Piszę żeby się wygadać, i żeby przeczytać też co myslą o tym inni. Długa
historia. I chodzi o stereotypowa teściową. Aż mi głupio ze mam tak
stereotypowe życie
Zacznę od tego że jestem osobą spokojną, ugodową. I zawsze byłam przekonana że
z kazdym da się porozmawiać, dogadać. I że zawsze trzeba dążyć do zgody.
Co do rodziny mojego męża - jest zdominowana przez kobiety - matka, babka,
siostra. Jego ojca nigdy nie poznałam, po rozwodzie kilka lat temu słuch po
nim zaginął. Są to kobiety które zawsze mają rację, musza postawić na swoim.
Gdy ich poznałam, nie zrobiłam zbyt dobrego wrażenia. Głównie ze względu na
wygląd bo takie wartości się tam liczą. Bylam za gruba, miałam nie taką
fryzurę, byłam zbyt "miastowa" i nie nadawałam się dla ukochanego synka.
Już wtedy słyszałam tam wiele przykrych i chamskich komentarzy. Nie umialam na
nie reagować bo nigdy wcześniej się z takim chamstwem nie spotkałam.
Przemilczałam większość tych uwag.
Mam żal do teściowej o wiele slów, o to co powiedziała na wieść o naszych
zaręczynach, o wiele rzeczy. Czasem jej o tym mówiłam, ale ona obraca takie
rzeczy w żart.
Po ślubie przeprowadzilismy się do domu teściowej i mieszkamy wszyscy razem:
my, tesciowa, szwagierka z facetem, a za scianą w swoim domu babcia. Wiem,
wiem że to jest najgorsza rzecz jaką mogliśmy zrobić. Wiedziałam o tym od
początku. Ale nie zdołałam przekonac mojego męża. Mąż chce tu mieszkac jeszcze
rok lub dwa az bedziemy mogli wziac kredyt na własne mieszkanie. Ja wolałabym
wynajmować cokolwiek. Ale niestety kwestie finansowe są dla męża wazniejsze
niz moje nerwy w strzępkach.
Mieszkamy tu już 8 miesięcy i właściwie ciagle cos jest nie tak.
A wygląda to tak: mnie ciągle coś wnerwia i frustruje, ale rzadko się odzywam,
bo odzywanie się i tak nic nie daje.
Kilka razy zaczynałam jakies rozmowy. Coś tam się zmieniło, ale znów inne
kwestie sie popsuły. Tesciowa przestała wydzwaniac co pol godziny jak nie ma
nas w domu, to znów zaczeła wchodzić do pokoju bez pytania. Przestała sie
pytac dokąd wychodzimy, ale dytkuje mi jakie firanki mam zawiesic w swoim
pokoju. Jedna kwestia w duzych nerwach i z wielką łaską zostanie rozwiązana,
zaraz wychodzi następna. To sa ludzie kompletnie neitaktowni i niekulturalni.
Bardzo głosni i kłótliwi.
Własnie spędziliśmy u nich pierwsze świeta. Na poczatku wszyscy udawali
szczesliwa rodzinkę, wieczorem wywiązała sie kłótnia. W sumie o błahostkę, o
psa tesciowej który jest bardzo uciazliwy. Dodam ze nie ja wyszłam z
pretensjami, tylko szwagierka zaczeła sie klocic z tesciową. Gdy ja i facet
szwagierki zabralismy głos (na spokojnie, nie krzycząc) uslyszelismy od babki
ze kim my tu jestesmy zeby tak się rządzić!!! Na koneic dowiedziałam sie ze
ejstem kłótliwa i ze same ze mna problemy! Jak widac siedzenie cicho sie nie
opłacało bo i tak wszystko odczytaja po swojemu.
Na koniec powiedziałam, ze ok widze ze nie da sie porozumiec, trudno. Jeszcze
rok, poltora i sie wyprowadzimy, wiec beda mieli spokoj i beda rozwiazywac
takie kwestie po swojemu.
Dopiero to tesciowa ruszyło. Dosc szybko znalazło sie rozwiazanie problemu z psem.
Mam wrazenie ze ona dałaby wszystko i zrobiłaby wszystko byle tylko jej synek
nie wyprowadził sie z domu.
W poniedziałek przyjechała rodzina, udawalismy ze wszystko jest ok. Ale dzis
przemyslałam wszystko na spokojnie i stwierdziłam ze nie moge tak sprawy
zostawic. Za duzo zostało powiedziane.
Nie jestem na niczyjej łasce i nie musze tam mieszkac. Mieszkam tam tylko ze
wzgledu na meza. Zamierzam isc dzis do tesciowej i krótko oznajmic ze nie
zycze sobie tekstow takich jak w niedziele. Oraz ze przez grzecznosc wiele
rzeczy dotad przemilczałam, ale to się skończy.
Ufff to sie wygadałam. Dziękuję za wysłuchanie