsze dziecko spi w okreslonych porach w swoim lozeczku, trzecie kiedy zasnie i tam gdzie akurat jest rodzina. Wyobraz sobie ze przez rok? dwa lata? mowisz 5-6 latkowi ze na wakacje nie bo dzidzia, na weekend do dziadkow nie bo dzidzia, do wesolego miasteczka rodzinnie nie bo tam strasznie glosno, a dzidzia, kinderbal w domu nie bo dzidzia, a w ogole to fantastycznie miec brata czy siostre. No... dobrze jak przez okno nie bedzie chcialo rodzenstwa wyrzucic. Wiec teorie przed urodzeniem pierwszego sobie a zycie sobie. A decyzje podejmuje sie zwykle dynamicznie obserwujac co dziecko lubi, czego nie, co znosi dobrze co kiepsko i do tego dopasowujac nasze plany. Owszem, plany do dziecka trzeba dopasowac (zwlaszcza malenkiego), ale plany trzeba miec i z marzen/ zycia nie rezygnowac, nawet jesli czesc przyjdzie odlozyc na troche pozniej. I np. odnosnie windsurfingu jesli bylby on pasja rodzicow zupelnie nie rozumiem czemu mieliby z niego rezygnowac (no, nie w pologu, ale to z uwagi na kobiete). Jedno jest z dzieckiem na brzegu, drugie na desce potem zmiana. Jesli pogoda jest znosna, dziecko z rodzicem i podroz nad zbiornik wodny nie wykonczyla wszystkich z dzieckiem na czele to dlaczego nie? Cos zlego jest w wyjezdzie nad jezioro? Odpowiedz Link Zgłoś
semi-dolce Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 10:39 Narodziny dziecka zmieniają wszystko, nie oznacza to jednak, że trzeba sie wówczas zamknąć z potomkiem w czterech scianach i siedziec odciętym od swiata. Wyjazd na weekend czy wakacje dziecku nie szkodzi, czesto wręcz przeciwnie. Zabranie dziecka na zakupy czy do restauracji także nie jest szkodliwe. Szanowac potrzeby dziecka? Oczywiście, tylko najpierw trzeba je znać. A podstawową potrzebą dziecka nie jest siedzenie w domu, kapiel punkt 19 i spanie zawsze w tym samym łóżeczku. Podstawową potrzebą dziecka, jest maksymalna bliskość matki - nieistote czy w domu czy nad morzem czy w górach czy na majorce. Stałym punktem w życiu dziecka maja być rodzice, na poczatku głównie matka, a nie wanna, łóżeczko i zegarek. Ale faktycznie jeszcze w ciąży można tego nie wiedzieć, ma się wtedy milion idealnych wizji i jest się najmądrzejszym, a reszta - mimo że już dzieci ma, więc zwyczajnie zna to lepiej i wie więcej - na pewno się nie zna. Mówisz, że rodzisz za miesiąc? To akurat na wakacje będziesz miała 3-4 miesięczniaka, wybierz się z nim na kilka tygodni nad morze lub w góry, to jesienia i zimą powinien mniej chorować. Odpowiedz Link Zgłoś
bobimax Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 11:02 Chyba rozpętałaś wojnę patrząc na ilość odpowiedzi. Ja jestem z tych co się podporządkowuje rytmowi dziecka. Nie chodzę na imprezy wieczorne. Najpóźniej o 20 w domu, bo trzeba wykąpać i dla właśnego i dziecka spokoju nie wybijam z rytmu. Nie mówię, że czasem się zdarza że muszę zaburzyć rytm, ale to naprawdę rzadkość. Teraz w niedzielę musiałam jechać na zakupy komunijne ze starszaczką i 3 miesięczniakiem, potem chieliśmy wpaść gdzieś na obiad, ale mały tak się rozdarł ze zmęczenia, że obiad odpuściliśmy i wróciliśmy do domu i malutki się wyciszył. Generalnie wszyscy u mnie wiedzą, że godz 19 to koniec spotkania, bo my mamy wieczorne kąpanie według grafiku, który sporządziliśmy po paru dniach od porodu, żeby dostosować się do potrzeb małego. Odpowiedz Link Zgłoś
ania_kr Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 16:25 To nie jest tak, że ty masz poświęcić wszystko dla dziecka, ani też tak, że masz dostosować dziecko do własnych potrzeb. Oczywiście nie zawsze się tak da, ale najkorzystniej dla całej rodziny będzie jeśli znajdziecie 'złoty środek'. Nie można zamęczać dziecka ciągając go za sobą gdzie się da, ale też nie możesz zrezygnować ze zbyt wielu rzeczy dla dziecka, bo ono odejdzie kiedyś na swoje, a tobie będzie wtedy bardzo ciężko. Bardzo możliwe że przez pierwsze miesiące będziesz bardzo zafascynowana dzieckiem, albo bardzo zmęczona i nie będziesz miała ochoty otwierać się na świat, ale nie rób sobie wyrzutów gdy będziesz miała ochotę wyjść z domu sama czy z dzieckiem. Ps. W ciąży myślałam że nie pójdę z niemowlakiem do CH, ale kilka razy byliśmy i nic złego się nie stało. Odpowiedz Link Zgłoś
failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:34 To nie jest tak, że ty masz poświęcić wszystko dla dziecka, ani też tak, że masz dostosować dziecko do własnych potrzeb. Otóż to. Sporo Forumowiczów przypisało mi pierwszy pogląd, a ja rozpoczęłam dyskusję o drugim. Odpowiedz Link Zgłoś
jdylag75 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 16.03.10, 21:37 Dwa najważniejsze spostrzeżenia odnośnie Twojej wypowiedzi i poniższych: mam wrażenie, ze po urodzenia dziecka grozi Ci konflikt z mężem bo chyba jednak macie trochę odmienne wizje przyszłości-celem uprzedzenia: bynajmniej mnie to nie martwi . Jedna z pań napisała, że ona i dziecko są tak przywiązane do codziennej rutyny, że jakikolwiek wyłom (wizyta u lekarza) powoduje katastrofę, płacz dziecka itd. Z mojej perspektywy: mamy dwójki dzieci o różnych temperamentach i urodzonych w skrajnych porach roku, dostosowywanie się do potrzeb dziecka ma jak najbardziej sens jednak trzeba zauważyć, że potrzeby dzieci moga sie skrajnie różnić nawet w przypadku rodzeństwa, należy na to zwracac uwagę a nie na woje widzimisie, ze w domku rutyne będę sobie uprawiać bo tak w stanie błogosławionym zaplanowałam. Mój syn był wyciszony, lubił rutynę, natomiast nie przeszkadzały mu wypady w moim towarzystwie do ZUS czy US czy innych urzędów, goście też mu nie przeszkadzali - wystarczala obecnosć rodziców, córka ma naturę obieżyświata, towarzyska, podróżowała z nami od 2 tygodnia, była ze mna w pracy jak miała tydzień, ma prawie rok i w domu na dłuższą metę sie nudzi. Wypraszanie gości? a po co? szybka kąpiel dzieciaków, bajki, buziaki i do spania, a dyżurny rodzic do gości. Mój syn od dawna wie, ze każdy w rodzinie ma zainteresowania, pracę, kolegów i uczy sie tego szanować. Nie sądzę, żeby w izolacji mając matkę na wyłączność rezygnująca dla niego z życia nauczył się czegokolwiek poza roszczeniami. Pomiędzy skrajnymi postawami jest normalność. Odpowiedz Link Zgłoś
failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 01:49 mam wrażenie, ze po urodzenia dziecka grozi Ci konflikt z mężem bo chyba jednak macie trochę odmienne wizje przyszłości Na razie wizje zgodne, ale Grono Zaprzyjaźnione ostro zabrało się za pracę nad ich zmianą. Pomiędzy skrajnymi postawami jest normalność Rozpoczęłam wątek pisząc o jej braku właśnie, u opisanej grupy. Nie o gloryfikacji rutyny i jej rzekomej przewadze nad aktywnością. Te poglądy zostały mi po drodze przypisane wszczynając akcję "dzielenie się doświadczeniem przez doświadczone mamy", "pobłażliwe obśmiewanie miłości teoretyczki do 4 ścian" etc. Zrobiło się dość zabawnie, ale w akcji prostowania moich nie istniejących poglądów zaginął niestety poruszony problem. A brzmiał on: CO JEST PRZYCZYNĄ MYŚLENIA I DZIAŁANIA W KATEGORIACH: "DZIECKO NIE MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ, WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO NASZYCH POTRZEB "? Pozdrawiam! Failte Odpowiedz Link Zgłoś
q_fla Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 09:38 > CO JEST PRZYCZYNĄ MYŚLENIA I DZIAŁANIA W KATEGORIACH: "DZIECKO NIE > MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ, WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO NASZYCH > POTRZEB "? Niewydolność wychowawcza i to raczej tylko w rodzinach czysto patologicznych, np. z problemem alkoholowym. Natomiast w rodzinach, które funkcjonuja prawidłowo i zgodnie z obowiązującymi normami problem imo jest raczej marginalny. Dlatego uważam, że mocno przesadzasz i koloryzujesz. Btw jak byłam w ciązy również miewałam wizje nieskazitelnego macierzyństwa. Później w praktyce okazało się, że robię wiele rzeczy, których na pewno miałam nie robić; i nie robię wielu rzeczy, które na pewno miałam robić. Odpowiedz Link Zgłoś
thunder_storm Może lepiej było napisać, że nie popierasz patolog 18.03.10, 08:42 a nie rozpisywać, się tak długo i nie nazywać tych rodziców rodzicami aktywnymi, ponieważ bardzo dużo rodziców uważa się za rodziców aktywnych ale jednak opisane przez ciebie zachowania są nie dopuszczalne, więc to już nie jest tylko rodzina aktywna, a patologiczna, bo nikt normalny nie zabiera dziecka non stop na imprezy nawet jeśli miały by być to spotkania w domu rodziców, takie balangowanie non stop zdarza się tylko w rodzinach z problemami! No i gdybyś napisała od razu, że to chodzi o rodziny patologiczne to nie było by nieporozumień, bo przecież nikt patologii nie popiera! Odpowiedz Link Zgłoś
pomarancza-1 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 08:43 Falite jako przyszła matka, czyli obecnie ciężarna nie mająca ze sobą co zrobić (bo jest na etapie czekania i czekania i jeszcze bardziej przedłużającego się czekania) stworzyła wątek, który zapełnił trochę nadmiar wolnego czasu . Jeśli jej wątek nie prezentowałby takich właśnie skrajnych zachowań i nie prowokował to byście mamuśki się również zanudziły a tak mogłyście swoim hormonom dać ujście - taka terapia Ciekawe jak rodzic miałby bawić się na imprezie (oraz reszta ludzi) jeśli jednocześnie dziecko by wyło... autorka chyba sama nie wie jeszcze jaki to ryk skoro uważa, że jest to możliwe. A jeśli sama uczestniczy w takich imprezach - no cóż, widocznie już w ciąży nie dba za bardzo o swoje zdrowie Odpowiedz Link Zgłoś
failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 08:51 O tym dokładnie zjawisku miał traktować ten nader rozwinięty wątek: kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,55341,843003.html Pozdrawiam! F. Odpowiedz Link Zgłoś
archeopteryx Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 10:08 > Zapanował obowiązujący trend 'życia aktywnego' i 'aktywnego > rodzicielstwa'. Co on oznacza? > > Że współczesna mama nie siedzi już zamknięta z dzieckiem w domu, > zyskała prawo do 'realizacji własnych potrzeb' i bycia 'szczęśliwą, > zrealizowaną zawodowo kobietą' zamiast skoncentrowaną na dziecku > Matką Polką. Szczerze mówiąc ja chyba wpisuję się w trend matki realizującej swoje potrzeby zawodowe i nie widzę w tym nic zdrożnego. Robię to po to żeby całej mojej rodzinie żyło się lepiej, a więc również dla mojej córeczki. Wróciłam do pracy gdy córka miała 5 miesięcy bo z jednej pensji byłoby nam ciężko przetrwać od 1 do 1. Nie było mnie stać na to by "siedzieć zamknięta z dzieckiem w domu" dłużej niż pozwalał na to urlop macierzyński. Nie widzę też problemu by wyskoczyć do kosmetyczki, z koleżankami na kawę, czy na zakupy do centrum handlowego, ale wtedy córeczką opiekuje się tata. Nie zabieram Młodej w zatłoczone miejsca bo uważam, że dla dorosłego jest to męczące, a co dopiero dla małego dziecka. Natomiast gdy córka była malutka, taka dwu-trzymiesięczna, zdarzało się, że w trakcie spaceru zahaczałyśmy o centrum handlowe, żeby dokonać niezbędnych sprawunków. Dziecku to nie przeszkadzało, bo spało jak suseł. Wiosną i latem zeszłego roku zaliczyliśmy kilka imprez plenerowych, ale zawsze przed 19 pakowaliśmy się do domu. Gdy Mała miała 4 miesiące wybraliśmy się na kilkudniowe wakacje do gospodarstwa agroturystycznego, jakieś 120 km od domu. I było świetnie! Od czasu do czasu jeździmy z córką do babci, ponad 100 km od domu. Teraz, gdy ma prawie rok znosi te podróże znacznie gorzej niż kiedyś, bo po prostu nudzi się w samochodzie. Do wszystkiego trzeba podchodzić z głową i zdrowym rozsądkiem. Gdy w rodzinie pojawia się dziecko zmienia się bardzo dużo i nie ma sensu udawać, że wszystko jest jak dawniej, ale też nie uważam, że należy w 100% poświęcic się dziecku. Jeżeli nasze potrzeby nie kolidują z potrzebami dziecka to dlaczego mielibyśmy rezygnować z ich realizacji? Często odwiedzają nas znajomi, ale przychodzą albo w ciągu dnia, gdy Mała jest aktywna, albo jak już śpi. W tym roku wybieramy się z Maludą do Grecji, będzie miała półtora roku i myślę, że spodoba jej się zabawa nad morzem. Natomiast nigdy nie spotkałam takich ludzi, o jakich piszesz - zabierających noworodki lub maleńkie niemowlęta na imprezy, koncerty czy w bardzo dalekie podróże. Uważam, że to akurat jest głupie. Odpowiedz Link Zgłoś
archeopteryx Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 10:18 W zeszłym roku zrezygnowaliśmy z zagranicznych wakacji właśnie ze względu na córeczkę. W tym roku nie pojechaliśmy na narty, bo byśmy się za nią zatęsknili, a zabranie ze sobą Młodej i opiekowanie się nią na zmianę wypaczało sens wspólnego wyjazdu. Wyjście na imprezę, do kina czy do pubu to rzadkość, ale się zdarza, wtedy Małą opiekuje się babcia. Jest trochę tych "wyrzeczeń", ale bez przesady. Decydując się na dziecko bylismy świadomi, że skończy się nasza dotychczasowa swoboda, ale akurat nie trzeba być wielkim odkrywcą żeby to rozumieć. Odpowiedz Link Zgłoś
mala_mee Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 10:19 Po pierwsze i najważniejsze (no prawie) nikt mi nie będzie mówił co mam robić z własnym dzieckiem. No poza Tatusiem bo w końcu to w połowie Jego. Dopuszczam rady Rodziców - w sensie Dziadków dziecka ale nie ślepo. Także znajomi mogą se gadać, śmiać się a ja i tak będę robiła to na co mam ochotę. Po drugie uważam, że jak matka jest szczęśliwa to i dziecku będzie lepiej. Bo przy frustratce będzie nerwowy i buczący. A dla każdej ta szczęśliwość to co innego. Dla mnie to było wyjście do sklepu po bułki dwa dni po powrocie ze szpitala - z dzieckiem została moja Mama i zakupy w GH dwa tygodnie po porodzie - zostali drudzy dziadkowie. No i co? Ja byłam przeszczęśliwa (niech będzie żem pusta), Dziecku nic się nie stało więc wszyscy zadowoleni. Tydzień temu musiałam przewieźć małego przez pół Polski ale dzięki temu spędził z Ojcem więcej czasu. Nie był bardzo nieszczęśliwy z tego powodu. Także coś za coś. Ważne są Jego potrzeby ale moje też nie są bez znaczenia. Istotne żeby to pogodzić. I jeszcze jedno. Nie wiem jakie jest zdanie tutejszych bywalczyń ale ponieważ spotkałam się z różnymi opcjami to o tym wspomnę. Ojciec to też rodzic. I w niczym nie jest gorszy od matki (no poza karmieniem ale to można jakoś rozwiązać). Więc nie wyrywam Dziecka Ojcu bo uważam, że zajmie się nim tak samo jak ja. Skoro ja się tego mogłam nauczyć to On też. To też pomaga na moje samopoczucie. Nie zawsze jest różowo - były momenty, że chciałam drącego się Małego wystawić na mróz bo zupełnie nie wiedziałam co z Nim zrobić. Wykończył siebie, wykończył mnie ale jakoś to przeżyliśmy. Zobaczymy jak będzie dalej. Szanując i jego potrzeby i moje. Odpowiedz Link Zgłoś
mumi7 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 17.03.10, 12:32 Mam kilka uwag do Twojej wypowiedzi: 1. jakieś 100, a jeszcze 50 lat temu, jak wspomina moja strasza ciotka, a nawet mama i teściowa, co prawda rodzice nie wyjeżdżali na surfing ani do Egiptu, ale dzieci nie były specjalne hołubione - jesli reszta rodziny miała czas, to sie nimi zajmowała, jak nie - lezały sobie w łożeczku. Czyli bez szalenstw wakacyjno-wyjazdowo- galeryjnych, ale także bez specjalnej uważności na potrzeby dziecka. Dzieci się wychowywały dobrze, mimo braku pełnego poświęcenia czasu i uwagi wyłącznie im. Więc bez przesady z tym penym skupianiu się na dziecku. 2. Ale, i teraz będzie w drugą stronę, dzieci do 3 miesiąca życia powinny miec tzw okres ochronny. Mało gwaru, ciszaa, ciepło, raczej ciemniej niż jasniej, otulanie kocykami. Generalnie, życie troche jak przedłużenie ciązy. To zdanie babki od rozmowju psychomotorycznego dzieci. To z kolei oznacza, że nie musimy potrzeb dziecka ciągle stawiać na pierwszym miejscu, ale pierwsze trzy miesiące powinny być dla niego czasem, w którym faktycznie wiele poświęca się jego komfortowi i spokojowi. 3. Żadna skrajnośc nie jest dobra. Ani pełne poświęcenie maluchowi, ani pełna balanga z dodatkiem w postaci małego dziecka w tle. MOim zdaniem oznacza to, że paromiesięczne dziecko, jeśli jest wyjatkowa okazja, może odbyć dłuższa podróż, spać noc czy dwie w innym miejscu (ale z rodzicami) i nic się nie stanie. Zamknięcie w domu i pełne poświęcenie nie sluży matce, a tym samym i dziecku. Relaks matki i ojca jest wazny, także dla dobrego rozmoju dziecka Odpowiedz Link Zgłoś
kartoffeln_salat Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 11.04.10, 00:20 Wszystko zależy od tego jakie będziesz miała dziecko. Sa dzieci, które sporo śpią przez co mamy są w miarę wyspane, są spokojne i usmiechniete dzieci, które śmieją sie do wszystkich itd... A są takie dzieci jak mój najukochańszy skarb, który dopiero mając prawie roczek jako-tako przespał noc a ja nie miałabym nawet sił iść czy jechać gdziekolwiek, bo najwiekszym moim marzeniem było łóżko i cisza. Moje dziecko płakało rozpaczliwie widząc jakichkolwiek innych ludzi, na spacerach, w samochodzie, darł sie gdzy do nas ktoś przyszedł. Dlatego kompletnie wszystko musiałam porzucić i o sobie zapomnieć, ale jest coraz lepiej i wierzę, że kiedyś wróce jeszcze do życia w podobnym stylu jak kiedyś. Ale nic na siłę, chociaż czasami się wkuzram, normalne, jestem przecież jeszcze młoda . Odpowiedz Link Zgłoś
camel_3d oj pitolisz.... 11.04.10, 11:42 i to bardzo.. dziecko to nie jest lancuch przykuwajacy cie do domu. jasne ze zmienia sie duzo i nagle. ale bez przesady. az tak zl enie jest i ni emusisz rezygnowac z wszystkiego. jasne, mozesz spotykac sie z rodzicami, ktorzy czuja sie uwiazani jak pies do budy i lubia stekac jak to ich zycie sie zmienilo, a mozesz spotykac sie z rodzicami, ktorzy nie uwazaja dziecka za wiazadla domowego i spedzaja z nim aktywnie czas. to nie ma nic wspolnego z polityczna poprawnoscia. to wlasnie matka siedzaca latami w domu jest nowoczesnym wymyslem... Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 11.04.10, 12:06 śmieszy mnie twój post, ale nie dlatego, że coś tam miałoby być głupio napisane, nie. Chodzi tylko o twój brak asertywności, o to, że przejmujesz się modami panującymi u bezmózgów. Ja słuchałam własnego rozumu i własnego serca i jakoś tak wyszło bardzo naturalnie, a i nikt nie próbował mi mówić, jak jest lepiej. No fakt, teściowa próbowała, ale i tak się nie lubimy, więc nie ma o czym mówić. Trzymaj się i nie daj kierować durną modą, w której dziecko to tylko gadżet. Odpowiedz Link Zgłoś
duzeq chryste, co za hipokryzja...!!! 11.04.10, 14:17 Po pierwsze, streszczaj sie troche z tymi wywodami bo ciezko do konca przerbnac. tak, nikt mi czytac nie kaze, ale skoro juz zaczynasz taki uroczy watek i na zasadzie bardzo zblizonej do lipcowej (co-to-ja-robic-nie-bede-jak-urodzi-mi-sie-dziecko), to zrob to w sposob oszczedzajacy czytelnika. Nikt w korporacji nie nauczyl cie pisac memo, czy co? Po drugie: co za hipokryzja!!! >Bez bólu serca odsuwam moją potrzebę szaleństwa na windsurfingu, zagranicznych wojaży i realizacji swoich zawodowych pasji i uznaję, że mój maluch jest teraz najważniejszy. No przeciez nie dalej niz miesiac temu jeczalas, ze mialas juz tak dosyc korporacji, tych wyjazdow zagranicznych, pakowania walizek, spa jako reanimacji, ze dosyc juz pieniedzy zarobilas. No i jeczalas tez, ze zrobienie dziecka zajelo ci piec lat. Jak komus sie to przejadlo, to oczywiscie, ze odsuwa wszystkie takie luksusy bez bolu bo to zadne poswiecenie dla ciebie. Ale do bolu zebow razi ta postawa pt. "tera fszysko dla dziecka! fszysko! nawet na deske nie pojade...! A one, te glupie inne rodzice, to tak ciagna te dzieci gdzie moga..!". Zenada, panie, zenada. Odpowiedz Link Zgłoś
mumi7 Re: chryste, co za hipokryzja...!!! 11.04.10, 23:54 duzeq napisała: > Po pierwsze, streszczaj sie troche z tymi wywodami bo ciezko do > konca przerbnac. tak, nikt mi czytac nie kaze, ale skoro juz > zaczynasz taki uroczy watek i na zasadzie bardzo zblizonej do > lipcowej (co-to-ja-robic-nie-bede-jak-urodzi-mi-sie-dziecko), to > zrob to w sposob oszczedzajacy czytelnika. Nikt w korporacji nie > nauczyl cie pisac memo, czy co? Kobieto, no nie przesadzaj - mamy jakiś amerykański wymóg pisania mniej niż 500 słow czy co? Niech autorka pisze, ile i jak chce, masz racje - nikt Ci czytać nie każe. Albo może jakiś kurs szybkiego czytania? No i chyba Ci te korporacje failte solą w oku siedzą, bo co trochę z ironią się do nich odnosisz. Mniej jadu, koleżanko. Odpowiedz Link Zgłoś
duzeq Re: chryste, co za hipokryzja...!!! 12.04.10, 09:51 Odnosze sie z wielka ironia do ludzi, ktorzy dali sie korporacji wyciskac jak cytryne przez 10 lat, a teraz falszywie pieja, ze piniondze to nie fszysko, i ze tera bedziemy matkom polkom. Cenie tylko tych, ktorzy zdecydowali sie, czasem wielkim kosztem finansowym, powiedziec "wala" korporacji i zyc normalnym zyciem. Odpowiedz Link Zgłoś
shellerka Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 12.04.10, 10:36 failte napisała: UWAŻAMY, ŻE DZIECKO NIE MOŻE NAM W NICZYM PRZESZKADZAĆ, WIĘC MA SIĘ DOSTOSOWAĆ DO NASZYCH POTRZEB. współczuję rodzicom, którym dziecko w czym kolwiek przeszkadza. właściwie, to wspołczuję ich dzieciom... moje dzieci nie są dla mnie przeszkodą, ale największą radością w moim życiu. największym darem. nigdy nie robię nic wbrew ich woli - no dobra - chyba ze chodzi o szczepionke, czy podanie niedobrego lekarstwa. syn ma w tej chwili prawie cztery lata i kiedy ciągnę go do CH, to poprostu widzę czy jest w nastroju na podoradzanie mi i przesiedzenie kilkunastu minut w przymierzalni, czy marudzi, ze chce isc. Ostatnio wybierałam buty i to on stwierdził ze czarne szpilki co do ktorych nie bylam zdecydowana to cytuje: "IDEALNA PARA" i okazalo sie ze mial racje córka ma pol roku i tez widze kiedy ma dosc i chce spokoju, a kiedy moge jeszcze podjechac cos pozalatwiac bez potrzeby zostawiania jej u prababci. ktokolwiek jechal kiedykolwiek z dzieckiem w dluzsza podroz autem wie, ze poprostu jest ona dluzsza ze wzgledu na postoje na zmiane pieluchy czy karmienie, ale wiekszosc czasu dzieci tak male przesypiaja wiec w czym problem? z postu autorki wywnioskowalam ze ona swoje dzieci bedzie wychowywac w zamknieciu, oddaleniu od zgielku miasta, bez tv, najlepiej w calkowitej ciszy, a jak tylko dziecko zaplacze natychmiast bedzie panikowac i zamartwiac sie. zadnych gosci, zadnych wizyt. zadnych wyjazdow do przynajmniej 16 roku zycia dziecka. bo jeszcze dziecko pomysli ze robimy cos wbrew niemu, a przeciez ono jest pepkiem swiata... tia... no coz... powodzenia... Odpowiedz Link Zgłoś
paul_ina Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 01.09.10, 18:54 Ciekawam co tam słychać u autorki tego pouczającego wątku, jak już urodziła Odpowiedz Link Zgłoś
failte Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 01.09.10, 21:13 Urodziła i jest przeszczęśliwa. Nie wycofuje tez ani słowa ze swojej wypowiedzi. Nadal uważam, że dziecko nie jest z modeliny, żeby sobie je przemodelować stosownie do własnych życzeń, udając że nadal jesteśmy chłopakiem i dziewczyną bez zobowiązań. Nadal uważam, że po kilku jadowitych wypowiedziach rozwścieczonych czymś (czym???) foumowiczek, wątek ów zboczył w kierunku dość dziwnym: starcia zwolenniczek poświęcania się i zwolenniczek nie poświęcania się. A zupełnie nie o tym było. Jednak ilość postów i wyzwolonych moja wypowiedzią złośliwości, wściekłości, zacietzrewienia wskazuje, ze coś jednak jest na rzeczy... Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
m_laczynska Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 02.09.10, 00:30 Hmmm, ja powiem tak: z pierwszym dzieckiem byłam wybitną zwolenniczką poświęcenia. Usypianie cichutko, nie można włączyć tv, bo malucha napromieniuje , jedynie mozart for babies, na spacerki do lasu z wózeczkiem codziennie. Zakupy na bazarku, żeby nie wchodzić do głośnych sklepów. Miałam zajoba kompletnego. Dziecko nr 2: i tak nie będzie cicho, bo 2 latkowi buzia się nie zamyka nawet na minutę, pokrzykuje, śpiewa, drze się bo ma bunt. Pierwszy miesiąc spędził przy piersi, ale w tle wuwuzele (bo mając taką okazję - wiszącego ssaka i opiekę do 2 latka jeszcze wtedy postanowiłam nie przegapić żadnego meczu). Łażę z nim wszędzie, ale przerzuciłam się z wózka na chustę. Mam wrażenie, że będąc przy mamie jakoś się wcale nie przestymulowuje. Z jaką pasją oglądał wczoraj salę zabaw i głośną zabawę starszych dzieci. A jak jest zmęczony odwraca głowę między poły chusty i papa. Ostatnio wzięłam go na urodziny do kolegi, spał sobie u niego w łóżku i było ok. I mam wrażenie, że to naprawdę nam służy. I pukam się w głowę jak sobie przypomnę te cyrki z nr 1. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita-90 Re: dostosowywanie dziecka do potrzeb rodziców 02.09.10, 08:51 jak tak sobie czytam to az plakac mi sie chce... jestem mloda,przed ciaza imprezy,spotkania z przyjaciolmi,zakupy itd. teraz? teraz a dokladnie od momentu zajscia w ciaze odilozowalam sie od wszystkiego! mialam ciaze zagrozona itd. wiec bylo to dla mnie normalne. porod, noworodek rzecz jasna ja w domu i mi do glowy nie przyszlo zeby imprezowac-bardzo przejelam sie rola matki. teraz mlody ma 1.5roku a ja co? nadal w domu! chce,bardzo chce sie rozerwac,czy pojechac do miasta na zakupy! odkad urodzilam malego bylam trzy razy na dyskotece(jak to jest fajnie po takim czasie spotkac sie ze znajomymi). ale u mnie w domu ciagle slysze: dzieckiem sie zajac a nie rozrywki! ja rozumiem ze dziecko jest na pierwszym miejscu ale zeby tak pod zamknieciem??? Odpowiedz Link Zgłoś
camel_3d a co w tym nowego???? 02.09.10, 08:13 przeciez zawsze dzieci musialy sie do zycia i do rodziny dostosowac...byly brane w pole, do pracy, zabierane na zakupy, na targi it. potem przyszla moda na dzeici zabaweczki..wszytsko tylko dla dzeicka..dzeicko jest swietoscia i mamy sie dostosowac do niego..lekka paranoja. Odpowiedz Link Zgłoś
paul_ina Re: a co w tym nowego???? 02.09.10, 09:52 hehe, a mi się przypomniała przypowieść od znaomych: Pierwsze dziecko i pierwsza kąpiel - przegotowana woda, kamera video, babcia i położna do asysty, mieszkanie o ustalonej z góry i zmierzonej temperaturze, woda z najdroższym środkiem dla niemowląt... drugie dziecko pierwszy raz w mieszkaniu wykąpane w zlewie. A jak tak popatrzeć na ich dzieci, to drugie właśnie rozwija się intelektualnie i fizycznie z prędkością światła i prawie nie choruje a towarzyszy starszemu bratu i rodzicom praktycznie wszędzie, teraz to już samo drepta, wczesniej w nosidle Odpowiedz Link Zgłoś