Dodaj do ulubionych

Laktacyjno-butelkowy obłęd

20.03.10, 11:17
Od urodzenia córki minęło pięć tygodni. W ciągu tych pięciu tygodni dzień w dzień trafia mnie szlag w temacie karmienia. Ponieważ miałam spore problemy, przewertowałam sieć w poszukiwaniu informacji na temat karmienia piersią, mieszanego i mm. I włos mi się zjeżył na głowie.
Poziom informacji na temat karmienia, tak piersią, jak i butelką, doradztwo, możliwość wyboru - wszystko to jest albo okraszone ciężką paranoją, albo osłonięte mrokiem tajemnicy.
W szpitalach dokarmia się dzieci bez wiedzy i zgody matek albo zmusza do przystawiania bez udzielenia fachowej pomocy, co rodzi wiele problemów i nieszczęść.
Matki, które muszą albo chcą karmić mlekiem modyfikowanym, mają nikły, nawet zerowy dostęp do informacji na temat mleka początkowego (regulowany ustawą). Ot, strona jednego z producentów mleka mod. - żeby zasięgnąć informacji na temat mleka 'jedynki', trzeba najpierw przebrnąć przez pieśń pochwalną na temat karmienia piersią, a potem kliknąć coś na kształt czerwonego guzika, co na bank spowoduje wojnę nuklearną, i dopiero można przeczytać info na temat mieszanek. Przecież to można nabawić się depresji.
Matki, które chcą karmić piersią, niejednokrotnie nie wiedzą, jak to robić, a bywa, że jedyna porada, jaką mogą uzyskać w szpitalu, to złapanie za pierś, ściśnięcie sutka i ocena, czy jest pokarm, czy nie. Ale pozycje, technika karmienia, ocena, czy dziecko prawidłowo łapie pierś i jak wygląda odruch ssania - to już jest jakaś, qrwa jego mać, tajemnica państwowa, którą można ewentualnie poznać, jak się zaprosi doradcę laktacyjnego do domu i zapłaci ćwierć koła.
Dlaczego, do cholery, dlaczego nie ma ogólnodostępnych RZETELNYCH informacji na temat różnych sposobów karmienia, informacji, które NIE będą nosiły znamion histerii i ciężkiej paranoi? Czemu ani jednym, ani drugim nie udziela się pomocy BEZ komentarzy? Nie umie karmić piersią - wyrodna matka. Umie, ale karmi już, o zgrozo, roczniaka - zboczona. Karmi mlekiem modyfikowanym - wyrodna i nie kocha. Nie chce karmić piersią - leniwa krowa. Nie może - leniwa, za mało starająca się krowa, która tak naprawdę nie chce, tylko szuka wymówki. Karmi tylko piersią - niedbała larwa, której nie chce się gotować dla dziecka zupek jarzynowych. I tak dalej, w tym duchu.
Czemu w temacie karmienia niemowląt ludzie dostają małpiego rozumu?

Żeby nie było - nie wszyscy dostają. Ot, choćby pediatra mojego dziecka i doradczyni laktacyjna, która mi pomogła - są w tej kwestii całkowicie normalne.
Obserwuj wątek
    • yenna_m Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 11:24
      kawka, pierwsze dziecko urodzilam ponad 9 lat temu. Uwierz mi, od tego czasu
      absolutnie nic sie nie zmienilo (bylo dokladnie tak, jak piszesz).

      Ale wiesz, w duzej mierze uwazam, ze za taki stan rzeczy sa odpowiedzialne same
      kobiety. Bo kobiety nie potrafia sie nawzajem wesprzec tylko sie dowartosciowuja
      kosztem tej innej.
      • 11gdawm Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 12:25
        Się podpisuję obiema ręcami. Tylko mi się wydaje, że jak rodziłam swoje pierwsze
        dziecko odległe siedemnaście lat temu to było lepiej - nie było takiego szału
        doradzania i oceniania na siłę. A to, co przeżyłam rok temu w szpitalu rodząc
        swoje trzecie dziecko to cyrk totalny - z jednej strony terror piersiowy
        (macające po biuście w najbardziej krępujących sytuacjach panie doradcy
        laktacyjne) a z drugiej dokarmianie po cichu mm przez pielęgniarki (mimo mojego
        wyraźnego sprzeciwu). I do tego internet pełen wzajemnego obrzucania się błotem
        frakcji piersiowej i butelkowej. Solidnej wiedzy i prawdziwego poradnictwa
        ilości śladowe.
        Dodam tylko, że wykarmiłam dwójkę, a teraz karmię trzecie piersią i jest mi z
        tym dobrzesmile
      • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 13:32
        Jedną z większych podłości, jaką może wyrządzić w tej materii kobieta innej kobiecie, jest nagminnie praktykowane wzbudzanie poczucia winy. Matki karmiące mm są i tak dostatecznie umordowane (mówię o tych, które chciały karmić piersią, a nie mogły), zawstydzone (bo jak to, KAŻDA kobieta może karmić piersią, a ja nie mogę, DLACZEGO?! Co ze mną nie tak??), nieszczęśliwe.
        Tak samo obrywają te, które mają problem z karmieniem piersią i szukają porady. Bo PRAWDZIWA matka nie ma problemów z laktacją, a pokarm siedzi w głowie i jeśli ktoś go nie ma, to znaczy, że nie chce mieć.
        W tak delikatnej sprawie potrzeba ostrożnego wsparcia i wyczucia, a nie subtelności na poziomie czołgu.
        • 11gdawm Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 15:05
          No właśnie prawdą jest, że największą krzywdę robią kobiety sobie nawzajem.
          Święte oburzenie: No jak to, nie karmisz??? (nie, głodzę wink), albo: No jak to,
          jeszcze karmisz?? to tylko kobieta do kobiety potrafi. Wszelkie uwagi o
          "wywalanych na wierzch cyckach, które obrzydzają" lub o " wyrodnych matkach,
          którym nie chce się karmić" pochodzą w 99% od kobiet. I to jest bardzo przykre,
          niestety.
          Przez ładnych parę lat dziwiłam się młodym matkom, że tak wiele z nich rezygnuje
          z karmienia piersią, ponieważ dla mnie było to najprostsze, najwygodniejsze,
          naturalne po prostu. Po tym co rok temu zobaczyłam i usłyszałam w szpitalu od
          personelu
          (który karmienia naturalne miał wspomagać) i przeczytałam w internecie pewnie
          sama bym zrezygnowała. Bo tak naprawdę to brak jest prawdziwego wsparcia w obu
          sposobach karmienia - tylko ciągła walka o "swoje" racje.
        • reteczu kawka! 20.03.10, 18:33
          Kocham Cię za styl!

          > W tak delikatnej sprawie potrzeba ostrożnego wsparcia i wyczucia, a nie subteln
          > ości na poziomie czołgu.
          Nie powstrzymałam parsknięcia śmiechem.

          Wiesz co, no istotnie tak jest, jak piszesz, ale bywa czasami tak, że trafisz na
          sensownych ludzi, którzy po ludzku otworzą paszczę i wydadzą z siebie parę słów
          dowodzących ich człowieczeństwa.

          Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i bez żadnych
          problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład. Uważam, że takie cuda
          istnieją tylko w internecie i jest to oczywiście przekłamane gadanie danej osoby.

          Ja karmi teraz swoje trzecie dziecko; syn ma 6 miesięcy i tydzień i o ile z
          karmieniem córek miałam niewielkie problemy, tak teraz - wrogowi nie życzę!
          Zaczęło się od zapalenia piersi, gdy tatusiowa duma skończyła 3 miesiące, potem
          dostałam grzybicy sutków i od tamtej pory mam huśtawkę stanu sutków - z reguły
          bolą mnie, są czerwone, pałętaj ą się stany zapalne, do dermatologa z tym chodzę
          - krzyż Pański! Ale nie rzucam karmienia, pokarm mam, przystawiać umiem, mały
          chętnie ssie. córki karmiłam długo, to jemu mam odmawiać?

          A zaglądałaś na gazetowe forum "Karmienie piersią"? nie wszystkie wypowiadające
          się tam kobiety są wredne. dawno tam już nie zaglądałam, ale takie mam
          wspomnienie po buszowaniu na tamtejszym forum.
          • kammik Re: kawka! 20.03.10, 19:36
            Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i bez żadnych
            problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład. Uważam, że takie cuda
            istnieją tylko w internecie i jest to oczywiście przekłamane gadanie danej
            osoby.


            To jak chciałabyś poznać, skoro nie istnieją? big_grin Dzień dobry, nazywam się
            kammik, karmiłam starszego syna dwa lata i miesiąc bez żadnych problemów (zero
            nawałów, zastojów, zapaleń, dziecko przybierało na wadze jak szatan), młodszą
            córkę (15 miesięcy) karmię nadal, problemy były tylko na początku (kiepska
            technika, pogryzione brodawki, słaby przybór na wadze).
            Problem z tematem jest jeden - zero informacji, wyłącznie reklama, po obu
            stronach. Plus niedouczone pielęgniarki/położne i lekarze śliniący się na widok
            długopisów z napisem "Enfamil".
            • dordulka Re: kawka! 20.03.10, 22:57
              Kap kap kap - ślinię się na widok wypasionego długopisu i siłą odrywam niewinne oseski od matczynego cyca!
              Przesadziłaś tu moim skromnym zdaniem! (pomimo tego, że SP od Ciebie spisuje się nieźle).
              • kammik Re: kawka! 21.03.10, 08:36
                To się cieszę, że pasuje smile Dalej jednak będę twierdzić, że gdyby tak zwana
                służba zdrowia (że nie cała, to chyba oczywiste) jednakowoż nieco się
                dokształciła w temacie, to nikomu by to nie zaszkodziło.
                • kawka74 Re: kawka! 21.03.10, 08:47
                  Służba zdrowia przede wszystkim powinna umieć przedstawić wady i zalety obu rozwiązań i pomóc młodej mamie w karmieniu tak piersią, jak i butelką - bez oceniania i komentowania.
                  A wszyscy ci, którzy upierają się przy jedynym słusznym modelu karmienia (jaki by on nie był), którzy uważają mleko modyfikowane za truciznę albo matki karmiące publicznie piersią za zboczone, powinni umieć ugryźć się w jęzor, a świat stanie się miejscem zdecydowanie przyjemniejszym.
                  • kammik Re: kawka! 21.03.10, 08:57
                    kawka74 napisała:

                    > Służba zdrowia przede wszystkim powinna umieć przedstawić wady i zalety obu
                    rozwiązań

                    Toż napisałam smile
                    • kawka74 Re: kawka! 21.03.10, 09:26
                      Chciałam tylko podkreślić - OBU rozwiązań smile
            • 18_lipcowa1 Re: kawka! 21.03.10, 09:55
              Ja w sumie też nie mogę powiedzieć by karmienie sprawiało mi
              trudność.
              Byłam przygotowana na wszelkie kłopoty, wiszenie dziecka przy piersi
              non stop itp. Wiedzę miałam z forów GAZETY i wystarczyła.
              Wiedziałam więcej niż breastfeeding adviser w UK.
            • reteczu kammik 21.03.10, 10:09
              Dzień dobry, nazywam się
              > kammik, karmiłam starszego syna dwa lata i miesiąc bez żadnych problemów

              problemy były tylko na początku (kiepska
              > technika, pogryzione brodawki, słaby przybór na wadze).

              Zaprzeczasz sobie. Owszem, nie miałaś poważnych problemów, ale jakieś miałaś. A
              są takie mamy, które deklarują, że im nic nie doskwierało od początku do końca
              karmienia.
              • kammik Re: kammik 21.03.10, 11:13
                Jakbym zakończyła rozmnażanie na jednym dziecku, to już bym spełniała Twoje
                kryteria? smile
              • falka32 Re: kammik 21.03.10, 11:44
                reteczu, zależy co rozumiesz przez "doskwieranie". Są rzeczy, które obiektywnie
                mogą wyglądać jak problem, a problemem dla danej osoby nie są. Problemem jest
                to, co tobie dokucza, a nie to, co powinno dokuczać. W ten sam sposób można się
                czepiać karmienia butelką: wskaż mi mamę, która nie miała z tym żadnego
                problemu. Nie ma takiej. Każda musiała coś tam robić, a wolałaby może robić w
                tym czasie coś innego. Mycie butelek przecież można uznać za problem. Płacenie
                za mleko też jest większym problemem, niż nie płacenie. Ja bym na przykład
                uznała to za poważny problem smile bo ja osobiście nie lubię myć butelek ani płacić
                za cokolwiek.
                W ten sposób rozumując, za osobę karmiącą dziecko bezproblemowo można uznać
                tylko taką, która oddała dziecko w pierwszej dobie po porodzie mamce albo
                opiekunce i dalej się nie zajmowała tematem karmienia przez najbliższe lata, bo
                robił to ktoś inny. A laktacja u niej w ogóle nie wystąpiła i nie musiała brać
                leków stopujących ani odciągać pokarmu na początku, zanim laktacja nie wygasła.
                Bo to wszystko przecież są jakieś problemy.

                Cały wic jest w tym, żeby wybrać sposób karmienia, który tobie osobiście nie
                sprawia dyskomfortu, albo ten dyskomfort jest na poziomie dla ciebie do
                przyjęcia. A nie taki, który nie wiąże się z żadnymi problemami, bo takiego
                sposobu karmienia NIE MA.
                • reteczu falka32 21.03.10, 12:13
                  > Cały wic jest w tym, żeby wybrać sposób karmienia, który tobie osobiście nie
                  > sprawia dyskomfortu, albo ten dyskomfort jest na poziomie dla ciebie do
                  > przyjęcia. A nie taki, który nie wiąże się z żadnymi problemami, bo takiego
                  > sposobu karmienia NIE MA.

                  Pięknie to ujęłaś. Zgadzam się z Tobą w 100%! Każdy sposób karmienia wymaga
                  jakiegoś zaangażowania ze strony matki, więc jeśli ktoś pisze, że on
                  bezproblemowo to przeszedł, to wnioskuję, że drobiazgi ukrywa, trochę wybiela
                  sprawę.
                  • falka32 Re: falka32 21.03.10, 12:37
                    więc jeśli ktoś pisze, że on
                    > bezproblemowo to przeszedł, to wnioskuję, że drobiazgi ukrywa, trochę wybiela
                    > sprawę.

                    A może nie wybiela, tylko mówi w oparciu o realia a nie o pobożne życzenia i
                    filozofie? Jeżeli ja mówię, że miałam lekki i przyjemny poród, to nie dlatego,
                    że wybielam i ukrywam drobiazgi, tylko dlatego, że było to lekkie JAK NA PORÓD i
                    po porodzie czułam się świetnie, JAK NA KOBIETĘ, KTÓRA PRZED CHWILĄ URODZIŁA. A
                    nie jak zdrowa nastolatka tuż przed randką. Jeżeli mówię, że dobrze się czułam w
                    ciąży, to znaczy, ze jak na ciążę, czułam się tak dobrze jak mój mąż w tym samym
                    czasie. Jeżeli mówię, że karmiłam bezproblemowo, to znaczy, że JAK NA KARMIENIE
                    PIERSIĄ, to nie miałam problemów. W tym samym sensie. Ominęły mnie patologie,
                    problemy, dylematy, restrykcyjne diety, poważny ból. Ale nie ominęły mnie
                    wkładki laktacyjne, nawał mleczny, kilka lekkich zastojów, uważanie na alkohol
                    czy leki - tak samo jak kiedy rodziłam, nie ominęły mnie skurcze porodowe i
                    krwawienie po porodzie a w ciąży nie ominęła mnie niemożność spania na brzuchu.
                    Czy w związku z tym mam mówić, że miałam potworny poród, koszmarną ciążę i
                    tragiczny okres karmienia piersią, bo inaczej się dowiem, że wybielam i ukrywam?
                    To są stany fizjologiczne odbiegające od codziennej normy i jako takie powinny
                    być rozpatrywane. Chyba o tym wie większość ludzi i tak rozumie słowa "łatwy
                    poród" "dobre samopoczucie w ciąży" i "bezproblemowe karmienie" a nawet
                    "bezproblemowe dziecko".
                    • falka32 Re: falka32 21.03.10, 12:41
                      Korekta, bo mi zjadło: "Jeżeli mówię, że dobrze się czułam w ciąży, to znaczy,
                      ze jak na ciążę, czułam się dobrze - ale i tak nie tak dobrze jak mój mąż
                      w tym samym czasie.
                    • ledzeppelin3 Re: falka32 21.03.10, 15:28
                      Ale drogie panie, może więc łopatologicznie: Nie chodzi o to, że na 150 pań 6
                      słownie SZEŚĆ (czy 8 słownie OSIEM) miało karmienie piersią lekkie i
                      bezproblemowe. Naprawde nie o to chodzi. Chodzi o to, że karmienie lekkie i
                      bezproblemowe nie jest Jedynie Występującym, jak to się nam powszechnie wmawia.
                      I że pozostałe 142 panie są Nienormalne, Niemoralne i Okaleczone Na Psychice
                      (wszak pokarm jest w głowie!)
                      • falka32 Re: falka32 21.03.10, 16:23
                        niemniej jednak upierać się będę, że bezproblemowe karmienie piersią nie jest
                        tylko konstruktem teoretycznym, stworzonym na użytek propagandowy, tylko że
                        występuje ono w naturze smile

                        a druga rzecz, co do której się będę upierać, to że gdyby nie to zjawisko, o
                        czym pisze Kawka w pierwszym poście, to proporcje karmiących bezproblemowo i
                        problemowo mielibyśmy być może odwrotne, czyli bardziej takie, jak w naturze,
                        gdzie ssaki, które nie mają komitetów ani komisji laktacyjnych, ani rozterek
                        egzystencjalnych, po prostu karmią młode nie dorabiając do tego ideologii ani
                        technologii. Tak samo, jak z porodami - gdyby się w nie mniej wtrącać, byłoby
                        mniej powikłań i patologii.
                        Pierwszy z brzegu przykład to moja przytoczona niżej przygoda na Żelaznej. Ile
                        kobiet z pierwszym dzieckiem, które maja nakładzione do głowy, że sposób
                        karmienia definiuje je jako Dobre Matki, nie zaczęłoby mieć wątpliwości czy
                        problemów, działających jako samosprawdzająca się przepowiednia, ponieważ
                        okazałoby się, że ich sutki nie są wg komisji wystarczająco PRAWIDŁOWE, chociaż
                        dziecko je z nich i nie widzi problemu? Skoro komisja musiała sprawdzić na
                        własne oczy i zatwierdzić również moje, o których było wiadomo, że jakoś
                        działają? Po co oni to robią?

                        Karmienie piersią sprowadzone do rangi religii i propagowane przez fanatyków
                        pilnujących czystości ideologicznej członków sekty może służyć do wielu rzeczy,
                        ale chyba najmniej do jedzenia. A przecież, do jasnej cholery, to jest tylko
                        jedzenie. W dodatku nie jedyne dostępne, zastępowalne bez specjalnej szkody dla
                        dziecka.
                      • lila1974 Re: falka32 22.03.10, 10:55
                        Jakieś dziwne te twoje proporcje.

                        Większość mam jakie znam, karmiły piersią i to dość długo - poza pogryzionym
                        sutkiem w pierwszych dniach życia oseska, reszta karmienia przebiegała
                        bezproblemowo.
                  • malila Re: falka32 21.03.10, 20:00
                    reteczu napisała:
                    > Każdy sposób karmienia wymaga
                    > jakiegoś zaangażowania ze strony matki, więc jeśli ktoś pisze, że
                    on
                    > bezproblemowo to przeszedł, to wnioskuję, że drobiazgi ukrywa,
                    trochę wybiela
                    > sprawę.

                    Non causa pro causa. Twoje wnioskowanie tak się ma do karmienia
                    piersią jak wnioskowanie wtórnej dziewicy do życia w związku
                    nieplatonicznym. Czyli ogranicza się do własnego doświadczenia
                    (ewentualnie doświadczenia krewnych i znajomych, o ile zechcą się
                    oni tym doświadczeniem podzielić) wzbogaconego fantazjami na temat.
                    Nie bez powodu pytałam o to, do czego potrzebny jest Ci świat
                    pozbawiony mamusiek nie mających problemów z karmieniem piersią,
                    które to pytanie ominęłaś szerokim łukiem. Bo właściwie jakie to ma
                    znaczenie, czy babki, które karmią piersią, mają z tym jakieś
                    problemy czy w zasadzie nie mają żadnych, skoro się z karmienia
                    piersią rezygnuje? Jakie mają znaczenie problemy bądź ich brak w
                    związku dwojga ludzi, jeśli się z takiego związku rezygnuje? Po co
                    węszyć za ukrytymi drobiazgami robiąc z nich po odkryciu tragedię
                    Posejdona? Po to żeby zabrzmieć jak zgorzkniała teściowa na
                    wizytacji, która po znalezieniu piwa w lodówce zięcia krzyknie do
                    córki: wiedziałam, że twój też będzie pił!?
                    Bezproblemowo oznacza, że to, czego się doświadcza, nie jest
                    problemem. Nie oznacza natomiast, że nie doświadcza się żadnej
                    rzeczy, która byłaby problemem dla kogoś innego, bądź którą ten inny
                    ktoś chciałby widzieć jako problem.
              • agamama123 Re: kammik 22.03.10, 09:19
                Ja jestem taką mamąsmile
                Pierwszego syna co prawda nie karmiłam piersią ale tylko ze względu na jego stan
                i potrzebę kontroli spożywanych przez niego posiłków oraz długie karmienie sondą.
                Drugie dziecko przyssało się do mojej piersi 3 godziny po narodzinach. I potem
                nastąpiło półtora roku sielankowego karmienia piersią. Fakt - syn przez pewien
                okres po prostu wisiał na piersi, nie odsysał się. Ale technicznych problemów z
                karmieniem nie miałam najmniejszych. Nie wiem co to zastoje itd. Po półtora roku
                nastąpiło zupełnie bezproblemowe odstawienie dziecka - obojgu nam już to nie
                było potrzebne.
                Trzecie dziecko karmiłam bezproblemowo 3 miesiące - potem musiałam zrezygnować
                ze względu na swoje problemy zdrowotne, operację.

                Można wykarmić dziecko bezproblemowo jak widać.
                Nie oznacza to, że uważam karmienie piersią za jedyny słuszny sposób
                dostarczania dziecku pożywienia. Dziecko ma być najedzone - czy dostanie pierś,
                butelkę z mlekiem matki czy mm - nie ważne. Ma nie być głodne a sposób karmienia
                to indywidualna sprawa każdego rodzica.
          • z_lasu Stawiam się na wezwanie. 20.03.10, 19:54
            > Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i
            > bez żadnych problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład.

            Mogę się też stawić osobiście razem z dwulatkiem i naocznymi
            świadkami cudu. Młody już na sali porodowej przyssał się tak, jakby
            nic innego w życiu nie robił. I tak mu zostało do dziś. A pokarmu
            miałam tyle, że mogłabym całą wieś wykarmić. Niemniej mam
            świadomość, że to nie jest norma.
          • kawka74 Re: kawka! 20.03.10, 20:10
            Kocham Cię za styl!

            smile

            Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i bez żadnych
            > problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład.

            Ja nie wątpię, że takie kobiety są. Wątpię natomiast, że jest to cecha konstytutywna wszystkich kobiet - że mogą karmić bezproblemowo, na zawołanie i dowolnie długo.

            A zaglądałaś na gazetowe forum "Karmienie piersią"? nie wszystkie wypowiadające
            > się tam kobiety są wredne.

            A, nie wątpię, że nie wszystkie, zauważyłam sporo spokojnych, wyważonych odpowiedzi na różne problemy. Zraziło mnie jednak parę rzeczy, między innymi wątek o najgłupszych powodach zaprzestania karmienia piersią. Wiele z nich było rzeczywiście zabawnych, ale kilka było takich, które o atak śmiechu mogłyby przyprawić tylko kogoś o empatii pantofelka. Kilka osób z tego forum budzi jednak mój podziw ze względu na wiedzę i na takt, jakiego nieraz brakuje położnym czy lekarzom (do nich mam w sumie największy żal).
          • falka32 Re: kawka! 20.03.10, 21:02
            > Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i bez żadnych
            > problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład. Uważam, że takie cuda
            > istnieją tylko w internecie i jest to oczywiście przekłamane gadanie danej osob
            > y.

            yyyy, to mam się przyznać, czy wstyd będzie? co prawda nie karmiłam do dwóch
            lat, bo nie widziałam powodu, karmiłam do roku, ale za to troje po kolei. Bez
            problemów od urodzenia. Dwóch - trzech zastojów nie liczę jako problemy, bo po
            pierwszym nauczyłam się je szybko rozganiać, zanim się przerodziły w coś gorszego.

            W dodatku karmiłam dobrowolnie, z własnej woli, bez filozofii i intuicyjnie, z
            przyjemnością i dla wygody. A i tak mnie dosięgnął terror laktacyjny i
            podejrzenia ze strony środowiska medycznego, że pewnie knuję po cichu, jak
            odstawić, żeby nikt się nie kapnął.

            Znam sporo kobiet, które po prostu urodziły dziecko i je potem po prostu karmiły
            piersią tak długo, jak uznały za stosowne. Ale są one mniej widoczne w
            internecie, bo nie miały problemów z karmieniem do zgłaszania na forum, nie
            miały masakrycznych historii do opowiadania oraz problemów psychologiczno-
            ideologicznych związanych z faktem karmienia piersią smile Ot, taka szara strefa smile
          • ciociacesia no jestem 20.03.10, 22:52
            18 mies na razie
            problemy mialam wymyslone. ze za malo ssie - bo na poczatku leciala po 5-7 minut
            i spala po 4 godziny. ale mnie baby z zaufanego foruma kopnely w d i przestalam
            wydziwiac. od tego czasu jest spooko
          • ila79 Re: kawka! 21.03.10, 00:16
            <Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i
            bez żadnych
            problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład. Uważam, że
            takie cuda
            istnieją tylko w internecie i jest to oczywiście przekłamane gadanie
            danej osoby. >

            Jeśli bardzo byś chciała, to możemy się poznać smile. Karmiłam bez
            problemu 2,5 roku. Oczywiście dziękuję za to Bogu, losowi, czy komu
            tam jeszcze, bo wiem, że nie każdej mamie jest to dane. Acha - np.
            braku pokarmu przez pierwsze dwa dni nie klasyfikuję jako szczególny
            problem.
            • modrooczka Re: kawka! 21.03.10, 00:27
              braku pokarmu przez pierwsze dwa dni nie klasyfikuję jako szczególny
              > problem.
              Bo to jest norma, nie wiem czemu nie mówi się o tym rodzącej, że przez pierwsze
              2 dni będzie lecieć po pare kropel i ma sie nie poic wtedy herbatkami
              laktacyjnymi bo to sie skonczy nawalem. W zyciu nie piłam herbatki laktacyjnej
              ani niczego mlekopędnego, nie piłam tez nic na ograniczenie ani nie okładałam
              się kapustą. Ale ja wiedziałąm, że lepiej nie pić. Kiedy okazało się że zamiast
              jednego dziecka będę karmić dwoje na raz po prostu zaczęłam przystawiać
              dziewczynki na zmianę i patrzyłam czy nie są głodne. Po 2 dniach laktacja
              dostosowała się do dwójki dzieci. Kiedy po miesiącu jedną odstawiłam to laktacja
              sama się zmniejszyła także w ciągu 2 dni. Najważniejsze to nie robić cudów nad
              cyckiem, tylko podchodzić spokojnie.
          • malila Re: kawka! 21.03.10, 10:27
            reteczu napisała:
            > Chciałabym poznać taką mądralinę karmiącą piersi ą, co urodziła i
            bez żadnych
            > problemów wykarmiła dziecinę do dwóch lat na przykład. Uważam, że
            takie cuda
            > istnieją tylko w internecie i jest to oczywiście przekłamane
            gadanie danej osob
            > y.

            Ale o co chodzi? Do czego Ci potrzebny świat, w którym nie
            istnieją "mądraliny karmiące piersią, co urodziły i bez żadnych
            > problemów wykarmiły dziecinę do dwóch lat"?
          • lila1974 reteczu 22.03.10, 10:50
            Znaczy nie istnieję?

            Karmiłam starszą prawie dwa lata (dwóch tygodni zabrakło) bez najmniejszego
            problemu. Pokarm był (aż nadto), dziecko załapało od pierwszego cmoknięcia o co
            biega, żarło pięknie, najedzone dawało matce odsapnąć. Od 4 czy 5 miesiąca
            wcinało zarówno mleko matczyne jak i zupki, potem kaszki ... lajcik smile
    • kunegunda32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 11:30
      Hej Kawko,
      przerobiłam to niestety. Masz całkowitą rację że to paranoja jakich mało. Według
      Twojej klasyfikacji zaliczam się do klasy "leniwa larwa", natomiast faktem jest
      że Młoda na początku była na mieszanym, cycek plus butla, potem jak już ja się
      nauczyłam ją przystawiać a ona ssać spokojnie przeszła tylko na cyca. I faktem
      jest że pomoc laktacyjna leży i kwiczy. Ja nie dość że miałam mało pokarmu to
      jeszcze wklęsłe brodawki, po prostu masakra. Mnie pomógł znajomy homeopata dając
      mi kulki na laktację, oraz panie z przychodni laktacyjnej na Inflanckiej, oraz
      moja mama. Z tym że teraz mam odwrotny problem bo młoda ma już 5 mcy i ani myśli
      jeść lub pić z butli. Po prostu nie ma mowy i koniec, jak jej daję butlę to
      patrzy się na mnie jak na kretyna i z obrzydzeniem wypluwa smoka. tak więc kawka
      w 3 miesiącu zacznij jej dawać pić z butli żeby się przyzwyczaiła bo potem są
      jazdysmile
    • inn-ka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 11:34
      Dobrze napisane.
      • bweiher Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 11:44
        Oj kawka.Święte słowa.
        Ja doświadczyłam jednego i drugiego bo karmiłam pierwsze dziecko
        piersią a dwoje nastepnych butelką.
        I o ile karmiąc cyckiem byłam wychwalana pod niebiosa i stawiana
        jako przykład,tak przy następnych dzieciach całkiem odwrotnie.
        Nikt już nie pamiętał ze przecież karmiłam ta piersią i wiedziałam
        co i jak.
        Dobrze że jestem osobą wygadaną,a raczej pyskatą big_grin to co niektórzy
        usłyszeli parę zdań ode mnie.
        Tak czy inaczej i w jedną i w drugą stronę jest szał.
        • nastoletnia-mama Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 21:24
          Ja też się zgodzę z postem kawki... Pomimo przewertowania tysiąca
          stron internetowych, czasopism i poradników,karmienie nie okazało
          się tak fajne jak opisywano... W szpitalu oczywiście na temat
          karmienia usłyszałam :" Przystawiać na zmianę, raz do jednej raz do
          drugiej". Przy tym było wiele bólu i łez. Na poranione brodawki
          komentarz: "Smarować pokarmem, wietrzyć i przystawiać dziecko".
          Dziekuję za taką pomoc...A miałbyć to szpital promujący naturalne
          karmienie,niosący pomoc,ze świetnymi doradcami laktacyjnymi, na czym
          tak bardzo mi zależało... I moja przygoda z karmieniem piersią
          trwała tydzień...Nie miałam syły juz dłużej męczyć siebie i
          dziecka,razem z nim płakać. Gdy pierwszy raz dostał butlę wypił
          wszystko i w końcu zobaczyłam jak wygląda spokojnie śpiące,
          najedzone dziecko. Syn ma rok a do dziś to pamiętam...Długo siebie
          obwiniałam, że zrezygnowałam z karmienia naturalnego...że przecież
          jak ja mogę zrobić to mojemu dziecku... A jak ja się musiałam
          tłumaczyć z tego faktu ginekologowi! Naprawdę było to dla mnie
          ciężkie...Minęło tyle czasu, a mi ciągle chce się płakać jak sobie
          to wszystko przypominam... I pewnie dla większości kobiet karmiących
          piersią będę, jak to kawka napisała leniwą larwą czy czymś tam
          jeszcze... uncertain I nie dziwię się juz teraz, że istnieje cos takiego
          jak depresja poporodowa...
      • dzoaann Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 11:49
        racja, niestetysad
        nawet jesli ktos poradzi to zawsze dołączy ocenę...
        moją laktację i psychike przy pierwszym dziecku uratowała genialna połozna
        środowiskowa- dzięki, pani Krysiu! I to by była w zasadzie jedyna osoba z
        personelu medycznego, która miała naprawdę pojecie o karmieniu piersią. Reszta
        spotykanych na przestrzeni lat połoznych, lekarzy, pielęgniarek gadała takie
        bzdury lub komentowała w taki sposób, że aż strachsad
        pomogły mi tez artykuły w dziecku, więc moze jednak cos znajdziesz, a na
        komentarze i otoczkę nic nie poradziszsad
        • caffe_mocca Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 12:16
          kawka! Dzieki za ten post smile
          Super napisany i swietnie sie czytalo smile
          Popieraw calej rozciagłosci.

          To pisałam ja - leniwa i wyrodna krowa, ktora z pelna premedytacja nie
          chciala karmic piersią - i miala (oraz ma teraz) głeboko w du.pie co sobie inne
          kobiety o tym pomyslą smile
          • elske Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 12:34
            O tym ze jest taki obłęd , dowiedziałam się , po 1,5 roku karmienia córki
            piersią.Wcześniej nie maiłam internetu, a w realu nie spotkałam się z takim
            zjawiskiem.Zanim urodziłam córkę, przeczytałam 2-3 artykuły na temat karmienia i
            stwierdziłam ze jestem gotowa.Na porodówce nakarmiłam córkę (położna stwierdziła
            że ok, mała ładnie się przyssała), więc karmiłam.
            Po 1,5 rocznym karmieniu dwojga dzieci, wiem jedno: że dziecko potrzebuje około
            tygodnia, żeby w miarę uregulować sobie porę i długość karmienia (tak na początek).
            Robiłam już kilka razy za pogotowie laktacyjne (na odległość, przez telefon,
            skypa).Mówiłam o tym co wiem, co sprawdziło się w moim przypadku i chciałam żeby
            karmiaca mama uwierzyła w swoje siły i była do tego przekonana. Udało sięsmile.
    • swinka-morska Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 12:38
      święte słowa Pani Kawko, święte...

      Ja jestem typ "klienta dobrze poinformowanego" a ponieważ b.
      chciałam karmić piersią douczałam się w tym temacie intensywnie.
      I też potwierdzę - ilość przesądów krążących w tym temacie po
      ludziach i necie jest naprawdę imponująca.
      Steki bzdur są powtarzane przez kobiety w każdym wieku, a co gorsza
      również przez część lekarzy i położnych.
      Przez moment nawet mi się chciało walczyć z wiatrakami i wypleniać w
      otoczeniu bzdury o "za chudym mleku" "za długim przystawianiu do
      piersi" itd. ale teraz czuję już zupełny luz w temacie wink

      U nas też był ciężki początek (wiecznie śpiący wcześniak, z dużą
      żółtaczką, osłabionym odruchem ssania), ale ostatecznie wyszłyśmy na
      prostą - karmię małą piersią i bardzo sobie chwalę. Ale na początku
      wcale nie było to takie oczywiste, że się uda.
      Podziękować mogę szpitalowi, w którym rodziłam (bo nie namieszali,
      nie zrazili, pomogli tyle ile mogli przez te pierwsze dni), doradcy
      laktacyjnemu (za której pomoc też musiałam zapłacić bo zdaniem NFZ
      to fanaberia i nie podlega refundacji).
      No i nic by z tego nie było gdyby nie moja mama (przyznająca
      otwarcie, że nie ma pojęcia o karmieniu piersią, ale załatwiająca za
      mnie wszystkie domowe sprawy, żeby noworodek mógł spokojnie wisieć
      na piersi ile mu się spodoba) i mój mąż (tutaj pean za całokształt
      wsparcia).

      I tak sobie myślę - miałam bardzo dużo szczęścia, że się udało
      karmić dziecko tak jak chciałam.
      I że nikt nie zafundował mi laktacyjnej traumy, którą aplikuje się
      dość powszechnie młodym matkom w naszym pięknym kraju.
      • ledzeppelin3 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 13:14
        Pamiętam mój szok prawie 6 lat temu, kiedy po ciężkim porodzie, dużej utracie
        krwi, źle gojącej się ranie i zapaleniu doczesnej nie miałam pokarmu żeby
        wykarmić żabę a co dopiero noworodka i tu okazało się, że:
        (na podstawie forum "Karmienie piersią")
        -KAŻDA kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko (ergo: a)nie jestem kobietą;
        b) nie jestem też mężczyzną, c) mam w związku z tym kryzys tożsamości, który
        zbiega się niestety z bejbi blusem, kryzysem wieku średniego oraz buntem ciała,
        które było znacznie mądrzejsze ode mnie i zamiast produkować mleko, wolało
        uzupełniać utratę krwi, goić zakażoną ranę oraz eliminować zakażenie endometrium)
        -Twoje mleczko to najlepsze, co możesz dać swojemu maluszkowi
        -Karmienie mieszane się nie liczy. Liczy się karmienie wyłącznie piersią. Kto
        karmi mieszanie, jest śmierdzącym leniem, egoistą i Nie-Prawdziwą-Matką. O
        karmieniu wyłącznie butelką nawet nie będę napomykać, bo to jak puszczenie bąka
        w towarzystwie. Po prostu nie uchodzi.
        Tak naprawdę, wtedy pierwszy raz w życiu napradę zobaczyłam, co to jest
        nietolerancja i fanatyzm. I ile krzywdy jest w stanie wyrządzić.
      • jomamma Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 13:38
        Ilość bzdur jakie usłyszałam po urodzeniu dziecka na temat karmienia
        przewyższyła zdecydowanie ilość bzdur, które wyczytałam o ciąży na CiP-ie.
        Po cesarskim miotałam się jak oślina żeby małego nakarmić i nici (byłam
        zdziwiona, bo z jego siostrą nie było tego problemu) . Położne proszone o pomoc
        powtarzały tylko: ścisnąć, a poleci i wtedy dziób dziecka dostawić na urra i
        trzymać, na siłę. Takie metody to raczej z jakiegoś więźnia, a nie... Mały po
        kilku takich akcjach miał dość. ja podobnie. Po szpitalu trochę przeszło ale
        ssanie piersi było raczej ukojeniem, nie jedzeniem. W związku ze wszystkim
        zdeterminowana żeby karmić piersią przez bite 3 miesiące ściągałam mleko i
        karmiłam młodego butelką aż doszłam do takiej sytuacji, kiedy jedną ręką
        trzymałam butlę małemu, a drugą ściągałam mleko cała spocona i w nerwach, bo nie
        nadążałam ściągać pomiędzy karmieniami i uznałam (słusznie), że to kretyńska
        sytuacja i postawiłam na sztuczniaka.

        I jeszcze: moja sąsiadka z sali miała piersi pogryzione do krwi. Rada doradcy:
        karmić, karmić jak najczęściej! Zimno mi było jak patrzyłąm na ten horror, bo
        babka ryczała w głos. Czy to aby na pewno jedyna metoda?

        Wracając do tamtego czasu - oczywiście że wiem, ze gdybym była mocno
        zdesperowana, łaziła po przychodniach itd, to pewnie wypracowałabym jakąś metodę
        skutecznego dosysania się. z drugiej strony jak niczego na świecie potrzebowałam
        spokoju, bez siłowych rozwiązań i rad często wzajemnie się wykluczających i
        moich nieustannych ćwiczeń w tym temacie.
        To, co sobie jednak myślę o doradztwie laktacyjnym gdziekolwiek, czy to face to
        face, czy książki, czy internet, to jest po prostu jedna wielka zgroza. I rację
        ma Kawka, pisząc to. Całość do wymiany.


    • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 13:13
      Po spacerze z małą mam jeszcze parę przemyśleń smile
      Mnie się rozchodzi o to, żeby mieć wybór i żeby móc go podjąć na podstawie rzetelnych, sprawdzonych informacji podawanych bez histerii, wymówek i obelg.
      Jakiś pierdyliard razy natykałam się na wątki, w których założycielka stawiała pytanie dotyczące karmienia mm (jaka butla, jaka mieszanka, itd.), po czym połowa odpowiedzi była w tonie 'ale DLACZEGO nie chcesz karmić piersią, ty głupia kobieto'. Znalazłam zyliard historii o personelu medycznym, który gnoił matki decydujące się na karmienie mm czy nawet te, które bardzo chciały karmić piersią, a miały z tym problem. Już nawet nie karmienie butlą, a nieumiejętne karmienie piersią (którego trzeba się nauczyć) czyni z kobiety półmatkę - czy to nie paranoja?
      Marzy mi się taka sytuacja - przychodzi położna czy lekarz do matki po porodzie i PYTA, jak chce pani karmić? Przedstawia wady i zalety obu rozwiązań, pokazuje, jak przystawić do piersi albo jak trzymać butlę, sprawdza, czy jest tak, jak powinno być. Dlaczego w tej kwestii nie ma wyboru albo podejmowany jest on bez koniecznej w takiej chwili wiedzy?
      W tej chwili nawet propagowane i gorąco polecane karmienie piersią nie ma takiej obstawy technicznej, jaką powinno mieć, a co dopiero karmienie mlekiem modyfikowanym.
      I jeszcze jedno - jeśli ktoś (sąsiad, znajomy, itp.) spyta zaraz po 'dzień dobry, jaka ładna dziewczynka', czy karmię piersią, zacznę strzelać!
      • z_lasu Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 14:58
        > Marzy mi się taka sytuacja - przychodzi położna czy lekarz do
        > matki po porodzie i PYTA, jak chce pani karmić?

        O, matko! To by była rewolucja w polskiej medycynie na skalę co
        najmniej Wielkiej Francuskiej. I bez ofiar by się nie obeszło.
        Lekarz pyta o coś pacjentkę???? Pyta o to, czego ona sobie życzy, co
        ona MYŚLI? Podejście inne niż paternalistyczne być może dało by się
        w polskiej medycynie znaleźć (po długich poszukiwaniach), ale na
        pewno nie w stosunku do położnicy.

        A poza tym ludzie w ogóle lubią wiedzieć lepiej i decydować za
        innych. Kiedy postanowiłam ściąć długie włosy obeszłam chyba z 5
        albo 6 fryzjerów, od których usłyszałam "ja Pani tego nie zrobię".
        Dlaczego? "Bo będzie Pani żałować!" Nosz, qfa mać! To chyba mój
        problem, nie? No, ale z włosami to można sobie zwiedzać różne
        przybytki, ze skurczami trudniej...
      • kiniox Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 22.03.10, 12:37
        Droga kawko, przyjeżdżaj rodzić do Belgii. Tu właśnie tak było -
        zapytali bez podtekstów, zaakceptowali odpowiedź bez szemrania,
        zapewnili stosowną pomoc, z wyrozumiałością i troską podeszli do
        początkowych kłopotów, byli na każde zawołanie o każdej porze dnia i
        nocy (z uśmiechem!), a potem pomachali łapką na drogę.
        • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 22.03.10, 12:48
          Ech, ja już urodziłam i następnego nie planuję, ale kto wie, kto wie... ;p
          • izak31 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 22.03.10, 12:57
            Mnie ciekawi skąd się bierze ten obłęd karmienia piersią? Mowie o
            matkach...Kto i gdzie uprawia takie pranie mozgu?
    • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 13:34
      > Matki, które muszą albo chcą karmić mlekiem modyfikowanym, mają nikły, nawet ze
      > rowy dostęp do informacji na temat mleka początkowego (regulowany ustawą).

      Bo ustawowo trzeba regulować dostęp do takich informacji. Bo jeszcze jedna z
      drugą by się dowiedziały, że mm to nie jest trucizna, a tylko wszystkie knują,
      jaki by tu znaleźć pretekst, żeby nie karmić piersią. Kobiety są głupie i nie
      należy ich dopuszczać do informacji. Kobiety są z natury wyrodne i leniwe i
      tylko ustawowa kontrola dopływu informacji może je zmusić, żeby karmiły dzieci
      piersią. Te, które muszą wracać do pracy, to patologia, której się nie
      uwzględnia i nie popiera.
    • el_jot Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 14:23
      zCiarki mnie przechodzą do tej pory, a dziecko urodziłam 5 lat temu,
      jak sobie przypomnę mój koszmar karmienia piersią. W szpitalu mleka
      praktycznie nie miałam, córka cały czas płakała, bo musiałam karmić
      piersią, a ja ani przystawić nie umiałam, ani pomóc Małej dobrze
      złapać. Doszło do tego, że płakałam z bólu, tak miałam pogryzione
      sutki. Nie było żadnego doradcy, a pielęgniarki w doopie miały.
      Jedna, starsza wzięla dziecko i nakarmiła je mm żebym ja mogła
      odpocząć. Przysięgłam sobie, że po wyjściu ze szpitala koniec
      karmiania piersią, ale tutaj się nasłuchałam od męża - jak to ja
      wyrodna matka jestem. Zaprosiłam nawet doradcę - owszem, troszkę
      pomogła, stwierdziła, że to ze steru mam mało mleka. Jak Mała miała
      jakieś 3,4 tygodnie poszłam sprawdzić jak przybiera na wadze i
      wpadłam w panikę, bo okazało się, że Mała przybrała tylko 30 gram!
      Na szczęscie pediatra był rozsądniejszy i powiedział, żeby karmić
      mieszanie. Od tej pory skońzcyła mi się depresja, skończył się ból i
      płacz głodengo dziecka. Jak będę miała jezscze jedno dziecko nie
      będę nawet próbowała karmić je piersią - zbyt wielka trauma dla mnie
      to była. Nigdy więcej.
    • z_lasu Jak nie wiadomo o co chodzi... 20.03.10, 14:46
      > Dlaczego, do cholery, dlaczego nie ma ogólnodostępnych RZETELNYCH
      > informacji na temat różnych sposobów karmienia,

      Bo w takim chorym kraju żyjemy. Kto miałby zapłacić (bo to
      kosztuje!) za ogólnodostępną, rzetelną informację na temat karmienia
      piersią? Ponieważ zarobić się na karmieniu piersią nie da, a leży
      ono w interesie społeczeństwa, to powinno to sfinansować państwo. A
      polskie państwo... wiadomo.

      > Czemu ani jednym, ani drugim nie udziela się pomocy

      Bo to wymaga fachowej wiedzy, a ta... wymaga nakładów finansowych.

      Innym tematem jest to, że młodej matce łatwo dokopać, więc każdy
      chętnie to zrobi. W pielęgnacji i wychowaniu dzieci nie ma prostych
      prawd, więc każdy chętnie sobie podbije samoocenę, udowadniając
      matce, że nie wie, nie umie, robi źle. Zanim życie zweryfikuje, nikt
      (oprócz skopanej matki) nie będzie już o tych słowach pamiętał.
    • lykaena Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 16:11
      10/10

      Ja w związku z poważnymi komplikacjami nie urodziłam naturalnie i tak naprawdę
      urodziłam w wyniku operacji.
      Po operacji leżałam plackiem , a jak już "mogłam" wstawać to miałam siłę odnieść
      do ust kubek z wodą ,bo odstawić to już nie.
      No i w tym wszystkim musiałam karmić -czyt. chciałam, bo pokarm był- ale mój
      wcześniaczek nie umiał chwytać piersi.
      Wszystkiego, niestety musiałam nauczyć się sama, obolała, słaba mdlejąca, każda
      z położnych zapytana odpowiadała (biorąc dziecko ,otwierając mu usta ,wciskając
      sutka) : "no ja tego pani nie będę ciągle pokazywać , sama pani popróbuje"
      Szok.
      • lykaena Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 16:12
        *podnieść ,a nie odnieść

        I "wstawanie" to było podnoszenie głowy, bo leżałam z worem i na baseniku
        • czar_bajry Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 16:58
          kawka, pierwsze dziecko urodzilam ponad 9 lat temu. Uwierz mi, od tego czasu
          absolutnie nic sie nie zmienilo (bylo dokladnie tak, jak piszesz).

          He he he ja rodziłam pierwsze ponad 20 lat temu i było dokładnie tak samotongue_out
          Szpital istny hardcor tylko cycek i nic więcej, młoda pogryzła mnie porządnie a
          lepiej powiedzieć że odgryzłasmirk
          Miałam znajomości w postaci szwagierki jako pielęgniarki noworodkowej i moje
          było dokarmiane. Z utęsknieniem czekałam powrotu do domu i wzięcia butelki z
          mieszanką do ręki.
          Nie karmiłam żadnego z moich dzieci z prozaicznej przyczyny, moje sutki się do
          tego nie nadają a wiele lat temu kapturki do karmienia były chyba żelaznesmirk
          Nie czułam powołania do masochizmu i uważałam że moje dzieci będą szczęśliwe
          nawet na butelce.
          Nie lubię wtykania nosa w nie swoje sprawy a już w cudzy cycek szczególniesmile
    • alexa0000 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 16:57
      Moja przyjaciolka urodzila i probowala karmic piersia.Nie
      wychodzilo. A te tylko cmokaly, sciskaly sutki palcami jakby macaly
      kure na targu, nieee, wklesle,nic z tego nie bedzie, niee.Dzieciak
      plakal, nie umial sie przyssac,mleko nie lecialo,nikt jej nie
      pomogl, karwa nikt. Poddala sie po tygodniu i wlaczyla mm.Pediatra
      na pierwszej wizycie powiedzial jej,ze jest wyrodna matką.Wyla cały
      dzien.Mieszkamy w 140 tysiecznym miescie wojewodzkim, nie ma u nas
      ani jednej poradni laktacyjnej.
    • kozica111 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:01
      A tego karmienia to nie da się tak intuicyjnie jakoś?Bo mnie trafia jak ciągle
      czytam o całej tej filozofii związanej z cyckiem jakby to taniec na linie
      przynajmniej był.Jak sobie kiedyś kobiety radziły?
      • verdana Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:10
        26 lat temu też nie lepiejsmile
        Urodziłam - zalecenie - tylko naturalnie, nie dopajać, nie
        dokarmiać. Co gorsza było jeszcze zalecenie regularnego karmienia.
        Po trzech zapaleniach piersi, po tym, jak dziecko nie przybieralo na
        wadze i trzeba bylo wprowadzić karmienie mieszane, jak na kolejne
        karmienie czekałam jak na bolesny zastrzyk zlitował sie ginekolog
        pytajac "A dlaczego Pani chce koniecznie jeszcze karmić?" Odżylam po
        3,5 miesiąca i zaczęłam cieszyć się wreszcie macierzyństwem. Ale z
        wyrzutami sumienia, ze przeciez to moja wina, zebym nie dokarmiala,
        to pewnie pokarmu byłoby dosyć itd.
        Parę lat temu znalazłam książeczke zdrowia syna - i przerazilam się.
        Zaglodziłabym dziecko jak nic.
        Corkę karmilam bez problemu 9 miesięcy, najmlodszego rok i trzy
        miesiące. Bo chcialam. Ale gdybym wtedy poczytała sobie
        forum "Karmienie powyżej roku" to chyba pierwszego dnia po szpitalu
        przeszłabym na butelkę, bo nic w życiu mnie tak do karmienia nie
        zniechecilo, jak ich fanatyzm...
        • anorektycznazdzira Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:35
          Ja trafiłam na inteligentną panią pediatrę, która wysłuchała spokojnie
          jak około 4msc po porodzie zemdlałam w nocy wstając do dziecka. Mój
          miał jeszcze podejrzenie alergii wszelakich,więc prawie nic nie jadłam
          bo albo kolki albo wysypki. No i pani oświadczyła: dziewczyno, uspokój
          się, jeśli tylko chcesz wypiszę ci izomil.
          Jedliśmy ten izomil oboje, ja i syntongue_out, bo całkiem nie chciałam przestać
          karmić. I tak na mieszanym karmieniu, co to na nim tak wieszają psy
          wszyscy fanatycy, nienerwowo dojechaliśmy niemal do roku.
        • ivaz Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 23:41
          verdana zgadzam się w 100%, to forum jest straszne, samo jego
          czytanie odrzuaca od karmienia piersią.
          • z_lasu Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 23:47
            Możesz to rozwinąć? Bo mnie się wydawało, że dziewczyny tam robią
            kawał dobrej roboty, i właśnie niedawno pewną zagubioną duszyczkę
            tam odesłałam, a tu się dowiaduję, że efekt bywa odwrotny od
            zamierzonego.
            • ila79 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 00:30
              To jest właśnie to o czym min. pisze kawka smile. Karmisz powyżej roku -
              zboczona, nawiedzona, fanatyczka. To forum ma wspierać mamy długo
              karmiące i robi to bardzo skutecznie. Mnie bardzo pomogło w chwilach
              takiego zwykłego ludzkiego zmęczenia. Do końca życia będę fizuli
              wdzięczna za to, że je założyła. Oprócz tego jest kopalnią rzetelnej
              wiedzy o karmieniu dłuższym niż rok i ogólnie o wychowaniu w
              bliskości. Naprawdę nie ma przymusu, żeby tam wchodzić i czytać, bo
              jak sama nazwa wskazuje nikt tam nie będzie rozmawiał o zaletach
              butelki, bo od tego są inne fora.
        • easyblue Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 09:24
          Na Karmieniu piersią też wieje fanatyzmemsmile
          Ja wolałabym najedzone dziecko niz. Pomijam schizy matki.
          W imię "dobra dziecka" lepiej było mu fundować takiego stresa, niż
          podać sztuczne...
          • easyblue Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 09:28
            Zeżarłotongue_out

            > Na Karmieniu piersią też wieje fanatyzmemsmile
            > Ja wolałabym najedzone dziecko niz wiszące na piersi całą dobę i
            wciąż nienajedzone. Pomijam schizy matki.
            > W imię "dobra dziecka" lepiej było mu fundować takiego stresa, niż
            > podać sztuczne...
      • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:17
        W moim przypadku widać intuicji zabrakło, i mnie, i małej. Może też zadecydował fakt, że przez pierwsze dwie doby mała była karmiona z butli i dlatego pierś chwytała źle, a ja nie umiałam jej poprawić. Więcej - nawet nie wiedziałam, że to źle.
        Potem było tylko gorzej, a mogło być bardzo źle.
        Ba, takich przypadków jak ja jest pierdyliard - gdzie wystarczy kwadrans z osobą doświadczoną i życzliwą, a karmienie piersią przestaje być upiornym, tragicznym obowiązkiem.
        Nie potrzeba grubych podręczników, wielu godzin lekcyjnych, wystarczy chwila, żeby chociaż sprawdzić, czy dziecko ssie prawidłowo, a jeśli nie - poprawić.
      • el_jot Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:22
        Jak byłam w ciąży też myślałam, że się da "intuicyjnie" a okazało
        się, że się nie da i już. Dziecko też trzeba nauczyć chwytać cyceksmile
        Myślę,że więkoszość kobiet ma problemy z przystawianiem dziecka, ale
        tylko nieliczne siędo tego przyznająwink
      • soffia75 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:22
        kozica111 napisała:
        > Jak sobie kiedyś kobiety radziły?

        Brały mamkę, na przykład. Poza tym, nie było wtedy takiego laktacyjnego i
        macierzyńskiego szaleństwa, jak obecnie... wink
        • srebrno-listka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 14:41
          Jak sobie kiedyś kobiety radziły? Miały wokół stado matek/ciotek/sióstr, które
          miały dzieci w różnym wieku - na bieżąco wiedziały więcej, obserwowały od
          dziecka i miały kogo spytać...

          Jak tak czytam, to widzę jak dużo miałam szczęścia. Urodziłam w 36 tc w szpitalu
          na Karowej (wawa) i na początku nawet udało mi się synka przystawić (oczywiście,
          nie było wówczas żadnego doradcy laktacyjnego, zresztą, w sumie rodziłam w
          sylwestra to się spodziewałam okrojonego liczebnie personelu wink) nawet kilka
          razy udało mu się złapać pierś i przyssać, ale było to dość losowe. Potem jednak
          wyszła żółtaczka i cały czas spał, nie miał sił się przyssać. Wtedy, za radą
          dziewczyny z którą byłam w pokoju wysłałam męża do położnych po mieszankę - ja
          nie bardzo miałam pokarm (3 dzień po porodzie, poród ze sporą utrata krwi),
          dostaliśmy butlę z odpowiednią ilością mm bez gadania. Potem jak Mały był na
          naświetlaniach dostawał w butli moje mleko, które ściągałam i zaczął nabierać
          sił. I przez pierwsze trzy tygodnie karmiony był w ten sposób, ale dostaliśmy
          namiar na rewelacyjną doradcę laktacyjną. Przyszła, pokazała jak małego
          przystawić, on się złapał, najadł. W zasadzie następnego dnia już wiedział jak
          ssać i teraz niechętnie pije z butli ściągnięte mleko, jak gdzieś czasem wychodzę.
          A to szczęście polegało na tym, że w szpitalu nie usłyszałam złego słowa jak dwa
          razy podałam małemu mm (inna rzecz, zawsze chodził po nie mąż, jego nie było co
          macać po sutkach czy mleko jest big_grin a widać nie chciało położnym przyjść
          sprawdzić jak to jest ze mną big_grin - polecam tę metodę) a potem nie patrzyli krzywo
          na karmienie butlą mlekiem ściąganym - jak powiedział pediatra - nie nośnik jest
          ważny a mleko.
          No i niesamowita pani położna-doradca laktacyjny. Dzięki niej udało się coś,
          czego skuteczności sie nie spodziewaliśmy - że dziecko po 3 tygodniach karmienia
          butlą przekona się do cyca. Przekonał się i nie chce nic innego, a mi jest dużo
          łatwiej niż ściągać, grzać w nocy i robić inne karkołomne akcje.
      • annvangier Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:38
        jak sobie radziły po prostu albo sobie radziły albo dziecko umierało, tak jest u
        ssaków w naturze,no chyba że którąś było stać na mamkę
      • bweiher Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 22:54
        kozica111 napisała:

        > Jak sobie kiedyś kobiety radziły?

        Dawały krowie.
        Ja jestem wychowana na krowim i moja 4 rodzeństwa.Mamy się
        swietnie tongue_out
    • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:19
      Wiecie, co mnie przeraża?
      To, że piszecie, że dziesięć, dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat temu było to samo.
      Qrwa, to KIEDY się to wreszcie zmieni?
    • wieczna-gosia Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 17:23
      poczatkowa paranoja mnie nie dotknela- po pierwsze w szpitalu byla
      fajna polozna ktora miala dla mnie czas i spokojnie wszytko pokazala.
      Poza tym mialam 17 lat i bylam maskotka sali pelnej 30 latek z drugim
      dzieckiem- kiedy tylko probowalam sie zalamac- pomagaly, podpowiadaly
      itd.

      I ja sama w szpitalu oddalam ten dlug przy kolejnych dzieciach a
      szczeglnie przy najmlodszym gdy nauczylam karmic cala 6 osobowa sale-
      spokojem, spokojnym tlumaczeniem, pomagalam znalesc wygodna pozycje i
      dla dziecka i dla matki. Polozne generalnie wpadaly i co tu kryc-
      bolesnie sciskaly za cyca- jest pokarm pani przystawia- i do
      widzenia. kluczem jest czas- trzeba na spokojnie bo tu wielki cyc, tu
      malutkie usteczka, oboje bez instrukcji obslugi, wyposazeni jedynie w
      odruch ssania smile

      za to oberwalam przy najmlodszym za karmienie ponad rok. Ironia
      polega na tym ze ja juz mialam baaardzo dosyc no ale on nie mial. I
      widac bylo ze taka mama z cyckiem bardzo mu potrzebna- ja juz
      zachowywalam sie troche jak kotka- a to pacnelam lapa bo mnie gryzl a
      to zabralam piers po chwilowym sysaniu. Co ja sie nasluchalam ze taki
      duzy o matko.....
      • ledzeppelin3 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 18:28
        Dlatego zawsze będe błogosławić Żelazną, bo tam położna siedzi z położnicą pół
        nocy i się uczą. A i doradca laktujący jest bardzo ok. No i dzieci karmią
        systemem strzykawka-palec. Z tym, że oczywiście wybór karmienia jest Jedynie
        Słuszny...
        • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 21:11
          No to własnie z Żelaznej pochodzi mój ulubiony epizod z moim udziałem.
          Wchodzi komisja laktacyjna: - karmi Pani?
          Ja, że tak.
          Pierwsze dziecko?
          Nie, trzecie.
          Poprzednie karmione?
          Tak, każdy przez rok.
          Są jakieś problemy?
          Nie ma.
          Proszę pokazać sutki.
          YYYYYY? Po co?
          Musimy zobaczyć, czy są prawidłowe, czy nie będzie miała pani problemów z
          karmieniem.

          I weź tu kobieto, karm dziecko piersią intuicyjnie i nie doszukuj się problemów
          tam, gdzie ich nie ma smile Naprawdę z ulgą przyjęłam informację, że moje sutki się
          nadają do karmienia smile
          • swinka-morska Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 22:24
            ???
            Po porodzie leżałam na Zelaznej przez 8 dni i nie widziałam żadnej
            komisji laktacyjnej... Każda położna, którą tam spotkałam była
            kumata w sprawach laktacyjnych.
            • ciociacesia a mnie kazda mowla co innego 20.03.10, 22:56
              i nie wiem jak byloby ze mna gdyby byly problemy jakies
            • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 23:19
              > Po porodzie leżałam na Zelaznej przez 8 dni i nie widziałam żadnej
              > komisji laktacyjnej...

              A ja leżałam niecałe dwie doby i miałam wizytę trzyosobowej komisji, która
              przyszła w sprawie karmienia piersią, o.
              Dobrze, że chodzą i same pytają i chcą pomagać. Ale ciut zindywidualizowanego
              podejścia mi zabrakło smile
              • ledzeppelin3 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 15:26
                Leżałam w 2006 roku 4 doby i w 2008 roku 3 doby i żadnej komisji nie widziałam,
                o. Natomiast KAŻDA położna służyła pomocą w przystawianiu. Nigdy nie spotakałam
                się z bardziej zindywidualizowanym podejściem niz na Żelaznej. No a mam Karową
                do porównania. Piekło-Karową, gdzie kobieta jest pochwo-macicą, juz nawet nie
                pochwo-macico-sutkiem...
                • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 16:43
                  Znaczy co, chcecie mi powiedzieć, że mi się to przyśniło? Chętnie bym uwierzyła,
                  gdyby nie to, ze cały czas pamiętam swój opad szczęki.
                  • malila Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 20:05
                    Falka, bez żartów. Nie ma powodów, żeby Ci nie wierzyć. Przynajmniej
                    ja takich nie widzę. Mimo że leżałam tam ponad tydzień i też żadnej
                    komisji nie widziałam na oczy. Widziałam natomiast bardzo
                    sympatyczną psycholożkę, która odwiedzała położnice. Położne też
                    odbierałam jako wspierające. Liczę więc na to,że ta komisja to był
                    po prostu jakiś ewenement.
    • triss_merigold6 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 21:32
      Eeee ja się nie p.... w tańcu. W Międzylesiu dzieci dokarmiano na
      życzenie bez fochów tylko trzeba było kupić potem szpitalowi paczkę
      Nan1. Moje akurat lekkim twistem od początku ładnie zmieniało butlę
      na pierś i jadło bez większych problemów, tylko mało ale taki urok
      mojego dziecka, że nie był fanem jedzenia. Mieszane wybrałam ze
      względu na własną wygodę, ściągac mi się zwyczajnie nie chciało.
      Dziecko zdrowe, niealergiczne.
    • e.mama.s Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 21:48
      Też to przechodziłam tylko dwa lata temu. Najwięcej pomogła mi
      doradca laktacyjny w szpitalu, siedziała codziennie przy mnie z
      jakąś godzinę. Karmiłam najpierw z każdej piersi po 10 minut, potem
      robiłam mieszankę bo maly był głodny a następnie laktatorem
      odciągałam powietrze następne 10 min. Niestety pokarm zanikł po
      zapaleniu piersi po chyba ..5 miesiącach.
      • vre-sna A może nadszedł czas by 20.03.10, 22:43
        przestac byc osobami zewnątrzsterowalnymi?

        Myslę, Kawko,że nadajesz sie na osobę, która moglaby (bo ma siłę
        argumentu)załozyc ogolnospołeczną akcję - stop przemocy laktacyjnej!
        Zalecany rozsądek!

        Zgadzam sie, że istnieje jakis przymus społeczny, żeby wymęczoną
        matke pognębic jeszcze bardziej.

        Przy drugim dziecku jest nieco łatwiej - ale czlowiek równiez gdzies
        tam ulega presji.

        Gdy moje mlodsze dziecie było mniejsze mialam do czynienia z
        nawiedzeniami i niestety nie dotyczylo to tylko karmienia, równiez
        innych dziedzin. A to rozwoju, a to, że dziecko juz w brzuchu mamy
        uczy się kultury muzycznej... Normalnie sajgon.



    • ewcia1980 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 22:54
      szczerze??? - to tylko i wyłacznie nasza wina.
      nasza - czyli kobiet.
      bo nie ma to jak dowartościowac sie kosztem drugiej.
      a ze kobiety maja tendencje do wymadrzania sie i dawania rady gdy
      nikt o nie nie pyta - to jest tak jak jest!!
      bo kto pyta młoda mame czy karmi piersia????
      druga kobieta!!!!
      facet o to nie pyta.

      ja miałam problemy z karmieniem piersia.
      córke karmiłam 6 tygodni, syna 4 bo dłuzej nie dałam rady.
      przy córce bardzo sie przejmowałam tym, ze nie moge wykarmic dziecka.
      prawie wpadłam w depresje gdy po 6 tygodnia prawie bezustannego
      karmienia dziecko mało co przybrało na wadze.
      przy synku juz sie tak nie przejmowalam.
      gdy ktos pytał - odpowiadałam - ale nie pozwalałam drazyc tematu i
      krótko ucinałam rozmowe gdy ktos chciał mnie wpedzac w poczucie winy.

      sama przezyłam terror laktacyjny i co???

      w poniedziałek przyjezdzam do szwagierki, która wróciła ze szpitala
      z synkiem, pomóc jej wykapac dziecko. i pierwsze co pytam
      to "karmisz piersia????
      "nie??? no co ty??? dlaczego???"
      po chwili sie opamietałam i skonczyłam temat mówiac "a karm sobie
      jak tam chcesz. wazne zeby i tobie i dziecku było dobrze"
    • wspinaczka73 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 23:39
      dobrze, że poruszyłaś ten temat... moja córcia ma już prawie 6
      tygodni skończone a ja już na szczęście doszłam do równowagi
      psychicznej, ale pierwsze tygodnie były dla mnie bardzo przykre jeśli
      chodzi o temat karmienia. Mała nie chciała ssać piersi, w szpitalu
      zaraz po urodzeniu nie zainteresowano się mną czy mała ssała pierś -
      było tak jak napisałaś, sprawdzanie czy jest pokarm, rozmowa z
      siostrą laktacyjną która sprawdziła, że dobrze przystawiam do piersi
      i tyle. Pediatra nie zainteresował się moimi problemami z karmieniem
      piersią, w karcie wpisano "karmienie naturalne" a przecież nie
      zapytała mnie pani doktor o to, to bym powiedziała, że w pewnym
      momencie w nocy byłam już porządnie zaniepokojona, że inne maluchy
      jedzą a moja nie, i poszłam po mieszkankę do położnych. To moje
      pierwsze dziecko więc nie wiedziałam czego się spodziewać, po
      porodzie byłam też nie do końca psychicznie na siłach, żeby
      odpowiednio reagować i latać do lekarki i napraszać się na jakieś
      fachowe informacje. Skutek był taki, że musiałam sama podjąć decyzję,
      żeby nie zagłodzić małej jaką mieszankę wybrać, horror bo strach czy
      nie robię krzywdy dziecku. Na wizycie patronażowej usłyszałam
      dokłądnie jak to opisałaś pieść pochwalną na temat karmienia piersią
      a na moją odpowiedź, że mi się to nie udaje i że proszę aby mi jakąś
      mieszankę doradził, to się dowiedziałąm, że wszystkie są ok. W domu
      się miotałam, próbując karmić piersią ale dziecko się mocno
      denerwowało, wrzeszczało, czułam się jakbym znowu jej krzywdę robiła.
      Kolejna porada laktacyjna niewiele pomogła. W międzyczasie ciotka
      wydzwaniała do mnie i wypytywała czy karmię piersią, a co, a jak,
      czułam się jak zbrodniarka. W końcu trafiłam na położną środowiskową,
      która okazało się, miała podobne problemy do moich i pocieszyła mnie
      jakoś, również moja Mama powiedziała mi, że nie jestem złą matką, i
      że najważniejsze aby dziecka nie zagłodzić i aby przybierało na
      wadze. Byłam na prostej drodze do depresji w związku z tym
      ideologicznym podejściem do karmienia i brakiem rzetelnych informacji
      na temat karmienia sztucznego. Jakoś sobie z tym poradziłam,
      odpuściłam, przestalam się obwiniać, mała jest zdrowa, wesoła, rośnie
      a ja czuję się wreszcie dobrą matką ... dlaczego to tak musi
      wyglądać? dlaczego muszę szukać informacji na puszce ze sztucznym
      mlekiem lub w internecie, a lekarze nabierają wody w usta i zasypują
      ogólnikowymi formułkami?
    • kunegunda32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 23:50
      To ja jeszcze dodam, że moja Młoda najpierw dużo spadła na wadze, bo wklęsłe
      brodawki, bo mało pokarmu, bo nie umiała ssać a ja jej nie potrafiłam
      przystawić. Następnie porządnie zżółkła i nie robiła kup. Młodą w samochód i do
      poradni. A tam łolaboga! Lament i oskarżenia że dziecko żółte bo za mało
      karmione, za mało przybiera na wadze, że jak ja moger jej pozwalać takie długie
      przerwy robić i w ogóle co ja opowiadam przecież mam pokarm i ona ssie. Ergo
      jestem patologicznie złą matką która głodzi dziecko. Wtedy spotkałam znajomą
      neonatolog która powiedziała, karm jak chcesz, mleko plus mieszanka, ale karm.
      No i tak zrobiłam. Na następnej wizycie była już inna pielęgniarka laktacyjna
      pani Małgosia która spokojnie i łagodnie nauczyła mnie jak Młodą przystawiać.
      Ale to że ona za mało przybiera cały czas miałam za uszami, no i efekt jest taki
      że moje "maleństwo" w wieku 5 miesięcy waży 8 kgsuspicious I teraz jest dla odmiany
      lament "Ależ ona gruba!" "Ale tłuściutka!" "Ale ją zapasłaś!" a ja karmię że tak
      powiem lege artis, tylko cycem, na żądanie, je ile chce, noc przesypia. Czyli
      jak by się człowiek nie odwrócił, tak zawsze doopa z tyłu!
    • an_ni Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 20.03.10, 23:51
      ja mysle ze to znak czasow, w wiekszosci po prostu my kobiety
      jestesmy zagubione w roli matki, nie mamy naturalnych przykladow, bo
      nie mieszkamy ze starszymi pokoleniami, z siostrami, kuzynkami, nie
      widzimy ich w takich rolach zanim same w nie wejdziemy wiec instynkt
      zawodzi a do tego nie ma bliskiej osoby, ktora na zywo by doradzila
      co robic.
      tez pamietam to sciskanie za piers w szpitalu, to brutalne
      dostawianie dziecka do piersi, te idiotyczne karmienie na żądanie, w
      nocy rowniez i najlepiej przez caly pierwszy rok, ten zakaz
      dopajania - teraz jak to wspominam, to mam wrazenie, ze moje dziecko
      sie tym meczylo tak jak i ja sama.

      nigdy wiecej nie wyobrazam sobie karmienia po 10 razy na dobe a tak
      mialam w pierwszych tygodniach az sie dzieciak przejadl i
      zwymiotowal zakrztuszajac i wowczas ustalilismy rozklad karmien i
      poszlam stara szkola - nie ma ze bez przerwy wisi mi dzieciak na
      cycku, jest czas na karmienie i na odpoczynek.
      tego tez zabraniaja swiezym matkom ! terror laktacyjny kaze trzymac
      oseska przy cycku najlepiej non stop, zalecenia przelezenia
      kilkunastu godzin w lozku z dzieckiem przy cycku (w celu rozkrecenia
      laktacji) wzbudzaly we mnie zawsze nerwowy chichot i ochote do
      przykucia takiego doradcy do krowiej dojarki na 48 godzin

      w mojej sytuacji technicznych problemow z karmieniem nie mialam w
      ogole, zadnego bolu, zastojow, zapalen, ale i tak powinnam byla
      dolaczyc butelke, dosc szybko ok 3 m-ca, bo moje dziecko sie nie
      najadalo i wiecznie wylo a propiersiowa pediatra namawiala i
      namawiala na sama piers az dzieciak w ogole nie chcial wziac smoka
      butelkowego do ust a ledwo przybierala na wadze
      poza tym ja nie lubilam w tym okresie (3-5 miesiac zycia dziecka)
      karmienia, bo na zadanie bylo zbyt czesto i za dlugo trwalo, ale
      jakos psychicznie nie moglam sie wyrwac z tego obowiazku, (potem
      bylo lepiej, bo mala miala rozszerzona diete i karmienie piersia
      byla juz milym dodatkiem) - to tez terror laktacyjny ze to jedyne
      dobro dla dziecka, a po mleku modyfikowanym to sa kolki, zaparcia,
      otylosc, popsute zeby, plesniawki itp

      to powinnien byc kolejny etap kampanii rodzic po ludzku - karmic po
      ludzku
      czyli tak jak chce, jak moge, jak, kiedy i czym pasuje mi i dziecku
      a doradztwo powinno byc doradztwem a nie sekta propiersiowa
      • easyblue Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 09:12
        > to powinnien byc kolejny etap kampanii rodzic po ludzku -
        > karmic po ludzku
        O! To doskonały pomysł!
        • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 10:33
          Jestem za. Tylko że na dzień dobry mamy pierwszą przeszkodę - ustawowy zakaz promowania mleka początkowego (promowania = informowania, mleko początkowe nie istnieje). Zaraz w drugim rzędzie mamy brak funduszy. W trzecim - ignorancję personelu medycznego. W czwartym - kobiety, które gnoją inne kobiety.
          Ciężka praca nas czeka wink
    • modrooczka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 00:12
      Kobiety dawniej sobie pomagały, bo mieszkały w wielopokoleniowych domach. Teraz
      każdy ma sam sobie radzić. Moja siostra przy pierwszym dziecku przeszła gehennę
      i dlatego powiedziała, że jak tylko urodzę to mi pokaże jak karmić. Słowa
      dotrzymała, siedziała u mnie w szpitalu dzień po dniu i uczyła. Dlatego nie
      byłam zdana na łaskę i niełaskę położnych. Teraz jak zadaję komuś pytanie, czy
      karmi piersią i jak idzie to w tle mam propozycję, że mogę pomóc. Doświadczenie
      już mam bo wykarmiłam swoją trójkę i jeszcze jedno nieswoje dziecko. To trzeba
      zwyczajnie cierpliwie bez histerii pokazywać, jak trzeba to zaproponować
      kapturki, polecić dobrą maść na pęknięte brodawki a jak trzeba to doradzić
      karmienie mieszane żeby się matka i dziecko odstresowali - niby niewiele ale
      położna, która ma dla każdej pacjentki 5 min tego nie zrobi.
      A co do informacji to zawsze mi się zdawało że kąciki laktacyjny i butelkowy w
      "Dziecku" i "Twoim dziecku" są dosyć sensownie prowadzone. Sensowna jest też
      książka Nehring-Gugulskiej, ale nic nie zastąpi praktyki. I to nie żeby ktoś
      pogadał tylko właśnie posiedział pół dnia, przyjrzał się, poradził itd.Jednym
      słowem życzę wam dobrych sióstr, kuzynek i koleżanek smile
      • phantomka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 00:28
        Ja widocznie mam duzo szczescia, bo zarowno szpital byl otwarty i
        pomocny wobec kazdej metody karmienia, jak i lekarze, z ktorymi sie
        spotkalam. O rodzinie w ogole nie wspomne, bo wszyscy traktowali to
        jako norme, ze karmie metoda mieszana. Ja rowniez nie mialam z tego
        powodu dolow (mimo bywania na forach internetowychsmile ) bo po prostu
        wiedzialam od zawsze, ze karmienie piersia nie bedzie dla mnie jakos
        szczegolnie atrakcyjne.
        • izak31 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 07:24
          Po tym wąku i jeszcze po innych na innych forach juz się boję.
          Staram sie o dziecko ale wiem,ze nie bede karmic piersią. Po prostu
          chcę aby moje piersi nalezały tylko do mnie i po porodzie chce
          wrocic do leczenia migren. Juz teraz staram sie edukowac meza w
          zakresie terroru laktacyjnego aby zadbał aby zadna osoba w szpitalu
          nie przstawila dziecka ani nie dotykała moich piersi. No i szykan
          tez sie ciut boję, jak sie zloszcze to potrafie byc wulgarna i mam
          stracha,ze jakass polozna uslyszy,że jest je***ą ku**ą.
    • guderianka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 08:44
      Kawko-wiesz dobrze, że internet nie jest reprezentacyjnym przejawem
      zachowań i wiedzy człowieka w rożnych tematach, w tym i w temacie
      karmienia noworodka/niemowlęcia. W sieci jest syf, zasyp informacji,
      bełkot, w codziennym zyciu zdarza się on już rzadziej.
      Grunt to działanie w zgodzie ze sobą i włożenie stoperów w uszy na
      słowa innych.

      p.s. w ogóle to bardzo bardzo Wam gratuluję smile))
      • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 08:52
        Wiem, Guderianko, że internet to syf - problem robi się wtedy, kiedy ten syf jest jedynym źródłem informacji, bo pomoc personelu medycznego pozostawia wiele do życzenia (nie zawsze, ale zbyt często). Pediatra nabiera wody w usta, doradca laktacyjny ściska pierś aż do bólu, a położna powtarza jak papuga: 'przystawiać, przystawiać!, ale jak - to już sobie sama radź, kobieto.
        W ogóle to bardzo dziękujemy smile)
        • guderianka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 09:43
          Kawko-wtedy należy poprosić o pomoc..mamę smile
          • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 10:05
            Gdyby moja matka żyła, poprosiłabym ją na bank.
            Teściowa miała radę zbliżoną do rady położnej - przystawiać! Widać nie mieściło się jej w głowie, że można przystawiać źle ;p
            • guderianka Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 11:57
              No bo przecież powinnaś mieć instynkt, intuicję i wrodzoną wiedzę
              ehh..
              Powiem Ci -może na pocieszenie- że I dziecko karmiłam 11 mcy -do
              momentu bólu gdy piersi miałam tak pogryzione że powiedziałam;dość.
              Drugie dziecko do 8 mca tez z bólem- bo młodzież szybko zabki
              dostała, pogryzla mnie okrutnie i 6 tygodni poświecałam swe cialo i
              psychikę by też powiedzieć : basta! i stwierdzić że trzecie dziecię
              jesli zechce sie zjawić karmić będe od razu butelką! A tak serio- o
              ile mam świadomość korzyści wynikających z karmienia piersią o tyle
              nie mam zamiaru się z tym męczyć dłużej niż pozwala moja psychika i
              ciało.
          • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 12:55
            > Kawko-wtedy należy poprosić o pomoc..mamę smile

            Biorąc pod uwagę, że nasze mamy karmiły nas w większości niebieskim mlekiem co 3
            godziny po 15 minut, może być problem ze znalezieniem mamy, która naprawdę ma
            doświadczenie w karmieniu piersią. Na tym właśnie polega problem - że łańcuch
            wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie został przerwany i trzeba tą
            wiedzę samemu odkopywać. Prędzej pomoże doświadczona w karmieniu równolatka, niż
            mama, która przestała na polecenie lekarza karmić po dwóch tygodniach, bo miała
            za chude mleko.
    • easyblue Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 09:07
      A która matka "jest lepsza"?smile Ta, która karmi mm, bo tak
      zdecydowała, czy tak, która karmi piersią bo... tak jest taniejtongue_out
      Bo ja piersią bo mleko strasznie drogie dla młodego /za puszkę
      starczającą na 3 dni płacę 25 zł!/. Więc w tym wypadku "lepsza" jest
      moja znajoma, która karmi mm i musi się wykosztować, a ja
      mogłam "zaoszczędzić na dziecku" na butytongue_outPP

    • bacha1979 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 14:59
      kawka chyba nieco przejaskrawiasz problem.

      Mam nieodparte wrażenie, że terror widza tylko matki hmm mało pewne siebie i
      takie które nie bardzo odnajdują się w nowej roli, mam nadzieję, że nie obrazisz
      sie bo nie o to chodzi.
      Z moich obserwacji wynika, na temat karmienia piersią matki wiedzą bardzo mało.
      Nawet te wykształcone. Jak czytam, że mam za mało pokarmu/ za "słaby" pokarm
      bolą mnie zęby, bo w 95% to nieprawda.
      Wina leży np. w złym przystawianiu...
      A informacje na temat karmienia piersią można znaleźć choćby na forum, w szkole
      rodzenia (mi bardzo się to przydało).

      Rodziłam w szpitalu w małym mieście i oprócz wyjątków, położne i lekarze mieli
      DUŻĄ i rzetelną wiedzę na temat karmienia naturalnego.
      Karmiłam piersią równe 7 miesięcy i nie ukrywam jestem z tego dumna, wszak nie
      każdy umie czy może...

      Nie widzę nic złego w pytaniu- jak karmisz, dopatrywanie się tu podtekstów to
      szukanie sobie urojonych problemów.

      Reasumując - albo masz pecha do doradców laktacyjnych, albo jesteś
      przewrażliwiona w tym temacie.
      • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 15:19
        Ja się opieram nie tylko na swoim doświadczeniu, ale i na setkach cudzych doświadczeń. Bardzo bardzo przykrych doświadczeń.
        Przeczytaj sobie choćby to, co zostało napisane w tym wątku. Oczywiście istnieje pewne prawdopodobieństwo, że wszystkie jesteśmy przewrażliwione i szukamy dziury w całym. Bardzo możliwe, że tylko mi się zdawało, że ktoś mnie ściska za sutek i nie chce udzielić mi odpowiedzi na pytanie o prawidłowe przystawianie. Nie wykluczam, że brak przyrostu na wadze i pierwsze symptomy odwodnienia u mojej córki tylko mi się przyśniły. Istnieje także możliwość, że doradczyni laktacyjna, która była u mnie w domu, była urojeniem, a zmasakrowane sutki skutkiem długiej sesji sadomaso, a nie miętolenia przez wyjącego z głodu niemowlaka.
        BTW pisałam nie o terrorze, a o obłędzie - to jednak nieco inna kwalifikacja czynu. Sama piszesz, że matki wiedzą bardzo mało o karmieniu piersią - ja w związku z tym postuluję szersze propagowanie tej wiedzy już w szpitalu, przez dobrze wyszkolony, cierpliwy i życzliwy personel medyczny.
        Jeśli dla Ciebie to, o czym napisałam, nie jest problematyczne, to super i gratulacje, ale może warto byłoby pochylić się nad półmatkami, którym obrazki w sieci jakoś nie pomogły.
        Reasumując - szkoda, że nie widzisz problemu, ale zdarza się i tak.
        • bacha1979 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 19:21
          Przeczytaj sobie choćby to, co zostało napisane w tym wątku. Oczywiście istniej
          > e pewne prawdopodobieństwo, że wszystkie jesteśmy przewrażliwione i szukamy dzi
          > ury w całym. Bardzo możliwe, że tylko mi się zdawało, że ktoś mnie ściska za su
          > tek i nie chce udzielić mi odpowiedzi na pytanie o prawidłowe przystawianie. Ni
          > e wykluczam, że brak przyrostu na wadze i pierwsze symptomy odwodnienia u mojej
          > córki tylko mi się przyśniły.

          Nie wmówisz mi, że piszesz o tym bez emocji...


          Istnieje także możliwość, że doradczyni laktacyj
          > na, która była u mnie w domu, była urojeniem, a zmasakrowane sutki skutkiem dłu
          > giej sesji sadomaso, a nie miętolenia przez wyjącego z głodu niemowlaka.



          Nie rozumeim w takim razie o co ci chodzi,. Krytykujesz terror czy obłęd jak
          zwała tak zwał, sama zaś poddajesz się niemu biernie. Bo jak inaczej nazwać
          Twoją uporczywą walkę o karmienie piersią???

          Sama piszesz, że matki wiedzą bardzo mało o karmieniu piersią - ja w związ
          > ku z tym postuluję szersze propagowanie tej wiedzy już w szpitalu, przez dobrze
          > wyszkolony, cierpliwy i życzliwy personel medyczny.

          Wyczytałaś wyżej, że nie miałam zastrzeżeń do wiedzy o laktacji personelu
          medycznego w szpitalu w którym rodziła, a jest to nie jakiś super szpital, ot
          szpital położniczy w niewielkim mieście...
          Sama piszesz, że matki wiedzą bardzo mało o karmieniu piersią - ja w związ
          > ku z tym postuluję szersze propagowanie tej wiedzy już w szpitalu, przez dobrze
          > wyszkolony, cierpliwy i życzliwy personel medyczny.

          Jeśli ktoś chce naprawdę sporo nawet w necie wyczytać nawet w necie.

          Jeśli dla Ciebie to, o czym napisałam, nie jest problematyczne, to super i grat
          > ulacje, ale może warto byłoby pochylić się nad półmatkami, którym obrazki w sie
          > ci jakoś nie pomogły.

          A gdzie wyczytałaś, że nie było problematyczne??Bo NIC takiego nie napisałam.
          Kwestia determinacji i wyszukania pewnych informacji, tyle.
          Nadymasz się jakbym Ci powiedziała- Ty kawka jesteś matka do kitu, a tymczasem
          widzę tą sytuację INACZEJ, chyba mam prawo wypowiedzi i wyrażenia swojego punktu
          widzenia... Chyba, że oczekiwałaś tylko wypowiedzi które utwierdzałyby Cię w
          Twoim przekonaniu, było zaznaczyć.
          • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 19:42
            > Nie wmówisz mi, że piszesz o tym bez emocji.

            A dlaczego mam pisać bez emocji? Doświadczenie jest dość przykre i świeże, więc czemu mam udawać, że gówno mnie to obchodzi?

            Krytykujesz terror czy obłęd jak
            > zwała tak zwał, sama zaś poddajesz się niemu biernie. Bo jak inaczej nazwać
            > Twoją uporczywą walkę o karmienie piersią???
            >

            Czy Ty w ogóle zrozumiałaś, o co mi chodzi? Wydaje mi się, że zajarzyłaś tylko 'obłęd' i 'laktacyjny', a resztę sobie dośpiewałaś. W tej sytuacji nie widzę sensu dalszej wymiany zdań, dopóki nie przeczytasz tyle razy postu założycielskiego, aż zrozumiesz, co mnie boli.
            • bacha1979 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 21:44
              Owszem zrozumiałam.
              I jedyne z czym się mogę zgodzić ( w sumie nie wiem jak to jest- nie sprawdzałam) to brak informacji nt. mleka modyfikowanego dla noworodków.
              I o ile pewnie są przypadki terroru o tyle cześć lasek jest na tym punkcie mocno przewrażliwiona- patrz e.mama.s.
              Już widzę jak wszyscy ludzi potępiają Cię za takie czy inne karmienie.
              • kawka74 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 22:08
                Możesz się nie zgadzać z poglądami, ale nie możesz kwestionować cudzych doświadczeń, moich i innych kobiet. To znaczy - możesz, ale to głupio wygląda.
                I nadal uważam, że nie uchwyciłaś sedna sprawy - może wtedy byś się tak nie upierała.
      • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 15:30
        > Mam nieodparte wrażenie, że terror widza tylko matki hmm mało pewne siebie i
        > takie które nie bardzo odnajdują się w nowej roli, mam nadzieję, że nie obrazis
        > z
        > sie bo nie o to chodzi.

        Nieprawda. Ja - w kwestii karmienia piersią - byłam od pierwszego dnia po
        pierwszym porodzie bardzo pewna siebie i taką pozostałam. A terror i sekciarstwo
        widzę gołym okiem. Wobec innych, wobec mnie samej też. Możesz nawet i karmić
        piersią, ale to nie wystarczy, musisz być też poprawna ideologiczne, zawsze
        jesteś z gruntu podejrzana, jeżeli nie śpiewasz pieśni pochwalnych, nie
        rozkładasz się z cyckami na ołtarzu, nie trzęsiesz się ze zgrozą nad każdą
        karmiącą butelką - tylko ot tak se po cichu i bez rozgłosu karmisz własne
        dziecko. Jak w sekcie - kto nie jest z nami, jest przeciwko nam.
        • verdana Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 15:53
          Dla mnie najwyraźniejszym elementem terroru jest zdanie, ktore
          słysze z ust wszystkich propagatorów karmienia "Kazda kobieta moze
          wykarmić dziecko".
          To zwykla kłamstwo. Sa kobiety, ktore nie mają pokarmu. Nie dlatego,
          ze się nie starają - najlepszy dowód to takie same zjawisko wsrod
          zwierzat. Mój nieszczesny doktorant przez miesiąc karmił butlą
          cztery szczeniaki jamnika, bo matce dwa dni po porodzie skonczył się
          pokarm.
          Drugie - już nie kłamstwo, a uogólnienie - karmienie piersią jest
          satysfakcjonujace dla matki. Dla niektórych - na pewno. Dla innych -
          nie. Ja należę do kobiet, ktore karmily tylko z obowiązku, nie
          znosilam tego - nawet po roku karmienia moje uczucia sie nie
          zmienily. Pytanie - czy naprawdę karmienie przez niechetna tej
          czynnosci matkę jest dla dziecka optymalne jakoś nie zostaje zadane.
          • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 16:40
            to co piszesz, to jedno. Przeszkadza mi to, ale jestem w stanie w ostateczności
            traktować to jako skrót myślowy oznaczający "większość kobiet" czyli "nie tylko
            wybrane, nieliczne, którym było dane i spłynęła na nie łaska boska w postaci
            laktacji, za co powinny dziękować do końca życia Bozi, bo tylu matkom nie było
            to DANE". Bo ta druga postawa jest zatrważająco rozpowszechniona.

            Mnie bardziej rusza, na reklamach mleka modyfikowanego tekst (związany z
            przepisami prawnymi) "Kiedy już zdecydujesz się przestać karmić piersią...".
            Czyli przepisy, które zabraniają nawet wspomnieć, nawet zasugerować, że w ogóle
            istnieje możliwość jego nie rozpoczęcia. A nawet jeżeli są takie, które się
            ośmieliły i nie rozpoczęły,(albo nie mogły rozpocząć, bo muszą brać leki
            ratujące życie czy zdrowie) to jest to patologia, o której się głośno nie mówi w
            towarzystwie, a nie szczęśliwa wzorcowa mama na wzmiankowanej reklamie. Na takie
            manipulacje jestem bardziej wyczulona, bo one są subtelniejsze, trudniejsze do
            świadomego zauważenia, więc trudniej jest je świadomie zanegować i powiedzieć
            "to kłamstwo", bo nie ma tam kłamstwa, jest tylko sugestia i wykluczenie poza
            nawias jako sankcja.
      • bweiher Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 18:06
        bacha1979 napisała:

        > kawka chyba nieco przejaskrawiasz problem.

        Jak większość kobiet które odpowiedziały na ten wątek ?


        > Mam nieodparte wrażenie, że terror widza tylko matki hmm mało
        pewne siebie i
        > takie które nie bardzo odnajdują się w nowej roli,

        Czy do matek nie odnajdujące się w nowej roli zaliczasz także
        te które maja juz po parę sztuk dzieci?Dla nich to chyba nie jest
        nowa sytuacja?


        > Z moich obserwacji wynika, na temat karmienia piersią matki wiedzą
        bardzo mało.

        No właśnie,bo nikt dobrze nie edukuje młodych matek.


        > A informacje na temat karmienia piersią można znaleźć choćby na
        forum, w szkole
        > rodzenia (mi bardzo się to przydało).


        Może i tak ale tam są wiadomości przedstawiane na "sucho" ze tak
        powiem.Ew lalki udające noworodki.Czy pokazywano ci jak się
        przystawia prawdziwego noworodka?Bo mnie nie.




        > Karmiłam piersią równe 7 miesięcy i nie ukrywam jestem z tego
        dumna, wszak nie
        > każdy umie czy może...


        No właśnie,nie każdy umie czy może.To wkońcu może czy nie?



        > Nie widzę nic złego w pytaniu- jak karmisz, dopatrywanie się tu
        podtekstów to
        > szukanie sobie urojonych problemów.


        Macanie po cyckach i ściskanie za suty w szpitalu to według Ciebie
        urojony problem?To widocznie większość kobiet ma takie
        urojenia.Dziwne troche nie sądzisz?

        > Reasumując - albo masz pecha do doradców laktacyjnych, albo jesteś
        > przewrażliwiona w tym temacie.

        Ja bym powiedziała że 95% ma problemy z karmieniem i ty znalazłaś
        się w tych 5% które niestety nigdy nie zrozumieją tych 95.

        Żeby nie było sama piersią karmiłam.
        • falka32 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 18:36
          > > Karmiłam piersią równe 7 miesięcy i nie ukrywam jestem z tego
          > dumna, wszak nie
          > > każdy umie czy może...

          A ja uznam, że skończył się obłęd laktacyjno - butelkowy, kiedy nikt nie będzie
          robił z tego powodu do dumy.

          ale w to "Ja bym powiedziała że 95% ma problemy z karmieniem i ty znalazłaś się
          w tych 5% które niestety nigdy nie zrozumieją tych 95." - trudno mi uwierzyć.
          Nie znam statystyk, ale do jasnej anielki, gdyby karmienie piersią było takie
          skomplikowane i tylko dla wybranych (i mogło być powodem do dumy), to nasz
          gatunek by nie miał prawa przetrwać, nawet na krowim, bo nie wszędzie są krowy.
          Ja rozumiem, że tam, gdzie jest zaburzony instynkt (a może być zaburzony choćby
          przez presję społeczną, przez jakieś normy, przez kulturę, tak samo jest
          przecież z "umiejętnością" rodzenia), kobiety mogą mieć problemy z czynnościami
          które opierają się w głównej mierze na instynkcie. Ale za krótko trwa ewolucja
          naszego gatunku i za krótko nasz gatunek ma dostęp do alternatywnych metod
          karmienia niemowląt, żeby mogło w populacji nagle znaleźć się 95% kobiet,
          obiektywnie niezdolnych fizycznie do wykarmienia niemowlęcia. To jest zwyczajnie
          niemożliwe.
          • bweiher falka! 21.03.10, 20:16
            eee...oświeć mnie do kogo skierowałaś swoje pisane słowa?
            Bo w twoim watku pomieszałaś dwa różne posty,dwóch różnych kobiet.
            I teraz nie wiem czy odpowiedziałaś na mój post czy na post bacha
            ?
            • falka32 Re: falka! 21.03.10, 21:02
              > eee...oświeć mnie do kogo skierowałaś swoje pisane słowa?
              > Bo w twoim watku pomieszałaś dwa różne posty,dwóch różnych kobiet.
              > I teraz nie wiem czy odpowiedziałaś na mój post czy na post bacha
              >
              ?

              Odpowiedziałam w jednym poście na fragment wypowiedzi bachy oraz na fragment
              twojej wypowiedzi a swoje pisane słowa skierowałam do szerokiej rzeczy
              czytelniczek emamy smile
        • bacha1979 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 19:31
          Może i tak ale tam są wiadomości przedstawiane na "sucho" ze tak
          powiem.Ew lalki udające noworodki.Czy pokazywano ci jak się
          przystawia prawdziwego noworodka?Bo mnie nie.


          Nawet laki nie przystawiano, wyobrażasz sobie.. Mi wystarczyło co innego-
          zasygnalizowanie co może sprawić trudności i jak należy sobie radzić z nimi.


          No właśnie,nie każdy umie czy może.To wkońcu może czy nie?

          Lepiej by było gdybym napisała, że karmienie butla to żadna sztuka???


          Macanie po cyckach i ściskanie za suty w szpitalu to według Ciebie
          > urojony problem?To widocznie większość kobiet ma takie
          > urojenia.Dziwne troche nie sądzisz?

          Dziwne to sa te opowieści o macaniu. NIKT MNIE NIE MACAŁ ANI MOJEJ BRATOWEJ,ANI
          KOLEŻANEK...
          • q_fla Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 22.03.10, 11:54

            NIKT MNIE NIE MACAŁ ANI MOJEJ BRATOWEJ,ANI
            > KOLEŻANEK...

            Dziwne. Mnie macano, moją kuzynkę i moje koleżanki.
            Bujasz, aż ci się z nosa kurzy...big_grin
      • e.mama.s Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 19:39
        "Jak czytam, że mam za mało pokarmu/ za "słaby" pokarm
        bolą mnie zęby, bo w 95% to nieprawda. "

        Jesteś panem Bogiem czy co? To nie czytaj albo idź do dentysty!
        Takie teksty to mnie w*urwiały na maksa!!! bo prawie każda mamcia,
        którą spotkałam w przyechodni np uważała tak jak ty. I nie kryły się
        patrząc z wielkim oburzeniem niektóre mamuśki jak karmilam butelką
        noworodka.
        Zrobiłam wszystko co mogłam żeby mieć pokarm.
        • bacha1979 Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 21:38
          Jesteś panem Bogiem czy co? To nie czytaj albo idź do dentysty!


          Nie pojełaś ironii? Szkoda.


          > Takie teksty to mnie w*urwiały na maksa!!! bo prawie każda mamcia,
          > którą spotkałam w przyechodni np uważała tak jak ty. I nie kryły się
          > patrząc z wielkim oburzeniem niektóre mamuśki jak karmilam butelką
          > noworodka.

          Lol, przewrażliwiona byłaś do bólu...
          • an_ni prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 21.03.10, 23:47
            wlasnie przez takie kobiety jak ty Bacha terror laktacyjny istnial i
            istnieje. przez takie ograniczone teksty wlasnie innym wlacza sie to
            przewrazliwienie, czy tzw obled i wkurw, ktory opisuje tu Kawka

            wiesz co to byla za akcja rodzic po ludzku? jeszcze niedawno rodzace
            kobiety traktowane jak krowy, kladziono na lozku porodowym na x
            godzin, golono im krocze, robiono lewatywe a potem wyciskano dziecko
            byle szybciej, bo nastepna czeka. i te kobiety, ktore mialy po tym
            traume nazywano przewrazliwionymi histeryczkami
            ty teraz nazywasz karmiace z problemami histeryczkami
            tak jak i te ktore chca miec cc, badz nienacinane krocze.
            a z innej beczki, te, ktore dzieci miec nie chca - tez sa
            przewrazliwione, bo przeciez to naturalne zeby dzieci miec!

            ja juz pisalam nie mialam technicznych problemow, mleko mialam,
            mialam raczej chwilowe problemy emocjonalne zwiazane z karmieniem
            (ze powinnam a mnie to strasznie meczy) i latwiej by mi bylo nawet
            gdybym miala problemy z przystawianiem czy produkcja mleka, po
            prostu bym przestala. Moze wtedy jakos hormony pozwolily mi
            przetrwac ten okres, moze po prostu zacisnelam zeby, ale nie wynosze
            sie ponad inne, bo karmilam 11 miesiecy (a ty ledwie 7 - moglabym
            powiedziec) i nie wypisuje tekstow z kosmosu ze 95% to przypadki
            przewrazliwienia a nie rzeczywistego problemu, bo to po prostu
            glupie i bezczelne.
            • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 07:36
              an_ni GDZIE napisałam, że te kobiety są histeryczkami??Wskaż mi proszę. Nie
              wkładaj mi na klawiaturę słów które nie napisałam.
              • q_fla Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 09:49

                Może nie napisałaś nic o histeryczkach, ale ton twojej wypowiedzi
                jednoznacznie na to wskazuje.
                Przy drugim dziecku byłabym mądrzejsza: gdyby taka bacha stanęła
                nade mną karmiącą butlą i zaczęła w podobnym dziamgolić swoje racje -
                złapałabym za kołnierz i kopniakiem wywaliła za drzwi, bo do takich
                świetych - idealnych - wszystkowiedzacych - pouczających -
                wywyższających inna argumentacja nie przemawia.
                • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 10:08
                  • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 10:35
                    CytatDyskusja jest wszechobecnym ponoć terrorze laktacyjnym, przypominam.

                    Nie.
                    Dyskusja NIE jest o ponoć wszechobecnym terrorze laktacyjnym.
                    Naprawdę czasem warto czytać uważnie post założycielski i warto to robić nie ulegając modzie na stawanie okoniem - po co się kompromitować?
                    • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 10:49
                      Ty zwiesz to obłędem, ja zwę to terrorem, jak zwał tak zwał. Chodzi o jedno.
                      Widzę, że nie możesz zboleć, tego, że nie podpisałam się pod tym jakie to matki
                      są biedne itp.
                      Dopuszczasz w ogóle ewentualność, że ktoś może to ODBIERAĆ INACZEJ???
                      • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 10:56
                        Oczywiście. Tylko jeśli ktoś 'odbiera inaczej' na zasadzie 'u mnie tak nie było, więc wam się zdaje i przesadzacie', to raczej kwalifikuję to do oślego uporu i podejrzewam spadek wydolności intelektualnej na skutek niekorzystnych warunków pogodowych, a nie 'odmienne poglądy'.
                        W tym wątku pojawiło się sporo matek, które nie miały żadnych problemów czy też poważnych problemów, ale chyba żadna z nich nie próbowała tak głupio negować cudzych doświadczeń, bo to o doświadczenia, a nie poglądy chodzi.
                        • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:04
                          kawka74 napisała:

                          > Oczywiście. Tylko jeśli ktoś 'odbiera inaczej' na zasadzie 'u mnie tak nie
                          było > , więc wam się zdaje i przesadzacie', to raczej kwalifikuję to do oślego
                          uporu > i podejrzewam spadek wydolności intelektualnej na skutek niekorzystnych
                          warunków > w pogodowych, a nie 'odmienne poglądy'.

                          Nie umiałaś się powstrzymać od złośliwości??? Pogoda na Ciebie takdziała?uncertain


                          Było napisać, że chodziło Ci tylko o pisanie o traumatycznych doświadczeniach z
                          karmieniem, a nie o obiektywna dyskusję...
                          • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:11
                            Jeśli nie działa spokojne tłumaczenie, może podziała szpila.
                            Wszystko, co napisałam w pierwszym poście, jest wynikiem moich i cudzych doświadczeń. A tu przychodzi Bacha i mówi, że u niej było inaczej i że w związku z tym przesadzamy i się nakręcamy. Gdyby Bacha napisała - u mnie było inaczej, jest przyzwoity personel medyczny, miałam z takim do czynienia, więc nie jest może tak źle, koniec, kropka, powstrzymujemy się od oceny, reakcja byłaby zupełnie inna.
                            • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:15
                              kawka74 napisała:

                              > Jeśli nie działa spokojne tłumaczenie, może podziała szpila.
                              > Wszystko, co napisałam w pierwszym poście, jest wynikiem moich i cudzych doświa
                              > dczeń. A tu przychodzi Bacha i mówi, że u niej było inaczej i że w związku z ty
                              > m przesadzamy i się nakręcamy.


                              Doczytałaś w pierwszym moim poście słowo "chyba"??? Czy widząc, że ktoś- o
                              zgrozo, śmie sie z Tobą nie zgodzić, uznałaś, że już Ty mi pokażesz???
                              • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:37
                                A czy słowo 'chyba' coś zmienia? Obawiam się, że nie.
                                Myślę, że dla dobra wszystkich zainteresowanych lepiej zamknąć ten fragment dyskusji.
                                • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:39
                                  Obawiam się, że nie.
                                  A ja jestem pewna, że tak. Szkoda, że nie chcesz tego dostrzec.
                                  • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:54
                                    Nie tylko ja najwyraźniej.
                                    Po prostu wzmianka o przesadzaniu była nie na miejscu i asekuracja słówkiem 'chyba' nie złagodziła przykrego wrażenia.
                      • malila Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:50
                        bacha1979 napisała:

                        > Ty zwiesz to obłędem, ja zwę to terrorem, jak zwał tak zwał.
                        Chodzi o jedno.

                        Terror i obłęd to dwa różne słowa majace różne znaczenia. Kawka
                        pisze o braku dostępu do wiedzy, o ograniczonej możliwości
                        podejmowania decyzji przez kobietę w sprawie karmienia wynikającej z
                        - samowoli pracowników służby zdrowia (czy to na poziomie
                        ordynatora, czy położnej, czy kogo tam jeszcze);
                        - potraktowania kobiety jak krowy w oborze, której zadaniem jest
                        dostosować się do poleceń;
                        - limitowania wiedzy na temat laktacji i karmienia butelkowego i
                        redukowania jej do ogólnie znanych pojęć, które niewiele dają, kiedy
                        się przechodzi do czynu i napotyka problemy (swoją drogą przypomina
                        mi to położną ze szkoły rodzenia, która w punkcie "stan zapalny
                        piersi" zacinała się na "nie należy do niego dopuszczać"wink)
                        - deprecjonowania kobiet bez względu na to, jak karmią, czym karmią
                        i jak długo karmią.

                        A Ty jej na to odpowiadasz, że: "na temat karmienia piersią matki
                        wiedzą bardzo mało", "Wina leży np. w złym przystawianiu...".
                        Ależ oczywiście, kobiety wiedzą na ten temat mało. Bo może się tę
                        wiedzę w nieodpowiedni sposób propaguje. Może się nie wszędzie ją
                        propaguje. Może się jej nie propaguje, tylko powarkuje na matki, że
                        ich kompetencje są niadekwatne w stosunku do zajmowanego stanowiska.
                        Kto wie, może niedługo zaczną za to potrącać z pensji.
                        Źle przystawiają, bo prawidłowe przystawianie trzeba pokazać. Nie na
                        lalce, tylko na konkretnym noworodku i na konkretnej piersi. Ale że
                        kobiety wiedzą za mało, to już Kawka napisała. Napisała też, że
                        chciałaby wiedzieć więcej, ale ta bardziej szczegółowa wiedza jest
                        jakoś tak trudno dostępna. A ty jej na to: "A informacje na temat
                        karmienia piersią można znaleźć choćby na forum, w szkole rodzenia
                        (mi bardzo się to przydało)." Czujesz różnicę między sobą i innymi?
                        Masz świadomość tego, że ktoś inny może mieć taki problem, o którego
                        istnieniu możesz nawet nie wiedzieć, nie mówiac o radzeniu sobie?

                        W związku z tym stwierdzenie: "terror widza tylko matki hmm mało
                        pewne siebie i takie które nie bardzo odnajdują się w nowej roli."
                        prowokuje do zadania Ci pytania: z tego, że udało Ci się karmić
                        tyle, ile ci sie udało, wynika, że jesteś pewna siebie i że nie
                        ma "terroru"?
                        • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 12:05
                          Tak a propos wiedzy z internetu - prawie wszędzie stoi, że dziecko powinno uchwycić brodawkę wraz z otoczką. Mojej brodawki wraz z otoczką nie uchwyciłby nawet Steven Tyler, a co dopiero noworodek. Nijak się nie dało obejść bez pokazania karmienia na MOJEJ piersi i MOIM dziecku.
                  • q_fla Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:22
                    Dziamgu, dziamgu....
                    Gadaj do słupa...
                    A słup - moja dupa.
                    • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:24
                      q_fla napisała:

                      > Dziamgu, dziamgu....
                      > Gadaj do słupa...
                      > A słup - moja dupa.

                      Sama o sobie wystawisz świadectwo, brak argumentów, wcisnęłaś tekst o dupie.
                      Szkoda, że zaczynałaś dyskusje skoro TAK MAŁO masz do powiedzenia.
                      • q_fla Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:29


                        > Szkoda, że zaczynałaś dyskusje skoro TAK MAŁO masz do powiedzenia.
                        >

                        Bo nie chce mi się wysilać dla kogoś, kto poza własnym tyłkiem, o
                        przepraszam cyckiem świata nie widzi.
                        • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:34
                          Przyznaj, nie umiesz dyskutować, brakło Ci ARGUMENTÓW, więc zasłaniasz sie teraz
                          tym, że Ci się nie chce...
                          Ochłoń radze.
                          • q_fla Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:44
                            Tak, nie potrafię dyskutować z egoistką, do której żaden ARGUMENT
                            nie dociera.
                            Zmienić się radzę.
                            • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:49
                              q_fla napisała:

                              > Zmienić się radzę.


                              W jakim sensie? przyklaskiwać Q_fli???
                              • q_fla Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:52
                                W sensie ogólnym.
                                Przyklaskiwać mi nie musisz, w ogóle mi na tym nie zależy. Na tobie
                                (celowo z małej litery) tym bardziej.
                                • bacha1979 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 12:00
                                  Dziękuje za rady. Korzystam raczej z rad osób mądrych, więc Twoja na nic mi sie
                                  nie przyda...
                                  Ależ mi dogryzłaś ta mała literką!big_grin
                • joxanna Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 10:24
                  A ja napiszę, co usłyszałam od moje doradczyni-latkacyjnej, bardzo mądrej kobiety, pediatrzycy, super tolerancyjnej i - z jednej strony - działającej w tym komitecie karmienia piersią (czy jakoś tak), a z drugiej nieprzesadnie terroryzującej.

                  Otóż ona twierdzi, że w PL ogólnie karmi się piersią średnio 1-2 miesiące. Potem matki odstawiają. To jest średnia - są takie, które karmią i rok, są takie, które w ogóle piersią nie karmią.

                  Problem w tym, co się daje dziecku w zamian. I pewnie my tu, na forum, dajemy / dawałybyśmy te wszystkie NAN itp, mleka mod, które w niczym nie ustępują naturalnemu. Ale wiele matek w PL, uboższych, nieświadomych daje po prostu dowolne mleko w proszku. Z reklam dowiedziały się, że mają dawać mleko w proszku, ale nie załapały, że to ma być modyfikowane mleko.

                  I stąd ponoć bierze się terror laktacyjny. Żeby trafić do tamtych matek. Z naszej strony problem w tym, że wszystkie jesteśmy potraktowane jedną łopatą, zamiast uzyskać sensowne informacje.

                  No, jest terror, trudno zaprzeczyć. Dobrze się wpisuje - jak piszecie - w ogólne traktowanie matek jako zidiociałych krów, które nic nie wiedzą, są leniwe, trzeba im wydawać polecenia i broń-boże nie pozwolić na odrobinę myślenia, bo dziecko zagłodzi.

                  Ja najbardziej nie lubię pytania 'karmisz?'. Bo co, matki butelkowe nie karmią? Dzieci głodują?

                  A przy tym jestem tą szczęściarą, która dwójkę karmiła po 12-13 miesięcy i trzecie też planuje (jak da radę). Lubię to, sprawia mi przyjemność i dobrze pasuje do mojego lenistwasmile. Ale przy pierwszym potrzebowałam pomocy mądrej dor-lakta, tak, że naprawdę miałam dużo szczęścia.
                  • falka32 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:18
                    Ale wiele matek w PL, uboższych, nieświadomych daje po prostu dowolne m
                    > leko w proszku. Z reklam dowiedziały się, że mają dawać mleko w proszku, ale ni
                    > e załapały, że to ma być modyfikowane mleko.
                    >
                    > I stąd ponoć bierze się terror laktacyjny. Żeby trafić do tamtych matek.

                    No tak, tylko jak w to wpisać w takim razie ustawowy zakaz reklamy mleka
                    modyfikowanego nr 1??? Skoro te matki czerpią informacje właśnie z reklam, a
                    tych reklam czy tekstów sponsorowanych, które powinny do nich trafić, nie wolno
                    publikować?

                    Już nie wspomnę o tekstach niesponsorowanych, tylko redakcyjnych, których nie
                    widuję, bo chyba nadal to jest temat tabu.

                    W tym problem właśnie, że zamiast dostarczać tych informacji i edukować
                    niedoedukowane, postawiono na psychologiczną presję na karmienie piersią. Trochę
                    od dupy strony, czyż nie?

                    Mnie pediatra odmówiła informacji o tym, jakie mleko modyfikowane mogłabym podać
                    3-miesięcznemu dziecku. Serio. Pomimo, że wiedziała, że to jest moje trzecie
                    dziecko karmione piersią, poprzednie były karmione do roku. Kiedy się upierałam,
                    wypisała mi receptę na Nutramigen (dziecko nie miało alergii, ja nie miałam od
                    niej żadnych sugestii zmiany diety, mleko miało służyć awaryjnie w razie mojego
                    wyjścia z domu na dłużej). Nutramigen, dla tych, którzy nie wiedzą, smakuje jak
                    ropa naftowa wymieszana z eurespalem i można się zrzygać na sam zapach. To jest
                    preparat mlekopodobny dla alergików, którzy nie mogą jeść niczego innego.
                    Przepisanie mi tego bez żadnych wskazań medycznych było czystym aktem sabotażu,
                    wiadomo było, że dziecko przyzwyczajone do innego pokarmu tego nie tknie.
                    Zresztą, żeby chyba zrobić na złość pani doktor, właśnie Nutramigen silnie
                    uczulił mojego syna tongue_out

                    Czy to są działania mające na celu edukowanie nieświadomych matek?
                    • q_fla Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:27
                      Mam to szczęście, że pediatrami mojego dziecka są mężczyźni.
                      Normalni mężczyźni. Na pierwszej wizycie lekarz tylko zapytał jak
                      jest córka karmiona i jakim mlekiem. Bez słowa komentarza zapisał w
                      karcie. Po dwóch miesiącach pojawiły się u córki bardzo niewielkie
                      zaparcia i za namową i rzetelną informacją od pediatry przeszłyśmy
                      na bebilon z bardzo zadowalającym efektem.
                    • kawka74 Re: prosze zywy przyklad "kobiecego wsparcia"! 22.03.10, 11:50
                      Lekarka mojej córki na wieść, że karmię sposobem mieszanym, zapytała, co podaję, i kazała dziecko obserwować pod kątem uczulenia, czy nie ma po mm jakichś dolegliwości. Ale pani doktor obsługuje już kolejne pokolenie i być może za dobrze pamięta 'niebieskie', żeby robić aferę z czegoś lepszego jakościowo.
                      Mocno wątpię w to, że matki poinformowane rzetelnie o możliwościach karmienia, o mieszankach i butelkach, gremialnie porzucą karmienie piersią, ale najwyraźniej jesteśmy uważane za półmózgi, które nie są w stanie dokonać racjonalnego wyboru.
    • tully.makker Re: Laktacyjno-butelkowy obłęd 21.03.10, 19:15
      Urodzilam starszego syna 17 lat temu, kiedy - trudno uwierzyc - nie bylo
      internetu, a doradca laktacyjny byz zadszym zjawiskiem od najrzadszego
      storczyka. Moj syn ze wzgledu na komplikazje okoloporodowe by 2 doby w
      inkubatorze, na zadna pomoc i porade w kwesti karmienia nie mozna bylo liczyc
      ani w szpitalu, ani poza nim. Mimo pogryzionych brodawek, z ktrorych przez 3
      pierwsze tygodnie leciala kwer z mlekiem udalo nie sie karminc przez 19 miesiecy
      - synek odstawil sie sam. Nastepnego karmilam 26 miesiecy, nie bez problemow,
      ale jakos dalam rade.
      I szczerze mowiac, nie rozumiem robienia takich problemow z prostej, naturalnej,
      fizjologicznej czynnosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka