gosia.w40
19.05.10, 19:28
Jak w temacie, najpierw robiłam zakupy, potem odebrałam córkę z przedszkola. W
domu kazałam starszej wypakować, poszłam z małymi połazić po kałużach, bo
przestało padać. Teraz patrzę, w lodówce nie ma mięsa, w samochodzie też.
Musiało zostać w przedszkolu. jutro pewnie będzie nadawało się dla psa.Z
jednej strony śmiać mi się chce, z drugiej się wkurzam. Wobec większych
problemów, to małe piwo, ot powódź, w moich stronach zagrożenie już minęło
(rodzina nieźle podtopiona), ale w skali kraju przeraża. Jutro córka idzie do
szpitala, w piątek ma mieć operację; dodatkowo awaria wody - to są problemy, a
ja pisze o zgubionym mięsie. Ot wygadałam się