agab51
05.03.04, 22:17
cholera, no nie wiem od czego zacząć.
nic dobrego nie napiszę.
życie mi się wali.
napiszę krótko: od 5 tygodni siedzę z Ewcią (3,5 m-ca)w szpitalu, w celach
diagnostycznych. z objawów klinicznych wynika, że ma mukowiscydozę,
teraz czekamy na wyniki badań genetycznych. ale to nie koniec, bo
jeszcze jest coś, czego nie potrafią rozpoznać- ma za mało hormonu
wydzielanego przez przytarczyczki (norma 10, ewcia ma 2!!!).
teraz moja malutka jest już w lepszym stanie, miała przetoczoną
krew, dostała białko, ma suplementację witamin i enzymów, nawet
odrobinę drgnęła na wadze (waży już 4500g). ale ogólnie stan jest b. ciężki.
mąż i ja praktycznie mijamy się w drzwiach pokoju szpitalnego
(nie może być dwoje przy jednym dziecku), nawet nie mamy jak się
wspierać, każde z nas przechodzi przez to w samotności. poza tym on siedzi
w domu, z asią (rok i 10), zaniedbał wszelkie prace, pewnie niedługo
zabraknie nam na pieluchy. bardzo tęsknię za asią, widuję ją 2-3 razy w
tygodniu, biegamy po korytarzach, albo rzucamy piłeczkę, albo rysujemy.
tak tęsknię za normalnością.
czemu los jest taki okrutny?
dziś, po kolejnej nieprzespanej nocy wymiękłam i zadzwoniłam do męża,
żeby mnie wymienił w szpitalu, mam zamiar odpocząć przez weekend w
domu, z asią pobyć. mam nadzieję, że ewcia nie polubi butelki, a ja
nie stracę pokarmu.
i to tyle u nas.
proszę wszystkie mamy o modlitwę. ja jakoś nie potrafię myśleć teraz o bogu.